Opublikowano Dodaj komentarz

Zapracowany ksiądz

Jako członek Jamińskiego Zespołu Indeksacyjnego indeksuję sporo ksiąg metrykalnych i weryfikuję indeksy stworzone przez innych, podobnych do mnie wolontariuszy[1]. Czasami jest to dość nużący proces – wydaje się, że kolejna metryka jest podobna do poprzedniej. Poszukuję więc motywacji do tego co robię i najczęściej znajduję ją w tym co robię.

Indeksacja JZI

Format indeksacji stosowany przez JZI, czyli wypisywania z metryki wszystkich istotnych dla genealoga informacji, włącznie z pozoru nieistotnymi, jak np. świadkowie, chrzestni, dopiski czy po prostu data sporządzenia wpisu do księgi, jest procesem czasochłonnym. Wiele osób zadaje mi pytanie, po co tak szczegółowo indeksować. Lepiej wypisać podstawowe informacje z metryki, a indeksować szybciej i więcej – argumentują. Częściowo zgadzam się z takim podejściem, ale gdy początkujący genealog zbuduje już drzewo swoich przodków i pozostanie w nim pasja badania historii rodziny, zaczyna drążyć głębiej. Zaczyna go interesować nie tylko rok urodzenia i zgonu oraz czyim dzieckiem był przodek, czy dalszy krewny, ale też czym się zajmował, jak żyli ludzie w jego wsi lub miasteczku, ile płacili za pogrzeb czy z kim ucztowali na chrzcinach czy weselach. Budujemy w ten sposób obraz świata zaginionego, często osadzonego już tylko w wyobraźni, podpartej nieco literaturą, historycznymi filmami, ale też mocno zakotwiczonego w odnalezionych dokumentach.

W tym artykule chciałbym się skupić na jednej parafii, na jednym stuleciu i na jednym aspekcie związanym z rozszerzoną indeksacją JZI. Chodzi mi mianowicie o datę wpisu aktu zgonu do księgi. Informacja pozornie nieistotna, ale można ją wykorzystać do ciekawej analizy.

Analiza

Analizę oparłem na danych z parafii Bargłów od roku 1808 do końca XIX wieku. Za ten okres istnieją wszystkie księgi zgonów i wszystkie zostały już zindeksowane w formacie JZI. Oznacza to, że z danych można wyekstrahować datę wpisu do księgi i jest zachowana ciągłość tych danych[2]. Przeanalizowałem częstość wpisów zgonów do księgi i wyraziłem ją w godzinach. Innymi słowy, jeśli danego dnia dokonano 3 wpisów, oznacza to, że wystąpiły co 8 godzin. Jeśli kolejne wpisy następowały dzień po dniu – oznaczało to, że odstęp między nimi wyniósł 24 godziny. Wiemy jednocześnie, że zapisujący metryki to też człowiek i nie pracował przez 24 godziny na dobę. Założyłem, że ksiądz mógł być aktywny i pełnić swoją posługę przez 16 godzin na dobę. A więc po normalizacji, jeśli były wykonane cztery wpisy dziennie, to oznaczało, że co 4 godziny ksiądz zapisywał zgon.

Dane wynikowe nazwałem tak jak tytuł tego artykułu, czyli „Zapracowany ksiądz”. Na wykresie przedstawiłem dane uśrednione. Dzięki uśrednieniu udało się zlikwidować kilka drobnych luk związanych z brakiem pojedynczych metryk, a także nieco wygładzić wykres. Ujemną stroną uśredniania jest utracenie faktycznych minimów, ale ogólny obraz nie został utracony.

Interpretacja danych

W jaki sposób interpretować dane? Gdy wykres zbliża się do osi poziomej, mamy do czynienia z bardzo częstymi zapisami w księdze zgonów. Jednym z logicznych uzasadnień jest wysoka umieralność w danym okresie spowodowana wybuchem epidemii na danym obszarze. Można więc prześledzić występowanie tego typu nieszczęść prześladujących lokalną społeczność na przestrzeni XIX wieku. Drugą przyczyną może być udział miejscowej ludności w konfliktach zbrojnych. Tego wątku nie chciałbym tutaj szerzej rozwijać, bo oddziały powstańcze były mobilne, a ich skład był różnorodny. Ci, którzy zginęli lub zmarli z ran chowani byli w bezimiennych mogiłach, a jako nieznani nie byli wpisywani do ksiąg metrykalnych.

Gdy wykres z kolei oddala się od osi poziomej mamy do czynienia z rzadszymi zgłoszeniami zgonów. Przyczyny mogą być co najmniej dwie. Po zakończeniu epidemii liczebność lokalnej społeczności spadła na tyle, że nawet przy typowej umieralności w liczbach bezwzględnych zgonów zgłaszano mniej. Drugą przyczyną może być czasowa nieobecność księdza na plebanii, a zgony mogły być zgłaszane z opóźnieniem, w sąsiedniej parafii lub niezgłaszane wcale[3].

Warto również zaobserwować ogólny trend. Przez większą część XIX wieku liczba ludności parafii Bargłów wzrastała, a więc wzrastała również częstość zgłoszeń zgonów. Dopiero w końcówce tego okresu stan zdrowotny społeczeństwa zaczął się nieco poprawiać i widać wyraźny spadek w częstości zgłaszania zgonów.

Epidemia cholery w 1873

Przyjrzyjmy się bliżej dekadzie 1870-1880. Rok 1873 naznaczony został epidemią cholery, która szczególnie w zaborze rosyjskim i austriackim zbierała ogromne żniwo. Na wykresie (powiększono dekadę lat 70-tych XIX wieku) wyraźnie widać, że na terenie parafii Bargłów cholera szalała we wrześniu i październiku 1873. Z analizy poszczególnych metryk za te miesiące widać, że rejestrowano nawet do 5 zgonów dziennie. Uśrednianie co prawda wygładza wykres i likwiduje tak skrajne wartości, ale minimum jest wyraźnie naznaczone. Pół roku później ilość zgonów wyraźnie spada – lokalna społeczność została już mocno przerzedzona – co pokazuje maksimum wykresu przypadające na lato następnego roku.

Co dalej?

Podobną analizę można rozszerzyć na inne parafie, które mają komplet (lub prawie komplet) ksiąg metrykalnych za badany okres. Porównując miejsca minimów wykresu da się określić przebiegi epidemii w czasie i przestrzeni – na jakim obszarze pojawiały się w pierwszej kolejności, a na jakim epidemia zakończyła śmiertelne żniwo.

Znacznie trudniejsza jest analiza w ramach jednej parafii, ale z podziałem na poszczególne wsie. Trudna ze względu na to, że niektóre wsie były małe, a zatem i ilość danych do analizy może być niereprezentatywna. Jednak dla największych wsi danej parafii taka analiza jest jak najbardziej możliwa i może dać ciekawe wnioski.

Zakończenie

Indeksacja JZI daje szerokie możliwości analizy danych dla całej parafii oraz dla całego regionu, którym się zajmujemy. Przedstawiono tu tylko jeden drobny przykład, który można dalej rozszerzać, analizując na przykład, które grupy wiekowe zostały najbardziej dotknięte epidemiami, z jakich miejscowości, jak to wpłynęło na status społeczny tych, którzy epidemię przetrwali itp.

Nieustająco zachęcamy do udziału w indeksacji oraz do dzielenia się spostrzeżeniami, które w trakcie tej pracy się pojawiają.


[1] Więcej o indeksacji i weryfikacji można przeczytać w artykule „Czym jest indeksacja akt metrykalnych

[2] Poza pojedynczymi stronami, które zostały wyrwane z ksiąg lub przez nieuwagę nie zostały sfotografowane.

[3] Zanim zaczęto zakładać przykościelne cmentarze, zmarłych grzebano w tzw. mogiłkach. Później parafianie mieli obowiązek chowania zmarłych na cmentarzach zarządzanych przez władze kościelne. Tradycja chowania na mogiłkach była kultywowana na niektórych obszarach jeszcze pod koniec XIX wieku, a jako, że była nielegalna, zmarłych pochowanych w ten sposób nie zgłaszano do ksiąg.

Opublikowano Dodaj komentarz

Księga chrztów z Augustowa z lat 1732-1745

Działo się to w czasach, gdy Żarnowo zwane było Ziarnowem, Biernatki – Bernatkami, a Szczebra – Ściebrą. Kolnica była podzielona na Małą i Wielką, a wsie takie jak Wojciech, Strękowizna, Strzelcowizna czy Sajenek były rudniami. Księga chrztów, o której mowa obejmuje lata 1732-1745, choć znajduje się w niej dosłownie kilka wpisów z lat późniejszych. Wykorzystano po prostu pozostawione miejsce.

Nie wiadomo, w którym roku metryki zostały wtórnie ponumerowane (ostatnia nosi numer 1624), ale już w późniejszym okresie wyrwano z księgi pierwszych 20 kart. Zostały niewielkie fragmenty przy wewnętrznym marginesie z fragmentarycznymi danymi, moim zdaniem bez znaczenia genealogicznego. Wandalizm dotknął 345 pierwszych metryk z tej księgi.

Na pozostałych, całych stronach znalazło się łącznie 1307 metryk. Szacując, że jeden rocznik to około 100 metryk, oryginalnie księga faktycznie rozpoczynała się najprawdopodobniej w roku 1729.

Geograficznie ówczesny obszar parafii augustowskiej był bardzo rozległy, obejmował dodatkowo tereny później powstałej parafii szczeberskiej. W tamtym okresie Szczebra może nie była najludniejszą miejscowością parafii augustowskiej, ale była siedzibą guberni szczeberskiej. Przez Szczebrę przewijały się znamienite osoby, które od czasu do czasu pojawiały się w kościele augustowskim, by podawać dziecko do chrztu. Prócz miejscowości graniczących z parafiami Bargłów i Janówka, znajdziemy tam tak odległe od Augustowa wsie, jak Danowskie, Serwy czy Gorczyca. W księdze znalazło się również całkiem sporo metryk dzieci rodzin mieszkających w ościennych parafiach: janowskiej i bargłowskiej, a także na terenie pogranicznych Prus. Ze względu na pochodzenie proboszcza Pieńkowskiego jest też kilka wpisów dotyczących ziemi wiskiej – chrzty dzieci rodziny czy przyjaciół proboszcza wizytujących Augustów.

Lata 1732-1745 to okres urzędowania trzech proboszczów:

  • Jakub Klimowicz – od początku księgi do października 1734 roku
  • Jan Reszka – od grudnia 1734 do kwietnia 1736
  • Jan Stanisław Pieńkowski – od maja 1736 do końca księgi (ostatni wpis jest ze stycznia 1745)
Jedna z metryk spisanych reką ks. Klimowicza
Jedna z metryk spisanych reką ks. Klimowicza

Proboszcz Pieńkowski urzędował na parafii znacznie dłużej, a świadczy o tym choćby późniejszy, pojedynczy wpis z 1756 roku pisany jego ręką.

Podczas nieobecności proboszczów chrztów udzielali i wpisy uzupełniali zastępcy: ks. Hilary Mariusz Klicki, miejscowy wikariusz, ks. Jan Bańkowski, augustowski proboszcz obrządku greckiego, czy proboszczowie z sąsiednich parafii, zakonnicy czy gościnnie pojawiający się hierarchowie z Sejn i Wilna.

Każdy z proboszczów miał swój charakterystyczny styl zapisywania metryk, mniej lub bardziej detaliczny. Wydaje się, że najbardziej sumienny był ks. Pieńkowski, który pisał wyraźnie z zachowaniem gramatycznej struktury zdań, a także obszernie opisywał funkcje i tytuły szlachetnych rodziców i chrzestnych. Najmniej dbający o solidność zapisów był z kolei ks. Reszka, zwłaszcza pod koniec swojej dość krótkiej kadencji. Jego wpisy były niedbałe, pisane zdawkowo i często niedokończone.

Przykłądowa metryka spisana przez ks. Reszkę
Przykłądowa metryka spisana przez ks. Reszkę

Zawarte w tej księdze metryki zawierają następujące informacje:

  • Record number
  • Miejscowość zamieszkania rodziców
  • Data chrztu
  • Imię i nazwisko księdza udzielającego chrztu
  • Imię nadane dziecku
  • Imię i nazwisko ojca, ewentualnie status społeczny czy funkcja
  • Imię i nazwisko matki, ewentualnie status społeczny
  • Imiona nazwiska, status społeczny czy funkcja chrzestnych i asystentów
Metryka z 1740 roku zapisana przez ks. Pieńkowskiego
Metryka z 1740 roku zapisana przez ks. Pieńkowskiego

Niestety nie każda metryka zawiera taki komplet informacji. Czasem brakuje podstawowych danych takich jak miejscowość (zwłaszcza przy wpisach na samej górze danej strony) czy nawet nazwisko rodzica. Najczęściej we wpisach pomijano nazwisko panieńskie matki, ale było to mocno uzależnione od urzędującego proboszcza: ks. Klimowicz – 40% pominiętych nazwisk, ks. Reszka – 21% pominiętych, ks. Pieńkowski 68% pominiętych. Mimo sporej liczby pominiętych wpisów nazwisk rodowych matek, to przy odrobinie szczęścia i uważnej analizie wszystkich wpisów dotyczących danej rodziny można w sporej części przypadków takie dane ustalić.

Na pewno pomoże w tym księga ślubów obejmująca podobny okres i ciągle czekająca na zindeksowanie.

Na koniec zadanie dla największych entuzjastów historii lokalnej i genealogii: na podstawie wpisów z tej księgi ustalić listę rodzin i osób zamieszkujących parafię augustowską, czyli spis mieszkańców parafii. Zadanie trudne, ale wykonalne, do którego potrzebny jest nie tylko entuzjazm i zacięcie, ale też mnóstwo czasu. Taka analiza byłaby jednak bezcennym przyczynkiem do poznania historii regionu.

Opublikowano Dodaj komentarz

Nowa okładka „Księgi pamięci Żydów augustowskich”

Już chyba wszyscy wiedzą, jak wygląda projekt okładki „Księgi pamięci Żydów augustowskich”. Publikowaliśmy go w wielu miejscach, aż do znudzenia. Stwierdziłem jednak, że projekt ten, o ile skutecznie nawiązuje zarówno do skromnej okładki oryginału, jak i do okładki poprzedniej księgi pamięci wydanej przez JZI (o Żydach sokólskich), to jest za mało związany z samym Augustowem. Czas więc było coś wymyślić. Jakiś augustowski akcent na okładce, inny niż tylko w tytule.

Wiele razy zatrzymywałem się przy pomniku wybudowanym na dawnym cmentarzu żydowskim w Augustowie, zastanawiając się nad smutnym losem augustowskich Żydów. Zastanawiałem się również kim są ludzie, którzy ten pomnik postawili. Teraz, dzięki zaangażowaniu w projekt tłumaczenia i wydania „Księgi pamięci Żydów augustowskich” moja wiedza na ten temat jest znacznie obszerniejsza. Pomnik ten jest najbardziej znanym dziś symbolem dawnej obecności Żydów w tym mieście i pomyślałem, że w jakiś sposób powinien zostać utrwalony na okładce książki.

Stąd graficznie niewielkie, ale moim zdaniem symbolicznie istotne zmiany w nowym projekcie okładki. Wewnętrzny obrys ornamentu odzwierciedla kształt górnej połowy pomnika. Dodatkowo w szczytowej części umieściłem wierną kopię menory (siedmioramiennego świecznika, symbolu judaizmu), która została wykuta w oryginalnym pomniku. Osobie patrzącej na okładkę projekt ma przypominać o losach Żydów Augustowskich, a jednocześnie nie powinien tracić pierwotnych powiązań z poprzednimi wydaniami ksiąg pamięci, w tym z oryginałem księgi augustowskiej.

Swoją drogą przykro jest patrzeć w jaki sposób niektórzy potraktowali pomnik postawiony na poświęconej ziemi. W wielu miejscach poobtłukiwany ciężkim narzędziem, z którym ktoś specjalnie pojawił się w tym miejscu. Stojące za nim ocalałe z cmentarza macewy pokryte są ohydnymi napisami. Pomnik przypomina o znaczeniu społeczności żydowskiej dla Augustowa, jego zniszczenia o tym, że część z nas nie wiedzieć czemu wciąż i wciąż próbuje wymazać tamtych ludzi z pamięci. Wydając „Księgę pamięci Żydów augustowskich” pokazujemy, że pamięć i wspomnienia nie są utrwalone w kamieniu, lecz w słowach. Nie będzie łatwo ich zniszczyć!

Opublikowano Jeden komentarz

Hay Family in Dowspuda Commune

Indexing of metrical record sometimes brings real surprises. Recently from Janówka parish, which covered a large part of the Dowspuda Commune.

General Count Ludwik Michał Pac, the owner of the Dowspuda estate, settled colonists there, mainly from Anglo-Saxon countries, who often called the cultivated lands and their homes in such a way that they resembled their motherland. That’s why in metrical records from Janówka Parish such places as Scotland, Hawenlok or New York could be found. Some of them survived to this day, some disappeared from maps and documents.

Janówka, June 4, 1841. A young, 22-year-old lessee of the New York colony, Jakub (Jacob) Hay, together with Józef Baranowski, a farmer from Janówka, is comming to the presbitery to inform about the death of 3-year-old Anna Abramowicz, daughter of an unmarried Katarzyna, who performs various tasks in this colony.

Rodzina Hay w Gminie Dowspuda

The name of the colony indicates that Jakub or his parents were related to New York. It is doubtful that Count Pac would take them from there. Jakub rather came from England or Scotland, but perhaps he made a trip to New York which already was a big city and made a huge impression on him. Big enough to instil this name on Polish soil.

11 years earlier, on January 25, 1830, the family and friends of Wilhelm (William) Hay come to the same presbytery: his wife Krystyna (Cristine) Renwik together with their daughter Joanna, John Dexon and Mary Hawenlock, who in a moment will become godparents of the newborn child, and Wilhelm (William) Borm, who will be the witness of this ceremony. All colonists. It was recorded that Wilhelm lived by his brother at the colony of Korytki village.

Rodzina Hay w Gminie Dowspuda

Over 130 years later, history comes full circle. In 1973, David Hay and Jolanta Kurniewicz, my mother’s cousin, are getting married in Warsaw. They settle in New York (but not this one mentioned in the vital records from Janówka? ). The family of David Hay has a documented history dating back to the 17th century and has its roots in Scotland. I wonder if there is a chance to document the blood connection between the people mentioned here. I am also wondering if there are still descendants of the Hay line in the Janówka or Raczki commune. Maybe someday it will be settled.

Top drawing: A view of Broadway (between Howard and Grand Streets) in 1840. US Library of Congress.

 

 

Opublikowano 2 Comments

Reconnaissance Reserve Squadron SPL Dęblin

Today, an unusual post about the short history of the SPL Dęblin Reserve Reconnaissance Squadron. I am writing about this unit because of cadet pilot Franciszek Bernatowicz, my wife's cousin, who served in this unit. He was born in Chicago in 1917, but his father Antoni comes from Jastrzębna in the Krasnybór parish and hence the branch's history is connected with the subject of interest of the Jamiński Indexing Team.

In 1921, the entire Bernatowicz family returned to Poland and settled in Augustów. In the following years, they moved to Grodno in search of work. Franciszek Bernatowicz has always been interested in aviation and dreamed of flying. In 1937, he enrolled at the Aviation Cadet School in Dęblin, which he was to graduate in 1940 as the 13th Promotion. These plans were interrupted by war. The promotion was accelerated and already on September 1, Franciszek was appointed a lieutenant pilot. Below is a short, covering a dozen or so days, historical outline of the unit in which Franciszek Bernatowicz fought in September 1939. His further fate is a long story, which I may someday tell.

Reconnaissance Reserve Squadron

On the night of September 6-7, 1939, Captain Observer Maksymilian Brzozowski evacuated from Dęblin (he was a lecturer at SPL Dęblin), receives at the airport Żyrzyn the order from the Head Of Aviation (via Col. Wieden) to organize a reserve squadron. It was to be formed by trained crews that would complement the the front units.

Flying crews would have been recruited from among cadets who graduated SPL Deblin after an expedited, 2-year course. The crews were supposed to consist of first 10 ranks from the Observer Training Squadron No.4 and Flying Training Squadron No.3.

Shooters (airborne) were to be chosen on an ad hoc basis from among cadets-observers or volunteers from technical staff with appropriate qualifications.

In this way Reconnaissance Reserve Squadron was formed.

Squadron Commander: Capt. Obs. M. Brzozowski

Observers: Cadets Antoni Banachowicz, Władysław Cehak, Edward Chorąży, Wiktor Dobrzański, Alojzy Dreja, Stefan Gawłl, Jan Jozepajt, Gerard Kunowski, Bronisław Kuźniar, Józef Mika - all of them from thirteenth promotion.

Pilots: Cadets Franciszek Bernatowicz, Czesław Daszuta, Kazimierz Dolicher, Bolesław Klecha, Włodzimierz Łomski, Jan Matuszkiewicz, Kazimierz Stankiewicz, Konrad Stembrowicz, Jerzy Zbierzchowski, Sergeants Instructors Jan Kowalski, Henryk Pietrzak, Leonard Pruski.

Full time squadron status: trouble here.

Kind of 7 PZL P-23A "Karaś", but according to some sources 9 or 10 (although so good that everyone agrees that there were only P-23A in this squadron).

Polski lekki bombowiec i samolot rozpoznawczy PZL-P23A „Karaś”
Polish light bomber and reconnaissance aircraft PZL-P23A "Karaś" (Crucian)

Continue reading Rezerwowa Eskadra Rozpoznawcza SPL Dęblin

Opublikowano Dodaj komentarz

Zemściła się na rywalce

Działo się to w Chicago w czasach prohibicji, rządów mafii i powszechnego dostępu do broni. W tym czasie dorastało już pierwsze pokolenie potomków emigrantów z polskich ziem, w tym również z obszaru, którym się zajmujemy. Co najmniej kilkadziesiąt osób z wielkiej rodziny Bernatowiczów mająca swoje korzenie we wsi Kunicha koło Sztabina wyjechało za chlebem do USA i osiedli głównie w Chicago i okolicach. Ci bogobojni ludzie trafili do innego świata, w którym rządził pieniądz i żądza zysku. Niektórzy pogubili się w tych realiach do tego stopnia, że ich historie trafiały na pierwsze strony gazet.

Zemściła się na rzekomej rywalce – Dziennik Chicagoski – 9 lipca 1923 roku

Anna Andracka
Anna Andracka

Przeszło rok temu Marjanna Bernatowicz oświadczyła swemu mężowi, że „zabije tę kobietę w najszczęśliwszej dla niej chwili”, kiedy Józef Bernatowicz nie chciał zerwać przyjacielskich stosunków z Anną Andracką. Bernatowiczowi dotrzymała swego przyrzeczenia i w sobotę rano zabiła rzekomą rywalkę, gdy ta wsiadała do tramwaju na rogu 28 i Halsted Street.

Przed pociągnięciem cyngla zabójczej broni, Bernatowiczowa zakrzykła: „Złodziejko, męża mi ukradłaś a ja…”

Nastąpił strzał i Andracka, śmiertelnie raniona, osunęła się na ziemię nieprzytomna.

Świadkowie zabójstwa przywołali ambulans, a zabójczyni odezwała się do policji, że cieszy się z tego co zrobiła. Gdyż przez to zakończyła swe cierpienia.

W kilka godzin po tem przysięgli przy koronerze przekazali ją ławie przysięgłych, oskarżając Bernatowiczową o morderstwo, a ta nawet już w więzieniu będąc cieszyła się, że „cierpienia jej skończyły się”.

Michalina Bernatowicz
Morderczyni Michalina Bernatowicz

Natychmiast po strzelaninie Bernatowiczowi zabrana została na stację policyjną przy Deering Street, gdzie opowiedziała porucznikowi Dubachowi o powodach, które ją popchnęły do morderstwa.

Z zeznań jej wykazuje się, że Józef Bernatowicz zapoznał się z Andracką dwa lata temu w domu swej siostry Ewy Matczak zamieszkałej przy narożniku 31 i Morgan Street, a od tego czasu miał z nią urządzać schadzki i kupować Andrackiej najrozmaitsze podarki.

Syn chciał odebrać jej broń

W sobotę rano Bernatowiczowa wyszła ze swym dziewiętnastoletnim synem Janem z domu i czekała przy 28 i Halsted Street na ukazanie się Andrackiej, która o tym czasie zwykle zdążała do pracy.

Jan Bernatowicz
Jan Bernatowicz, był z matką w chwili morderstwa

Jan, podejrzewając, że coś złego ma się dziać, chciał odebrać matce rewolwer, ale ta odepchnęła syna i skierowała broń do rzekomej rywalki, kiedy ta wchodziła na stopień tramwajowy, strzelając do Andrackiej. Ta śmiertelnie ranna osunęła się na ziemię. Przywołano natychmiast ambulans, którym zabrano Andracką do szpitala „Peoples”, ale ta w drodze zmarła.

Bernatowicz, lat 40, organizator unji pod nazwą „Brotherhod of Railway Carmen of America” został aresztowany w swoim domu pod numerem 9902 S. Park avenue. Zeznał on, że winną wszystkiemu jest jego teściowa, gdyż stosunki jego z Andracką były tylko przyjacielskie. Miała ona rzekomo pracować jako służąca w domu Bernatowiczów w Polsce około 25 lat temu i wtedy ją też Bernatowicz poznał.

Syn miał mu grozić

Bernatowicz zeznał, iż kilkakrotnie przedtem, syn jego Jan miał mu grozić śmiercią.

O niego wszystko poszło: Józef Bernatowicz

Andracki zeznał podczas badań, że Bernatowiczowi kilkukrotnie telefonowała mu, iż żona jego zabawia się z Bernatowiczem, lecz temu Andracka zawsze przeczyła.

Z dalszych jego zeznań okazało się, że Bernatowiczowa miała mu powiedzieć, iż sama zajmie się tą sprawą jeśli Andracki nie zechce. Wtedy ten miał jej powiedzieć, aby „robiła co jej się podoba”, gdyż sam nie może nic poradzić.

 

Andracka zamieszkiwała przy 2807 S. Union Avenue, i jak sąsiedzi zeznali cieszyła się dobrą opinją, jako wzorowa i oszczędna żona.

Bernatowiczowa, która jest matką czworga dzieci, skarżyła się w zeznaniu wczoraj, iż nie myślała o zabójstwie, lecz uczyniła to, gdyż mąż nie dawał jej na utrzymanie, tak że dzieci i sama przymierały głodem, a przytem miał on maltretować wszystkich w domu.