Posted on Leave a comment

Augustów

O tym, jak odkryłam moją drugą „małą ojczyznę” i poznałam rodzinę Janusza

OD ROKU 1967 DO DZIŚ…

Kiedy zaczyna znikać nasz pierwszy świat, ta mityczna kraina początku, in­stynktownie zaczynamy sobie szukać miejsca rezerwowego. Drugiej małej oj­czyzny i drugiej rodziny.

Byliśmy już z Januszem cały sezon razem i właśnie mieliśmy się przenieść do Kalisza, kiedy postanowił poznać mnie ze swoją rodziną zamieszkałą w Au­gustowie i okolicznych wsiach, które zwane były przez mieszkańców powiato­wego Augustowa „prowincją”.

Babcia Elżbietka
Babcia Elżbietka

Zdawałam sobie sprawę z wagi tej chwili i nie będę ukrywać, bałam się: jacyś nieznajomi, obcy ludzie w jednej chwili mają się stać moimi najbliż­szymi. Szłam ulicą w kierunku jego domu, liczyłam kroki. Na ganeczku do­mu rodzinnego Janusza, na ulicy Tadeusza Kościuszki pod numerem 13, siedziała wsparta o kostyle Elżbietka Malinowska, babka Janusza. Na głowie miała chusteczkę, bieluteńkie, pachnące szarym mydłem włosy i uśmiecha­ła się do mnie całą swoją grubowatością. Była tęga, duża i lekko pochylona. Ganek był też krzywy i też pochylony jak babcia Elżbietka. Domek niewiel­ki, zapuszczony, przypominał trochę czterookienną chatkę, w układzie sy­metrycznym, z sienią na przestrzał. Z domu wybiegła, żeby mnie przywitać, Olimpia, mama Janusza. Maleńka, zawsze uśmiechnięta i serdeczna. Ręce pośpiesznie wycierała w fartuch, bo kończyła właśnie faszerować kurczaka na moje przyjęcie. Kurczak był jej najlepszym daniem. Chciała, żeby od najlepszego zaczęło się moje wrastanie w rodzinę Janusza, w jego świat, w świat jego kolegów i znajomych. Poznawałam także jego z innej, niezna­nej mi dotąd strony. To nie zawsze było łatwe. Często czegoś nie rozumia­łam, coś mnie irytowało. Ale już nigdy nie mogłam sobie pozwolić na chłodną obserwację Augustowa, oglądania go krytycznie, z zewnątrz, jak zapuszczonego peerelowskiego miasteczka. Wszystko wokół stawało się tak­że moje. Własne… Mój Kamień chował się za horyzontem. Wchodziłam w nowy WIDNOKRĄG.

Przez cały czas pobytu w Augustowie jeździliśmy po okolicznych wsiach w poszukiwaniu starych lamp naftowych do Januszowej kolekcji. Nasze wyprawy czę­sto były połączone z odwiedzinami miejsc szczególnych, takich jak Janówka czy Topiłówka. Tam Michałowskich, wojennych wygnańców z Augustowa, gnanych pieszo do obozu w zadymkę, śnieżycę, mróz porzucili Niemcy, kiedy front był tuż, tuż… Tam Janusz dowiedział się, co to jest wojenny głód, bezdomność, nie­życzliwość sąsiedzka i strach. Poznawałam ten ciągle nowy jeszcze dla mnie świat krok po kroku. Potem przyszła kolej na rodzinę ze wsi.

Odwiedzaliśmy cały rozległy ród Malinowskich w Netcie i Żarnowie.

Z młodymi jeździłam na traktorze, a Stacha, cioteczna babka Janusza, uczyła mnie doić krowę. Trochę udawałam własne nieuctwo, żeby im się przy­podobać. O wsi wiedziałam przecież dużo. Jestem w końcu etnografką z dy­plomem! A dzieciństwo w Kamieniu też było nieustannym poznawaniem obyczajów wiejskiego świata. Ale teraz to była inna wieś. Inny jest punkt wi­dzenia, kiedy jako etnograf chodzi się po wsi, prowadzi wywiady, zadaje lu­dziom głupie pytania, a jeszcze inny, kiedy na wieś patrzy się z wysokości dworskiego ganku. Przyszłam tu z innego świata i mając już za sobą kawał ży­cia, stanęłam wobec nowej perspektywy. Tym razem chciałam poczuć się członkiem tej nowej dla mnie społeczności. No, może członkiem to przesada, ale kimś naprawdę jej bliskim.

Chyba w 1988, może już w 1989 roku byliśmy na grobach w Cłach. To ma­ła wyrębinka przy drodze, też bardziej przypominająca przecinkę niż trakt — a na niej krzyże, krzyże, krzyże z patyczków, z szyszek i kijków. Leżą płasko na poszyciu, igliwiu, wzdłuż wgłębień, które jak zasypane okopy wojenne ciągną się jeden obok drugiego. Na drzewie, pod którym stoi jedyny, biały, drewniany krzyż, kartka wyrwana z zeszytu, zgnieciona, zamokła, a na niej dziecinnym pi­smem napisane, że tu leżą pomordowani przez NKWD i UB w lipcu 1945 roku. Padał deszcz, czekaliśmy w samochodzie, aż przestanie lać, żeby zrobić zdjęcia.

Jak oni znaleźli te groby? — zapytałam potem fufajkowatego grubasa, któ­ry z drugim takim samym pił wino „Wino” przy drodze, na polance w desz­czu, ukryty pod liściem chrzanu. Spojrzał, długą chwilę milczał, widocznie nieufny, i wreszcie wymamrotał: „Jednemu z sąsiedniej wsi przyśnił się oj­ciec. Ślad po starym zaginął w 1945. Dopiero się przypomniał. Widać wcze­śniej nie mógł się śnić. Teraz kazał się synowi odkopać i pochować po chrześcijańsku. Wskazał mu miejsce. Właśnie tu, ale lepiej nie gadać! Jak ten, co mu się przyśniło, powiedział, to zaczęli go ciągać po posterunkach”.

Parę dni potem Janusz pokazał mi Kubrynia. Chodził po rynku w Augu­stowie. Uśmiechnięty, zadowolony, chyba nawet bardzo zadowolony. W 1945 to on denuncjował tych, którzy tam leżą. Wtedy, u progu wolnej Polski, wszy­scy go znali i wiedzieli o nim wszystko. A jednak nikt go nie tknął. Tacy to byli „sąsiedzi”! Kubryń był podwładnym Szostaka z UB, największego morder­cy w okolicy.

Szostaka pokazał mi jeszcze Janek Swiderski w latach sześćdziesiątych, kiedy pływaliśmy po augustowskich jeziorach z moim byłym mężem Jerzym Adamskim. Ten Szostak morderca nadal sobie spokojnie żył, przefarbowany na hobbystę kolekcjonera. Żył tak aż do 1987 roku. Nad Nettą miał muzeum osobliwości. Zbierał i rzeźbił korzenie podobne do różnych stworów, specjalizował się w diabłach, zbierał buteleczki po perfumach, hodował czaplę, lisa i królika. Żył tak, aż któregoś dnia wszystko spaliło mu się do cna. Samotny, opuszczony przez wszystkich Szostak latał wkoło jak oszalały z wiadrem wody. Wył, ryczał, błagał i wzywał pomocy. Tłum stał milczący, patrzył i czekał, aż wszystko spłonie. Bezruch i cisza! Zemsta za pomordowanych ojców i braci.

Ta ziemia wciąż ma swoje tajemnice. Ale piękno i cisza szczelnie je przykrywają.

Januszek u fotografa
Januszek u fotografa

W domu w Augustowie oprócz babci Elżbietki i mamy Olimpii mieszkał jeszcze brat Janusza Jurek z żoną Barbarą i synem Bogusiem. Mama praco­wała do emerytury w sklepie, Jurek od zawsze w budownictwie. Ale tak na­prawdę bardziej był rybakiem niż budowlańcem. Jak miał czas, to wychodził na ryby jeszcze głęboką nocą. Wracał zawsze z tarczą. Wiedział, gdzie jaka ry­ba, wiedział, kiedy bierze. Kaidy połów był zmierzony. Każda większa sztu­ka zapisana. Te zeszyty przechowywane są do dziś. Ale teraz już Jurek ryb nie łowi. Na emeryturze „łowi” stare kapliczki, cmentarze, pomniczki i wszyst­ko, co świadczy o inności, co nie jest z naszego plastikowego świata. Doku­mentuje to w czasie długich codziennych wędrówek z Barbarą u boku, przemieszczając się małym, bardzo już wysłużonym fiacikiem. Jurek to znaw­ca tych ziem. O każdym swoim odkryciu opowiada z takim przejęciem, jakby natknął się na jeszcze nieodkrytą wyspę na Oceanie Spokojnym.

Stary pożydowski dom przy Kościuszki, w którym urodzili się obaj, Ja­nusz i Jurek, kupili ich dziadkowie, Marcin i Elżbietka Malinowscy, których przywiała tu Wielka Rosyjska Rewolucja Październikowa. Malinowscy miesz­kali przedtem w Odessie, gdzie dziadek Janusza miał warsztat szewski. Pra­cowało u niego kilku ludzi, podobno większość chromych, jednonogich, żeby było taniej. „Szewcowi nogi niepotrzebne” — mawiał dziadek Marcin, znany ze specyficznego poczucia humoru. Grupa kalek, jedni bez nogi, inni bez rę­ki, z zapamiętaniem stukają młotkami w podeszwy butów pod czujnym okiem mistrza Sajetana z „Szewców” Witkacego czytającego im na głos „Kapitał” Marksa, ten fragment o „środkach produkcji”, które do nich nie należą, a po­winny. Janusz grał Sajetana w kaliskich „Szewcach”, spektaklu Maćka Prusa. Teraz w kreacyjnym dokumencie mógłby być i swoim dziadkiem Marcinem, i Sajetanem.

Dziadek Marcin z chłopcami
Dziadek Marcin z chłopcami

Dziadek Marcin do Odessy pojechał za chlebem. Urodził się jeszcze w XIX wieku w Żarnowie, w chacie z glinianą polepą zamiast podłogi, gdzie ludzie i zwierzęta spali i mieszkali razem. Było ich dwunastu braci, więc nie było jak dzielić majątku. Marcin jako najenergiczniejszy z nich, ale też nielu­biący pracy na roli, w lnianej koszuli przepasanej sznurkiem, z tobołkiem na plecach i chlebem na drogę wyjechał do Warszawy, gdzie uczył się szewstwa na ulicy Piwnej, w domu „gołębiarki”. Każdy stary warszawiak wie, gdzie to jest, ale nie wie, że to naprzeciwko naszego domu, w którym z jego wnukiem Januszem mieszkamy od czasu, kiedy przyjechaliśmy tu z Poznania. Marcin wyuczył się na Piwnej szewstwa i pojechał dalej — na wschód. Potem, jak Mar­cin i Elżbietka w 1918 roku uciekali z Odessy przed bolszewikami, to cały swój majątek zamienili na papierowe ruble. Elżbietka chciała złote, ale decy­dował Marcin, którego wprawdzie wyzywała od „żarnowskich kluch”, ale za­wsze aż do samej śmierci mu ustępowała. Gdy okazało się, że te papierowe ruble są nic niewarte, Elżbietka wyciągnęła jakieś swoje zaskórniaki, zarobio­ne w Odessie na obszywaniu żon carskich oficerów i aktorek, i kupiła za nie w Augustowie ten pożydowski dom na ulicy Kościuszki.

Januszek w drodze do szkoły teatralnej
Januszek w drodze do szkoły teatralnej

Ich córka, mama Olimpia, wyszła za Bolka Michałowskiego, nauczyciela. Pobrali się w 1936 roku. Miłość była gorąca, ale krótka. W 1940 Sowieci wy­wieźli go na Wschód. Olimpia „odkrytoje pisma” od męża z zesłania prze­chowywała w szufladzie białego bufetu w przedwojennej kopercie z fałszywym dla niepoznaki adresem nadawcy. Kartki były wygniecione i spłowiałe. Bolek wysyłał je Olimpii najpierw z kopalń, z Krzywego Rogu z dalekiego Kaukazu, skąd udało mu się uciec. Potem przychodziły już listy z okolic Siedlec. Na po­czątku wojny był szefem wywiadu AK obwodu augustowskiego. Bolka, gdy już wracał z partyzantki do domu, zamordowali najprawdopodobniej enkawudzi­ści razem z miejscowymi ubolami. Olimpia została sama, bez zawodu, ale za to z dwoma chłopcami i starymi rodzicami na utrzymaniu.

Janusz w młodości nigdy nie widział profesjonalnego teatru, ale za to du­żo czytał, pięknie recytował wiersze i na wszystkich akademiach był pierwszy i najlepszy. Pewnego dnia podjął męską decyzję, że zostanie aktorem. W sa­mej Warszawie. Z drewnianym kuferkiem i w marynarce w kratę uszytej przez babcię Elżbietkę, z włosami w plerezę na cukier i butelką tranu dla zdrowia pojechał w ślad za swoim dziadkiem Marcinem do Warszawy.

Nasz dom w Augustowie
Nasz dom w Augustowie

Nasz dom w AugustowieA teraz pomieszkujemy latem w jego rodzinnym domu w Augustowie. Wy­remontowaliśmy stary, stupięćdziesięcioletni, a może nawet starszy dom. Po­stanowiliśmy przywrócić mu to, co kiedyś było piękne, i to, co zostało zapomniane. Na starych belkach i pobielanych ścianach zawisły rodzinne foto­grafie. Dla mamy Janusza, która na starość miała problemy z poruszaniem się. chcąc jej ułatwić codzienne ablucje, wybudowaliśmy przy jej pokoju własną łazienkę. „Tyle lat tu żyję i nie wiedziałam, że w ścianie jest woda” — powiedzia­ła zdziwiona i przestraszona, gdy pierwszy raz odkręciła kurek. Teraz mama Ja­nusza już nie żyje, Jurkowie przeprowadzili się do bloków w śródmieściu Augustowa.

Przydomowy ogród wypiękniał przez lata, ale tylko w połowie i od wscho­du. Od wschodu, bo w Augustowie majątek starszego brata jest zawsze od wschodu. Młodszy ma grządki na zachodzie. Także na zachodzie Jurek ma oranżerię, którą zbudowaliśmy mu na końcu ogródka, od Kopernika. Szklany pawilon ukryty w zieleni pachnie tak samo jak w wielkiej oranżerii w Kamieniu, tej, co była zaraz obok domku Grabowskiego, tego ogrodnika z grubym paznokciem. Czasami chodzę tam podumać, pomilczeć i zrozu­mieć, jak to w przeszłości tkwi przyszłość. Z naszymi sąsiadami Wiśniewski­mi z naprzeciwka, z drugiej, tej parzystej strony Kościuszki, bardzo się przyjaźnimy. Zosia robi pyszne puszyste kołduny, jak nikt w okolicy, a syn Zbyszek, który wtedy, przed laty, zaczynał od sprzedawania marchewki z wóz­ka, teraz otwiera co i rusz sklepy-salony rowerowe w całym Augustowie.

Mama Olimpia
Mama Olimpia

Augustów i jego okolice to dla mnie druga mała ojczyzna. Dom, w którym urodził się Janusz, to taki zastępczy Kamień. A do rodziny Janusza czasami bliżej mi niż do niektórych członków mojej…

Kończę pisać ten fragment książki w naszym zielonym saloniku w Augu­stowie, w dawnym szewskim warsztacie dziadka Marcina. Potem była tu kuch­nia, w której babcia szyła. Tu też umarła. Kiedy niedługo przed swoją śmiercią już prawie niewidząca mama Janusza, przerażona, wyrwana ze snu, wbiega­ła do przerobionego przez nas pomieszczenia — zielonego salonu — i pytała, gdzie jesteśmy, nie poznając miejsca, Janusz spokojnie odpowiadał: „W warsz­tacie szewskim u dziadka, Mamo”.


Powyższy tekst to tylko jeden mały fragment autobiograficznej książki pani Izabelli Cywińskiej pod tytułem „Dziewczyna z Kamienia”. Dotyczy Augustowa i augustowskiej rodziny Janusza Michałowskiego, męża pani Izabelli. Polecamy przeczytać w całości!

 
Posted on Leave a comment

Szczypta historii Jagłowa

Mapa Prus Nowowschodnich Textora-Sotzmana 1808 - fragment
Mapa Prus Nowowschodnich Textora-Sotzmana 1808 - fragment
Mapa Prus Nowowschodnich Textora-Sotzmana 1808 – fragment

Jagłowo – wieś królewska

Wieś Jagłowo powstała w XVI wieku (9 włók i sianożęć Kunicha – włóka to od 18 do 25 ha). Należała do dóbr królewskich, klucza Chodorowskiego. Pierwsza wzmianka o niej pochodzi z 1596 roku. Zapis brzmi ”Jedłowo” i wg językoznawców nazwa pochodzi od słowa jedla – jodła. Kolejny zapis pochodzi z 1599 roku „do Jedlowa” i z 1650 roku „Jagłowa”. W tym czasie otrzymał ją w dożywotnią dzierżawę Stanisław Goydanowski. Wdowa po nim Regina Chibowska za zgodą króla z 11 czerwca 1633 roku przekazała cały obręb Jagłowa Dorocie z Gajewskich, żonie Jana Goydanowskiego, która trzymała ją jeszcze w 1651 roku. W 1661 roku od króla Jana Kazimierza Jagłowo dostał w dożywocie Stanisław Stanisławski, cześnik warszawski i jego żona Helena z Pieczów. W 1690 roku było tu 16 dymów. Po śmierci wdowy po cześniku warszawskim – Stanislawskiej, Jagłowo dostał Skiwski starosta radnicki dzierżawca pobliskiego Dębowa, a następnie jego syn Aleksander. Lustrator w 1720 roku stwierdził, że dzierżawa składała się z 7 włók gruntu, dwóch włók łąk bielnych. Pustyń i bagien między gruntami a bagnami było 88 włók i jako bezużyteczne zostają bez czynszu. Oprócz tego do dzierżawy należał bór z bagnem w kierunku Dębowa o wielkości 140 morgów z drzewami bartnymi. Przed 1748 rokiem Jagłowo w dzierżawie posiadał niejaki Karwowski. W 1712 roku dalej w Jagłowie notowano 9 włók ziemi uprawnej, ale już w 1780 roku 12 włók. W 1760 roku ziemie uprawiało 20 gospodarzy w końcu lat osiemdziesiątych XVIII wieku około 30- tu. Cała wieś w 1789 rok to 33 domów z 135 mieszkańcami. W roku 1864 notujemy już ok  38 domów i ok. 235 mieszkańców. W roku 1909 47 domów i ok. 290 mieszkańców, a w 1926 r. 48 domów i 277 mieszkańców.

Kadr z filmu „Byli rybacy nad Biebrzą w Jagłowie” Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie
Kadr z filmu „Byli rybacy nad Biebrzą w Jagłowie” Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie

Najstarsze odnalezione rody zamieszkujące Jagłowo w  XVIII wieku

Prawdopodobnych 20 gospodarzy, z zapisu powyżej uprawiających ziemię w 1760 roku.

Data urodzenia jest zawsze orientacyjna i wynika z wieku podanego w akcie zgonu. Podwójne imiona to wynik różnych zapisów. Daty zgonów są zapisami dokładnymi.

  • Michał Siemion ok. 1730-1814, syn Szymona
  • Wojciech Siemion 1748-1831, syn Szymona
  • Adam Mojżuk 1763-1823, syn Wojciecha
  • Mateusz Mojżuk 1770-1839, syn Szymona (Wawrzyńca)
  • Tomasz Dawidowicz 1764-1829, syn Marcina
  • Bartłomiej Sawośko 1754-1824, syn Piotra
  • Karol Wojtkielewicz 1759-1829, syn Szymona 1735-1810
  • Szymon Jan Ostrowski 1757-1827, syn Szymona
  • Jan Janewicz 1758-1828, syn Pawła (Szymona)
  • Bartłomiej Zajko (Zajkowski) 1751-1829, syn Wawrzyńca
  • Jan Pikus 1738-1827, syn Jana ( Kazimierza)
  • Józef Ratkiewicz ?-?, syn Łukasza
  • Jan Koszczuk 1777-1837, syn Macieja
  • Wojciech Trochim 1744-1814
  • Maciej Pycz 1755-?, syn Walentego 1730-?
  • Szymon Kamiński 1748-1814, syn Mateusza
  • Jerzy Mikucki 1740-1828, syn Urbana (Stanisława)
  • Karol Gawarecki 1768-1846, syn Piotra
  • Jakub Poźniak 1748-1825, syn Sebastiana
  • Jan Pikus 1738-?, syn Jana

Opracował Ryszard Siemion

 
Posted on Leave a comment

Pamięci mieszkańców parafii Janówka umarłych na zarazę w roku 1710

Tablica ze zmarłymi na zarazę w Janówce, fot. J. Drozdowska

O tablicy upamiętniającej mieszkańców parafii Janówka zmarłych w wyniku zarazy umieszczonej w kruchcie w kościoła pw. Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie w Janówce

Tablica koloru ciemnobrązowego (najprawdopodobniej miedziana) wisi w kruchcie po lewej stronie, jak się wchodzi do świątyni. Zawieszona jest na dwóch wielkich hakach. Zwieńcza ją krzyż o wymiarach 23 cm wysoki i 17 cm szeroki w swoich ramionach. U podstawy krzyża widnieje wyryta łacińska inskrypcja: D. O. M. [oznaczać może: Deo Optiomo Maximo, w tłumaczeniu: Bogu Najlepszemu, Najświętszemu bądź Deo Omnipotenti Maximo, czyli Bogu Wszechmogącemu, Najświętszemu. Płyta może być formą nagrobka, wtedy napis może brzmieć: Domus Omnium Mortuorum (Mortalium), czyli Dom wszystkich zmarłych bądź Dom wszystkich śmiertelników][1]. Tablica jest wysoka na 66,8 cm i szeroka na 53, 8 centymetrów. Podstawa jej jest metalowa. Do podstawy jest przybita blacha miedziana, na której przymocowane są ręcznie wybite wklęsłe litery. Całość otoczona jest drewnianą ramą. W nagłówku tablicy jest napis: Pamięci mieszkańców parafii Janówka umarłych na zarazę w roku 1710. Pod nagłówkiem znajdują się cztery kolumny tekstu zwierające nazwy wsi i nazwiska gospodarzy bądź wdów z podaniem liczby zmarłych osób. Na końcu wypisu każdej miejscowości podana została liczba żyjących gospodarzy bądź osób. Spis wsi ułożony jest według następującej kolejności: Janówka, Pruska Mała, Pruska Wielka, Topiłówka, Sucha Wieś, Jaśki, Jabłońskie, Wysokie, Korytki, Wronowa, Jankielówka, Rynki i Moczydły. Wszystkie nazwy, poza Jabłońskimi, są podbarwione kolorystycznie (ciemnogranatowo). Pod nazwą każdej z nich wypisani są nazwiskami gospodarze z imienia i nazwiska bądź wdowy z nazwiska lub nazwy utworzonej od imienia lub nazwiska męża. Zdarzają się zapisy samych imion lub samych nazwisk czy, co przypuszczam, zajęć danych osób (np. szklarz, krawiec, kowal). W Janówce jest zapis o ks. proboszczu i jego służbie. W Rynkach zaś zaznaczono, że zmarli „Młyn z wszystkimiˮ, więc mógł umrzeć młynarz z rodziną i pracownikami. Obok nazwisk/nazw gospodarzy/wdów podana jest liczba zmarłych osób. Na tablicy widnieją nazwiska jej fundatora i wykonawcy. Fundatorem jest ks. A. Kochański. Zapewne chodzi o stryja zmarłego w listopadzie br. byłego proboszcza parafii pw. Matki Boskiej Częstochowskiej w Augustowie, imiennika tamtego, czyli ks. inf. Antoniego Kochańskiego. Ksiądz Antoni Kochański był proboszczem w Janówce w czasie od 26 listopada 1959 roku do 2 lipca 1974. Na tablicy nie ma widocznego roku, w którym powstała, chyba że na jej odwrotnej (niedostępnej dla wzroku) stronie. Rzemieślnikiem wykonującym tablicę był S. Stefanowski. Treść tablicy jest wybita wersalikami. Zarazę tę (nie nazywając jej) i jej spustoszenia wspomina Tomasz Naruszewicz w przypisach opracowanej przez siebie pozycji „Opisy parafii diecezji wileńskiej z 1784 roku. T.3. Dekanat Olwitaˮ (Bakałarzewo 2009). Mówi o niej jako o dżumie Jarosław Szlaszyński w książce „W blasku i cieniu Augustowa. Z dziejów obszaru gminy Augustówˮ (Augustów 2014). Opisuje wynikłe z niej szkody Jerzy Wiśniewski w pracy „Dzieje osadnictwa w powiecie augustowskim od XV do końca XVIII wieku” (Białystok 1967). Powołuje się na rejestr powstały w1711 roku ludzi wymarłych w dobrach Dowspudy i Mazurków. Nazwiska i liczby wówczas zmarłych przytacza w swoim opracowaniu „Janówka. Parafia i kościół św. Anny. Materiały do historii” Aleksander Radzaj, podając źródło: „Regestr ludzi wymarłych z powietrza (spis sporządzony 24 lipca 1711 roku)ˮ. Na ten sam spis powołuje się Marcin Halicki pisząc o zarazie na portalu „Raczkowskie Archiwaliaˮ.

Robiąc indeksację tejże tablicy spisywałam nazwy miejscowości i nazwiska tak, jak są na niej podane[2]. Widzę, że zbytnio nie różnią się lub niewiele różnią od nazwisk ze spisów z opracowania Aleksandra Radzaja. Znawcy historii nazwisk, ich powstawania i przemian niechaj się później do tego odniosą.  Dla genealogów każda wiadomość jest istotna. Myślę, że znalazłam na niej dwóch swoich przodków lub ich bezpośrednich krewnych (Jakuba Chmielewskiego z Jabłońskich i  Michała Chojnickiego (Choynieckiego) z Topiłówki i jest mi to bardzo ważne. Mogę ich wspomnieć z imienia przed Bogiem, a przecież oto chodzi w genealogii, by poznać swoich przodków i za nich się modlić. Do wyjaśnienia jest informacja śmierci w czasie zarazy byłego proboszcza parafii janowskiej plebana ks. Jana Sucharzewskiego. Niektórzy historycy podają, że na czas zarazy wyjechał do Suwałk, inni zaś, że zmarł. Jerzy Wiśniewski wprost pisze: „W czasie moru zmarł również pleban janowski, Jan Suchorzewskiˮ.  Na tablicy w kościele w Janówce jest również podany jako zmarły na zarazę. W aktach chrztów i ślubów z lat, w których był proboszczem, indeksowanych przez Krzysztofa Zięcinę, widnieje jako ks. Jan Franciszek Sucharzewski. Akty charakterem jego pisma miały być spisywane również, co twierdzi Krzysztof Zięcina, po okresie zarazy. Zostaje to historykom do dokładnego wyjaśnienia.

Czasami trudno jest w wybitych cyfrach odróżnić na fotografii 8 od 6, dlatego w rubryce podałam obie cyfry ze znakiem zapytania. Może ktoś z czytelników odczytać poprawnie i poprosić o naniesienie zmiany. Według moich obliczeń z tablicy pozostałych żywych powinno być 54, a nie 55, w publikacjach historyków, których wymieniam, podawana jest liczba 52. Na tablicy podana jest liczba zmarłych 870 osób, w moim odczytaniu jest to liczba 863 (różnica mogła zaistnieć z odczytania liczb 8 i 6). Historycy podają nieco mniejszą liczbę, bo 851. Myślę, że różnica między tablicą a źródłami, na które powołują się historycy mogła wynikać z błędnego odczytania staropolskich określeń liczebników takich jak choćby „samotrzeć”, „samowtórˮ itp. przez spisujących wykazy na tablicę. Nie jest to jednak bardzo rażąca różnica.

Tablica może być przyczynkiem do zainteresowania głębszego zarazą z początków XVIII wieku na obszarze parafii janowskiej i poszukiwania bliższych źródeł. Każde źródło, również i tę tablicę (uważam, że można ją uznawać za rodzaj źródła) należy poddawać krytyce i dociekać na ile podaje prawdziwe dane. Warta jest mimo tego zainteresowania, a Śp. Ks. Antoniemu Kochańskiemu, byłemu proboszczowi janowskiemu, należy się uznanie, że zainteresował się tym problemem i swoim wiernym poddał go uwadze.

Przyszło nam samym żyć w czasie zarazy. Na naszych oczach odchodzi wiele osób, w tym naszych krewnych i znajomych. Z tego m.in. powodu problem zarazy z początku XVIII wieku na naszych terenach jest mi osobiście bliski. Swego czasu interesowałam się  karawakami (krzyżami stawianymi przeciwko zarazie) na naszych terenach i cmentarzami wiejskimi, na których chowano tzw. „zaraźnikówˮ, i o tym pisałam. Dobrze, że istnieją materialne ślady po tych strasznych przejściach.

Serdecznie dziękuję za wszelką pomoc (w dojeździe do Janówki, mierzeniu, fotografowaniu i odczytaniu tablicy) Krzysztofowi Anuszkiewiczowi.

Fotografie tablicy Krzysztof Anuszkiewicz i Józefa Drozdowska.

 

 

 

  1. http://cmentarium.sowa.website.pl/Sztuka/symbole_leksykon_d1.html
  2. indeksy dostępne są poprzez Geneo search engine
Posted on 2 Comments

Parish Church of St. James the Apostle in Sztabin

An independent parish in Sztabin was established in 1895. It was separated from the Krasnybór parish which had been operating since 1598. There was a Roman Catholic chapel in Sztabin as early as in the middle of the 17th century which was transformed from a pre-existing Uniate church. In 1799, the wooden church in Sztabin was in such a bad condition that it had to be sealed. The Jewish tavern keepers from Sztabin and the leaseholder of the Wrzosek estate protested against it in a Białystok camera declaring that the closure of the church put them at risk of losses due to a decrease in demand for liquors. In 1826, the parish priest of Krasnybór stated that the present church was the fourth building existing in that place. The last one, built in 1804, had dimensions of 21 by 9 meters. It was erected from wood on a stone foundation and covered with wooden planks. The roof was covered with shingles painted dark red. Also two towers in the facade of the church were covered with shingles; the tops were covered with sheet metal and crowned with iron crosses. Three bells were hung in one tower and an iron clock with two cast scales and a bronze bell on the other. There were three altars: the main one with the image of the Mother of God and the side ones with the image of St. Anthony of Padua and, on the upper floor - St. James the Apostle and the altar with the image of the Scourging of Jesus and at the top - St. John the Evangelist.

An attempt to establish an independent parish institution in Sztabin had already been made by Count Karol Brzostowski (d. 1854), heir to the Krasnoborsko-sztabiński estate in which he created the famous Republic of Sztabin. It was guided by purely pragmatic motives. The seat of the Count was in Cisów and he himself attended the church in Sztabin. Sztabin was the most populated place of the estate and was located in its center. Craftsmen and merchants lived there. The village also had a large church. According to Brzostowski, the villages of the parish in Jaminy were to be joined to the newly established parish in Sztabin. Correspondence between the owner of the estate and the diocesan curia started. The Count only wanted to sanction the actual state of affairs.

In 1828, the Bishop of Augustów confirmed that he was in favour of creating a branch in Sztabin with no significant changes in the boundaries between the parish of Krasnybór and Jaminy. The following were considered to belong to Krasnybór: Krasnoborki, Kamień, manor of Cisów, Kryłatka, Długie, Lebiedzin and treasury (national) villages: Jastrzębna, Balinka, Hruskie, Komaszówka. Those belonging to Sztabin were: Kunicha, Janówek, Karoliny, Ewy, Kopiec, Sosnowo, Budy, Kolnica Wielka, Kolnica Mała, Kobyli Kąt, Promiski, Huta Sztabińska, settlements: Pogorzałe, Fiedorowizna, Chomaszewo, Podcisówek, Stara Huta. However, this did not end the long-lasting disputes that continued for years. Since 1835, the parish priest lived in Sztabin and moved the birth, marriage and death records there.

Propozycja podziału parafii krasnoborskiej. Akta kościoła w Sztabinie, AD Łomża.
Proposal to divide the parish of Krasnobór. Church files in Sztabin, Łomża Diocesan Archives.

It was not until 18th January 1895 that the Ministry of the Interior in St. Petersburg informed the Warsaw Governor General and the diocesan authority in Sejny that it allowed the Vicar of Sztabin to keep metric books for the following villages: Budziski, Czarny Grąd, Ewy, Fiodorowizna, Huta, Janówek, Kamień, Karoliny, Kobyli Kąt, Kopiec, Krasnoborki, Kunicha, Motułka, Podcisówek, Promiski, Przechodki, Sosnowo, Suchy Grąd and Sztabin. On March 6th, 1895, the administrator of the diocese, Father Pawel Krajewski, signed a decree to establish an independent parish of Sztabin. In 1896, the Cisów and Popowoszczyzna manor farms were joined to the newly established parish along with the village of: Budy, Cegielnia, Chomaszewo, Podgórze, Pogorzałe, Zielone, Żmojdak.

The first Parish Priest of the Sztabin parish was Father Szymon Błażanis. He worked there between 1882-1896, initially as a vicar. He died on January 17th, 1897.

Read More

 
Posted on Leave a comment

Kościół p.w. św. Rocha w Krasnymborze – z dziejów świątyni i parafii

W okresie przedrozbiorowym parafia krasnoborska znajdowała się w dekanacie grodzieńskim diecezji wileńskiej. W tymże dekanacie występowała w spisie kościołów na synodzie biskupa Sapiehy w 1669 r.[1], a następnie na synodzie z 1744 r., na którym szczegółowo wytyczono granice poszczególnych parafii przez wyszczególnienie należących do nich miejscowości[2]. Od 1799 r. omawiana parafia weszła w skład nowo utworzonej diecezji wigierskiej. Od 1818 r. znajdowała się w diecezji augustowskiej czyli sejneńskiej, od 28 października 1925 r. w łomżyńskiej, a od 25 marca 1992 r. należy do diecezji ełckiej. Po odłączeniu w 1795 r. Grodna do Cesarstwa Rosyjskiego właściwym dekanatem dla parafii Krasnybór był zawsze Augustów. W 1895 r. z części parafii krasnoborskiej wyodrębniono parafię Sztabin[3].

W 1506 r. król Aleksander dał Teodorowi Chreptowiczowi dwór w grodzieńskim powiecie nad rzeką Perstunią, który dzierżył przedtem leśniczy grodzieński Koleda. Chreptowicz otrzymał również Puszczę Krasnybór, sianożęci na rzece Biebrzy oraz Wołkuszy i puszczę przylegającą do tego dworu w granicach: rzeka Perstuń, błoto, rzeka Niedźwiedzica, granica dóbr Hrynka Chodkowicza Wołłowicza, Droga Wielka z Grodna do rzeki Netty, błotko Storożyno, koło Raków kołodzież,[4] rzeka Perstuń i tą rzeką do wymienionego dworca[5]. W granicach tych powstały dobra Lipsk (Hołynka)[6]. Dokument ten milczał na temat granic Puszczy Krasnybór. Znamy je dopiero z przywileju Zygmunta I wydanego w roku 1518 potwierdzającego nadanie Aleksandra: poczowszy rekoju Lebiedinoju w reku Bobru, a rekoju Bobru do Osinok, potomu do Czarnoho Lesu, do Studienca Wody, do Kaplic, do Wielikoho Lesa, czerez bor do Lipowoho Lesa, do Chomiakowki, do Olszanki reki, kotoraja wpała w Wielikije Bołota, a tyje bołota pryszli do tojeż Lebiedinoje reczki[7]. Ten sam król, aktem wydanym w Kamiennej w roku 1522 nadał Teodorowi Chreptowiczowi obydwa brzegi rzek Biebrzy i Lebiedzianki oraz pozwolił, dla lepszego przejazdu z dworu Lipska do puszczy zbudować groblę oraz młyn na rzece Lebiedziance. Przywilej ten znany jest z potwierdzenia danego Jerzemu Chreptowiczowi przez Zygmunta Augusta w 1554 r.[8] Kolejny raz granicę Puszczy Krasnybór opisał Zygmunt III w roku 1590: poczowszy rekoju Lebiedinoju w reku Bobru, a rekoju Bobru do Timowa uroczyszcza, a od Timowa do Osinok, od Osinok do Czornoho Lesa, od Czornoho Lesa do Zimnese (?) Wody, od tot do Kaplic, od Kaplic do Wielikoho Lesa, od Wielikoho Lesa na bor rubeżami starymi, a borom do Lipowoho Lesa, czerez bor do Chomaszowa, z Chomaszowa do Olszanki reczki, kotoraja wpała w Wielikije Bołota a tyje bołota pryszli do tojeż Lebiedinoje reki[9].

1. Krasnybór i okolice. Fragment Mapy szczególnej województwa podlaskiego (. . .) Karola de Perthees, 1795. AGAD, Zbiór Kartograficzny, AK 98.
1. Krasnybór i okolice. Fragment Mapy szczególnej województwa podlaskiego (. . .) Karola de Perthees, 1795. AGAD, Zbiór Kartograficzny, AK 98.

Postacią centralną w dziejach dóbr i parafii był Adam Iwanowicz Chreptowicz, on to bowiem skolonizował te ziemie i zorganizował tu struktury kościelne. Urodził się 20 grudnia 1557 r. w Siennie[10]. Był synem Iwana i Magdaleny Skuminówny[11]. Nie piastował wysokich godności i urzędów. Na większości dokumentów podpisywał się jako podkomorzy nowogródzki, którym był już w 1590 r.[12] Urząd ten był zatem wysokim urzędem, ale w kategoriach powiatu. Dawał natomiast wgląd w interesy gospodarcze prowadzone w jego granicach. Z niewiadomych przyczyn (brak czasu?) zrezygnował z tego urzędu w 1600 r.[13] Zaszczytną funkcję otrzymał Adam w 1620 r., kiedy występował jako marszałek trybunalski[14]. Mając poważanie i ciesząc się wzorową opinią, posłował na sejmy[15].

W wyniku działu z bratem w 1583 r. Adam stał się posiadaczem Sienna i Kupiska. Wkrótce jednak po śmierci Iwana otrzymał należące do zmarłego brata dobra: część Szczors, Lipsk i Puszczę Krasnybór[16]. Duże dobra wniosła mu w 1584 r. druga żona Anna Komajewska. Były to: Wiszniew z folwarkami, Dzitwa, Wołyma, Kimele, Ponary a dwadzieścia i pół osm tysiąca złotych polskich (27 500 zł). W związku z powyższymi faktami po 1585 r., Adam rozpoczął na dużą skalę akcje gospodarcze w  swoich włościach.

Dziedzic przystąpił też do karczunku i kolonizacji Puszczy Krasnybór. Działalność ta spotkała się ze sprzeciwem Piotra Wiesiołowskiego, leśniczego grodzieńskiego[17]. Jeszcze w 1590 r. król Zygmunt III specjalnym przywilejem potwierdził Adamowi posiadanie puszczy wraz z ograniczeniem[18]. Następnie Piotr Wiesiołowski oskarżył Adama Chreptowicza o przekroczenie nadania[19]. Król powołał specjalną komisję, która w 1599 r. szczegółowo badała granice[20]. Komisarze uznali wszystkie przywileje i prawa Adama Chreptowicza do Krasnegoboru za słuszne, co potwierdzili podpisami i pieczęciami[21].

2. Plan podziału parafii krasnobarskiej zaproponowany przez Karola Brzostowskiego. ADŁ, l/220.
2. Plan podziału parafii krasnobarskiej zaproponowany przez Karola Brzostowskiego. ADŁ, l/220.

Sprowadzając do majątku nowych osadników Adam Chreptowicz dokonał na tym terenie fundacji sakralnych i zorganizował strukturę kościelną. Wydaje się, że pierwszą placówką obsługującą osadników, przybywających zapewne z innych dóbr Chreptowiczów, była parafia obrządku wschodniego, podlegająca władzy duchownej metropolitalnej[22]. Nie do końca pewna jest data jej utworzenia. W akcie z 27 sierpnia 1598 r. uposażającym plebana krasnoborskiego w grunta wsi Osinki czytamy: która wioska acz ma w sobie włók 10 wymierzonych, jednak dwie włóki na popa greckiego nabożeństwa, w tejże wiosce mieszkającego są oddzielone[23]. Jak wynika z powyższego, parafię grecką w Krasnymborze utworzono wcześniej niż katolicką, a więc przed 27 sierpnia 1598 r. Najczęściej przyjmowaną datą powstania parafii obrządku wschodniego jest 1513 r.[24] Datacja ta jest jednak mało przekonywająca ze względu na późniejszą kolonizację tego obszaru, który do czasów Adama Chreptowicza porastała gęsta puszcza[25]. Wydaje się zatem, że powstała ona niewiele wcześniej niż katolicka.

Drugą strukturą kościelną, która zawdzięczała swe powstanie działalności kolonizacyjnej Adama była parafia katolicka. Fundując 27 sierpnia 1598 r. parafię Adam Chreptowicz wraz z żoną Anną w wystawionym przywileju szczegółowo opisał jej uposażenie[26]. Dokument ten wymieniał pierwsze wsie powstałe na nowo kolonizowanym obszarze, podawał liczbę włók każdego sioła, co świadczyło o przeprowadzonej już w tym czasie pomiarze.

3. Kościół pw. św. Rocha w Krasnymborze. (W zbiorach ROBiDZ Białystok. Wszystkie zdjęcia wykonała A. Kulak w 2007 r.).
3. Kościół pw. św. Rocha w Krasnymborze. (W zbiorach ROBiDZ Białystok. Wszystkie zdjęcia wykonała A. Kulak w 2007 r.).
4. Kościół pw. św. Rocha w Krasnymborze. (W zbiorach ROBiDZ Białystok).
4. Kościół pw. św. Rocha w Krasnymborze. (W zbiorach ROBiDZ Białystok).

Continue reading Kościół p.w. św. Rocha w Krasnymborze – z dziejów świątyni i parafii

 

  1. J. Kurczewski, Biskupstwo wileńskie, Wilno 1912, s. 468.
  2. Litak, Struktura terytorialna Kościoła łacińskiego w Polsce w 1772 r., Lublin 1980, s. 269; T. Krahel, Zarys dziejów (Archi)diecezji Wileńskiej, „Studia Teologiczne”, 5-6/1986-1988, s. 44.
  3. Archiwum Państwowe w Białymstoku (dalej APB), Kamera Wojny i Domen, nr 441, k. 58; W. Jemielity, Parafia Sztabin, Łomża 1990, s. 30.; tenże, Podział administracyjny diecezji wigierskiej, diecezji augustowskiej czyli sejneńskiej i diecezji łomżyńskiej, „Studia Łomżyńskie”, t. 2, Warszawa 1989, s. 165, 169, 171, 172.
  4. Chodzi o studnię; por. B. Tichoniuk, Odapelatywne nazwy terenowe południowej Białostocczyzny. Słownik topoosnów, Opole 1986, s. 45.
  5. Biblioteka PAN w Kórniku (dalej BK), nr 1308, bez pag.; Biblioteka Narodowa Ukrainy im. Wernadzkiego w Kijowie (dalej BNU), F. I, nr 6014, s. 26.
  6. Dziś Gołynka na Białorusi. Por. G. Ryżewski, Dobra Lipsk (Hołynka), „Jaćwież”,  nr 22, 2003.
  7. Archiwum Główne Akt Dawnych (dalej AGAD), Metryka Koronna (dalej MK), nr 410, s. 1044-1045.
  8. AGAD, MK, nr 412, k. 62; BK, nr 1308, bez pag.
  9. BK, nr 1308, bez pag.
  10. Biblioteka Czartoryskich w Krakowie (dalej BCz), nr 860, s. 90.
  11. G. Ryżewski, Adam Chreptowicz, podkomorzy nowogródzki (1557-1628), [w:] Małe miasta. Elity. Prace ofiarowane Profesorowi Edwardowi Szymańskiemu w siedemdziesiątą piątą rocznicę urodzin, red. M. Zemło, Supraśl 2005, s. 25-42.
  12. Centralne Archiwum Akt Dawnych Rosji w Moskwie (dalej CAADR Moskwa), F. 389, op. 1, nr 77, k. 147v; Pamiętniki Samuela i Bogusława Kazimierza Maskiewiczów (w. XVII), oprac. i wstęp A. Sajkowski, red. W. Czapliński, Wrocław 1961, s. 210.
  13. CAADR Moskwa, F. 389, op. 1, nr 87, k. 158-159v.
  14. Акты издаваемые Виленскою Археографической Комиссею для разбора древнихь актовь (dalej AVAK), t. XI, Wilno 1880, s. 97.
  15. AGAD, Archiwum Radziwiłłów ( dalej AR), dz. V, nr 2170, s. 4-5.
  16. BNU, F. I, nr 6014, s. 29.
  17. Piotr Wiesiołowski junior, marszałek WKL zm. 1621 r. Por. J. Maroszek, Pogranicze Litwy i Korony w planach Króla Zygmunta Augusta, Białystok 2000, s. 505-506.
  18. AGAD, MK, nr 412, k. 71; BK, nr 1308.
  19. AGAD, MK, nr 410, s. 1035; J. Wiśniewski, Dzieje osadnictwa w powiecie augustowskim od XV do końca XVIII wieku,[w:] Studia i materiały do dziejów Pojezierza Augustowskiego, Białystok 1965, s. 155.
  20. Narodowe Archiwum Republiki Białoruś w Mińsku (dalej NARB), F. 1839, op. 1, nr 1, k. 7; AGAD, MK, nr 410, s. 1078.
  21. AGAD, MK, nr 410, s. 1063-78.
  22. A. Mironowicz, Podlaskie ośrodki i organizacje prawosławne w XVI i XVII wieku, Białystok 1991, s. 273.
  23. Biblioteka Uniwersytetu Wileńskiego (dalej BUWil), F. 57, B533, nr 44, k. 218.
  24. Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego (dalej SG), t. V, Warszawa 1882, s. 640; J. Wiśniewski, Dzieje…, s. 155; A. Mironowicz, Podlaskie…, s. 268.
  25. G. Ryżewski, Sztabin. Dzieje obszaru gminy Sztabin od czasów najdawniejszych do współczesności, Białystok-Sztabin 2002, s. 30-40.
  26. Kościół katolicki na Podlasiu. Zbiór dokumentów erekcyjnych i funduszowych. (4) Krasnybór, wstęp i oprac. G. Ryżewski, Białystok 2000, s. 26; BCz, nr 1777, k. 275-276v; BUWil, F. 57, B533, nr 44, k. 217v-219.
Posted on Leave a comment

Opis parafii raczkowskiej z 1784 roku

Opis parafii raczkowskiej sporządzony przez proboszcza Wacława Rydzewskiego w roku 1784.

Kościół Parafialny Raczkowski  w tym miasteczku Raczkach położony, w powiecie grodzieńskim, w dekanacie olwickim, w kolacyi Jaśnie Wielmożnego Imci Pana Paca, starosty Ziołowskiego wioski i miejsca są w tymże powiecie według porządku alfabetu ułożone jak po sobie idą.

Bolesty J.P. Paca na zachód słońca letni mila od kościoła.

Buda J.K.M. między wschodem i południem zimowym mila duża.

Choćki J.K.M. na północ ćwierć mili.

Koniecbór J.K.M. pół mili na zachód słońca zimowy.

Kurianki J.K.M. między wschodem i południem zimowym mila.

Lipówka J.P.Paca na zachód słońca zimowy mila.

Lipowo J.K.M. na północ mila.

Nieszki wioska do kościoła raczkowskiego należąca na zachód słońca letni mila wielka.

Pijawne J.K.M. między wschodem i południem zimowym mil duże.

Raczki wioska J.P. Paca na wschód słońca letni o kroków pięćset od kośociła.

Rudniki J.M.X.X. Kamedułów Wigierskich o kroków pięćset za rzeką Dowspudą na wschodzie słońca zimowym.

Rabalewszczyzna J.M.X.X. Kamedułów na wschód słońca letni mila duża.

Sidory J.K.M. na północ mila.

Stoki J.K.M. na zachód słońca zimowy mila.

Szczodruchy J.P. Paca między południem i zachodem letnim mila.

Wasilówka J.P.Paca na południe letnie mila.

Wierciochy J.P.Paca między południem i zachodem letnim mila.

Wysokie J.K.M. na północ mila duża.

Żubrynek J.K.M. na wschód słońca letni mila mała.

Kościoły sąsiedzkie Bakałarzewo od kościoła raczkowskiego na zachód słońca letni mil duże w kolacyi J. P. Chlewińskiego droga równa.

Kościół Janowski na południu letnim w kolacyi J. P. Paca starosty Wilejskiego mil półtorej, droga górzysta, miejscem błotnista i kamienista.

Augustów mil trzy na wschód słońca zimowy w starostwie augustowskim i dekanacie augustowskim.

Kościół Bargłowski parafialny w dekanacie augustowskim i w starostwie augustowskim na zachód zimowy mil trzy droga błotnista i górzysta.

Grodno na wschodzie słońca zimowym mil dwanaście droga do Grodna więcej borem niż otwartym polem.

Jezioro Okrągłe J. P. Paca starosty Ziołowskiego szerokie o kroków miejscem […] miejscem mniej, wzdłuż mila

Lasu i zarośli może być mila wzdłuż lecz sośniny bardzo mało i to nie zdatna do budowli. Puszcza J.K.M. o mile w odległości od Raczek.

Młynów dwa J. P. Paca jeden na zachód słońca letni na rzece Dowspuda drugi na wschód słońca zimowy, przy których zalewów dwa stawami nazwają. Mostów trzy dwa przy młynach, trzeci w Raczkach.

Gościniec publiczny przez Raczki do Królewca mil dwadzieścia pięć.

Do granicy Pruskiej mila, tak na południe letnie jako i na zachód słońca letni.

Takowe opisanie parafii mojej podpisem ręki własnej stwierdzam.

X. Wacław Rydzewski pleban raczkowski.

Litewskie Państwowe Archiwum Historyczne, „Kniga wizytacji kostiełow po diekanatam Wilienskoj Eparchii za 1784”, sygn. 694/1/3994 k. 112-112v.

Transkrypcja: Marcin Halicki

 
Posted on Leave a comment

The non-existent St. Margaret's Church in Netta

Both the beginning and the end of the calendar year make us reflect on life and the passing of our existence on earth. However, we do not often reflect on the fact that the space around us is changing as well. This also applies to architecture, including sacral one. For centuries, in the Bargłów parish, there hasn't been a St. Margaret's Church in Netta (now Netta Pierwsza).

Earliest references

Józef Golubiewski, an insightful chronicler of Bargłów, in the Chronicle of the royal parish of Bargłów notes out of some documents three pieces of information about the existence of a church in Netta. The first one is taken from a letter from King Zygmunt August of 1561, the second one from 1700 and the third one from the church inventory written down in 1783. Traces of the existence of the church in Netta have been preserved in very few documents and publications, and in the memory of some villagers.

In his work "The History of Settlement in Augustów County from the 15th to the end of the 18th century", a historian Jerzy Wiśniewski gives the local name of the hill "Kościółek" (little church) and supposes that a branch church of the Bargłów Temple could have stood on it. While I was looking for traces of this place in September 2006, most of the people I asked, had not heard about the existence of a church in Netta. Someone anonymous directed me to the Augustów Canal, where I met Tadeusz Połubiński who pointed me exactly to the hill where the church stood and shared his information with me.

Built by Jan Radziwiłł

While working on the sacral monuments of Bargłów Kościelny, I got acquainted with the parish documentaries copied by Józef Golubiewski. These included, among others, a copy of a letter from King Zygmunt August dated December 1561 to a Bargłów Pastor Tomasz Bohdan Szaciła (in the List of the Parish Priests and Administrators of the Bargłów parish, Józef Golubiewski mentions him as the first parson in Bargłów). In this letter, the ruler assigned Pastor Szaciła a church in Netta with the land in the amount of three voloks, three morgens and two square rods. It appears from the letter that this church, called in the document kościołek (a small church), was built by Jan Radziwill. The letter was written at the request of the vicar. It was supposed to provide the rectory with these lands as its own for eternal times. I' m quoting their location from the copy: w Wołosty naszoy Korolewskoy w obrubie wsi Netty [..] lezaszczyie w koncu wolok naszych koncom –do Rzeki Netty a bokom podle wolok Nettowskich (Our royal voloks are around the Netta village […] lie at the ends of our voloks, ends – to the Netta river and sides towards Netta’s voloks). The parish priest's only duty was to hold a service in the church every day: kromie tolko Nabożeństwa każdo dziennocho tak on sam, jako i następcy Pilnie powinni czyniti (besides this, he, as well as his successors, should diligently hold a mass every day). The year of construction of the church is unknown. Netta, formerly known as Meta, was founded around 1532 by a Mazovian, Maciej Srebrowski from Srebrov near Wizna with the authorization of Jan Radziwill, a Lithuanian cupbearer. Most probably, the private church of the Radziwiłłs was established after the founding of the Meta, and before the incorporation of the area into the royal estate and before the establishment of the parish in Bargłów in 1544. Previously, these areas belonged to the parish in Rajgród. Whether it was originally a branch church of the Parish of Rajgród is not entirely known. Józef Golubiewski in the chronicle calls it prywatny kościółek (a private little church). Later documents show that it was erected as the church of St. Margaret.

The Swedish war wreaked great havoc on the lands of the parish of Bargłów. The following churches were completely destroyed: the parish church in Bargłów and the private church in Grabów parish. The church in Netta survived the war turmoil and in 1700 was listed as the only church in the area. A historian Jerzy Wiśniewski mentions that: The branch church of St. Margaret in Netta was in a better condition. However, it is likely that the war undermined its later glory and contributed to its downfall. During the Swedish Deluge, the village of Netta was severely damaged and people were impoverished. A historian Jarosław Szlaszyński, on the basis of materials from the State Lithuanian Archive in Vilnius, reports that Netta has been completely destroyed by fire with only four empty cottages left.

Temple’s appearance

The description of the church can be found in a document issued on the occasion of the general dean's visitation of the parish of Bargłów in March 1783. It was situated half a mile from the Bargłowski church. It stood on an uphill stretch near the forest, 30 furlongs away from the village of Neta. It was described as ravaged, unrepairable and, as a result, unfit for service. It was made of wood. It had two doors and five windows. One double door, on iron hinges with the inner lock from the cemetery, the other one to the sacristy also on iron hinges with two hasps and a lock (z dwoma Proboiami y Skoblem). The windows were lead-framed. Four of them were in the church and one in the sacristy. The floor in the church was made of lumber. The church was equipped with a pulpit, two benches and an altar with a painting of St. Margaret. Above the church porch, there was a dome with a bell, topped with an iron cross. The Church, as the surveyor Father Szymon Pienczykowski writes, w cało spustoszony, tak w Dachu, Scianach iako y we Wnętrzney Ozdobie (is completely ravaged, equally in the Roof, the Walls and the Interiors). The floor in it was rotten while the windows were broken and the equipment was decayed. It was not suitable for holding masses, yet they were still held there. According to the old custom, it was used for four masses a year: on St. Margaret´s Day, the second day of Christmas, the second day of Easter and the second day of Green Week. The parish's description states that according to tradition, the church was erected under the new name of St. Margaret's. Near the church there was a cemetery, described on the occasion of a visitation: a graveyard that was once fenced.

The land belonging to the church was cultivated by the Bargłowski presbytery. The church documents from 1822 and 1832 state that the voloks in the village of Netta were handed out by the predecessors by private agreement to the landowners who lived in their own houses. The names of those living in their own cottages were also given. In 1822 these were: Maciej Dudek, Jan Drozd, Tomasz Romanowski, Piotr Szymański and Jan Gulan. Ten years later, the following names: Jan Drozd, Kalisz (without a name), Antoni Gulan, Andrzej Kościuch and Mateusz Karp were mentioned.

What happened to the church?

In the protocol of the General Visitation of 1822, signed by Pastor Jan Kanty Zawadzki and the Dean of the parish of Wąsów, Father Modzelewski, it was written that there were no public chapels in the parish. The church from Netta was also not mentioned in it. One can think that at that time the church of St. Margaret in Netta did not exist anymore. It was probably disassembled and the remains were, following tradition, burnt just as it was done with rotten crosses.

Irena Baturowa in her article about Netta-Folwark published in "Jaćwieża" also mentions a hill in Netta Pierwsza where the church of St. Margaret once stood. She reports that there was a spring at the foot of the hill whose water cured eye diseases. According to the legend she quoted, one time a rich lady washed her blind dog's eyes with the water from the spring and the water lost its healing powers.

My local guide to Kościółek (the Church Hill) told me that he remembered from the stories of his ancestors that in the 19th and early 20th century a wooden cross stood on the hill. Until recently, bones had been ploughed out of the hillside confirming the existence of a cemetery there in the past.

I believe that it is worth keeping in mind the existence of the church in Netta. We need to continue looking for more information and, thus, answers to numerous questions related to it. For instance, who canonically erected this church and why St. Margaret was chosen as its patroness?

Wzgórze Kościółek, wrzesień 2006. fot. Józefa Drozdowska
Wzgórze Kościółek (The Church Hill), September 2006, Photo by Józefa Drozdowska.
 
Posted on Leave a comment

Zasoby archiwum parafialnego w Rydzewie k. Rajgrodu (XIX-XX w.)

Artykuł ks. Andrzeja Pieńkowskiego ukazał się w periodyku Studia Ełckie nr 13, w 2001 roku

Wprowadzenie

Początek archiwów parafialnych Kościoła katolickiego sięga średniowiecza. Obowiązek ksiąg metrykalnych został wprowadzony w dru-giej połowie XVI w. po Soborze Trydenckim (1545-1563). Zalecono prowadzenie rejestru chrztów, który był wymagany przy udzielaniu sakramentu małżeństwa. Od XVII wieku zaprowadzono rejestrację wszystkich chrztów i ślubów. Z czasem dodatkowo spisywano bierzmo-wanych, przyjmujących komunię wielkanocną i zmarłych. Do XVIII wieku każda księga metrykalna podzielona była na trzy części: chrztów, ślubów i zgonów. Nie posiadały one rubryk lecz miały formę opisową. Do początków XIX wieku pisane były po łacinie. Powodowało to, że były mało czytelne. Wszedł więc obowiązek (XVIII wiek) prowadzenia oddzielnych ksiąg chrztów, ślubów i pogrzebów [1]. Przy rejestracji aktów metrykalnych pozostała nadal forma opisowa. Rubryki w księgach na terenie Polski wprowadzono w wieku XX. Obok dokumentów metrykalnych archiwa parafialne posiadały akta urzędowe, akta rachunkowe, księgi korespondencji i inne. Wszystkie one tworzyły bogatą spuściznę historyczną danej epoki.

W obrębie szeroko rozumianego archiwum na przestrzeni lat rozszerzał się i kształtował zakres ksiąg obowiązkowych prowadzonych w parafii. Obecnie do najważniejszych należą księgi metrykalne, czyli ochrzczonych, małżeństw i zmarłych. Dodatkowo muszą być przechowywane księgi bierzmowanych, pierwszej Komunii świętej, chorych, protokołów przedmałżeńskich, rachunkowa, kartoteki parafialne, intencji mszalnych, kapłanów celebrujących, ogłoszeń parafialnych, kronika, inwentarzowe, protokołów wizytacji biskupiej i dziekańskiej, posiedzeń rady parafialnej i ekonomicznej oraz korespondencji [2].

Celem opracowania jest przedstawienie zasobów Archiwum Parafii pw. św. Wojciecha w Rydzewie k. Rajgrodu z lat 1810-2000. Nie wszystkie księgi i akta obecnie uważane za obowiązkowe, takimi były na przestrzeni lat objętych artykułem. Dlatego schemat artykułu nie będzie pokrywał się z obecnie przyjętym zakresem ksiąg obowiązkowych w archiwum parafialnym. Ważnym również jest fakt, że akta parafii w Rydzewie w dużej mierze opierają się na dziewiętnastowiecznych poszytach. Zawierają one jednocześnie akta urzędowe, rachunkowe i korespondencyjne, dlatego jednoznaczny podział dokumentów jest często niemożliwy. W archiwum z różnych przyczyn nie zachowało się w całości, zaginęło bądź zostało przejęte przez archiwa państwowe wiele ksiąg i poszytów.

Opierając się na analizie źródeł, które są głównym przedmiotem pracy, artykuł ma przedstawić archiwum rydzewskie w sposób możliwie uporządkowany, jako cenne źródło do przyszłych badań historycznych. Dotychczas posiłkując się informacjami z wyższej wymienionych dokumentów, napisana została praca magisterska. Jednak nikt dotąd nie pod-jął się przedstawienia archiwum w sposób kompleksowy.

Historical view

Historia parafii w Rydzewie rozpoczęła się od starań Ksawerego Rydzewskiego (zm. 1843 r.), rotmistrza Powiatu Biebrzańskiego, dziedzica majątku w Rydzewie. Podpisał on akt lokacyjny 6 października 1809 r. po uprzedniej umowie z komisarzami duchownymi. W konsekwencji, 5 marca 1810 roku [3] biskup wigierski Jan Klemens Gołaszewski [4] wydał akt erekcyjny kościoła filialnego w Rydzewie pw. św. Wojciecha Biskupa. Ksiądz pracujący w Rydzewie otoczył opieką duszpasterską następujące miejscowości wyłączone z parafii Rajgród: Rydzewo, Szymany, Toczyłowo, Sikora, Miecze, Kosówka, Wólka Piotrowska, Wólka Danowska, Danowo, Bukowo, Kołaki i Karwowo. Kościołem filialnym pozostał aż do końca 1818 roku [5]. Po powstaniu diecezji sejneńskiej czyli augustowskiej, filia w Rydzewie weszła w skład dekanatu wąsowskiego. Po powstaniu styczniowym w 1867 roku zwiększono liczbę guberni, do których władze carskie nakazały przystosować granice dekanatów. W skład dekanatu szczuczyńskiego z siedzibą w Grajewie weszła filia kościoła w Rydzewie. Był to okres wprowadzania obowiązkowego języka rosyjskiego w zapisach ksiąg parafialnych. Stan ten przetrwał aż do pierwszej wojny światowej. Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę w 1918 roku nastąpiła reorganizacja struktur kościelnych. Parafia w Rydzewie weszła w skład diecezji łomżyńskiej od 1925 roku [6]. Dekanatem pozostał nadal Szczuczyn. Od roku 1937 parafia Rydzewo włączona została do nowopowstałego dekanatu Grajewskiego [7]. Obszar parafii podczas drugiej wojny światowej przechodził kolejno pod okupację radziecką (1939-1941) i niemiecką (1941-1945). Po kolejnej zmianie granic diecezji w Polsce, parafia w Rydzewie weszła w skład nowopowstałej diecezji ełckiej w 1992 roku [8]. Nowym dekanatem został Rajgród.

Register books

Część z tych dokumentów nie zachowała się. Jednak na podstawie akt parafialnych można stwierdzić, że księgi metrykalne prowadzone były od początku istnienia filii rydzewskiej, czyli od 1810 roku [9]. Do ksiąg zaginionych należą: księgi ochrzczonych z lat 1810-1811, 1812-1825, 1826-1831, 1832-1835, 1836-1842, 1843-1855, 1856-1865; księgi zaślubionych z lat 1810-1825, 1826-1830, 1832-1835, 1836-1842, 1836-1850, 1851-1859; księgi zmarłych z lat 1809-1825, 1826-1832, 1832-1835, 1836-1850, 1851-1853 [10]. Pewną liczbę ksiąg przejęły archi-wa państwowe. Zapoczątkowały to władze radzieckie okupujące tereny parafii rydzewskiej po 1939 roku. Akta metrykalne miały pomóc przy przeprowadzaniu poboru wojskowego wśród „nowych obywateli” ZSRR. Podobnie postępowała władza ludowa przejmując księgi metrykalne od 1945 roku włącznie [11]. Obecnie część z nich jest przechowywana w archiwum gminy Rajgród, natomiast najstarsze (powyżej stu lat) przesłane zostały do Archiwum Państwowego w Łomży [12].

W archiwum parafialnym w Rydzewie z tego okresu zachował się manuał (brudnopis z poprzekreślanymi wpisami) zaślubionych z lat 1908-1914. Są również dwie teczki zawierające: raptularz (brudnopis) zaślubionych i zmarłych ochrzczonych z lat 1938-1925. Jest to skrótowy spis zaślubionych i zmarłych, najprawdopodobniej z ksiąg metrykalnych, pisanych latami wstecz. Notatka o zaślubionych podaje datę ślubu, ich wiek oraz imiona rodziców i nazwisko rodowe matki. Przy zmarłych podawany jest wiek, data śmierci oraz imiona rodziców z nazwiskiem rodowym matki. Dane dotyczące ochrzczonych oprócz imienia, daty chrztu i urodzenia, zawierają imiona i nazwiska rodziców. Na marginesach znajdują się adnotacje dotyczące ślubów.

Z lat 1939-1948 zachowały się duplikaty ksiąg metrykalnych podzielonych na trzy części, gdzie wpisywano zarówno ochrzczonych, zaślubionych i zmarłych.

Continue reading Zasoby archiwum parafialnego w Rydzewie k. Rajgrodu (XIX-XX w.)

 

  1. Zob. A. Mezglewski, Księgi Metrykalne, „Encyklopedia Katolicka”, t. 12, Lublin 2008, kol. 661.
  2. I Synod Diecezji Ełckiej, Ełk 1999, s. 66-67.
  3. Archiwum Parafialne w Rydzewie (dalej cyt. APR), Akta rachunków, t. 1, Odpis aktu erekcyjnego filii kościoła w Rydzewie z 5 III 1810 r.
  4. Zob. H. Gołaszewski, Biskup Jan Klemens Gołaszewski jako drugi ordynariusz diecezji wigierskiej (1805-1818) i jako pierwszy ordynariusz diecezji augustowskiej czyli sejneńskiej (1818-1820), „Rozporządzenia Urzędowe Łomżyńskiej Kurii Diecezjalnej”, 47(1985), nr 4, s. 98-107.
  5. A. Pieńkowski, Filia w Rydzewie, ,,Rajgrodzkie Echa”, 22(2011), nr 5(255), s. 23.
  6. Zob. W. Jemielity, Zarys dziejów diecezji łomżyńskiej, „Łomżyńskie Wiadomości Diecezjalne, 49(1987), nr 2, s. 8-12.
  7. W. Jemielity, Nowe dekanaty i parafie w diecezji łomżyńskiej 1925-1977, „Rozporządzenia Urzędowe Łomżyńskiej Kurii Diecezjalnej”, 39(1977), nr 7, s. 14.
  8. „Kronika Urzędowa Diecezji Ełckiej”, 1(1992), nr 1, s. 24.
  9. APR, Akta rachunkowe, Protokół zdawczo odbiorczy z 12 lutego 1882 r., s. 9
  10. Tamże.
  11. APR, Akta Urzędowe, t. 7, Pokwitowanie skonfiskowanych ksiąg kościelnych z 26 września 1949 r. W związku z zarządzeniem Ministra Administracji Publicznej wójt gminy Bełda przejął: księgi „urodzenia” od 1888 r. do 1945 r., księgi zaślubionych od 1879 r. do 1945 r., księgi zmarłych od 1890 r. do 1945 r. Cz. Chrzanowskiego brzmi: „Wyżej wymienione księgi otrzymałem bez żadnych przeszkód”.
  12. Archiwum Państwowe w Łomży, Nr 511, sygn. 1, 2, 3, 4, 5.
Posted on Leave a comment

Studzieniczna

Probably everyone has heard about the Sanctuary in Studzieniczna, today a settlement in the administrative part of Augustów. At the beginning of the 18th century, on one of the islands of Lake Studzieniczna, there was a hermitage in which a monk from the Camaldolese monastery in Wigry lived. The hermitage was in the place "famous for miracles", which is reportedly testified by a visit of the Augustów deanery from 1700. Former Polish army officer Wincenty Murawski, aka Morawski, settled there. Murawski was an herbalist and apparently the water from the well he dug had healing properties, in particular it helped with eye diseases. On the island there was a copy of the image of Our Lady of Częstochowa, initially the painting hung on an oak, and later in a wooden chapel built by Murawski. In 1782, Murawski made a pilgrimage to Rome, where he obtained the right to four complete indulgences per year, with the most important one for Pentecost, next on July 26 for St. Anna, May 16 for St. Nepomuk and September 23 for St. Tekla. He also brought pictures of saints, which he placed in the chapel. Currently, there is a stone chapel there, built in 1872 by Ludwik Jeziorkowski, engineer of the Augustów Canal. The chapel's foundations are based on 64 oak piles driven into the ground. At the end of the 19th century, a dyke connecting the island with the mainland was built. The indulgence ceremonies are held in Studzieniczna to the present day, and just before the war the indulgence on Pentecost lasted three days. During the penultimate pilgrimage to Poland in 1999 Studzieniczna was visited by Pope John Paul II, there is a monument where he got off the ship to the shore.

An interesting description of such pilgrimage ceremonies was published in 1931 by the "kurier Warszawski" journalist, writer and columnist Julian Podoski. Born near Zamość, and associated with these areas through his father, Tadeusz Podoski, who was the first commissioner-governor of the Augustów poviat from November 1918 to November 1919. Julian published in "Gazeta Augustowska" for several months, and literally got married with Augustów, marrying in 1931 with Zofia, daughter of the Augustów physician Jan Jaworowski. Podoski's articles about Augustów and the surrounding area were published in "Kurier Warszawski" in the years 1929-1938. Julian Podoski was a friend of Kornel Makuszyński and Marian Walentynowicz. Together with the latter, he drew comics for the "Świat Młodych" in the 1940s and 1950s. Among the columnists writing about these areas is also Karol Hoffman, Ferdynand Ossendowski, Bronisław Stefanowski writing under the pseudonym Stefan Stojan and several others. The following column is one of several dozen texts describing the history, customs and everyday life of the inhabitants of the so-called Northern Borderlands (i.e. Augustów, Raczki, Suwałki, Sejny, Grodno) from 1919 to 1939. Probably in July our next book titled "Augustów, Suwałki, Sejny, Grodno and the borderland 1919-1939. Columns of correspondents of Kurier Warszawski" will be published, numbering over 400 pages and richly illustrated with archival photographs. Also at this time, we plan to issue a reprint of the guide "Pojezierze Suwalsko-Augustowskie" from 1937, the book is being created in cooperation with the University Library of Jerzy Giedroyć in Bialystok.

In Studzieniczna

Indulgence at Pentecost in Studzieniczna - At the well at which the figure of the Blessed Virgin Mary appeared - Through dam to the chapel - Prayers in a wooden church - Pilgrims at the foot of the chapel on an islet - Burning candles and pilgrimage on the knees - Graces of the Holy Virgin from Studzieniczna - Beggars - A friend from Warsaw - Vendors - "Cold ice water" and bagels - And when the third day of the indulgence ends ...

Studzieniczna, in May

It was warm, May rain at night. In the morning, on the first day of Pentecost it cleared up completely. In the streams of hot sun, in a downpour of golden rays, the swarm of people of Suwałki region goes to the annual indulgence, in Studzieniczna, in the poviat Augustow. Hundreds and thousands of wagons, carts, vans and carriages are heading in the same direction - towards the miracles of the famous chapel on the island of Lake Studzieniczne. According to ancient tradition, the Mother of God was to appear at the well, and at the same time began to heal the sick and the cripples. Miracles multiplied. The news of the place, famous for miracles, spread more and more widely. More and more believers began to converge on all sides of the Suwałki-Augustów lakes, forests and villages. As the years went by, when extraordinary phenomena continued, a three-day indulgence was announced here.

Studzieniczna lies among the forests, where the Białe and Studzieniczne lakes are adjacent. From the island where the miracle happened for the first time, a dyke leading to the wooden church and the neighboring village of the same name was built. On the island itself is a white, stone chapel and a well, next to which the figure of the Mother of God was placed, in the place where she was supposed to appear on that fateful day.

Now, not only the islet, dike and area around the church, but the space of several kilometers of forest is occupied by pilgrims and their camps. The crowd of people sways and vibrates, pouring in two streams at the feet of the image of the Blessed Virgin and pouring from them.

Local people prevail. However, there is also a lot of intelligence.

Fourteen priests who came to the area cannot keep up with religious services. The crowd is squeezing more and more , although masses are celebrated without interruption. Thirsting for grace comes constantly. At times, it seems that the fence of the church graveyard will not withstand the pressure of the people and shatter soon. The smell of burning incense and the sound of silver bells flows from the crowded interiors of the temple.

The door to the islet's chapel is wide open. Those who want to experience grace or thank for the experienced grace kneel or lie prostrate at the altar.

After saying a short prayer to allow further waves of pious people access to the temple, people approach the church grandfather, who "leases" wax candles. Later, those who give thanks or are just asking for mercy in earthly pain or distress come out. According to their vows, they circle the chapel three times, being careful that the flames don't go out. Many of the pilgrims come to this wonderful place on their knees.

Dozens of men and women look weird in the scorching sun gloomy in prayers, full of fervent faith in a miracle to come true!

Apparently, the Mother of God in Studzieniczna is kind to these miserable people, because half of those present are those who have received grace.

The chapel in Studzieniczna is surrounded by lake waters everywhere. Behind the water, the dark wall of pine forests glistens in the sunny heat. Among the tall trees, the "shingle", a wooden parish temple, prays with the people.

Not only did the pious come to a wonderful place. Every free corner is full of professional beggars. There is such a multitude and variety of them that you will get confused soon. Moreover the beggars are not embarrassed and they push the image of their disability as close to the pilgrims' eyes as possible to stimulate the homies to sacrifice. There are shouts and screams in various tones, intended to increase the pity of those who do not beg ... The most terrible stumps and wounds were put on public display ... Deaf-mute stimulate the sensitivity of pilgrims by ringing the bells or clappers.

By looking at this cluster, you can immediately distinguish two species of beggars. The first is - village louts of all varieties and shades. A collection so rich that more than one ethnographer would have a lot to do here, finding types that reach back to a distant space of time. The second type is "smart". Various "cripples" with faces on which, under the mask of piety, hide eyes glistening with... insolence, their pupils fly anxiously and vigilantly. Each of these ladders has a helper, from time to time he moves closer to the "patron" and raises some of the beggar's gifts in nature, so that they do not stab too much in the eyes of further donors...

Among other things, on the dam, right by the lake, in the shadow of a trembling aspen I met an old friend. Not only I know him, but all Warsaw also knows him! He stands all autumn and winter, or rather he sits on a sheet in front of the church of St. Cross. A plaque is hung around his neck: "Deaf from birth". He draws public attention here with the same bell he uses in the capital on Krakowskie Przedmieście Street. When I recognized him and came closer to take him into the camera's viewfinder, he shook restlessly. Maybe he met me. After all, I passed by him so many times, returning from the editorial office!

The three-day indulgence in Studzieniczna has fame established by cohorts of beggars and traders. The former managed to squeeze into the cemetery fence and just near the chapel, famous for its miracles. The traders are more modest. They quickly founded improvised stalls along the main trail leading to the gate in the church fence. They sell everything! Even the ladies from the capital who went to Studzieniczna for the indulgence do not hesitate to put glass "pearls" on their neck for ... 60 grosz per meter string! Bicause: "If you fell among crows, croak like them" ... The cries of the vendors lure amateurs: "To water, to water ... Sweet, cold, ice, better than Jewish soda!" And such nectar consists of ... a bucket of cold water from the lake, a quart of "natural fruit" vinegar, half a pound of fine sugar, and other additions that come to "lemonade" from all parts of the world, in the form of flies and various other insects. You can strengthen your weakened physical condition with... excellent sausage, dried for a year and so hard thatyou can confidently use it for... thumps for threshing grain... You can bite it only with the help of pliers, a saw and a chisel ... The flower of the indulgence trade, however, are dryers. Various! And these really are excellent.

The screaming and encouragement of the stall keepers sound until late at night. And when the evening falls and the last day of the indulgence ends, it gets emptier and quieter around. The crowd disappears quickly. All that is left is the forest, the rustling of the evening prayer and the belated pilgrims who lie prostrate at the foot of the wonderful chapel and repeat the words of faith stubbornly:

"After all, you will heal me, Blessed Virgin Mary of Studzieniczna, because the goodness of our Lord, Heavenly Father, is so infinite that nothing can be denied to Mother of Jesus from Nazareth. Amen!"

Julian Podoski

 
Posted on 1 Comment

Z Solistowskiej Góry do Ameryki

Grzędy Topograficeskaja Karta Carstva Polskago

Nieznany epizod z historii wsi Grzędy

Wieś Grzędy… miejsce niezwykłe i szczególne na historycznej mapie powiatu grajewskiego. Wprawdzie osada nie istnieje już od ponad 75 lat – jednak historia i życie jej mieszkańców ciągle wzbudzają żywe zainteresowanie turystów, miłośników regionu i historyków. Wieś składała się z ponad 20 gospodarstw rozrzuconych na kilku piaszczystych wydmach. I tak na Nowym Świecie mieszkali Łubowie, Kosakowscy, Rowki, Sienkiewicze, Biercie, Milewscy, Grabowi, na Dębowej Górze posadowione były gospodarstwa Zyskowskich, Kuklińskich, Czajków, Kołakowskich, Olendrów, Zawistowskich. Na Pojedynku mieszkali Kaplowie, i dwie rodziny Grabowych. Na Longwi żyli m.in. Kumkowscy i Mońkowie. Na Solistowskiej Górze mieszkali Czajki i nieco dalej Kuklińscy.

Kilka lat temu wpadł mi w ręce list z 1886 roku pisany z Ameryki przez Kazimierza Czajko z Grzęd do Aleksandra Nawrockiego z Rajgrodu. To ciekawe znalezisko dało mi asumpt do poszukiwań historycznych o wsi Grzędy i jej mieszkańcach.

Aby prześledzić proces osadniczy rodziny Czajków na Solistowskiej Górze, warto na początku przybliżyć losy członków tej rodziny. Otóż protoplastami naszych osadników byli pochodzący z Tajenka Jan i Jadwiga z Kuberskich, którzy w 1829 roku w kościele w Bargłowie zawarli związek małżeński. Młodzi mieszkali w Woźnejwsi, gdzie na świat przychodziły kolejne dzieci:Kazimierz (*1837), Wincenty(*1840, urodzony w Ciszewie),Jan (*1843), Józef (*1846),Teofila (*1847), Antoni (*1850).

Pierwszym z tej familii, który osiadł na Solistowskiej Górze był Kazimierz Czajko. W 1856 roku zawarł on związek małżeński z 18 letnia Wiktorią Dobrydnio z Orzechówki. Małżonkowie zamieszkali w Woźnejwsi, gdzie w 1858 roku na świat przychodzi córka Rozalia, w 1862 roku Józef. W 1870 roku umiera żona Kazimierza, który – co wcale nie było rzadkością, jeszcze w tym samym roku ponownie zawiera związek małżeński z 25 letnią Anną Klimont z Tajna. W akcie zaślubin jest zapisany jako Kazimierz Czajkowski. W 1872 roku w Dreństwie przychodzi na świat córka Anna, rok później Feliks, Kazimierz (*1876), Piotr (*1878), Antoni (*1880). Poza Anną, wszystkie dzieci urodziły się już w Grzędach. Można zatem przyjąć, że Kazimierz wraz żoną i liczną rodziną zamieszkał w Grzędach – Solistowska Góra w 1872 lub 1873 roku. Nie znamy niestety statusu majątkowego Czajków. Jest jednak wysoce prawdopodobne, że sytuacja rodzinna, niejako wymusiła przenosiny na Solistowską. Nowa żona, a także powiększająca się rodzina, powodowały bez wątpienia liczne konflikty w przeludnionej chacie. Ciekawe, że kilka lat później w ślady Kazimierza poszedł jego młodszy brat Jan, który z poślubioną w 1873 roku Franciszką ze Skowrońskich oraz z dwójką dzieci, Franciszką (*1874) oraz Karolem (*1875) również zamieszkał na Solistowskiej. Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy pomiędzy braćmi była jakaś umowa, i w związku z tym rodzina Jana zamieszkała w chacie Kazimierza, czy też w nowej -wybudowanej przez siebie. Tego nie wiemy. Faktem jest, że w następnych latach w Grzędach na świat przychodzą kolejne jego dzieci. Aniela (*1880), Konstancja (*1882) Jan (*1884), Józef (*1893), Julianna (*1886), Franciszek (*1887), Wiktoria (*1887) i Józef (*1893).

Około 1885 roku nastąpiło ważne wydarzenie w rodzinie Czajków. Kazimierz, jego syn Józef oraz nie mieszkający w Grzędach brat pierwszego Wincenty, postanowili wyjechać do Ameryki. Byli zatem najprawdopodobniej pierwszymi emigrantami z zagubionej wśród bagien wsi Grzędy. Co było przyczyną tak ryzykownego działanie jak wyjazd do dalekiej Ameryki? Bez wątpienia bieda, przeludnienie wsi, brak ziemi i jak to dzisiaj powiedzielibyśmy brak perspektyw.

Według Anny Adasiewicz, która przeglądała ewidencje pochowanych na cmentarzach w Stambaugh, Iron, emigracja z miejscowości nadbiebrzańskich za ocean rozpoczęła się jeszcze na początku lat 80 XIX wieku. Duża część emigrantów pochodziło z Białaszewa, Osowca, Tajna, Rajgrodu. Pani Anna przytacza historię rodziny Konstantego i Rozalii Zyskowskich z Stambaugh, miasta znanego z kopalni złota. Konstanty urodził się w 1837 r i zmarł 15 maja 1920r w Iron River, Michigan. Rozalia Gardecka i Konstanty wzięli ślub w Rajgrodzie w 1864r. Wyemigrowali w 1884r z 4 dzieci (najprawdopodobniej z Rajgrodu). Ich syn Zygmunt, już chyba urodzony w USA, później odziedziczyli parcelę 40 arowe, na której odkryto później złoża żelaza i miedzi. W wyniku konfliktu o złoża cennego kruszcu został zamordowany w 1924r i sprawa morderstwa i praw do ziemi ciągnęła się przez wiele lat w sadach. Praprawnuczek Konstantego, Raymond Bisque napisał na ten temat książkę.

Continue reading Z Solistowskiej Góry do Ameryki