Posted on Leave a comment

Augustów

O tym, jak odkryłam moją drugą „małą ojczyznę” i poznałam rodzinę Janusza

OD ROKU 1967 DO DZIŚ…

Kiedy zaczyna znikać nasz pierwszy świat, ta mityczna kraina początku, in­stynktownie zaczynamy sobie szukać miejsca rezerwowego. Drugiej małej oj­czyzny i drugiej rodziny.

Byliśmy już z Januszem cały sezon razem i właśnie mieliśmy się przenieść do Kalisza, kiedy postanowił poznać mnie ze swoją rodziną zamieszkałą w Au­gustowie i okolicznych wsiach, które zwane były przez mieszkańców powiato­wego Augustowa „prowincją”.

Babcia Elżbietka
Babcia Elżbietka

Zdawałam sobie sprawę z wagi tej chwili i nie będę ukrywać, bałam się: jacyś nieznajomi, obcy ludzie w jednej chwili mają się stać moimi najbliż­szymi. Szłam ulicą w kierunku jego domu, liczyłam kroki. Na ganeczku do­mu rodzinnego Janusza, na ulicy Tadeusza Kościuszki pod numerem 13, siedziała wsparta o kostyle Elżbietka Malinowska, babka Janusza. Na głowie miała chusteczkę, bieluteńkie, pachnące szarym mydłem włosy i uśmiecha­ła się do mnie całą swoją grubowatością. Była tęga, duża i lekko pochylona. Ganek był też krzywy i też pochylony jak babcia Elżbietka. Domek niewiel­ki, zapuszczony, przypominał trochę czterookienną chatkę, w układzie sy­metrycznym, z sienią na przestrzał. Z domu wybiegła, żeby mnie przywitać, Olimpia, mama Janusza. Maleńka, zawsze uśmiechnięta i serdeczna. Ręce pośpiesznie wycierała w fartuch, bo kończyła właśnie faszerować kurczaka na moje przyjęcie. Kurczak był jej najlepszym daniem. Chciała, żeby od najlepszego zaczęło się moje wrastanie w rodzinę Janusza, w jego świat, w świat jego kolegów i znajomych. Poznawałam także jego z innej, niezna­nej mi dotąd strony. To nie zawsze było łatwe. Często czegoś nie rozumia­łam, coś mnie irytowało. Ale już nigdy nie mogłam sobie pozwolić na chłodną obserwację Augustowa, oglądania go krytycznie, z zewnątrz, jak zapuszczonego peerelowskiego miasteczka. Wszystko wokół stawało się tak­że moje. Własne… Mój Kamień chował się za horyzontem. Wchodziłam w nowy WIDNOKRĄG.

Przez cały czas pobytu w Augustowie jeździliśmy po okolicznych wsiach w poszukiwaniu starych lamp naftowych do Januszowej kolekcji. Nasze wyprawy czę­sto były połączone z odwiedzinami miejsc szczególnych, takich jak Janówka czy Topiłówka. Tam Michałowskich, wojennych wygnańców z Augustowa, gnanych pieszo do obozu w zadymkę, śnieżycę, mróz porzucili Niemcy, kiedy front był tuż, tuż… Tam Janusz dowiedział się, co to jest wojenny głód, bezdomność, nie­życzliwość sąsiedzka i strach. Poznawałam ten ciągle nowy jeszcze dla mnie świat krok po kroku. Potem przyszła kolej na rodzinę ze wsi.

Odwiedzaliśmy cały rozległy ród Malinowskich w Netcie i Żarnowie.

Z młodymi jeździłam na traktorze, a Stacha, cioteczna babka Janusza, uczyła mnie doić krowę. Trochę udawałam własne nieuctwo, żeby im się przy­podobać. O wsi wiedziałam przecież dużo. Jestem w końcu etnografką z dy­plomem! A dzieciństwo w Kamieniu też było nieustannym poznawaniem obyczajów wiejskiego świata. Ale teraz to była inna wieś. Inny jest punkt wi­dzenia, kiedy jako etnograf chodzi się po wsi, prowadzi wywiady, zadaje lu­dziom głupie pytania, a jeszcze inny, kiedy na wieś patrzy się z wysokości dworskiego ganku. Przyszłam tu z innego świata i mając już za sobą kawał ży­cia, stanęłam wobec nowej perspektywy. Tym razem chciałam poczuć się członkiem tej nowej dla mnie społeczności. No, może członkiem to przesada, ale kimś naprawdę jej bliskim.

Chyba w 1988, może już w 1989 roku byliśmy na grobach w Cłach. To ma­ła wyrębinka przy drodze, też bardziej przypominająca przecinkę niż trakt — a na niej krzyże, krzyże, krzyże z patyczków, z szyszek i kijków. Leżą płasko na poszyciu, igliwiu, wzdłuż wgłębień, które jak zasypane okopy wojenne ciągną się jeden obok drugiego. Na drzewie, pod którym stoi jedyny, biały, drewniany krzyż, kartka wyrwana z zeszytu, zgnieciona, zamokła, a na niej dziecinnym pi­smem napisane, że tu leżą pomordowani przez NKWD i UB w lipcu 1945 roku. Padał deszcz, czekaliśmy w samochodzie, aż przestanie lać, żeby zrobić zdjęcia.

Jak oni znaleźli te groby? — zapytałam potem fufajkowatego grubasa, któ­ry z drugim takim samym pił wino „Wino” przy drodze, na polance w desz­czu, ukryty pod liściem chrzanu. Spojrzał, długą chwilę milczał, widocznie nieufny, i wreszcie wymamrotał: „Jednemu z sąsiedniej wsi przyśnił się oj­ciec. Ślad po starym zaginął w 1945. Dopiero się przypomniał. Widać wcze­śniej nie mógł się śnić. Teraz kazał się synowi odkopać i pochować po chrześcijańsku. Wskazał mu miejsce. Właśnie tu, ale lepiej nie gadać! Jak ten, co mu się przyśniło, powiedział, to zaczęli go ciągać po posterunkach”.

Parę dni potem Janusz pokazał mi Kubrynia. Chodził po rynku w Augu­stowie. Uśmiechnięty, zadowolony, chyba nawet bardzo zadowolony. W 1945 to on denuncjował tych, którzy tam leżą. Wtedy, u progu wolnej Polski, wszy­scy go znali i wiedzieli o nim wszystko. A jednak nikt go nie tknął. Tacy to byli „sąsiedzi”! Kubryń był podwładnym Szostaka z UB, największego morder­cy w okolicy.

Szostaka pokazał mi jeszcze Janek Swiderski w latach sześćdziesiątych, kiedy pływaliśmy po augustowskich jeziorach z moim byłym mężem Jerzym Adamskim. Ten Szostak morderca nadal sobie spokojnie żył, przefarbowany na hobbystę kolekcjonera. Żył tak aż do 1987 roku. Nad Nettą miał muzeum osobliwości. Zbierał i rzeźbił korzenie podobne do różnych stworów, specjalizował się w diabłach, zbierał buteleczki po perfumach, hodował czaplę, lisa i królika. Żył tak, aż któregoś dnia wszystko spaliło mu się do cna. Samotny, opuszczony przez wszystkich Szostak latał wkoło jak oszalały z wiadrem wody. Wył, ryczał, błagał i wzywał pomocy. Tłum stał milczący, patrzył i czekał, aż wszystko spłonie. Bezruch i cisza! Zemsta za pomordowanych ojców i braci.

Ta ziemia wciąż ma swoje tajemnice. Ale piękno i cisza szczelnie je przykrywają.

Januszek u fotografa
Januszek u fotografa

W domu w Augustowie oprócz babci Elżbietki i mamy Olimpii mieszkał jeszcze brat Janusza Jurek z żoną Barbarą i synem Bogusiem. Mama praco­wała do emerytury w sklepie, Jurek od zawsze w budownictwie. Ale tak na­prawdę bardziej był rybakiem niż budowlańcem. Jak miał czas, to wychodził na ryby jeszcze głęboką nocą. Wracał zawsze z tarczą. Wiedział, gdzie jaka ry­ba, wiedział, kiedy bierze. Kaidy połów był zmierzony. Każda większa sztu­ka zapisana. Te zeszyty przechowywane są do dziś. Ale teraz już Jurek ryb nie łowi. Na emeryturze „łowi” stare kapliczki, cmentarze, pomniczki i wszyst­ko, co świadczy o inności, co nie jest z naszego plastikowego świata. Doku­mentuje to w czasie długich codziennych wędrówek z Barbarą u boku, przemieszczając się małym, bardzo już wysłużonym fiacikiem. Jurek to znaw­ca tych ziem. O każdym swoim odkryciu opowiada z takim przejęciem, jakby natknął się na jeszcze nieodkrytą wyspę na Oceanie Spokojnym.

Stary pożydowski dom przy Kościuszki, w którym urodzili się obaj, Ja­nusz i Jurek, kupili ich dziadkowie, Marcin i Elżbietka Malinowscy, których przywiała tu Wielka Rosyjska Rewolucja Październikowa. Malinowscy miesz­kali przedtem w Odessie, gdzie dziadek Janusza miał warsztat szewski. Pra­cowało u niego kilku ludzi, podobno większość chromych, jednonogich, żeby było taniej. „Szewcowi nogi niepotrzebne” — mawiał dziadek Marcin, znany ze specyficznego poczucia humoru. Grupa kalek, jedni bez nogi, inni bez rę­ki, z zapamiętaniem stukają młotkami w podeszwy butów pod czujnym okiem mistrza Sajetana z „Szewców” Witkacego czytającego im na głos „Kapitał” Marksa, ten fragment o „środkach produkcji”, które do nich nie należą, a po­winny. Janusz grał Sajetana w kaliskich „Szewcach”, spektaklu Maćka Prusa. Teraz w kreacyjnym dokumencie mógłby być i swoim dziadkiem Marcinem, i Sajetanem.

Dziadek Marcin z chłopcami
Dziadek Marcin z chłopcami

Dziadek Marcin do Odessy pojechał za chlebem. Urodził się jeszcze w XIX wieku w Żarnowie, w chacie z glinianą polepą zamiast podłogi, gdzie ludzie i zwierzęta spali i mieszkali razem. Było ich dwunastu braci, więc nie było jak dzielić majątku. Marcin jako najenergiczniejszy z nich, ale też nielu­biący pracy na roli, w lnianej koszuli przepasanej sznurkiem, z tobołkiem na plecach i chlebem na drogę wyjechał do Warszawy, gdzie uczył się szewstwa na ulicy Piwnej, w domu „gołębiarki”. Każdy stary warszawiak wie, gdzie to jest, ale nie wie, że to naprzeciwko naszego domu, w którym z jego wnukiem Januszem mieszkamy od czasu, kiedy przyjechaliśmy tu z Poznania. Marcin wyuczył się na Piwnej szewstwa i pojechał dalej — na wschód. Potem, jak Mar­cin i Elżbietka w 1918 roku uciekali z Odessy przed bolszewikami, to cały swój majątek zamienili na papierowe ruble. Elżbietka chciała złote, ale decy­dował Marcin, którego wprawdzie wyzywała od „żarnowskich kluch”, ale za­wsze aż do samej śmierci mu ustępowała. Gdy okazało się, że te papierowe ruble są nic niewarte, Elżbietka wyciągnęła jakieś swoje zaskórniaki, zarobio­ne w Odessie na obszywaniu żon carskich oficerów i aktorek, i kupiła za nie w Augustowie ten pożydowski dom na ulicy Kościuszki.

Januszek w drodze do szkoły teatralnej
Januszek w drodze do szkoły teatralnej

Ich córka, mama Olimpia, wyszła za Bolka Michałowskiego, nauczyciela. Pobrali się w 1936 roku. Miłość była gorąca, ale krótka. W 1940 Sowieci wy­wieźli go na Wschód. Olimpia „odkrytoje pisma” od męża z zesłania prze­chowywała w szufladzie białego bufetu w przedwojennej kopercie z fałszywym dla niepoznaki adresem nadawcy. Kartki były wygniecione i spłowiałe. Bolek wysyłał je Olimpii najpierw z kopalń, z Krzywego Rogu z dalekiego Kaukazu, skąd udało mu się uciec. Potem przychodziły już listy z okolic Siedlec. Na po­czątku wojny był szefem wywiadu AK obwodu augustowskiego. Bolka, gdy już wracał z partyzantki do domu, zamordowali najprawdopodobniej enkawudzi­ści razem z miejscowymi ubolami. Olimpia została sama, bez zawodu, ale za to z dwoma chłopcami i starymi rodzicami na utrzymaniu.

Janusz w młodości nigdy nie widział profesjonalnego teatru, ale za to du­żo czytał, pięknie recytował wiersze i na wszystkich akademiach był pierwszy i najlepszy. Pewnego dnia podjął męską decyzję, że zostanie aktorem. W sa­mej Warszawie. Z drewnianym kuferkiem i w marynarce w kratę uszytej przez babcię Elżbietkę, z włosami w plerezę na cukier i butelką tranu dla zdrowia pojechał w ślad za swoim dziadkiem Marcinem do Warszawy.

Nasz dom w Augustowie
Nasz dom w Augustowie

Nasz dom w AugustowieA teraz pomieszkujemy latem w jego rodzinnym domu w Augustowie. Wy­remontowaliśmy stary, stupięćdziesięcioletni, a może nawet starszy dom. Po­stanowiliśmy przywrócić mu to, co kiedyś było piękne, i to, co zostało zapomniane. Na starych belkach i pobielanych ścianach zawisły rodzinne foto­grafie. Dla mamy Janusza, która na starość miała problemy z poruszaniem się. chcąc jej ułatwić codzienne ablucje, wybudowaliśmy przy jej pokoju własną łazienkę. „Tyle lat tu żyję i nie wiedziałam, że w ścianie jest woda” — powiedzia­ła zdziwiona i przestraszona, gdy pierwszy raz odkręciła kurek. Teraz mama Ja­nusza już nie żyje, Jurkowie przeprowadzili się do bloków w śródmieściu Augustowa.

Przydomowy ogród wypiękniał przez lata, ale tylko w połowie i od wscho­du. Od wschodu, bo w Augustowie majątek starszego brata jest zawsze od wschodu. Młodszy ma grządki na zachodzie. Także na zachodzie Jurek ma oranżerię, którą zbudowaliśmy mu na końcu ogródka, od Kopernika. Szklany pawilon ukryty w zieleni pachnie tak samo jak w wielkiej oranżerii w Kamieniu, tej, co była zaraz obok domku Grabowskiego, tego ogrodnika z grubym paznokciem. Czasami chodzę tam podumać, pomilczeć i zrozu­mieć, jak to w przeszłości tkwi przyszłość. Z naszymi sąsiadami Wiśniewski­mi z naprzeciwka, z drugiej, tej parzystej strony Kościuszki, bardzo się przyjaźnimy. Zosia robi pyszne puszyste kołduny, jak nikt w okolicy, a syn Zbyszek, który wtedy, przed laty, zaczynał od sprzedawania marchewki z wóz­ka, teraz otwiera co i rusz sklepy-salony rowerowe w całym Augustowie.

Mama Olimpia
Mama Olimpia

Augustów i jego okolice to dla mnie druga mała ojczyzna. Dom, w którym urodził się Janusz, to taki zastępczy Kamień. A do rodziny Janusza czasami bliżej mi niż do niektórych członków mojej…

Kończę pisać ten fragment książki w naszym zielonym saloniku w Augu­stowie, w dawnym szewskim warsztacie dziadka Marcina. Potem była tu kuch­nia, w której babcia szyła. Tu też umarła. Kiedy niedługo przed swoją śmiercią już prawie niewidząca mama Janusza, przerażona, wyrwana ze snu, wbiega­ła do przerobionego przez nas pomieszczenia — zielonego salonu — i pytała, gdzie jesteśmy, nie poznając miejsca, Janusz spokojnie odpowiadał: „W warsz­tacie szewskim u dziadka, Mamo”.


Powyższy tekst to tylko jeden mały fragment autobiograficznej książki pani Izabelli Cywińskiej pod tytułem „Dziewczyna z Kamienia”. Dotyczy Augustowa i augustowskiej rodziny Janusza Michałowskiego, męża pani Izabelli. Polecamy przeczytać w całości!

 
Posted on Leave a comment

Nowa okładka „Księgi pamięci Żydów augustowskich”

Już chyba wszyscy wiedzą, jak wygląda projekt okładki „Księgi pamięci Żydów augustowskich”. Publikowaliśmy go w wielu miejscach, aż do znudzenia. Stwierdziłem jednak, że projekt ten, o ile skutecznie nawiązuje zarówno do skromnej okładki oryginału, jak i do okładki poprzedniej księgi pamięci wydanej przez JZI (o Żydach sokólskich), to jest za mało związany z samym Augustowem. Czas więc było coś wymyślić. Jakiś augustowski akcent na okładce, inny niż tylko w tytule.

Wiele razy zatrzymywałem się przy pomniku wybudowanym na dawnym cmentarzu żydowskim w Augustowie, zastanawiając się nad smutnym losem augustowskich Żydów. Zastanawiałem się również kim są ludzie, którzy ten pomnik postawili. Teraz, dzięki zaangażowaniu w projekt tłumaczenia i wydania „Księgi pamięci Żydów augustowskich” moja wiedza na ten temat jest znacznie obszerniejsza. Pomnik ten jest najbardziej znanym dziś symbolem dawnej obecności Żydów w tym mieście i pomyślałem, że w jakiś sposób powinien zostać utrwalony na okładce książki.

Stąd graficznie niewielkie, ale moim zdaniem symbolicznie istotne zmiany w nowym projekcie okładki. Wewnętrzny obrys ornamentu odzwierciedla kształt górnej połowy pomnika. Dodatkowo w szczytowej części umieściłem wierną kopię menory (siedmioramiennego świecznika, symbolu judaizmu), która została wykuta w oryginalnym pomniku. Osobie patrzącej na okładkę projekt ma przypominać o losach Żydów Augustowskich, a jednocześnie nie powinien tracić pierwotnych powiązań z poprzednimi wydaniami ksiąg pamięci, w tym z oryginałem księgi augustowskiej.

Swoją drogą przykro jest patrzeć w jaki sposób niektórzy potraktowali pomnik postawiony na poświęconej ziemi. W wielu miejscach poobtłukiwany ciężkim narzędziem, z którym ktoś specjalnie pojawił się w tym miejscu. Stojące za nim ocalałe z cmentarza macewy pokryte są ohydnymi napisami. Pomnik przypomina o znaczeniu społeczności żydowskiej dla Augustowa, jego zniszczenia o tym, że część z nas nie wiedzieć czemu wciąż i wciąż próbuje wymazać tamtych ludzi z pamięci. Wydając „Księgę pamięci Żydów augustowskich” pokazujemy, że pamięć i wspomnienia nie są utrwalone w kamieniu, lecz w słowach. Nie będzie łatwo ich zniszczyć!

 
Posted on Leave a comment

Fundatorzy kapliczki w lesie Łubianka

Kapliczka w Łubiance
Kapliczka w lesie Łubianka
Kapliczka w lesie Łubianka

Kapliczka w Łubiance

Pobłogosław las i pole, pobłogosław naszą dolę, Matuś nasza – taka modlitwa wybrzmiewa z cokołu murowanej kapliczki z figurą Matki Bożej zlokalizowanej na skrzyżowaniu dróg w lesie Łubianka pomiędzy Jaminami a Wrotkami. Kapliczka została wybudowana w 1939 r. z inicjatywy leśników: Stanisława Nyki (leśniczego z Łubianki), Antoniego Samsela (gajowego z Ostrzełka), Bolesława Andraki (gajowego z Łubianki) oraz Ludwika Janika (gajowego z Rogowa) – fundatorów kapliczki, których nazwiska umieszczone są na jej tyle. Na przodzie kapliczki widoczne są zachowane ślady po postrzałach żołnierzy sowieckich z lat 1939-1941 r.

Kapliczka znajduje się na szlaku historyczno-przyrodniczym parafii Jaminy i okolic, który jest wspólną inicjatywą Stowarzyszenia Inicjatyw Lokalnych „Biebrza” i Jamińskiego Zespołu Indeksacyjnego.

Poniżej zestawienie informacji o wyżej wymienionych osobach, odnalezione w internecie.

Antoni Samsel – ur. 17 kwietnia 1909 r. w Kalinowie; syn Włodzimierza/ Władysława* i Emilii z d. Balowiak. 27 października 1935 r. jako kawaler z Ostrzełka, gajowy, ożenił się z Marią Kundą z Jamin (ur. 1909-08-06 Jaminy, zm. 1987-01-19 w Ohio, USA), córką Grzegorza i Aleksandry z d. Piktel. Syn Tadeusz (ur. w 1937 r., zm. niespodziewanie w wieku 19 lat, 1956-12-13 w Ohio, USA). Deportowany wraz z żoną i synem w 1940 r. i zesłany w marcu tego roku do miejscowości Miel w pow. Czerdyńskim, Mołotowska Oblast, później do miejscowości Czurocznaja, pow. Krasnowiszerski, Mołotowska Oblast. 28 sierpnia 1941 r. zwolniony (miejscowość Złatoust, Czelabińska Oblast) i wcielony do armii polskiej. Służył w 2. Korpusie Polskim dowodzonym przez gen. Władysława Andersa jako sierżant 6. batalionu. Zmarł 6 lipca 1992 r. w Berea, Cuyahoga, Ohio (USA); pochowany na cmentarzu Saint Adalbert Cemetery (Middleburg Heights, Cuyahoga County) razem z żoną i synem. Odznaczony Krzyżem Walecznych.

Nagrobek Antoniego, Marii i Tadeusza Samselów ( Saint Adalbert Cemetery Middleburg Heights, Cuyahoga County, Ohio, USA)
Nagrobek Antoniego, Marii i Tadeusza Samselów

Bolesław Andraka – ur. 14 listopada 1894 r. w Mogilnicach; syn Wincentego i Michaliny z d. Bartłom(i)ejczyk. 14 czerwca 1930 r. jako kawaler z Kolnicy (par. Studzieniczna), rolnik, ożenił się z Franciszką Cieślukowską z Białobrzegów (par. Augustów; ur. 1901-02-28 Świderek, zm. 1986-04-30 Bristol, UK), córką Jana i Michaliny z d. Lebiedź. Syn Stanisław (ur. ok. 1931-32 r., zm. 1940 r. Syberia, ZSRR). Deportowany wraz z żoną i synem w 1940 r. i zesłany w marcu tego roku do miejscowości Miel w pow. Czerdyńskim, Mołotowska Oblast, później do miejscowości Czurocznaja, pow. Krasnowiszerski, Mołotowska Oblast. W sierpniu 1942 r. ewakuowany z ZSRR wraz z Armią Polską na Wschodzie. Przedostał się z żoną przez Indie do Wielkiej Brytanii. Zmarł 27 lutego 1976 r. w Bristol, Gloucestershire w Anglii.

Bolesław Andraka we wspomnieniach Pani Marii Michałowskiej:

Bolesław Andraka był leśnikiem, mieszkał z rodziną w leśniczówce na Łubiance i dlatego wszyscy zostali wywiezieni… Zabrano ich w nocy, na początku grudnia 1939 roku, prosto z Łubianki do lagrów koło Czarnego Lasu. Babci pozwolono przynieść im kolację wigilijną i 24 grudnia 1939 roku pożegnali się na zawsze. Mały Staś prosił moją babcię, żeby jego zabrała do siebie, babcia prosiła, błagała, klękała przed nimi, niestety nie pozwolono… Na początku stycznia 1940 roku, przy mrozie -40°, bydlęcymi wagonami wywieziono ich za Ural. To zawsze opowiadała moja Mamusia i Babcia… Zawieźli ich za Ural, a tam było – 60°, głód, brud i odebrana godność. Wujek Andraka pisał do Babci i Dziadka, prosił o suche obierki z ziemniaków dla Stasia, bo Staś umiera z głodu. Babcia suszyła jedzenie, mięso. Dziadek łowił ryby w Biebrzy, to i ryby suszyła, ziemniaki, chleb, bułki, wszystko co się dało. Ludzie ze wsi pomagali, kobiety robiły sweterki, skarpetki, rękawiczki dla Stasia, dziadek 2 razy w tygodniu nosił te paczki do Sztabina i wysyłali po 10 kg, bo więcej nie wolno było… Niestety mały Staś nie przetrzymał tego, umarł i został tam, na tej nieludzkiej ziemi, a ciocia z wujkiem przeżyli dzięki tym paczkom… Wujek miał do wyboru: dołączyć do Armii Andersa i iść z Andersem, lub zabrać żonę i uciekać z Rosji. Po śmierci synka ratowali siebie, poszli z Andersem do Persji, a z Persji przedostali się do Indii… A że Indie były w brytyjskiej koronie, więc z Indii przedostali się do Bristolu. Pamiętam listy z Bristolu, ciągle opisywali swoje życie, wspominali Indie i tęsknili bardzo za Polską, za rodziną, niestety pozbawiono ich wszystkiego, zostali sami, samotni, schorowani, ciocia po tych wszystkich przeżyciach podupadła na zdrowiu… To były inne czasy, teraz na pewno nie byliby sami.

 

Stanisław Nyka – ur. w 1907 r.; syn Feliksa. W 1938 r. jako kawaler z Jamin ożenił się z Heleną Wejman z Glinna Wielkiego (ur. 1921 r.), córką Stanisława. Syn Tadeusz, ur. 1939 r. Deportowany wraz z żoną i synem w 1940 r. i zesłany w marcu tego roku do miejscowości Miel w pow. Czerdyńskim, Mołotowska Oblast, później do miejscowości Czurocznaja, pow. Krasnowiszerski, Mołotowska Oblast. Zwolniony w dniu 29 sierpnia 1941 r. (miejscowość Złatoust, Czelabińska Oblast). Na stronach www FamilySearch dostępny jest manifest statku z 1951 r. wg którego niejaki Stanisław Nyka ur. ok. 1907 r., bezpaństwowiec (Stateless) przypływa z Southampton do Nowego Jorku – jednakże brak innych informacji nie pozwala uwiarygodnić, że to rzeczywiście ten Stanisław Nyka.

Ludwik Janik – ur. 16 stycznia 1907 r. w Wytrzebach; syn Antoniego i Anny z d. Andraka. 23 listopada 1935 r. jako kawaler z Rogowa, gajowy, ożenił się z Anną Pacuk (ur. 1906-06-27 w Mogilnicach, zm. 1991-04-24 w Camden, USA), córką Albina i Józefy z d. Kunda. Syn Lucjan/ Lucian John (ur. 1937-01-15/ 1936-01-21* w Rogowie). Emigrował najpierw do Wielkiej Brytanii (Leominster, Herefordshire), a później z Southampton do USA – 8 grudnia 1948 r. przypłynął do Nowego Jorku na pokładzie statku SS Queen Mary. Naturalizowany wraz z żoną 20 sierpnia 1957 r. (syn – 1957.12.20) Zmarł 4 grudnia 1996 r. w Camden, New Jersey. Brak adnotacji w Indeksie Represjonowanych. W dokumencie naturalizacyjnym żony z dnia 3 marca 1948 r. jako miejsce pobytu męża wskazane jest: Armia Polska w Anglii (Polish Army in England). Sama Anna Janik z synem emigrowała najpierw do Meksyku, gdzie przebywała w Colonia Santa Rosa, skąd 5 marca 1946 r. przez Laredo w Teksasie dotarła do Camden w USA. Syn – Lucian John Janik – zmarł 1 maja 2020 r. w Somerdale, Camden (NJ); pochowany na cmentarzu Saint Joseph Cemetery (Chews, Camden County, New Jersey). Na stronach www Find A Grave opublikowany jest jego dość obszerny nekrolog.

 

Nyka Stanisław, leśniczy oraz Samsel Antoni i Janik Ludwik, gajowi, widnieją w wykazie relacji leśników znajdujących się w Kolekcji Osobistej Władysława Andersa (Leśnicy w Armii gen. Andersa. Komentarz do materiałów przechowywanych w Instytucie Hoovera; Bogusław Kosel, Uniwerystet w Białymstoku) – w opracowaniu podane są sygnatury akt, które zapewne zawierają jeszcze więcej informacji o fundatorach kapliczki.

Zdjęcia dzięki uprzejmości P. M. Michałowskiej i z archiwum JZI.

* wg różnych źródeł

Opracowano na podstawie:

https://jzi.org.pl/geneo/

https://indeksrepresjonowanych.pl/

https://kresy-siberia.org/

https://genealogiapolska.pl/

https://www.findagrave.com/

http://cejsh.icm.edu.pl/

 
Posted on Leave a comment

Augustowskie getto i jego likwidacja

W Augustowie Niemcy przesiedlili rodziny żydowskie z miasta Augustowa, Rajgrodu, Lipska i Sztabina do utworzonego getta na Barakach pomiędzy ulicą Waryńskiego i kanałem Augustowskim. Tu zgromadzono kilka tysięcy ludzi. Mieszkańców tej dzielnicy przesiedlono do mieszkań żydowskich w mieście.

Główna brama była w tym miejscu, gdzie dziś bierze początek ulica Limanowskiego i Spacerowa. Przy bramie był kantor dla żandarmów niemieckich i polskich policjantów ubranych w niemieckie mundury. W kantorku tym wydawano przepustki do wyjścia z getta. Obok był jak drwina z praworządności szpital, z którego nikt żywy nie wychodził. Początkowo nieboszczyków chowano przy szpitalu na prowizorycznym cmentarzu, ale szybko cmentarz przeniesiono do lasu pomiędzy dzisiejszą ulicą Kozi Rynek, Jaćwieską, a ulicą Bystrą. Tam też zrobiono dodatkową bramę do wynoszenia zmarłych. Przy głównej bramie był też niby sklepik, jeden na kilka tysięcy ludzi. Słyszałem, że można tam było kupić płacąc dolarami lub złotem.

W getcie nie byłem, ale rozmawiałem z Żydówkami, które przyganiał na lipowiec polski policjant do niepotrzebnej nikomu pracy – kazano im grabić las. Po zagrabieniu rozsypywano zgrabki na miejsce pograbione i grabiono ponownie, przy okazji bijąc je kijem za powolną pracę. Opowiadały mi, że w getcie, w każdej izbie gnieździło się po kilka rodzin, we wszystkich komórkach, szopkach i piwnicach gnieździli się ludzie. Przed każdą studnią w dzień i w nocy ustawiały się długie kolejki. Często wracając z pracy na Lipowcu zachodziłem na ulicę w pobliżu głównej bramy i stojąc godzinami przyglądałem się scenom jakie się tam działy. Nie mogłem zrozumieć wtedy niektórych rzeczy. Zadawałem sobie pytanie, jak taki cywilizowany kraj jakim są Niemcy, może dokonywać takich morderstw. Nie mogłem zrozumieć, co zawinili Żydzi Niemcom, że w taki okropny sposób mszczą się nad nimi. Po przeczytaniu „Quo Vadis” H. Sienkiewicza porównywałem Niemców do barbarzyńskich działań Rzymian nad chrześcijanami.

Po tamtej stronie bramy stale gromadziła się duża grupa Żydów, czekających na możliwość wyjścia na roboty w mieście. Porządku pilnowali Żydzi z żółtymi opaskami na rękach. Najczęściej mieli w rękach kije i okładali tych, którzy poza kolejnością przepychali się do kantoru po zlecenie. Wszyscy wychodzący musieli być zapisani, a grupowy otrzymywał przepustkę.

Wychodzący musieli mieć naszyte na plecach i z przodu gwiazdy Dawida. Szli nie po to, aby coś zarobić, bo nikt im za prace nie płacił. Chodziło im o to, aby cokolwiek wymienić na jedzenie.

Dantejskie sceny odbywały się przy powrocie z pracy. Wszyscy byli rewidowani. Przeszukiwali żandarmi oraz polscy policjanci w niemieckich mundurach, zabierając wszystko co cenniejsze. Niektórzy Żydzi, aby przenieść kawałek mięsa, obtaczali go krowim łajnem lub smarowali błotem. Rozwścieczeni żandarmi i policjanci bili za to „przestępców” najchętniej po głowach. Byłem świadkiem, jak żandarm wysypał kobiecie woreczek kartofli na ulicę. Natomiast na kartofle rzucili się stojący obok Żydzi i chowali do kieszeni nie zważając na rozkazy jakie otrzymywali.

W niedzielę 2 listopada 1942 roku słychać było na terenie Baraków wystrzały karabinowe. W całym mieście oczekiwano, że coś nastąpi. Od rana widać było dużą ilość wojska. Byli to młodzi żołnierze z Wermachtu z karabinami.

Wszystkim mieszkańcom nakazano wszystkie drzwi wychodzące na ulicę Krakowską zamknąć na klucz. Przez całą noc getto było otoczone przez wojsko.

Poszedłem na rynek, żeby zobaczyć co się dzieje. Usłyszałem, że będą wyprowadzać Żydów. Na rynku i ulicy Wojska Polskiego widać było żołnierzy i urzędników z ratusza, którzy sprawdzali, czy wszystkie drzwi do domów są zamknięte. Furtki na podwórza zakręcano drutami. Jednocześnie ogłoszono, że jeśli ktoś będzie na ulicy, zostanie włączony do idących Żydów. Nie mogąc znaleźć dobrego miejsca do obserwacji, doszedłem do rogatek z szosą grodzieńską, tam przeskoczyłem płot i schowałem się w krzakach malin.

Zbliżał się pochód, na którego czele szedł młody, przystojny mężczyzna, niosący na rękach niemowlę. Obok szła również wysoka młoda kobieta, prowadząca około 5-letnie dziecko. Po przyjściu do domu dowiedziałem się, ze mężczyzna był chirurgiem, a kobieta lekarką dziecięcą, u której matka moje leczyła siostrę Marysię i brata Michała. Za nimi szli czwórkami kobiety i mężczyźni . Wszyscy coś nieśli – jedni węzełki, inni małe dzieci.

Po obu stronach kolumny maszerowali żołnierze, którzy przekleństwami, okropnym krzykiem, popychaniem lufami starali się, aby idący szli czwórkami środkiem ulicy. W dłoniach trzymali karabiny gotowe do strzału. Pochód szedł w ciszy. Gdzieniegdzie słychać było płacz dziecka. Płacz i zawodzenie narastało na rogatkach. Prawie wszyscy odwracali się i spoglądali na miasto. Widać było, że żegnali się z miejscem gdzie się urodzili i mieszkali. Wiedzieli, że już tu nie wrócą, ze są skazani na śmierć. Pochód ten posuwał się w stronę Rajgrodu przez 2-3 godziny. Przeszło kilka tysięcy ludzi. Za pochodem jechały podwody, na które kładziono ludzi, którzy pomimo bicia, nie mieli siły iść.

Powyższy opis pochodzi ze wspomnień Jana Dusyna udostępnionych dzięki Muzeum Ziemi Augustowskiej.

 

Memorial Book of Augustów Jews

Liczymy, że przynajmniej niektóre z wymienionych przez Jana Dusyna osób uda się zidentyfikować i odkryć ich wcześniejsze losy. Losy późniejsze wszystkich mieszkańców Augustowa i okolic żydowskiego pochodzenia są dobrze znane – ich życie zakończyło się w obozach koncentracyjnych lub podczas drogi do nich. Historie postaci Żydów augustowskich ujrzą światło dzienne dzięki tłumaczeniu „Księgi pamięci Żydów augustowskich”. Projekt wsparcia tej społecznej inicjatywy trwa: https://wspieram.to/jzi-zydzi-augustow

 
Posted on Leave a comment

10 dni kampanii crowdfundingowej

Dziś mija 10 dni kampanii promującej projekt przetłumaczenia i wydania „Księgi pamięci Żydów augustowskich”. I jesteśmy w lekkim szoku! Udało się zebrać już 7151 zł, czyli 22% potrzebnej kwoty! Co za wspaniała wiadomość! Dziękujemy wszystkim wspierającym, których mamy już 39!

Wprowadziliśmy nowe nagrody za wsparcie projektu. Zawierają one unikalny, kolekcjonerski album dostępny wyłącznie dla osób wspierających projekt wydania „Księgi pamięci Żydów augustowskich” na portalu crowdfundingowym wspieram.to. Będzie zawierać kilkaset zdjęć Augustowa z pierwszej połowy XX wieku wraz z towarzyszącymi im opisami ze starej prasy, również z tego samego okresu. Całość formatu B5, o objętości około 100 stron. Ekskluzywne wydanie w sztywnej okładce i na powlekanym papierze. Album nie będzie dostępny w naszym sklepie internetowym. Otrzymają go wyłacznie osoby wspierające projekt! Album wchodzi w skład nagród Kolekcjoner i Kolekcjoner Czytelnik.

Ponadto, dzięki nieocenionej pomocy wolontariuszy, realizowaliśmy 2,5-minutowy filmik promujący akcję:

We encourage you to watch and continue sharing to make sure the word about our Project spreads as broadly as possible!

Przydatne łącza:

 
Posted on Leave a comment

Budujemy społeczność wokół projektu

Pierwsze trzy dni kampanii przeszły nasze najśmielsze oczekiwania. Zebraliśmy 10% potrzebnej kwoty, a informacja o zbiórce na tłumaczenie „Księgi pamięci Żydów augustowskich” została udostępniona już prawie 120 razy! To bardzo budujące, a  w przyszłość patrzymy z nadzieją.

W tego typu akcjach niezmiernie ważne jest budowanie społeczności wspierającej projekt. Chodzi o to, aby informacja o projekcie dotarła do jak najszerszego grona odbiorców, wśród których mają szanse znaleźć się osoby zainteresowane. Udostępniajmy więc ją jak najszerzej! Jak to zrobić najprościej? Oto krótka instrukcja w punktach:

  1. Klikamy w link: https://wspieram.to/jzi-zydzi-augustow
  2. Niemal na samej górze strony zobaczymy taki obrazek jak powyżej.
  3. Klikamy w ikonkę facebooka, tweetera lub maila, w zależności od tego jakie medium komunikacji preferujemy
  4. Dopisujemy kilka słów od siebie. To bardzo ważne, aby spersonalizować przekaz. Pokazujemy w ten sposób, że sami jesteśmy zainteresowani projektem, a to wzbudza większa zainteresowanie
  5. Akceptujemy! Pamiętajmy przy tym, aby post był publiczny, a nie zamknięty do grona Twoich znajomych. Umożliwi to Twoim znajomym dalsze udostępnianie informacji.
Dziękujemy za wszelkie formy wsparcia!
 
Posted on Leave a comment

Szczypta historii Jagłowa

Mapa Prus Nowowschodnich Textora-Sotzmana 1808 - fragment
Mapa Prus Nowowschodnich Textora-Sotzmana 1808 - fragment
Mapa Prus Nowowschodnich Textora-Sotzmana 1808 – fragment

Jagłowo – wieś królewska

Wieś Jagłowo powstała w XVI wieku (9 włók i sianożęć Kunicha – włóka to od 18 do 25 ha). Należała do dóbr królewskich, klucza Chodorowskiego. Pierwsza wzmianka o niej pochodzi z 1596 roku. Zapis brzmi ”Jedłowo” i wg językoznawców nazwa pochodzi od słowa jedla – jodła. Kolejny zapis pochodzi z 1599 roku „do Jedlowa” i z 1650 roku „Jagłowa”. W tym czasie otrzymał ją w dożywotnią dzierżawę Stanisław Goydanowski. Wdowa po nim Regina Chibowska za zgodą króla z 11 czerwca 1633 roku przekazała cały obręb Jagłowa Dorocie z Gajewskich, żonie Jana Goydanowskiego, która trzymała ją jeszcze w 1651 roku. W 1661 roku od króla Jana Kazimierza Jagłowo dostał w dożywocie Stanisław Stanisławski, cześnik warszawski i jego żona Helena z Pieczów. W 1690 roku było tu 16 dymów. Po śmierci wdowy po cześniku warszawskim – Stanislawskiej, Jagłowo dostał Skiwski starosta radnicki dzierżawca pobliskiego Dębowa, a następnie jego syn Aleksander. Lustrator w 1720 roku stwierdził, że dzierżawa składała się z 7 włók gruntu, dwóch włók łąk bielnych. Pustyń i bagien między gruntami a bagnami było 88 włók i jako bezużyteczne zostają bez czynszu. Oprócz tego do dzierżawy należał bór z bagnem w kierunku Dębowa o wielkości 140 morgów z drzewami bartnymi. Przed 1748 rokiem Jagłowo w dzierżawie posiadał niejaki Karwowski. W 1712 roku dalej w Jagłowie notowano 9 włók ziemi uprawnej, ale już w 1780 roku 12 włók. W 1760 roku ziemie uprawiało 20 gospodarzy w końcu lat osiemdziesiątych XVIII wieku około 30- tu. Cała wieś w 1789 rok to 33 domów z 135 mieszkańcami. W roku 1864 notujemy już ok  38 domów i ok. 235 mieszkańców. W roku 1909 47 domów i ok. 290 mieszkańców, a w 1926 r. 48 domów i 277 mieszkańców.

Kadr z filmu „Byli rybacy nad Biebrzą w Jagłowie” Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie
Kadr z filmu „Byli rybacy nad Biebrzą w Jagłowie” Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie

Najstarsze odnalezione rody zamieszkujące Jagłowo w  XVIII wieku

Prawdopodobnych 20 gospodarzy, z zapisu powyżej uprawiających ziemię w 1760 roku.

Data urodzenia jest zawsze orientacyjna i wynika z wieku podanego w akcie zgonu. Podwójne imiona to wynik różnych zapisów. Daty zgonów są zapisami dokładnymi.

  • Michał Siemion ok. 1730-1814, syn Szymona
  • Wojciech Siemion 1748-1831, syn Szymona
  • Adam Mojżuk 1763-1823, syn Wojciecha
  • Mateusz Mojżuk 1770-1839, syn Szymona (Wawrzyńca)
  • Tomasz Dawidowicz 1764-1829, syn Marcina
  • Bartłomiej Sawośko 1754-1824, syn Piotra
  • Karol Wojtkielewicz 1759-1829, syn Szymona 1735-1810
  • Szymon Jan Ostrowski 1757-1827, syn Szymona
  • Jan Janewicz 1758-1828, syn Pawła (Szymona)
  • Bartłomiej Zajko (Zajkowski) 1751-1829, syn Wawrzyńca
  • Jan Pikus 1738-1827, syn Jana ( Kazimierza)
  • Józef Ratkiewicz ?-?, syn Łukasza
  • Jan Koszczuk 1777-1837, syn Macieja
  • Wojciech Trochim 1744-1814
  • Maciej Pycz 1755-?, syn Walentego 1730-?
  • Szymon Kamiński 1748-1814, syn Mateusza
  • Jerzy Mikucki 1740-1828, syn Urbana (Stanisława)
  • Karol Gawarecki 1768-1846, syn Piotra
  • Jakub Poźniak 1748-1825, syn Sebastiana
  • Jan Pikus 1738-?, syn Jana

Opracował Ryszard Siemion

 
Posted on Leave a comment

Gwara koronna

Obwod Bialostocki 1807-1842
Obwod Bialostocki 1807-1842
źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/

Parę lat temu szukając zapisów historycznych o rodzinnych stronach trafiłem w Systemie Zbiorów Zdigitalizowanych na fragmenty dotyczące gwar na naszym terenie. Były to materiały słynnego etnografa i folklorysty Michała Federowskiego pt.: „Lud białoruski na Rusi Litewskiej. Materiały do etnografii słowiańskiej”. Badania prowadził na naszych terenach w latach 1877-1905 r. Fragment ten zapisany kursywą, w oryginalnym zapisie poniżej. Jednocześnie w tym samym materiale odnalazłem parę podań z naszych terenów. Dla zobrazowania jakim językiem posługiwali się nasi przodkowie jedna poniżej w oryginale. Opowiedział ją autorowi książki, M. Federowskiemu  – Jan Dzieżko.

Wpływ polszczyzny na fonetykę zachodnio-białoruskiego narzecza nigdzie się chyba lepiej ni uwydatnia jak w gwarze, którą lud sam nazwał k o r o n n ą (gwara przejściowa białorusko –polska)

Sokólszczanie od Korycina, Suchowoli i Janowa nazywają Królestwo Kongresowe P o l s z c z ą lub K r o l e s t w e m, K o r o n ą  zaś a nieinaczej, zowią po dziś dzień okolicę leżącą nad rzeką Bierezową, (rzeka ta wraz z Biebrzą stanowiła odwieczną granicę między Litwą i Koroną) czyli północną część powiatu białostockiego a która w Rzeczypospolitej  wchodziła w skład małopolskiego Podlasia, i w  której główną a dziwnie odbijającą się o ucho właściwością, jest ni mniej ni więcej tylko t. z. m a z u r z e n i e, (n. p. sto, ceho, cort, docka vel corka, kacan, posou, rusać, scenią, stabin i.t.p.)

Gwara koronna, o ile zbadać mogłem, występuje:

  1. w powiecie sokólskim tylko w dwóch pogranicznych wsiach, mianowicie w Jagłowie i Karpowiczach (par. Suchowolska)
  2. w powiecie białostockim w parafiach:
  • bierezowskiej (w: Bierezowa, Bobrówka i inne pobl.)
  • dolistowskiej (w: Jaćwieź Mały; Jaćwieź Wielki i inne pobl.)
  • jasionowskiej (we wszystkich wsiach)

Przytem jak słyszałem z ust wiarygodnych, gwara ta występuje jeszcze w wielu wsiach par. goniądzkiej i knyszyńskiej.

Mieszkańców powyższych parafii lud sokólski nie inaczej zowie niż Mazurami z Korony (Mazure z Karony) a mówiąc o swych sąsiadach z za Biebrzy nazywa ich Mazurami z Polszczy.

Opowiastka z okolic Suchowoli

Baba chitrejsza ad czorta.

Jeden haspadar pasiejau haroch, a potym jakość u  miesiac paszou pahledzieć czy paschadziu. Aż tam rjedko dzie kaliwo zyszło. Pastajau, pakiwau haławoju,  padumau, potym machnitu rukoju i każe: „Niechaj jeho czort woźmie!”. Sam paszou da chaty i nie chacieu uźć i hledzieć na jeho. Aż  potym susiedzie każuć: „Ależ twuoj haroch to haroch!”. Jyon czysto zdymieusie i pytaje jaki? A jeny każuć: O hetaki wieliki! (Tu op podniósł rękę po nad siebie). Ścisnuu pleczyma i podumau „Co to takoje? Pajdu zabaczu. Prychodzić, hledzić na haroch: aż kudy! Wyżej czaławieka. Aż tut pryletajet czort da jeho i każe:”Czaho ty hledisz? Kiedy to nie twuoj haroch ale muoj! „A czaławiek każe „Jak to twuoj? Kiedy ja siejau i na majuoj ziemle. A czort każe: „ A pomnisz, jak ty addau mnie jeho? Kazau ”Niech jeho czort woźmie? „Ja ad tajć pary paliwau, dahladau i heto muoj”. Czaławiek niema rady, paszuou da chaty. Pruszou taki smutny chodzić, a żuonka pytaje: Kaźmier czaho ty taki zadumany? ”Aj –każe-bieda!”- Co za bieda? Skaży ty mnie, a moża ja tabie pamahu”. Tak juon każe, tak i tak, addau czortu, a teraz czort nie daje! E –każe-pastoj: Idzi ty z im rabi umowu, skaży jemu tak: ”kiedy ty paznajesz na czuom ja pryjedu to twuoj haroch, a jak nie paznajesz to muoj”. Juon posłuchau żuonki i paszuou. Pryszuou da harochu i hledzić, aż czort prybiehajei każe; -„ a co taki tabie szkoda Harochu?”- Ja Siejau i na mojuoj ziemle, to wiadomo że szkoda. Zrabim chiba na paławinu, a nie to zrabim umowu takuju: „Jeżeli ty paznajesz na czuom ja pryjedu, to twuoj haroch, a jak nie, to muoj haroch”. A czort każe: „ Ale czy ty paznajesz na czym ja pryjedu? Zrabili umowu i umuwilisie na kiedy przyjeżdżać da harochu. Prychodzić haspadar da chaty i haworyć żuoncy co zrabili umowu, ale co to budzie? Na czom tut jechac? Jena każe: „Stuoj, dobro budzie, zaradżu”. Jak pryszuou toj dzień, co trzeba jechać da harochu, jena każe: idziem. Pryszli blisko, aż jena skinęła usio adzienie, rastrepała kosy, stała rakam i każe: ” Siedaj na minie i padjeżdżaj da harochu!” Jak juon sieu, tak jena tyłam idzie u pieruod, a wałasy za haławoju ciahnucsie niby to chwost.  Widzić i czort jedzie na busławi. Tak jak juon padjechau bliżej, haspadar kryczyć; Znaju, znaju na czom jedziesz: na busławi! No, a ty paznaj na czom ja jedu? Zlecicy czort z busła, pryszou da jeho i uhledajesie. Potym każe: „Takoho źwiera jeszcze nie widzieu bez haławy”. Abyszuou kruhom: „ależ –każe chwost! chwost!” Potym zaszuou z drhoho boku paniuchau i każe: Fe! Ależ śmierdzić! No hetaho zwiera nie znaju: twuoj haroch! I sam palecieu, a żuonka ustała, adziełasie i paszli da chaty.

Ot, baba huorsza czorta i jeho abszukała!

Opracował Ryszard Siemion

 
Posted on Leave a comment

Mieszkańcy wsi Jagłowo parafii Suchowola zgodnie z numerem domu zamieszkania w roku 1926

jaglowo

Jest to trzecia lista mieszkańców Jagłowa po opublikowanych z lat 1864 and 1909. Numeracja domów zaczyna się od strony wschodniej, przeciwnej dojazdowi do wsi i odpowiada w dużej mierze do dziś istniejącej. W wyniku pożaru spowodowanego działaniami wojennymi część domów spłonęła; mieszkańcy odbudowali je w innym miejscu. Pojawili się nowi główni lokatorzy np. Karp, Żukowski, Karpowicz, żeniący się z mieszkankami Jagłowa. Wielu mieszkańców wyjechało na emigrację, najpierw do USA, a później do Francji. Część mieszkańców przeniosło się do okolicznych miasteczek. W 1926 roku wieś liczy 48 domów i  ok. 277 mieszkańców. Wiele imion i nazwisk to wynik rozmów z najstarszymi żyjącymi mieszkańcami Jagłowa oraz analizy setek zdjęć istniejących grobów.

Podane w materiale daty urodzenia są w wielu przypadkach określone jako „około”. Oznacza to, że przyjęto datę wynikającą z zapisów na grobach lub, gdy ich brak, z zapisu istniejącej listy. Niektóre nazwiska na liście to odnalezieni imigranci, którzy wrócili z USA. Braki te wynikają z braków w archiwach parafii Suchowola. Opracowujący mógł je w dużym stopniu podać jako dokładne dla najbliższej rodziny i osób pochodzących szczególnie z parafii Jaminy. Jeśli chcemy by ten spis był bardziej dokładny proszę o informacje od krewnych mieszkańców Jagłowa w zakresie dat jak i braku osób, rodzin i ich danych. Mój e-mail do korespondencji: ryszard.siemion@gmail.com

Dane uaktualniono i uzupełniono na bazie materiałów z Family Tree Rodziny Siemion.

Opracował Ryszard Siemion


Numer 1

Ratkiewicz Wojciech, ur. ok. 1878 r., syn Ignacego i Katarzyny z d. Koszczuk.
Jego żona, Adela z d. Milewska ur. 25.11.1887 r.,  córka Franciszka i Marianny Wiszniewskiej.
Synowie:
Ignacy, ur. ok. 1913 r.
Jan, ur. ok. 1916 r.
Córki:
Waleria, ur. ok. 1912 r.
Natalia, ur. ok. 1913 r.
Halina (Helena), ur. 04.12.1919 r.

Numer 2

Mojżuk Albin, ur. ok. 1874 r., syn Jana i Anny Koszczuk.
Jego 2. żona, Julianna Szwerkowska, ur. 24.01.1892 r., córka Franciszka i Heleny Stanulewicz.
Z 1. małżeństwa:
Jan, ur. ok. 1904 r.
Aleksander, ur. ok. 1908 r.
Antoni, ur. ok. 1906 r.
Bronisława, ur. ok. 1901 r.
Z 2. małżeństwa:
Aleksy, ur. ok. 1916 r.
Eugeniusz, ur. ok. 1924 r.
1. żona, Marianna Wyszyńska, ur. 27.01.1871 r., córka Franciszka i Franciszki Maksimowskiej.

Numer 3

Mojżuk Wincenty, ur. ok. 1865 r., syn Wincentego i Anny Kraszewskiej.
Jego żona, Joanna z d. Gudel, ur. 15.07.1884 r., córka Jana i Rozalii Grajewskiej.
Syn Ignacy, ur. ok. 1914 r.
Córki:
Wacława, ur. ok. 1908 r.
Melania, ur. 24.10.1911 r.
Genowefa, ur. ok. 1913 r.
Marianna, ur. 25.11.1920 r.
Siostra Waleria, ur. ok. 1899 r.

Numer 4

Mojżuk Józef, syn Piotra i Zofii b.d. Mojżuk.
Jego żona Aleksandra z d. Gudel, ur. 13.05.1873 r., córka Józefa i Magdaleny b.d. Gudel.
Synowie:
Bolesław, ur. 1.02.1919 r.
Jan, ur. ok. 1925 r.
Córka Janina, ur. ok. 1911 r.

Numer 5

Siemion Józef, ur. 7.03.1844 r., syn Stefana i Marceli z d. Jurgielewicz.
Jego żona, Marianna z d. Mitrosz, ur. 28.06.1853 r., córka Andrzeja i Ewy Andraka.

Numer 6

Kamiński Jan, ur. 04.1865 r., syn Józefa i Rozalii Ratkiewicz.
Jego 2. żona?, Urszula z d. Salewska (Calewska), ur. ok. 1875 r. b.d.?
Synowie:
Władysław, ur. ok. 11.1895 r.
Jan, ur. 29.12.1899 r.
Stanisław, ur. ok. 1908 r.
Edward, ur. ok. 1908 r.
Jego 1. żona?, Aleksandra z d. Karczyńska, ur. 23.02.1863 r., córka Adama i Franciszki Haraburda.

Numer 7

Siemion Jan, ur. 30.07.1863 r., syn Jana i Rozalii Haraburda.
Jego żona, Pelagia z d. Janewicz, ur. 31.10.1883 r., córka Ludwika i Rozalii z d. Kozłowska.
Synowie:
Jan, ur. ok. 1908 r.
Feliks, ur. ok. 1911 r.
Mieczysław, ur. ok. 1913 r.
Córka Feliksa, ur. 20.08.1919 r.

Numer 8

Mojżuk Jan, ur. 8.01.1863 r., syn Ignacego i Rozalii Sawickiej.
Jego 2. żona, Anna z d.Siemion, ur. ok. 1878 r., córka Wojciecha i Franciszki Bogdzio.
Z 1. małżeństwa syn Adolf, ur. 3.04.1895 r.
Z 2. małżeństwa synowie:
Wacław, ur. ok. 1906 r.
Bolesław, ur. ok. 1908 r.
Córka Melania, ur. ok. 1912 r.
1. żona, Agnieszka Waśko, córka Stanisława  i Agnieszki Gruda.

Numer 9

Ratkiewicz Władysław, ur. ok. 1898 r., syn Józefa i Anny z d. Jarema.
Jego 2. żona, Anna z d. Pycz, ur. ok. 1897 r., córka Piotra i Joanny b.d.
Syn Józef, ur. ok. 1914 r.
Córki:
Bronisława, ur. ok. 1912 r.
Marianna, ur. ok. 1913 r.
Córka z 2. małżeństwa, Anna, ur. ok. 1924 r.
Jego matka, Anna z d. Jarema, ur. ok. 1854 r. b.d.

Numer 10

Haraburda Józef, ur. ok. 1879 r., syn Jana i Agnieszki z d. Kamińska.
Jego żona, Ludwika z d. Ratkiewicz, ur. ok. 1880 r., córka Ignacego i Katarzyny Koszczuk.
Synowie:
Marian, ur. ok. 1906 r.
Walerian, ur. ok. 1910 r.
Mieczysław, ur. ok. 1918 r.
Córka Melania, ur. ok. 1916 r.

Numer 11

Gawarecki Józef, ur. ok. 1866 r., syn Franciszka i Agnieszki Klimowicz.
Jego żona, Wiktoria z d. Nowicka, ur. ok. 1871 r. z d. b.d.
Synowie:
Stanisław, ur. ok. 1903 r.
Wacław, ur. ok. 1909 r.
Córka Adela, ur. ok. 1901 r.
Brat Ignacy, ur. ok. 1877

Numer 12

Gawarecki Mateusz Jan, ur. 11.09.1842 r., syn Jana i Anny Dawidowicz.
Jego żona, Ewa z d. Ratkiewicz, ur. ok. 1856 r., córka  b.d.

Numer 13

Gudel Klemens, ur. ok. 1890 r., syn Józefa i Magdaleny b.d.
Jego żona, Marianna z d. Poźniak, ur. ok. 1894 r., córka Mateusza Michała i Joanny Suchwałko.
Syn Jan, ur. ok. 1916 r.
Córka Joanna, ur. ok. 1925 r.
Siostra Marianna, ur. ok. 1894 r.

Numer 14

Kapusta Józef, ur. ok. 1804 r., syn Jana i Michaliny Murawskiej.
Jego 1. żona, Zofia Kudzikówna, ur. ok. 1900 r., córka b.d.
Jego 2. żona, Waleria z d. Beczko ur. ok. 1899 r., córka Stanisława i Franciszki Mitrosz.

Numer 15

Kaczorowski Ignacy, ur. ok. 1893 r., syn Adama i Marianny Rzepnickiej.
Jego żona, Teofila z d. Mitrosz, ur. ok. 1906 r., córka Antoniego i Emilii Calewskiej.
Brat Wacław, ur. ok. 1899 r.
Siostry:
Antonina, ur. ok. 1906 r.
Waleria, ur. ok. 1908 r.

Numer 16

Nowicki Marcin, ur. ok. 1858 r., syn  Andrzeja i Marianny z d. Najda.
Jego żona, Anna z d. Nowicki, ur. 17.06.1883 r., córka Michała i Aleksandry Mitros.
Syn Wacław, ur. ok. 1907 r.

Numer 17

Siemion Jan, ur. ok. 1903, wnuk Jana, syn Michaliny Siemion.
Brat Wacław, ur. ok. 1910 r.
Matka Michalina, ur. ok. 1869 r., córka Jana i NN.

Numer 18

Zajko  Antoni, ur. ok. 1870 r.,  syn Wiktorii Zajko.
Jego żona, Józefa z d. Kamińska, ur. ok. 1872 r., córka Jana Klemensa i Marianny Kruza.
Synowie:
Stanisław, ur. 10.05.1894 r.
Ignacy, ur. ok. 1903 r.
Jan, ur. 5.07.1917 r.
Córki:
Apolonia, ur. ok. 1901 r.
Feliksa, ur. ok. 1908 r.

Numer 19

Siemion Adam, ur. ok. 1878 r., syn Antoniego i Marianny Haraburda.
Jego żona, Joanna z d. Lulewicz, ur. 25.12.1884 r., córka Józefa i Marianny  Guziejko.
Synowie:
Mieczysław, ur. ok. 1916 r.
Bolesław, ur. ok. 1918 r.
Czesław, ur. ok. 1925 r.
Córki:
Leokadia, ur. ok. 1908 r.
Marianna, ur. ok. 1912 r.
Brat  Wincenty, ur. ok. 1869 r.

Numer 20

Waśko Michał, ur. ok. 1871 r., syn Kacpra i Franciszki Chmielewskiej.
Jego żona, Anna z d. Milewska, ur. 14.08.1872 r., córka Macieja i Franciszki Borkowskiej.
Synowie:
Adam, ur. ok. 1906 r.
Alfons (Adolf), ur. ok. 1908 r.
Córka Stefania, ur. ok. 1901 r.

Numer 21

Janewicz Józef, ur. ok. 1856 r., syn Jana i Marianny Ratkiewicz.
Jego żona, Julianna z d. Ostrowska, ur. ok. 1859 r., córka Marcina i Anny Zdanuk.
Syn Józef, ur. ok. 1902 r.
Syn Izydor, ur. ok. 1883 r.
Jego żona, Aleksandra z d. Mojżuk, ur. ok. 1898 r., córka Jana i Agnieszki Waśko.
Syn Jan, ur. ok. 1925 r.

Numer 22

Dawidowicz Kajetan, ur. 3.04.1886 r., syn Marcina i Anny z d. Sawośko.
Jego żona, Petronela z d. Gudel, ur. 18.07.1890 r., córka Jana i Rozalii Grajewskiej.
Synowie:
Mieczysław, ur. 25.03.1914 r.
Henryk, ur. 25.08.1919 r.
Jan, ur. 17.03.1922 r.
Brat Ignacy, ur. ok. 1897 r.
Siostra Romualda, ur. ok. 1908 r.

Numer 23

Mojżuk Wojciech, ur. ok. 1876 r., syn Wincentego b.d.
Jego żona, Joanna z d. Nowik, ur. ok. 1886 r., b.d.
Syn Ignacy, ur. ok. 1915 r. b.d.
Córka Monika, ur. ok. 1912 r. b.d.
Karpowicz Adam, ur. ok. 1876 r., syn Floriana i Agaty Mitrosz.
Siostra Anna, ur. ok. 1871 r.

Numer 24

Ignacy Żukowski, ur. ok. 1896 r., syn Piotra.
Jego żona, Wiktoria, ur. ok. 1898 r., córka Jana Mojżuka i Józefy z d. Pawłowskiej.
Jej siostra, Józefa Mojżuk, ur. ok. 1884 r.
Jej córka, Anna, ur. ok. 1910 r.

Jagłowo. Dom rodziny Wojtkielewicz
Jagłowo. Dom rodziny Wojtkielewicz

Numer 25

Ostrowski Ignacy, ur. ok. 1870 r., syn Jana i Katarzyny Haraburda.
Jego żona, Pelagia z d. Sieńko, ur. 19.05.1883 r., córka Ludwika  i Aleksandry Kamińskiej.
Synowie:
Jan, ur. ok. 1899 r.
Józef, ur. ok. 1910 r.
Bolesław, ur. ok. 1914 r.
Córka Apolonia, ur. ok. 1908 r.

Numer 26

Poźniak Adam, ur. ok. 1875 r., syn Mateusza i Joanny Suchwałko.
Jego żona, Antonina z d. Haraburda, ur. ok. 1884 r., córka Ignacego Stanisława i Rozalii Sieńko.
Synowie:
Ludwik, ur. ok. 1911 r.
Franciszek, ur. ok. 1917 r.
Córka Anna, ur. ok. 1913 r.

Numer 27

Pycz  Klemens, ur. ok. 1871 r., syn Adama i NN.
Jego żona, Kamila z d. Wojtkielewicz, ur. ok. 1884 r., córka  b.d.
Synowie:
Adolf, ur. ok. 1908 r.
Jan, ur. ok. 1912 r.
Córki :
Izabela, ur. ok. 1911 r.
Genowefa, ur. ok. 1916 r.
Stanisława, ur. ok. 1918 r.

Numer  28

Pycz Jan, ur. 13.10.1854 r., syn Adama i Marianny Kamińskiej.
Jego żona, Rozalia z d. Bogdzio, ur. 14.10.1860 r., córka Wawrzyńca i Franciszki Krysztopy.
Synowie:
Antoni, ur. ok. 1892 r.
Serafin, ur. ok. 1898 r.
Córka Leokadia, ur. ok. 1904 r.

Numer 29

Mitrosz Wacław, ur. ok. 1902 r., syn Antoniego i Emilii Calewskiej.
Bracia:
Marian, ur. ok. 1908 r.
Antoni, ur. ok. 1912 r.
Siostra Anna, ur. ok. 1904 r.
Matka Emilia z d. Stalewska (Calewska), ur. 19.02.1876 r.

Numer 30

Haraburda Wojciech, ur. ok. 1865 r., syn Jana i Agnieszki Kamińskiej.
Jego żona, Marianna z d. Skorupska (Skorupa), ur. 6.02.1887 r., córka Ludwika i Marianny Calewskiej.
Syn Kazimierz, ur. ok. 1908 r.
Córki:
Bronisława, ur. ok. 1912 r.
Jadwiga, ur. ok. 1914 r.
Janina, ur. ok. 1908 r.

Numer 31

Wojtkielewicz Ignacy, ur. ok. 1879 r., syn Kazimierza i Marianny Misiewicz.
Jego 2. żona Rozalia z d. Jaroszewicz, ur. ok. 1885 r., córka Kazimierza i Konstancji Pycz.
Z 1. małżeństwa:
Syn Jan, ur. ok. 1897 r.
Córki:
Feliksa, ur. ok. 1906 r.
Petronela, ur. ok. 1912 r.
Z 2. córki:
Kazimiera, ur. ok. 1918 r.
Janina, ur. 7.07.1919 r.
Jego 1. żoną była Aleksandra Siemion, ur. ok. 1875 r., córka b.d.

Numer 32

Koszczuk Jan, ur. ok. 1865 r., syn Wincentego i NN.
Jego siostra, Paulina, ur. ok. 1869 r.

Numer 32A

Kowalewski Władysław, ur. ok. 1884 r., syn Jana i Anny NN.
Jego żona, Pelagia z d. Koszczuk, ur. ok. 1898 r., córka Wincentego i Anny.
Syn Wincenty, ur. ok. 1920 r.
Córka Bronisława, ur. ok. 1922 r.
Matka Anna, ur. ok. 1850 r.

Numer 33

Jaroszewicz Mateusz, ur. ok. 1857 r., syn Kazimierza i Konstancji z d. Pycz.
Jego żoną jest Ludwika Chilicka, ur. 23.08.1863 r., córka Franciszka i Wiktorii Roszko.
Pelagia z d. Murawska, ur. 26.12.1887 r. jest żoną jego syna Teofila zamieszkującą u Mateusza podczas nieobecności syna.
Dziećmi Mateusza i Ludwiki z d. Chilickiej są:
Synowie :
Wacław, ur. ok. 1912 r.
Bronisław, ur. 20 maj 1919 r.
Dziećmi syna Mateusza – Teofila i jego żony Pelagii Murawskiej są:
Czesław, ur. ok. 1916 r.
Czesława, ur. 28.11.1921 r.

Numer 34

Jaroszewicz Wojciech, ur. ok. 1869 r., syn Kazimierza i Konstancji Pycz.
Jego 2. żona, Anna z d. Pycz, ur. ok. 1870 r., córka NN.
Dzieci z 1. małżeństwa:
Syn Józef, ur. ok. 1899 r.
Córki:
Stanisława, ur. ok. 1901 r.
Bronisława, ur. ok. 1903 r.
Dzieci z 2. małżeństwa:
Syn Kazimierz, ur. ok. 1916 r.
Córki:
Justyna, ur. ok. 1912 r.
Marianna, ur. ok. 1915 r.
Jego 1. żoną była Urszula z d. Kapusta ur. ok. 1872 r., córka Antoniego Jana i Marianny Heleny d. Szmigiel .

Numer 35

Mikucki Wincenty, ur. 11.08.1868 r., syn Wawrzyńca i Franciszki Owsiejko.
Jego żona Stefania z d. Skowronek, ur. ok. 1886 r., córka b.d.

Numer 36

Jan Kamiński, ur. ok. 1895 r., syn Wojciecha i Ewy Siemion.
Jego żona, Leokadia z d. Andraka, ur. 20.12.1901 r., córka Jana i Joanny Sztukowskiej.
Syn Piotr, ur. ok. 1922 r.
Córka Janina, ur. ok. 1924 r.
Melania, ur. ok. 1925 r.
Brat Józef, ur. ok. 1902 r.
Siostra Kamila, ur. ok. 1900 r.
Matka Ewa z d. Siemion, ur. ok. 1876 r.

Numer 37

Siemion Jan, ur. 8.07.1880 r., syn Wojciecha i Franciszki Bogdzio.
Jego żona, Apolonia z d. Milewska, ur. 11.08.1887 r., córka Józefa Marcina i Wiktorii Bernatowicz.
Synowie:
Edward, ur. 12.08.1809 r.
Wacław, ur. 1.02.1913 r.
Bolesław, ur. 1.08.1918 r.
Córka Janina, ur. ok. 1922 r.

Numer 38

Kapusta Józef, ur. ok. 1894 r., syn Jana i Michaliny Murawskiej.
Jego żona, Zofia z d. Kudzikówna, ur. ok. 1900 r., córka b.d.

Numer 39

Karp Adolf, ur. 8.10.1880 r., syn Karola i Franciszki  Szypur.
Jego żona, Apolonia z d. Sawośko, ur. 10.05.1889 r., córka Jana i Franciszki Brzozowskiej.
Synowie:
Edward, ur. ok. 1908 r.
Czesław, ur. 20.07.1918 r.
Aleksander, ur. 10.12.1910 r.
Córki:
Jadwiga, ur. ok. 1916 r.
Feliksa, ur. 5.11.1919 r.

Numer 40

Gudel Jan, ur. 13.08.1847 r., syn Wincentego i Ewy Juchniewicz.
Jego żona, Rozalia z d. Grajewska, ur. 6.10.1855 r., córka Jana i Franciszki Chodorowskiej.
Synowie:
Aleksander, ur. ok. 1892 r.
Ignacy, ur. ok. 1886 r.
Brat Tomasz, ur.  ok. 1862 r.
Siostra Marianna, ur. 16.01.1853 r.
Janina Kuderewska, ur. ok. 1908 r. po Janie i Teofili z d. Gudel, ur. ok. 1883 r., córce Jana Gudela, która wyjechała do USA.

Numer  41

Kapusta Julian, ur. ok. 1887 r., syn Jana  i Michaliny Murawskiej.
Jego żona, Kamila z d. Pycz, ur. ok. 1898 r., córka Piotra i Joanny z d. NN.
Córka Władysława, ur. ok. 1922 r.
Matka Joanna, ur. ok. 1867 r.

Numer 42

Ostrowski Adam, ur. ok. 1870 r., syn Wincentego i Marianny Wysockiej.
Jego żona, Sabina z d. Zagórska, ur. 20.11.1879 r., córka Ludwika i Wiktorii Borkowskiej.
Synowie:
Mieczysław, ur. ok. 1900 r.
Kazimierz, ur. ok. 1906 r.
Córki:
Aleksandra, ur. ok. 1905 r.
Justyna, ur. ok. 1912 r.
Kazimiera, ur. ok. 1914 r.

Numer  43

Winkiewicz Kazimierz, ur. 28.02.1852 r., syn Mateusza i Anny d. Pycz.
Syn Władysław, ur. ok. 1885 r.
Córka Melania, ur. ok. 1912 r.
Brat Klemens, ur. 13.12.1857 r.

Numer 44

Szkiłądź  Zygmunt, ur. ok. 1888 r., syn Józefa i Franciszki Andraka.
Jego żona, Wiktoria z d. Romanówna, ur. 24.12.1892 r., córka Adama i Anny Suchwałko.
Synowie:
Jan, ur. ok. 1916 r.
Konrad, ur. ok. 1920 r.
Edward, ur. ok. 1925 r.
Brat Klemens, ur. ok. 1875 r.
Siostra Franciszka, ur. ok. 1885 r.

Numer 45

Jan Wojtkielewicz, ur. ok. 1892 r., syn Wincentego i Aleksandry Borkowskiej.
Bracia:
Józef, ur. ok. 1895 r.
Eugeniusz, ur. ok. 1910 r.
Siostry:
Sabina, ur. ok. 1899 r.
Dominika, ur. ok. 1904 r.
Matka Aleksandra, ur. 12.04.1862 r. z d. Borkowska, córka  Andrzeja i Rozalii Marzewskiej.

Numer 46

Siemion Klemens, ur. ok. 1870 r.  ,syn Jana i Franciszki Pikus.
Jego żona Emilia z d. Mojżuk ur. ok. 1876 r. córka Jana i Anny Koszczuk.
Synowie:
Aleksander, ur. ok. 1896 r.
Jan, ur. ok. 1897 r.
Józef, ur. ok. 1899 r.
Kajetan, ur. ok. 1902 r.
Emilian, ur. ok. 1914 r.
Córki:
Stefania, ur. ok. 1894 r.
Waleria, ur. ok. 1907 r.
Marianna, ur. ok. 1916 r.
Stanisława, ur. ok. 1918 r.

Numer 47

Beczko  Stanisław, ur. ok. 1863 r., syn Andrzeja i Antoniny Rybaczek.
Jego żona, Franciszka z. d. Mitrosz, ur. ok. 1870 r., córka  b.d.
Syn Jan, ur. ok. 1905 r.
Jego żona, Stefania z d. Niedźwiecka, ur. ok. 1904 r., córka Antoniego i Julianny Wenglickiej.
Córka Waleria, ur. ok. 1899 r.

 

Wersja 9.02.1921 r.


Related galeries

Jagłowo

 
Posted on Leave a comment

Zapomniane karty z kroniki kryminalnej Suwalszczyzny

Piotr Stachiewicz - Śmierć - Ukojenie, 1883-1885, Muzeum Narodowe w Krakowie.
Piotr Stachiewicz - Śmierć - Ukojenie, 1883-1885, Muzeum Narodowe w Krakowie
Piotr Stachiewicz – Śmierć – Ukojenie, 1883-1885, Muzeum Narodowe w Krakowie

Morderstwo Estery Cwy i sprawa Mowszy Mendelbauma

Kalwaria nad malowniczą rzeką Szeszupą to nieduże miasto, które w drugiej połowie XIX wieku było siedzibą powiatu kalwaryjskiego położonego w granicach guberni augustowskiej, a następnie suwalskiej w Królestwie Polskim. W owym czasie lwią część miejscowej ludności stanowili tu starozakonni. Biorąc pod uwagę wszystkie miasta guberni liczba Żydów w mieście wykazywała wielotysięczną rzeszę osób wyznania mojżeszowego, co jednak nie było ewenementem w skali całej Suwalszczyzny.

W latach 60. XIX wieku ilość starozakonnych w mieście oscylowała w granicach 80% wszystkich mieszkańców Kalwarii, a ich liczba wahała się w przedziale 6300-6600 osób na nieco ponad 8 tysięcy mieszkańców. Tylko w siedzibie guberni w Suwałkach mieszkało w tym okresie więcej Żydów.

Z ważniejszych obiektów w Kalwarii mieściły się między innymi: kościół katolicki i ewangelicki, kompleks synagog, stacja telegraficzna i pocztowa, szpital na 25 łóżek, szkoły, sąd, duże więzienie i koszary. Poza tym w miasteczku, które było położone na szlaku trójkąta handlowego Warszawa- Sankt Petersburg- Królewiec ulokowano obszerny rynek. Odbywały się tu 4 jarmarki rocznie. We wtorki po Wniebowstąpieniu Pańskim, przed świętym Janem Chrzcicielem, po świętych Bartłomieju i Marcinie. Prosperował tu dobrze rozwinięty handel, rolnictwo, całkiem sprawnie funkcjonowało drobne rzemiosło i mały przemysł.

W mieście z powodzeniem prowadzono małe zakłady tkackie, gorzelnię, browar, młyn, liczne karczmy, garbarnie, fabrykę tytoniu i papierosów, a na przedmieściach cegielnię i olejarnię. Handlowano zaś głównie zbożem, towarami spożywczymi i żywym inwentarzem. Miejscowi kontrahenci zaopatrywali we wszelakie produkty kalwaryjską jednostkę wojskową, w której stacjonowały m.in. wojska 10 Ingermałandzkiego pułku, a także wywiązywali się z opiewających na znaczne sumy kontraktów z więzieniem. Odrębną grupę, parająca się szmuglowaniem do Prus towarów i ludzi, stanowili przemytnicy, którzy niejednokrotnie byli w swej dziedzinie wyjątkowymi „fachowcami”. Jednak mimo wielokierunkowego rozwoju miasta, najliczniejszą grupę stanowiła tu najniższa warstwa społeczna, czyli żydowska biedota.

W drugiej połowie XIX wieku w Kalwarii żyło się podobnie, jak w innych miastach na Suwalszczyźnie, które zostały zdominowane przez Żydów. Miejskie życie niemal nie różniło się od upływającego czasu w nieodległych od Kalwarii Sejnach, Augustowie, czy przygranicznym, również licznie obsadzonym przez Żydów sztetlu Raczki. Mimo ciężkiej pracy przez 12 godzin na dobę, wszechobecna bieda była nieodzownym elementem czarnego chleba powszedniego. Wielodzietne rodziny w niewyobrażalnym ubóstwie z wielkim trudem wiązały koniec z końcem. Setki familii za atrakcyjniejszą pracą i lepszym życiem migrowały w różne zakątki Królestwa, Europy i świata. Czas w mieście upływał niespiesznie, nieco nużąco, a zwykłym ludziom żyło się nad wyraz skromnie.

W miasteczku dochodziło do częstych sprzeczek i awantur między Żydami, a kalwaryjskimi Litwinami zwanymi „Dzukami”, od wymawiania przez nich miękko spółgłosek „d” i „t”. Do sensacyjnych wydarzeń w mieście dochodziło tylko z rzadka. Czasem miejscowa banda napadła na żydowski sklep, okradła z towaru i groziła podpaleniem dobytku. Częściej miały miejsce nieszczęśliwe wypadki, jak śmierć od utonięcia w Szeszupie 6- letniego Mowszy Płockiego, syna miejscowego rezaka, czy stratowanie przez konie Matwieja Wojczulisa na targu w kwietniu roku 1860. Tragiczny w skutkach pożar wybuchł w mieście w zimie roku 1862. W niewyjaśnionych okolicznościach spłonęła karczma i obiekty gospodarcze należące do jednego z miejscowych arendarzy. W płomieniach śmierć znalazła żona Gotliba Dawidowicza, zaś obszernym oparzeniom uległ najstarszy z synów karczmarza. Spłonął też cały inwentarz, a po kilku dniach w pogorzelisku znaleziono zwęglone zwłoki ludzkie niezidentyfikowanej osoby. Dochodzenie policyjnie w tym przypadku nie wskazywało na udział osób trzecich, choć w mieście głośno mówiło się o antysemickich nastrojach, a także o zatargach między zwaśnionymi Żydami. Mimo tych przeciwności losu i postępującego ubóstwa większość mieszkańców w wielkiej pobożności i z nadzieją oczekiwała lepszego jutra.

W roku 1863 całą gubernią augustowską wstrząsnęła wieść o tajemniczym mordzie dokonanym na 37- letniej Żydówce imieniem Estera Kajla Cwy. Historia życia Estery i sprawa jej nie do końca wyjaśnionej śmierci przez kilka lat była czołowym tematem kronik sądowych, a także ogólnokrajowej prasy. Z pewnością szybko nie znikła też z ust kalwaryjskiej ludności. Estera pochodziła z żydowskiej klasy średniej i była córką Szepszela oraz Gołdy Cwy. Kobieta była zdrowa i w pełni sił, choć niezbyt urodziwa. Prowadziła kawiarnię w największym z pomieszczeń własnego domu. Sama zajmowała niewielkie, parterowe mieszkanie od ulicy. Obok jej sypialni, w sąsiedniej i lichej izbie egzystowali wiekowi rodzice. Na tej samej ulicy, niecałe dwadzieścia kroków od kawiarni mieściły się koszary inwalidów, a tuż obok, po drugiej stronie gmach sądu.

Początek roku 1863 w mieście był niespokojny. Wokół panował stan wojenny. Na kilka tygodni ustanowiono godzinę policyjną, która obowiązywała wszystkich cywilów po zmierzchu. W wyjątkowych okolicznościach i dla szczególnych person wystawiano glejt w formie jednorazowej przepustki.   Przez miasteczko przewijały się też liczne patrole. Przy samej bramie wjazdowej do koszar nocami stało kilku, zazwyczaj czterech lub sześciu szyldwachów. Za dnia strażników było zwykle mniej, ale żołnierze zawsze bacznie obserwowali, czy ktoś podejrzany nie snuje się po okolicy. Bywało, że zaglądali do przybytku Estery, lubując się w miejscowym piwie.

Noc ze środy na czwartek tj. 20/21 maja 1863 roku, roku w którym wybuchło powstanie, była ostatnią w życiu Estery. Nocy tej skromny żywot Żydówki bestialsko przerwano, a wokół jej śmierci rozpostarła się mgła tajemniczości, niemal mistycyzmu. Według orzeczenia sądowolekarskiego na ciele denatki stwierdzono: „z prawej strony czoła ranę wielką, głęboką, ze zgruchotaniem zupełnem kości czołowej, od silnego uderzenia młotem lub obuchem siekiery; rany na głowie, nosie, z roztrzaskaniem kości nosowej, pochodzące od silnych ciosów narzędziem tępem, twardem; w okolicy szyi rany długie, powstałe od kłucia narzędziem ostrem; na piersiach strupy widocznie od parzenia zapałkami powstałe, co stwierdzały zapałki po ciele jej porozrzucane; znaki na rękach od podobnegoż palenia zapałkami; liczne sińce na twarzy i członkach górnych pochodzące od bicia i mocnego ściskania obcemi rękami; wreszcie trzy żebra w lewym boku złamane, przy nadzwyczaj silnem gnieceniu. Prócz tego na przyległej ścianie, a nawet i na suficie, nad łóżkiem denatki, dostrzeżono ślady rozbryzganej krwi, a pod łóżkiem znaczną ilość krwi, pochodzącą z zadanych ran”.

Zdaniem lekarza obducenta, obrażenia głowy i tułowia były śmiertelne. Podczas oględzin policyjnych jednoznacznie nie stwierdzono włamania. Z mieszkania również nic nie skradziono. Drzwi, które prowadziły na ulicę były zamknięte, a okiennice od kawiarni i mieszkania zasunięte. Oprawcy jednak  pozostawili ślad na drzwiach od podwórza, których klamka była związana szpagatem. Na drewnianej zasuwie stwierdzono świeże ślady krwi. Oprócz tego jedynego tropu, sprawcy mordu umknęli niezauważeni, zarówno przez nieświadomych zdarzenia rodziców Estery, jak i stojących kilkadziesiąt metrów dalej strażników.

Okrutna śmierć przez zadane obrażenia wskazywała, iż nad ofiarą brutalnie się znęcano i pastwiono, niemalże torturowano. W notatce dochodzeniowej zapisano: „szczególna tajemniczość, otaczająca sprawców i cel odjęcia życia, nie dla materyalnej chęci zysku, bo bez zaboru dokonanego, kazały szukać przyczyn i pobudek w stronie duchowej, moralnej, w przeszłości istoty, w tak okropny sposób ze świata zgładzonej”. Rozpoczęło się żmudne i kilka miesięcy trwające śledztwo, zaś badana sprawa nabierała coraz jaśniejszych barw.

W grudniu 1861 roku, Estera nieszczęśliwie wyszła za mąż za niejakiego Jankiela Ławskiego, niemal 20 lat młodszego od niej starozakonnego z Raczek w powiecie augustowskim. Na ślub natarczywie nalegała, a można i rzec, że małżeństwo groźbami wymusiła familia Żydówki. Pod przymusem rodziny Estery ślub się odbył, ale sam związek trwał raptem dwa tygodnie. W dniu 31 grudnia Estera Cwa wystąpiła z pisemną skargą do naczelnika powiatu kalwaryjskiego. W liście napisała, że Żydzi naszli w nocy jej mieszkanie i zmusili ją do poślubienia osiemnastolatka, którego ona „nie kocha i żyć z nim nie chce”. Dodatkowo w piśmie wystąpiono z prośbą o „zabezpieczenie jej osoby przed zawziętością Żydów, usiłujących odebrać jej życie”. Czy były to tylko groźby ze strony rodziny, czy Estera rzeczywiście obawiała się najgorszego? W styczniu 1862 roku kobieta wyjednała sobie rozwód i związała się stałym związkiem z katolikiem Aleksandrem Niedźwiedzkim. Oboje postanowili, że wezmą ślub, a Estera przejdzie konwersję z wyznania mojżeszowego na chrześcijaństwo. Kobieta wyznała swym katolickim znajomym, że planuje ponownie wyjść za mąż, co nie umknęło uwadze jej rodziny. Estera żaliła się przed przyjaciółmi, że znów jej grożono i ślub chciałaby podjąć w sekrecie, „bo familia żydowska może ją zabić”. Żydówka nie miała lekkiego losu i twierdziła, że krewni się na nią zawzięli jeszcze wcześniej, „od czasu romansu z postawnym oficerem, z którym w ciążę zaszła i porodziła w Kownie syna, że usiłowała później przejść na wiarę chrześcijańską, że dla niedopuszczenia tego w grudniu 1861 roku, wydali ja za mąż za 18­ letniego żydka”.

W licznej rodzinie Cwów ważną postacią był mąż siostrzenicy Estery– Mowsza Lejzor Mendelbaum, niegdyś mieszkaniec Kalwarii, a następnie Kowna. Mendelbaum z zawodu zajmował się wyszynkiem oraz importem trunków. Religijny karczmarz wśród swoich uznawany był za zagorzałego talmudystę. Mówiło się, że zamierza wydać książkę w języku hebrajskim, a sam chwalił się, że „w świętych księgach jest obeznany”.

Z początkiem roku 1863 Mendelbaum odbył kilka podróży z Kowna do Kalwarii. Powód wizyt miał być ścisłą tajemnicą, ale burmistrz miasta doniósł organom ścigania, że „krążyły pogłoski o naradach rodziny Estery Cwy, jakoby trzykrotnie w Kalwaryi, przy obecności Mendelbauma odbywanych, na których rozbierano dopuszczalność, wedle ksiąg talmudu, pozbawienia życia potomka Izraelowego, odstępującego od wiary przodków”. Jak podano w wydawanej w Warszawie „Gazecie Sądowej” z dnia 18 lipca 1873 roku ostatnia z tych narad miała nastąpić w przeddzień zabójstwa. Urzędnik donosił również, że przed Wielkanocą Mendelbaum sprowadził do miasta jakiegoś Niemca, murarza, rzekomo do „zgładzenia Estery ze świata”. „Dziennik Warszawski” z dnia 28 sierpnia 1869 roku w Kronice Sądowej opublikował obszerny tekst, w którym padły słowa: […] Mowsza Lejzor Mendelbaum sprowadził z Kowna do Kalwarii jakiegoś mularza z Prus, który miał zamordować Esterę przed Wielkanocą 1863 r.; że gdy zamach ten nie był ówcześnie spełnionym, krewni Estery i inni żydzi zebrali się na naradę pod prezydencją talmudzisty rabina z niewiadomego miasta, który miał tłomaczyć zebranym, iż wedle ksiąg talmudu, pozbawienie życia żydówki od wiary przodków odstąpić zamierzającej, nie jest żadnem przestępstwem”. Kronika donosi, że po tej naradzie morderstwo zostało „spełnione”, zaś Mowsza Mendelbaum i bratanek Estery- Eljasz Cwa, nazajutrz wyjechali do Kowna. Wszystkie poszlaki wskazujące na rodzinną zmowę zebrane zostały przez dobrą znajomość burmistrza z Cwami i ich sąsiadami, a także na podstawie dochodzenia policyjnego. W kręgach starozakonnych krążyły pogłoski, a nawet niektórzy pod przysięgą zeznali, że samo zachowanie i działanie żydowskiej rodziny ma związek ze skargą do burmistrza, co wielce rozwścieczyło Cwów. Inny Żydzi zapewniali, że „zabójstwo Estery musiało być dziełem jej familiji, która miała do niej urazę za niezachowanie przepisów religijnych”. Jeden z katolickich świadków zeznał, że „Estera objawiając mu swą obawę, aby przez familiję nie była zabitą, chciała na jego imię scedować swój majątek, to jest dom szynkowy w Kalwarji, a nawet wtedy dała mu do zachowania 300 rsr” [rubli srebrnych- przyp. aut.]. W trakcie dochodzenia udało się również dotrzeć do korespondencji rodzinnej Cwów, a także natrafiono na notatki sporządzone przez jej członków. Do licznych dowodów należały listy Mowszy Mendelbauma i Eljasza Cwy oraz „talmudyczne notaty ręką pierwszego pisane”. Za pomocą przysięgłego tłumacza z pozyskanego materiału dowodowego wywnioskowano, iż Mendelbaum do „zagorzałych fanatyków religijnych należy, który w mistycznych wyrażeniach poprzysięga zemstę przeciwko Esterze Cwy skierowane i jej czyny potępiające”. Listy były pełne wyrażeń o rozwiązłości, brudach, o hańbie w Kalwarii, które popełniła „ona, nasza familija, nasza krew”. Według Mendelbauma „żyd przekraczający zakazy religji staje się potworem niegodnym życia a wytępienie takiego potworu cnotą, zasługą i świętą jest zabawą”. W pismach przewijają się też kilkukrotnie imona Eliasza i Mejera Cwów, jakoby oni mieli być „ręką samego Boga”. Z zapisków wynika, że Mendelbaum przejawiał symptomy choroby psychicznej, albo „zaślepienia duszy i rozumu” na tle religijnym. Z pewnością miał wielki dar przekonywania i wpływał na najbliższą rodzinę niczym przywódca sekty.

Gustaw Klimt, Śmierć i życie, 1910-15, Muzeum Leopoldów w Wiedniu
Gustaw Klimt, Śmierć i życie, 1910-15, Muzeum Leopoldów w Wiedniu

Wszystkie poszlaki zebrane przez zaangażowanych w śledztwo wskazywały jednoznacznie na winę Mowszy Lejzora Mendelbauma, który sam zapętlił się w kłamstwach. Samozwańczy guru mataczył i zmieniał zeznania. Przedstawił również kilku świadków i alibi, z których „żaden nie był w stanie się tłumaczyć”. Mendelbaum przyznał, że kilkukrotnie przed Wielkanocą roku 1863 bywał w Kalwarii, ale powodów przyjazdów nie potrafił wyjaśnić. Również nie wytłumaczył się jasno z przyczyny przywiezienia przez siebie obcego murarza, „kalekiego włóczęgę, o którym zaraz szemrano między żydostwem, że był najęty dla zabicia Estery, lecz wówczas plan zabójstwa się nie udał”.

Mendelbaum pierwszy raz pojawił się w Kalwarii w lutym, co potwierdzili świadkowie. W czasie podróży z Kowna do Kalwarii, w Mariampolu zapoznał „chorego na nogi Niemca”, udającego się na kurację. Mendelbaum z własnej kieszeni dał kilka rubli inwalidzie i dodatkowo zapłacił za kilkudniowe utrzymanie w Kalwarii swego gościa, a także „odstawił go do granicy pruskiey”. Odstawił, ale na tym tragicznego w skutkach spisku przeciwko Esterze Cwie nie skończył. W zeznaniach Żyd tłumaczył się, że jego lutowy pobyt w mieście miał jeden cel– przybył po pieniądze, które miał zapożyczyć od teścia. Po upływie kilku dni od odwiezienia najemnego murarza, Mendelbaum poczynił kolejne kroki, by swój niecny plan zrealizować.

Kolejna wizyta Mendelbauma w Kalwarii odbyła się w marcu i według niego miała tyczyć się „swatania znajomych żydów”. Trzeci przyjazd do miasta miał miejsce 18 maja, czyli dwa dni przed zabójstwem Estery. Na przesłuchaniu starozakonny zeznał, że do miasta przyjechał „w celu odebrania zapożyczonych pieniędzy od Szmojły Grudzińskiego, którego o tem przez Cymkowskiego zawiadomił”. Ponadto oświadczył, że podróż odbyła się tylko w asyście swego szwagra Eljasza Cwa. Okazało się jednak, że podczas tej samej wizyty Mendelbaum przywiózł do Kalwarii innego luźniaka pochodzącego z Prus- Rudolfa Bähringa. Bähring okazjonalnie parał się zduństwem. Był też notowany i raz ukarany grzywną za włóczęgostwo, więc łatwy zarobek pokaźnej sumy mógł niewątpliwie przekonać Niemca. W spisanych zeznaniach Mendelbaum tłumaczył się, że Bähringa nie zna i nie przywiózł go z Kowna, a w noc z 20 na 21 maja, czyli w tym czasie, kiedy doszło do mordu na Esterze w Kalwarii nie przebywał.

Uwikłanie w zmyśloną historię i wplątanie w sieć kłamstw coraz większej liczby świadków, doprowadziły do tego, że sami powołani do obrony krewni Mendelbauma, składali gryzące się ze sobą oświadczenia, krok po kroku pogrążając Mowszę. W swych zeznaniach starozakonni zaciskali przysłowiową pętlę na szyi „talmudysty”, zaś sam Rudolf Bähring ostatecznie podciął gałąź, na której siedział podżegacz. Wystraszony policyjnym dochodzeniem Niemiec wyjawił, „że jako zdun przybywszy z Prus za czasowem paszportem do miasta Kowna, poznał tamże obwinionego Mowszę Mendelbauma w marcu roku 1863, bo stawiał tam u niego piece i u tegoż Mendelbauma dwa miesiące mieszkał, czego dziś skruszony Mendelbaum nie przeczy”.

Na kilka dni przed zabójstwem Mendelbaum zapoznał Bähringa ze swym szwagrem Eljaszem Cwym. Obaj intryganci zaproponowali Bähringowi zarobkowy wyjazd do Kalwarii, podczas którego zdun miałby zarobić sporą sumę pieniędzy. Bähring przystał na propozycję i razem z Mendelbaumem oraz Cwym, a także Żydówką imieniem Dwojra Szatz wyjechali 17 maja z Kowna do Kalwarii. Była to niedziela. Po przyjeździe Żydzi pozostawili Niemca w podmiejskiej karczmie, a sami udali się do miasteczka. Po kilku godzinach wrócił osamotniony Mendelbaum i „wyprowadził Bähringa za miasto o wiorstę i tam dopiero zaczął mu opowiadać o żydówce mającej romans z oficerem, że ta żydówka zamierza zmienić religię swą na katolicką i źle się bardzo prowadzi”. Mendelbaum oferując 40 srebrnych rubli przekonał Bähringa do zabicia „splamionej żydki”. Starozakonny w słowach zobrazował drogę i wygląd mieszkania Estery, a także postać przyszłej ofiary.

W poniedziałek Bähring wybrał się do miasteczka, ale sam nie mógł namierzyć kawiarni, więc wypytywał o lokal miejscowych przechodniów. Przypadkowo spotkawszy Mendelbauma, został zganiony przez Żyda, za to, że przez nieostrożność mógł nieświadomie napytać im biedy. Mendelbaum wręczył Bähringowi 60 kopiejek na zakup alkoholu i radził, że najlepszą porą na zabicie Estery są godziny poranne. Dodatkowo poinformował Bähringa, że „jej matka jest już o tem uprzedzona  i otworzy mu drzwi od tyłu”. Całą sumę po wykonaniu brudnej roboty Rudolf Bähring miał otrzymać w Kownie. Tego samego dnia, późnym poniedziałkowym wieczorem Bähring wtargnął do mieszkania Cwych, ale zobaczywszy Estrę skruszył się i „żal go ogarnął, zaniechał zamiaru i ostrzegł ją”. Zrozpaczona Estera zawołała ojca, ale ten zbył ją, oznajmiając, że niedoszły morderca musiał być po prostu wariatem. Żydówka szła w zaparte, że człowiek, który ją naszedł z pewnością dostał zlecenie jej zabicia, co sam przyznał i ze szczegółami opowiedział jej całą historię. Wymienił też każdego ze znanych jej członków rodziny. Na wszelki wypadek ojciec Estery zapisał sobie nazwisko domniemanego złoczyńcy. Cała sprawa została przez Esterę niezwłocznie zgłoszona na policję.  Bähring opuścił miasteczko i udał się do Kowna, gdzie po kilkunastu dniach spotkał się z Mendelbaumem, który oznajmił mu, że skoro nie miał odwagi zabić Żydówki, „to trudno, ale powinien niezwłocznie uciekać na Prussy”. Otrzymał też za „fatygę” 1 rubla i 50 kopiejek. Nieświadomy dokonanej zbrodni Niemiec, Mendelbauma nie posłuchał i pozostał w Kownie.

Podczas rozprawy dokładne i szczegółowe oświadczenie Rudolf Bähring zeznał publicznie pod przysięgą, a podczas „spowiedzi” Niemca pisarz sądowy zauważył i zanotował „zmienienie i pomieszanie” Mendelbauma. Rudolf zeznał również, że ostrzegł Esterę, ale nie miał odwagi donieść o sprawie policji, zaś w Kalwarii był tylko ten jedyny raz, a do miasta Mendelbaum przyjeżdżał jeszcze z innym Niemcem o nazwisku Dangl. Identycznie, jak Bähring zeznało kilku świadków, choć byli tacy, którzy też mataczyli. „Wszystkie te zeznania przekonywują o tem, że Bähring, jakkolwiek sam niewiele wart, chciał jednak oszczędzić życie Estery, że ją ostrzegał, a Mendelbaumowi rzetelną do oczu prawdę powiedział”. Dwojra Szatz zeznała, że podróżowała z Kowna do Kalwarii z dwoma Żydami i Niemcem „o fizyonomji obrzydliwej, ciągle prymkę w gębie przeżuwający; osoba jest dobrze jej znana abo na sali tejże przesłuchiwany jest obecny, podobnie jak jeden z oskarżonych żydków”. Inna starozakonna, imieniem Mera Szleser, zeznała, że „dnia 18 maja o godzinie 10-ej wieczorem widziała we drzwiach Estery Cwy, nieznanego jej osobnika, rozmawiającego z Esterą; oraz ze że później słyszała jakąś sprzeczkę w mieszkaniu Cwych”. Osobą tą oczywiście okazał się rozpoznany na sali sądowej Rudolf Bähring. Rodzice zamordowanej przyznali, że w mieszkaniu ich przebywał obecny na sali Bähring, a także, że ostrzegał ich córkę, „że ta ma wielu nieprzyjaciół”. Ojciec Estery przyznał również, że zanotował sobie nazwisko nieznajomego. Anna Śliwkowska zeznała pod przysięgą, że ofiara morderstwa była u niej ostatni raz przed śmiercią i opowiedziała całą historię z Bähringiem. Kochanek Estery, Aleksander Niedźwiedzki przyznał, że ukochana była u niego, wypłakała się na ramieniu, opowiedziała zajście w mieszkaniu i pokazała karteczkę z napisem „Bähring”. Okazało się również, że Mendelbaum wpadł na kłamstwie z Grudzińskim i Cymkowskim. Pierwszy zeznał, że oskarżony u niego się od kilku miesięcy nie pojawił, a drugi, że nikt z nim się nie kontaktował. Mendelbaum brnąc w kłamstwach zeznał, że „najwidoczniej o sprawie zapomniał”, a to dlatego, że „z obawy przed wojennym patrolem, noc na furmance pod lasem przepędził”.

Śledztwo wykazało, że Mowsza Mendelbaum dnia 20 maja, około godziny 20:30 wyszedł z mieszkania swego wuja i powrócił dopiero nazajutrz, przed godziną 8 rano. Dodatkowo tego samego dnia widziano Mendelbauma w miejscowym „przyszkółku na pacierzach, gdzie żarliwie się modlił i dał na ofiarę 18 groszy”. Burmistrz miasta na rozprawie oświadczył, że w zwyczaju miejscowych wyznawców judaizmu, danie na ofiarę jest w „geście osób grzesznych lub by interes się powiódł”. W końcu przyparty do muru Mowsza Mendelbaum przyznał, że dowiedziawszy się o zabójstwie Estery, wyjechał z Kalwarii w czwartek o godzinie 10 przed południem, gdyż „nie może znieść widoku trupa”. Po powrocie do Kowna starozakonny nie powiadomił kowieńskiej rodziny ofiary, a tłumaczył to obawą przed przekazaniem smutnej wiadomości swej żonie i w następstwie „złamaniem psychicznem”. Mimo, iż Estera od chwili bezpośredniego zagrożenia do śmierci miała jeszcze dwie doby życia, w dodatku mając słownie zapewnione „baczne oko policmajstera”, nie uchroniła się przed najgorszym.

Sąd kryminalny guberni płockiej i augustowskiej, w sprawie umyślnego i  planowanego z premedytacją zabójstwa Estery Kajli Cwy, przesłuchał kilkadziesiąt osób. Nic nie wskórano upomnieniami, ostrzeżeniami, a nawet nie pomogły „groźby sądu w kierunku Mendelbauma poczynione”. Żyda przed kolejnymi kłamliwymi zeznaniami nie wystraszyła nawet kara głodówki i odosobnienia w izolatce. Sąd Policji Poprawczej „za rażące kłamstwa i zacięte zapieranie dochodzonych okoliczności” chciał również ukarać Mendelbauma „podwójną karą chłosty”. Mowsza Lejzor Mendelbaum nie tylko zdania nie zmienił, ale też nie wydał żadnego ze współwinnych.

Na mocy prawa, „X Departament Rządzącego Senatu” ogłosił wyrok i skazał Mowszę Lejzora Mendelbauma z artykułu „926 ustawy 1 oraz 126 ustawy 1 za uczestnictwo i zaplanowanie zabójstwa”, na pozbawienie wszelkich praw obywatelskich i zesłanie na katorżnicze roboty w kopalniach wapnienia na lat 12, a po odbyciu tejże kary, na dożywotnią zsyłkę na Syberię. Mendelbaum odmówił skorzystania z prawa łaski. Rodziców Estery skazano na pozbawienie wszelkich praw, a także zesłanie w najodleglejsze zakątki Sybiru. Ojciec zamordowanej, Szepszel Cwa, nie doczekał uprawomocnienia wyroku i zmarł „w następstwie śmierci głodowej” w miejscowym areszcie. Matkę Estery, Gołdę Cwę, senat rządzący tymczasowo uniewinnił i zwolnił z aresztu na wniosek pomocnika naczelnego prokuratora, radcy kolegialnego Łysińskiego. Wyroki dwóch pierwszych instancji i instancji trzeciej, co do Mowszy Mendelbauma, „w swej mocy pozostawił”. Rudolfa Bähringa z braku dowodów tymczasowo uniewinniono, choć zaprotokołowano, że „w przypadku pojawienia się istotnych sprawie poszlak, kryminał ponownie rozezna się w kartach obserwowanego”.

Współwinni zbrodni Eljasz Szlomowicz Cwa i jak się okazało jego brat Owsiej Beniamin Cwa, zbiegli z kraju i byli poszukiwani listami gończymi. Na ich trop nigdy nie natrafiono. Sprawa jednak się nie zakończyła i mimo trzech jednogłośnych instancji sądowych, Mowsza Lejzor Mendelbaum wynajął adwokata Podolskiego, który wniósł w imieniu oskarżonego skargę restytucyjną, z prośbą o przeprowadzenie nowego śledztwa, w celu udowodnienia niewinności. „W skardze tej przytoczył Mendelbaum tak silnej doniosłości rozumowania i zasady, a co najważniejsze tak stanowczo deklarował usprawiedliwić swoje znane w sprawie alibi, to jest wyjaśnić dokładnie, gdzie i u kogo przepędził noc, w której Estera zamordowaną została i nowemi dowodami, poprzednio niezbadanemi, wykazać swą niewinność, że skutkiem tej skargi senat rządzący na okoliczności w niej przytoczone, nowe śledztwo wyprowadzić rozporządził”.

Sprawa nabrała nowych rumieńców, ale kolejne śledztwo wniosło niewiele. Ponowne przesłuchania zupełnie skomplikowały sprawę, czego rezultatem były same trudności w obiektywnym ocenieniu winy oskarżonego. Nie pomogła też skazanemu pozytywna opinia nadrabina warszawskiego, Beera Meyselsa. Sam Mowsza Mendelbaum finalnie zrzekł się obrony i przemowy, a sąd na obronę skazanego przydzielił do pracy mecenasa Radgowskiego. Jako, że Radgowski miał znakomite opinie i słynął z twardej ręki oraz rzetelnej pracy, wszystkimi siłami próbował uniewinnić Mendelbauma. Mimo to, senat po rozważeniu zebranych materiałów i po wysłuchaniu nowych wniosków pomocnika naczelnego prokuratora, nie znalazł żadnych powodów do uchylenia poprzedniego wyroku. Klamka zapadła. Mowsza Lejzor Mendelbaum został skazany ostatecznym wyrokiem prawomocnym w październiku 1870 roku na zesłanie na Sybir, dokąd udał się z małżonką i dziećmi. Namiestnik Królestwa Polskiego „z postanowieniem w drodze łaski z dnia 10 października 1871 roku wydanem, do uchylającego od ciężkich robót w kopalni wniosku Komissyji Rządowej Sprawiedliwości, przychylić się raczył”. Los żydowskiej rodziny Mendelbaumów pozostaje do dziś nieznany.

Miejsca, osoby oraz czas wydarzeń są prawdziwe. W tekście wykorzystano materiały prasowe, dzienniki urzędowe, a także drukowane w krajowej prasie kroniki policyjne i sądowe. Spisane historie nie obrazują światopoglądu autora, a jedynie przedstawiają zaczerpnięte z archiwalnych materiałów fakty.

Autor tekstu: Marcin Sebastian Halicki

Gminny Ośrodek Kultury w Raczkach

Raczkowskie Archiwalia

Jaminy Indexing Team