Opublikowano Dodaj komentarz

Mogilnica – Nasz Głos 1933 r. Nr 5 (11)

Poniżej zaprezentowany artykuł z cyklu “Nasze wsie” autorstwa Stanisława Wysockiego, ukazał się w numerze 5 (11) 1933 roku w augustowskim piśmie regionalnym „Nasz Głosˮ. Zachowano oryginalną pisownię.

Na południowych granicach naszego powiatu, w dorzeczu kanału Augustowskiego, tuż przy drodze powiatowej, wiodącej z Augustowa w stronę Białegostoku, położona jest jedna z najstarszych i najpiękniejszych wsi naszego powiatu — wieś Mogilnica. Prawdziwy typ wsi polskiej, zaścianka szlacheckiego. Zamieszkana jest przez ludność rdzennie polską, wyznania rz.-katol. bardzo ceniącą tradycję i formy ludowe. Śmiałoby można powiedzieć. że na terenie powiatu, Mogilniczanie stanowią odrębny odłam ludności. Przodkowie ich to szlachta łanowa, rekrutująca się ze słynnej piechoty wybranieckiej Stefana Batorego. Osadzeni na gruntach królewskich, zagospodarowali się wzorowo.

Wieś położona w linji prostej w kierunku ze wschodu na zachód, ma szeroką alejową ulicę, wyłożoną polnym kamieniem, po stronie północnej postawione są domy mieszkalne i chlewy, z przeciwnej zaś strony, rzędem wzdłuż całej wsi, ciągnie się pasmo stodół i śpichlerzy. Domy są otoczone sadami i kwietnikami. W całości wieś wygląda imponująco, poważnie. Turysta na pierwszy rzut oka potrafi ocenić i uznać wysiłek pracy kilku pokoleń, porządek i estetyczny wygląd wsi.

Ludność jest pracowita i sumienna. Spotyka się przeważnie charaktery urobione, twarde, zrównoważone i łagodne. Pozatem cechuje ją jeszcze religijność, uczciwość i zamiłowanie do pracy w gromadzie.

Mogilniczanie noszą się poeuropejsku. Sukmany chłopskie noszą jedynie starsi, lecz obecnie i te są już. rzadko spotykane, młodzież nosi garnitury marynarkowe z wiązanymi krawatami i kapelusze filcowe. Kobiety starsze noszą chustki lub szale, spódnice z zakładanemi fałdami t. zw. „w trzy brety”, dziewczęta natomiast noszą się modnie, ubierając się w suknie, często z droższych tkanin. Za przykrycie głowy służą kapelusze lub berety sportowe. Wszyscy z zamiłowaniem poświęcają się pracy na roli, a w wolnych chwilach starsi politykują, młodzież zaś oddaje się zabawom ze śpiewami i pląsami. Praca na roli jest jedynem zasadniczem źródłem dochodów, oprócz której mieszkańcy jeszcze zarabiają w lasach państwowych przy wywózkach i trzebieżach.

Mogilnica ma również piękne karty w historji. W czasach walk powstańczych 1831 i 1863 r. ludność miejscowa występowała zbrojnie przeciwko zaborcom. Młodzież ówczesna organizowała się w oddziały powstańcze i staczała boje na Ruskiej Górze, w uroczysku „Kunicha” i „Pobojna”. Z tych właśnie czasów istnieje bardzo wiele legend ludowych np. o złotym koniu na „Pobojnie”, lub skarbach na „Ruskiej Górze”, jakie mieli ukryć powstańcy przed wojskami rosyjskiemi. (O szczegółach napiszę innym razem).

Po wybuchu wojny światowej, Mogilniczanie energicznie organizowali się w oddziały P. O. W. Brali udział w walkach z Niemcami pod Czarniewem i Jaminami, wreszcie całym oddziałem przystąpiono do 4 kompanji 41 p. p.

Mogilniczanie będąc z krwi i kości ludźmi rycerskiego ducha i obecnie chętnie garną się do pracy organizacyjnej. Na terenie gminy Dębowo, wieś Mogilnica jest kuźnią roboty społecznej i ośrodkiem ruchu organizacyjnego. Istnieje tutaj męski oddział Związku Strzeleckiego, liczący 30 ludzi i oddział żeński liczący 12 strzelczyń. Obydwa oddziały uprawiają przysposobienie rolnicze; zaś oddział męski jest dość daleko posunięty w przysposobieniu wojskowem. Oba oddziały współpracują z sobą. Urządzają obchody uroczystości narodowych, wspólne wieczornice z przedstawieniami, latem zaś majówki na świeżem powietrzu. Do większych uroczystości miejscowych zalicza się dzień 3-go Maja, po którym w pierwszą niedzielę, co roku, oddziały Zw. Strz. urządzają majówkę z zawodami sportowymi na uroczysku „Ostrzełek”.

Na polu pracy społecznej wielkie zasługi położyła b. nauczycielka p. Janina Maksymowiczówna, założycielka żeńskiego oddziału Zw. Strz. i kilkoletnia referentka wych. obyw. oddziałów Mogilnice. Po odwołaniu Jej przez władze szkolne do Hołynki pozostały jeno wspomnienia oraz żywe serca bijące miłością i szacunkiem do przewodniczki duchowej — pionierki ruchu strzeleckiego w Mogilnicy.

Oprócz p. Maksymowiczówny w organizacji „Strzelca” zasługi położyli: Wacław Tomaszewski, miejscowy włościanin, Władysław Rzepko, b. komendant oddziału i Franciszek Duczyński, leśniczy, którzy żywo i gorąco zajęli się oddziałami Zw. Strz. po wyjeździe p. Maksymowiczówny.

Gdyby nie okoliczności, składające się niepomyślnie dla ruchu społecznego, Mogilnica dawałaby wszelkie gwarancje najwyższego rozwoju organizacji. Z niewiadomych powodów władze szkolne postanowiły zlikwidować miejscową szkołę. Dzięki energicznym wystąpieniom miejscowej ludności oraz poparciu władz administracyjnej i samorządowych, po zamknięciu szkoły we wrześniu 1932 roku zdołano w grudniu tegoż roku ponownie szkołę przywrócić, lecz według wszelkiego prawdopodobieństwa, z nowym rokiem szkolnym władze projektują nowy atak na szkołę. Mogilniczanie zajmują stanowisko wyraźne i zdecydowane, przy którem wszelkiemi siłami będą szkoły bronili, chociażby im przyszło ponieść największe ofiary, gdyż po zlikwidowaniu szkoły i odwołaniu miejscowego nauczyciela, zbraknie w Mogilnicy jednostki będącej ostoją zarówno organizacji jak też i biblioteki, nie mówiąc już o niemożności kształcenia dzieci.

Pod względem turystycznym Mogielnica ma położenie bardzo pomyślne; położona jest między uroczyskami lasów państwowych „Ostrzełkiem” i „Kunichą”. Tereny suche, piaszczyste, lasy iglaste, obfite w zwierzynę, jagody i grzyby. Zawdzięczając jedynie drogom wodnym, ma doskonałą komunikację w jedną stronę z Augustowem, w drugą zaś przez Biebrzę, Narew i Wisłę z Polską Środkową i Pomorzem. W czasie więc wycieczek letnich, możnaby wykorzystać malownicze zakątki południowych krańców naszego powiatu, lecz niestety, okolice te są najmniej zwiedzane przez wycieczkowiczów, których kanałem Augustowskim ciągną się rzesze w kierunku do jezior Mazurskich, nie zatrzymujących się tutaj. Za usprawiedliwienie posłuży uwaga, iż Mogilnica aczkolwiek leży nad kanałem Augustowskim, to jednak połączenie z kanałem ma przez groblę, prowadzącą na Dębowo. Największą właśnie bolączką nie tylko Mogilnicy, lecz wszystkich tutejszych miejscowości, jest bardzo zły stan dróg powiatowych, raczej podobnych do rowów i wertepów, niż do dróg oddanych do użytku miejscowej ludności. Grobla prowadząca przez błotniste łąki z Mogilnic do Dębowo, w porze wiosennej i jesiennej jest nie do przebycia. Dotychczas bardzo dużo mówiło się o reparacji powyższej drogi, lecz projekty spełzły na niczem, a stan dróg z roku na rok pogarsza się.

Drogą powiatową Mogilnica ma połączenie z Augustowem przez Promiski i Białobrzegi. Odległość około 20 klm. przebywa się końmi w 3-y godziny. Do jazdy rowerem lub motocyklem służą dróżki boczne, twarde, zupełnie nadające się dla ruchu kołowego. W kierunku południowym, drogą powiatową łączy się z Białystokiem przez Dolistowo i Osowiec, gdzie do szosy około 10 klm.

Najbliższy Urząd Pocztowy i Zbiornica P. K. O. mieści się w Sztabinie, oddalonym piękną drogą polną i leśną o 7 klm. Urząd gminy Dębowo, telefon, Kasa Stefczyka oraz zakłady gastronomiczne i sklepy spożywcze, mieszczące się w Jaminach, oddalonych o 2 klm. od Mogilnic. Na miejscu można zakupić po bardzo niskich cenach, artykuły spożywcze i nabiał. Pewną trudność sprawia zakup mięsa, które trzeba sprowadzać ze Sztabina lub Augustowa.

Ludność jest bardzo gościnna i chętnie wita wycieczkowiczów.

Okolice Mogilnicy mogą być wykorzystane jako tereny turystyczne II klasy. Okolice piękne, swojskie, iście sienkiewiczowskie, tu zagroda, tam zagajnik, ówdzie sędziwy las, działają na człowieka, szukającego w przyrodzie uroku, a na łonie natury — wypoczynku po dniach pracy i znoju. Aczkolwiek poza lasami, miłą ludnością, kanałem Augustowskim i Biebrzą, niema tego, czego się u nas ogólnie wymaga, połaci jezior, to jednak okolice Mogilnicy są urocze, a przedewszystkiem zdrowe. Turyście szukającemu urozmaiconego krajobrazu i suchej miejscowości, nie żaglowcowi i kajakowcowi, lecz amatorowi wędki, piechurowi lub cykliście, gorąco zalecałbym zwiedzenie tych okolic.

Dla rybołówstwa są warunki bardzo pomyślne. Kanał Augustowski w okolicy Dębowa oraz rzeka Biebrza odległa od Mogilnic o 2 klm. są bardzo rybne, a zwłaszcza w jazie i węgorze, natomiast trudno spotkać leszcza.

Komu wiec odpowiadają warunki Mogilnicy, powinien koniecznie zwiedzić królewską wieś, kogo zaś bardziej interesuje żagiel, wiosło lub wreszcie urocza Rusałka, to już bezsprzecznie powinien na wypoczynek udać się do Studzienicznej lub Serw.

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Krewniak Starke z CIA

Nazwisko Starke nie robi wrażenia na żadnym z członków mojej rodziny czy znajomych. Nie mając genealogicznej wiedzy o tej rodzinie trudno domyślić się, że przybrał je sobie na amerykańskie nowe życie urodzony w Lipowie Jan Stankiewicz (1877- 1955). Nie jest powszechnie znane też, że ten Jan po przybyciu do Stanów w 1900 roku, ożenił się z Bronisławą Łabanowską (1887- 1977) z Łopuchowa pod Sejnami, wnuczką Tomasza (1835- 1889) i Floryanny Szczudło (1834-1900). Ślub dany był w 1904 roku w Shenandoah, Pensylwania. Para ta miała siedmioro dzieci: Nell (1905- 2001), Mary (1907- 2000), Edna (1909- 2013), John (1912- 2007), Irene (1915- 2007), Richard (1923- 1944) i Raymond (1925- 2013).

Najmłodszy z rodzeństwa Raymond Starke w skrócie zwany Ray’em, tak jak reszta dzieci Jana i Bronisławy, urodził się w Shenandoah, górniczym miasteczku w stanie Pensylwania. Z jakichś przyczyn pojawiało się tam wielu Polaków z Suwalszczyzny, o czym mogłem przekonać się w czasie pobytu na tamtejszych cmentarzach w 2014 roku.

Ray uczył się w szkole podstawowej w Shenandoah, a następnie poszedł do St. John’s College Annapolis Maryland, gdzie dostał się zajmując limitowane miejsce zabitego w 1944 roku na wojnie we Francji brata Richarda. Po zdobyciu wykształcenia wstąpił do CIA (Central Inteligence Agency) i jako pracownik agencji był wysyłany w różne miejsca pracy. Świadom ryzykowności swojej pracy, miał dobry zwyczaj listownego informowania rodziny o miejscu swojego aktualnego pobytu. Zgodnie z umową list miał być otwarty dopiero wtedy, gdy nie odzywał się przez dłuższy czas. Jedną z destynacji agenta Starke była powojenna Polska, dokąd trafił w ramach porozumienia z polskimi władzami. Jednak został zdemaskowany i bez wiedzy patronów z USA osadzony w areszcie. W tym czasie był w narzeczeńskim związku z córką ówczesnego ambasadora USA w Szwecji. Kiedy dłuższy czas do niej się nie odzywał, poprosiła o interwencję ojca, który wydobył więźnia z aresztu. W czasie pobytu w areszcie Ray nie przyznał się, że zna język polski. Wspominając później ten trudny czas jako coś niezwykłego opowiadał, że co rano wszyscy więźniowie rozpoczynali dzień od śpiewania pieśni „Boże coś Polskę”.

W okresie późniejszym, już w Ameryce Raymond Starke poznał Hortensję Lopez Lagudę (1920- 2010, fot. obok, źródło: Find A Grave), która pochodziła z Filipin. Ray został ostrzeżony przez władze agencji, że jeśli będzie chciał się z nią ożenić, musi zrezygnować z pracy w CIA, gdyż nie była obywatelką USA. Takie było prawo. Ray zdecydował się na małżeństwo z Filipinką kosztem pracy w wywiadzie, mimo że szefem był wówczas jego dobry kolega.

Hortensja Laguda przed Rayem miała już związek z Georgem Hodelem (1907- 1999), który był jednym z licznych podejrzanych w głośnej, szeroko opisywanej w amerykańskich mediach sprawie makabrycznego zabójstwa kelnerki Elizabeth Short znanej jako „Black Dahlia Murderer”. Hortensja miała z nim czworo dzieci. Rodzina Hortensji Laguda w Negros na Filipinach miała wielkie plantacje trzciny cukrowej. Ray z Hortensją założyli plantację na Florydzie. Kiedy ciągle jeździła tam i z powrotem na Filipiny, zostawiając czwórkę swoich dzieci mężowi (była na Filipinach senatorem), relacje małżonków się pogorszyły. Nie mógł sobie dać z tym rady, bo mimo że formalnie poza firmą, faktycznie nadal pracował dla CIA (w sumie 25 lat). W grudniu 1987 roku Ray rozwiódł się z nią i ożenił z Leilą Bray.

Tablica nagrobna pierwszej żony Ray’a Starke

Swoim krewnym Ray zostawił dyspozycję, że chce być pochowany na cmentarzu w Shenandoah, przy rodzicach. Prosił o to swoją kuzynkę Isabelle. Zmarł w roku 2013 na Florydzie. W ceremonii pożegnalnej i pogrzebie na cmentarzu parafii św. Stanisława w Shenandoah była najbliższa rodzina i kuzynka Isabelle. Żona Laila się nie pojawiła.

Konto Ray’a Starke na portalu Find A Grave. Zgodnie ze swoją wolą, pochowany przy rodzicach, z nazwiskiem rodowym ojca, Stankiewicz

Na podstawie informacji Christy Shukaitis opracował Andrzej Szczudło.

 
Opublikowano Dodaj komentarz

178. rocznica śmierci ks. Tadeusza Borczaka, proboszcza z Jamin

Kilka dni temu, nasza Sympatyczka i indeksująca – Małgorzata Bogdanowicz, penetrując parafie na Litwie odnalazła akt zgonu byłego proboszcza parafii Jaminy, ks. Tadeusza Borczaka.

Zmarł on 7 kwietnia 1844 roku, w wieku około 66 lat, w Liszkowie, na terenie dzisiejszej Litwy.
Znamienne, że akt dał się znaleźć niemal idealnie w 178. rocznicę śmierci.

Co wiemy o księdzu Tadeuszu Borczaku?

W naszej wyszukiwarce Geneo, w latach 1794 i 1798 wymieniony jest on w aktach urodzeń parafii Jeleniewo jako „wikary przeroślski”, następnie odnajdujemy jego nazwisko w aktach ślubu z 1821 r. tejże parafii.

W Dzienniku Urzędowym Województwa Augustowskiego wydanym w Suwałkach dnia 3 lutego 1821 r. (str. 40) znajdujemy informację o egzaminach duchowych z 1820 r., po których ks. Tadeusz Borczak może zostać mianowany na proboszcza. Natomiast w opracowaniu Witolda Jemielity pt. „Parafialne szkoły elementarne w Guberni Augustowskiej (1815-1848)” (Rocznik Białostocki, 12, 1974, s. 258) ksiądz T. Borczak wymieniony jest jako nauczyciel szkoły elementarnej w Przerośli. W okresie Księstwa Warszawskiego i Królestwa Polskiego szkoła elementarna związana była z parafią.

Ks. T. Borczak w parafii Jaminy

Dokładnej informacji lub podanej wprost daty przybycia do Jamin nie odnotowaliśmy, ale można domniemywać, że był to rok 1826. W tym właśnie roku posadę nauczyciela szkoły elementarnej w Przerośli objął ks. Dawid Szpey, a w zindeksowanych przez nasz Zespół aktach urodzeń parafii Jaminy, od początku 1826 r., ks. T. Borczak podpisuje się jako administrator parafii. W księdze ślubów, metryki z tego okresu podpisuje w zastępstwie za ks. Kleyna.

Kiedy 13 czerwca 1826 r. w wieku 47 lat umiera w Jaminach pochodzący ze Żmudzi ks. Melchior Kleyn, akt jego zgonu, w zastępstwie za ks. Puławskiego, podpisuje ks. Borczak. Podpisuje się on w księgach parafii Jaminy w ten sam sposób do końca września 1826 r., a od października 1826 r., już jako proboszcz. Na podstawie metryk zindeksowanych przez JZI, można podważyć informację opublikowaną przez Aleksandra Połujańskiego w „Wędrówkach po Gubernji Augustowskiej w celach naukowych odbytych” z 1859 r. (str. 194), że ks. Tadeusz Borczak został proboszczem jamińskim dopiero w roku 1834 r.

Wspomniane wcześniej opracowanie W. Jemielity „Parafialne szkoły elementarne…”  zawiera nazwisko Borczak – nauczyciela szkoły elementarnej w Jaminach w roku 1829. Uczęszczało wówczas do niej 13 dzieci oraz dalsze 57 dzieci w Jaziewie i Mogilnicach. Być może imię Józef, odnoszące się do księdza w wyżej wymienionym opracowaniu, zostało podane błędnie. Kto wie, czy omyłka nie nastąpiła np. przy odczytywaniu odręcznego pisma, kiedy użyto tylko pierwszej litery imienia i zamiast „T” odczytano „J” i zapisano domyślnie imię Józef?

W latach 1830-1831 ks. T. Borczaka zastępuje ks. Julian Kosakowski. Natomiast w Rocznikach Humanistycznych (Tom XXVIII, zeszyt 2 – 1980, str. 96), Jan Ziółek w artykule „Patriotyczna postawa duchowieństwa w czasie Powstania 1830-1831 roku” wspomina o aresztowaniu proboszcza parafii Jaminy pod zarzutem współpracy z partyzantami. Najwyraźniej wskutek takiej postawy, duchowny zostaje zesłany na Sybir, do miejscowości Wiatka. Notka z jego nazwiskiem umieszczona jest w opracowaniu: „Poczet skazańców na Sybir do gubernii tylko Wiatskiej z powstania roku 1830-31” (Kraków 1867 r.; str.  6). Uwolniony w maju 1832 r. wraca do Jamin, co potwierdzone jest jego podpisami w księgach parafialnych już w 1833 r. Nazwisko ks. Borczaka, jako proboszcza tejże parafii, widnieje jeszcze do listopada 1839.

Zastanawiający jest akt małżeństwa, spisany dnia 2 marca 1840 r. w księgach jamińskich. Ślubu udzielił ks. Romuald Truszkowski, obecny w parafii Jaminy od połowy 1839 r. W akcie odczytujemy, że ks. T. Borczak był świadkiem na ślubie wielmożnego Józefa Foxa z Augustowa, pochodzącego z Galicji budowniczego m.in. augustowskiej synagogi, kirchy ewangelickiej i kościoła. Artykuł o J. Foxie napisał Daniel Paczkowski.

Na tym akcie kończy się nasza wiedza na temat dalszej posługi kapłańskiej ks. Tadeusza Borczaka w parafii Jaminy.

Ks. Tadeusz Borczak w Liszkowie

Odnaleziony kilka dni temu akt zgonu ks. T. Borczaka w parafii Liszkowo przenosi nas na teren obecnej Litwy.

Liszkowo (lit. Liškiava) to niewielka wieś, położona na wysokim, lewym brzegu Niemna, niespełna 9 km od znanej miejscowości uzdrowiskowej Druskienniki. Dawniej miejscowość ta znajdowała się w powiecie sejneńskim, w Guberni Augustowskiej. Na początku XVIII w. ulokowano tam kościół św. Trójcy wzorowany na kościele sakramentek z warszawskiego Nowego Miasta i klasztor dominikanów, do którego sprowadzono zakonników z Sejn.

Po III rozbiorze Polski, którego granicą była rzeka Niemen, ten fragment I Rzeczpospolitej przypadł w udziale Prusom. Władze pruskie zamknęły klasztor i zamieniły go na więzienie dla księży, a kościół w 1812 r. zamieniono na parafialny. Dopiero po wojnach napoleońskich Liszkowo znalazło się w zaborze rosyjskim. W latach 1836-1849 w podominikańskim klasztorze urządzono Instytut Księży Demerytów z Królestwa Polskiego.  W warunkach prawie więziennych, w celach resocjalizacji przebywali demeryci, tzw. księża zdrożni, skazani na pokutę w odosobnieniu, za wykroczenie przeciw moralności. Do domu poprawczego trafiali głównie księża z powodu niemoralnego prowadzenia się, pijaństwa, wykroczeń przeciw powołaniu i obowiązkom kościelnym, itp. Nadzór nad nimi sprawowany był przez władze świeckie i kościelne.

Odnaleziony akt zgonu ks. T. Borczka, datowany na rok 1844 potwierdza, że, niestety, nie była to kolejna po Jaminach parafia, którą objął jako proboszcz… Świadkowie zgłaszający zgon, wymienieni w dokumencie, pełnili funkcję biuralisty i odźwiernego, obydwaj oficjaliści (urzędnicy) Instytutu Liszkowskiego.

W marcu 1849 r. więzienie przeniesiono i księży demerytów osadzono na Św. Krzyżu. Obecnie w podziemiach kościoła urządzone jest  Muzeum Dziedzictwa Liturgicznego XVIII-XX w., a w budynku poklasztornym Centrum Kultury. Latem organizowane są rejsy statkiem po Niemnie z Druskiennik do Liszkowa, gdzie w czasie 1,5-godzinnego postoju można zwiedzić dawne założenie klasztorne z bogatym wnętrzem  późnobarokowego kościoła.

Ciekawe jest fakt, że pochodzące z I połowy XIX w. stacje drogi krzyżowej w kościele w Jeleniewie, czyli w pierwszej parafii ks. T. Borczaka, są tak bardzo podobne do tych, które można zobaczyć w kościele w Liszkowie.

W dniu 178. rocznicy śmierci proboszcza jamińskiego, wspominamy ks. Tadeusza Borczaka. Za jakie przewinienia został osadzony w Liszkowie, w miejscu, gdzie zakończył swój żywot? Czy ma to coś wspólnego z osobą Józefa Foxa, na którego ślubie był świadkiem? Być może karty historii odsłonią przed nami i takie informacje…

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Krasnopol – indeksy chrztów z lat 1862-1870

Chrzcielnica z obrazem chrztu Pana Jezusa w kościele parafialnym

Chciałabym podzielić się moimi uwagami o indeksowanej przeze mnie „Księdze urodzeń 1862-1870 parafii Krasnopol”. Jest to pierwsza oryginalna księga urodzeń parafii Krasnopol dostępna w archiwum parafialnym od czasu funkcjonowania nowego kościoła tj. od 1862 roku. W tamtym czasie, w skład parafii wchodziły miejscowości, z których później wydzielono parafię Karolin: Białogóry, Frącki, Głęboki Bród, Karolin, Krasna, Pogorzelec i Tartaczysko.

W okresie obejmującym indeksowany okres służbę pełnili następujący duchowni: ks. Józef Katyll proboszcz, ks. Wincenty Akielewicz wikary, ks. Felicjan Trochimowicz proboszcz, ks. Franciszek Marmo proboszcz, ks. Piotr Wnorowski proboszcz, ks. Hiacynt Wasilewski. Felicjan Tomkiewicz alumn seminarium sejneńskiego występuje jako ojciec chrzestny i jego grób jest na naszym parafialnym cmentarzu. Czasami chrzty były dokonywane w parafiach sąsiednich np. Sejnach, Kaletniku, Kalwarii, Smolanach czy Wigrach, i chrztu udzielali tamtejsi księża, ale akta spisane były w tutejszej księdze parafialnej. Bardzo rzadko zdarzały się opóźnienia spisania aktów, a przyczyny były życiowe np. opóźnienie przez zaniedbanie, albo niestawienie się ojca we właściwym czasie. Zdarzało się że „…ojciec nie wiadomo gdzie się znajduje”, albo przy akcie urodzenia dziecka przez kobietę niezamężną stawiający się uznaje oficjalnie w akcie swoje ojcostwo. Z najbardziej zaskakujących dla mnie profesji osób wymienianych w metrykach były: żebrak, dziad szpitalny, murnik (nie wiem czy to tożsame z murarzem). Bardzo piękny był przyrost naturalny w ilości sięgającej do 150 urodzeń, przy obecnym przyroście ok. 20. Możemy spodziewać się, że wiele dzieci umierało, ale i tak statystyka była powalająca.

Bardzo miłym dla mnie zaskoczeniem, było odkrycie, że zachowały się po dzień dzisiejszy nazwiska rodzin żyjących w tamtych czasach i tych samych miejscowościach. Do dzisiaj w Czarnej Buchcie mieszkają Klepaccy, w Gremzdelu Karłowicze, a w Pawłówce Wojciechowscy, Sitko, czy Grzędzińscy. Niektóre miejscowości jak np. Rutka Pachucka, praktycznie wymarły. Obecnie jest to miejscowość w środku lasu i są tam dwa domy, a w roku 1862 – 1870 mieszkały rodziny: Pachuckich, Krzywickich, Popławskich, Paszkiewiczów, Konefko, Jadkowskich, Lisowskich, Nowickich, Miszkielów, Łaniewskich, Szarejko, Manel, Daniłowicz i Milewskich.

Figura św. Agaty na zabytkowej kaplicy położonej obok kościoła
Dzięki zapisanym w metrykach danym poznałam nazwiska właścicieli ziemskich z terenu parafii Krasnopol. Dziedzicem dóbr Pojezierze był Szymon Wierzbowski, a dziedzicem majątku Bursynowizna był Bolesław Ildefons Chmielewski, później w 1870 r. Maciej Filonowicz (być może skutek represji po Powstaniu Styczniowym wobec Chmielewskiego). Właścicielem dóbr Epidemia był Napoleon Tomkiewicz, a dziedzicem Jegliniszek był Józefa Macewicz. W aktach poznajemy też nazwiska ludzi pełniących funkcje publiczne: Kazimierz Olszewski – burmistrz miasta Sejny w 1862 r., Teofil Graliński – sekretarz Biura Naczelnika Powiatu w Sejnach w 1862 r., Ksawery Tomkiewicz – pisarz Policji w Kalwarii w 1862 r., Józef Wiszniewski – były wójt Sejn w 1864 r., Jerzy Matukański – pisarz wójta Gminy Krasnopol w 1866 r., Kajetan Bućko – wójt Gminy Huta w 1868 r., Wincenty Kulesza – pisarz Gminy Krasnopol w 1869 r., Romuald Kamiński – kancelista powiatu sejneńskiego w 1869 r., Wincenty Mysiewicz – sołtys Krasnopola w 1870 r., Antoni Wezner – wójt Gminy Szypliszki.

 

Mam świadomość, że dzięki mojej pracy przywracam pamięć o ludziach, których nazwiska są zapisane w aktach metrykalnych. Jest to dla mnie cenne i mam nadzieję, że posłuży poszukiwaniom genealogicznym, oraz zapamiętaniu tych, który przed nami żyli. Czytając akta metrykalne, które są bogatym źródłem historycznym, możemy poznać historię swojej małej ojczyzny i ówczesne społeczeństwo. W 1864 roku było 192 akty urodzeń, które mogą świadczyć o represjach i gwałtach na ludności miejscowej w okresie Powstania Styczniowego, albo o jednorocznym wzroście urodzeń. Być może zachęci to mieszkańców mojej parafii do poszukiwań historii rodzinnych i wsłuchania się w głos starszego pokolenia, ożywi ich wspomnienia, które są bezcenne.

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Augustów

O tym, jak odkryłam moją drugą „małą ojczyznę” i poznałam rodzinę Janusza

OD ROKU 1967 DO DZIŚ…

Kiedy zaczyna znikać nasz pierwszy świat, ta mityczna kraina początku, in­stynktownie zaczynamy sobie szukać miejsca rezerwowego. Drugiej małej oj­czyzny i drugiej rodziny.

Byliśmy już z Januszem cały sezon razem i właśnie mieliśmy się przenieść do Kalisza, kiedy postanowił poznać mnie ze swoją rodziną zamieszkałą w Au­gustowie i okolicznych wsiach, które zwane były przez mieszkańców powiato­wego Augustowa „prowincją”.

Babcia Elżbietka
Babcia Elżbietka

Zdawałam sobie sprawę z wagi tej chwili i nie będę ukrywać, bałam się: jacyś nieznajomi, obcy ludzie w jednej chwili mają się stać moimi najbliż­szymi. Szłam ulicą w kierunku jego domu, liczyłam kroki. Na ganeczku do­mu rodzinnego Janusza, na ulicy Tadeusza Kościuszki pod numerem 13, siedziała wsparta o kostyle Elżbietka Malinowska, babka Janusza. Na głowie miała chusteczkę, bieluteńkie, pachnące szarym mydłem włosy i uśmiecha­ła się do mnie całą swoją grubowatością. Była tęga, duża i lekko pochylona. Ganek był też krzywy i też pochylony jak babcia Elżbietka. Domek niewiel­ki, zapuszczony, przypominał trochę czterookienną chatkę, w układzie sy­metrycznym, z sienią na przestrzał. Z domu wybiegła, żeby mnie przywitać, Olimpia, mama Janusza. Maleńka, zawsze uśmiechnięta i serdeczna. Ręce pośpiesznie wycierała w fartuch, bo kończyła właśnie faszerować kurczaka na moje przyjęcie. Kurczak był jej najlepszym daniem. Chciała, żeby od najlepszego zaczęło się moje wrastanie w rodzinę Janusza, w jego świat, w świat jego kolegów i znajomych. Poznawałam także jego z innej, niezna­nej mi dotąd strony. To nie zawsze było łatwe. Często czegoś nie rozumia­łam, coś mnie irytowało. Ale już nigdy nie mogłam sobie pozwolić na chłodną obserwację Augustowa, oglądania go krytycznie, z zewnątrz, jak zapuszczonego peerelowskiego miasteczka. Wszystko wokół stawało się tak­że moje. Własne… Mój Kamień chował się za horyzontem. Wchodziłam w nowy WIDNOKRĄG.

Przez cały czas pobytu w Augustowie jeździliśmy po okolicznych wsiach w poszukiwaniu starych lamp naftowych do Januszowej kolekcji. Nasze wyprawy czę­sto były połączone z odwiedzinami miejsc szczególnych, takich jak Janówka czy Topiłówka. Tam Michałowskich, wojennych wygnańców z Augustowa, gnanych pieszo do obozu w zadymkę, śnieżycę, mróz porzucili Niemcy, kiedy front był tuż, tuż… Tam Janusz dowiedział się, co to jest wojenny głód, bezdomność, nie­życzliwość sąsiedzka i strach. Poznawałam ten ciągle nowy jeszcze dla mnie świat krok po kroku. Potem przyszła kolej na rodzinę ze wsi.

Odwiedzaliśmy cały rozległy ród Malinowskich w Netcie i Żarnowie.

Z młodymi jeździłam na traktorze, a Stacha, cioteczna babka Janusza, uczyła mnie doić krowę. Trochę udawałam własne nieuctwo, żeby im się przy­podobać. O wsi wiedziałam przecież dużo. Jestem w końcu etnografką z dy­plomem! A dzieciństwo w Kamieniu też było nieustannym poznawaniem obyczajów wiejskiego świata. Ale teraz to była inna wieś. Inny jest punkt wi­dzenia, kiedy jako etnograf chodzi się po wsi, prowadzi wywiady, zadaje lu­dziom głupie pytania, a jeszcze inny, kiedy na wieś patrzy się z wysokości dworskiego ganku. Przyszłam tu z innego świata i mając już za sobą kawał ży­cia, stanęłam wobec nowej perspektywy. Tym razem chciałam poczuć się członkiem tej nowej dla mnie społeczności. No, może członkiem to przesada, ale kimś naprawdę jej bliskim.

Chyba w 1988, może już w 1989 roku byliśmy na grobach w Cłach. To ma­ła wyrębinka przy drodze, też bardziej przypominająca przecinkę niż trakt — a na niej krzyże, krzyże, krzyże z patyczków, z szyszek i kijków. Leżą płasko na poszyciu, igliwiu, wzdłuż wgłębień, które jak zasypane okopy wojenne ciągną się jeden obok drugiego. Na drzewie, pod którym stoi jedyny, biały, drewniany krzyż, kartka wyrwana z zeszytu, zgnieciona, zamokła, a na niej dziecinnym pi­smem napisane, że tu leżą pomordowani przez NKWD i UB w lipcu 1945 roku. Padał deszcz, czekaliśmy w samochodzie, aż przestanie lać, żeby zrobić zdjęcia.

Jak oni znaleźli te groby? — zapytałam potem fufajkowatego grubasa, któ­ry z drugim takim samym pił wino „Wino” przy drodze, na polance w desz­czu, ukryty pod liściem chrzanu. Spojrzał, długą chwilę milczał, widocznie nieufny, i wreszcie wymamrotał: „Jednemu z sąsiedniej wsi przyśnił się oj­ciec. Ślad po starym zaginął w 1945. Dopiero się przypomniał. Widać wcze­śniej nie mógł się śnić. Teraz kazał się synowi odkopać i pochować po chrześcijańsku. Wskazał mu miejsce. Właśnie tu, ale lepiej nie gadać! Jak ten, co mu się przyśniło, powiedział, to zaczęli go ciągać po posterunkach”.

Parę dni potem Janusz pokazał mi Kubrynia. Chodził po rynku w Augu­stowie. Uśmiechnięty, zadowolony, chyba nawet bardzo zadowolony. W 1945 to on denuncjował tych, którzy tam leżą. Wtedy, u progu wolnej Polski, wszy­scy go znali i wiedzieli o nim wszystko. A jednak nikt go nie tknął. Tacy to byli „sąsiedzi”! Kubryń był podwładnym Szostaka z UB, największego morder­cy w okolicy.

Szostaka pokazał mi jeszcze Janek Swiderski w latach sześćdziesiątych, kiedy pływaliśmy po augustowskich jeziorach z moim byłym mężem Jerzym Adamskim. Ten Szostak morderca nadal sobie spokojnie żył, przefarbowany na hobbystę kolekcjonera. Żył tak aż do 1987 roku. Nad Nettą miał muzeum osobliwości. Zbierał i rzeźbił korzenie podobne do różnych stworów, specjalizował się w diabłach, zbierał buteleczki po perfumach, hodował czaplę, lisa i królika. Żył tak, aż któregoś dnia wszystko spaliło mu się do cna. Samotny, opuszczony przez wszystkich Szostak latał wkoło jak oszalały z wiadrem wody. Wył, ryczał, błagał i wzywał pomocy. Tłum stał milczący, patrzył i czekał, aż wszystko spłonie. Bezruch i cisza! Zemsta za pomordowanych ojców i braci.

Ta ziemia wciąż ma swoje tajemnice. Ale piękno i cisza szczelnie je przykrywają.

Januszek u fotografa
Januszek u fotografa

W domu w Augustowie oprócz babci Elżbietki i mamy Olimpii mieszkał jeszcze brat Janusza Jurek z żoną Barbarą i synem Bogusiem. Mama praco­wała do emerytury w sklepie, Jurek od zawsze w budownictwie. Ale tak na­prawdę bardziej był rybakiem niż budowlańcem. Jak miał czas, to wychodził na ryby jeszcze głęboką nocą. Wracał zawsze z tarczą. Wiedział, gdzie jaka ry­ba, wiedział, kiedy bierze. Kaidy połów był zmierzony. Każda większa sztu­ka zapisana. Te zeszyty przechowywane są do dziś. Ale teraz już Jurek ryb nie łowi. Na emeryturze „łowi” stare kapliczki, cmentarze, pomniczki i wszyst­ko, co świadczy o inności, co nie jest z naszego plastikowego świata. Doku­mentuje to w czasie długich codziennych wędrówek z Barbarą u boku, przemieszczając się małym, bardzo już wysłużonym fiacikiem. Jurek to znaw­ca tych ziem. O każdym swoim odkryciu opowiada z takim przejęciem, jakby natknął się na jeszcze nieodkrytą wyspę na Oceanie Spokojnym.

Stary pożydowski dom przy Kościuszki, w którym urodzili się obaj, Ja­nusz i Jurek, kupili ich dziadkowie, Marcin i Elżbietka Malinowscy, których przywiała tu Wielka Rosyjska Rewolucja Październikowa. Malinowscy miesz­kali przedtem w Odessie, gdzie dziadek Janusza miał warsztat szewski. Pra­cowało u niego kilku ludzi, podobno większość chromych, jednonogich, żeby było taniej. „Szewcowi nogi niepotrzebne” — mawiał dziadek Marcin, znany ze specyficznego poczucia humoru. Grupa kalek, jedni bez nogi, inni bez rę­ki, z zapamiętaniem stukają młotkami w podeszwy butów pod czujnym okiem mistrza Sajetana z „Szewców” Witkacego czytającego im na głos „Kapitał” Marksa, ten fragment o „środkach produkcji”, które do nich nie należą, a po­winny. Janusz grał Sajetana w kaliskich „Szewcach”, spektaklu Maćka Prusa. Teraz w kreacyjnym dokumencie mógłby być i swoim dziadkiem Marcinem, i Sajetanem.

Dziadek Marcin z chłopcami
Dziadek Marcin z chłopcami

Dziadek Marcin do Odessy pojechał za chlebem. Urodził się jeszcze w XIX wieku w Żarnowie, w chacie z glinianą polepą zamiast podłogi, gdzie ludzie i zwierzęta spali i mieszkali razem. Było ich dwunastu braci, więc nie było jak dzielić majątku. Marcin jako najenergiczniejszy z nich, ale też nielu­biący pracy na roli, w lnianej koszuli przepasanej sznurkiem, z tobołkiem na plecach i chlebem na drogę wyjechał do Warszawy, gdzie uczył się szewstwa na ulicy Piwnej, w domu „gołębiarki”. Każdy stary warszawiak wie, gdzie to jest, ale nie wie, że to naprzeciwko naszego domu, w którym z jego wnukiem Januszem mieszkamy od czasu, kiedy przyjechaliśmy tu z Poznania. Marcin wyuczył się na Piwnej szewstwa i pojechał dalej — na wschód. Potem, jak Mar­cin i Elżbietka w 1918 roku uciekali z Odessy przed bolszewikami, to cały swój majątek zamienili na papierowe ruble. Elżbietka chciała złote, ale decy­dował Marcin, którego wprawdzie wyzywała od „żarnowskich kluch”, ale za­wsze aż do samej śmierci mu ustępowała. Gdy okazało się, że te papierowe ruble są nic niewarte, Elżbietka wyciągnęła jakieś swoje zaskórniaki, zarobio­ne w Odessie na obszywaniu żon carskich oficerów i aktorek, i kupiła za nie w Augustowie ten pożydowski dom na ulicy Kościuszki.

Januszek w drodze do szkoły teatralnej
Januszek w drodze do szkoły teatralnej

Ich córka, mama Olimpia, wyszła za Bolka Michałowskiego, nauczyciela. Pobrali się w 1936 roku. Miłość była gorąca, ale krótka. W 1940 Sowieci wy­wieźli go na Wschód. Olimpia „odkrytoje pisma” od męża z zesłania prze­chowywała w szufladzie białego bufetu w przedwojennej kopercie z fałszywym dla niepoznaki adresem nadawcy. Kartki były wygniecione i spłowiałe. Bolek wysyłał je Olimpii najpierw z kopalń, z Krzywego Rogu z dalekiego Kaukazu, skąd udało mu się uciec. Potem przychodziły już listy z okolic Siedlec. Na po­czątku wojny był szefem wywiadu AK obwodu augustowskiego. Bolka, gdy już wracał z partyzantki do domu, zamordowali najprawdopodobniej enkawudzi­ści razem z miejscowymi ubolami. Olimpia została sama, bez zawodu, ale za to z dwoma chłopcami i starymi rodzicami na utrzymaniu.

Janusz w młodości nigdy nie widział profesjonalnego teatru, ale za to du­żo czytał, pięknie recytował wiersze i na wszystkich akademiach był pierwszy i najlepszy. Pewnego dnia podjął męską decyzję, że zostanie aktorem. W sa­mej Warszawie. Z drewnianym kuferkiem i w marynarce w kratę uszytej przez babcię Elżbietkę, z włosami w plerezę na cukier i butelką tranu dla zdrowia pojechał w ślad za swoim dziadkiem Marcinem do Warszawy.

Nasz dom w Augustowie
Nasz dom w Augustowie

Nasz dom w AugustowieA teraz pomieszkujemy latem w jego rodzinnym domu w Augustowie. Wy­remontowaliśmy stary, stupięćdziesięcioletni, a może nawet starszy dom. Po­stanowiliśmy przywrócić mu to, co kiedyś było piękne, i to, co zostało zapomniane. Na starych belkach i pobielanych ścianach zawisły rodzinne foto­grafie. Dla mamy Janusza, która na starość miała problemy z poruszaniem się. chcąc jej ułatwić codzienne ablucje, wybudowaliśmy przy jej pokoju własną łazienkę. „Tyle lat tu żyję i nie wiedziałam, że w ścianie jest woda” — powiedzia­ła zdziwiona i przestraszona, gdy pierwszy raz odkręciła kurek. Teraz mama Ja­nusza już nie żyje, Jurkowie przeprowadzili się do bloków w śródmieściu Augustowa.

Przydomowy ogród wypiękniał przez lata, ale tylko w połowie i od wscho­du. Od wschodu, bo w Augustowie majątek starszego brata jest zawsze od wschodu. Młodszy ma grządki na zachodzie. Także na zachodzie Jurek ma oranżerię, którą zbudowaliśmy mu na końcu ogródka, od Kopernika. Szklany pawilon ukryty w zieleni pachnie tak samo jak w wielkiej oranżerii w Kamieniu, tej, co była zaraz obok domku Grabowskiego, tego ogrodnika z grubym paznokciem. Czasami chodzę tam podumać, pomilczeć i zrozu­mieć, jak to w przeszłości tkwi przyszłość. Z naszymi sąsiadami Wiśniewski­mi z naprzeciwka, z drugiej, tej parzystej strony Kościuszki, bardzo się przyjaźnimy. Zosia robi pyszne puszyste kołduny, jak nikt w okolicy, a syn Zbyszek, który wtedy, przed laty, zaczynał od sprzedawania marchewki z wóz­ka, teraz otwiera co i rusz sklepy-salony rowerowe w całym Augustowie.

Mama Olimpia
Mama Olimpia

Augustów i jego okolice to dla mnie druga mała ojczyzna. Dom, w którym urodził się Janusz, to taki zastępczy Kamień. A do rodziny Janusza czasami bliżej mi niż do niektórych członków mojej…

Kończę pisać ten fragment książki w naszym zielonym saloniku w Augu­stowie, w dawnym szewskim warsztacie dziadka Marcina. Potem była tu kuch­nia, w której babcia szyła. Tu też umarła. Kiedy niedługo przed swoją śmiercią już prawie niewidząca mama Janusza, przerażona, wyrwana ze snu, wbiega­ła do przerobionego przez nas pomieszczenia — zielonego salonu — i pytała, gdzie jesteśmy, nie poznając miejsca, Janusz spokojnie odpowiadał: „W warsz­tacie szewskim u dziadka, Mamo”.


Powyższy tekst to tylko jeden mały fragment autobiograficznej książki pani Izabelli Cywińskiej pod tytułem “Dziewczyna z Kamienia”. Dotyczy Augustowa i augustowskiej rodziny Janusza Michałowskiego, męża pani Izabelli. Polecamy przeczytać w całości!

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Szczypta historii Jagłowa

Mapa Prus Nowowschodnich Textora-Sotzmana 1808 - fragment
Mapa Prus Nowowschodnich Textora-Sotzmana 1808 - fragment
Mapa Prus Nowowschodnich Textora-Sotzmana 1808 – fragment

Jagłowo – wieś królewska

Wieś Jagłowo powstała w XVI wieku (9 włók i sianożęć Kunicha – włóka to od 18 do 25 ha). Należała do dóbr królewskich, klucza Chodorowskiego. Pierwsza wzmianka o niej pochodzi z 1596 roku. Zapis brzmi ”Jedłowo” i wg językoznawców nazwa pochodzi od słowa jedla – jodła. Kolejny zapis pochodzi z 1599 roku „do Jedlowa” i z 1650 roku „Jagłowa”. W tym czasie otrzymał ją w dożywotnią dzierżawę Stanisław Goydanowski. Wdowa po nim Regina Chibowska za zgodą króla z 11 czerwca 1633 roku przekazała cały obręb Jagłowa Dorocie z Gajewskich, żonie Jana Goydanowskiego, która trzymała ją jeszcze w 1651 roku. W 1661 roku od króla Jana Kazimierza Jagłowo dostał w dożywocie Stanisław Stanisławski, cześnik warszawski i jego żona Helena z Pieczów. W 1690 roku było tu 16 dymów. Po śmierci wdowy po cześniku warszawskim – Stanislawskiej, Jagłowo dostał Skiwski starosta radnicki dzierżawca pobliskiego Dębowa, a następnie jego syn Aleksander. Lustrator w 1720 roku stwierdził, że dzierżawa składała się z 7 włók gruntu, dwóch włók łąk bielnych. Pustyń i bagien między gruntami a bagnami było 88 włók i jako bezużyteczne zostają bez czynszu. Oprócz tego do dzierżawy należał bór z bagnem w kierunku Dębowa o wielkości 140 morgów z drzewami bartnymi. Przed 1748 rokiem Jagłowo w dzierżawie posiadał niejaki Karwowski. W 1712 roku dalej w Jagłowie notowano 9 włók ziemi uprawnej, ale już w 1780 roku 12 włók. W 1760 roku ziemie uprawiało 20 gospodarzy w końcu lat osiemdziesiątych XVIII wieku około 30- tu. Cała wieś w 1789 rok to 33 domów z 135 mieszkańcami. W roku 1864 notujemy już ok  38 domów i ok. 235 mieszkańców. W roku 1909 47 domów i ok. 290 mieszkańców, a w 1926 r. 48 domów i 277 mieszkańców.

Kadr z filmu „Byli rybacy nad Biebrzą w Jagłowie” Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie
Kadr z filmu „Byli rybacy nad Biebrzą w Jagłowie” Państwowe Muzeum Etnograficzne w Warszawie

Najstarsze odnalezione rody zamieszkujące Jagłowo w  XVIII wieku

Prawdopodobnych 20 gospodarzy, z zapisu powyżej uprawiających ziemię w 1760 roku.

Data urodzenia jest zawsze orientacyjna i wynika z wieku podanego w akcie zgonu. Podwójne imiona to wynik różnych zapisów. Daty zgonów są zapisami dokładnymi.

  • Michał Siemion ok. 1730-1814, syn Szymona
  • Wojciech Siemion 1748-1831, syn Szymona
  • Adam Mojżuk 1763-1823, syn Wojciecha
  • Mateusz Mojżuk 1770-1839, syn Szymona (Wawrzyńca)
  • Tomasz Dawidowicz 1764-1829, syn Marcina
  • Bartłomiej Sawośko 1754-1824, syn Piotra
  • Karol Wojtkielewicz 1759-1829, syn Szymona 1735-1810
  • Szymon Jan Ostrowski 1757-1827, syn Szymona
  • Jan Janewicz 1758-1828, syn Pawła (Szymona)
  • Bartłomiej Zajko (Zajkowski) 1751-1829, syn Wawrzyńca
  • Jan Pikus 1738-1827, syn Jana ( Kazimierza)
  • Józef Ratkiewicz ?-?, syn Łukasza
  • Jan Koszczuk 1777-1837, syn Macieja
  • Wojciech Trochim 1744-1814
  • Maciej Pycz 1755-?, syn Walentego 1730-?
  • Szymon Kamiński 1748-1814, syn Mateusza
  • Jerzy Mikucki 1740-1828, syn Urbana (Stanisława)
  • Karol Gawarecki 1768-1846, syn Piotra
  • Jakub Poźniak 1748-1825, syn Sebastiana
  • Jan Pikus 1738-?, syn Jana

Opracował Ryszard Siemion

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Pamięci mieszkańców parafii Janówka umarłych na zarazę w roku 1710

Tablica ze zmarłymi na zarazę w Janówce, fot. J. Drozdowska

O tablicy upamiętniającej mieszkańców parafii Janówka zmarłych w wyniku zarazy umieszczonej w kruchcie w kościoła pw. Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie w Janówce

Tablica koloru ciemnobrązowego (najprawdopodobniej miedziana) wisi w kruchcie po lewej stronie, jak się wchodzi do świątyni. Zawieszona jest na dwóch wielkich hakach. Zwieńcza ją krzyż o wymiarach 23 cm wysoki i 17 cm szeroki w swoich ramionach. U podstawy krzyża widnieje wyryta łacińska inskrypcja: D. O. M. [oznaczać może: Deo Optiomo Maximo, w tłumaczeniu: Bogu Najlepszemu, Najświętszemu bądź Deo Omnipotenti Maximo, czyli Bogu Wszechmogącemu, Najświętszemu. Płyta może być formą nagrobka, wtedy napis może brzmieć: Domus Omnium Mortuorum (Mortalium), czyli Dom wszystkich zmarłych bądź Dom wszystkich śmiertelników][1]. Tablica jest wysoka na 66,8 cm i szeroka na 53, 8 centymetrów. Podstawa jej jest metalowa. Do podstawy jest przybita blacha miedziana, na której przymocowane są ręcznie wybite wklęsłe litery. Całość otoczona jest drewnianą ramą. W nagłówku tablicy jest napis: Pamięci mieszkańców parafii Janówka umarłych na zarazę w roku 1710. Pod nagłówkiem znajdują się cztery kolumny tekstu zwierające nazwy wsi i nazwiska gospodarzy bądź wdów z podaniem liczby zmarłych osób. Na końcu wypisu każdej miejscowości podana została liczba żyjących gospodarzy bądź osób. Spis wsi ułożony jest według następującej kolejności: Janówka, Pruska Mała, Pruska Wielka, Topiłówka, Sucha Wieś, Jaśki, Jabłońskie, Wysokie, Korytki, Wronowa, Jankielówka, Rynki i Moczydły. Wszystkie nazwy, poza Jabłońskimi, są podbarwione kolorystycznie (ciemnogranatowo). Pod nazwą każdej z nich wypisani są nazwiskami gospodarze z imienia i nazwiska bądź wdowy z nazwiska lub nazwy utworzonej od imienia lub nazwiska męża. Zdarzają się zapisy samych imion lub samych nazwisk czy, co przypuszczam, zajęć danych osób (np. szklarz, krawiec, kowal). W Janówce jest zapis o ks. proboszczu i jego służbie. W Rynkach zaś zaznaczono, że zmarli „Młyn z wszystkimiˮ, więc mógł umrzeć młynarz z rodziną i pracownikami. Obok nazwisk/nazw gospodarzy/wdów podana jest liczba zmarłych osób. Na tablicy widnieją nazwiska jej fundatora i wykonawcy. Fundatorem jest ks. A. Kochański. Zapewne chodzi o stryja zmarłego w listopadzie br. byłego proboszcza parafii pw. Matki Boskiej Częstochowskiej w Augustowie, imiennika tamtego, czyli ks. inf. Antoniego Kochańskiego. Ksiądz Antoni Kochański był proboszczem w Janówce w czasie od 26 listopada 1959 roku do 2 lipca 1974. Na tablicy nie ma widocznego roku, w którym powstała, chyba że na jej odwrotnej (niedostępnej dla wzroku) stronie. Rzemieślnikiem wykonującym tablicę był S. Stefanowski. Treść tablicy jest wybita wersalikami. Zarazę tę (nie nazywając jej) i jej spustoszenia wspomina Tomasz Naruszewicz w przypisach opracowanej przez siebie pozycji „Opisy parafii diecezji wileńskiej z 1784 roku. T.3. Dekanat Olwitaˮ (Bakałarzewo 2009). Mówi o niej jako o dżumie Jarosław Szlaszyński w książce „W blasku i cieniu Augustowa. Z dziejów obszaru gminy Augustówˮ (Augustów 2014). Opisuje wynikłe z niej szkody Jerzy Wiśniewski w pracy „Dzieje osadnictwa w powiecie augustowskim od XV do końca XVIII wieku” (Białystok 1967). Powołuje się na rejestr powstały w1711 roku ludzi wymarłych w dobrach Dowspudy i Mazurków. Nazwiska i liczby wówczas zmarłych przytacza w swoim opracowaniu „Janówka. Parafia i kościół św. Anny. Materiały do historii” Aleksander Radzaj, podając źródło: „Regestr ludzi wymarłych z powietrza (spis sporządzony 24 lipca 1711 roku)ˮ. Na ten sam spis powołuje się Marcin Halicki pisząc o zarazie na portalu „Raczkowskie Archiwaliaˮ.

Robiąc indeksację tejże tablicy spisywałam nazwy miejscowości i nazwiska tak, jak są na niej podane[2]. Widzę, że zbytnio nie różnią się lub niewiele różnią od nazwisk ze spisów z opracowania Aleksandra Radzaja. Znawcy historii nazwisk, ich powstawania i przemian niechaj się później do tego odniosą.  Dla genealogów każda wiadomość jest istotna. Myślę, że znalazłam na niej dwóch swoich przodków lub ich bezpośrednich krewnych (Jakuba Chmielewskiego z Jabłońskich i  Michała Chojnickiego (Choynieckiego) z Topiłówki i jest mi to bardzo ważne. Mogę ich wspomnieć z imienia przed Bogiem, a przecież oto chodzi w genealogii, by poznać swoich przodków i za nich się modlić. Do wyjaśnienia jest informacja śmierci w czasie zarazy byłego proboszcza parafii janowskiej plebana ks. Jana Sucharzewskiego. Niektórzy historycy podają, że na czas zarazy wyjechał do Suwałk, inni zaś, że zmarł. Jerzy Wiśniewski wprost pisze: „W czasie moru zmarł również pleban janowski, Jan Suchorzewskiˮ.  Na tablicy w kościele w Janówce jest również podany jako zmarły na zarazę. W aktach chrztów i ślubów z lat, w których był proboszczem, indeksowanych przez Krzysztofa Zięcinę, widnieje jako ks. Jan Franciszek Sucharzewski. Akty charakterem jego pisma miały być spisywane również, co twierdzi Krzysztof Zięcina, po okresie zarazy. Zostaje to historykom do dokładnego wyjaśnienia.

Czasami trudno jest w wybitych cyfrach odróżnić na fotografii 8 od 6, dlatego w rubryce podałam obie cyfry ze znakiem zapytania. Może ktoś z czytelników odczytać poprawnie i poprosić o naniesienie zmiany. Według moich obliczeń z tablicy pozostałych żywych powinno być 54, a nie 55, w publikacjach historyków, których wymieniam, podawana jest liczba 52. Na tablicy podana jest liczba zmarłych 870 osób, w moim odczytaniu jest to liczba 863 (różnica mogła zaistnieć z odczytania liczb 8 i 6). Historycy podają nieco mniejszą liczbę, bo 851. Myślę, że różnica między tablicą a źródłami, na które powołują się historycy mogła wynikać z błędnego odczytania staropolskich określeń liczebników takich jak choćby „samotrzeć”, „samowtórˮ itp. przez spisujących wykazy na tablicę. Nie jest to jednak bardzo rażąca różnica.

Tablica może być przyczynkiem do zainteresowania głębszego zarazą z początków XVIII wieku na obszarze parafii janowskiej i poszukiwania bliższych źródeł. Każde źródło, również i tę tablicę (uważam, że można ją uznawać za rodzaj źródła) należy poddawać krytyce i dociekać na ile podaje prawdziwe dane. Warta jest mimo tego zainteresowania, a Śp. Ks. Antoniemu Kochańskiemu, byłemu proboszczowi janowskiemu, należy się uznanie, że zainteresował się tym problemem i swoim wiernym poddał go uwadze.

Przyszło nam samym żyć w czasie zarazy. Na naszych oczach odchodzi wiele osób, w tym naszych krewnych i znajomych. Z tego m.in. powodu problem zarazy z początku XVIII wieku na naszych terenach jest mi osobiście bliski. Swego czasu interesowałam się  karawakami (krzyżami stawianymi przeciwko zarazie) na naszych terenach i cmentarzami wiejskimi, na których chowano tzw. „zaraźnikówˮ, i o tym pisałam. Dobrze, że istnieją materialne ślady po tych strasznych przejściach.

Serdecznie dziękuję za wszelką pomoc (w dojeździe do Janówki, mierzeniu, fotografowaniu i odczytaniu tablicy) Krzysztofowi Anuszkiewiczowi.

Fotografie tablicy Krzysztof Anuszkiewicz i Józefa Drozdowska.

 

 

 

  1. http://cmentarium.sowa.website.pl/Sztuka/symbole_leksykon_d1.html
  2. indeksy dostępne są poprzez wyszukiwarkę Geneo
Opublikowano 2 komentarzy

Kościół parafialny p.w. św. Jakuba Apostoła w Sztabinie

Samodzielna parafia sztabińska powstała w 1895 roku. Została wyod­rębniona z funkcjonującej od 1598 r. parafii krasnoborskiej. W Sztabinie już w połowie XVII wieku istniała kaplica rzymskokatolicka, przemianowana z istniejącej tu wcześniej cerkwi unickiej. W 1799 r. drewniany kościółek w Szta­binie był w tak złym stanie, że musia­no go zapieczętować. Przeciw temu złożyli protest w kamerze białostoc­kiej arendarze żydowscy ze Sztabina i dzierżawca dóbr Wrzosek, oświadcza­jąc, że zamknięcie kościoła naraziło ich na straty, wskutek zmniejszenia się po­pytu na trunki. W 1826 r. proboszcz krasnoborski stwierdził, że obecny kościół jest czwartą z kolei budowlą istniejącą na tamtym miejscu. Ostat­ni, wybudowany w 1804 r., miał wy­miary 21 na 9 metrów. Był wzniesio­ny z drewna, na podmurowaniu ka­miennym i obity wokół deskami. Dach pokryty był gontami pomalowanymi na kolor ciemnoczerwony. Również dwie wieże w fasadzie kościoła pokry­to gontami, szczyty obito blachą i zwieńczono żelaznymi krzyżami. W jednej wieży zawieszono trzy dzwony, a na drugiej — zegar żelazny z dwiema lanymi wagami i dzwonem spiżowym. Znajdowały się tu trzy ołtarze: główny z obrazem Matki Bożej oraz boczne: z obrazem św. Antoniego Padewskieg o, a w górnej kondygnacji — św. Jakuba Apostoła i ołtarz z obrazem przedsta­wiającym Biczowanie Pana Jezusa, a u góry - św. Jana Ewangelisty.

Próbę powołania samodzielnej pla­cówki parafialnej w Sztabinie podjął już Karol hrabia Brzostowski (zm. 1854), dziedzic dóbr krasnoborsko-sztabiń­skich, w których stworzył słynną Rzeczpospolitą Sztabińską. Kierowa­ły nim czysto pragmatyczne pobudki. Siedzibą hrabiego był Cisów, a on sam uczęszczał do kościoła sztabińskiego. Sztabin był najludniejszym ośrodkiem dóbr i położony był w ich centrum. Mieszkali tutaj rzemieślnicy i kupcy. Miejscowość posiadała też obszerny kościół. Do nowo powstałej parafii sztabińskiej miały zostać (według Brzostowskiego) przyłączone wsie parafii w Jaminach. Wywiązała się ko­respondencja między właścicielem dóbr, a kurią diecezjalną. Hrabia chciał jedynie usankcjonować stan rzeczywi­sty.

Biskup augustowski w 1828 r. po­twierdził, że opowiada się za utworze­niem filii w Sztabinie, bez istotnych zmian granic między parafią krasno­borską i jamińską. Uznano, że do Kra­snegoboru ciążą: Krasnoborki, Ka­mień, dwór cisowski, Kryłatka, Długie, Lebiedzin i wsie skarbowe (narodo­we): Jastrzębna, Balinka, Hruskie, Ko­maszówka; do Sztabina: Kunicha, Ja­nówek, Karoliny, Ewy, Kopiec, Sosno­wo, Budy, Kolnica Wielka, Kolnica Mała, Kobyli Kąt, Promiski, Huta Szta­bińska, osady: Pogorzałe, Fiedorowi­zna, Chomaszewo, Podcisówek, Sta­ra Huta. Nie zakończyło to jednak dłu­gotrwałych sporów, które ciągnęły się jeszcze latami. Od 1835 r. proboszcz mieszkał w Sztabinie i przeniósł tam akta urodzeń, ślubów i zgonów.

Propozycja podziału parafii krasnoborskiej. Akta kościoła w Sztabinie, AD Łomża.
Propozycja podziału parafii krasnoborskiej. Akta kościoła w Sztabinie, AD Łomża.

Dopiero dnia 18 stycznia 1895 r. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w Petersburgu powiadomiło warszaw­skiego generalnego gubernatora, a ten władzę diecezjalną w Sejnach, iż po­zwoliło prowadzić księgi metrykalne wikariuszowi ze Sztabina dla następu­jących wsi: Budziski, Czarny Grąd, Ewy, Fiodorowizna, Huta, Janówek, Kamień, Karoliny, Kobyli Kąt, Kopiec, Krasnoborki, Kunicha, Motułka, Pod­cisówek, Promiski, Przechodki, So­snowo, Suchy Grąd i Sztabin. 6 mar­ca 1895 r. administrator diecezji ks. Paweł Krajewski podpisał dekret o utworzeniu samodzielnej parafii Szta­bin. W 1896 r. dołączono do nowo powstałej parafii folwarki Cisów i Po­powszczyznę oraz wioski: Budy, Ce­gielnię, Chomaszewo, Podgórze, Po­gorzałe, Zielone, Żmojdak.

Pierwszym proboszczem parafii Sztabin był ks. Szymon Błażanis. Pra­cował tu w latach 1882-1896, począt­kowo jako wikariusz. Zmarł 17 stycz­nia 1897 roku.

Czytaj dalej

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Kościół p.w. św. Rocha w Krasnymborze – z dziejów świątyni i parafii

W okresie przedrozbiorowym parafia krasnoborska znajdowała się w dekanacie grodzieńskim diecezji wileńskiej. W tymże dekanacie występowała w spisie kościołów na synodzie biskupa Sapiehy w 1669 r.[1], a następnie na synodzie z 1744 r., na którym szczegółowo wytyczono granice poszczególnych parafii przez wyszczególnienie należących do nich miejscowości[2]. Od 1799 r. omawiana parafia weszła w skład nowo utworzonej diecezji wigierskiej. Od 1818 r. znajdowała się w diecezji augustowskiej czyli sejneńskiej, od 28 października 1925 r. w łomżyńskiej, a od 25 marca 1992 r. należy do diecezji ełckiej. Po odłączeniu w 1795 r. Grodna do Cesarstwa Rosyjskiego właściwym dekanatem dla parafii Krasnybór był zawsze Augustów. W 1895 r. z części parafii krasnoborskiej wyodrębniono parafię Sztabin[3].

W 1506 r. król Aleksander dał Teodorowi Chreptowiczowi dwór w grodzieńskim powiecie nad rzeką Perstunią, który dzierżył przedtem leśniczy grodzieński Koleda. Chreptowicz otrzymał również Puszczę Krasnybór, sianożęci na rzece Biebrzy oraz Wołkuszy i puszczę przylegającą do tego dworu w granicach: rzeka Perstuń, błoto, rzeka Niedźwiedzica, granica dóbr Hrynka Chodkowicza Wołłowicza, Droga Wielka z Grodna do rzeki Netty, błotko Storożyno, koło Raków kołodzież,[4] rzeka Perstuń i tą rzeką do wymienionego dworca[5]. W granicach tych powstały dobra Lipsk (Hołynka)[6]. Dokument ten milczał na temat granic Puszczy Krasnybór. Znamy je dopiero z przywileju Zygmunta I wydanego w roku 1518 potwierdzającego nadanie Aleksandra: poczowszy rekoju Lebiedinoju w reku Bobru, a rekoju Bobru do Osinok, potomu do Czarnoho Lesu, do Studienca Wody, do Kaplic, do Wielikoho Lesa, czerez bor do Lipowoho Lesa, do Chomiakowki, do Olszanki reki, kotoraja wpała w Wielikije Bołota, a tyje bołota pryszli do tojeż Lebiedinoje reczki[7]. Ten sam król, aktem wydanym w Kamiennej w roku 1522 nadał Teodorowi Chreptowiczowi obydwa brzegi rzek Biebrzy i Lebiedzianki oraz pozwolił, dla lepszego przejazdu z dworu Lipska do puszczy zbudować groblę oraz młyn na rzece Lebiedziance. Przywilej ten znany jest z potwierdzenia danego Jerzemu Chreptowiczowi przez Zygmunta Augusta w 1554 r.[8] Kolejny raz granicę Puszczy Krasnybór opisał Zygmunt III w roku 1590: poczowszy rekoju Lebiedinoju w reku Bobru, a rekoju Bobru do Timowa uroczyszcza, a od Timowa do Osinok, od Osinok do Czornoho Lesa, od Czornoho Lesa do Zimnese (?) Wody, od tot do Kaplic, od Kaplic do Wielikoho Lesa, od Wielikoho Lesa na bor rubeżami starymi, a borom do Lipowoho Lesa, czerez bor do Chomaszowa, z Chomaszowa do Olszanki reczki, kotoraja wpała w Wielikije Bołota a tyje bołota pryszli do tojeż Lebiedinoje reki[9].

1. Krasnybór i okolice. Fragment Mapy szczególnej województwa podlaskiego (. . .) Karola de Perthees, 1795. AGAD, Zbiór Kartograficzny, AK 98.
1. Krasnybór i okolice. Fragment Mapy szczególnej województwa podlaskiego (. . .) Karola de Perthees, 1795. AGAD, Zbiór Kartograficzny, AK 98.

Postacią centralną w dziejach dóbr i parafii był Adam Iwanowicz Chreptowicz, on to bowiem skolonizował te ziemie i zorganizował tu struktury kościelne. Urodził się 20 grudnia 1557 r. w Siennie[10]. Był synem Iwana i Magdaleny Skuminówny[11]. Nie piastował wysokich godności i urzędów. Na większości dokumentów podpisywał się jako podkomorzy nowogródzki, którym był już w 1590 r.[12] Urząd ten był zatem wysokim urzędem, ale w kategoriach powiatu. Dawał natomiast wgląd w interesy gospodarcze prowadzone w jego granicach. Z niewiadomych przyczyn (brak czasu?) zrezygnował z tego urzędu w 1600 r.[13] Zaszczytną funkcję otrzymał Adam w 1620 r., kiedy występował jako marszałek trybunalski[14]. Mając poważanie i ciesząc się wzorową opinią, posłował na sejmy[15].

W wyniku działu z bratem w 1583 r. Adam stał się posiadaczem Sienna i Kupiska. Wkrótce jednak po śmierci Iwana otrzymał należące do zmarłego brata dobra: część Szczors, Lipsk i Puszczę Krasnybór[16]. Duże dobra wniosła mu w 1584 r. druga żona Anna Komajewska. Były to: Wiszniew z folwarkami, Dzitwa, Wołyma, Kimele, Ponary a dwadzieścia i pół osm tysiąca złotych polskich (27 500 zł). W związku z powyższymi faktami po 1585 r., Adam rozpoczął na dużą skalę akcje gospodarcze w  swoich włościach.

Dziedzic przystąpił też do karczunku i kolonizacji Puszczy Krasnybór. Działalność ta spotkała się ze sprzeciwem Piotra Wiesiołowskiego, leśniczego grodzieńskiego[17]. Jeszcze w 1590 r. król Zygmunt III specjalnym przywilejem potwierdził Adamowi posiadanie puszczy wraz z ograniczeniem[18]. Następnie Piotr Wiesiołowski oskarżył Adama Chreptowicza o przekroczenie nadania[19]. Król powołał specjalną komisję, która w 1599 r. szczegółowo badała granice[20]. Komisarze uznali wszystkie przywileje i prawa Adama Chreptowicza do Krasnegoboru za słuszne, co potwierdzili podpisami i pieczęciami[21].

2. Plan podziału parafii krasnobarskiej zaproponowany przez Karola Brzostowskiego. ADŁ, l/220.
2. Plan podziału parafii krasnobarskiej zaproponowany przez Karola Brzostowskiego. ADŁ, l/220.

Sprowadzając do majątku nowych osadników Adam Chreptowicz dokonał na tym terenie fundacji sakralnych i zorganizował strukturę kościelną. Wydaje się, że pierwszą placówką obsługującą osadników, przybywających zapewne z innych dóbr Chreptowiczów, była parafia obrządku wschodniego, podlegająca władzy duchownej metropolitalnej[22]. Nie do końca pewna jest data jej utworzenia. W akcie z 27 sierpnia 1598 r. uposażającym plebana krasnoborskiego w grunta wsi Osinki czytamy: która wioska acz ma w sobie włók 10 wymierzonych, jednak dwie włóki na popa greckiego nabożeństwa, w tejże wiosce mieszkającego są oddzielone[23]. Jak wynika z powyższego, parafię grecką w Krasnymborze utworzono wcześniej niż katolicką, a więc przed 27 sierpnia 1598 r. Najczęściej przyjmowaną datą powstania parafii obrządku wschodniego jest 1513 r.[24] Datacja ta jest jednak mało przekonywająca ze względu na późniejszą kolonizację tego obszaru, który do czasów Adama Chreptowicza porastała gęsta puszcza[25]. Wydaje się zatem, że powstała ona niewiele wcześniej niż katolicka.

Drugą strukturą kościelną, która zawdzięczała swe powstanie działalności kolonizacyjnej Adama była parafia katolicka. Fundując 27 sierpnia 1598 r. parafię Adam Chreptowicz wraz z żoną Anną w wystawionym przywileju szczegółowo opisał jej uposażenie[26]. Dokument ten wymieniał pierwsze wsie powstałe na nowo kolonizowanym obszarze, podawał liczbę włók każdego sioła, co świadczyło o przeprowadzonej już w tym czasie pomiarze.

3. Kościół pw. św. Rocha w Krasnymborze. (W zbiorach ROBiDZ Białystok. Wszystkie zdjęcia wykonała A. Kulak w 2007 r.).
3. Kościół pw. św. Rocha w Krasnymborze. (W zbiorach ROBiDZ Białystok. Wszystkie zdjęcia wykonała A. Kulak w 2007 r.).
4. Kościół pw. św. Rocha w Krasnymborze. (W zbiorach ROBiDZ Białystok).
4. Kościół pw. św. Rocha w Krasnymborze. (W zbiorach ROBiDZ Białystok).

Czytaj dalej Kościół p.w. św. Rocha w Krasnymborze – z dziejów świątyni i parafii

 

  1. J. Kurczewski, Biskupstwo wileńskie, Wilno 1912, s. 468.
  2. Litak, Struktura terytorialna Kościoła łacińskiego w Polsce w 1772 r., Lublin 1980, s. 269; T. Krahel, Zarys dziejów (Archi)diecezji Wileńskiej, „Studia Teologiczne”, 5-6/1986-1988, s. 44.
  3. Archiwum Państwowe w Białymstoku (dalej APB), Kamera Wojny i Domen, nr 441, k. 58; W. Jemielity, Parafia Sztabin, Łomża 1990, s. 30.; tenże, Podział administracyjny diecezji wigierskiej, diecezji augustowskiej czyli sejneńskiej i diecezji łomżyńskiej, „Studia Łomżyńskie”, t. 2, Warszawa 1989, s. 165, 169, 171, 172.
  4. Chodzi o studnię; por. B. Tichoniuk, Odapelatywne nazwy terenowe południowej Białostocczyzny. Słownik topoosnów, Opole 1986, s. 45.
  5. Biblioteka PAN w Kórniku (dalej BK), nr 1308, bez pag.; Biblioteka Narodowa Ukrainy im. Wernadzkiego w Kijowie (dalej BNU), F. I, nr 6014, s. 26.
  6. Dziś Gołynka na Białorusi. Por. G. Ryżewski, Dobra Lipsk (Hołynka), „Jaćwież”,  nr 22, 2003.
  7. Archiwum Główne Akt Dawnych (dalej AGAD), Metryka Koronna (dalej MK), nr 410, s. 1044-1045.
  8. AGAD, MK, nr 412, k. 62; BK, nr 1308, bez pag.
  9. BK, nr 1308, bez pag.
  10. Biblioteka Czartoryskich w Krakowie (dalej BCz), nr 860, s. 90.
  11. G. Ryżewski, Adam Chreptowicz, podkomorzy nowogródzki (1557-1628), [w:] Małe miasta. Elity. Prace ofiarowane Profesorowi Edwardowi Szymańskiemu w siedemdziesiątą piątą rocznicę urodzin, red. M. Zemło, Supraśl 2005, s. 25-42.
  12. Centralne Archiwum Akt Dawnych Rosji w Moskwie (dalej CAADR Moskwa), F. 389, op. 1, nr 77, k. 147v; Pamiętniki Samuela i Bogusława Kazimierza Maskiewiczów (w. XVII), oprac. i wstęp A. Sajkowski, red. W. Czapliński, Wrocław 1961, s. 210.
  13. CAADR Moskwa, F. 389, op. 1, nr 87, k. 158-159v.
  14. Акты издаваемые Виленскою Археографической Комиссею для разбора древнихь актовь (dalej AVAK), t. XI, Wilno 1880, s. 97.
  15. AGAD, Archiwum Radziwiłłów ( dalej AR), dz. V, nr 2170, s. 4-5.
  16. BNU, F. I, nr 6014, s. 29.
  17. Piotr Wiesiołowski junior, marszałek WKL zm. 1621 r. Por. J. Maroszek, Pogranicze Litwy i Korony w planach Króla Zygmunta Augusta, Białystok 2000, s. 505-506.
  18. AGAD, MK, nr 412, k. 71; BK, nr 1308.
  19. AGAD, MK, nr 410, s. 1035; J. Wiśniewski, Dzieje osadnictwa w powiecie augustowskim od XV do końca XVIII wieku,[w:] Studia i materiały do dziejów Pojezierza Augustowskiego, Białystok 1965, s. 155.
  20. Narodowe Archiwum Republiki Białoruś w Mińsku (dalej NARB), F. 1839, op. 1, nr 1, k. 7; AGAD, MK, nr 410, s. 1078.
  21. AGAD, MK, nr 410, s. 1063-78.
  22. A. Mironowicz, Podlaskie ośrodki i organizacje prawosławne w XVI i XVII wieku, Białystok 1991, s. 273.
  23. Biblioteka Uniwersytetu Wileńskiego (dalej BUWil), F. 57, B533, nr 44, k. 218.
  24. Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego (dalej SG), t. V, Warszawa 1882, s. 640; J. Wiśniewski, Dzieje…, s. 155; A. Mironowicz, Podlaskie…, s. 268.
  25. G. Ryżewski, Sztabin. Dzieje obszaru gminy Sztabin od czasów najdawniejszych do współczesności, Białystok-Sztabin 2002, s. 30-40.
  26. Kościół katolicki na Podlasiu. Zbiór dokumentów erekcyjnych i funduszowych. (4) Krasnybór, wstęp i oprac. G. Ryżewski, Białystok 2000, s. 26; BCz, nr 1777, k. 275-276v; BUWil, F. 57, B533, nr 44, k. 217v-219.
Opublikowano Dodaj komentarz

Opis parafii raczkowskiej z 1784 roku

Opis parafii raczkowskiej sporządzony przez proboszcza Wacława Rydzewskiego w roku 1784.

Kościół Parafialny Raczkowski  w tym miasteczku Raczkach położony, w powiecie grodzieńskim, w dekanacie olwickim, w kolacyi Jaśnie Wielmożnego Imci Pana Paca, starosty Ziołowskiego wioski i miejsca są w tymże powiecie według porządku alfabetu ułożone jak po sobie idą.

Bolesty J.P. Paca na zachód słońca letni mila od kościoła.

Buda J.K.M. między wschodem i południem zimowym mila duża.

Choćki J.K.M. na północ ćwierć mili.

Koniecbór J.K.M. pół mili na zachód słońca zimowy.

Kurianki J.K.M. między wschodem i południem zimowym mila.

Lipówka J.P.Paca na zachód słońca zimowy mila.

Lipowo J.K.M. na północ mila.

Nieszki wioska do kościoła raczkowskiego należąca na zachód słońca letni mila wielka.

Pijawne J.K.M. między wschodem i południem zimowym mil duże.

Raczki wioska J.P. Paca na wschód słońca letni o kroków pięćset od kośociła.

Rudniki J.M.X.X. Kamedułów Wigierskich o kroków pięćset za rzeką Dowspudą na wschodzie słońca zimowym.

Rabalewszczyzna J.M.X.X. Kamedułów na wschód słońca letni mila duża.

Sidory J.K.M. na północ mila.

Stoki J.K.M. na zachód słońca zimowy mila.

Szczodruchy J.P. Paca między południem i zachodem letnim mila.

Wasilówka J.P.Paca na południe letnie mila.

Wierciochy J.P.Paca między południem i zachodem letnim mila.

Wysokie J.K.M. na północ mila duża.

Żubrynek J.K.M. na wschód słońca letni mila mała.

Kościoły sąsiedzkie Bakałarzewo od kościoła raczkowskiego na zachód słońca letni mil duże w kolacyi J. P. Chlewińskiego droga równa.

Kościół Janowski na południu letnim w kolacyi J. P. Paca starosty Wilejskiego mil półtorej, droga górzysta, miejscem błotnista i kamienista.

Augustów mil trzy na wschód słońca zimowy w starostwie augustowskim i dekanacie augustowskim.

Kościół Bargłowski parafialny w dekanacie augustowskim i w starostwie augustowskim na zachód zimowy mil trzy droga błotnista i górzysta.

Grodno na wschodzie słońca zimowym mil dwanaście droga do Grodna więcej borem niż otwartym polem.

Jezioro Okrągłe J. P. Paca starosty Ziołowskiego szerokie o kroków miejscem […] miejscem mniej, wzdłuż mila

Lasu i zarośli może być mila wzdłuż lecz sośniny bardzo mało i to nie zdatna do budowli. Puszcza J.K.M. o mile w odległości od Raczek.

Młynów dwa J. P. Paca jeden na zachód słońca letni na rzece Dowspuda drugi na wschód słońca zimowy, przy których zalewów dwa stawami nazwają. Mostów trzy dwa przy młynach, trzeci w Raczkach.

Gościniec publiczny przez Raczki do Królewca mil dwadzieścia pięć.

Do granicy Pruskiej mila, tak na południe letnie jako i na zachód słońca letni.

Takowe opisanie parafii mojej podpisem ręki własnej stwierdzam.

X. Wacław Rydzewski pleban raczkowski.

Litewskie Państwowe Archiwum Historyczne, „Kniga wizytacji kostiełow po diekanatam Wilienskoj Eparchii za 1784”, sygn. 694/1/3994 k. 112-112v.

Transkrypcja: Marcin Halicki