Opublikowano Dodaj komentarz

Szlachta w XVIII wieku w parafii Liszkowo

Indeksuję jedną ze starszych ksiąg metrykalnych parafii Liszkowo. Obecnie miejscowość ta leży nad Niemnem w granicach Litwy i nosi nazwę Liškiava. Przed I wojną światową była w granicach powiatu sejneńskiego. Metryka, którą chciałbym przedstawić pochodzi z 1712 roku, i dotyczy chrztu, który odbył się 17 maja. Metryka ta jest o tyle ciekawa, że dotyczy ważnych osobistości zamieszkujących ten rejon. Oto treść metryki:

Dnia 17 [maja 1712 roku] ochrzciłem Joannę [córkę] szlachetnego Andrzeja Turczynowicza i szlachetnej Marianny Radziwiłowiczówny ze Stroczun. Chrzestnymi [byli] Jaśnie Wielmożny Michał Żywult, cześnik grodzieński z jaśnie wielmożną Eufrozyną Paszkiewiczową Sawiczową, skarbniczynią oszmiańską oraz szlachetny Józef Miciuński z Zofią Żywultówną, stolnikówną połocką, wszyscy z Poniemunia.

Stroczuny przynależały do sąsiedniej parafii Lejpuny, ale po epidemii dżumy 1710-1711 w parafii Liszkowo pojawiło się wiele chrztów, które powinny odbywać się w Lejpunach. Najwyraźniej parafia ta była wówczas nieobsadzona. Nie o wszystkich osobach tu wymienionych udało mi się znaleźć informacje, ale chyba najlepiej opisany jest cześnik grodzieński Michał Żywult. Żoną Michała była Krystyna Sawicz, córka skarbnika oszmiańskiego Wojciecha Kazimierza Paszkowicza Sawicza i Eufrozyny Zygmuntowiczówny. Owa Eufrozyna była właśnie chrzestną urodzonej Joanny. Z kolei sam Michał Żywult miał brata Stanisława, stolnika połockiego (ojcem obu był Roman Janowicz Żywult). Wymieniona w drugiej parze chrzestnych Zofia Żywultówna była właśnie córką Stanisława.

Wart krótkiej wzmianki jest Dwór Poniemuń, w którym wszyscy wymienieni zamieszkiwali. Położony on jest na południowo-wschodnich przedmieściach Grodna, nad prawym brzegiem Niemna.

Na początku XVIII wieku musiał wyglądać zupełnie inaczej niż willa myśliwska, która przetrwała do czasów współczesnych w niemal niezmienionej formie. Została ona wzniesiona dla Stanisława Augusta Poniatowskiego, a więc dopiero w drugiej połowie XVIII wieku. Jak dwór wyglądał wcześniej, w czasie gdy spisywano metrykę? Nie wiadomo. Legenda głosi, że wcześniej w tym miejscu stał mały zameczek, ale nie pozostał po nim żaden ślad.

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Najstarsze urodzenia i śluby z parafii Bakałarzewo

Działo się w Bakałarzewie
14 grudnia 1852 roku

Wykonując polecenie prześwietnego Konsystorza Jeneralnego Diecezyi Augustowskiej daty 3 czerwca r.b. No 386 w celu rozwinięcia Zarządzenia Komisyi Rządowej Spraw Wewnętrznych i Duchownych pod dniem 3/17 maja r.b. No 6969/12845 […] w przedmiocie zregulowania metryki kościelne obejmujących wydane, przybywszy do Bakałarzewa przystąpiłem do sprawdzenia i skontrolowania niniejszej pierwszej i najdawniejszej księgi metryk urodzonych i zaślubionych parafii tejże bakałarzewskiej, której to księgi stan następujący okazał się

  1. Stan metrykalny tej księgi zły lubo bowiem staraniem teraźniejszego proboszcza wielebnego X. Kasperowicza oprawiona na nowo została, jednak z powodu starości papier zbutwiały znacznie i atramen wyblakły iż trudną wyczytać w niej metryki… 
  2. Każdą stronicę zaparafowałem liczbą kolejną
  3. Każdą metrykę nią objętą naznaczyłem numerem porządkowym
  4. Przy szczegółowym przeglądzie okazało się, że taż księga założoną jest od roku 1610 i prowadzoną do roku 1679 włącznie
  5. Składa się z kart czyli stronic 234
  6. Obejmuje metryk urodzonych w ogólności 2418 metryk zaślubionych 448 a mianowicie urodzonych
    1. z roku 1609 metryk 11
    2. z roku 1610 metryk 49
    3.    ”        1611      ”         58
    4. w dalszym ciągu tej księgi od roku 1611 do roku 1614 wyłącznie znajduje się metryk w liczbie 43 lecz w którym roku one są położone wyrozumieć i wyczytać z powodu wybladłości atramentu nie można
    5. […tu ilości metryk urodzeń w kolejnych latach…]
  7. z roku 1639 i następnych at aż do roku 1669 wyłącznie nie ma metryk, zdaie się, że wydarto
  8. z roku 1669 i następnych lat aż do roku 1679 w ogólności znajduje się metryk 332, których trudno rozróżnić, wyczytać, a następnie i wyszczególnić
    1. […tu ilości metryk zaślubionych w kolejnych latach…]

Przy ścisłej [kontroli] okazało się, że na stronie 27, 30, 31, 36, 40, 41, 45, 46, 47, 48, 49, 50, 56, 85, 125 i 126 są miejsca pismem niezapełnione, które to miejsca przekreśliłem

Po takowem skontrolowaniu powyższych metryk, gdy nic więcej nie było do nadmienienia niniejszą księgę zamykam i przy wyciśnięciu urzędowej pieczęci podpisuję

Ksiądz Jerzy Katyll, dziekan

Takie zapisy z 1852 roku można znaleźć na końcu najstarszej księgi metrykalnej z parafii Bakałarzewo. Podejmę próbę indeksacji tej księgi, mimo iż ksiądz Katyll definiuje jej stan jako zły. Na pewno będę potrzebować wsparcia, ale warto pochylić się nad siedemnastowiecznymi wpisami z terenów Suwalszczyzny. Tym bardziej, że już na pierwszej stronie znajdujemy informacje, że parafia Bakałarzewo była znacznie rozleglejsza niż wówczas, gdy powyższa notatka była spisywana.

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Urzędy fikcyjne

Podczas weryfikacji akt chrztów z parafii Bakałarzewo z księgi obejmującej lata 1760-1783 natrafiłem na niejakiego Piotra Dobrowolskiego i jego żonę Annę, oboje szlachetnych. Nic w tym niezwykłego oczywiście, gdyby nie tytuł, który mnie zafrapował: skarbnik derpski i skarbniczyni derpska. Pewnie każdy historyk zajmujący się historią I Rzeczypospolitej od razu by wiedział o co chodzi, ale ja z historią stykam się głównie przy okazji genealogii.

W tej metryce chrztu z parafii Bakałarzewo z 7 listopada 1770 r. chrzestnym jest szlachetny Piotr Dobrowolski, skarbnik derpski
W tej metryce chrztu z parafii Bakałarzewo z 7 listopada 1770 r. chrzestnym jest szlachetny Piotr Dobrowolski, skarbnik derpski

Otóż w 1598 r. za rządów króla Zygmunta II Wazy utworzono na Inflantach województwo dorpackie zwane również derpskim. Jego stolicą było miasto Dorpat (obecnie Tartu w Estonii). W XVII wieku toczyły się walki polsko-szwedzkie o Inflanty, w wyniku których znaczna, północno-zachodnia część tego obszaru przypadła Szwecji (1621), co zostało potwierdzone rozejmem altmarskim (1629) i następne pokojem oliwskim (1660). Dotyczyło to także województwa dorpackiego (derpskiego), które przestało istnieć.

Województwo dorpackie, jak każde inne województwo Rzeczypospolitej miało swoje urzędy: wojewody, kasztelana, starostów, skarbników itd. Cóż więc dziwnego, że w księgach metrykalnych wzmiankuje się skarbnika derpskiego? Nic, poza faktem, że w okresie tworzenia wspomnianej na początku księgi bakałarzewskiej województwo dorpackie nie istnieje od ok. 150 lat!

Próbując zgłębić tę zagadkę dokopałem się do informacji, że mimo likwidacji województwa dorpackiego (również wendeńskiego, parnańskiego, smoleńskiego i czernichowskiego) administracja tych województw nie przestała istnieć i utrzymała się do końca Rzeczypospolitej Obojga Narodów, a więc do roku 1795 (a nawet nieco dłużej, o czym za chwilę). Wydawano przywileje i nominacje obejmujące całą hierarchię urzędów ziemskich wymienionych województw.

Istnienie tych fikcyjnych urzędów wynikało ze szczególnej roli urzędu w opinii szlachty, dla której urzędy, w większości i tak honorowe, niezwiązane z wynagrodzeniem ani rzeczywistymi obowiązkami, zastępowały brak arystokratycznych tytułów w czasach, gdy teoretycznie panowała równość szlachecka. Urzędy często w rzeczywistości pełniły funkcję analogiczną do tytułów szlacheckich w innych krajach – określały pozycję danej osoby zgodnie z istniejącą hierarchią urzędów. Jednocześnie posiadanie urzędu podkreślało znaczenie i rolę danego szlachcica jako świadomego obywatela i współtwórcy Pospolitej Rzeczy.

Wyrazem tęsknoty za urzędami, których przy dużej ilości szlachty zawsze brakowało, mimo rozbudowanej hierarchii urzędów, był niespotykany gdzie indziej zwyczaj przechodzenia tytułu urzędowego z ojca na syna (w przypadku braku własnego) lub nawet na wnuka. Syn starosty w takim wypadku tytułował się starościcem, córka starościanką, wnuk, jeśli i on nie doczekał się jakiegoś urzędu, zwał się starościcowiczem, a wnuczka starościcówną. Nie tylko młodzieńcy, ale i dożywający swych lat starcy, nie doczekawszy się urzędu, tytułowali siebie stolnikiewiczami czy rejentowiczami.

Wobec powyższego nie dziwi więc, że w granicach parafii Bakałarzewo (być może we dworze Suchorzec) zamieszkiwali państwo Piotr i Anna Dobrowolscy noszący tyuł skrbnika i skarbniczyni derpskiej. Choć żadnych obowiązków urzędniczych nie wykonywali, przywileje związane z tym stanowiskiem posiadali.

Z kolei w metrykach z parafii Rajgród w latach 1798-1820 pojawiają się Józef i Marianna Dobrowolscy, także skarbnik i skarbniczyna derpska. Józef swój tytuł musiał uzyskać (odziedziczyć – czyżby po Piotrze Dobrowolskim z parafii Bakałarzewskiej?) jeszcze przed rokiem 1795. Posługiwał się nim zapewne do końca życia, choć po roku 1795 żadne przywileje nie były z nim już związane wobec nieistnienia państwa polskiego.

Akt chrztu z parafii Rajgród z 14 kwietnia 1801 r., w którym odnotowano chrzestnego Józefa Dobrowolskiego, skarbnika derpskiego
Akt chrztu z parafii Rajgród z 14 kwietnia 1801 r., w którym odnotowano chrzestnego Józefa Dobrowolskiego, skarbnika derpskiego

Ciekawym pozostawiam poszukanie w Geneo urzędników innych zlikwidowanych województw, a są tacy!

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Siedem par chrzestnych

Wiadomo – jak chrzest to są i rodzice chrzestni. W tej ceremonii byli oni nawet ważniejsi niż biologiczni rodzice chrzczonego dziecka. W starszych zapisach metrykalnych, kiedy nie notowano jeszcze urodzin dzieci lecz chrzty, od czasu do czasu wskazane było imię dziecka nadane przy ceremonii oraz imiona i nazwiska rodziców chrzestnych, a brakowało imion i nazwisk rodziców biologicznych. Wybór chrzestnych nie był oczywistą czynnością.

…wybierano skrupulatnie chrzestnych rodziców, powszechnie zwanych kumami. Najczęściej w tym wyborze obowiązywały prawa, których nie należało lekceważyć. Wierzono bowiem, że życie dziecka, a nawet jego charakter, zależą od wybranych rodziców chrzestnych. Bywali więc nimi często ludzie, których szanowano. Jeszcze dziś miarę poważania stanowi na wsi dość często liczba chrześniaków. Chrzestnym mógł być ktoś z rodziny, przyjaciół, sąsiadów, znajomych. „ na kumów zapraszają (…) zwykle osoby – przytaczał O. Kolberg relacje mieszkańców Podgórza – w podeszłym będące wieku, a nawet starców, w przekonaniu, że dziecka życie w analogii zostaje z wiekiem kuma i dosięgnie przynajmniej jego wieku.” … Kiedy indziej zapraszano właśnie ludzi młodych, żeby dziecko wiele jeszcze szczęśliwych dni miało przed sobą. Dość często dbano, aby rodzice chrzestni byli zamożni, gdyż jednym z ich obowiązków było obdarowywanie chrześniaków. Mogło się zdarzyć, że prawdziwi rodzice kiedyś osierocą dziecko, wtedy dobrze, gdy kumowie nie do biednych będą należeli. Innym razem natomiast starano się odnaleźć dla dziecka jakiegoś kuma żebraka, żeby nie bogactwem ludzi się szczyciło, ale znało drogi ku zaświatom. Tak działo się wtedy, gdy dzieci w rodzinie umierały, gdy żadne z nich nie utrzymało się przy życiu. Wówczas sposobem na owo życie, jak wierzono, był właśnie kum – jakiś obcy, żebrak, którego posądzało się zawsze o kontakty z „tamtym światem”. [1]

Czasami więc, w rodzinach o wyższej świadomości społecznej, bogatszych prócz głównych rodziców chrzestnych pojawiały dodatkowe pary chrzestnych zwanych asystentami. Najczęściej była to jedna dodatkowa para. U dzieci bardziej poważanych rodziców, najczęściej wysoko urodzonych pojawiały się kolejne dwie, trzy pary chrzestnych składające się z osób znamienitych, szanowanych, bogatych.

Weryfikując chrzty z parafii Bakałarzewo z drugiej połowy XVIII wieku natrafiłem jednak na jeden chrzest (z 21 sierpnia 1775 r.), gdzie przy bakałarzewskiej chrzcielnicy stanęło aż siedem par chrzestnych! Dziecko urodziło się szlachetnym Bartłomiejowi i Pelagii z Pietkiewiczów małżonkom Janulewicz we dworze Suchorzec. Chłopcu nadano imię Bartłomiej, a rodzicami chrzestnymi byli:

1. para:

  • Józef Korsak, wielmożny, horodyniczyc
  • Katarzyna Jeziorkowska, wielmożna

2. para:

  • Karol Kwiatkowski, wielmożny, skarbnik oszmiański
  • Anna Dobrowolska, wielmożna, skarbniczyni derpska

3. para:

  • Antoni Ginett, wielmożny, skarbnik nowogrodzki
  • Katarzyna Radłowska, wielmożna

4. para:

  • Maciej Eysmont, wielmożny, podkomorzy grodzieński [2]
  • Krystyna Kobylińska, wielmożna, córka łowczego ziemi bielskiej

5. para:

  • Józef Koprowicki, szlachetnie urodzony
  • Marianna Kobylińska, wielmożna, córka łowczego ziemi bielskiej

6. para:

  • Onufry Pusłowski, wielmożny, syn podstolego ziemi rzeczyckiej[3]
  • Karolina Radłowska, szlachetnie urodzona

7. para:

  • Ludwik Skąpski, wielmożny, porucznik
  • Teresa Kordzierówna, szlachetnie urodzona

Czy los tak ochrzczonego Bartłomieja Janulewicza był mu tak przychylny jak jego chrzestnym? Drugie pytanie jakie mi się nasuwa: czy jest szansa na zidentyfikowanie pozostałych osób uczestniczących w tej ceremonii z postaciami historycznymi? Mi udało się odnaleźć tylko dwie.

 

  1. Fragment książki Anny Zadrożyńskiej – antropologa kultury, pt. „Powtarzać czas od początku, cz. II, O polskiej tradycji obrzędów ludzkiego życia”, W-wa 1985
  2. Ostatni stolnik grodzieński, działacz gospodarczy. Związany z Antonim Tyzenhausem i jego planami rozwoju.
  3. Syn Franciszka Pusłowskiego, szambelana króla Stanisława Augusta Poniatowskiego oraz podstolego rzeczyckiego.
Opublikowano Dodaj komentarz

Niewymieniona matka

Czyżby to był przykład braku szacunku dla matki, która urodziła dziecko z nieprawego łoża (illegitimi tori)? Zapisujący nie wymienił jej nawet z imienia w tej krótkiej metryce z Sejn z końca XVII wieku!

Dnia 21 [lipca roku niewiadomego] ochrzciłem dziecię [imieniem] Jerzy z nieprawego łoża. Chrzestnymi byli Jan Łabanowski i Zofia Wiszniewska z Pomorza

Na skutek tej wzgardy zapisującego (a może tylko przeoczenia) nie poznamy nazwiska dziecka…

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Trojaczki w Jaminach

Indeksując akta metrykalne zawarte w księgach urodzeń co jakiś czas można trafić na zgłoszenia urodzeń bliźniąt, a nawet trojaczków. Dawniej każdy poród wiązał się z dużym ryzykiem i nierzadko kończył się zgonem dziecka, matki lub obojga, a ich los często w dużym stopniu zależał od wiedzy i umiejętności mniej lub bardziej doświadczonych kobiet – akuszerek, zwanych babkami. Ogólnie, poziom umieralności okołoporodowej kobiet we wsiach i miastach Europy na początku XIX wieku wynosił ok. 15-17 zgonów matek na 1000 urodzeń, a poziom umieralności niemowląt kształtował się na poziomie 150-350 zgonów niemowląt na 1000 żywych urodzeń. Ok. 40-50% dzieci nie dożywało 5. roku życia.[1] W przypadku ciąż mnogich wskaźniki te były wyższe, a ryzyko komplikacji i powikłań – wielokrotnie większe. Ciąże mnogie występowały rzadko. Ogólną ocenę prawdopodobieństwa występowania ciąż mnogich u ludzi określa reguła Hellina: bliźnięta = (a) = 1:80 = 1,25% wszystkich ciąż, trojaczki = (a²) = 1:80² = 1:6400 = 0,015% wszystkich ciąż.[2] XIX-wieczne dokumenty wskazują na 2-3-procentowy udział porodów mnogich w stosunku do ogółu porodów.[1]

Urodzenia (chrzty) bliźniacze lub trojacze były różnie zapisywane w dokumentach: albo w formie jednego wspólnego, albo oddzielnych aktów. Ze względu na dużą umieralność noworodków do czasu chrztu, zdarzało się, że zapisywano tylko jedno z dzieci, tzn. to, które przeżyło (zmarłe mogły być wpisane do księgi zgonów lub w ogóle nie zostać uwzględnione).

Interesujące wpisy dotyczące narodzin trojaczków możemy odnaleźć w Księdze Urodzeń z lat 1826-1830 z parafii Jaminy. W dniu 15 sierpnia 1829 r. ks. Tadeusz Borczak chrzci trojaczki urodzone w nocy tego samego dnia. Matką jest Józefata Gruda z d. Kozłowska (ur. w 1796 r. w Czarnym Lesie). Wg ojca, Bartłomieja Grudy, który zgłasza narodziny dzieci, pierwsza, ok. 1 w nocy, urodziła się Aniela; pół godziny później – Marianna, a ok. 2 w nocy – Bartłomiej. Marianna umiera po tygodniu, a Bartłomiej dwa tygodnie później. Najsilniejsza z rodzeństwa okazuje się Aniela, która osiąga wiek dorosły i w 1849 r. wychodzi za mąż (za Piotra Kowalewskiego), rodzi sześcioro dzieci – wszystkie z ciąż pojedynczych – i umiera w wieku 70 lat w 1899 r. Poród trojaczków przeżywa też matka i cztery lata później, w 1833 r. rodzi jeszcze bliźnięta – Rozalię i Józefę. Józefata umiera w wieku 72 lat w 1868 r.

[1] Cezary Kuklo „Demografia Rzeczypospolitej przedrozbiorowej”

[2] https://pl.wikipedia.org/wiki/Ciąża_wielopłodowa

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Pudencjanna

Zindeksowałem już dziesiątki tysięcy metryk z obszaru Suwalszczyzny i Mazowsza i wydawało mi się, że zetknąłem się już ze wszelkimi możliwymi imionami męskimi i żeńskimi z obszaru dawnej Polski w okresie od XVII do XIX wieku. O! W jakim ja byłem błędzie. Aż oczy ze zdumienia przecierałem, gdy w powyższej metryce z parafii Sejny z 1692 roku natrafiłem na imię Pudencjanna.

19 października [1692 roku] ochrzciłem niemowlę [imieniem] Helena [córkę] Szymona i Małgorzaty Kajdysz z Klejw. Chrzestnymi byli urodzony Michał Jakimowicz ze szlachetną panną Pudencjanną Białozorówną.

W książce Williama Hoffmana i George’a Hellona “First Names of The Polish Commonwealth: Origins and Meanings” imię Pudencjanna w ogóle nie występuje. Pojawia się natomiast wersja tego imienia Pudencja wraz z informacją, że w Polsce cztery osoby nosiły takie imię (autorzy wykorzystali dane z 1994 roku) i odniesienie do imienia Prudencja.

Na pół miliona metryk i kilka milionów osób znajdujących się w bazie Geneo imię Pudencjanna również nie pojawia się ani razu. Bazy geneteki po imionach niestety przeszukać nie można.

Szybki research internetowy pokazał mi, że Pudencjanna to imię żeńskie pochodzenia łacińskiego, oznaczające “wyzwolona i adoptowana przez Pudencjusza”. Pudencjusz zaś to wtórny przydomek pochodzący od innego przydomka, Pudens, używanego w rodzie Klaudiuszów, a oznaczającego “skromny, obyczajny”.

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Wiżajny, rok 1691

Indeksując najstarszą księgę chrztów z parafii Sejny co jakiś czas natrafiam na różne ciekawe metryki. Niektórymi odkryciami staram się podzielić szerzej. Oto kolejne.

Źródła pisane wymieniają Wiżajny w 1606 jako miasto, choć data otrzymania praw miejskich nie jest znana. Wiadomo natomiast, że zostały one potwierdzone w 1693. W roku 1638 nadane zostały Radziwiłłom. Znaleziona w księgach sejneńskich metryka chrztu Anny Pachuckiej z 1691 roku potwierdza, że Wiżajny podówczas były miasteczkiem. Do statusu wsi zostały zdegradowane w 1870 roku.

18 lutego [1691 roku] ochrzciłem niemowlę [imieniem] Anna z rodziców Marcina Pachuckiego i Marianny Miszkowskiej z Wiżajn. Chrzestnymi byli Grzegorz Miszkiewicz i Marianna Pachucka z miasta Wiżajn.

Jest to jak dotąd najstarsza metryka jaką widziałem wzmiankująca Wiżajny.

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Lejpuny w latach 1669-1673

Mniej więcej 1,5 miesiąca indeksowałem bardzo starą księgę urodzeń z parafii Lejpuny z lat 1669-1673. Dlaczego to robiłem? Sam nie wiem! Nie mam tam przodków, żona też nie, a jednak ciągnęło mnie do tych starych zapisków. Myślę, że jednym z głównych powodów była po prostu ciekawość tego co można znaleźć w starej księdze metrykalnej pochodzącej z obszaru wschodniej, litewskiej części Suwalszczyzny. Racjonalizacją moich działań była nikła nadzieja na znalezienie przodków Bernatowiczów, którzy skądś przybyli na tereny obecnej parafii Sztabin na początku XVIII wieku. Nazwisko to nie znalazło się w indeksowanej przeze mnie księdze, ale nic nie szkodzi! Baza Geneo wzbogaci się o 650 nowych rekordów sięgających XVII wieku.

Księga była dla mnie bardzo trudna do zindeksowania. Po pierwsze pierwsze i ostatnie karty miały uszkodzone wszystkie zewnętrzne krawędzie, przez co odczytanie niektórych metryk było możliwe tylko fragmentarycznie. Niestety środkowe karty też miały uszkodzone krawędzie, choć w nieco mniejszym stopniu. Dochodzi do tego mocne zszycie całości (46 kart) powodujące niemożność odczytania tekstu znajdującego się blisko środka. Kolejną przeszkodą było użycie ołówka kopiowego zamiast atramentu do spisania znacznej części księgi. Po ponad 350 latach ślad ołówka wyblakł i rozmazał się, na skutek czego w niektórych przypadkach nie obeszło się bez stosowania programów do obróbki grafiki. Choć metryk jest “tylko” 650, przeszkody te spowodowały istotne spowolnienie w indeksacji.

Dopiero po zindeksowaniu całości materiału mogłem uzupełniać niektóre imiona, nazwiska i nazwy geograficzne identyfikując powtarzające się osoby i pary rodziców. W gruncie rzeczy, ktoś próbując zindeksować wybrane metryki miałby z nimi więcej trudności, niż ktoś kto indeksował całość księgi, przez co miał pogląd na geografię regionu i osoby go zamieszkujące.

Geography

W tamtych czasach parafia Lejpuny obejmowała znacznie większy obszar niż po synodzie diecezji Wileńskiej z 1744 r. kiedy to erygowano wiele ościennych parafii. Wprawdzie od południa i od wschodu opierała się o linię Niemna, ale sięgała znacznie dalej na północ, aż po miejscowości parafii Sereje i znacznie dalej na wschód, pokrywając częściowo tereny późniejszych parafii Wiejsieje i Kopciowo. Poniższa mapka pokazuje zasięg parafii Lejpuny w XVII wieku (brązowe pinezki) i na początku wieku XIX (czarne kółka z gwiazdkami). Nigdy wcześniej nie indeksowałem tych terenów więc trochę mi zajęło poznanie geografii tej części Suwalszczyzny. Wydatnie mi w tym pomogła Małgosia Bogdanowicz, która już dawno indeksowała późniejsze księgi z Lejpun i ościennych parafii. Dziękuję!

Znakomita większość miejscowości wymienianych w księdze istnieje do dziś, choć często pod nieco zmienionymi nazwami. Części nie udało się zidentyfikować, bo prawdopodobnie nazwy ich zostały zupełnie zmienione, zostały wchłonięte przez pobliskie miejscowości lub zupełnie zanikły na przestrzeni wieków. Należą do takich np.: Anciuszki, Andruńce, Degucie, Dziękiele, Garnie, Grygańce, Lewońce, Nierawy, Pomakrzucie, Propieście, Sausobojary, Seniłańce czy Szarkojedy. Miejscowości być może znikły, ale pozostały ślady po ich dawnych mieszkańcach w nazwiskach, np.: Garnis, Gryganis czy Propiescis.

Metryki

Chciałoby się rzec, że księga była prowadzona w języku łacińskim, ale niestety tak nie było. Niestety, bo frazy łacińskie przeplatane były z frazami polskimi, a jedne i drugie pełne były błędów ortograficznych. Ówczesny proboszcz lejpuński, ks. Eustachy, którego nazwiska nie udało mi się odczytać (przedstawia się tylko raz na pierwszej, mocno zniszczonej stronie) chyba niezbyt dobrze uważał w szkole dla kanoników. Nie powiem, że ułatwiało mi indeksację systematyczne stosowanie przez księdza w nazwiskach końcówek to polskich, to litewskich. Spowolniło mi to nieco końcową weryfikację materiału osoba po osobie. Oto kilka przykładów: Gryga/Gryganis, Mankielewicz/Mankielun, Kauszel/Kauszalis, Bołejko/Bołejkis itd.

Większość metryk zawierała następujące dane:

  • nagłówek w postaci nazwy miejscowości (w dopełniaczu dla ułatwienia)
  • Datę chrztu
  • Płeć i imię ochrzczonego dziecka
  • Father's name and surname
  • Imię matki (tylko dla dzieci nieślubnych podawano nazwisko matki)
  • Imiona i nazwiska oraz miejsce zamieszkania rodziców chrzestnych (tylko sporadycznie podawano funkcję społeczną)

Informacje są więc skąpe, ale przystępując do indeksacji nie spodziewałem się czegokolwiek więcej. Metryki chrztu spisywano według ówczesnych wytycznych kościelnych. Mimo to, można z całego materiału wyłowić poszczególne rodziny i konkretne osoby, które raz pojawiają się jako rodzice dziecka, a raz jako chrzestni przy narodzinach dzieci sąsiadów czy krewnych. W ten sposób można zbudować obraz ówczesnej społeczności.

Kilka ciekawszych metryk. W tym okresie w lejpuńskim dworze pomieszkiwał wysoki rangą urzędnik, budowniczy połocki Roman Żywult. Dwukrotnie pełni rolę ojca chrzestnego. Jemu samemu rodzi się też trójka dzieci: Piotr, Anna i Michał (w każdej z trzech metryk występuje matka o innym imieniu), a chrzestnymi są także znamienite osoby: Mikołaj Żyliński – podstarosta Mereczy, Jan Kryspin – podskarbi Wielkiego Księstwa Litewskiego, Helena Rodoszańska – z powiatu grodzeńskiego, Agnieszka Sińska – z województwa trockiego. W jednej z tych metryk chrzestną jest Zofia Nowikajcia. Podano tylko, że jest karlicą (metryka poniżej).

W XVII wieku karły przynosiły szczęście i pomyślność. Wiele wysoko postawionych osobistości otaczało się karłami, nawet królowie i królowe. Dopiero w późniejszym okresie osoby cierpiące na karłowatość utraciły swój status i stały się pośmiewiskiem dla społeczeństwa.

Co dalej?

W indeksach pozostało wiele znaków zapytania. Są jeszcze die księgi urodzeń z Lejpun z XVII wieku. Na pewno do nich wrócę. Być może część znaków zapytania zostanie zamieniona na pewną informację, ale jestem przekonany, że pojawią się kolejne niewiadome. Dla mnie indeksacja to nie jest bezmyślne przepisywanie ze skanów do excela, lecz praca detektywistyczna, poznawanie dawnej społeczności, wyciąganie wniosków z ciekawych metryk, uzupełnianie wiedzy o osobach, wydarzeniach czy zjawiskach i zachęcanie innych do tego samego 🙂

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Co tam w księdze może piszczeć

Trafiła niedawno w moje ręce księga zgonów z Augustowa z lat 1875-1882. Wraz z nią trafiły do mnie indeksy wykonane w formacie geneteki (a więc uproszczonym) przez Bartka Choroszewskiego. Moim zadaniem było przetworzenie tych indeksów do formatu JZI, weryfikacja i uzupełnienie brakujących danych. Starałem się dokładnie przeczytać każdą metrykę (a w księdze jest ich ponad 1600), poprawić co trzeba i wypisać najistotniejsze dane: daty zgonu i zgłoszenia, świadków, informacje kim była zmarła osoba oraz dane podpisującego się księdza. Na początek małe podsumowanie księgi.

Księga zgonów z Augustowa z lat 1875-1882

W księdze znajdziemy 1623 metryki spisane w języku rosyjskim przez organistę augustowskiego kościoła Franciszka Dobeckiego. Wprawdzie nigdzie nie zaznaczył swojego autorstwa księgi, ale charakter pisma kilku podpisów jakie złożył świadczy jednoznacznie, że to on pochylał się przez 8 lat nad kartami księgi. A przykładał się do swojej pracy bo pismo jest staranne i czytelne. Odczytanie zapisów nie stanowiło żadnego problemu po ponad 140 latach.

Dobecki zaczyna spisywanie księgi, gdy proboszczem jest ks. Michał Pożarowski, kanonik katedry sejneńskiej. Umiera on 17 kwietnia 1881 roku, ale jeszcze w marcu podpisuje metryki. Po nim, na krótki czas podpisywaniem zajmuje się ks. Wawrzyniec Włostowski, pełniący obowiązki urzędnika stanu cywilnego, znany później z długotrwałego pasterzowania w parafii Jaminy w latach 1886-1922. Pierwszy podpis nowego proboszcza pojawia się 25 sierpnia 1885 r. Jest nim ks. Antoni Dauksza, który pozostaje na stanowisku do końca spisywania księgi.

Parafia augustowska obejmowała Augustów, przedmieścia (Żarnowo, Biernatki, Turówkę, Białobrzegi, Uścianki, Klonownicę i Wójtowskie Włóki) oraz kilka mniejszych i bardziej odległych wiosek. Jako, że sam Augustów był tętniącym życiem miastem powiatowym, więc zawartość księgi jest bardzo ciekawa. Analizując księgę z imienia i nazwiska poznamy prócz powszechnie pojawiających się gospodarzy i wyrobników również urzędników urzędu miejskiego i powiatowego, notariusza, strażników Kanału Augustowskiego, leśników i strzelców leśnych, żołnierzy byłych i urlopowanych, siodlarzy, ślusarzy, smolarzy, szewców, pozłotnika, właścicieli domów, żandarmów, hycla, pocztowców, żebraków i żebraczki, a także kościelnych. Na tej ostatniej grupie chciałbym się tym razem skupić.

Kościelni augustowscy

Na kartach księgi łącznie pojawia się ich pięciu:

  • Jan Żukowski
  • Ignacy Draniewski
  • Marcin Kulbacki
  • Józef Maliszewski
  • Jan Leszczyński

Pojawiają się jako świadkowie zawsze w parach stanowiących różne kombinacje powyższych osób, w zależności od okresu. Uzupełniając pole „Świadkowie” zauważyłem, że pojawiają się niezwykle często i to właśnie dało mi impuls do głębszej analizy. Otóż na 1623 metryki w księdze pary kościelnych wśród świadków pojawiają się aż 437 razy! Czyli jest to 27% wszystkich metryk! Ten obraz wygląda jeszcze ciekawiej dla samego Augustowa. Na 696 zgonów mieszkańców tego miasta aż w 426 przypadkach świadkami byli kościelni (61%)! Trochę byłem zły na tych kościelnych sprzed 140 lat ?, no bo zamiast poznawać kolejnych mieszkańców miasta zgłaszających zgony, po raz setny odczytywałem te same nazwiska kościelnych. Trochę nas okradli z szerszej informacji o mieszkańcach miasta, prawda? Później zdałem sobie sprawę, że to nie ich wina, lecz raczej rodziców i rodzin zmarłych. Kościelni byli niemal zawsze pod ręką, nie trzeba było szukać świadków po rodzinie i sąsiadach. Za parę groszy dobrze spełniali swoją rolę.

No dobrze, ale skoro te same osoby spisano kilkaset razy, to może warto pochylić się nad jakąś analizą? Postanowiłem sprawdzić, jak często pojawiają się wśród świadków kościelni w zależności od wieku zmarłego. Wnioski niemal mną wstrząsnęły.

Na powyższym wykresie, który nie bez kozery zatytułowałem “Wartość życia w społeczeństwie Augustowa” widać, że następuje wyraźna dysproporcja pomiędzy zmarłymi małymi dziećmi a dorosłymi. Zgony w wieku do 8 lat aż w 80% przypadków zgłaszane były przez kościelnych, podczas gdy w metrykach zgonów osób dorosłych kościelnych wpisywano w ok. 30% przypadków. Ten przykład stanowi miarę wartości ludzkiego życia w tamtych czasach. Wartość życia dziecka istniała właściwie tylko dla rodziców. Nikt poza nimi specjalnie nie przejmował się zgonami dzieci, a zwłaszcza niemowląt. Śmierć dzieci stanowiła element codziennego życia miasta i większość ludzi przechodziła koło takich wydarzeń obojętnie. Trudno było nawet namówić kogokolwiek na zgłoszenie zgonu. Stąd korzystano z usługi kościelnych.

Sytuacja inaczej wyglądała wśród osób dorosłych. Te pełniły często istotne funkcje społeczne, miały własne rodziny, ich losem przejmowali się sąsiedzi, znajomi i przyjaciele. Na pogrzebach bywało bardzo dużo ludzi. Oczywiście nie zawsze tak było, co widać po ostatnim słupku. Najstarsze umierające osoby często były już osamotnione, stanowiące trudny do udźwignięcia ciężar w rodzinie, a nawet takie, których losem już nikt się nie przejmował – żebracy i żebraczki. Wartość życia takich osób dla lokalnej społeczności też była niewielka.

Osoby ważne dla społeczności

Na przeciwległym końcu skali były osoby bardzo ważne i szanowane w miejscowej społeczności. Gdy umierały na świadków powoływano najbardziej wykształconych i poważanych obywateli miasta. Myślę, że warto ich wymienić, bo nie było ich zbyt wielu:

  • Adam Osewski, gospodarz
  • Antoni Jaskowski, właściciel ziemski z Klimaszewicy
  • Antoni Makarewicz, ślusarz
  • Feliks Piaszczyński, właściciel domu
  • Ferdynand Leszczyński, właściciel domu
  • Franciszek Dobecki, organista
  • Franciszek Mejer, ślusarz
  • Ignacy Pilecki, gospodarz
  • Jan Świątkowski, gospodarz
  • Konstanty Zalewski, gospodarz
  • Leonard Truszkowski, obywatel
  • Leopold Grygo, mularz
  • Michał Skorupko, notariusz powiatu augustowskiego
  • Piotr Chiliński, były kasjer kasy miejskiej
  • Piotr Dyczewski , gospodarz
  • Polikarp Sobolewski, kancelista Augustowskiego Urzędu Powiatowego
  • Teofil Chełmiński, gospodarz
  • Zygmunt Pawłowski, pomocnik Naczelnika Powiatu Augustowskiego

Wszyscy oni podpisywali się bądź po polsku, bądź w języku rosyjskim.

Wiek kościelnych

Kościelni codziennie lub niemal codziennie pojawiali się w kościele, a średnio co kilka dni byli wpisywani do metryk stanu cywilnego. Byli bardzo dobrze znani proboszczowi, wikariuszom i organiście, który spisywał metryki. Wpisując ich dane organista Dobecki zawsze wpisywał wiek świadków, na podstawie którego można wyliczyć przybliżony rok urodzenia. Duża ilość danych pozwala na stworzenie ciekawego wykresu.

Co z niego wynika? Otóż początkowo budynkiem kościelnym opiekuje się para Jan Żukowski i Ignacy Draniewski. Ten drugi w pierwszej połowie 1880 roku systematycznie zastępowany jest przez Marcina Kulbackiego. Natomiast Jan Żukowski zastąpiony zostaje w funkcji kościelnego w połowie 1882 roku przez Jana Leszczyńskiego. Józef Maliszewski pojawia się tylko przez krótki czas i to sporadycznie. Czyżby nie sprawdził się w tej funkcji? ?

Ciekawie wyglądają obliczone daty urodzenia kościelnych. Mimo tego, że są to osoby bardzo dobrze znane spisującemu metryki i pojawiają się właściwie na każdej stronie księgi, to zdarzają się mu istotne pomyłki w określaniu wieku, w przypadku Marcina Kulbackiego przekraczające nawet 10 lat. Takie pomyłki zdarzają się nawet w sąsiadujących metrykach. Dla mnie zrozumiałe jest, ze jeśli osoba pojawia się na plebanii sporadycznie i spisujący ma wydedukować wiek świadka na podstawie wyglądu czy innych poszlak, o dużą pomyłkę trudno nie jest. Jednak duże pomyłki w przypadku znanych i często spisywanych osób są zastanawiające. Można jednak z dużą dozą pewności określić wiek osoby na podstawie takiej analizy. Musi być spełniony jeden warunek: indeksacja metryk powinna być bardzo rzetelnie wykonana. Do czego wszystkich zachęcam!