Opublikowano Dodaj komentarz

Tajemnica leśnej mogiły

Mało kto wie, że w leśnej mogile na uroczysku Diable Bielaszki w okolicach Rajgrodu spoczywają narzeczeni, którzy pochodzili z tej samej wsi, kształcili się przed wojną, a  ich plany zawodowe i matrymonialne przerwała tragiczna śmierć latem 1943 roku.

Było już kilka publikacji na ten temat i też kilka wersji tej tragedii z sierpnia 1943 roku. Ten artykuł oparłem na najlepiej opisanej wersji opublikowanej przez Janusza Sobolewskiego w numerze 7 z 2020 roku “Rajgrodzkich Ech”, z moimi uzupełnieniami i poprawkami opartymi na przekazie rodziny Orłowskich - bezpośrednich świadków wydarzeń.

Jadąc z Rajgrodu do Woźnejwsi tzw. starą drogą, przed ścianą lasu skręcamy w lewo i wjeżdżamy do "Rajgrodzkich Choinek". Po kilkuset metrach dojeżdżamy do uroczyska Diable Bielaszki, gdzie znajduje się upamiętnienie zbrodni, jakiej dokonali hitlerowcy na mieszkańcach Woźnejwsi: rodzinie Nowickich i Celinie Orłowskiej. Mało kto wie, że w leśnej mogile spoczywają narzeczeni, którzy pochodzili z tej samej wsi, kształcili się przed wojną, a  ich plany zawodowe i matrymonialne przerwała tragiczna śmierć latem 1943 roku. Jak do tego doszło?

W okresie międzywojennym w Woźnejwsi Orłowscy i Nowiccy byli sąsiadami; Nowiccy pochodzili z Kurpi. Po powstaniu styczniowym osiadł tu żeniąc się z córką podleśnego lasów rajgrodzkich Feliksa Pieniążka (kolejnego zarządcy lasów po Józefie Sienkiewiczu, Janie Stefanie Ballogh, Adamie Formuz, Józefie Brzozowskim i Kazimierzu Jabłońskim) Władysław Mateusz Nowicki, powstaniec, uczestnik bitwy pod Wincentą, późniejszy wójt gminy Pruska. Miał on kilkoro dzieci, z których syn Jakub był nauczycielem, kierownikiem szkoły w Rajgrodzie i Woźnejwsi, a po przejściu na emeryturę pozostał w rodzinnym domu w tej miejscowości. Podczas okupacji sowieckiej, 20 czerwca 1941 roku, jego żonę z dwoma synami i siostrę (nauczycielkę z Woźnejwsi) wywieziono na Syberię. Inny z synów powstańca Władysława Mateusza, Norbert Nowicki, pracował na kolei w Starosielcach. Ożeniony z Leokadią Karpińską z Woźnejwsi, miał tu działkę, na której postanowił zbudować dom, by po przejściu na emeryturę wieść spokojne życie w urokliwie położonej wsi. Jeszcze przed wojną budową domu zajął się jego najstarszy syn, Bolesław, który był weterynarzem w Grajewie. Jak napisał ks. Stanisław Nowicki, sybirak, syn Jakuba, "Bolek nie był wzorem wszystkich cnót, a przeciwnie. Uważał, że świat jest po to stworzony, by jemu było dobrze. A czy ludziom będzie z nim dobrze? - to go nie obchodziło. Doszło do tego na parę lat przed wojną, że mój ojciec zerwał z nim i rodziną stryja wszelkie kontakty, bo Bolek nie przyniósł zaszczytu naszemu nazwisku. Bolek sprowadzał wozami konnymi ze stacji kolejowej w Grajewie cegłę na budowę domu w Woźnejwsi i zwoził z dalekich pól kamienie na fundament itp. A później targował się z gospodarzami i pewno trudno było od niego wydębić należność, co było słuszną przyczyną gniewu gospodarzy".

Trudny charakter Bolesława Nowickiego i jego postępowanie z mieszkańcami Woźnejwsi przyczyniły się do tego, iż Nowiccy nie byli lubiani w Woźnejwsi.

Po zajęciu naszych ziem przez Niemców, latem 1941 roku, zorganizowali oni swoją administrację na okupowanych terenach. Podstawą funkcjonowania tej administracji byli amtskomisarze i żandarmi. Oficerowi żandarmerii rezydującemu w Rajgrodzie podlegały posterunki żandarmerii w samym Rajgrodzie, jak też w Bełdzie i Woźnejwsi. 1 grudnia 1941 roku żandarmii na swą siedzibę zajęli drewniany budynek szkoły w Woźnejwsi. Amtskomisarz urzędował w Kroszewie, a woźnawiejskim posterunkiem dowodził Koloff, miał on do dyspozycji 10 żandarmów: Emila Bogatscha, Siegfrieda Hella, Tschapko vel Czapka, Georga Heina, Heinmanna, Thulla i pozostałych o nieustalonych personaliach.

Jak napisał ks. Nowicki, jak podają mieszkańcy Woźnejswi, pożar domu Kuryłów miał związek z tragedią, jaka się tu rozegrała pod koniec sierpnia 1943 roku. Burzy wtedy nie było, elektryczności Woźnawieś wówczas nie posiadała, a domek biednego Kuryły spłonął. Żandarmi wszczęli dochodzenie. Zapytali Kuryłę  o to - z kim on się gniewa? Pogorzelec odpowiedział, że z Bolkiem Nowickim, bo on nie zapłacił mu za przywożenie cegły wozem konnym. Podejrzenie padło więc na Bolesława Nowickiego, który wraz z rodziną ojca mieszkał w jeszcze niewykończonym domu. Rodzina Norberta Nowickiego sprowadziła się na wieś, podobnie jak wiele innych polskich rodzin, gdyż podczas okupacji życie na wsi było łatwiejsze. Bolesław Nowicki został aresztowany. Przesłuchiwany przez Gestapo w Grajewie, bity podczas śledztwa, jak twierdził ojciec ks. Nowickiego, podpisał współpracę z Niemcami. Bojąc się ewentualnego wyroku śmierci, wydanego na donosiciela przez Armię Krajową, nie podjął współpracy z okupantem. Postanowił ukrywać się. Zapewne w tym celu w nowym domu wykonano kryjówkę. Był to tunel prowadzący do rzeki, do dzisiaj widnieją ślady po tym tajnym przejściu, umożliwiającym ewakuacje w razie zagrożenia.

Przekaz ks. Stanisława Nowickiego może być subiektywny ponieważ te dwie gałęzie rodziny Nowickich niezbyt się lubiły. Z moich rozmów i z przekazu Orłowskich wynika, że jest możliwe, że Bolesław Nowicki działał w konspiracji w AK lub bardziej w ZWZ i poniekąd wciągnął młodzież do konspiracji (wykradane ausweisy, “dziwni ludzie” pojawiający się w domu Nowickich, budowa tunelu – był zrobiony wcześniej przed aresztowaniem Bolesława). Podczas tych tragicznych wydarzeń Bolesław Nowicki przebywał w Warszawie.

W drugiej połowie sierpnia 1943 roku na mieszkańców wsi i okolicy padł blady strach. Wiązało się to z dniem 16 sierpnia, kiedy żandarmi spacyfikowali wieś Grzędy, rozstrzeliwując na miejscu 35 jej mieszkańców. Przez Woźnąwieś zaś wieziono pozostałych do obozu w Grajewie. Niedługo po traumie grzędziańskiej, dwaj żandarmi - Kolof i Bogatz (taką pisownię stosował ks. Nowicki), przybyli do domu Norberta Nowickiego. Ich i dwóch szucmanów (policjantów pomocniczych, rekrutowanych najczęściej z Polaków) przywiózł furmanką Bronisław Milewski, którego wzięli na podwodę. Był on świadkiem tragedii, jaka rozegrała się w domu Nowickich. Wszedł za żandarmami i szucmanami, dla których miała tu być kwatera. W czasie wchodzenia do mieszkania dały się słyszeć dziwne odgłosy, dochodzące  z przyległego do kuchni pokoju. Żandarmi natychmiast się tam udali i polecili szucmanom odsunąć szafę. Ukazał się wówczas otwór w podłodze, prowadzący do piwnicznej kryjówki, do którego wchodziło się przez szafę. Jeden z żandarmów strzelił z karabinu w podłogę i krzyknął, by natychmiast wyjść z piwnicy, bo wrzuci granat. Z kryjówki wyszedł Jan Nowicki, najmłodszy syn Norberta (Bolesława wówczas nie było w domu). Niemcy zaczęli bić Janka i pytać go o przyczynę jego ukrywania się. Matka stanęła w obronie syna, ale uderzona kolbą karabinową w piersi, upadła na podłogę. Najprawdopodobniej Janek, zobaczywszy żandarmów idących do ich domu, sądził, że szukają brata Bolesława. W jego mniemaniu, skoro nie znaleźliby Bolesława, zabraliby jego. Postanowił skorzystać z kryjówki. Pospieszne wchodzenie do szafy z pewnością dostarczyło uszom żandarmów głuchego łomotu, wydobywającego się z wnętrza szafy niczym z pudła rezonansowego.

Po rewizji, w domu Nowickich znaleziono czysty blankiet auswajsu (Ausweis - dowód osobisty), ale opieczętowanego i z podpisami. Ponadto odkryto list z frontu od Wacława Nowickiego (syn Norberta), który ukończył podchorążówkę i jako podporucznik wziął udział w wojnie obronnej 1939 roku. Zginął 17 września w stopniu porucznika. Norberta i Leokadię Nowickich wraz z ich synem Janem aresztowano. Doszło też do zatrzymania Celiny Orłowskiej, narzeczonej Jana.

Wilno, 1 maja 1937 r. Urodziny Janka Nowickiego - od lewej w górnym rzędzie stoją: Cecylia Nowicka z bratem, dalej Celina Orłowska z Janem Nowickim, poniżej w środku siostra Celiny, Leokadia z Orłowskich Łozowicka, z mężem Feliksem

Podczas transportowania zatrzymanych do siedziby żandarmerii w budynku szkoły, kiedy przechodzili obok domu Orłowskich, Celina Orłowska widząc, że aresztowano narzeczonego, nie mogąc opanować emocji, wybiegła z płaczem na drogę,  i ją także zabrano razem z Nowickimi.

Bronisław Milewski widział podczas wchodzenia do domu Nowickich, ich córkę Lotkę (Leokadię). Potem jej nie było, bo kiedy wszyscy udali się do pokoju, ona z kuchni wyszła na zewnątrz i skryła się w pobliskim lesie.

Po uwięzieniu Nowickich i Orłowskiej w chlewie przy szkole, miejscowym gospodarzom nakazano ich pilnować. Kolof i Bogatz zwolnili Milewskiego, a za furmana wzięli młodego Brodowskiego. Postanowili jechać do Bełdy do gminy. Zapewne zamierzali zgłosić tamtejszemu amskomisarzowi "wyciek" czystego blankietu auswajsu, znalezionego w domu Nowickich. Być może "na gorąco" chcieli zatrzymać osobę mającą nadzór nad tymi drukami, bądź mającą do nich dostęp. Po drodze ich dociekania poniekąd sfinalizowały się, znacznie wcześniej niż się tego spodziewali.

Kiedy lasem jechali w kierunku Bełdy, w oddali zobaczyli idącą im naprzeciwko kobietę. Jeden z nich miał powiedzieć: "O, jakaś baba idzie". Na to, nieświadomy wagi swej wypowiedzi, chłopak Brodowski odparł, że to Cecylia Nowicka. Ona właśnie pieszo wracała z pracy w bełdowskiej gminie do domu. Zobaczywszy na furmance żandarmów, zeszła z drogi i przykucnęła pod krzaczkiem, udając, że się załatwia. Żandarmi natychmiast ją aresztowali i zawieźli do wcześniej uwięzionych. Była absolwentką Wydziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu Wileńskiego i jak napisał ks. Nowicki, dziwiono się bardzo, że poszła pracować w gminie w Bełdzie. Nie wiedziano, że było to z polecenia AK. Należąc do tej organizacji podziemnej, dostarczała konspiratorom czyste blankiety auswajsów, czy też ważnych wiadomości.

Rodzinę Nowickich i Orłowską poddano ciężkiemu śledztwu, bijąc przy tym i stosując inne kary. Jednak nie trwało to długo, tj. do 29 sierpnia 1943 roku.

Brat Celiny Orłowskiej Romuald znając dobrze język niemiecki próbował negocjować z żandarmami,  ale niestety nic z tego nie wyszło, byli oskarżeni o przestępstwo polityczne traktowane inaczej niż inne wykroczenia.

Jakub Nowicki, spoglądając ukradkiem zza firanki, widział jadącą furmankę z Kolofem i Bogatzem. Na niej siedzieli: Norbert, Leokadia, Cecylia, Jan Nowiccy i Celina Orłowska. Byli w bieliźnie i ze skrępowanymi do tyłu ręcami, dostrzegł też leżące w gnojówkach szpadle. Pojechali w kierunku Rajgrodu, najwyraźniej wioząc aresztowanych na rozstrzelanie. Tak też się stało, strzelali im w tył głowy i zakopali w niezbyt głębokim dole. Przypadkowymi świadkami tego mordu byli Ignacy Tyburski i Jan Gałaszewski. Arkadiusz Chiliński w swej pracy magisterskiej napisał: "Byli wówczas w lesie i widzieli, jak Niemcy mordowali Nowickich oraz Orłowską. Obaj szczegółowo opisali to wydarzenie, przy czym Tyburski był w stanie opisać wygląd oprawców oraz rozpoznać na podstawie fotografii zabite małżeństwo Nowickich, których wcześniej nie znał. Wielu świadków 29 sierpnia 1943 roku widziało trzech żandarmów, którzy wywieźli Nowickich i Orłowską do lasu. Zidentyfikowano ich jako: Bogatza, Kollofa, oraz Heina".

Miejsce spoczynku rozstrzelanych oznaczył kijem Bolesław Nowicki, wskazane mu po wojnie. Kiedy z siostrami Zosią i Lotką postanowił postawić na tej leśnej mogile krzyż z napisami, trudno mu było odnaleźć to miejsce.

Upamiętnienie miejsca stracenia rodziny Nowickich i Celiny Orłowskiej

Wykonane z inicjatywy ks. Stanisława Nowickiego w 1966 r.
Widok obecny 1 listopada 2025 r. (w 1970 r. dodano drewniany krzyż z tablicą)
Zdjęcie przedstawia członków rodziny Nowickich i Orłowskich, wykonane około 1925 r. Zdjęcie z Nowickimi, tymi którzy zamordowani zostali 29 sierpnia 1943 r. w lesie Choinki. Pani w kapelusiku to Leokadia Nowicka, z domu Karpińska. Obok (najmłodsza) to Celina Orłowska, dalej Genowefa Orłowska (nauczycielka w Woźnejwsi, Kuligach). Chłopcy to Wacław Nowicki (oficer, zginął we wrześniu 1939 r.) i Bolesław Nowicki (weterynarz, lekarz med.). Na koniu Czesław Orłowski (nauczyciel w Sokółce, sybirak, wracał z Berlingiem)

Na podstawie artykułu Janusza Sobolewskiego opublikowanego w numerze 7 z 2020 roku “Rajgrodzkich Ech”

Opublikowano Dodaj komentarz

Jeszcze jeden zapomniany cmentarz w Augustowie

Za kościołem Matki Bożej Częstochowskiej w Augustowie znajduje się pojedynczy grób. Dowiedziałam się o nim od Józki Drozdowskiej. Wprawdzie w dzieciństwie, gdy mieszkałam na Marchlewskiego (dziś Armii Krajowej), bywałam w Koszarach, ale pamiętam tyle, że za kościołem rosły jakieś krzaki. Józka nie wiedziała dokładnie, kto spoczywa w tym grobie. Pamiętała jednak, że ksiądz infułat Antoni Kochański mówił coś o żonie oficera.

Niedawno wybrałam się do Koszar. Przeżyłam rozczarowanie. Płyta tak porosła mchem, że absolutnie nie dało się odczytać liter. Nawet nie byłam w stanie rozszyfrować, czy  napis jest po polsku, czy po rosyjsku. Przyznam, że stawiałam na tę drugą opcję, jako że przecież to Rosjanie wybudowali koszary i cerkiew garnizonową, która miała wezwanie Świętego Mikołaja. Pomodliłam się przy grobie, zrobiłam zdjęcia i poszłam do domu.

Nie zostawiłam jednak tematu. Zdjęcia mogiły wraz z prośbą o pomoc wysłałam na grupę Augustów w Starej Pocztówce. Ludzie pisali o kościach, które wykopano podczas budowy plebanii, o pochowanym przy kościele żołnierzu, inni zaś o żonie oficera.

I znów do akcji wkroczyła Józka Drozdowska. Odszukała w swoim archiwum zdjęcia, które zrobiła w roku 2021. Udostępniła mi te fotografie. Wspólnie próbowałyśmy odczytać napis. Nie we wszystkim się zgadzałyśmy. Potem każda z nas pracowała sama.

 

Miałam kłopoty z odczytaniem imienia. Natomiast jeśli chodzi o nazwisko, wyszło mi, że Wegner. Szukałam więc tego lub bardzo podobnego nazwiska. Przejrzałam kilka „Roczników oficerskich”. I nic. To znaczy, znalazłam trzech Wegnerów, ale żaden z nich nie służył w 1 Pułku Ułanów Krechowieckich.

Poszłam więc innym tropem. Zajrzałam na stronę Jamińskiego Zespołu Indeksacyjnego i skorzystałam z wyszukiwarki Geneo. Przejrzałam wypisy z aktów zgonu augustowskiej parafii z roku 1926. Bez trudu znalazłam dokument dotyczący Zefiryny z Hoffmanów Wegnerowej, żony starszego wachmistrza 1 Pułku Ułanów Krechowieckich. Data śmierci zgadzała się z tym, co widnieje na płycie nagrobnej. Przy okazji dowiedziałam się też, że państwo Wegnerowie w roku 1926 pochowali trzymiesięcznego synka, urodzonego w Grodnie Zenona Franciszka.

Oto informacje, które znalazłam o kobiecie spoczywającej w grobie przy kościele w Koszarach:

Imię: Zefiryna;
Nazwisko: Wegner;
Nazwisko rodowe: Hoffman;
Data narodzin: 27 sierpnia 1903;
Data śmierci: 27 grudnia 1926;
Miejsce urodzenia: Nakło, międzywojenny powiat Wyrzysk;
Rodzice: Edward Hoffman, Wanda z Witkowskich;
Mąż: Antoni Wegner, starszy wachmistrz 1 Pułku Ułanów Krechowieckich;
Syn: Zenon Franciszek, ur. w Grodnie, zm. 19 lipca 1926 w Augustowie w wieku trzech miesięcy.

Ale to jeszcze nie koniec historii.

Szukałam starych zdjęć cerkwi garnizonowej w dawnych koszarach. Znalazłam fotografię, która bardzo mocno mnie zaskoczyła. Nie dowierzałam temu, co widzę. Znowu zwróciłam się do Józki Drozdowskiej z pytaniem, czy ona też dostrzega na zdjęciu mogiły z jasnymi krzyżami. Józka potwierdziła. Zwróciła też uwagę na to, iż krzyże nie mają skośnej belki, charakterystycznej dla prawosławnych grobów. Przyznam się, że byłam tak tym wszystkim zdziwiona, że początkowo nie patrzyłam na czerwony stempel na zdjęciu. A on wszystko wyjaśnia: przy cerkwi są „niemieckie groby bohaterów”. Znalazłam w Internecie jeszcze kilka interesujących zdjęć żołnierzy przy pomniku „dzielnych niemieckich wojowników” oraz przy grobach poległych.

 

Zdjęcia wykonał Alfred Kühlewindt (1870-1945), jeden z najważniejszych fotoreporterów wojennych dokumentujących wydarzenia na Froncie Wschodnim w latach 1915-1918. Na podstawie zdjęć Kühlewindta wykonano wiele pocztówek.

Jako ciekawostkę mogę podać, że Alfred Kühlewindt pierwsze własne studio fotograficzne otworzył w Nakle nad Notecią. A tam właśnie urodziła się Zefiryna Hoffman, której grób do dziś znajduje się przy kościele w Koszarach.

Dawnego cmentarza wojennego przy kościele w Koszarach nie ma w „Wykazie mogił i cmentarzy wojennych z terenu Miasta Augustów”. Nie wiem, czy szczątki ekshumowano, czy spoczywają do dziś przy kościele.

A gdzie są lub były się inne augustowskie zapomniane cmentarze?

  • Cmentarz katolicki – wokół bazyliki.
  • Cmentarz prawosławny i unicki – między Nettą a budynkiem Urzędu Miasta, mniej więcej naprzeciwko skrzyżowania Sienkiewicza i Hożej.
  • Cmentarz ewangelicki – na skrzyżowaniu Sienkiewicza i Kilińskiego.
  • Stary cmentarz żydowski – przy Polnej, za dawną bóżnicą (obecnie to część Urzędu Skarbowego).
  • Cmentarz żydowski – przy ulicy Zarzecze, na zachód od cmentarza chrześcijańskiego.
  • Cmentarz żydowski z okresu getta – przy ulicy Waryńskiego, niedaleko skrzyżowania z Jaćwieską.

Bardzo dziękuję Pani Józefie Drozdowskiej. Józka, gdyby nie Ty, grób w Koszarach pozostałby anonimowy. I nie dowiedziałabym się o istnieniu tego przykościelnego cmentarza.

Zdjęcia:
Alfred Kühlewindt, ze strony https://fotopolska.eu/Augustow/b39774,1914-1918_-_I_wojna_swiatowa_-_Augustow,24,48.html
Józefa Drozdowska
Bożena Diemjaniuk

Opublikowano Dodaj komentarz

Leon Cieciuch – pionier polskiej radiofonii w USA

Leon Cieciuch - syn Franciszka z Kapic i pochodzącej z Woźnejwsi Marianny z d. Noruk

Tragiczny wypadek

Leon Cieciuch, dyrektor polskiego oddziału WHOM w Jersey City i spiker radiowy z 15-letnim doświadczeniem, zginął tragicznie 20 maja 1942 r. w wypadku samochodowym w pobliżu lotniska Newark. Doszło tam do czołowego zderzenia z ciężarówką, w wyniku którego poniósł śmierć na miejscu.

Przez lata był jedną z czołowych postaci polonijnego środowiska w Nowym Jorku. Utrzymywał bliskie relacje m.in. z wybitnym pianistą i politykiem Ignacym Janem Paderewskim. Zanim związał się ze stacją WHOM dwa i pół roku temu, zdobywał doświadczenie jako śpiewak koncertowy, występował w programach operowych NBC, a także prowadził polskie audycje w rozgłośni WAAT w Jersey City.

W dniu jego śmierci, 20 maja, dyrektor generalny WHOM, Joseph Lang, oddał mu hołd, odwołując wszystkie sponsorowane polskie programy na cztery godziny. W tym czasie na antenie emitowano wyłącznie muzykę żałobną. Stacja przeprowadziła również transmisję nabożeństwa pogrzebowego, które odbyło się 23 maja w kościele św. Antoniego w Jersey City.

Czytaj dalej

Opublikowano Dodaj komentarz

Kościół parafialny katolicki w Suwałkach

Na miejscu gdzie teraz wznosi się piękne i ludne miasto Suwałki, w XV wieku była jeszcze dąbrowa, na której trzebiskach osiadło kilku Litwinów, nazwanych od ziomków swoich susiwiłkaj, co znaczy włóczęgi, miano później nadane całej osadzie, a następnie na Suwałki spolszczone. Z czasem wzrosła ona na wieś, i kiedy w XVII wieku powstał sławny ze swej zamożności klasztor kamedułów w Wigrach, została do dóbr ich przyłączoną. Zakonnicy ci, zarówno gorliwi o chwałę Bożą, jak o wzrost swego mienia, zbudowali tutaj w roku 1710 niewielki drewniany kościół, a w dziesięć lat potem wyjednali u króla Augusta II przywileje i swobody, na mocy których wieś na miasto zamienili. Tym sposobem na krańcu Litwy powstało nowe miasteczko, które za staraniem hrabiego Ludwika Paca, dziedzica dóbr Dowspuda i Raczki, przeznaczono w roku 1816 na stolicę województwa, a od roku 1834 na miasto gubernialne.

Właściwie tedy kościół był początkiem całego miasta; pierwotnie atoli stanowił on filią parafii św. Magdaleny w Wigrach, i dopiero za rządu pruskiego, gdy utworzono nową dyecezyą wigierską, następnie augustowską nazwaną, wyniesiono go do rzędu parafialnego. Mała jednak, przez czas zniszczona świątynia, skoro samo miasto wyższe przeznaczenie Otrzymało, ostać się żadną miarą nie mogła. Rozebrano więc ów stary drewniany kościołek i w innem miejscu, w środku miasta, kosztem rządu i parafian, założono w roku i 8’20 nowy teraźniejszy murowany, który w roku 1845 ukończony, (podług planu Henryka Markoniego), poświęcony został pod tytułem św. Aleksandra, przez biskupa Pawła Straszyńskiego.

Budowla ta, w późniejszych latach przez powiększenie okien i podniesienie wież nieco przerobiona, jest w stylu włoskim; na jej czele znajdują się dwie wysokie wieże, ze złocistemi baniami na wierzchu. Prowadzi do niej portyk o 6 kolumnach, do którego wstępuje się po schodach z ciosu, mających po obu stronach figury, wyobrażające św. Romualda i Benedykta, podobnież z ciosu wykonane.

Wewnątrz starannie i porządnie utrzymany kościół obejmuje trzy ołtarze pięknej snycerskiej roboty, z obrazami, w wielkim św. Aleksandra, w dwóch zaś bocznych św. Antoniego padewskiego i Matki Boskiej Szkaplerznej. Prócz tych są tu dwa inne obrazy, pędzla znakomitego naszego malarza Franciszka Smuglewicza, przeniesione z Wigier, przedstawiające jeden św. Benedykta siedzącego po lewej stronie stołu, po prawej zaś św. Scholastykę, z zachwyceniem słuchającą opowiadania swego brata; drugi wyobraża także św. Benedykta wychodzącego z murów klasztornych, przy których jeden z zakonników furtę zamyka; po lewej stronie stoi osoba obrócona plecami do widzów, przedstawiająca dwóch młodzieńców św. Benedyktowi, z których jeden całuje mu rękę, a drugi odbiera jego błogosławieństwo. Oba te obrazy mają wysokości łokci 4, szerokości łokci 3. Zresztą jest tu kaplica, do której wchodzi się z prezbiteryum, w ostatnich czasach staraniem miejscowego proboszcza i parafian odnowiona i ozdobiona, z ołtarzem Matki Boskiej i Pana Jezusa. W zakrystyi zaś zawieszone są obrazy Matki Boskiej Częstochowskiej i Pana Jezusa ukrzyżowanego, z dawnego drewnianego kościoła pochodzące.

Na rysunku kościół ok. 1864 r. według rytownika F. Sznage

 

Opublikowano Dodaj komentarz

Jan Stefan Ballogh – nadleśny rajgrodzki i augustowski w czasach reformy lasów narodowych

Po Józefie Sienkiewiczu stanowisko nadleśnego Leśnictwa Rajgród objął w 1817 roku lub na początku roku 1818 Jan Stefan Ballogh. Podjął się on odpowiedzialnego zadania reorganizacji lasów rządowych. Zajmował się organizacją nowych siedzib zarządców lasów, sprawami pomiarów i rozgraniczeń oraz zatrudnianiem leśników. Nadzorował m.in. budowę nowej leśniczówki w Woźnejwsi, opisanej w jednym z wcześniejszych artykułów poświęconych domowi Orłowskich.

Przed reformą siedziba Nadleśnictwa Rajgród znajdowała się w osadzie leśnej Woźnawieś, natomiast Nadleśnictwa Wizna – w osadzie Ruda. W wyniku reformy utworzono Nadleśnictwo Augustów, do którego włączono część lasów rajgrodzkich, natomiast Nadleśnictwo Rajgród przejęło część terenów dawnego Nadleśnictwa Wizna. Siedzibę nadleśnego lasów rajgrodzkich przeniesiono wówczas do Rudy, a w Woźnejwsi od tej pory urzędowali podleśni. Nadleśnictwo Wizna zostało zlikwidowane, co mogło być związane z faktem, że podczas kilkunastu lat zaboru pruskiego Niemcy prowadzili na tych terenach rabunkową gospodarkę leśną.

Reforma nadleśnictw była związana między innymi z utworzeniem w 1815 roku w Królestwie Polskim województwa augustowskiego z siedzibą w Suwałkach, które w 1837 roku przemianowano na gubernię augustowską.

Reforma lasów obejmowała wiele aspektów zarządzania zasobami leśnymi — nie była więc wyłącznie zmianą administracyjną. Na mocy dekretów cara Aleksandra I, sygnowanych przez rząd Królestwa Polskiego i podpisanych z upoważnienia przez Namiestnika Królewskiego w Radzie Stanu generała Józefa Zajączka, ustanowiono tzw. lasy rządowe oraz wprowadzono szereg innych zmian dotyczących administracji, rozgraniczeń i pomiarów terenów leśnych. Ustanowiono jednolite umundurowanie leśników, którego symbolika nawiązywała do munduru Wojska Królestwa Polskiego. Powołano także Królewski Korpus Leśny (KKL), w którym wyróżniono osiem klas służbowych, z przypisanym do każdej z nich odpowiednim umundurowaniem.

Historię umundurowania leśników szczegółowo opisał Leszek S. Pręcikowski w swoich publikacjach poświęconych dziejom leśnictwa.

Przykładem późniejszego aktu prawnego regulującego funkcjonowanie administracji leśnej może być fragment ustawy w oryginalnym brzmieniu:

Dział I
Stan ogólny Administracyi lasów

Art. 1.
Administracya lasów składa się:
a) z zarządu ogólnego nad lasami w całem Królestwie Polskim;
b) z zwierzchniego nad lasami dozoru w województwach;
c) z zawiadowców i dozorów leśnych w województwach.

Dział II
Podział atrybucyj

Art. 2.
Zarząd główny lasów w całem Królestwie należy do Dyrekcyi Dóbr i Lasów w Kommissyi Rządowéj Przychodów i Skarbu.
Służba jej pod tym względem dzieli się na wewnętrzną i zewnętrzną. – Służba wewnętrzna urządzona jest według osobnéj organizacyi wewnętrznéj Dyrekcyi Dóbr i Lasów i etatu dla iéj postanowionego. Do służby zewnętrznéj należą Inspektorowie Leśni.

Art. 3.
Zwierzchni nad lasami dozór w województwach zostaje, jak dotąd, przy Kommissyach Wojewódzkich, które wykonywać będą swe obowiązki za pomocą pomieszczonych na swoich etatach Assessorów Nadleśnych i Sekretarzy Leśnych.

Art. 4.
Do zawiadywania i dozorowania bezpośredniego lasów ustanowieni są w leśnictwach:
a) Nadleśniczy – jako zawiadowca i gospodarz całego leśnictwa;
b) Podleśni – do dozorowania stróżów;
c) Strażnicy – do objeżdżania lasów;
d) Strzelcy – do pilnowania obrębów leśnych.

(Źródło: „Zbiór przepisów administracyjnych Królestwa Polskiego. Wydział Skarbu”)

Ważnym elementem reformy było również zlecenie pomiarów lasów rządowych, co wymagało zaangażowania wykwalifikowanych geometrów. Już w czasach Księstwa Warszawskiego przydzielano odpowiednie patenty uprawniające do wykonywania takich pomiarów. Na jednej z list patentowych widnieje między innymi nazwisko opisywanego w poprzednim artykule nadleśnego rajgrodzkiego Józefa Sienkiewicza, który uzyskał patent w roku 1810.

Ciekawostką jest również ustawowe przyznanie każdej posadzie służbowej w osadach leśnych określonej ilości ziemi. Grunty te stanowiły nie tylko zaplecze gospodarcze dla leśników, lecz często pozostawały w użytkowaniu ich rodzin po śmierci urzędnika (w środowisku leśników panowały pewne niepisane zasady – między innymi ta, że nie wyrzucano z domu rodziny zmarłego leśnika).

Czytaj dalej

Opublikowano Dodaj komentarz

Spotkanie braci Orłowskich w Woźnejwsi – lipiec 1939 r.

Bolesław Orłowski, Augustów 18.07.1939 r.

Jest druga połowa lipca 1939 roku. Do wybuchu wojny pozostał niewiele ponad miesiąc. Trzech braci spotyka się w rodzinnym domu w Woźnejwsi, odpoczywając nad jeziorami w Augustowie.

Fotografował najmłodszy z trzech braci – Romuald, mój tata (do dziś mam aparat, którym wtedy robiono te zdjęcia). Identyczne fotografie znalazłem później u potomków każdego z braci – jakby każdy z nich chciał zachować cząstkę tamtych beztroskich chwil.

Romuald Orłowski

Romuald właśnie zdał maturę w Gimnazjum Państwowym im. Romualda Traugutta w Brześciu nad Bugiem.

Czytaj dalej

Opublikowano Dodaj komentarz

Czesław Orłowski z Woźnejwsi

Praca oświatowa

Czesław Orłowski urodził się 19 lipca 1904 roku w Woźnejwsi jako syn Edwarda i Emilii z domu Zawistowskiej. Szkołę elementarną rozpoczął w rodzinnej miejscowości, pod opieką nauczycielki Aleksandry Nowickiej, a następnie ukończył sześć klas w Rajgrodzie.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku, w 1919 zdał egzaminy wstępne do drugiej klasy gimnazjum w Grajewie. Było to pierwsze gimnazjum w powiecie szczuczyńskim, początkowo prywatne, prowadzone przez Antoniego i Marię Gajdzińskich, a od 1920 roku funkcjonujące jako szkoła państwowa.

W 1921 roku przeniósł się do Gimnazjum im. Karola Brzostowskiego w Suwałkach, gdzie złożył egzamin maturalny. W 1925 roku rozpoczął pracę jako nauczyciel w Szkole Powszechnej w Romanówce, w powiecie sokólskim. Dwa lata później, w 1927 roku, eksternistycznie zdał egzamin dyplomowy nauczycielski w Seminarium Nauczycielskim im. św. Jadwigi w Wilnie.

W swojej karierze pedagogicznej pracował w wielu miejscowościach, m.in. w Sidrze, Kundzinie, Popławcach, Malewiczach, Sokółce, a także pełnił funkcję naczelnika wydziału w Dyrekcji Okręgowej Szkół Zawodowych w Białymstoku.

Czytaj dalej

Opublikowano Dodaj komentarz

Noc nad rzeką Biebrzą

Obrazki malowane na tropie przyrody

Prezentujemy poniżej jeden z wielu felietonów Stanisława Nyki - leśniczego z Łubianki, które napisał przebywając na emigracji.

Pan Hieronim był mistrzem wszystkich fachów, a łgać umiał przede wszystkim. Podejmował się stolarstwa, kołodziejstwa, ciesielstwa i wielu innych zawodów. Wykonywał też na osadzie leśniczówki prace stolarsko – ciesielskie, a w przerwach koloryzował swoje sukcesy rybackie, odnoszone na wodach rzeki Biebrzy.

Nasłuchawszy się o tych sukcesach w postaci metrowych węgorzy, a jeszcze więcej pociągany atawistycznym zwem przestrzeni, wybrałem się z Hieronimem wieczorem nad Biebrzę, przepływającą krętym korytem przez łąki i lasy augustowskie.

Pierwszą naszą czynnością było założenie przynęty i zarzucenie kilkunastu wędek na całą noc do rzeki.

Na łąkach stało tysiące kop siana. Kwestia noclegu była więc łatwa do rozwiązania. Po ułożeniu się na świeżym, wonnym sianie, puściłem wodze wzrokowi i słuchowi, by łowić cichą mowę przyrody i barwne przemiany wieczoru. Piękno malowane ręką Boga jest stokroć piękniejsze i ciekawsze od pięknych, fragmentarycznych dekoracji scen teatralnych.

Czytaj dalej

Opublikowano Dodaj komentarz

Przodkowie Henryka Sienkiewicza w Woźnejwsi

Józef Paweł Ksawery Sienkiewicz

Józef Sienkiewicz, dziadek pisarza Henryka Sienkiewicza, przez 10 lat mieszkał w Woźnejwsi

Woźnawieś, a szczególnie jej część położona po prawej stronie rzeki Jegrzni, będąca niegdyś osadą leśną, już w XVIII wieku – a być może znacznie wcześniej, od czasu ponownego zasiedlenia po potopie szwedzkim – była miejscem zamieszkania wielu interesujących osób. Większość z nich związana była zawodowo z lasami i gospodarką leśną. Chciałbym przedstawić ich losy. Jako genealog skupię się przede wszystkim na dokumentach, głównie parafialnych, które stanowią podstawę moich badań. Planuję także opracować kilka artykułów poświęconych osobom spokrewnionym z mieszkańcami Woźnejwsi, zwłaszcza potomkom, którzy odnieśli sukcesy na emigracji – jak choćby Leon Cieciuch, śpiewak operowy, przyjaciel Ignacego Paderewskiego i twórca pierwszych audycji radiowych w języku polskim (niestety nadawanych w USA, a nie w Polsce). Jego najstarszy brat przyszedł jeszcze na świat w Polsce, właśnie w Woźnejwsi.

Na początek zajmę się opracowaniem pobytu w Woźnejwsi Józefa Sienkiewicza – dziadka pisarza i noblisty Henryka Sienkiewicza.

Józef Sienkiewicz (syn Michała i Marianny z Ługowskich, ur. w 1773 roku w grodzieńskim, stanu szlacheckiego, zm. w 1852 roku) Już jako osiemnastolatek, 1 sierpnia 1791 roku, wstąpił do wojska polskiego jako artylerzysta i wziął udział w kampanii dowodzonej przez Tadeusza Kościuszkę. Po upadku insurekcji trafił do rosyjskiej niewoli, z której został zwolniony 11 listopada 1794 roku i powrócił do domu rodzinnego. Po śmierci ojca przejął zarząd nad Goździkowem i Smogorzowem, które jednak w 1797 roku oddał, by dołączyć do tworzących się we Włoszech Legionów Polskich pod dowództwem generała Dąbrowskiego.

Po bitwie pod Marengo 14 czerwca 1797 roku, kiedy to legiony zostały rozwiązane, Józef Sienkiewicz wrócił do kraju. 28 kwietnia 1803 roku ożenił się z Anną Oborską, siostrą Leona Oborskiego, właściciela dóbr Grotki. Małżeństwo zamieszkało początkowo w Grotkach. Wkrótce urodziły się ich dzieci: Apolonia (1804), Adolf Erazm Wincenty (1805) oraz Wincenty (1807).

Syn Adolf żeni się w 1827 r. z Antonina Kosicką w miejscowości Bukówno w pobliżu Grotek.
Akt ślubu Adolfa Sienkiewicza z Antoniną Kosicką z 1827 r.

W tym okresie rodzina mieszkała w Udrzynie w powiecie ostrołęckim. Sienkiewicz, po opuszczeniu Woźnejwsi, często zmieniał miejsce zamieszkania, co da się prześledzić na podstawie zapisów w aktach parafialnych.

W 1806 roku, na wieść o organizowaniu się Legionów Polskich pod dowództwem gen. Zajączka, Józef został 2 lutego 1807 roku przywrócony do służby wojskowej w stopniu porucznika. Brał udział w potyczce pod Tczewem (23 lutego 1807 roku) oraz w oblężeniu Gdańska, gdzie został ranny 6 maja. Z tego powodu otrzymał zwolnienie ze służby wojskowej. Awansował na stopień kapitana Legionów Polskich – taki tytuł widnieje w późniejszych aktach parafialnych.

12 października 1807 roku został mianowany leśniczym Leśnictwa Rajgród i osiadł w pobliskiej osadzie leśnej – Woźnawejsi. W tamtym czasie, przed reformą administracyjną, siedziba Nadleśnictwa Rajgród znajdowała się właśnie w tej miejscowości, a nie – jak później – w Rudzie. Czasy były burzliwe: wojny napoleońskie, pokój w Tylży, powstanie Księstwa Warszawskiego. Często byli wojskowi kierowani byli wtedy do pracy w leśnictwie – podobnie stało się z Józefem Sienkiewiczem.

Czytaj dalej

Opublikowano Dodaj komentarz

Oda Do Polskiego Lasu

Prezentujemy poniżej jeden z wielu wierszy Stanisława Nyki - leśniczego z Łubianki, które napisał przebywając na emigracji.

O lesie polski, zabytku piękności,
Korynckich kolumn Boży ty Kościele –
Obraz twój widzę przez mórz odległości;
Kolumny strojne w koron kapitele.

O gaje leśne pełne czaru wiosną;
W waszych pachnących ulistnionych
splotach –
Wirtuoz słowik grał pieśni radosne,
Których słuchała gwiazd ulewa złota.

O lesie wonny, twoje aromaty
Strudzonym ludziom siły przywracały,
Ty nas gościłeś owocem i kwiatem,
I gędźbą, którą twe drzewa szumiały.

Wielki nasz Adam dawno już napisał:
„Najpiękniej tylko w Polsce żaby grają” –
A czy ktokolwiek w innych lasach słyszał –
Taki śpiew ptaków, jak w Polsce śpiewają?