Posted on Leave a comment

Repatriacja

10 kwietnia 2009 spisałem wspomnienie świętej pamięci Kazimierza Bernatowicza na temat repatriacji z obszarów Polski, które po II Wojnie Światowej przypadły Białorusi. W latach trzydziestych rodzina przeprowadziła się z Augustowa do Grodna. Tam przetrwali całą wojnę – najpierw okupację sowiecką, potem niemiecką, następnie wyzwolenie. Po ustaleniu nowych granic Polski na wschodzie masy ludności przemieszczały się z Kresów na tzw. Ziemie Odzyskane, w tym również obszar Prus Wschodnich. Niektóre wspomnienia Kazimierza Bernatowicza są trochę nieskładne. Już wtedy chorował i o ile pamięć długoterminowa mu raczej nie szwankowała, to miał kłopoty z ubraniem wspomnień w odpowiednie słowa i zdania. Mimo to uważam, że te wspomnienia, choć krótkie i zdawkowe, oddają ducha pierwszego powojennego roku: trudów repatriacji,  scalania rodzin, starań o ułożenie sobie życia. Spisałem je bez upiększania, bez fabularyzowania, bez domysłów.

Bezpośrednio po wojnie Antoni Bernatowicz[1] wraz z rodziną zatrzymał się w Jasionówce koło Dąbrowy Białostockiej u Owsiejków. Owsiejkowie byli podobno jakimiś dalekimi krewnymi. Była to dobrze sytuowana rodzina posiadająca murowany wiatrak, w którym produkowano mąkę na lokalne potrzeby. Zatrudnił się u nich Hieronim. Tam też pojawił się Czesław, który rozpytując trafił w końcu do Owsiejków. Wracał z niemieckiej niewoli.

Wkrótce rodzina przeniosła się z Jesionowa do punktu repatriacyjnego w Sokółce. Tam oczekiwali mniej więcej miesiąc na rozkaz repatriacji i transport kolejowy. Cała rodzina czekała przez ten czas bezpośrednio na dworcu kolejowym w Sokółce. Głównym posiłkiem była zalewajka robiona na żytniej mące. Mąka była słabo odsiana od plew, które bardzo kłuły w usta. Zupa przygotowywana była we wspólnym kotle dla wszystkich oczekujących repatriantów.

Antoni nawiązał kontakt z krewnym Dzietczykiem w Mażach, który powiedział, że jest tam wolny dom. Rodzina Bernatowiczów została w końcu przetransportowana ciężarówką do Mażów. To było jesienią.

Stanisław Kasprzyk podczas wojny pracował jako parobek, na zasadzie przymusu, u niemieckich gospodarzy. Gdy Ci uciekli do Niemiec zajął gospodarstwo po swoich chlebodawcach. Dzietczykowie z kolei zajęli najlepszy dom w Mażach. Mieli więc gdzie przenocować Bernatowiczów.

Pierwszy dom Antoniego Bernatowicza po wojnie - Maże 16
Pierwszy dom Antoniego Bernatowicza po wojnie – Maże 16

Potem Bernatowicze mieszkali w maleńkim domku – kuchnia dzielona na dwa. W pokoju deski, w sieni glinobitka, w kuchni cegły na podłodze. Do tego dwa budynki gospodarcze – chlew i stodoła. Materiał złożony na budowę większego domu został rozszabrowany. Dziadek Antoni dostał z UNRA[2] konia. Latem 1946 do rodziny dotarł wujek Józef. Został zdemobilizowany w Czechosłowacji i stamtąd dotarł do Mażów.

Maże 16 - dom i zabudowania gospodarskie
Maże 16 – dom i zabudowania gospodarskie

Józef ożenił się z Reginą Sokołowską – dobrze znaną koleżanką Teofili, która w Grodnie pracowała dla Niemców. Po ślubie Teofila przeniosła się do Kasprzyka i zajęli pół domu. Regina zamieszkała o sąsiadów, którzy przygarnęli Bernatowiczów. Józef znalazł pracę w Kalinowie. Wynajęli z żoną mieszkanie.

Na wiosnę mały domek został wyszykowany do zamieszkania. W sadzie za domem były bardzo dobre wiśnie i jabłka. Podczas remontu chlewni pod deskami na progu znaleźli ukryte talerze, kieliszki, właściwie całą zastawę stołową.

Zacząłem chodzić do Kalinowa do szkoły. Chodzenie na skróty było dwa razy tyle niż normalnie. Normalnie było szosą. Kazik miał piłkę – jako jedyny w okolicy. Jak Bernatowicze wyjeżdżali z Grodna, sąsiad dał piłkę – całą kauczukową.  Była to jedyna piłka w szkole. Reszta to były szmacianki.

Czesław początkowo chciał iść pracować do policji. Jednak było takie zarządzenie, że wszyscy, którzy rodzili się poza Polską mieli prawo wracać tam gdzie się rodzili. Czesław zgłosił się więc do konsulatu i wyjechał do USA. Józef z kolei pracował w spółdzielczości – mleczarnie, sklepy. Józef nie mógł wyjechać, bo już miał żonę. Mógł wyjechać sam, ale żona musiałaby zostać. Zdecydował się więc pozostać w kraju przy żonie. Lubił popijać. Czasem forsę zgubił.

W Mażach był taki weterynarz, pół Polak – pół Niemiec, zatrudniony jako weterynarz powiatowy w Ełku. Nawiązał kontakt z synem z NRD i postanowił wyjechac do Niemiec. Gospodarstwo które miał w Mażach Kolonia, sprzedał dziadkowi Antoniemu. Antoni miał pieniądze od Czesława. Józef przeszedł z Kalinowa na to właśnie gospodarstwo.

Harry (Hieronim) był u Józefa na pomocnika w gospodarstwie. Zmarł jako pierwszy. Zachorował na wyrostek i powinien leżeć spokojnie w szpitalu. Jednak chodził do ubikacji itp. i miał nawrót. Zmarł w szpitalu w Ełku.

Regina zmarła w szpitalu w Białymstoku. Józef ożenił się drugi raz. Regina miała jeszcze ojca po wojennych przejściach, który od czasu do czasu odchodził od zmysłów – wydawał wojskowe komendy, uciekał, itp. Zmarł  – pochowany w Kalinowie. Potem zmarł Józef. Teraz już nic nie ma ani z domu, ani z gospodarstwa w Mażach. Została tylko suszarnia do suszenia tabaki z białych pustaków. Druga żona Józefa sprzedała potajemnie całość.

 

  1. Miał wymienione tu dzieci: Czesława, Hieronima, Józefa i Teofilę. Syn Franciszek zginął w czasie wojny. Wszystkie dzieci urodziły się w USA.
  2. Przesiedleńcza Agencja ONZ
Posted on Leave a comment

Wyjazdy Bernatowiczów do USA

Od 10 lat trzymam w swojej szufladzie bardzo nietypowe drzewo genealogiczne. Jest to rodowód tylko tych osób z rodu Bernatowiczów, które wyemigrowały ze swojej ojczyzny do USA.

O protoplaście rodu Bernatowiczów z gminy Sztabin pisała już moja córka w artykule “Marcin Bernatowicz and his closest relatives“. Gdybym chciał pokazać drzewo genealogiczne jego potomków, otrzymalibyśmy wielki rysunek zawierający grubo ponad 1000 osób. Prawdopodobnie zupełnie nieczytelny. Można jednak odfiltrować tylko gałęzie, które kończą się poza granicami Polski.

Końcówka XIX wieku charakteryzowała się zmniejszoną umieralnością niemowląt. Nieużytki we wsiach Suwalszczyzny zostały już zagospodarowane i nie było możliwości utrzymania tak wielkiej liczby mieszkańców wsi przy ciągle słabej efektywności uprawy rolnej. Część z młodych ludzi musiała więc szukać utrzymania poza rolnictwem. Niektórzy najmowali się jako pomoc u bogatszych gospodarzy lub w folwarkach. Inni wyjeżdżali do większych miast w nadziei na znalezienie zajęcia, z którego mogliby utrzymać siebie i swoją rodzinę. Jeszcze inni szukali szczęścia opuszczając kraj i próbując urządzić się w innych krajach, w większości w Ameryce.

Te dylematy nie ominęły również rodu Bernatowiczów. Na przełomie XIX i XX wieku część z nich wyjechało do USA. Nieliczni powrócili do kraju, ale większość pozostała dając początek wielkim rodzinom, które później rozprzestrzeniły się po całym kontynencie północnoamerykańskim. Tego rodu jak i wielu innych z Suwalszczyzny nie ominęła również fala emigracji po drugiej wojnie światowej, aczkolwiek w liczbach bezwzględnych była ona znacząco mniejsza.

Na przedstawionym diagramie każda osoba oznaczona jest kolorem niebieskim i zielonym lub ich mieszanką. Kolor niebieski oznacza okres życia w kraju, kolor zielony – w USA. Widać, że niektóre osoby, chodzi o najstarsze pokolenia rodu, spędziły całe swoje życie w kraju. Inni rodzili się w Polsce, ale wyemigrowali i zmarli po drugiej stronie oceanu. Niektórzy wyjechali do USA, ale później wrócili do ojczyzny (zielony kolor po środku osoby). Są też takie, które urodziły się w USA i wróciły do Polski. Gałęzie nie zawierające w ogóle emigrantów zostały z diagramu w całości wyeliminowane.


Mapa “Odsetek osób polskiego pochodzenia” pochodzi ze strony https://biqdata.wyborcza.pl/

 
Posted on Leave a comment

Handel wyrobami szklanymi u Brzostowskiego

Otrzymałem właśnie najświeższy, czyli datowany na grudzień 2021 roku, numer miesięcznika “Nasz sztabiński dom”. Czytam tam zawsze teksty o historii regionu i o ludziach powiązanych z regionem. Od kilku miesięcy ukazuje się w tym miesięczniku rubryka “Wydarzenia ubiegłych stuleci”, w której nasza koleżanka, Urszula Zalewska przytacza wyciągi z ciekawych metryk sprzed stuleci, powiązanych z regionem obecnej gminy Sztabin. Moją uwagę przykuła wzmianka o śmierci Marcina Bernatowicza 202 lata temu i właśnie ten kilkuzdaniowy tekst zainspirował mnie do napisania tego posta.

Ów Marcin Bernatowicz (skądinąd wiadomo, że był synem także Marcina, najstarszego znanego z imienia protoplasty rodu Bernatowiczów z gminy Sztabin) zmarł 18 grudnia 1819 roku. U urzędnika stanu cywilnego zgon zgłaszali jego szwagier, Michał Karp, lat 38, gospodarz z Kunichy, oraz Józef Mikucki, lat 26, parobek u tegoż Michała Karpa. Tu mała dygresja. Po raz kolejny widać, że analiza całej metryki daje pełniejszy obraz sytuacji zmarłego. Choć bezpośrednio nie podano nazwiska małżonki Marcina Bernatowicza, to na podstawie podanych danych zgłaszających wiadomo, że pochodziła z Karpów. I to majętniejszych chłopów, skoro posiadali parobka.

Co jest takiego niezwykłego w tej metryce? Otóż czytamy dalej, że “Marcin Bernatowicz, gospodarz mający wieku swego lat około sześćdziesiąt, będąc w drodze przy towarze szklanym i chorując przez dni pięć, umarł w mieście Szczuczynie w domu sławetnego Karola Pożarskiego, cyrulika w Szczuczynie zamieszkałego, pod numerem dwusetnym w ulicy Grabowskiej”. Kościelny akt zgonu spisano 25 grudnia, zapewne w dniu pogrzebu Marcina. Fantastyczny zestaw informacji o okolicznościach śmierci! Nie dość, że wiemy czym zajmował się Marcin Bernatowicz, to wiemy jak długo chorował, u kogo zmarł, a także ile czasu trwał transport ciała z powrotem do miejsca jego zamieszkania, czyli do wsi Kunicha koło Sztabina. Dalej musimy uruchomić trochę wyobraźni i połączyć fakty z metryki z innymi faktami historycznymi, a zwłaszcza z postacią hrabiego Karola Brzostowskiego.

Karol Brzostowski, właściciel majątku Cisów, przyjął i zrealizował nową myśl – uprzemysłowienia gospodar­stwa wiejskiego. Zdając sobie sprawę z tego, że inaczej dochodów nie osiągnie, oraz ko­rzystając z miejscowych bogactw naturalnych postanowił rozwinąć działalność przemysło­wą. Już w 1819 podpisał umowę z majstrem kunsztu wyzwolonego fabryk huty szklanej, za­mieszkałym w królestwie pruskim Gustawem Uklańskim o budowę i wydzierżawienie manu­faktury szklanej w Koziej Szyi53 Tak więc urządził Brzostowski hutę szkła zwyczajnego o pół mili od Cisowa, a gdy dzierżawca nie umiał wyjść na swoje i w przeciągu roku zbankrutował, Brzostowski wciągnięty znacznym nakładem, musiał fabrykę sam dalej prowadzić.

Brzostowski sprowadził książki techniczne i wyuczył się na hutnika. Po kilku latach manufaktura zaczęła przynosić poważne dochody. Stała się znaną ze swych wyrobów nie tylko w Królestwie, lecz i w guberniach zachodnich carskiej Rosji. Szklana manufaktura stała się zaczątkiem osady fabrycznej zwanej Hutą Sztabińską. Zabudowania huty wysta­wiono w latach 1819-1820 i składały się one z hali huty, prostowni tafel szklanych, tłuczar­ni, potażni, magazynu wyrobów szklanych. Hala huty była jedną z największych w wówczas w Polsce, natomiast powierzchnia wszystkich budynków przemysłowych tej manufaktury nie ustępowała najsłynniejszym obiektom tego typu w kraju i w Imperium Rosyjskim. Wszy­stkie zabudowania wzniesiono z drewna na fundamentach kamiennych.

Prężnie działająca huta dawała zajęcie okolicznej ludności, czego przykładem jest choćby wymieniony akt zgonu Marcina Bernatowicza. Był on rolnikiem i nie zajmował się handlem wyrobami szklanymi. Okres zimy to czas zmniejszonej intensywności prac gospodarskich i prawdopodobnie najmował się do przewożenia transportu gotowych wyrobów do większych ośrodków miejskich, skąd były rozprowadzane w głąb Królestwa Polskiego i dalej, za granicę. Niewątpliwie Szczuczyn należał do takich miejsc. Było to miasteczko zamieszkałe w większości przez Żydów, którzy licznie trudnili się handlem.

Handlem wyrobami szklanymi zajmowali się również Żydzi z najbliższego Sztabina, i to bardzo licznie. To również widać po szybkiej analizie metryk z ówczesnej gminy krasnoborskiej w wyszukiwarce Geneo. Jeśli w polu “Szukaj dowolnego tekstu” wpiszemy ciąg znaków “szkł” (odpowiadających fragmentom wyrazów: szkłem, szkła, itp.) otrzymamy pokaźną listę osób wyznania mojżeszowego pochodzących niemal wyłącznie ze Sztabina:

Niestety Żydzi byli notowani we wspólnych dla wszystkich grup wyznaniowych metrykach cywilnych tylko w latach 1808-1825 i tylko te metryki, wraz z towarzyszącymi im szczegółowymi informacjami o profesjach, zostały zachowane i zindeksowane.

Rozwój miejscowości skończył się wraz ze śmiercią Karola Brzostowskiego w 1854 roku. Od tej pory zakłady przemysłowe zaczęły upadać, a mieszkańcy wsi zajęli się głównie rolnictwem. Na mocy testamentu Brzostowskiego uwłaszczono tam 53 rodziny na 499 morgach ziemi, co czyniło Hutę jedną z największych miejscowości w okolicy. Jednak w wyniku upadku przemysłu wiele rodzin wyjechało stamtąd i tym należy tłumaczyć brak wzrostu liczby mieszkańców po 1854 roku, a nawet spadek. W 1880 roku we wsi Huta Sztabińska notowano 47 domów i 450 mieszkańców.

Podobno po dziś dzień na polach, które znajdują się w miejscu dawnych zabudowań fabrycznych Brzostowskiego, można wyorać fragmenty jego szklanych wyrobów. Co jakiś czas zdarzają się całe, nienaruszone butelki mające dziś już niemal 200 lat. Kilka z nich znajduje się w Muzeum Ziemi Sztabińskiej oraz w prywatnych kolekcjach mieszkańców regionu.

 
Posted on 1 Comment

Marcin Bernatowicz and his closest relatives

The oldest ancestor whose identity we were able to establish is Marcin Bernatowicz. He was born around 1734 probably in the village of Kunicha (formerly Kunica). In addition to Marcin, Zofia Bernatowicz, born around 1727, also lived in Kunicha. Searching for the oldest inhabitants of these regions is extremely difficult. In the Krasnybór parish, the oldest preserved records come from 1760. It was a period of shaping the parish identity of the inhabitants of this area. In 1755 a wooden church was built in nearby Jaminach. From Kunicha to Jaminy is much closer than to Krasnybór, so we are convinced that the oldest Bernatowiczs sometimes attended a closer church, as evidenced by some records written in Jaminy, although Kunicha belonged to the Krasnybór parish. The oldest records from the Jaminy parish come from 1759 and are baptism registers. It is not excluded that at the same time or earlier the inhabitants of these areas also attended the church in Dolistowo, which was the oldest parish in this area. However, we were unable to access the books from the Dolistowo parish from the 18th century.

So it is in vain to look for the birth or marriage records of the aforementioned Zofia Bernatowicz. The first traces of this person appear in 1761, when on January 22 twins in the Krasnobór church were baptized with the names of Piotr and Paweł born in the village of Janówek not far from Kunicha. Mateusz Zagórski was the father and Zofia Bernatowicz was the mother. The wedding had to be earlier. No wonder you can't find any mention of it. There is also no information about the fate of the twins. They probably died in early infancy. Zofia Zagórska does not appear again in the record books until 1807, when her death certificate was written. Five years later, Mateusz Zagórski, widower of Zofia, dies. Interestingly, the informants were his sons Maciej and Michał.

We will not continue to tell stories about the Zagórski families here. In the same period, there were much more of them than Bernatowiczs, and establishing relationships between them on the basis of scanty documentary material is much more difficult.

Let's return to Marcin Barnatowicz. He was a serf in the lands belonging to the Chreptowiczs. At that time, the estate belonged to Antoni Chreptowicz and his brothers who were known for their adventurous lifestyle. It was the period of the greatest fall and debt of these lands, from which it was only slightly raised by Joachim Chreptowicz in 1764.

Marcin married Dorota Zagórska, a twenty-five-year-old girl, in 1763. The wedding took place in Krasnybór. Witnesses were Józef Zagórski, Andrzej Zagórski and Andrzej Puciłowski, but it is not known who they were for the bride and groom. Usually it was the closest family: young couple's siblings, cousins or trusted neighbors and friends.

Akt ślubu Marcina Bernatowicza i Doroty Zagórskiej z 5 lutego 1763 roku
Marriage certificate of Marcin Bernatowicz and Dorota Zagórska from February 5, 1763

The couple lived in Kunicha in the house number 1 belonging to the Bernatowicz family. Their first (documented) child was Krystyna born in 1770. She married Mateusz Mróz and they lived in Sztabin. All their children were also born there. It was not until nine years after the marriage that Bernatowicz's son was born, who got the name after his father. Two years later, in 1774, they had a daughter Marianna, who married Gotlib Mróz, brother of Mateusz. This couple also lived in Sztabin and all their children were also born there.

Next child was Maciej Bernatowicz born in 1784.

Marcin Barnatowicz and Dorota Zagórska probably had a daughter Jadwiga. Most likely, because Jadwiga's birth certificate is missing, and in her marriage certificate her parents are not mentioned. However, given Jadwiga's approximate age, based on the date of marriage, and the fact that Marcin was the only male representative of the Bernatowicz family in this area, it should be assumed that Jadwiga was his daughter. Jadwiga Bernatowicz got married to Maciej Chodorowski. Initially they lived in Jaziewo in the Jaminy parish, where their first child Franciszek (1797) was born. However another child Tomasz (1808) was baptized in the Dolistowo church. In 1809, the son Kazimierz was born again in Jaziewo, but all the next children were baptized in Dolistowo and the family probably settled there permanently.

In the following chapters we will follow in more detail the fate of Marcin and Maciej, two sons of Marcin Bernatowicz - the family's senior.

 
Posted on Leave a comment

Surname Bernatowicz

The surname Bernatowicz can have two different origins. The first of these dates back to the Middle Ages and results from the process of the evolution of Polish names. Originally, the endings - icz or - owicz in the surnames were - ic, - owic and determined the origin from the father. So the medieval surname Bernatowic meant son of Bernat. The phonetic change in the sound of these increases was influenced by the Ukrainian language. At least three noble Bernatowicz families have been recorded since 1500. In medieval documents you can find: Biernatowicz in 1376, Biernartowic in 1189 and Biernat in 1365. What is the origin of the name Bernat? In the Middle Ages, many names were adopted under the influence of the Czech language: Jerzy, Katarzyna or names of the apostles. The name Bernat is probably the hardly pronounced Biernat or Bernard - name of Germanic origin. Bern means bear, while hard is strong.

Another possible theory of the origin of the surname assumes that some Bernatowicz families may come from Armenian settlers who had settled since the early Middle Ages in the cities of eastern Poland. Armenians, being polonized, also polonized their names by adding Polish name-forming suffixes, especially -owicz. That is why in the seventeenth century Lviv we meet Armenian merchants with the name Bernatowicz.

If we want to trace the name's history, we will learn from most sources that it is a coat of arms of given nobility, meaning that it was given by the ruler to persons who did not have a noble title before. Usually for merit.

However, the representatives of the Bernatowicz family that we will meet in this book are not noble. They are Podlasie peasants. So why do they have a noble name? The most probable hypothesis is that their ancestors were impoverished nobles who came from Lithuania and Russia, who lost their privileges and ennoblement.

Rozmieszczenia nazwiska Bernatowicz na terenie Polski
Placement of Bernatowicz surname in Poland
Białystok60Piotrków Trybunalski11Słupsk7Płock5Ostróda4
Warszawa60Starachowice11Świebodzin7Rybaki5Piła4
Augustów46Sumowo11Dzierwany6Skwierzyna5Płońsk4
Olsztyn36Cybinka10Jagoczany6Wałbrzych5Przemyśl4
Suwałki34Sopot10Jezierzyce6Wawrów5Sejny4
Gdańsk27Drozdowo9Łomy6Włocławek5Siedlce4
Zawady-Tworki27Dryga9Łódź6Wólka5Sosnowiec4
Sztabin23Ełk9Malbork6Ząbki5Strzelce Opolskie4
Kunicha19Gołdap9Malesowizna6Żywki5Szklarska Poręba4
Wrocław19Grajewo9Marcinowiczki6Bartoszyce4Tarnowiec4
Jelenia Góra17Łomża9Raduń6Bielsk Podlaski4Zamość4
Ostrołęka17Międzyrzec Podlaski9Somianka6Choszczno4Izabelin C3
Gorzów Wielkopolski16Tychy9Stożne6Dobre Miasto4Klewianka2
Gdynia15Wyszków9Straduny6Głęboczyzna4Białe Jeziorki1
Krapkowice15Chorzów8Brzeg5Godziszowa4Borzewisko1
Szczecin15Giżycko8Czarny Las5Jelcz-Laskowice4Dąbrowa Białostocka1
Poznań14Sanok8Ewy5Juchnajcie4Dubeninki1
Świdnica14Tarnów8Horodnianka5Kamień4Gródków1
Sulechów13Władysławowo8Ignalin5Knurów4Linowo1
Lublin12Blenda7Jugów5Korsze4Marlinowo1
Polanica-Zdrój12Jabłońskie7Karlino5Krosno Odrzańskie4Stróża1
Banie Mazurskie11Katowice7Kazuń-Bielany5Lądek-Zdrój4Włościbórz1
Dębnica Kaszubska11Koszalin7Kowale Oleckie5Łapy4Zawiszyn1
Kołobrzeg11Kraków7Piaseczno5Mrągowo4
Krasnoborki11Podczerwone7Pisz5Nowa Ruda4
 
Posted on 2 Comments

Reconnaissance Reserve Squadron SPL Dęblin

Today, an unusual post about the short history of the SPL Dęblin Reserve Reconnaissance Squadron. I am writing about this unit because of cadet pilot Franciszek Bernatowicz, my wife's cousin, who served in this unit. He was born in Chicago in 1917, but his father Antoni comes from Jastrzębna in the Krasnybór parish and hence the branch's history is connected with the subject of interest of the Jamiński Indexing Team.

In 1921, the entire Bernatowicz family returned to Poland and settled in Augustów. In the following years, they moved to Grodno in search of work. Franciszek Bernatowicz has always been interested in aviation and dreamed of flying. In 1937, he enrolled at the Aviation Cadet School in Dęblin, which he was to graduate in 1940 as the 13th Promotion. These plans were interrupted by war. The promotion was accelerated and already on September 1, Franciszek was appointed a lieutenant pilot. Below is a short, covering a dozen or so days, historical outline of the unit in which Franciszek Bernatowicz fought in September 1939. His further fate is a long story, which I may someday tell.

Reconnaissance Reserve Squadron

On the night of September 6-7, 1939, Captain Observer Maksymilian Brzozowski evacuated from Dęblin (he was a lecturer at SPL Dęblin), receives at the airport Żyrzyn the order from the Head Of Aviation (via Col. Wieden) to organize a reserve squadron. It was to be formed by trained crews that would complement the the front units.

Flying crews would have been recruited from among cadets who graduated SPL Deblin after an expedited, 2-year course. The crews were supposed to consist of first 10 ranks from the Observer Training Squadron No.4 and Flying Training Squadron No.3.

Shooters (airborne) were to be chosen on an ad hoc basis from among cadets-observers or volunteers from technical staff with appropriate qualifications.

In this way Reconnaissance Reserve Squadron was formed.

Squadron Commander: Capt. Obs. M. Brzozowski

Observers: Cadets Antoni Banachowicz, Władysław Cehak, Edward Chorąży, Wiktor Dobrzański, Alojzy Dreja, Stefan Gawłl, Jan Jozepajt, Gerard Kunowski, Bronisław Kuźniar, Józef Mika - all of them from thirteenth promotion.

Pilots: Cadets Franciszek Bernatowicz, Czesław Daszuta, Kazimierz Dolicher, Bolesław Klecha, Włodzimierz Łomski, Jan Matuszkiewicz, Kazimierz Stankiewicz, Konrad Stembrowicz, Jerzy Zbierzchowski, Sergeants Instructors Jan Kowalski, Henryk Pietrzak, Leonard Pruski.

Full time squadron status: trouble here.

Kind of 7 PZL P-23A "Karaś", but according to some sources 9 or 10 (although so good that everyone agrees that there were only P-23A in this squadron).

Polski lekki bombowiec i samolot rozpoznawczy PZL-P23A „Karaś”
Polish light bomber and reconnaissance aircraft PZL-P23A "Karaś" (Crucian)

Continue reading Rezerwowa Eskadra Rozpoznawcza SPL Dęblin

 
Posted on Leave a comment

Zemściła się na rywalce

Działo się to w Chicago w czasach prohibicji, rządów mafii i powszechnego dostępu do broni. W tym czasie dorastało już pierwsze pokolenie potomków emigrantów z polskich ziem, w tym również z obszaru, którym się zajmujemy. Co najmniej kilkadziesiąt osób z wielkiej rodziny Bernatowiczów mająca swoje korzenie we wsi Kunicha koło Sztabina wyjechało za chlebem do USA i osiedli głównie w Chicago i okolicach. Ci bogobojni ludzie trafili do innego świata, w którym rządził pieniądz i żądza zysku. Niektórzy pogubili się w tych realiach do tego stopnia, że ich historie trafiały na pierwsze strony gazet.

Zemściła się na rzekomej rywalce – Dziennik Chicagoski – 9 lipca 1923 roku

Anna Andracka
Anna Andracka

Przeszło rok temu Marjanna Bernatowicz oświadczyła swemu mężowi, że „zabije tę kobietę w najszczęśliwszej dla niej chwili”, kiedy Józef Bernatowicz nie chciał zerwać przyjacielskich stosunków z Anną Andracką. Bernatowiczowi dotrzymała swego przyrzeczenia i w sobotę rano zabiła rzekomą rywalkę, gdy ta wsiadała do tramwaju na rogu 28 i Halsted Street.

Przed pociągnięciem cyngla zabójczej broni, Bernatowiczowa zakrzykła: „Złodziejko, męża mi ukradłaś a ja…”

Nastąpił strzał i Andracka, śmiertelnie raniona, osunęła się na ziemię nieprzytomna.

Świadkowie zabójstwa przywołali ambulans, a zabójczyni odezwała się do policji, że cieszy się z tego co zrobiła. Gdyż przez to zakończyła swe cierpienia.

W kilka godzin po tem przysięgli przy koronerze przekazali ją ławie przysięgłych, oskarżając Bernatowiczową o morderstwo, a ta nawet już w więzieniu będąc cieszyła się, że „cierpienia jej skończyły się”.

Michalina Bernatowicz
Morderczyni Michalina Bernatowicz

Natychmiast po strzelaninie Bernatowiczowi zabrana została na stację policyjną przy Deering Street, gdzie opowiedziała porucznikowi Dubachowi o powodach, które ją popchnęły do morderstwa.

Z zeznań jej wykazuje się, że Józef Bernatowicz zapoznał się z Andracką dwa lata temu w domu swej siostry Ewy Matczak zamieszkałej przy narożniku 31 i Morgan Street, a od tego czasu miał z nią urządzać schadzki i kupować Andrackiej najrozmaitsze podarki.

Syn chciał odebrać jej broń

W sobotę rano Bernatowiczowa wyszła ze swym dziewiętnastoletnim synem Janem z domu i czekała przy 28 i Halsted Street na ukazanie się Andrackiej, która o tym czasie zwykle zdążała do pracy.

Jan Bernatowicz
Jan Bernatowicz, był z matką w chwili morderstwa

Jan, podejrzewając, że coś złego ma się dziać, chciał odebrać matce rewolwer, ale ta odepchnęła syna i skierowała broń do rzekomej rywalki, kiedy ta wchodziła na stopień tramwajowy, strzelając do Andrackiej. Ta śmiertelnie ranna osunęła się na ziemię. Przywołano natychmiast ambulans, którym zabrano Andracką do szpitala „Peoples”, ale ta w drodze zmarła.

Bernatowicz, lat 40, organizator unji pod nazwą „Brotherhod of Railway Carmen of America” został aresztowany w swoim domu pod numerem 9902 S. Park avenue. Zeznał on, że winną wszystkiemu jest jego teściowa, gdyż stosunki jego z Andracką były tylko przyjacielskie. Miała ona rzekomo pracować jako służąca w domu Bernatowiczów w Polsce około 25 lat temu i wtedy ją też Bernatowicz poznał.

Syn miał mu grozić

Bernatowicz zeznał, iż kilkakrotnie przedtem, syn jego Jan miał mu grozić śmiercią.

O niego wszystko poszło: Józef Bernatowicz

Andracki zeznał podczas badań, że Bernatowiczowi kilkukrotnie telefonowała mu, iż żona jego zabawia się z Bernatowiczem, lecz temu Andracka zawsze przeczyła.

Z dalszych jego zeznań okazało się, że Bernatowiczowa miała mu powiedzieć, iż sama zajmie się tą sprawą jeśli Andracki nie zechce. Wtedy ten miał jej powiedzieć, aby „robiła co jej się podoba”, gdyż sam nie może nic poradzić.

 

Andracka zamieszkiwała przy 2807 S. Union Avenue, i jak sąsiedzi zeznali cieszyła się dobrą opinją, jako wzorowa i oszczędna żona.

Bernatowiczowa, która jest matką czworga dzieci, skarżyła się w zeznaniu wczoraj, iż nie myślała o zabójstwie, lecz uczyniła to, gdyż mąż nie dawał jej na utrzymanie, tak że dzieci i sama przymierały głodem, a przytem miał on maltretować wszystkich w domu.