Opublikowano Dodaj komentarz

Odkrycie Johna Rosemonda

Moim hobby jest genealogia. Przez lata budowałam drzewo rodzinne w oparciu o dokumenty i inne źródła... aż wreszcie badania weszły na wyższy poziom. Mam na myśli genealogiczne testy genetyczne.

Mam swoich ulubionych przodków – są to antenaci mojej babci, pochodzący głównie z parafii Rajgród, Bargłów i Białaszewo. Na początku XX wieku wielu mieszkańców tych okolic, w tym również krewni, wyemigrowało do Stanów Zjednoczonych. Niektórzy z ich potomków zakupili testy genetyczne, a ja – jak rasowy detektyw – badam, grzebię i próbuję ustalić, w jaki sposób jesteśmy spokrewnieni. Często Amerykanie nie wiedzą wiele o swoich przodkach, a nazwiska bywają przekręcone, co tylko komplikuje sprawę. Wówczas muszę odtworzyć ich drzewo, zidentyfikować poprawną pisownię nazwiska i – co najtrudniejsze – ustalić miejsce pochodzenia rodziny w Polsce oraz rodzaj pokrewieństwa. Nie zawsze się to udaje. Ale im więcej dzielonego DNA (mierzonego w centymorganach – cM), tym większa szansa.

W tej historii chciałabym opowiedzieć o moim odkryciu powstańca listopadowego pochodzącego z parafii Rajgród, którego udało się zidentyfikować dzięki testom DNA.

Pewnego dnia usiadłam jak zwykle przed komputerem i zaczęłam przeglądać listę wyników na Ancestry.com. Moje oko zatrzymało się na Cherie Rosemond – osoba ta dzieli z moją babcią aż 73 cM[1]. Skandal, by tak bliski krewny wciąż pozostawał niezidentyfikowany! Czas to zmienić.

Sprawa stała się nieco zagadkowa, gdy spojrzałam na szacunkowe pochodzenie etniczne Cherie. Miała jedynie śladową domieszkę Europy Wschodniej i Bałtów – co jest nietypowe dla osób z polskimi korzeniami. To sugerowało, że jej polski przodek żył dawno temu i że nie było dalszego dopływu polskiej krwi. Skąd więc Polak – i to krewny – w jej rodzinie? Przecież nasi, ci z terenów byłego zaboru rosyjskiego, emigrowali dopiero na przełomie XIX i XX wieku. Trochę wcześniej wyjeżdżali mieszkańcy zaboru pruskiego, ale to mnie nie dotyczy. Straciłam nadzieję... ale przecież to 73 cM! Warto spróbować.

Cherie nie miała nawet zbudowanego drzewa genealogicznego. Znalazłam inną osobę o nazwisku Rosemond – zapewne krewniaka – który również miał niewiele domieszki wschodnioeuropejskiej. Dzięki kilku podanym nazwiskom przodków z linii jego ojca mogłam zacząć budować drzewo. Postanowiłam pójść po najprostszej linii – nazwisku Rosemond.

Jakież było moje zdumienie, gdy cofając się pokolenie po pokoleniu, natrafiłam na Johna Rosemonda, urodzonego w Polsce! Co za niespodzianka! Ale kim był i jak znalazł się w Ameryce? To już dłuższa historia...

Nagrobek Johna Rosemonda. Findagrave.com
Nagrobek Johna Rosemonda. Findagrave.com

Na jego nagrobku widnieje napis:

Born in Poland in 1810. He took part in the great struggle for liberty of his country in 1830. Banished from his homeland he came to America in 1833 and died here in 1906.
Urodzony w Polsce w 1810 r. Brał udział w wielkiej walce o wolność swego kraju w 1830 r. Wygnany z ojczyzny przybył do Ameryki w 1833 r. i tu zmarł w 1906 r.

To jeszcze bardziej rozpaliło moją ciekawość. Daleki, lecz jednak krewny – i powstaniec listopadowy? Podczas gdy moi przodkowie to, z tego co wiem, głównie chłopi i mieszczanie. A on pochodził stąd – genetyka nie kłamie. Musi być spokrewniony. Pytanie tylko: jak?

Read More

Opublikowano Dodaj komentarz

Przodkowie Henryka Sienkiewicza w Woźnejwsi

Józef Paweł Ksawery Sienkiewicz

Józef Sienkiewicz, dziadek pisarza Henryka Sienkiewicza, przez 10 lat mieszkał w Woźnejwsi

Woźnawieś, a szczególnie jej część położona po prawej stronie rzeki Jegrzni, będąca niegdyś osadą leśną, już w XVIII wieku – a być może znacznie wcześniej, od czasu ponownego zasiedlenia po potopie szwedzkim – była miejscem zamieszkania wielu interesujących osób. Większość z nich związana była zawodowo z lasami i gospodarką leśną. Chciałbym przedstawić ich losy. Jako genealog skupię się przede wszystkim na dokumentach, głównie parafialnych, które stanowią podstawę moich badań. Planuję także opracować kilka artykułów poświęconych osobom spokrewnionym z mieszkańcami Woźnejwsi, zwłaszcza potomkom, którzy odnieśli sukcesy na emigracji – jak choćby Leon Cieciuch, śpiewak operowy, przyjaciel Ignacego Paderewskiego i twórca pierwszych audycji radiowych w języku polskim (niestety nadawanych w USA, a nie w Polsce). Jego najstarszy brat przyszedł jeszcze na świat w Polsce, właśnie w Woźnejwsi.

Na początek zajmę się opracowaniem pobytu w Woźnejwsi Józefa Sienkiewicza – dziadka pisarza i noblisty Henryka Sienkiewicza.

Józef Sienkiewicz (syn Michała i Marianny z Ługowskich, ur. w 1773 roku w grodzieńskim, stanu szlacheckiego, zm. w 1852 roku) Już jako osiemnastolatek, 1 sierpnia 1791 roku, wstąpił do wojska polskiego jako artylerzysta i wziął udział w kampanii dowodzonej przez Tadeusza Kościuszkę. Po upadku insurekcji trafił do rosyjskiej niewoli, z której został zwolniony 11 listopada 1794 roku i powrócił do domu rodzinnego. Po śmierci ojca przejął zarząd nad Goździkowem i Smogorzowem, które jednak w 1797 roku oddał, by dołączyć do tworzących się we Włoszech Legionów Polskich pod dowództwem generała Dąbrowskiego.

Po bitwie pod Marengo 14 czerwca 1797 roku, kiedy to legiony zostały rozwiązane, Józef Sienkiewicz wrócił do kraju. 28 kwietnia 1803 roku ożenił się z Anną Oborską, siostrą Leona Oborskiego, właściciela dóbr Grotki. Małżeństwo zamieszkało początkowo w Grotkach. Wkrótce urodziły się ich dzieci: Apolonia (1804), Adolf Erazm Wincenty (1805) oraz Wincenty (1807).

Syn Adolf żeni się w 1827 r. z Antonina Kosicką w miejscowości Bukówno w pobliżu Grotek.
Akt ślubu Adolfa Sienkiewicza z Antoniną Kosicką z 1827 r.

W tym okresie rodzina mieszkała w Udrzynie w powiecie ostrołęckim. Sienkiewicz, po opuszczeniu Woźnejwsi, często zmieniał miejsce zamieszkania, co da się prześledzić na podstawie zapisów w aktach parafialnych.

W 1806 roku, na wieść o organizowaniu się Legionów Polskich pod dowództwem gen. Zajączka, Józef został 2 lutego 1807 roku przywrócony do służby wojskowej w stopniu porucznika. Brał udział w potyczce pod Tczewem (23 lutego 1807 roku) oraz w oblężeniu Gdańska, gdzie został ranny 6 maja. Z tego powodu otrzymał zwolnienie ze służby wojskowej. Awansował na stopień kapitana Legionów Polskich – taki tytuł widnieje w późniejszych aktach parafialnych.

12 października 1807 roku został mianowany leśniczym Leśnictwa Rajgród i osiadł w pobliskiej osadzie leśnej – Woźnawejsi. W tamtym czasie, przed reformą administracyjną, siedziba Nadleśnictwa Rajgród znajdowała się właśnie w tej miejscowości, a nie – jak później – w Rudzie. Czasy były burzliwe: wojny napoleońskie, pokój w Tylży, powstanie Księstwa Warszawskiego. Często byli wojskowi kierowani byli wtedy do pracy w leśnictwie – podobnie stało się z Józefem Sienkiewiczem.

Read More

Opublikowano Dodaj komentarz

Oda Do Polskiego Lasu

Prezentujemy poniżej jeden z wielu wierszy Stanisława Nyki - leśniczego z Łubianki, które napisał przebywając na emigracji.

O lesie polski, zabytku piękności,
Korynckich kolumn Boży ty Kościele –
Obraz twój widzę przez mórz odległości;
Kolumny strojne w koron kapitele.

O gaje leśne pełne czaru wiosną;
W waszych pachnących ulistnionych
splotach –
Wirtuoz słowik grał pieśni radosne,
Których słuchała gwiazd ulewa złota.

O lesie wonny, twoje aromaty
Strudzonym ludziom siły przywracały,
Ty nas gościłeś owocem i kwiatem,
I gędźbą, którą twe drzewa szumiały.

Wielki nasz Adam dawno już napisał:
„Najpiękniej tylko w Polsce żaby grają” –
A czy ktokolwiek w innych lasach słyszał –
Taki śpiew ptaków, jak w Polsce śpiewają?

Opublikowano Dodaj komentarz

Dom Orłowskich

Stajnia przy domu Orłowskich, lata 20. (zdjęcie kolorowane)

Historia domu Orłowskich w Woźnejwsi

Dom Orłowskich w Woźnejwsi ma bogatą historię, ściśle związaną z dziejami leśnictwa oraz gospodarki regionu. Jego przeszłość jest dobrze udokumentowana dzięki archiwalnym spisom, mapom oraz wspomnieniom lokalnych mieszkańców.

Pierwotnie budynek pełnił funkcję leśniczówki i stanowił jeden z najbardziej charakterystycznych obiektów w Woźnejwsi. W 1893 roku został zakupiony przez Edwarda Orłowskiego, mojego dziadka, a przyległe tereny zostały przekształcone w gospodarstwo rolno-hodowlane. Orłowski wrócił do Polski z USA, ale jego najbliższa rodzina pozostała w Stanach Zjednoczonych, osiedlając się w Bayonne w stanie New Jersey.

Możliwe, że decyzja Edwarda o pozostaniu w Polsce była podyktowana jego ślubem z Katarzyną Wilgat oraz tym że jego siostra (jedyna która nie wyjechała) Paulina Orłowska po mężu Noruk juz wcześniej wyszła za mąż do Woźnejwsi za Wiktora Noruka, co mogło wpłynąć na wybór miejsca osiedlenia. Katarzyna zmarła po czterech latach małżeństwa, a wkrótce potem Edward poślubił Emilię Zawistowską, z którą miał jedenaścioro dzieci. Poświęcił się hodowli koni, w tym przeznaczonych dla wojska. Dzięki majątkowi pozostawionemu przez krewnych, którzy wyemigrowali do USA, oraz wianu wniesionemu przez jego żony, zgromadził znaczny areał ziemi, co pozwoliło mu prowadzić dochodowe gospodarstwo. Możliwe, że jego sytuacja materialna w Polsce była korzystniejsza niż perspektywy, jakie miałby jako emigrant w Stanach Zjednoczonych.

Dawna leśniczówka była strategicznie usytuowana przy głównej drodze wjazdowej do Woźnejwsi od strony Tamy. W XIX wieku stanowiła ona najważniejszą trasę prowadzącą do wsi, podczas gdy współcześnie główna droga biegnie wzdłuż jeziora Dreństwo i rzeki Jegrzni. Według spisu parafian parafii Rajgród z 1838 roku budynek znajdował się pod numerem 8.

Mapa z rozkładem zabudowań i naniesionymi nazwiskami mieszkańców wg spisu parafian z 1838 r
Mapa z rozkładem zabudowań i naniesionymi nazwiskami mieszkańców wg spisu parafian z 1838 r

Read More

Opublikowano Dodaj komentarz

O augustowskich ulicach opowieść wierszem i akwarelą

Święto mojej ulicyCzas nieuchronnie pędzi do przodu, trudno za nim podążać, jednak o pewnych zjawiskach nie można nie wspomnieć mimo jego upływu. Postanowiłam więc przybliżyć Czytelnikom wciąż do nowości należącą, ważną z mojego punktu widzenia, książkę wydaną w końcówce ubiegłego roku przez Jamiński Zespół Indeksacyjny. Opowiada ona o augustowskich ulicach, ale również i o innych miejscach grodu znad Netty, spotkanych ludziach i zaistniałych w nim sytuacjach, w tym historycznych. Mam tutaj na myśli poetycko-plastyczne wydawnictwo zatytułowane Święto mojej ulicy.

Składają się na nie dwadzieścia dwa wiersze i sześć fraszek osiemnastu poetów oraz dwanaście akwarel jednego artysty plastyka. Większość z autorów mieszka bądź mieszkało niegdyś w Augustowie i miasto jest im przynależne z urodzenia. Niektórzy przybyli do niego z innych stron i osiedlili się tutaj, a jeszcze inni znają je z odwiedzin. Dawni lub obecni augustowianie to, wymienię według alfabetu, Genowefa Balukiewicz, Irena Batura, Beata Bronakowska, Tadeusz Dawidejt, Józefa Drozdowska, Czesław Kowalewski, Celina Mieńkowska, nieżyjąca już Janina Osewska, Jan Saczko, Erazm Stefanowski, Krystyna Walicka, Piotr Waldemar Wiśniewski i Krystyna Zawadzka. W pobliżu Augustowa mieszka i często w nim przebywa Bożena Klimaszewska, zaś gośćmi w mieście nad Nettą bywali i bywają: Krystyna Gudel, Hanna Karp, Kazimierz Słomiński i Leonarda Szubzda.

Read More

Opublikowano Jeden komentarz

Kazimierowiczowie – rodzina sejneńska

„Kazimierowicz” to rzadkie nazwisko. W Polsce nosi je 361 osób, 194 kobiety i 167 mężczyzn. Najwięcej Kazimierowiczów mieszka w województwie dolnośląskim - 105, 60 osób w podlaskim, 41 w śląskim, 27 w warmińsko- mazurskim i 1 w małopolskim. Pochodzenie nazwiska jest oczywiste: Kazimierowicz to syn Kazimierza.

Źródłem moich informacji o najwcześniejszych rodzinach Kazimierowiczów są dane uzyskane z wyszukiwarki Jamińskiego Zespołu Indeksacyjnego (https://jzi.org.pl/wyszukiwarka/). Pokazuje ona, że najwięcej Kazimierowiczów pochodziło ze wsi Gniewieńszczyzna, parafia Kuźnica pod Grodnem (vide: mapa).

Linia znanych mi Kazimierowiczów przyłączonych do mojego drzewa genealogicznego przez małżeństwo Piotra, syna Józefa z Kazimierą Szczudło prowadzi do parafii Urdomin i wsi Strumbogłów (dziś: teren Litwy). To tam około 1830 roku urodził się Andrzej Kazimierowicz, syn pierwszej znanej pary- Szymona i Katarzyny Tomaszewskiej. Nie znamy okoliczności i powodów, dla których Andrzej znalazł się w okolicach Sejn.

Read More

Opublikowano Dodaj komentarz

Jaśkowa choinka

Felieton napisany sercem

Leśniczyna Krzyżykowska wraz z pomocnicą, zapracowane były „po łokcie” nad przygotowaniem wieczerzy wigilijnej i wypiekiem ciast na święta Bożego Narodzenia. Pan Krzyżykowski wraz z dziećmi ubrał choinkę, a potem wyszedł przejść się po lesie który zawsze kojąco, – serdecznie doń szeptał i gwarzył.

Dzień był mroźny, lecz słoneczny i cichy W ten Święty Dzień robotnicy nie przyszli do pracy w lesie. Zamilkł więc stuk skier na zrębach, bo każdy chciał przygotować siebie i zagrodę na święta. Leśniczy szedł zapatrzony w piękno ośnieżonego lasu, a do serca spływał mu czar święty, czar miły, jakby anioły w krąg pieśń nuciły.

Nagle, wśród leśnej ciszy usłyszał lekki stuk w zagajniku świerkowym. Krzyżykowski pospieszył w tym kierunku i wnet zobaczył, że mały chłopiec, około czternaście lat liczący zrąbywał choinkę. Na głos leśniczego przestraszył się bardzo, spodziewając się kary. Ze strachu więc zapłakał, tłumacząc, że matka wdowa nie ma pieniędzy, by drzewko kupić, a młodsza chora siostra tak bardzo nalegała żeby choinka była w ich chacie.

Leśniczy znał matkę Janka – bo takie było jego imię – która wiosną i latem pracowała w szkółkach i kulturach leśnych i wiedział, że są oni naprawdę ubodzy. Powiedziawszy tedy chłopcu, że samowolnie rąbać drzewek w lesie nie wolno, kazał mu pójść z sobą do leśniczówki. Tam, włożywszy własną złotówkę do podręcznej kasy leśnej, – wystawił asygnację na choinkę dla Janka.

Read More

Opublikowano Jeden komentarz

Emil Leon Post – współtwórca podstaw informatyki z Augustowa

Wstęp

Emil Post to wybitny logik, współtwórca podstaw informatyki teoretycznej. Jego życiorys i dokonania naukowe były przedmiotem wielu opracowań. ich autorami byli najwybitniejsi logicy i informatycy teoretycy. i właśnie dlatego, mimo, że trudno jest powiedzieć coś nowego na temat Emila Posta, kiedy chcemy mówić o żydowskich naukowcach z Podlasia, tej postaci nie wolno pominąć.

Augustów i Żydzi augustowcy

Osadnictwo w okolicach Augustowa (Ogustove [jidisz], Августов, Augustavas [litewski], Oygstova, Yagestov, Yagistov, Yagustova) datuje się na 9 tys. lat przed p.n.e. od V w. p.n.e. okolicę zasiedlały plemiona bałtyckie. W średniowieczu do czasu pokonania ich w końcu XIII w. przez Krzyżaków, byli tu Jaćwingowie. Ponowna kolonizacja okolic Augustowa ma miejsce po pokoju melneńskim w 1422 r.

Pierwsza pisana wzmianka o osadzie pochodzi z 1496 r. i dotyczy komory pobierającej myto u przeprawy rzecznej. Począwszy od 1550 r. osada rozwija się za sprawą Zygmunta Augusta, króla Rzeczpospolitej Obojga Narodów i Wielkiego Księcia Litewskiego (Szlaszyński i Makowski, 2007). Prawa miejskie (prawo magdeburskie, dokument spisano w języku staroruskim) i herb królewski oraz nazwa ,,Augustów” nadane zostały miastu 17 maja 1557 r. przez króla Zygmunta augusta. Pierwszym wójtem był Jędrzej Morzycki (Moryczki).

Read More

Opublikowano Dodaj komentarz

Wyróżnienie dla Józefy Drozdowskiej

Wierszem pt. Zawierszam zastożam pamięć w Jubileuszowym X Konkursie Literackim „Srebro nie Złoto”, organizowanym przez Stowarzyszenie Szukamy Polski i Podlaską Redakcję Seniora we współpracy z Książnicą Podlaską im. Łukasza Górnickiego w Białymstoku oraz Polskim Radiem Białystok Józefa Drozdowska z Augustowa zdobyła wyróżnienie specjalne Polskiego Radia Białystok, zaś wyróżnienia specjalne Stowarzyszenia Szukamy Polski otrzymali Krystyna Gudel z Suchowoli za wiersz Po rosie and Konrad Milanowski z Augustowa za wiersz Nic do powiedzenia.

Zawierszam zastożam* pamięć

Józefa Drozdowska

Z krainy dzieciństwa do której
coraz mi dalej niż bliżej
słyszę przeciągłe prrr!
na zakręcie
i wio na polnym gościńcu
Z pamięci wyłania się
sznur sań
Tarcie płóz o śnieg wplata się
w stękanie i chrapanie koni
i niebo ścielące się im pod kopyta
Prr wio za olszynowym lasem
za „górą” z kartoflanymi dołami
za torfownikiem na połaci kliniku
pola w Turówce
Gdzieś od ojcowskich łąk na Świderku
latem pyszniących się soczystością traw
między Nettą a Sosnówką
Prr prr bo już stękają konie i popręgi
trzeszczą powrozy a pod powęzami
granatowiejące niebo liże ściśnięte siano
I już kopią ludzie stogi
jeden drugi trzeci
A te przyciskane żerdziami do ziemi
obsiadane co chwilę przez wrony
i przedwieczorny zamróz
wierzgają na podłożu z łozin
jak narowiste konie
Pną się ku górze spalając swą energię
w łunie rozespanego słońca
Spieszą się chłopi przed nocą
by przed zawieruchą zdążyć
je zawierszyć by zimą bydłu
ulżyć w głodzie
Zastożam i ja swoją pamięć
przygodą ze spotkanym wilkiem
gdy zjeżdżając nartami
pod którymś ze stogów
ujrzeliśmy z bratem
światełka jego oczu
Siedzę w kuchni pośród półek
z wciąż pachnącej dębiny
ściętej w lesie okalającym łąkę
i przewożonej niegdyś wraz z sianem
Z kubkiem herbaty w ręku
i tulącym się do kolan kotem
spoglądam w oczy ludziom i koniom
Pamięć biegnie w głąb wilczym tropem
dalej i coraz dalej
Zastożam ją by wciąż była jasna
jak na obrazach Claude’a Moneta
gdzie malowane przez artystę stogi
wciąż w świetle nieba mówią
o pięknym trwaniu
Na ustach wschodzi pytanie
jak jeszcze długo?

* Wyrażenia „zawierszyć” i „zastożyć” podaje Zygmunt Gloger w Encyklopedii staropolskiej przy haśle „Stóg”.

Opublikowano Jeden komentarz

Historie nieprzeoczone – Sąsiedzi

Wkrótce premiera oczekiwanej książki Józefa Matyskieły pt. "Historie nieprzeoczone. Znad Biebrzy, Netty i Kanału Augustowskiego". Aby pokazać jak ciekawą pozycją jest ta publikacja, prezentujemy jeden z trzydziestu rozdziałów z tej książki pt. "Sąsiedzi". Pozostałe są równie interesujące, pełne informacji i fotografii z archiwum rodziny autora, a przede wszystkim relacji najstarszych mieszkańców regionu. Książkę można nabyć w naszym sklepie internetowym.

Mój stryj Mieczysław Matyskieła był wziętym kowalem. Swego fachu uczył się przed wojną u żydowskich kowali Chijeła i Chackiela w Sztabinie. Od imienia pierwszego z nauczycieli zawodu pochodził późniejszy przydomek stryja – „Chijeł”. Tenże Chijeł ponaglał nieraz swoją opieszałą małżonkę słowami: „Dicha, Boba!”. W miejscu dzisiejszego Banku Spółdzielczego mieszkał nieznany dziś z nazwiska krawiec.

W przedwojennym krajobrazie naszych miasteczek i wsi była obecna ludność żydowska. W Jaziewie mieszkał przedstawiciel tej znanej z doskonałej znajomości spraw finansowych i handlowych nacji. Nazywał się Lejbka. Jego żona chodząc utykała. Wynajmował on wraz z rodziną niewielki domek w małym końcu wsi, naprzeciwko posesji Ludwika Matyskieły i prowadził tam sklepik. Właściciel tego domku Kazimierz Aniszko otrzymał go wraz z 1 hektarem łąki w spadku po ciotce Grabowisze. Sąsiadem Lejbki od strony lasu był ożeniony z Władysławą Suchwałkówną Władysław Wiszniewski, mieszkający pod jednym dachem z rodziną żony. Po przyjściu Sowietów w 1939 roku Wiszniewski pełnił we wsi funkcję predsiedatiela sielsowietu. Po drugiej stronie żydowskiego interesu mieszkała – również w małym domku – rodzina Jarmoszków.

W sklepiku sprzedawano przysłowiowe „mydło i powidło”, czyli towary pierwszej potrzeby, takie jak: chleb, kajzerki, cukier, cukierki, wódkę, śledzie, sól, przyprawy, papierosy, zapałki, mydło, igły, nici, naftę, świece czy smarowidło do wozów. Dopuszczalny był też handel wymienny. Za jedno jajko można było dostać na przykład agrafkę. Co kilka dni Lejbka wyruszał po zaopatrzenie do Augustowa lub Suwałk, wioząc do miasta skupione we wsi jaja lub jakiegoś cielaka. Zaprzęgał w tym celu do furmanki „kutego na wszystkie cztery” kasztana, który latem „był na zadaniu”, czyli pasł się na pastwisku u Ludwika Matyskieły. Starsi chłopcy nieraz dla grandy przywiązywali tylne koło żelaźniaka do słupa i mimo użycia bata wóz nie mógł ruszyć.

W piątek przed szabasem sklepik był zamykany wcześniej niż zwykle. Rozpoczynając o zachodzie słońca świętowanie, Lejbka nieraz zapomniał zamknąć drzwi od środka i niejeden spóźniony klient, wchodząc tam mógł usłyszeć dochodzące z sąsiedniego pokoju słowa modlitwy, wypowiadane w niezrozumiałym i pełnym pochrząkiwań języku. Zrobiwszy kilka kroków dalej i odsłoniwszy lekko kotarę, mógł ujrzeć Żyda ubranego w czarny chałat, z jarmułką na głowie, kiwającego się jak w transie w blasku szabasowych świec, który – choćby świat miał się walić – za nic nie przerwałby swojej modlitwy.

Lejbka miał dwie córki: Dorkę i Dopkę oraz dwóch młodszych synków: Chaimka ur. w 1932 roku i nieco młodszego Berka. Młode Żydówki na początku lata przyjeżdżały ze szkół do Jaziewa na wakacje. Ich niepospolita uroda intrygowała miejscową kawalerkę. Wieczorami zbierali się gromadnie wokół sklepu i nie wiadomo, co by się stało, gdyby przezorny Żyd czym prędzej nie wywiózł córek do rodziny w mieście.

Mężczyzna w okularach to Zejdeke Merecki, sztabiński rzeźnik. Poni-żej jego siostrzenica Fejga (przeżyła Shoah) i siostrzeniec Meir (zginął w Treblince). Pozostałe osoby to dwaj niespokrewnieni mieszkańcy Jasionówki. Fotografia pochodzi z książki wydanej w języku angielskim przez siostrzeńca Zejdeke Mereckiego Berla Schustera (tytuł po polsku to „Umrę nie dziś, lecz jutro”). Fotografię udostępniła p. Joanna Ko-szycka ze Sztabina
Mężczyzna w okularach to Zejdeke Merecki, sztabiński rzeźnik. Poniżej jego siostrzenica Fejga (przeżyła Shoah) i siostrzeniec Meir (zginął w Treblince). Pozostałe osoby to dwaj niespokrewnieni mieszkańcy Jasionówki. Fotografia pochodzi z książki wydanej w języku angielskim przez siostrzeńca Zejdeke Mereckiego Berla Schustera (tytuł po polsku to „Umrę nie dziś, lecz jutro”). Fotografię udostępniła p. Joanna Koszycka ze Sztabina

Chłopcy nie chodzili jeszcze do szkoły i bardzo chętnie przebywali w sąsiedztwie u swoich polskich rówieśników. Upewniwszy się, że matka nie widzi, często zajadali się kapustą gotowaną na wieprzowinie w domu niejednego z nich.

Na pamiątkę czterdziestoletniej wędrówki z Egiptu do ziemi obiecanej obchodzono na przełomie września i października hebrajskie święto szałasów – Sukkot. Mimo jesiennego chłodu i deszczu rodzina Lejbki przeprowadzała się do skleconego z jedliny i słomy szałasu – kuczki. Spożywano tam posiłki i odprawiano modły. Miejscowe łobuzy dokuczały pobożnym Żydom, przewracając szałas lub wsuwając na tyczce wieszkę słomy do środka. Ci, za każdym razem, musieli zaczynać modlitwę od początku.

Na jakieś dwa lata przed wybuchem wojny Lejbka opuścił Jaziewo i przeniósł się z rodziną do domu zakupionego w Augustowie koło „Klęczącego Pana Jezusa”. Sklepik przejął Jan Bielawski, który handlował tam do wybuchu wojny. W pożydowskiej chatce mieszkali w czasie wojny: Kosakowski Garbaty z rodziną, Bogdanka i Suchwałczycha z trójką dzieci. Co się zaś stało z rodziną Lejbki w czasie Zagłady? W Księdze Pamięci Żydów Augustowskich, w wykazie rodzin żydowskich wysłanych z getta do Treblinki widnieje wpis: Lejb Biedak z rodziną. Jest wielce prawdopodobne, że jest to właśnie rodzina jaziowskiego sklepikarza.

W Sztabinie istniał kahał, czyli żydowska gmina. Na Rybackiej była bożnica i większość żydowskich zabudowań. Mieszkał tam też rzeźnik Zejdek Merecki, który rozwijał swój interes, dostawiając coraz to nowe budy. Wieprze i woły kupował w okolicznych wsiach, a środkiem transportu zwierząt była furmanka. W pamięci mojej mamy pozostało następujące zdarzenie:

Read More