Opublikowano Dodaj komentarz

Cyrulik ze Zgorzelca

Okładka wspomnień Kasriela Eilendera, która wkrótce ukaże się nakładem JZI

Cyrulik ze Zgorzelca jest już trzecią redagowaną przeze mnie pozycją wydawniczą Jamińskiego Zespołu Indeksacyjnego poświęconą losom Żydów związanych z Suwalszczyzną i Augustowszczyzną. Za każdym razem praca nad podobnymi tekstami jest dla mnie czymś znacznie więcej niż zwykłym przygotowaniem książki do druku. Towarzyszy jej niezmiennie żal i smutek, gdy uświadamiam sobie ogrom tragedii, jaka podczas Zagłady dotknęła społeczność żydowską – ludzi, którzy przez pokolenia byli mieszkańcami tych samych miast i miasteczek, chodzili tymi samymi ulicami, prowadzili sklepy i warsztaty, uczyli się, pracowali, wychowywali dzieci i współtworzyli historię tego regionu.

Świat ten został niemal całkowicie unicestwiony. Wraz z ludźmi znikała pamięć o nich, a po dziesięcioleciach coraz trudniej dostrzec, jak ważną częścią przedwojennej Suwalszczyzny i Augustowszczyzny była społeczność żydowska. Dlatego tak bardzo zależy mi na tym, aby pamięć o dawnych mieszkańcach tych ziem nie została wymazana z pamięci kolejnych pokoleń. Wydawanie wspomnień, ksiąg pamięci i innych świadectw traktuję jako jeden ze sposobów przywracania im należnego miejsca w historii naszych małych ojczyzn.

Na wspomnienia Kasriela Eilendera natrafiłem właściwie przypadkiem. Podczas przygotowań do publikacji Księgi pamięci Żydów Suwałk i okolic, przeglądając materiały dostępne w Internecie, znalazłem skan jego niepublikowanego tekstu The Barber of Goerlitz. Zacząłem czytać i bardzo szybko zrozumiałem, że nie jest to materiał, który można po prostu odłożyć na później. Przeczytałem wspomnienia niemal jednym tchem.

Największe wrażenie zrobiła na mnie nie tylko skala cierpienia, którego autor doświadczył, ale przede wszystkim droga, jaką przeszedł ten bardzo młody człowiek. Z przedwojennych Suwałk, przez sowiecką okupację, Słonim i Dereczyn, getto, pracę przymusową i kolejne obozy, aż po wyzwolenie i mozolną odbudowę życia. W czasie, gdy miliony europejskich Żydów zostały zamordowane, Kasriel przeżył dzięki splotowi okoliczności, własnej zaradności, umiejętności podejmowania decyzji w najbardziej dramatycznych momentach, a czasem zapewne również szczęściu. Jego relacja jest przy tym pozbawiona patosu. Autor często opisuje nawet najbardziej tragiczne doświadczenia spokojnie i rzeczowo, co czyni jego świadectwo jeszcze bardziej przejmującym.

Już po pierwszej lekturze wiedziałem, że tekst ten zasługuje na udostępnienie polskiemu czytelnikowi, a szczególnie czytelnikom z Suwałk i całego regionu, w którym zaczęła się historia Kasriela.

Pozostawało tylko pytanie, czy będzie to możliwe.

Punktem wyjścia stał się nekrolog Kasriela Eilendera. Po krótkich poszukiwaniach udało mi się odnaleźć jego dzieci, a następnie nawiązać kontakt z synem autora Jeffreyem i córką Elizabeth. Jestem im ogromnie wdzięczny za zaufanie, jakim obdarzyli Jamiński Zespół Indeksacyjny, zgadzając się na przygotowanie polskiego wydania wspomnień ojca. Dzięki Elizabeth otrzymaliśmy również niezwykle cenne fotografie z rodzinnego archiwum Eilenderów. Zdjęcia te nadają opowieści szczególnie osobisty wymiar – pozwalają zobaczyć ludzi, którzy wcześniej istnieli dla nas jedynie jako bohaterowie zapisanej historii.

Szczególne podziękowania należą się także pani Teresie Eilender, żonie autora, która przeczytała polskie tłumaczenie książki. Jej znajomość języka polskiego, pamięć rodzinnych realiów oraz uwagi dotyczące poszczególnych fragmentów pozwoliły wychwycić miejsca wymagające korekty i lepiej oddać sens niektórych wypowiedzi autora. Jej praca była dla mnie niezwykle cenna, tym bardziej że pozwalała spojrzeć na tekst nie tylko z perspektywy redaktora, lecz także osoby blisko związanej z autorem.

Polskie wydanie nie jest jedynie tłumaczeniem wspomnień. Starałem się, aby czytelnik – zwłaszcza młodszy, dla którego wydarzenia drugiej wojny światowej są już bardzo odległą historią – mógł lepiej zrozumieć świat i okoliczności, w których rozgrywały się opisywane wydarzenia. Dlatego tekst został opatrzony licznymi przypisami redakcyjnymi, wyjaśniającymi kontekst historyczny, nazwy miejsc, instytucji i wydarzeń oraz przybliżającymi sylwetki osób pojawiających się na kartach książki. Mam nadzieję, że dzięki temu osobiste świadectwo Kasriela Eilendera stanie się również przewodnikiem po rzeczywistości, która dla współczesnego czytelnika często wymaga dodatkowego objaśnienia.

Podobnemu celowi służą ilustracje. Oprócz fotografii pochodzących z archiwum rodziny Eilenderów książkę wzbogaciłem o liczne historyczne zdjęcia przedstawiające miejsca, ludzi i wydarzenia, o których pisze autor. Chciałem, aby czytelnik mógł nie tylko przeczytać o przedwojennych Suwałkach, Słonimiu, Płaszowie, Gross-Rosen czy Föhrenwaldzie, lecz również – na tyle, na ile pozwalają zachowane materiały – zobaczyć świat, przez który prowadziła droga autora.

Oddając tę książkę w ręce Czytelników, mam nadzieję przede wszystkim na jedno: że historia Kasriela Eilendera nie pozostanie wyłącznie historią człowieka, który przeżył Zagładę. Chciałbym, aby była również opowieścią o świecie, który istniał przed nią, o ludziach wyrwanych ze swoich domów i rodzin oraz o obowiązku pamiętania o tych, którzy nie mieli możliwości pozostawienia własnego świadectwa.

Jeżeli dzięki tej książce choć kilku czytelników inaczej spojrzy na historię Suwałk i regionu, zainteresuje się losem jego dawnych żydowskich mieszkańców albo zechce dowiedzieć się o nich czegoś więcej, uznam, że praca włożona w jej przygotowanie nie poszła na marne.

Opublikowano Dodaj komentarz

Śladami suwalskich Żydów – spacer po mieście, którego już nie ma

15 sierpnia 2026 roku wybraliśmy się na spacer po Suwałkach, którego celem było odnalezienie miejsc związanych z historią żydowskich mieszkańców miasta. Dziś wiele z nich łatwo minąć, nie zdając sobie sprawy, jak ważną rolę odgrywały jeszcze niespełna sto lat temu. Tymczasem przez znaczną część XIX wieku Żydzi stanowili ponad połowę mieszkańców Suwałk, współtworząc ich życie gospodarcze, społeczne i kulturalne. Jeszcze w spisie z 1931 roku odnotowano w mieście 5811 osób wyznania mojżeszowego.

Pomysłodawczynią naszej wycieczki była Justyna Stolarska, której serdecznie dziękuję za organizację. Ze strony Jamińskiego Zespołu Indeksacyjnego uczestniczyli w niej również Sylwester Jasiński and Krzysztof Zięcina. Cała trójka przyjechała wraz ze swoimi małżonkami.

Naszym przewodnikiem został Piotr Kuczek z Biblioteki Publicznej im. Marii Konopnickiej w Suwałkach – człowiek, dla którego historia miasta nie kończy się na dokumentach i książkach. Od kilku lat jest zaangażowany w dokumentowanie i ratowanie starych suwalskich grobów. Jest pomysłodawcą projektu „Suwalski cmentarz – księgi zatrzymanego czasu”, w ramach którego powstają biogramy dawnych mieszkańców miasta, prowadzona jest ewidencja zabytkowych nagrobków, a wolontariusze porządkują opuszczone mogiły. Za działania służące zachowaniu pamięci o dawnych suwalczanach zespół pracowników biblioteki, w którym działa Piotr Kuczek, otrzymał nagrodę Miasta Suwałki w dziedzinie kultury.

Uczestnicy wycieczki przed Muzeum Okręgowym w Suwałkach
Uczestnicy wycieczki przed Muzeum Okręgowym w Suwałkach

Od szpitala do Małych Raczek

Wyruszyliśmy spod siedziby Biblioteki Publicznej. Pierwszym z miejsc przypominających o dawnej społeczności żydowskiej był zespół szpitalny przy ulicy Kościuszki. W połowie XIX wieku działały tutaj obok siebie szpitale chrześcijański i żydowski. Budynek dawnego szpitala żydowskiego przetrwał do naszych czasów i mieści dziś restaurację Karczma Polska. To jeden z przykładów charakterystycznych dla Suwałk: dawna funkcja budynku zniknęła, sam obiekt pozostał i nadal jest częścią codziennego życia miasta.

Budynki dawnego zespołu szpitalnego
Budynki dawnego zespołu szpitalnego

Kolejnym przystankiem był budynek przy Noniewicza 42, mieszczący obecnie Browar Północny. W drugiej połowie XIX wieku mieścił się tu żydowski dom starców Moszaw Zkenim, ufundowany przez suwalskiego filantropa Joszuę Buraka. Opieka nad chorymi, ubogimi i osobami starszymi była ważnym elementem działalności suwalskiej gminy i żydowskich organizacji dobroczynnych.

Budynek dawnego żydowskiego domu starców Moszaw Zkenim
Budynek dawnego żydowskiego domu starców Moszaw Zkenim

Stąd weszliśmy w obszar dawnej ulicy Jerozolimskiej, związanej z centrum żydowskiej dzielnicy Suwałk. To właśnie w tej części miasta znajdowały się liczne domy modlitwy, szkoły religijne, mykwa i najważniejsza budowla suwalskich Żydów – Wielka Synagoga. Dzielnicę tę nazywano Małymi Raczkami. Spacer dzisiejszą ulicą Noniewicza wymaga więc pewnego wysiłku wyobraźni: współczesna zabudowa w niewielkim stopniu przypomina świat, który istniał tu przed 1939 rokiem.

Wokół suwalskiej synagogi

Wielka Synagoga powstała w latach 1820–1821 i była prawdziwym centrum żydowskich Suwałk. Klasycystyczna budowla z ośmiokolumnowym portykiem dominowała nad okolicą, a wraz z sąsiednią mykwą, szkołą talmudyczną i domami modlitwy tworzyła cały kompleks religijny. Wokół niego koncentrowało się nie tylko życie duchowe – tutaj spotykano się, dyskutowano i podejmowano ważne dla wspólnoty decyzje. Synagogę zdewastowali Niemcy podczas okupacji. Po wojnie niszczała, aż w 1956 roku została rozebrana. Dziś przypomina o niej kamień pamiątkowy ustawiony w miejscu dawnej świątyni.

Tablica pamiątkowa w miejscu dawnej Wielkiej Synagogi
Tablica pamiątkowa w miejscu dawnej Wielkiej Synagogi

W bezpośrednim sąsiedztwie oglądaliśmy również budynek dawnej szkoły Talmud-Tora przy Noniewicza 25. Sama bliskość szkoły, synagogi, mykwy i domów modlitwy pokazuje, jak bardzo ta część miasta stanowiła centrum życia suwalskich Żydów.

Budynek dawnej szkoły Talmud-Tora
Budynek dawnej szkoły Talmud-Tora

Następnie przeszliśmy na ulicę Wesołą 17, gdzie zachował się budynek określany jako dawny dom rabina. Jest to jeden z tych śladów żydowskich Suwałk, które przetrwały w materialnej tkance miasta i nadal pozwalają dosłownie stanąć przed domem związanym z przedwojenną społecznością.

Dawny dom rabina
Dawny dom rabina

Dom Eilenderów i miejsce pamięci

Dla nas szczególne znaczenie miał przystanek przy Kościuszki 15 – miejscu związanym z rodziną Eilenderów. Pod tym adresem mieszkał Josef Ejlender, zajmujący się handlem drewnem. Jego syn Kasriel Eilender, urodzony w Suwałkach w 1923 roku, spisał wspomnienia opisujące przedwojenne Suwałki oraz gehennę obozów koncentracyjnych, które wkrótce zostaną wydane w języku polskim. Niestety drewniany dom Ejlenderów został wyburzony, a miejsce po nim zagospodarowano jako ogród kwiatowy.

Okładka wspomnień Kasriela Eilendera, która wkrótce ukaże się nakładem JZI
Okładka wspomnień Kasriela Eilendera, która wkrótce ukaże się nakładem JZI

Spacer zakończyliśmy w miejscu szczególnym – na suwalskim cmentarzu siedmiu wyznań. Obok siebie znajdują się tu nekropolie rzymskokatolicka, prawosławna, staroobrzędowa, luterańska, kalwińska, muzułmańska i żydowska. To chyba najbardziej czytelne świadectwo wielokulturowych Suwałk.

Żydowski kirkut przy ulicy Zarzecze założono na początku XIX wieku. Podczas wojny został zdewastowany, a po jej zakończeniu przez wiele lat pozostawał zaniedbany. Z czasem odzyskane macewy ustawiano ponownie oraz wmurowywano w otaczający cmentarz mur. Dzisiaj miejsce to, choć zachowane jedynie fragmentarycznie, pozostaje jednym z najważniejszych materialnych świadectw społeczności, która przez ponad sto lat współtworzyła Suwałki.

Kilka godzin spaceru wystarczyło, aby spojrzeć na dobrze znane ulice z zupełnie innej perspektywy. Dawny szpital, dom starców, szkoła, dom rabina, miejsce po synagodze czy zwyczajna posesja przy Kościuszki przestają być jedynie budynkami i adresami, gdy poznaje się historie ludzi, którzy byli z nimi związani. Żydowskich Suwałk w dużej mierze już nie ma, ale ich ślady nadal są obecne w przestrzeni miasta. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie ich szukać.

Serdecznie dziękujemy Piotrowi Kuczkowi, który bezinteresownie poświęcił nam swój czas, dzieląc się wiedzą, pasją i opowieściami pozwalającymi lepiej zrozumieć żydowską historię Suwałk.

Trasa wycieczki
Trasa wycieczki
Opublikowano Dodaj komentarz

Nowa koleżanka w zespole, czyli o sztucznej inteligencji w służbie historii

— Mamy nową koleżankę w zespole! — wykrzyknęła Aneta, gdy dowiedziała się o wgraniu do Geneo pierwszych indeksów zindeksowanych przez sztuczną inteligencję (AI – Artificial Intelligence). Jak to się stało? Odpowiedzi szukajcie niżej.

Cyfryzacja i udostępnianie źródeł historycznych to kluczowy element zachowania dziedzictwa kulturowego. Wiele archiwów i bibliotek na całym świecie podejmuje wysiłki, aby udostępnić swoje zbiory online, umożliwiając badaczom i pasjonatom historii dostęp do cennych dokumentów. Jednym z wyzwań, jakie niesie ze sobą cyfryzacja, jest indeksacja i transkrypcja tych dokumentów, szczególnie tych pisanych odręcznie lub w trudnych do odczytania językach. W tym artykule przyjrzymy się, jak sztuczna inteligencja może pomóc w indeksacji na przykładzie list wyborców powiatu augustowskiego z 1906 roku, analizując zarówno sukcesy, jak i trudności związane z tym procesem.

Wykorzystanie sztucznej inteligencji w indeksacji

Sztuczna inteligencja, a w szczególności modele uczenia maszynowego, mogą być wykorzystane do automatycznego rozpoznawania tekstu (OCR) i indeksowania danych z zeskanowanych dokumentów. W przypadku list wyborców powiatu augustowskiego z 1906 roku, modele te mogą analizować zeskanowane strony, rozpoznawać poszczególne litery i cyfry, a następnie przypisywać je do odpowiednich kolumn w tabeli. Dzięki temu możliwe jest szybkie i efektywne tworzenie indeksów, które ułatwiają wyszukiwanie informacji o konkretnych osobach.

Trudności i wyzwania

Mimo postępów w dziedzinie sztucznej inteligencji, indeksacja historycznych dokumentów nadal stanowi wyzwanie. W trakcie pracy nad listami wyborców powiatu augustowskiego napotkałem kilka kluczowych problemów, które znacząco utrudniały automatyzację procesu:

  • Jakość skanów i stan dokumentów – Niektóre skany, czy raczej fotokopie były niewyraźne lub zawierały uszkodzenia, co powodowało błędy w rozpoznawaniu tekstu przez OCR.
  • Różnorodność czcionek i stylów pisma – Dokumenty historyczne często zawierają teksty pisane różnymi krojami pisma, co sprawia, że modele AI mogą mieć trudności z jednolitym rozpoznawaniem liter.
  • Język rosyjski i polski – Listy zawierają nazwiska polskie, ale imiona zapisane w formie rosyjskiej. Sztuczna inteligencja musiała nie tylko poprawnie rozpoznać tekst, ale także uwzględnić transliterację (np. „Иван” na „Jan”).
  • Niejednoznaczność danych – Niektóre nazwiska miały różne warianty pisowni, a pewne imiona powtarzały się wielokrotnie w różnych konfiguracjach.
  • Błędy w odczytywaniu wartości liczbowych – Kwoty podatków wyrażone w rublach i kopiejkach czy ilość posiadanego gruntu wyrażona w dziesięcinach były trudne do odczytania, szczególnie w przypadku uszkodzeń dokumentu lub nietypowego zapisu cyfr.

Moje doświadczenia i rozwiązania

Podczas indeksowania tej listy mieszkańców Augustowa musiałem podejmować decyzje dotyczące transliteracji oraz normalizacji danych. Jednym z rozwiązań było stworzenie listy reguł zamiany imion rosyjskich na ich polskie odpowiedniki, aby ujednolicić zapis. Dodatkowo weryfikacja błędnie rozpoznanych znaków przez OCR wymagała ręcznej korekty, co znacząco wydłużało czas pracy nad dokumentami.

W przypadku problemów z rozpoznawaniem nazwisk pomocne okazało się porównywanie wyników AI z bazą znanych nazwisk z regionu. Model musiał być również dostosowany do rozpoznawania nazwisk żydowskich, które miały specyficzną pisownię.

Prompt

Kluczem do otrzymania wyników jak najbliższych oczekiwaniom jest zbudowanie odpowiedniego polecenia dla AI, zwanego promptem. Na zakończenie procesu indeksacji posługiwałem się następującym promptem:

Odczytaj tekst z załączonego pliku i przetłumacz go z języka rosyjskiego na język polski. Jest to kontynuacja spisu mieszkańców miasta Augustowa z 1906 roku. Struktura jest następująca:
numer porządkowy
nazwisko
imię
imię ojca
wysokość podatku w rublach i kopiejkach
Pokaż wynik w postaci tabelarycznej na ekranie
Lista zawiera [xxx] nazwisk i tyle nazwisk powinno być w tabeli, którą wygenerujesz. Lista nie zawiera powtórzeń. Dodatkowe wskazówki: zwróć uwagę, że to w głównej mierze spis Polaków, więc imiona powinny być podane w notacji polskiej, np. nie Iwan, tylko Jan, nie Osip tylko Józef. Imię ojca pokaż również w formie podstawowej, np. Antoni, a nie Antonow czy Antonowicz. Na liście są też osoby narodowości Żydowskiej zamieszkujący wówczas licznie Augustów.

Oczywiście nie od razu powstało takie właśnie polecenie. Dochodziłem do niego systematycznie, obserwując jakość wyników względem swoich oczekiwań.

Różne modele AI

Indeksację próbowałem wykonywać przy pomocy różnych modeli uczenia maszynowego. Wszystkie z nich w przypadku nazwisk i imion starały się porównywać odczytane teksty z własnymi bazami danych i wnioskować, czy odczytany tekst w bazie istnieje (czy jest to nazwisko spotykane w regionie, czy jest to imię występujące w bazie imion polskich czy żydowskich) i znaleźć formę jak najbliższą odczytanemu tekstowi. Wynik jest podstawiany jako odczytany tekst. Przypuszczam, ze taka formuła bardzo dobrze sprawdza się w przypadku zwykłych tekstów, ale w przypadku list, gdzie kolejne pozycje nie są powiązane z poprzednią, może sprowadzić model uczenia maszynowego na manowce.

CoPilot od Microsofta spisał się w tym względzie dość słabo. Przypuszczam, ze było bardzo dużo błędów OCR, co spowodowało błędne, wręcz przypadkowe podstawianie wielu nazwisk. Z rozmysłem używam tu słowa „przypuszczam”, gdyż nie widziałem i nie jestem w stanie zobaczyć pośrednich kroków procesu indeksacji przez AI. Przydatność listy wynikowej była bardzo mocno ograniczona i szybko zaniechałem dalszych prac z tym modelem uczenia maszynowego.

ChatGPT od OpenAI był znacznie lepszy. Imiona były odczytywane i konwertowane do polskiego czy żydowskiego odpowiednika niemal perfekcyjnie. Nazwiska wymagały nieco poprawek, ale jak zauważyłem już wcześniej było to związane głównie z nieprawidłową interpretacją znaków alfabetu rosyjskiego, zwłaszcza tych, których obecnie się nie używa. Pojawiły się natomiast inne problemy. Mianowicie ChatGPT nie radził sobie dobrze z długimi listami. W przypadku listy zawierającej powiedzmy 80 osób pierwsze 40 było indeksowanych prawidłowo, a w kolejnych pojawiało się coraz więcej błędów, a pod koniec zindeksowane teksty miały się nijak do oryginalnego zapisu. Musiałem więc dzielić skany na mniejsze, zawierające nie więcej niż 40-50 pozycji, co znacząco wydłużało proces indeksacji. Nie wspomnę o tym, że po kilku poleceniach ChatGPT zachęcał mnie do przejścia na wersję płatną lub proponował odczekanie kilkunastu godzin.

Gemini od Google okazał się najlepszy do celów indeksacji. Po pierwsze znakomicie radził sobie z całymi stronami zawierającymi ok. 150-170 osób. Po drugie znakomicie odczytywał nazwiska i liczebniki. Właściwie na całą stronę poprawiałem po 2-3 nazwiska i były to poprawki typu Mezio -> Miezio lub Maksymowski -> Maksimowski. Jednak początki z tym modelem uczenia maszynowego nie były takie różowe. Na początku (prawdopodobnie na skutek nieprawidłowego polecenia) Gemini odmówił odczytywania rosyjskich dokumentów zasłaniając się brakiem OCR dla tego języka (co oczywiście nie jest prawdą)! Gdy jakoś przebrnąłem przez tę przeszkodę Gemini odmówił indeksowania spisu wyborców pisząc: „Na razie nie mogę udzielać odpowiedzi na pytania dotyczące wyborów i polityków”. I nie przekonywały go wyjaśnienia, że to spis wyborców sprzed niemal 120 lat! Stąd w konsekwencji zamiana „spis wyborców” na „spis mieszkańców” w poleceniu wydawanemu AI.

Ogólne spostrzeżenia są takie, że aby indeksacja poprzez AI była dobra lub bardzo dobra, fotografie czy skany stron powinny być wykonane w prawidłowym oświetleniu i z dużym kontrastem, powinny być rozłożone na płasko i nieuszkodzone. W takiej sytuacji AI rodzi sobie bardzo dobrze. Czy jednak w zbiorach historycznych dokumentów można takie „ładne” strony znaleźć? Czy można skanować idealnie mając je wpięte w grube księgi? Raczej nie.

Summary

Indeksacja historycznych dokumentów za pomocą sztucznej inteligencji to obiecujące narzędzie, które może znacznie ułatwić pracę historyków i badaczy. Mimo pewnych trudności i wyzwań, postępy w dziedzinie uczenia maszynowego pozwalają na coraz dokładniejsze i efektywniejsze indeksowanie danych. Moje doświadczenia pokazują, że choć AI jest niezwykle pomocnym narzędziem, nadal wymaga nadzoru i ręcznej korekty. W miarę rozwoju technologii możemy jednak spodziewać się coraz lepszych algorytmów, które pozwolą na jeszcze sprawniejszą cyfryzację i indeksację dokumentów historycznych. Jeszcze rok czy dwa lata temu eksperymenty jakie wykonałem byłyby nie do pomyślenia. Jak będą wyglądać procesy indeksacji maszynowej za rok czy dwa? Wkrótce się dowiemy.

Myślę, że ten sposób indeksacji będzie się coraz częściej gościć w pracach JZI.

Statystyczne post scriptum

Nie byłbym sobą, gdybym nie dołożył kilku statystyk. Wziąłem pod lupę mieszkańców Augustowa płacących zwykły podatek dochodowy. W spisie wymieniono ich 871, z czego 165 (19%) to byli Żydzi, a pozostali reprezentowali pozostałe wyznania (katolicy, ewangelicy, prawosławni). Łącznie obywatele miasta odprowadzili 4153 ruble 89 kopiejek podatku, z czego 2423 rubli 65 kopiejek (58%) odprowadzili Żydzi.

Najmniejszy płacony podatek dochodowy do kasy miejskiej odprowadził Stanisław Piotrowski, syn Jana i wynosił on zaledwie 16 kopiejek! Jaka była wówczas wartość nabywcza takiej kwoty? Za tę kwotę można było kupić 8 funtów chleba lub 3 litry mleka, albo funt cukru lub 16 funtów ziemniaków. Jednym słowem niewiele. Oczywiście 16 kopiejek to kwota odprowadzanego podatku, a nie dochodów, ale Stanisław Piotrowski musiał żyć w skrajnym ubóstwie.

Za to największa kwota podatku wynosiła 284 ruble i 22 kopiejki, a więc była prawie 1800 razy wyższa od kwoty podatku najniższego. Tym najmożniejszym był Żyd Dawid Warhaftig. Nie jest on wymieniany w "Księdze pamięci Żydów Augustowskich". O rozwarstwieniu społeczeństwa najlepiej świadczy jednak mediana, która wynosiła zaledwie 1 rubel i 58 kopiejek (połowa obywateli płaciła większy podatek niż 1,58 r., a połowa mniejszy). Porównajmy teraz mediany dla ludności żydowskiej i nieżydowskiej. Mediana podatku odprowadzanego przez Żydów wynosiła 5 rubli 63 kopiejki, a przez pozostałych 1 rubel 36 kopiejek. Można więc rzec, że przeciętny Żyd był 4 razy bogatszy od przeciętnego goja. Nie zaskakuje więc to, że wśród 10 najbogatszych (odprowadzających najwyższe podatki osobiste) obywateli Augustowa było 8 Żydów i tylko 2 Polaków. Tych dziesięciu odprowadziło co czwartego rubla, który trafił do kasy miejskiej.

Być może w przyszłości wrócę do analizy tych spisów w innej płaszczyźnie, bo to bardzo ciekawa analiza lokalnego społeczeństwa.

Opublikowano Dodaj komentarz

O emigracji Emila Leona Posta i jego ojca

Dzisiaj ukazał się artykuł na temat kolejnej mało znanej w szerszych kręgach postaci pochodzącej z Augustowa. Chodzi o Żyda Emila Leona Posta – matematyka, twórcę podstaw informatyki. Napisał go prof. Kazimierz Trzęsicki w 2016 roku. Zafrapował mnie fakt, że mimo dogłębnych poszukiwań nie udało się profesorowi odnaleźć ostatecznego potwierdzenia, że Emil Leon Post pochodził rzeczywiście  z Augustowa. Jedynie w słownych przekazach samego Posta padało takie stwierdzenie. Od 2016 roku upłynęło jednak ładnych parę lat i pomyślałem, że może warto ponownie pochylić się nad tym zagadnieniem. W końcu udostępniane są kolejne zdigitalizowane materiały i dokumenty, więc szansa była. A dodatkowo lubię takie zagadki!

Zacząłem od poszukiwania dokumentów związanych z ojcem Emila, czyli Arnoldem Postem. Dość szybko udało mi się odnaleźć wniosek Arnolda o naturalizację w USA (Petition for Naturalization). Arnold Post w tym dokumencie zeznaje, że urodził się 25 stycznia 1867 r. w Suwałkach na terenie ówczesnej Rosji. Mogło chodzić rzeczywiście o Suwałki, ale mogło też chodzić o gubernię suwalską, bo i tak imigranci z zaboru rosyjskiego w skrócie deklarowali swoje miejsce urodzenia w dokumentach amerykańskich. Najistotniejsza więc była dla mnie data urodzenia. Dokument wymienia również żonę i wszystkich członków rodziny Arnolda:

  • żona Pearl Post ur. w Suwałkach (datę urodzenia pominięto)
  • i dzieci: Annie Post ur. 20 lutego 1892 r. w Suwałkach,
  • Ethel Post ur. 15 maja 1894 r. w Suwałkach,
  • Emil Post ur. 10 lutego 1897 r. w Suwałkach.

Wszyscy mieszkali podówczas Na dokumencie widnieje data 24 marca 1909 r.) w Nowym Jorku pod numerem 211 przy ulicy 117 West.

Suwałki były tu powtórzone tyle razy, że zaczynałem wątpić czy rzeczywiście rodzina pochodziła z Augustowa. Konieczne było więc odszukanie dokumentów imigracyjnych. We wniosku naturalizacyjnym znajduje się jeszcze jedna, kluczowa wręcz informacja. Cytuję: Wyemigrowałem do Stanów Zjednoczonych z Hamburga, Niemcy w dniu około 18 stycznia roku pańskiego 1903 i przybyłem do portu Nowy Jork w Stanach Zjednoczonych na statku „Auguste Victoria”.

Po szybkim sprawdzeniu historii rejsów tego statku stwierdziłem, że Arnold Post musiał przybyć do Nowego Jorku 12 dni po wypłynięciu z Hamburga, czyli 30 stycznia tamtego roku. Wystarczyło odszukać listę pasażerów przybyłych na Ellis Island tego konkretnego dnia i być może uda się rozwiązać zagadkę pochodzenia rodziny. Czytając dalej artykuł profesora zauważyłem, że dość dokładnie zbadał on wszelakie osoby przybyłe do Nowego Jorku o nazwisku Post. Założyłem więc, że Arnold Post musiał przybyć pod innym nazwiskiem a być może również innym imieniem. Mogło to być nazwisko zbyt trudne do wymówienia w języku angielskim, ale zapewne w jakimś stopniu powiązane z używanym w USA nazwiskiem Post.

Odnalazłszy listę pasażerów ze statku „Auguste Victoria” przybyłych tamtego dnia do USA cierpliwie przeszukiwałem ja wiersz po wierszu. I w pewnym momencie… bingo! Lista nr 12 str. 797 wiersz 18. Jest tam wymieniony Aron Postawelsky mający lat 35. Przybywa do swojego brata Josua Postawelskiego. Wiek się zgadza, a co istotne jako ostatnie miejsce swojego pobytu wymienia Augustowo (czyli Augustów). Imię Aron zostało więc zmienione na Arnold a nazwisko Postawelsky (Postawelski) na Post.

Gdy na początku XIX wieku Żydzi zostali zmuszeni do przybrania nazwisk dziedzicznych wielu z nich wybierało nazwisko związane np. z miejscem zamieszkania lub urodzenia. Pojawiały się nazwiska takie jak Grodzieński, Ludwinowski, Serwiański itp. Być może nazwisko Postawelski powiązane jest z miejscowością Postawy znajdującą się obecnie na północnych kresach Białorusi?

Ustalenie nazwiska było więc podstawą do dalszych poszukiwań, które dość szybko zakończyły się sukcesem. Szukając Postawelskich przybyłych do USA po 1903 roku (emigracja Arona, czyli Arnolda) a przed 1909 rokiem (wniosek o naturalizację) szybko natknąłem się na rodzinę Postów vel Postawelskich. 30 kwietnia 1904 r.  na pokładzie statku „Friedrich der Grosse” przybywa na Ellis Island rodzina składająca się z Perle (żony Arnolda) lat 36, dzieci: Channe (córka) lat 15, Esther (córka) lat 11 i Chaim (syn) lat 6. Do rodziny zalicza się również Rywka Sterling – siostra najprawdopodobniej Perle. W rubryce „Krewny do którego przybywają…” podają Arnold J. Post. Szybko więc, bo po półtora roku pobytu w USA, głowa rodziny zaczęła używać nowego imienia i nazwiska.

Wiek dzieci zgadza się z danymi podanymi przez Arona we wniosku o naturalizację. Imiona można zmapować tak: Channe -> Anne, Esther -> Ethel, Chaim -> Emil. Lista posażerów potwierdza po raz wtóry, że rodzina mieszkała w Augustowie.

Tyle udało mi się ustalić w temacie pochodzenia Emila Posta. Jeśli chodzi o jego akt urodzenia z Augustowa, to raczej się on nie znajdzie ze względu na przetrzebione przez wojenne zawieruchy dokumenty z tego miasta. Ale generalnie fajna zabawa detektywistyczna 🙂

Dokumenty imigracyjne Arnolda Posta

 

Opublikowano Dodaj komentarz

Cmentarz staroobrzędowców w Wodziłkach

Wycieczka zorganizowana przez JZI po Suwalszczyźnie, która miała miejsce ponad tydzień temu, była tak owocna, że wciąż analizuję dane zebrane podczas odwiedzin różnych fascynujących miejsc. Jednym z nich były Wodziłki, siedziba jednej z czterech parafii Wschodniego Kościoła Staroobrzędowego. Gorąco zachęcam do wyszukania informacji na temat tego odłamu prawosławia, ponieważ jego historia jest niezwykle interesująca. Pokazuje, jak przywiązanie do nawet najmniejszych symboli religijnych może wpłynąć na losy setek tysięcy ludzi.

Moje zainteresowanie staroobrzędowcami rozpoczęło się kilka lat temu, kiedy spotkałem panią Raisę Jefimow, nieżyjącą już sąsiadkę mojej teściowej. Pani Raisa pochodziła ze wsi staroobrzędowców w Gabowych Grądach koło Augustowa. Niestety, zawierucha II wojny światowej zmusiła ją jako kilkuletnią dziewczynkę do opuszczenia rodzinnej wsi wraz z matką. Resztę życia spędziła poza Gabowymi Grądami, głównie w Augustowie.

Nasze spotkanie zainspirowało mnie do stworzenia książki - wspomnień Raisy Jefimow. Dzięki współpracy ze Stowarzyszeniem JZI udało się wydać tę książkę pod tytułem „Pamiętnik z szuflady”. Publikacja ta stanowi cenne źródło informacji i refleksji na temat losów staroobrzędowców w Polsce, a także osobistych doświadczeń jednej z przedstawicielek tej społeczności.

Wracając do Wodziłek, warto wspomnieć, że jako parafia posiadają one cmentarz parafialny, znajdujący się w pobliżu molenny. Jest to niewielki cmentarz, ponieważ obecnie miejscowa molenna służy zaledwie dziesięciu rodzinom staroobrzędowców. Fotografowanie wszystkich opisanych nagrobków okazało się stosunkowo łatwe, choć ich odczytanie sprawiło już większe trudności. Większość inskrypcji (poza jedną) została wykonana w języku staro-cerkiewno-słowiańskim i wczesną cyrylicą.

Na szczęście, moja podstawowa znajomość języka rosyjskiego oraz prostota zapisów na nagrobkach pozwoliły mi na odczytanie wszystkich widocznych tekstów. W jednym przypadku musiałem jednak zwrócić się o pomoc do społeczności. Na kilku bardzo starych kamiennych nagrobkach tekst był tak zatarty, że światło słoneczne padające bezpośrednio na powierzchnię uniemożliwiało odczytanie czegokolwiek ze zdjęć. Dodatkowo, w kilku przypadkach liście zarośli lub kwiaty dekorujące pomniki zasłaniały fragmenty dat.

Planuję ponownie odwiedzić Wodziłki, nie tylko po to, aby uzupełnić braki w dokumentacji nagrobków, ale także by podziwiać zabytkową molennę, stare wiejskie zabudowania oraz piękno Suwalskiego Parku Krajobrazowego. Każda wizyta w tym miejscu to wyjątkowa okazja do zgłębiania historii staroobrzędowców oraz doświadczania uroków tego malowniczego regionu.

Ostatecznie udało mi się opisać 60 grobów, w których pochowano 94 osoby. Najstarszy zapisany pochówek pochodzi z 1919 roku, a najwcześniej urodzonymi osobami są Paweł i Tatiana Nowikowowie, którzy oboje przyszli na świat w 1855 roku. Imiona na nagrobkach pozostawiłem w oryginalnej formie, mimo że wiele z nich ma polskie odpowiedniki. Wszystkie dane dostępne są (lub za chwilę będą) w wyszukiwarce Geneo.

 

Opublikowano Dodaj komentarz

Cmentarz mariawicki w Filipowie

W ostatnią sobotę, 11 maja po raz pierwszy zawitałem do Filipowa, a konkretnie na cmentarz mariawicki położony po lewej stronie drogi wiodącej do Filipowa od Bakałarzewa, na przeciwko cmentarza katolickiego. Cmentarzyk maleńki, jako że mała była społeczność mariawitów żyjących w okolicach Filipowa. Ostatecznie naliczyłem 32 oznakowane groby i kilkanaście nieoznakowanych lub gdzie napisy są już zupełnie nieczytelne. Mimo, że cmentarz jest mały, to ku mojemu zdziwieniu doczekał się swojej strony w wikipedii. Można tam poczytać o cmentarzu, powstaniu społeczności mariawickiej w Filipowie i mariawitach w ogóle.

W każdym razie po przekroczeniu linii rozpadającego się murowanego ogrodzeniu od razu zakiełkowała we mnie myśl, by sfotografować wszystkie oznakowane nagrobki, a następnie w domowym zaciszu spisać istotne dla genealogów informacje na nich zawarte. Tak też uczyniłem i z tych 32 nagrobków spisałem 52 pochowane tam osoby. Dane są już dostępne w wyszukiwarce Geneo. Niby niewiele, ale niewielkim wysiłkiem udało się opisać wszystkich pochowanych na tym cmentarzyku, a więc zamknąć ten projekcik w kilka dni po jego otwarciu. Cmentarz powstał około 1909 roku, ale najstarszy (zidentyfikowany) pochówek jest dopiero z roku 1917. Jednak najwcześniej urodzoną osobą pochowaną na cmentarzu mariawickim jest Leon Grabowski ur. około 1851 roku. Numeracja grobów jest arbitralna. Zapraszam też do oglądnięcia zdjęć z tego cmentarza.

 

Opublikowano Dodaj komentarz

Do Dworku Brzostowskiego

Podczas ostatniego spotkania członków JZI miałem okazję odwiedzić tereny, na których położony jest dworek Karola hr. Brzostowskiego. Postać niezwykle zasłużona dla Ziemi Sztabińskiej, właściciel huty wyrobów żeliwnych i wielu innych fabryk, inicjator reformy rolnej na tym terenie.

Dworek położony jest w odległości niecałych 3 km od Kryłatki, gdzie się spotykaliśmy, a więc na tyle blisko, by dotrzeć doń piechotą. Był to całkiem przyjemny marsz - poranek był rześki, ale słoneczny i bezwietrzny. Na początku ubiegłego roku JZI, rękami głównie Zbyszka Mierzejewskiego, rozpętał całkiem solidną burzę wokół zniszczeń i dewastacji jakim dworek od lat ulega. Zbyszek zainicjował m.in. akcję zbierania podpisów pod petycją, w której apelował jako Stowarzyszenie JZI przynajmniej o należyte zabezpieczenie budowli, aby dewastacja nie postępowała dalej. Ten apel można przeczytać here. Natomiast stan dworku w tamtym czasie został utrwalony przez Tomka Chilickiego w tej galerii. W kolejnych miesiącach Wojewódzki Konserwator Zabytków w Białymstoku zarzekał się, że rozmowy z obecnym właścicielem dworku zostały podjęte i obiecano szybkie zabezpieczenie budynku. Idąc więc w kierunku zabytku chciałem sprawdzić, czy rzeczywiście coś się zadziało.

Na końcu asfaltowego odcinka głównej drogi dojazdowej od strony Podcisówka znalazł się sporych rozmiarów wał ziemny uniemożliwiający dalszy dojazd pojazdom czterokołowym. Pomyślałem: "Dobrze, że jestem pieszo!". Po sforsowaniu tej przeszkody wzrok przyciąga oficyna, już teraz zupełnie opuszczona. Jest ona jeszcze w dość przyzwoitym stanie, ale kto wie jak długo w takim pozostanie. Już szyby w oknach są powybijane, a dach pokryty jest grubą warstwą mchu.

Niestety, wchodząc dalej w zarośla wrażenia były coraz gorsze. Od tyłu, czyli od strony Podcisówka dworek wygląda gorzej niż rok temu. Folia zabezpieczająca na dachu jest mocniej rozerwana i woda opadowa swobodnie penetruje dziurawy dach.

Od wschodnie strony sytuacja jest analogiczna. Na zacienionej elewacji rozgościł się grzyb, mech i porosty. Za chwilę zacznie odpadać odsłaniając wrażliwą cegłę. Miejscami już się to dzieje.

Najgorzej sytuacja przedstawia się od północnej strony, gdzie słońce zagląda najrzadziej. Tu brzózka na dachu urosła o kolejne centymetry, odpadły kolejne połacie tynku. Wszystko pootwierane, szyby powybijane. Wokół walają się sterty śmieci...

Jeszcze przez kilkanaście minut podczas powrotu myślałem o właścicielu, który zasłaniając się skomplikowaną sytuacją majątkową nie zrobił nic, aby ratować ten piękny zabytek. O urzędnikach, którzy zaczęli działać dopiero, pod presją akcji zbierania podpisów i medialnego szumu wokół tematu. No i oczywiście o tym, że wystosowawszy odpowiednie pisma uznali, że wykonali kawał dobrej roboty. Jak tak dalej pójdzie dworek Brzostowskiego podzieli los jego huty żeliwa, huty szklanej czy fabryki maszyn rolniczych. I tylko żeliwne krzyże wykute 150-200 lat temu będą przypominać osobowość, która tak wiele zrobiła dla Ziemi Sztabińskiej, ale i te systematycznie są wymieniane na sztampowe, granitowe nagrobki. Dlaczego nie potrafimy ocalić materialnych świadectw historii? Może po prostu nie chcemy? Ech...

 

Opublikowano Jeden komentarz

Miejscowości Prus Wschodnich

Wielokrotnie podczas indeksacji dokumentów przede wszystkim metrykalnych z terenów Suwalszczyzny, spotykałem się z osobami powiązanymi z terenami Prus Wschodnich. Były to najczęściej miejsca urodzenia lub zamieszkania. W licznych przypadkach, zwłaszcza gdy wzmiankowane miejscowości leżały w głębi Prus miałem poważne trudności ze zidentyfikowaniem ich – były zapisane bądź po niemiecku, bądź miały spolszczoną nazwę niemiecką.

W takiej sytuacji radziłem sobie wyszukując podobnie brzmiącej miejscowości w Słowniku polskich nazw miejscowości w b. Prusach Wschodnich i na obszarze b. Wolnego Miasta Gdańska według stanu z 1941 r. autorstwa Władysława Chojnackiego. Słownik powstawał przez kilka lat okresu II wojny światowej i został wydany dopiero w 1946 r. Składa się z dwóch części: pierwsza obejmuje Prusy Wschodnie w granicach z 1938 r., według stanu administracyjnego z 1941 r. (z wyłączeniem 9 powiatów leżących w całości po stronie ZSRR), druga — terytorium b. Wolnego Miasta Gdańska. Powiaty przecięte linią graniczną między Polską a ZSRR autor uwzględnił w całości.

Każda z miejscowości ma nazwę niemiecką, polską oraz informacje o przynależności administracyjnej, o ile takową udało się stwierdzić. Autor pominął miejscowości o nazwach czysto niemieckich, które nigdy nie miały nazw polskich.

Mimo tych wszystkich pominięć ten słownik okazał się dla mnie najbardziej przydatną publikacją umożliwiającą identyfikację miejscowości w indeksowanych materiałach. Jednak nie zawsze w materiałach pisanych odręcznie udaje się odczytać pełny wyraz, o czym wielu indeksujących przekonało się niejednokrotnie. Mało tego, pojawiają się błędy literowe, gdyż dla zapisujących ze słuchu nazwy odległych miejsc były zupełnie obce. W konsekwencji, nawet mając pod ręką tak wspaniałe źródło jak powyższy Słownik znalezienie miejscowości tylko na podstawie fragmentu jej nazwy trwało długo, a czasem musiałem się wręcz poddać.

Postanowiłem więc, przenieść zawartość Słownika do excela. Skupiłem się na jego pierwszej części, czyli bez byłego Wolnego Miasta Gdańska. Praca zajęła kilka godzin (porządkowanie danych, poprawianie mnóstwa błędów OCR, itp.), ale było warto. Od tamtej pory gdy natrafiam na miejscowość z Prus Wschodnich, błyskawicznie udaje mi się odszukać daną miejscowość. Jednak to nie koniec.

Wielokrotnie podkreślałem, że dzieląc się pracą, udostępniając ją, przyczyniamy się do szybszego rozwoju danej dziedziny. Pomyślałem więc, że warto udostępnić tego excela, najlepiej w formie przeszukiwalnej tabeli html. Jak pomyślałem tak uczyniłem: https://jzi.org.pl/pomoce/slownik-polskich-nazw-miejscowosci-w-b-prusach-wschodnich/ Mam nadzieję, że przyda się nie tylko mi, ale również innym indeksującym, a udostępnienie przyczyni się do szybszej i dokładniejszej indeksacji dokumentów nie tylko z Suwalszczyzny.

Opublikowano Dodaj komentarz

O nazwiskach Żydów

Od jakiegoś czasu powraca dyskusja na temat nazwisk Żydów mieszkających na obszarach m.in. Suwalszczyzny, zwłaszcza w kontekście indeksacji. Spróbuję tym artykułem wyjaśnić przynajmniej część wątpliwości.

Do końca XVIII w. Żydzi nie posiadali stałych nazwisk. Niezależnie od powodów takiego stanu rzeczy, sprawiali tym samym sporo kłopotu swoim władzom zwierzchnim. W XVIII w. Żydów identyfikowano imieniem oraz patronimem z sufiksem ‑owicz, np. Hirsz Wolfowicz, Lejba Gierszonowicz itp. W podstawach tych patronimów leżą wyłącznie żydowskie imiona (w podanych przypadkach: Wolf, Gerszon). Czasami, dodatkowo lub zamiennie z patronimem do identyfikacji wykorzystywano wykonywany zawód, np. Idzko Hirszowicz krawiec, Mosze Boruchowicz szynkarz itp. Zawody dodawano zapewne z tego powodu, że liczba imion żydowskich była ograniczona i licznie pojawiały się osoby o tych samych imionach i patronimach.

Pod koniec XVIII w. nastąpiło uproszczenie powyższego zapisu, można by rzec, uwstecznienie. Zapisy wyglądały w następujący sposób: Lejzor syn Izaaka, Owsiej syn Pejsacha. Patronim zanikł zupełnie. W dalszym ciągu czasem dodawano zawód wykonywany, dla bardziej precyzyjnej identyfikacji.

Jeszcze gorzej sytuacja wyglądała w przypadku kobiet, co wynikało z ich sytuacji prawno-społecznej w owych czasach. Najczęściej kobieta występuje jako czyjaś żona, córka i jest identyfikowana wyłącznie przy pomocy imienia, np. zrodzony z Lejby Wolfowicza i Sory żony jego. Sporadycznie, najczęściej w przypadku wdów do imienia kobiety dodawano imię żyjącego lyb zmarłego męża, np. Gitla Josielowa.

Podsumowując najważniejszym elementem w identyfikacji Żydów było imię. Imię występuje zawsze, podczas gdy dodatkowe elementy identyfikacyjne są niestabilne i przeżywają różne koleje losu na przestrzeni czasu. Największe znaczenie przy nadawaniu imienia miała tradycja narodowa. Korzystano z zasobów imiennictwa starotestamentowego imion ukształtowanych na bazie leksykalnej języka hebrajskiego, aramejskiego, akadyjskiego. Tworzono również imiona jidyszowe na bazie języków europejskich, głównie niemieckiego.

Imiona biblijne występują w różnych obocznych formach fonetycznych, np. biblijne Jakub występuje także w postaci Jankiel, IcchakIzaak, MoszeMojżesz, SamuelSzmul.

W praktyce decydujące znaczenie dla upowszechnienia się nazwisk miało znalezienie się społeczności żydowskiej pod rządami nowożytnych scentralizowanych monarchii, dążących do objęcia ich swą kontrolą biurokratyczną, oraz wymogi stosowanego przez nie prawa. Edykt króla Prus z 1796 r. nakazywał Żydom przyjąć nazwiska. Komisje magistrackie nadawały Żydom nazwiska o niemieckim brzmieniu. Dochodziło przy tym do rozmaitych nadużyć; ładnie brzmiące nazwiska kosztowały znacznie więcej niż pospolite. Ubogim niejednokrotnie nadawano nazwiska ośmieszające ich lub pogardliwe. Od 1806 pracę nad tym zadaniem kontynuowała administracja polska, która – rzecz jasna – skłaniała się do nadawania nazwisk o polskim brzmieniu. Postanowienie Namiestnika Królestwa Polskiego z 27 marca 1821 r. nakazywało Żydom w ciągu sześciu miesięcy zadeklarować i udowodnić spisami ludności używane poprzednio imię i nazwisko, oraz używać ich odtąd w niezmienionej formie.

Jako najważniejsze przytaczam je poniżej:


W Imieniu Nayiaśnieyszego

ALEXANDRA I

Cesarza Wszech Rossyi

Króla Polskiego etc. etc. etc.

Xiąże Namiestnik Królewski w Radzie Stanu.

Gdy iest przyzwoitém, aby i żydzi iak inne klassy mieszkańców mieli stałe nazwiska, do czego iuż Rząd Pruski w roku 1797 pod datą 17. Kwietnia wydał stosowne urządzenie, na przełożenie Komissyi Rządowéy Spraw Wewnętrznych i Policyi stanowiemy co następuie:

Artykuł 1.

Każdy żyd w Królestwie Polskiém zamieszkały winien p przeciągu sześciu miesięcy od daty ogłoszenia ninieyszéy ustawy deklarować i udowodnić spisami ludności przed urzędem publicznym swoie imie i nazwisko iakich dotąd używał, i takowe nadal nieodmiennie używać będzie we wszystkich interessach, wraz z potomkami swemi wszelkiego stopnia, co również ściąga się do wdów tegoż wyznania, niemniey niewiast rozwiedzionych, niezamężnych, lub w separacyi będących. Ktokolwiek zaś z nich dotąd imienia i nazwiska stałego nie miał, lub udowodnić nie może, powinien oświadczyć iakie odtąd przyiąć i nadal używać będzie.

Artykuł 2.

Deklaracye takowe składane będą protokólarnie w mieście Warszawie i w miastach municypalnych przed prezydentami, w innych zaś miastach tudzież z wsiów przed Komissarzami Obwodowemi.

Artykuł 3.

Na wpisywanie podobnych deklaracyy będę osobne księgi oprawne i parafowane, które służyć maią raz na zawsze iako stały dowód nazwisk żydowskich i iako środek kontrolli w razie przestąpienia.

Artykuł 4.

Po przyięciu deklaracyi każdego żyda, będzie mu wydane z księgi urzędowe świadectwo, iakiego wolno mu iest używać nazwiska; formę tych świadectw przepisze Komissya Rządowa Spraw Wewnętrznych i Policyi.

Artykuł 5.

Po upłynnieniu sześciu miesięcy od ogłoszenia ninieyszey uchwały, nie będzie nigdzie przyięty żaden akt urzędowy z żydem ani żydówką, ieśli nie okażą właściwemu urzędowi świadectwa, o którém po wyższym artykule iest mowa.

Do przestrzegania tego przepisu są obowiązani wszyscy Urzędnicy kraiowi pod odpowiedzialnością.

Artykuł 6.

Przełożeni tak dotąd zwanych kahałów obowiązani są w swoich gminach dopilnować, aby każdy żyd w czasie artykułem 1. oznaczonym złożył deklaracyą swego nazwiska i pozyskał na to świadectwo. Gdyby bowiem w przyszłości dopuścił się iakowego nadużycia, które z nieposiadania takowego świadectwa pochodzićby miało, w tenczas, nietylko on sam, lecz i gmina podlegać będą odpowiedzialności.

Artykuł 7.

Dopełnienie ninieyszego postanowienia, które w Dzienniku Praw ma bydź umieszczone, wszystkim Komssyom Rządowym polecamy.

Działo się w Warszawie na posiedzeniu Rady Administracyinéy d. 27. Mca Marca 1821 roku.

(podpisano) Zaiączek.

Minister Spraw Wewnętrznych i Policyi

(podpisano) T. Mostowski

Radca Sekretarz Stanu Generał Brygady

(podpisano) Kossecki.

Zgodno z oryginałem.

Radca Sekretarz Stanu Generał Brygady

(podpisano) Kossecki.

Zgodno z Wypisem.

Minister Sprawiedliwości

M. Badeni.

W zastępstwie Sekretarza Jeneralnego

Szef Bióra

Antoni Podbielski

Dzień ogłoszenia d. 30. Kwietnia 1821 roku.


Żydom nadawano nazwiska o różnym brzmieniu. Często pochodziły one od miejsca pochodzenia osoby, np. Grodzieński, Kuriański, Sztabiński, od imienne, np. Jakubczak, Koplewicz, Janklewicz od Jakuba, Ajzykiewicz, Sajewicz od Izaaka, Lewiński, Lewkowicz od Lejba. Również patronimy, o których wcześniej pisałem, przekształcały się w nazwiska we współczesnym rozumieniu. np. Moszkowicz, Abramowicz. W niektórych przypadkach patronimy przybierały formy charakterystyczne dla centralnej Polski, czyli z końcówką –ski, –cki, np. Boruchowski, Nachalski itp.

Należy również pamiętać, że Żydzi nie posiadali ziemi, a zatem mogli swobodnie przemieszczać się z miejsca na miejsce. Stąd dość szybko na obszarach zaboru rosyjskiego zaczęły pojawiać się nazwiska pochodzące z Prus, z różnymi niemieckimi końcówkami, które łączone z imieniem dawały pojęcie o głowie rodziny. Dla przykładu:

  • baum (niem. Baum „drzewo”): Goldbaum (od imienia żeńskiego Golda); Nusbaum (od imienia męskiego. Nusen); Obetbaum (od imienia męskiego Obed);
  • berg (niem. Berg „góra”): Ejzenberg (od imienia Isaak); Naumberg (od imienia Naum); Goldberg (od imienia Golda); Lewinberg (od imienia Lewi);
  • feld (niem. Feld „pole”): Hirszfeld (od imienia Hirsz); Zysfeld (od imienia żeńskiego Zysa); Zytenfeld (od imienia żeńskiego Zyta);
  • sztejn/-sztajn (od niem. Stein „kamień”): Adelsztejn, Ejdelsztejn (od imienia Adel, Edel); Finkelsztajn (od imienia Finkel); Goldsztejn/Goldsztajn (od imienia Golda);

Jamiński Zespół Indeksacyjny indeksuje metryki i inne dokumenty z obszaru Suwalszczyzny – niezależnie od wyznania występujących tam osób. W naszych indeksach znajdziemy więc kilka tysięcy wpisów dotyczących Żydów, głównie z okresu 1808-1825, kiedy to w jednej księdze stanu cywilnego spisywano chronologicznie metryki niezależnie od wyznania. Pewne wątpliwości może budzić sposób indeksacji osób wyznania mojżeszowego, w związku z niestałością ich nazwisk. Na szczęście rozszerzony format indeksacji jaki przyjęliśmy ma osobną rubrykę dla nazwiska osoby głównej i nazwiska ojca. Żydowskie patronimy znakomicie się w nią wpisują. Dla ujednolicenia przyjęliśmy również zapis nazwiska patronimicznego z końcówką –owicz.

Przykładowo gdy metryka urodzenia dotyczy Izaaka syna Hirsza Wolfowicza, jako osobę urodzoną zapisujemy Izaaka Hirszowicza, a ojcem jest Hirsz Wolfowicz. Często sumariusze roczne listujące imiona i nazwiska osób z księgi błędnie podają w takim przypadku Izaaka Wolfowicza zamiast Izaaka Hirszowicza, na co chciałbym zwrócić szczególną uwagę. Dopiero nakaz ustanowienia nazwisk dziedzicznych dla Żydów zmieniał tę sytuację.

 

Opublikowano Dodaj komentarz

Akt znania z Augustowa, czyli w grupie raźniej

Nie zachowały się żadne metryki cywilne z Augustowa z lat 1808-1825, ani też żadne aneksy do aktów małżeństw z tejże gminy z tego samego okresu. Z tego powodu szczególnie cieszy fakt odkrycia aktu znania spisanego w Augustowie i włączonego do akt parafii Wigry.

Czym były akty znania? Były to urzędowe dokumenty wprowadzone w 1808 roku wraz z całym system prawnym opartym na Kodeksie Napoleona. Ówczesne przepisy prawa wymagały przedstawienia przed zawarciem małżeństwa odpisu aktu urodzenia (metryki), który stanowił podstawowy wówczas dokument identyfikujący osobę, uprawniający do podejmowania czynności prawnych, a w wypadku niemożności jego dostarczenia zarządzały konieczność sporządzenia aktu znania przez urzędnika stanu cywilnego na wniosek zainteresowanego. Brak metryki mógł być spowodowany nieodnotowaniem urodzenia w księgach metrykalnych, zniszczeniem ksiąg bądź trudnością jej uzyskania, spowodowaną znaczną odległością miejsca zamieszkania przyszłego małżonka od miejsca chrztu czy też koniecznością przekroczenia granicy między zaborami, tzw. kordonu, w celu jej pozyskania.

Przyjrzyjmy się teraz przykładowemu aktowi znania sporządzonemu w Augustowie, o którym mowa w pierwszym akapicie:

Działo się w mieście Jego Królewskiej Mości Augustowie stołecznym Powiatu Dąbrowskiego Departamencie Łomżyńskim dnia 2 grudnia 1809 o godzinie 3 po południu

Stosownie do dekretu Jego Królewskiej Mości Saskiego Księcia Warszawskiego z daty w Warszawie dnia 18 marca wedle artykułów 70 i 71 w Dzienniku Praw Dziesiątym przede mną Burmistrzem Miasta narodowego Augustowa stanęła osobiście Marianna niegdy Mateusza i żyjącej Elżbiety z Kowalewskich Pejków małżonków córka w mieście Olicie urodzona i tamże niegdy Jakubowi Pawłowiczowi zaślubiona i z tym że jako i matką żyjącą do wsi Słupia amtu parafii wigierskiej przybyła i od lat 18 tak z mężem jako i po zejściu w tejże wsi zamieszkała lat 40 wieku swego mająca wdowa dopraszała się nie mając potrzebnej do aktu ślubu metryki urodzenia swego i onej dla odległości miejsca i Kordonu Rosyjskiego wydostać nie mogąc [???] akt znania czyli wiadomości publicznej był wydany w którym to jest dwóch świadków dopełniając nakaz Prawa stawiła przede mną jako to uczciwych Walentego Surażyńskiego i Piotra Majsiewicza gospodarzów [we] wsi Słupia dobrze osiadłych mających lat wieku swego blisko 50, którzy to świadkowie osobiście stanąwszy takowe świadectwo przysięgą stwierdzić oświadczając że pomienioną Jakubową Pawłowiczową wdową przyznali iż ona dobrze jest im znajoma w mieście Olicie z niegdy Mateusza i żyjącej Elżbiety z Kowalewskich Pejków małżonków urodzona, niegdy Jakubowi Pawłowiczowi zaślubiona i z tymże jako i żyjąca matka do wsi Słupia przybyła w tejże wsi tak za życia męża jako i po zejściu lat 18 zamieszkała tak w sposobie życia swego jako i obyczajów żadnemu nie podlega podważeniu i takowe świadectwo podpisali Walenty Surażyński nieumiejętny pisma xxx Piotr Majsiewicz nieumiejętny pisma xxx Marianna Jakubowa Pawłowiczowa wdowa nieumiejętna pisma takowe świadectwo niżej podpisany Miasta Narodowego Burmistrz za wyżej wyrażoną Jakubową Pawłowiczową wdowę wydane przysiągłszy niniejszy Akt Znania czyli Wiadomości Publicznej wraz z Asesorem Miasta Augustowa pióro trzymającym podpisaliśmy Tomasz Michniewicz Burmistrz ręką własną Szymon Kazimierz Dmochowski ręką własną

Z akt znania Policji Augustowskiej wypisano i wydano Dmochowski Asesor

Takowy akt znania z godnie z prawem [???] zaświadczam Data w Augustowie dnia 3 grudnia 1809 Tadeusz Wołłowicz Notariusz Powiatu Dąbrowskiego

Sąd Pokoju Powiatu Dąbrowskiego niniejszy Akt Znania czyli Wiadomości Publicznej ze przedstawienia notariusza publicznego aprobuję – data w Augustowie dnia 3 grudnia 1809 roku M. Humnicki Podsędek Sądu Pokoju

Tutaj powodem wnioskowania o akt znania w zastępstwie metryki urodzenia była odległość obecnego miejsca zamieszkania Marianny Pawłowiczowej (wieś Słupia) od miejsca urodzenia (Olita) oraz konieczność przekroczenia granicy między zaborami w celu dotarcia do dysponenta ksiąg urodzonych w parafii Olita. Te powody bez wątpienia uzasadniały podjęcie decyzji o skorzystaniu z procedury sporządzenia aktu znania. Ten konkretny dokument sporządził burmistrz miasta Augustowa Tomasz Michniewicz ręką pisarza (asesora) Szymona Dmochowskiego. Następnie autentyczność dokumentu została potwierdzona notarialnie, a pełną moc prawną uzyskał po aprobacie Sądu Pokoju właściwego dla miejsca sporządzenia, czyli w tym wypadku Sąd Pokoju Powiatu Dąbrowskiego.

Co do drugiej części podtytułu, mimo słabej jakości dostępnego skanu, udało mi się samodzielnie odczytać znaczną część tekstu, ale nie całość. Dodatkowo, poprawki i nadpisy sprawiły, że odczytanie było utrudnione, a także w końcowej części zmieniające się style pisma (np. asesor, notariusz, podsędek). Niemniej jednak, w ostatecznej wersji, praktycznie cały dokument został skutecznie odczytany, głównie dzięki wspólnemu wysiłkowi grupy pasjonatów z JZI, a konkretnie byli to: Iwona Truszkowska, Grażyna Feltynowska, Zbyszek Mierzejewski oraz Marek Bartoszewicz. Serdeczne podziękowania należą się im wszystkim! Zawsze wierzyłem, że praca grupowa jest skuteczniejsza niż suma wysiłków jednostki, a sukces w odczytaniu tego dokumentu jest tego doskonałym przykładem.