Opublikowano Dodaj komentarz

Aleksandra Chapko czyta fragment rozdziału XVII “Eldorado nad Biebrzą – Zofia”

Aleksandra Chapko, aktorka Teatru Polskiego we Wrocławiu, czyta fragment książki Marii Narel-Challot pt. "Eldorado nad Biebrzą. Zofia"

Czytany fragment rozdziału XVII

Dzisiaj na suchowolskim targu Zofia z trudem rozpoznała Jasiuka. Był ubrany jak Sowieci w nową wojskową koszulę, obszerną, wykładaną na spodnie i przepasaną paskiem. Pomimo przejmującego chłodu, nie miał na sobie wierzchniego okrycia. Rubaszka musiała być ciepła, widocznie z wełnianego sukna, a nie z cienkiego bawełnianego drelichu. Zofia już miała do niego podejść i zagadnąć, gdy zaczepił go jakiś Sowiet. Zrzucił swój płaszcz na ziemię i stanął przy Jasiuku. Zaczął trącać go ramieniem, wskazując swoją podniszczoną rubaszkę.

— Machniom?!? — krzyknął, gestykulując zawzięcie.

— Niet, nie machniom. Moja rubaszka porządna, zimowa. A twoja licha. Nie chcę takiej zamiany — odparł hardo.

Żołnierz rzucił się na niego z pięściami. Zaczęli się szarpać, okładać. Zofia struchlała. Przewaga fizyczna zięcia nad przeciwnikiem była oczywista. Nie daj Boże go zrani! Albo jeszcze gorzej – zabije. Dopiero ściągnie na siebie i na rodzinę kłopoty! To przecież najeźdźca, a nie rodak, by stawać z nim do bójki! Już miała rzucić się między nich, kotłujących się na ziemi, gdy zauważyła, jak Jasiuk się opanował. Unieruchomił ramiona przeciwnika i odepchnął go na bezpieczną odległość. Wstał, odpiął pas i ściągnął z siebie koszulę. Rzucił mu ją pod nogi. Sowiet zrobił to samo, zadowolony z korzystnej wymiany. Szybko zabrał lepszą, a swoją zostawił, ale Jasiuk tylko splunął, zawrócił na pięcie i odszedł. Zofia dopadła go z poczuciem ulgi.

— Dobrze, że powstrzymałeś tę bijatykę. Wiesz, jak to mogło się zakończyć. Lepiej unieść się honorem. Taka koszula to mała strata. Pal ją licho!

Przy furmance, Jasiuk otrzepał się z piasku, założył starą kurtkę i zaproponował Zofii, by zajechali do Czerwonki, bo ma im coś do pokazania.

 

Więcej informacji na stronie poświęconej książce: https://jzi.org.pl/produkt/eldorado-nad-biebrza-zofia/

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Suwalski Park Krajobrazowy

Miłośnicy Suwalszczyzny postać Antoniego Patli jednoznacznie kojarzą z powstaniem Suwalskiego Parku Krajobrazowego – jednego z najpiękniejszych zakątków Polski. Antoni Patla był jednym z pomysłodawców wdrożenia tej idei w życie. Ostatnie dekady swojego życia poświęcił krzewieniu wiedzy o regionie. Był inicjatorem powstania i kierownikiem Muzeum Regionalnego w Suwałkach. Pracował jako przewodnik turystyczny i działacz Ligi Ochrony Przyrody. Nie wolno zapominać o wcześniejszych latach życia Antoniego Patli, gdy walczył w Legionach Polskich o wolność Ojczyzny, gdy parał się dziennikarstwem w Grodnie i innych ciekawych epizodach. Wszystko opisał w swoim skróconym życiorysie, który opublikowaliśmy w artykule: „Antoni Patla – działacz społeczny, dziennikarz, krajoznawca, nauczyciel, kapitan WP„. Wkrótce światło dzienne ujrzą dwie książki autorstwa Antoniego Patli: „Notatnik z niełatwego życia” będący wspomnieniami od czasu dzieciństwa do końca lat 40. oraz przewodnik „Piękno ziemi suwalskiej”, w którym A. Patla w wyjątkowy sposób opisuje uroki Suwalszczyzny. Poniżej przedstawiamy artykuł Antoniego Patli, który ukazał się w periodyku „Ziemia” w 1973 r.

Suwalski Park Krajobrazowy

Antoni Patla

Wielki szlak turystyki pieszej (195 km) przecinający Suwalszczyznę ekscentrycznymi liniami jest tak pomyślany, aby ni. in. wyeksponować nową jednostkę geograficzną – Suwalski Park Krajobrazowy.

Niektóre elementy Parku były znane już wcześniej, jeżeli nie szerokim rzeszom turystów pieszych, to wąskim kręgom naukowców: geografom. geomorfologom, hydrobiologom. Opisywali je: prof. dr Stanisław Pietkiewicz, prof. dr Czesław Pachucki, prof. dr Stangenberger, dr Ber i inni. Idea Parku narodziła się jednak później.

Udokumentowany wniosek o utworzenie Parku wpłynął do władz w latach pięćdziesiątych. Jego skutkiem był przyjazd do Suwałk Komisji Ekspertów, która po trzydniowej wizji lokalnej zaakceptowała projekt z drobnymi tylko korektami przestrzennymi.

Pełną jego realizację komplikował fakt, że w obrębie Parku znajduje się wiele osiedli i pól uprawnych, co wymagało szczegółowych studiów i ustalenia, które fragmenty mają być wyłączone z upraw rolnych, które poddane zalesieniu, a które pozostawione w dotychczasowym stanie.

Przeprowadzenie takich studiów Wojewódzka Rada Narodowa w Białymstoku zleciła Wyższej Szkole Rolniczej w Olsztynie. która zadanie wykonała w końcu 1970 r. Na podstawie tego materiału Wojewódzka Pracownia Urbanistyki i Planowania Przestrzennego w Białymstoku sporządziła dokładną, precyzyjnie spoziomicowaną mapę Parku, ustalając główne punkty widokowe, ważniejsze drogi dojazdowe itp.

Suwalski Park Krajobrazowy nie ma jeszcze pełnego statusu prawnego, gdyż na temat jego obszaru toczą się w dalszym ciągu dyskusje. Autor artykułu, jako twórca projektu Parku, postuluje włączenie do jego obszaru wspaniałych meandrów rzeki Czarnej Hańczy na odcinku od wsi Malesowizna do Czarnakowizny, dwa starożytne cmentarzyska jaćwieskie koło tej wsi, niezwykle ciekawy obiekt – Górę Krzemieniuchę oraz Jeleniewską Bramę Wód Lodowcowych z pięknymi drumlinami koło wsi Rutki.

Obszar i granice Suwalskiego Parku Narodowego będą następujące:

Granicę wschodnią stanowi szosa jeleniewska na odcinku Prudziszki – Jeleniewo – Gulbieniszki – Sidory.

Granicę północną wyznacza szosa na odcinku Sidory – Kleszczówek – Smolniki oraz jej przedłużenie, droga dziś trudno jeszcze przejezdna, na odcinku Smolniki – Dzierwany – Stara Hańcza.

Granicę zachodnią określa droga Stara Hańcza – Mierkinie – Hańcza (wieś) – Wróbel – Kruszki – Pawłówka – Malesowizna.

Granica południowa nie została jeszcze ustalona.

Spełniając postulat Wojewódzkiej Pracowni Urbanistycznej, granica Parku biegłaby zygzakami od Malesowizny przez wysoki wał moreny bocznej w kierunku wsi Szurpiły, by dojść do Jeleniewa i tu zamknąć krąg obszaru od strony południowej.

Jeśli przeprowadzona zostanie korekta przestrzenna postulowana przez niżej podpisanego, granica Parku od wsi Malesowizna pójdzie meandrami Czarnej Hańczy do wsi Okrągłe, Zarzecze Jeleniewskie, Żywa Woda. Prudziszki, zamykając krąg od południa na szosie jeleniewskiej.

W tej drugiej wersji obszar Parku wynosiłby ok. 7000 ha, zaś w pierwszej – 6000 ha.

Generalnym założeniem Parku jest wyodrębnienie z obszaru Suwalszczyzny północnej terenu o wybitnych walorach krajobrazowych i obfitującego w formy rzadkie lub wręcz unikalne, a następnie udostępnienie tych obiektów szerokim rzeszom turystów.

Autokarowa wycieczka krajoznawcza, wjeżdżając na teren Parku od strony Suwałk, natknie się na liczne obiekty zasługujące na bliższe poznanie. Tuż za wsią Prudziszki (7 km na północ od Suwałk) oś szosy jeleniewskiej biegnie wyraźnie zarysowaną doliną szerokości około 500 m. Dolina ta to właśnie Jeleniewska Brama Wód Lodowcowych. Szlak wiedzie dnem byłej rzeki i to rzeki nie byle jakiej, bo półkilometrowej szerokości, choć zaledwie kilkukilometrowej długości.

Naprzeciwko małej wioski Rutki, w środku doliny, znajdują się osobliwe wzgórza w formie rogalików – są to drumliny, dowód oczywisty, że dnem tej rzecznej doliny sunął w pewnym okresie jęzor lodowca. A więc odczytujemy tu krajobrazy epok minionych.

Gulbieniszki – Góra Cisowa, fot. T. Smagacz
Gulbieniszki – Góra Cisowa, fot. T. Smagacz

 

Naprzeciwko kościoła w Jeleniewie szlak skręca w lewo, w kierunku wsi Kazimierówka i Szurpiły. W odległości pół kilometra przed wsią Szurpiły najwyższe wzniesienie stanowi znakomity punkt widokowy. Rysujący się w kierunku północnym krajobraz fascynuje swoją niezwykłością. Liczne wysokie wzgórza o bardzo stromych zboczach przeplatają się tu z błękitnymi taflami wód kilku jezior o bogato urozmaiconej linii brzegowej, stwarzając krajobraz urzekającej piękności. Jest to grupa jezior szurpilskich, Pośrodku niej dominuje potężne grodzisko obronne z okresu VI–XIII w., zwane popularnie Górą Zamkową. Warto podjąć trud wędrówki pieszej na szczyt grodziska, skąd rozciągają się we wszystkich kierunkach wspaniałe widoki.

Autokarem wracamy znów do szosy jeleniewskiej, kierując się na północ. Tu zwraca uwagę górujący wysoko nad otaczającym terenem potężny stożek wzgórza morenowego, zwany popularnie „Suwalską Fudżijamą”. Jest to stożek sandrowy uformowany w masywie lodowca przez wody spływające szczeliną. Wysokość 256 m n.p.ni., a w stosunku do otoczenia 100 m, świadczy o wielkości przebiegających tu procesów i unikalnej formie obiektu.

Ze szczytu „Fudżijamy”, a ściśle Góry Cisowej lub Gulbieniskiej, rozciągają się rozległe i bogate widoki w promieniu wielu kilometrów.

Jeziora Kleszczowieckie, fot. T. Smagacz
Jeziora Kleszczowieckie, fot. T. Smagacz

 

Za wsią Gulbieniszki zjeżdżamy w dół, by skręcić w lewo, w kierunku Kleszczówka i Smolników. Mijamy po drodze jeziora: Przechodnie, Postawele, Sidory. Za wsią Kleszczówek teren wznosi się. by kulminację osiągnąć na skraju wsi Smolniki, Na najwyższym punkcie szosy zatrzymujemy autokar, wysiadając, by podejść pieszo w lewo, na skraj pobliskiego „lasanka”, gdyż stamtąd mamy przepyszny widok na grupę Jezior Kleszczowieckich: Okrągłe, Pierty, Kojle. Urok ich polega na położeniu głęboko w dolinie (a więc są jak na dłoni) i na bogatej linii brzegowej oraz otoczeniu z trzech stron lasem. Po drodze napotykamy ciekawostkę botaniczną: masowo tu rosnący dziki czosnek.

Od kościoła w Smolnikach teren obniża się, a w najniższym punkcie widnieją rozstaje dróg. Nasza trasa wiedzie w kierunku szkoły, którą mijamy notując w pamięci zielony trójkąt, znak, że w okresie wakacji działa tu schronisko szkolne.

Za ostatnim domem w Smolnikach zatrzymujemy autokar i idziemy ok. 150 m w kierunku południowym, polną dróżką i zatrzymujemy się na wysokim, stromym zboczu, aby nasycić wzrok pięknem krajobrazu.

Głęboko w rozległej dolinie widnieje znów grupa jezior otoczona lasami. Centralnie usytuowane jezioro Jaczne ma nie tylko fantastycznie skomponowaną linię brzegową. ale i niezwykły, malachitowo-zielony koloryt wody. Jest to perla krajobrazu Suwalskiego i chyba jedno z najpiękniejszych jezior w Polsce.

O tę grupę jezior działacze ochrony przyrody toczyli zacięte boje z autorami projektu budowy hydroelektrowni szczytowo-pompowej, Tym razem, na szczęście, zwyciężyli „ochraniacze” suwalsko-augustowscy i białostoccy.

Nieprzejezdna na razie droga wiedzie nas teraz ze Smolnik przez las, w kierunku Dzierwan i północnego krańca słynnego jeziora Hańcza. W Dzierwanach skręcamy w lewo. Pośrodku wsi znajduje się niewielkie grodzisko obronne, nie zbadane jeszcze przez archeologów, zapewne jaćwieskie; teren tchnie jakąś polarną egzotyką, pola – to w większości ugory, nie tknięte jeszcze pługiem ze względu na olbrzymie ilości głazów, z których niektóre ważą kilka ton.

2 km dalej droga poprawia się. Wreszcie głęboko w dole błyszczy błękit lustra wody jeziora Hańcza, od 20 lat uznanego za rezerwat przyrody. Wydanie tego aktu prawnego było podyktowane względami nie tylko geologicznymi, ale i biologicznymi. Zarówno w dennych jak i przybrzeżnych strefach jeziora znajdują się okazy fauny, nigdzie w Polsce nie znane. Szczupaki dochodzą tu do kolosalnych rozmiarów (ponad 2 m). Dr żabiński znajdował tu zarówno okazy fauny alpejskiej, jak i polarnej. Skały uronione przez lodowiec na wschodnim brzegu są pochodzenia fińskiego, zaś na brzegu zachodnim – wyraźnie szwedzkiego.

Jezioro Hańcza należy wprawdzie do kategorii jezior średniej wielkości (305 ha), ale głębokością bije rekordy nie tylko w skali krajowej (108,5 m). Co więcej – geologowie stają tu wobec niebywałej zagadki. Oto zachodnie pobrzeże jeziora wyraźnie podnosi się, „puchnie”, gdy jego przybrzeże wschodnie obniża się. Tak więc występuje tu zjawisko tektoniki, stanowiące rewelacyjną zagadkę polskiego niżu. To zapadanie „wschodniego boku” obejmuje zapewne jego strefę denną, co by tłumaczyło fenomenalną głębokość tego jeziora i jego tektoniczną genezę.

Regaty na jeziorze Wigry, fot T. Smagacz
Regaty na jeziorze Wigry, fot T. Smagacz

 

Na północnej skarpie brzegowej oglądamy ruiny pałacyku Światopełka-Mirskiego, uczestnika powstania listopadowego. Od pałacyku zaczyna się już zachodni brzeg Parku Krajobrazowego. Droga tu niezła, zwłaszcza od wsi Mierkinie. Docieramy tędy do południowego krańca jeziora – do wioski Wróbel. Oglądamy miejsce wypływu rzeki Czarnej Hańczy z jeziora i kierujemy się jej biegiem w stronę Bachanowa. Tuż za wsią, na prawym brzegu, znajduje się wielki rezerwat głazowiskowy – na przestrzeni ok. 3 ha potworne stłoczenie głazów różnej wielkości, nie tknięte ręką ludzką od kilkudziesięciu tysięcy lat. Tych głazowisk było tu do 1939 r. znacznie więcej. Niestety – okupant niemiecki wyeksploatował większość do budowy „wilczego gniazda” w Gerłożu k. Kętrzyna, budując do tego celu specjalną linię kolejową, dziś już nieistniejącą.

Przez wieś Bachanowo aż do młyna w Turtulu Czarna Hańcza płynie głębokim kanionem o bardzo stromych zboczach, co sprawia niezwykle wrażenie. Patrząc w kierunku biegu rzeki w pewnej odległości za Bachanowem dostrzegamy dwa fenomeny morfologiczne: turtulsko-bachanowski oz, uznany przez geologów za najpiękniejszy w Polsce, oraz dolinę wiszącą, pozostałość po nie istniejącej już dziś rzece. która wpadała do Czarnej Hańczy. Dodajmy, że poziom dna tej doliny jest o 18 m wyższy niż poziom wody w Czarnej Hańczy.

Od Turtula Czarna Hańcza rozpoczyna fantastyczny bieg, tworząc niezwykle malownicze meandry, które kończą się w Starym Brodzie niedaleko Suwałk.

Suwalski Park Krajobrazowy dostarcza turystom nie tylko niezapomnianych wrażeń. ale i rzetelnej wiedzy z zakresu geomorfologii i przeszłości tego niezwykłego zakątka Polski.

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Sokol Brothers – wycinki z gazet

Poniżej zamieszczamy kilkanaście wycinków prasowych dotyczących trzech braci Sokolskich, pochodzących z Augustowa, którzy wyemigrowali w 1918 r. do USA i założyli w New Britain, Connecticut, dobrze prosperującą fabrykę płaszczy. Pełna historia Fabryki Płaszczy Braci Sokol, będąca ucieleśnieniem spełnionego amerykańskiego snu, dostępna jest w publikacji pt. Ludzie wielkich marzeń autorstwa Naomi Sokol Zeavin i dr. Donalda Z. Sokol.

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Piotr Bolesław Szczęsnowicz

Niedawno napisałem krótkie spostrzeżenie o urzędach fikcyjnych. Wspominałem tam o województwie dorpackim zwanym również derpskim. Myślałem, że o mieście Dorpat już raczej nie będę wspominać, aż tu…

Podczas porządkowania papierów na biurku wpadła mi w ręce karteczka z krótką notką o Piotrze Bolesławie Szczęsnowiczu. Przytoczę ją w całości, ale zaakcentuję nawiązanie do miasta Dorpat.

Piotr Bolesław Szczęsnowicz

Urodził się 19 października 1881 r. w Augustowie. Był synem Antoniego i Emilii z Milanowskich. Po ukończeniu szkoły miejskiej w Augustowie i gimnazjum przez 4 lata studiował w Warszawie. W 1908 r. ukończył uniwersytet w Dorpacie uzyskując tytuł lekarza. Przez pół roku pracował w Klinice Chirurgicznej we Lwowie. 27 czerwca 1909 r. wstąpił do służby wojskowej – najpierw był lekarzem w 20. Pułku Strzelców w Suwałkach, następnie naczelnym lekarzem 18. Pułku Strzelców. 1 sierpnia 1914 r. wyruszył na wojnę jako naczelny lekarz 17. Pułku Strzelców. Od 10 lipca 1915 r. był starszym ordynatorem szpitala dywizyjnego przy IV Korpusie Strzelców Syberyjskich w Rumunii, a potem starszym ordynatorem 483. szpitala polowego. W trakcie służby kilkukrotnie awansowany – 27 czerwca 1916 r. otrzymał stopień podpułkownika, zaś 16 grudnia 1917 r. z powodu pogarszającego się stanu zdrowia, będącego wynikiem chorób reumatycznych, został zdemobilizowany.

Akt urodzenia Piotra Bolesława Szczęsnowicza z ksiąg parafii augustowskiej. Stan księgi bardzo kiepski, notka na marginesie trudna do rozczytania - mówi o ślubie urodzonego w kościele bakałąrzewskim.
Akt urodzenia Piotra Bolesława Szczęsnowicza z ksiąg parafii augustowskiej. Stan księgi bardzo kiepski, notka na marginesie trudna do rozczytania – mówi o ślubie urodzonego w kościele bakałąrzewskim.

 

W okresie tworzenia się struktur Wojska Polskiego 13 stycznia 1920 r. zaciągnął się w jego szeregi i zweryfikowany w stopniu kapitana otrzymał najpierw przydział do rezerw personalnych szpitala okręgowego w Grodnie, zaś 20 lutego 1920 r. został uznany za niezdolnego do służby wojskowej.

Zamieszkał w Suwałkach prowadząc prywatną praktykę lekarską, specjalizował się w chorobach oczu. Zmarł 23 października 1926 r. w Suwałkach i został pochowany na tamtejszym cmentarzu. Był żonaty i miał czworo dzieci.

Uniwersytet w Dorpacie

Nazwa Dorpat w powyższej notce pojawia się w kontekście uniwersytetu, który był bardzo znaną i szanowaną placówką edukacyjną. Oto kilka słów na ten temat za Wikipedią:

Uniwersytet został utworzony w 1632 przez króla Szwecji Gustawa Adolfa jako Universitas Gustaviana, powstał na fundamentach jezuickiego Gymnasium Dorpatense, utworzonego przez Stefana Batorego w 1583, istniejącego do 1601 roku. Po krótkiej przerwie w czasie II wojny północnej uczelnia została reaktywowana w 1690 r. przez króla Szwecji Karola XI pod nazwą Universitas Gustaviana-Carolina. Później uniwersytet został przeniesiony do Parnawy. W 1802 r. na rozkaz cara Rosji Aleksandra I uczelnia powróciła do Dorpatu (współcześnie Tartu) jako Cesarea Universitas Dorpatiensis, gdzie działa do dziś. W latach 1898–1918 miała nazwę Uniwersytet Jurjewski (w związku z przemianowaniem Dorpatu na Jurjew). Językiem wykładowym uczelni był niemiecki, zaś od 1882 r. zaczęła się rusyfikacja przedmiotów, ostatecznie weszła ona w życie do 1898 r.

Uniwersytet Dorpacki zarówno pod rządami szwedzkimi, jak i przez większość okresu rządów carskich posiadał dużą autonomię w zakresie doboru kadr i kształcenia, a nawet utrzymywania policji uczelnianej, zastępującej w znacznym stopniu policję carską. Był też jedyną na terenie państwa rosyjskiego uczelnią kształcącą teologów (w tym pastorów) protestanckich. Od 1831 r., w związku z likwidacją przez władze carskie Uniwersytetu Wileńskiego i Uniwersytetu Warszawskiego, stał się głównym miejscem studiów Polaków z zaboru rosyjskiego, zarówno ze względu na przychylne Polakom stanowisko władz uczelni, jak i na opinię o wysokim poziomie kształcenia.

Uczelnia odegrała bardzo dużą rolę w kształceniu Polaków z zaboru rosyjskiego, po zlikwidowaniu przez Rosję uczelni w Rzeczypospolitej. W odróżnieniu od innych uczelni na ziemiach należących w tym czasie do Rosji, Uniwersytet Dorpacki prowadził liberalną politykę i unikał dyskryminacji Polaków. Ukończyli go między innymi Władysław Walewski, Tytus Chałubiński i Kazimierz Krzywicki.

Na Uniwersytecie Dorpackim w 1828 roku powstała najstarsza polska korporacja akademicka Konwent Polonia.

W roku akademickim 1931/1932 tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu w Tartu otrzymał prof. Bronisław Rydzewski.

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Najstarsze urodzenia i śluby z parafii Bakałarzewo

Działo się w Bakałarzewie
14 grudnia 1852 roku

Wykonując polecenie prześwietnego Konsystorza Jeneralnego Diecezyi Augustowskiej daty 3 czerwca r.b. No 386 w celu rozwinięcia Zarządzenia Komisyi Rządowej Spraw Wewnętrznych i Duchownych pod dniem 3/17 maja r.b. No 6969/12845 […] w przedmiocie zregulowania metryki kościelne obejmujących wydane, przybywszy do Bakałarzewa przystąpiłem do sprawdzenia i skontrolowania niniejszej pierwszej i najdawniejszej księgi metryk urodzonych i zaślubionych parafii tejże bakałarzewskiej, której to księgi stan następujący okazał się

  1. Stan metrykalny tej księgi zły lubo bowiem staraniem teraźniejszego proboszcza wielebnego X. Kasperowicza oprawiona na nowo została, jednak z powodu starości papier zbutwiały znacznie i atramen wyblakły iż trudną wyczytać w niej metryki… 
  2. Każdą stronicę zaparafowałem liczbą kolejną
  3. Każdą metrykę nią objętą naznaczyłem numerem porządkowym
  4. Przy szczegółowym przeglądzie okazało się, że taż księga założoną jest od roku 1610 i prowadzoną do roku 1679 włącznie
  5. Składa się z kart czyli stronic 234
  6. Obejmuje metryk urodzonych w ogólności 2418 metryk zaślubionych 448 a mianowicie urodzonych
    1. z roku 1609 metryk 11
    2. z roku 1610 metryk 49
    3.    ”        1611      ”         58
    4. w dalszym ciągu tej księgi od roku 1611 do roku 1614 wyłącznie znajduje się metryk w liczbie 43 lecz w którym roku one są położone wyrozumieć i wyczytać z powodu wybladłości atramentu nie można
    5. […tu ilości metryk urodzeń w kolejnych latach…]
  7. z roku 1639 i następnych at aż do roku 1669 wyłącznie nie ma metryk, zdaie się, że wydarto
  8. z roku 1669 i następnych lat aż do roku 1679 w ogólności znajduje się metryk 332, których trudno rozróżnić, wyczytać, a następnie i wyszczególnić
    1. […tu ilości metryk zaślubionych w kolejnych latach…]

Przy ścisłej [kontroli] okazało się, że na stronie 27, 30, 31, 36, 40, 41, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 56, 85, 125 i 126 są miejsca pismem niezapełnione, które to miejsca przekreśliłem

Po takowem skontrolowaniu powyższych metryk, gdy nic więcej nie było do nadmienienia niniejszą księgę zamykam i przy wyciśnięciu urzędowej pieczęci podpisuję

Ksiądz Jerzy Katyll, dziekan

Takie zapisy z 1852 roku można znaleźć na końcu najstarszej księgi metrykalnej z parafii Bakałarzewo. Podejmę próbę indeksacji tej księgi, mimo iż ksiądz Katyll definiuje jej stan jako zły. Na pewno będę potrzebować wsparcia, ale warto pochylić się nad siedemnastowiecznymi wpisami z terenów Suwalszczyzny. Tym bardziej, że już na pierwszej stronie znajdujemy informacje, że parafia Bakałarzewo była znacznie rozleglejsza niż wówczas, gdy powyższa notatka była spisywana.

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Urzędy fikcyjne

Podczas weryfikacji akt chrztów z parafii Bakałarzewo z księgi obejmującej lata 1760-1783 natrafiłem na niejakiego Piotra Dobrowolskiego i jego żonę Annę, oboje szlachetnych. Nic w tym niezwykłego oczywiście, gdyby nie tytuł, który mnie zafrapował: skarbnik derpski i skarbniczyni derpska. Pewnie każdy historyk zajmujący się historią I Rzeczypospolitej od razu by wiedział o co chodzi, ale ja z historią stykam się głównie przy okazji genealogii.

W tej metryce chrztu z parafii Bakałarzewo z 7 listopada 1770 r. chrzestnym jest szlachetny Piotr Dobrowolski, skarbnik derpski
W tej metryce chrztu z parafii Bakałarzewo z 7 listopada 1770 r. chrzestnym jest szlachetny Piotr Dobrowolski, skarbnik derpski

Otóż w 1598 r. za rządów króla Zygmunta II Wazy utworzono na Inflantach województwo dorpackie zwane również derpskim. Jego stolicą było miasto Dorpat (obecnie Tartu w Estonii). W XVII wieku toczyły się walki polsko-szwedzkie o Inflanty, w wyniku których znaczna, północno-zachodnia część tego obszaru przypadła Szwecji (1621), co zostało potwierdzone rozejmem altmarskim (1629) i następne pokojem oliwskim (1660). Dotyczyło to także województwa dorpackiego (derpskiego), które przestało istnieć.

Województwo dorpackie, jak każde inne województwo Rzeczypospolitej miało swoje urzędy: wojewody, kasztelana, starostów, skarbników itd. Cóż więc dziwnego, że w księgach metrykalnych wzmiankuje się skarbnika derpskiego? Nic, poza faktem, że w okresie tworzenia wspomnianej na początku księgi bakałarzewskiej województwo dorpackie nie istnieje od ok. 150 lat!

Próbując zgłębić tę zagadkę dokopałem się do informacji, że mimo likwidacji województwa dorpackiego (również wendeńskiego, parnańskiego, smoleńskiego i czernichowskiego) administracja tych województw nie przestała istnieć i utrzymała się do końca Rzeczypospolitej Obojga Narodów, a więc do roku 1795 (a nawet nieco dłużej, o czym za chwilę). Wydawano przywileje i nominacje obejmujące całą hierarchię urzędów ziemskich wymienionych województw.

Istnienie tych fikcyjnych urzędów wynikało ze szczególnej roli urzędu w opinii szlachty, dla której urzędy, w większości i tak honorowe, niezwiązane z wynagrodzeniem ani rzeczywistymi obowiązkami, zastępowały brak arystokratycznych tytułów w czasach, gdy teoretycznie panowała równość szlachecka. Urzędy często w rzeczywistości pełniły funkcję analogiczną do tytułów szlacheckich w innych krajach – określały pozycję danej osoby zgodnie z istniejącą hierarchią urzędów. Jednocześnie posiadanie urzędu podkreślało znaczenie i rolę danego szlachcica jako świadomego obywatela i współtwórcy Pospolitej Rzeczy.

Wyrazem tęsknoty za urzędami, których przy dużej ilości szlachty zawsze brakowało, mimo rozbudowanej hierarchii urzędów, był niespotykany gdzie indziej zwyczaj przechodzenia tytułu urzędowego z ojca na syna (w przypadku braku własnego) lub nawet na wnuka. Syn starosty w takim wypadku tytułował się starościcem, córka starościanką, wnuk, jeśli i on nie doczekał się jakiegoś urzędu, zwał się starościcowiczem, a wnuczka starościcówną. Nie tylko młodzieńcy, ale i dożywający swych lat starcy, nie doczekawszy się urzędu, tytułowali siebie stolnikiewiczami czy rejentowiczami.

Wobec powyższego nie dziwi więc, że w granicach parafii Bakałarzewo (być może we dworze Suchorzec) zamieszkiwali państwo Piotr i Anna Dobrowolscy noszący tyuł skrbnika i skarbniczyni derpskiej. Choć żadnych obowiązków urzędniczych nie wykonywali, przywileje związane z tym stanowiskiem posiadali.

Z kolei w metrykach z parafii Rajgród w latach 1798-1820 pojawiają się Józef i Marianna Dobrowolscy, także skarbnik i skarbniczyna derpska. Józef swój tytuł musiał uzyskać (odziedziczyć – czyżby po Piotrze Dobrowolskim z parafii Bakałarzewskiej?) jeszcze przed rokiem 1795. Posługiwał się nim zapewne do końca życia, choć po roku 1795 żadne przywileje nie były z nim już związane wobec nieistnienia państwa polskiego.

Akt chrztu z parafii Rajgród z 14 kwietnia 1801 r., w którym odnotowano chrzestnego Józefa Dobrowolskiego, skarbnika derpskiego
Akt chrztu z parafii Rajgród z 14 kwietnia 1801 r., w którym odnotowano chrzestnego Józefa Dobrowolskiego, skarbnika derpskiego

Ciekawym pozostawiam poszukanie w Geneo urzędników innych zlikwidowanych województw, a są tacy!

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Spotkanie “Pamięć o augustowskich Żydach” – 28 stycznia 2023 r.

Pierwotnie spotkanie promujące „Księgę pamięci Żydów augustowskich” oraz pamięć o augustowskiej społeczności Żydów w ogóle miało się odbyć w pobliżu 5 listopada ub. r., czyli w bezpośrednim sąsiedztwie 80. rocznicy likwidacji getta w Augustowie przypadającej na 2 listopada. Jednocześnie zależało mi na obecności obu pań tłumaczek, czyli Magdaleny Sommer i Moniki Polit. Termin był zbyt krótki i nie wszystkim pasował. Padło więc na 28 stycznia. Wprawdzie oddaliliśmy się w ten sposób od rocznicy likwidacji getta, ale za to pojawiło się wystarczająco dużo czasu na ukończenie montażu filmu związanego z pamięcią o augustowskich Żydach. Pomyślałem więc, że premiera filmu będzie znakomitym wstępem do dyskusji na temat pamięci o dawnej społeczności Augustowa, której Żydzi byli nieodłącznym elementem.

Uczestnicy

Z ramienia Jamińskiego Zespołu Indeksacyjnego do prowadzenia spotkania zgłosiła się Ula Zalewska, pasjonatka genealogii, historii i kultury regionu. Wkrótce opracowała scenariusz spotkania, w którym prócz Magdy Sommer i Moniki Polit wzięłaby teraz udział autorka filmu Patrycja Zięcina oraz jedna z najstarszych mieszkanek Augustowa, pani Mira Kamińska – pamiętająca przedwojenne czasy, w tym również żydowską społeczność. Zebranie tylu osób, poza panią Mirą aktywnie zawodowych w jednym, odległym zakątku Polski łatwe nie było, ale się udało.

  • Pani Mira Kamińska – rodowita Augustowianka, świadek historii Żydów w Augustowie; dba o pamięć o przedwojennym mieście, w tym o ludziach tworzących żydowską społeczność Augustowa („Pamiętam co było przed wojną i staram się to przekazać następnym pokoleniom, bo dopóki jeszcze mówi się o nich, jest pamięć, to ci ludzie żyją”);
  • Pani Magdalena Sommer – lektorka, tłumaczka języka hebrajskiego; pracuje w Fundacji im. Prof. Mojżesza Schorra, gdzie uczy współczesnego jęz. hebrajskiego; zajmuje się także tłumaczeniami z języka hebrajskiego – zarówno użytkowymi, jak i literackimi; tłumaczyła książki światowej sławy izraelskich autorów, tj. np.: Ceruja Szalew, Amos Oz, Eszkol Newo czy Dawid Grossman; szczególnie interesuje się okresem odnowy języka hebrajskiego i początkami hebrajskiej kultury współczesnej; przetłumaczyła hebrajskojęzyczną część KPŻA;
  • Dr Monika Polit – literaturoznawczyni, wykładowczyni języka i literatury jidysz, tłumaczka; pracuje na stanowisku adiunkta w Centrum Badania i Nauczania Dziejów i Kultury Żydów w Polsce im. Mordechaja Anielewicza na Wydziale Historii Uniwersytetu Warszawskiego; kierowała tłumaczeniem około 100 stron KPŻA z języka jidysz przez zespół studentów historii i kultury Żydów z Wydziału Historii UW;
  • Pani Patrycja Zięcina – absolwentka Studiów Filologiczno-Kulturoznawczych ze specjalizacją angielską, hiszpańską i włoską na Uniwersytecie Warszawskim oraz Akademii Filmu i Telewizji w Warszawie na kierunku Reżyseria; przez wiele lat pracowała jako przewodniczka miejska w Warszawie, obecnie zajmuje się tworzeniem treści w redakcji mediów społecznościowych Polskiego Radia. Wyreżyserowała i zrealizowała film dokumentalny „Księga (nie)pamięci” dotyczący projektu KPŻA i pamięci o augustowskich Żydach.

Przygotowania

Spotkanie zostało zaplanowane na sobotę 28 stycznia w sali widowiskowej Augustowskich Placówek Kultury (APK) przy Rynku Zygmunta Augusta w Augustowie. Pani Alicja Bajkowska z APK pod czujnym okiem pani dyrektor Anny Jastrzębskiej koordynowała przygotowania, w ramach których pani Renata Rybsztat opracowała plakat zachęcający do uczestnictwa w spotkaniu. Plakat był rozwieszony w kilku miejscach w Augustowie, a jego cyfrowa kopia już na dwa tygodnie przed spotkaniem podbijała Internet.

Plakat informacyjny autorstwa Renaty Rybsztad
Plakat informacyjny autorstwa Renaty Rybsztat

 

Wszyscy uczestnicy (poza panią Mirą) spotkali się sobotniego poranka w jednej z augustowskich kawiarni, by omówić przebieg spotkania i rozładować stres narastający wraz ze zbliżającą się godziną 17. Tym bardziej, że spotkanie wiązało się z debiutami: Patrycji w roli reżyserki filmu i Uli w roli prowadzącej spotkanie. Na szczęście dzięki kawie i deserom, a przede wszystkim nieskrępowanej rozmowie napięcie zostało rozładowane błyskawicznie!

Przygotowania do spotkania. Fot. Krzysztof Zięcina
Przygotowania do spotkania. Fot. Krzysztof Zięcina

 

Panie tłumaczki błyskotliwie opowiadały o drugim dnie historii opowiedzianych w „Księdze pamięci”, pułapkach i trudnościach tłumaczeń z hebrajskiego i jidysz, o różnicach pomiędzy księgą augustowską, a księgami pamięci z innych miast i miasteczek oraz o kulturze i języku Żydów w ogóle – cyzelowaliśmy scenariusz. Spotkanie, które zaplanowaliśmy na około 1 godzinę przeciągnęło się do 2,5 godziny!

Po spotkaniu do naszej grupki dołączyła Aneta Cich, również członkini JZI i jednocześnie przewodniczka turystyczna, i rozpoczęliśmy szybką wycieczkę po Augustowie. Rozpoczęliśmy ją od zwiedzenia wystawy fotograficznej w Domu Kultury otwartej ledwie dzień wcześniej. To wystawa Wojtka Kaszleja, który zaprezentował bardzo ciekawe zestawienie fotografii. Otóż każde stanowisko składało się z trzech zdjęć: oryginalnego zdjęcia przedwojennego Augustowa i okolic wykonanego przez Judela Rotsztejna (a więc najbardziej znanego nam, gojom, augustowskiego Żyda), tego samego zdjęcia przetworzonego cyfrowo do dużych rozmiarów i pokolorowanego oraz zdjęcia wykonanego współcześnie w miarę możliwości przedstawiającego to samo ujęcie i tą samą perspektywę co na zdjęciu sprzed niemal 100 lat. Jednym słowem można było zwiedzić Augustów, ten współczesny i ten dawny, w ciągu pół godziny.

Fragment wystawy Wojciecha Kaszleja pt. "Teraz Wtedy. Przedwojenna fotografia Augustowa w bliższej odsłonie". Fot. Krzysztof Zięcina
Fragment wystawy Wojciecha Kaszleja pt. „Teraz Wtedy. Przedwojenna fotografia Augustowa w bliższej odsłonie”. Fot. Krzysztof Zięcina

 

Ostatnim etapem przygotowań była wycieczka ul. Mostową, przez cmentarz chrześcijański do pomnika wzniesionego na starym cmentarzu żydowskim. Tam Magda Sommer odczytała z hebrajskiego jedyną czytelną inskrypcję z macewy: Noach Josef syn Moszego (S)erwianski. Nota bene o Serwiańskich sporo w KPŻA!

Przy pomniku upamiętniającym augustowskich Żydów na Zarzeczu. Fot. Krzysztof Zięcina
Przy pomniku upamiętniającym augustowskich Żydów na Zarzeczu. Fot. Krzysztof Zięcina

Spotkanie

Do Domu Kultury przybyłem nieco wcześniej. Sala była już przygotowana, krzesełka na scenie ustawione, nagłośnienie i oświetlenie sprawdzone. Wkrótce nasz kolega z JZI Piotr Godlewski rozstawił swój sprzęt do rejestracji spotkania (dwie kamery) oraz telefon na statywie, dzięki któremu możliwa była transmisja spotkania na żywo na naszym profilu na Facebooku.

W foyer na stoliku powykładaliśmy książki naszego wydawnictwa. Tu chciałbym podkreślić rolę całego zespołu w tej części przygotowań. Książki należało przywieźć, wnieść, rozpakować, porozkładać, a po spotkaniu obsługiwać tych, którzy chcieli książki kupić. Nie wspomnę o informowaniu czy odpowiadaniu na pytania. To wszystko było możliwe dzięki Ryszardowi Korąkiewiczowi, Urszuli Wojewnik, Anecie Cich, Iwonie Truszkowskiej, Ewie Ostapowicz, Justynie Stolarskiej i Józi Drozdowskiej. Od zawsze twierdziłem, że zespół może zdziałać więcej niż każdy z pojedynczych jego członków. To spotkanie było perfekcyjnym tego przykładem.

Zainteresowani nadciągali tłumnie. O godzinie 17:00 w sali widowiskowej nie było już wolnych miejsc siedzących! A jeszcze pojawiali się spóźnialscy, którzy musieli szukać ratunku na dostawkach.

O 17:05 Ula wkroczyła na scenę i oficjalnie otworzyła spotkanie. Opowiedziała w skrócie o Jamińskim Zespole Indeksacyjnym (wydawało mi się, że wszyscy w Augustowie już o nas słyszeli, ale okazuje się, że na sali były osoby, które usłyszały o naszym stowarzyszeniu po raz pierwszy), a następnie zapowiedziała premierową emisję filmu „Księga (nie)pamięci”.

Film

W tej chwili jedynym śladem po augustowskich Żydach jest pomnik na dawnym cmentarzu na Zarzeczu, kilkanaście macew na Barakach oraz dawne żydowskie kamienice, rozproszone przy rynku i głównych ulicach, których pierwotnego przeznaczenia nie pamięta prawie nikt. A przecież kiedyś nikt nie wyobrażał sobie tego miasta bez żydowskich kramów, domów modlitwy, zapachu ryby po żydowsku, wszechobecnego języka jidysz. Film podąża nielicznymi śladami niegdyś prominentnej żydowskiej społeczności starając się przywrócić pamięć o tej ważnej, lecz zapomnianej części historii.

Film został zrealizowany niemal w całości społecznie. Oto lista osób, które włożyły swój wkład w powstanie filmu:

  • Reżyseria – Patrycja Zięcina
  • Zdjęcia – Kacper Głodkowski, Sandra Matyszewska
  • Dźwięk – Wojciech Kaftanowicz
  • Montaż – Michał Kurowski
  • Muzyka – Kuba Kwiatkowski
  • Produkcja – Marta Chabros

Film zostanie zgłoszony do jednego z festiwali filmów dokumentalnych, ale tutaj można zobaczyć jego trailer. Pełna wersja filmu trwa około 20 minut.

Emisji filmu towarzyszyły wielkie emocje. Sceny i przekaz był niezwykle wzruszający. Mimo, że film widziałem na różnych etapach produkcji kilkukrotnie, to podczas sobotniej premiery wyjątkowo mocno go przeżywałem. Nie wiem czy dlatego, że zrealizowała go moja córka, czy dlatego, że widziałem go w ostatecznej wersji z adekwatną muzyką, czy może dlatego, że oglądałem go razem z ponad setką osób podobnie przejętych jak ja.

Kadr z filmu "Księga (nie)pamięci". Reż. Patrycja Zięcina
Kadr z filmu „Księga (nie)pamięci”. Reż. Patrycja Zięcina

Dyskusja

Zakończenie filmu widownia nagrodziła gromkimi brawami. Światło na sali zapaliło się, ekran podniósł się do góry, a na rozświetloną reflektorami scenę weszły uczestniczki panelu dyskusyjnego.

Początkowo dyskusja toczyła się wokół filmu, później rozlała się na tematy związane z żydowską przeszłością Augustowa i upamiętnieniu augustowskich Żydów. Panie tłumaczki chętnie opowiadały o zjawisku ksiąg pamięci, o pewnej wyjątkowości księgi augustowskiej, o wyzwaniach przy tłumaczeniu. Opowieści pani Miry Kamińskiej o przedwojennym Augustowie chwytały za serce.

Po nieco dłuższej niż godzina rozmowie przyszedł czas na zaangażowanie publiczności. Kilka osób wspomniało o kontaktach członków ich rodzin z Żydami, inni z kolei mówili o upamiętnianiu augustowskich Żydów, a właściwie o trudnościach w realizacji tego zadania. Głos zabrali między innym historyk dr Łukasz Faszcza, nauczycielka bibliotekarka pani Monika Rowińska, a także pan Piotr Piłasiewicz, z którego inicjatywy utworzono żydowskie lapidarium na Barakach.

Dyskusja z publicznością. Na scenie od lewej Patrycja Zięcina, Magdalena Sommer, Monika Polit, Mira Kamińska, Urszula Zalewska. Fot. Krzysztof Zięcina
Dyskusja z publicznością. Na scenie od lewej Patrycja Zięcina, Magdalena Sommer, Monika Polit, Mira Kamińska, Urszula Zalewska. Fot. Krzysztof Zięcina

 

Burmistrz pan Mirosław Karolczuk swoją wypowiedzią wyraźnie podkreślił, że nie ma możliwości odtworzenia dawnego Augustowa, czy to w zakresie odbudowy budynku ratusza, czy cmentarza żydowskiego. Naszkicował możliwości w tym zakresie polegające na konstrukcji makiety dawnego miasta lub jego modelu 3D w wirtualnej rzeczywistości. Oba pomysły warte przejścia do etapu realizacji. Poparł również pomysł stworzenia podręcznika lub broszury przypominającej dzieciom i młodzieży dawną historię miasta ze szczególnym uwzględnieniem obecnej w nim społeczności żydowskiej.

Nie chcę pisać, że kto nie był na spotkaniu niech żałuje, bo wiem, że zainteresowanie było również wśród augustowskiej diaspory rozsianej po całej Polsce a nawet za granicą. Dlatego odsyłam do relacji zarejestrowanej z telefonu komórkowego dostępnej na profilu JZI na Facebooku.

Zakończenie

Na pewno spotkanie mogłoby trwać znacznie dłużej. Nikt nie opuścił sali przed jego zakończeniem. Panel dyskusyjny był niezwykle ciekawy, a dyskusja z publicznością inspirująca. Jesteśmy zmotywowani do dalszych działań w zakresie przypominania obecnym mieszkańcom Augustowa o jego dawnych mieszkańcach. Przy gromkich brawach wszystkie uczestniczki otrzymały podziękowania i kwiaty

Ceremonia wręczania kwiatów. Fot. Zofia Piłasiewicz
Ceremonia wręczania kwiatów. Fot. Zofia Piłasiewicz

 

Po zakończeniu spotkania foyer zatłoczyło się. Ustawiła się kolejka do zakupu książek (nie mam pojęcia jak koleżanki z JZI ogarnęły to wszystko!), mnóstwo osób zadawało pytania paniom tłumaczkom Magdzie Sommer i Monice Polit. Patrycja Zięcina już mniej oficjalnie opowiadała o swoim filmie. Niektórzy prosili gości o autografy. Były zdjęcia.

Tłoczno przy stoisku z książkami. Fot. Ryszard Korąkiewicz
Tłoczno przy stoisku z książkami. Fot. Ryszard Korąkiewicz

 

Podsumowując mogę powiedzieć, że było niezwykle ciekawie. Potwierdziły to nieoficjalne opinie zebrane wśród uczestników po spotkaniu. Również formuła spotkania (film + panel dyskusyjny) sprawdziła się doskonale. Liczę na to, że co jakiś czas, na różnych wydarzeniach, będziemy w stanie zgromadzić tak liczną grupę mieszkańców Augustowa w Domu Kultury prowadzonym przez Augustowskie Placówki Kultury, którym również serdecznie dziękujemy!

Chciałbym jednak przede wszystkim podziękować licznie przybyłej publiczności. Dla nas, członków takiego małego stowarzyszenia jest to największa forma uznania, że to co robimy i to w co wkładamy tak wiele naszego wolnego czasu jest ważne dla innych. Właśnie kontakt z Wami, czy to na spotkaniach, czy w mediach społecznościowych, czy poprzez publikacje na stronie www i książki jest naszym paliwem i mobilizuje do dalszej pracy.

Zdjęcie zbiorowe na zakończenie spotkania. Bez tych osób ani księga, ani film nie mogłyby powstać, a spotkanie w APK nie miałoby miejsca. Od lewej stoją: Łukasz Faszcza, Ryszard Korąkiewicz, Krzysztof Zięcina, Urszula Zalewska, Urszula Wojewnik, Patrycja Zięcina, Ewa Ostapowicz, Monika Polit, Magdalena Sommer, Józefa Drozdowska. W pierwszym rzędzie od lewej: Iwona Truszkowska, Aneta Cich, Justyna Stolarska. Fot. Ewa Zięcina
Zdjęcie zbiorowe na zakończenie spotkania. Bez tych osób ani księga, ani film nie mogłyby powstać, a spotkanie w APK nie miałoby miejsca. Od lewej stoją: Łukasz Faszcza, Ryszard Korąkiewicz, Krzysztof Zięcina, Urszula Zalewska, Urszula Wojewnik, Patrycja Zięcina, Ewa Ostapowicz, Monika Polit, Magdalena Sommer, Józefa Drozdowska. W pierwszym rzędzie od lewej: Iwona Truszkowska, Aneta Cich, Justyna Stolarska oraz nieobecny na zdjęciu, a obecny na spotkaniu Piotr Godlewski. Fot. Ewa Zięcina

 


Pamięć historii Żydów przywracamy i chronimy poprzez:

  • publication and popularization of Jewish memorial books: https://jzi.org.pl/sklep/, umieszczanie ich na rynku ogólnodostępnej literatury, a także w Internecie i mediach: https://tiny.pl/wtwrn
  • przybliżanie historii z życia gmin żydowskich poprzez m.in. indeksację i publikację akt metrykalnych z regionu (np. https://tiny.pl/wt9sm); baza danych na stronie www i w wyszukiwarce Geneo: https://jzi.org.pl/geneo/
  • publikację artykułów o tematyce żydowskiej (https://tiny.pl/wtc78 )

Podczas przygotowań do wydania „Księgi pamięci Żydów augustowskich” utworzono:

Wydaliśmy następujące publikacje związane z kulturą Żydów:

 

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Augustowskie notariaty

W ostatnim numerze miesięcznika „Nasz Sztabiński Dom” ukazał się ciekawy artykuł p. Tadeusza Radziwonowicza pt. „O archiwach prywatnych”. Emerytowany dyrektor Archiwum Państwowego w Suwałkach pisze w nim między innymi o augustowskich notariuszach. Odnośny fragment pozwolę sobie tutaj przytoczyć:

…księgi notarialne z Augustowa z drugiej połowy XIX wieku oraz pierwszej połowy wieku XX, wytworzone w kancelariach Michała Skorupki oraz notariuszy z okresu międzywojennego Władysława Smoleńskiego i Antoniego Wyrzykowskiego uległy zniszczeniu. Stało się w to w czasie ostatniej wojny i być może tuż po jej zakończeniu. Jest to zła wiadomość. Akta notarialne, niepotrzebne już do regulowania spraw majątkowych, są niezwykle użyteczne do pogłębienia wiedzy o poszczególnych osobach i całych rodzinach w dłuższej perspektywie czasowej, a czerpanej głównie z dokumentów metrykalnych w ramach poszukiwań genealogicznych. Są one również cennym źródłem w badaniach naukowych. Korzystanie z nich bywa niełatwe, zwłaszcza z rękopiśmiennych i w języku obcym. Można oczywiście natrafić na wypisy z ksiąg metrykalnych wspomnianych notariuszy z Augustowa, ale wśród dokumentów, wytworzonych przez organy i instytucje, ewentualnie w zbiorach prywatnych.

I na tym ostatnim fragmencie wypowiedzi autora chciałbym się skupić. Wypisy z akt metrykalnych, często już niepotrzebne urzędowo, zalegają w szufladach mieszkańców Augustowa. Ich wydobycie i odczytanie pokazuje świat, którego już nie ma.Poniżej konkretny przykład.

Wpadła mi niedawno do ręki kopia odpisu aktu notarialnego spisanego przez augustowskiego notariusza Anatola Radlińskiego w kwietniu 1912 r. Odpis wydany był w styczniu 1930 r. przez Sąd Grodzki w Augustowie, czyli przez instytucję, gdzie złożone były kopie aktów notarialnych. Odpis wykonano w takim samym języku jak oryginał, czyli w języku rosyjskim. Czego możemy się dowiedzieć z takiego aktu notarialnego, a właściwie z jego odpisu.

Przede wszystkim garść informacji o samym notariuszu i lokalizacji jego biura. Anatol Radliński, syn Władysława urzędował w Augustowie przy Rynku pod nr 26. Dowiadujemy się kim były strony transakcji, w tym wypadku Feliksa Kurczyńska, córka Wincentego Szczęsnowicza wraz z mężem Franciszkiem Kurczyńskim, synem Andrzeja oraz Żyd Mejłach Kuferszt, syn Wolfa. Wiemy też kto świadczył przy spisywaniu tego aktu: Teofil Dyczewski, syn Marcina i Józef Malinowski, syn Idziego. Dodatkowo obecny był mieszkaniec miasta Augustowa Tadeusz Makarewicz, syn Józefa, który podpisywał się za niepiśmiennych Franciszka Kurczyńskiego i Mejłacha Kuferszta, oczywiście po ich osobistej prośbie, co zostało skrzętnie odnotowane w akcie notarialnym.

Wiemy co było przedmiotem transakcji. Otóż Żyd Kuferszt nabywał od małżeństwa Kurczyńskich niezabudowaną działkę będącą fragmentem większej nieruchomości na rogu ulicy Poprzecznej i Kwaśnej za kwotę 200 rubli płatnych gotówką przy sporządzaniu tegoż aktu. Kurczyńscy nakazują też nabywcy na pozostającym im gruncie wybudować na jego koszt studnię oraz ogrodzenie rozgraniczające odłączoną działkę od pozostałego gruntu oraz „utrzymywać owe ogrodzenie w nienagannym stanie, aby sprzedająca nie poniosła ze strony Kuferszta żadnych szkód i strat”.

Feliksa Kurczyńska przedstawiła też akt własności swojego gruntu zawarty u notariusza suwalskiego Brzesko 6 kwietnia 1903 r. pod nr rejestrowym #306. Do tego aktu prawdopodobnie da się dotrzeć, gdyż notariaty suwalskie zachowały się, co odnotowuje pan Tadeusz Radziwonowicz w swoim artykule.

Serdecznie dziękuję pani Annie Kruszewskiej, która udostępniła mi ten i kilka innych aktów notarialnych przechowywanych w jej i jej siostry archiwum domowym. Mam do przetłumaczenia jeszcze jeden akt sporządzony w 1900 roku przez Michała Skorupkę. Ciekawe co tam ciekawego znajdę!

 

 

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Księga (nie)pamięci – trailer

Spotkanie 28 stycznia br. w Miejskim Domu Kultury w Augustowie rozpoczniemy od premierowej emisji filmu dokumentalnego pt. „Księga (nie)pamięci”. Na razie przedstawiamy 37-sekundowy trailer.

W tej chwili jedynym śladem po augustowskich Żydach jest pomnik na dawnym cmentarzu na Zarzeczu, kilkanaście macew na Barakach oraz dawne żydowskie kamienice, rozproszone przy rynku i głównych ulicach, których pierwotnego przeznaczenia nie pamięta prawie nikt. A przecież kiedyś nikt nie wyobrażał sobie tego miasta bez żydowskich kramów, domów modlitwy, zapachu ryby po żydowsku, wszechobecnego języka jidysz. Film podąża nielicznymi śladami niegdyś prominentnej żydowskiej społeczności Augustowa starając się przywrócić pamięć o tej ważnej, lecz zapomnianej części historii.

Serdecznie zapraszamy na pokaz w sali widowiskowej APK! Potrwa ok. 20 minut.

Reżyseria
Patrycja Zięcina

Zdjęcia
Kacper Głodkowski
Sandra Matyszewska

Dźwięk
Wojciech Kaftanowicz

Montaż
Michał Kurowski

Muzyka
Kuba Kwiatkowski

Produkcja
Marta Chabros

Link do spotkania na facebooku: https://www.facebook.com/events/3226775710966312/

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Siedem par chrzestnych

Wiadomo – jak chrzest to są i rodzice chrzestni. W tej ceremonii byli oni nawet ważniejsi niż biologiczni rodzice chrzczonego dziecka. W starszych zapisach metrykalnych, kiedy nie notowano jeszcze urodzin dzieci lecz chrzty, od czasu do czasu wskazane było imię dziecka nadane przy ceremonii oraz imiona i nazwiska rodziców chrzestnych, a brakowało imion i nazwisk rodziców biologicznych. Wybór chrzestnych nie był oczywistą czynnością.

…wybierano skrupulatnie chrzestnych rodziców, powszechnie zwanych kumami. Najczęściej w tym wyborze obowiązywały prawa, których nie należało lekceważyć. Wierzono bowiem, że życie dziecka, a nawet jego charakter, zależą od wybranych rodziców chrzestnych. Bywali więc nimi często ludzie, których szanowano. Jeszcze dziś miarę poważania stanowi na wsi dość często liczba chrześniaków. Chrzestnym mógł być ktoś z rodziny, przyjaciół, sąsiadów, znajomych. „ na kumów zapraszają (…) zwykle osoby – przytaczał O. Kolberg relacje mieszkańców Podgórza – w podeszłym będące wieku, a nawet starców, w przekonaniu, że dziecka życie w analogii zostaje z wiekiem kuma i dosięgnie przynajmniej jego wieku.” … Kiedy indziej zapraszano właśnie ludzi młodych, żeby dziecko wiele jeszcze szczęśliwych dni miało przed sobą. Dość często dbano, aby rodzice chrzestni byli zamożni, gdyż jednym z ich obowiązków było obdarowywanie chrześniaków. Mogło się zdarzyć, że prawdziwi rodzice kiedyś osierocą dziecko, wtedy dobrze, gdy kumowie nie do biednych będą należeli. Innym razem natomiast starano się odnaleźć dla dziecka jakiegoś kuma żebraka, żeby nie bogactwem ludzi się szczyciło, ale znało drogi ku zaświatom. Tak działo się wtedy, gdy dzieci w rodzinie umierały, gdy żadne z nich nie utrzymało się przy życiu. Wówczas sposobem na owo życie, jak wierzono, był właśnie kum – jakiś obcy, żebrak, którego posądzało się zawsze o kontakty z „tamtym światem”. 1

Czasami więc, w rodzinach o wyższej świadomości społecznej, bogatszych prócz głównych rodziców chrzestnych pojawiały dodatkowe pary chrzestnych zwanych asystentami. Najczęściej była to jedna dodatkowa para. U dzieci bardziej poważanych rodziców, najczęściej wysoko urodzonych pojawiały się kolejne dwie, trzy pary chrzestnych składające się z osób znamienitych, szanowanych, bogatych.

Weryfikując chrzty z parafii Bakałarzewo z drugiej połowy XVIII wieku natrafiłem jednak na jeden chrzest (z 21 sierpnia 1775 r.), gdzie przy bakałarzewskiej chrzcielnicy stanęło aż siedem par chrzestnych! Dziecko urodziło się szlachetnym Bartłomiejowi i Pelagii z Pietkiewiczów małżonkom Janulewicz we dworze Suchorzec. Chłopcu nadano imię Bartłomiej, a rodzicami chrzestnymi byli:

1. para:

  • Józef Korsak, wielmożny, horodyniczyc
  • Katarzyna Jeziorkowska, wielmożna

2. para:

  • Karol Kwiatkowski, wielmożny, skarbnik oszmiański
  • Anna Dobrowolska, wielmożna, skarbniczyni derpska

3. para:

  • Antoni Ginett, wielmożny, skarbnik nowogrodzki
  • Katarzyna Radłowska, wielmożna

4. para:

  • Maciej Eysmont, wielmożny, podkomorzy grodzieński 2
  • Krystyna Kobylińska, wielmożna, córka łowczego ziemi bielskiej

5. para:

  • Józef Koprowicki, szlachetnie urodzony
  • Marianna Kobylińska, wielmożna, córka łowczego ziemi bielskiej

6. para:

  • Onufry Pusłowski, wielmożny, syn podstolego ziemi rzeczyckiej3
  • Karolina Radłowska, szlachetnie urodzona

7. para:

  • Ludwik Skąpski, wielmożny, porucznik
  • Teresa Kordzierówna, szlachetnie urodzona

Czy los tak ochrzczonego Bartłomieja Janulewicza był mu tak przychylny jak jego chrzestnym? Drugie pytanie jakie mi się nasuwa: czy jest szansa na zidentyfikowanie pozostałych osób uczestniczących w tej ceremonii z postaciami historycznymi? Mi udało się odnaleźć tylko dwie.

  1. Fragment książki Anny Zadrożyńskiej – antropologa kultury, pt. „Powtarzać czas od początku, cz. II, O polskiej tradycji obrzędów ludzkiego życia”, W-wa 1985 []
  2. Ostatni stolnik grodzieński, działacz gospodarczy. Związany z Antonim Tyzenhausem i jego planami rozwoju.[]
  3. Syn Franciszka Pusłowskiego, szambelana króla Stanisława Augusta Poniatowskiego oraz podstolego rzeczyckiego.[]