Opublikowano Dodaj komentarz

O nazwiskach Żydów

Od jakiegoś czasu powraca dyskusja na temat nazwisk Żydów mieszkających na obszarach m.in. Suwalszczyzny, zwłaszcza w kontekście indeksacji. Spróbuję tym artykułem wyjaśnić przynajmniej część wątpliwości.

Do końca XVIII w. Żydzi nie posiadali stałych nazwisk. Niezależnie od powodów takiego stanu rzeczy, sprawiali tym samym sporo kłopotu swoim władzom zwierzchnim. W XVIII w. Żydów identyfikowano imieniem oraz patronimem z sufiksem ‑owicz, np. Hirsz Wolfowicz, Lejba Gierszonowicz itp. W podstawach tych patronimów leżą wyłącznie żydowskie imiona (w podanych przypadkach: Wolf, Gerszon). Czasami, dodatkowo lub zamiennie z patronimem do identyfikacji wykorzystywano wykonywany zawód, np. Idzko Hirszowicz krawiec, Mosze Boruchowicz szynkarz itp. Zawody dodawano zapewne z tego powodu, że liczba imion żydowskich była ograniczona i licznie pojawiały się osoby o tych samych imionach i patronimach.

Pod koniec XVIII w. nastąpiło uproszczenie powyższego zapisu, można by rzec, uwstecznienie. Zapisy wyglądały w następujący sposób: Lejzor syn Izaaka, Owsiej syn Pejsacha. Patronim zanikł zupełnie. W dalszym ciągu czasem dodawano zawód wykonywany, dla bardziej precyzyjnej identyfikacji.

Jeszcze gorzej sytuacja wyglądała w przypadku kobiet, co wynikało z ich sytuacji prawno-społecznej w owych czasach. Najczęściej kobieta występuje jako czyjaś żona, córka i jest identyfikowana wyłącznie przy pomocy imienia, np. zrodzony z Lejby Wolfowicza i Sory żony jego. Sporadycznie, najczęściej w przypadku wdów do imienia kobiety dodawano imię żyjącego lyb zmarłego męża, np. Gitla Josielowa.

Podsumowując najważniejszym elementem w identyfikacji Żydów było imię. Imię występuje zawsze, podczas gdy dodatkowe elementy identyfikacyjne są niestabilne i przeżywają różne koleje losu na przestrzeni czasu. Największe znaczenie przy nadawaniu imienia miała tradycja narodowa. Korzystano z zasobów imiennictwa starotestamentowego imion ukształtowanych na bazie leksykalnej języka hebrajskiego, aramejskiego, akadyjskiego. Tworzono również imiona jidyszowe na bazie języków europejskich, głównie niemieckiego.

Imiona biblijne występują w różnych obocznych formach fonetycznych, np. biblijne Jakub występuje także w postaci Jankiel, IcchakIzaak, MoszeMojżesz, SamuelSzmul.

W praktyce decydujące znaczenie dla upowszechnienia się nazwisk miało znalezienie się społeczności żydowskiej pod rządami nowożytnych scentralizowanych monarchii, dążących do objęcia ich swą kontrolą biurokratyczną, oraz wymogi stosowanego przez nie prawa. Edykt króla Prus z 1796 r. nakazywał Żydom przyjąć nazwiska. Komisje magistrackie nadawały Żydom nazwiska o niemieckim brzmieniu. Dochodziło przy tym do rozmaitych nadużyć; ładnie brzmiące nazwiska kosztowały znacznie więcej niż pospolite. Ubogim niejednokrotnie nadawano nazwiska ośmieszające ich lub pogardliwe. Od 1806 pracę nad tym zadaniem kontynuowała administracja polska, która – rzecz jasna – skłaniała się do nadawania nazwisk o polskim brzmieniu. Postanowienie Namiestnika Królestwa Polskiego z 27 marca 1821 r. nakazywało Żydom w ciągu sześciu miesięcy zadeklarować i udowodnić spisami ludności używane poprzednio imię i nazwisko, oraz używać ich odtąd w niezmienionej formie.

Jako najważniejsze przytaczam je poniżej:


W Imieniu Nayiaśnieyszego

ALEXANDRA I

Cesarza Wszech Rossyi

Króla Polskiego etc. etc. etc.

Xiąże Namiestnik Królewski w Radzie Stanu.

Gdy iest przyzwoitém, aby i żydzi iak inne klassy mieszkańców mieli stałe nazwiska, do czego iuż Rząd Pruski w roku 1797 pod datą 17. Kwietnia wydał stosowne urządzenie, na przełożenie Komissyi Rządowéy Spraw Wewnętrznych i Policyi stanowiemy co następuie:

Artykuł 1.

Każdy żyd w Królestwie Polskiém zamieszkały winien p przeciągu sześciu miesięcy od daty ogłoszenia ninieyszéy ustawy deklarować i udowodnić spisami ludności przed urzędem publicznym swoie imie i nazwisko iakich dotąd używał, i takowe nadal nieodmiennie używać będzie we wszystkich interessach, wraz z potomkami swemi wszelkiego stopnia, co również ściąga się do wdów tegoż wyznania, niemniey niewiast rozwiedzionych, niezamężnych, lub w separacyi będących. Ktokolwiek zaś z nich dotąd imienia i nazwiska stałego nie miał, lub udowodnić nie może, powinien oświadczyć iakie odtąd przyiąć i nadal używać będzie.

Artykuł 2.

Deklaracye takowe składane będą protokólarnie w mieście Warszawie i w miastach municypalnych przed prezydentami, w innych zaś miastach tudzież z wsiów przed Komissarzami Obwodowemi.

Artykuł 3.

Na wpisywanie podobnych deklaracyy będę osobne księgi oprawne i parafowane, które służyć maią raz na zawsze iako stały dowód nazwisk żydowskich i iako środek kontrolli w razie przestąpienia.

Artykuł 4.

Po przyięciu deklaracyi każdego żyda, będzie mu wydane z księgi urzędowe świadectwo, iakiego wolno mu iest używać nazwiska; formę tych świadectw przepisze Komissya Rządowa Spraw Wewnętrznych i Policyi.

Artykuł 5.

Po upłynnieniu sześciu miesięcy od ogłoszenia ninieyszey uchwały, nie będzie nigdzie przyięty żaden akt urzędowy z żydem ani żydówką, ieśli nie okażą właściwemu urzędowi świadectwa, o którém po wyższym artykule iest mowa.

Do przestrzegania tego przepisu są obowiązani wszyscy Urzędnicy kraiowi pod odpowiedzialnością.

Artykuł 6.

Przełożeni tak dotąd zwanych kahałów obowiązani są w swoich gminach dopilnować, aby każdy żyd w czasie artykułem 1. oznaczonym złożył deklaracyą swego nazwiska i pozyskał na to świadectwo. Gdyby bowiem w przyszłości dopuścił się iakowego nadużycia, które z nieposiadania takowego świadectwa pochodzićby miało, w tenczas, nietylko on sam, lecz i gmina podlegać będą odpowiedzialności.

Artykuł 7.

Dopełnienie ninieyszego postanowienia, które w Dzienniku Praw ma bydź umieszczone, wszystkim Komssyom Rządowym polecamy.

Działo się w Warszawie na posiedzeniu Rady Administracyinéy d. 27. Mca Marca 1821 roku.

(podpisano) Zaiączek.

Minister Spraw Wewnętrznych i Policyi

(podpisano) T. Mostowski

Radca Sekretarz Stanu Generał Brygady

(podpisano) Kossecki.

Zgodno z oryginałem.

Radca Sekretarz Stanu Generał Brygady

(podpisano) Kossecki.

Zgodno z Wypisem.

Minister Sprawiedliwości

M. Badeni.

W zastępstwie Sekretarza Jeneralnego

Szef Bióra

Antoni Podbielski

Dzień ogłoszenia d. 30. Kwietnia 1821 roku.


Żydom nadawano nazwiska o różnym brzmieniu. Często pochodziły one od miejsca pochodzenia osoby, np. Grodzieński, Kuriański, Sztabiński, od imienne, np. Jakubczak, Koplewicz, Janklewicz od Jakuba, Ajzykiewicz, Sajewicz od Izaaka, Lewiński, Lewkowicz od Lejba. Również patronimy, o których wcześniej pisałem, przekształcały się w nazwiska we współczesnym rozumieniu. np. Moszkowicz, Abramowicz. W niektórych przypadkach patronimy przybierały formy charakterystyczne dla centralnej Polski, czyli z końcówką –ski, –cki, np. Boruchowski, Nachalski itp.

Należy również pamiętać, że Żydzi nie posiadali ziemi, a zatem mogli swobodnie przemieszczać się z miejsca na miejsce. Stąd dość szybko na obszarach zaboru rosyjskiego zaczęły pojawiać się nazwiska pochodzące z Prus, z różnymi niemieckimi końcówkami, które łączone z imieniem dawały pojęcie o głowie rodziny. Dla przykładu:

  • baum (niem. Baum „drzewo”): Goldbaum (od imienia żeńskiego Golda); Nusbaum (od imienia męskiego. Nusen); Obetbaum (od imienia męskiego Obed);
  • berg (niem. Berg „góra”): Ejzenberg (od imienia Isaak); Naumberg (od imienia Naum); Goldberg (od imienia Golda); Lewinberg (od imienia Lewi);
  • feld (niem. Feld „pole”): Hirszfeld (od imienia Hirsz); Zysfeld (od imienia żeńskiego Zysa); Zytenfeld (od imienia żeńskiego Zyta);
  • sztejn/-sztajn (od niem. Stein „kamień”): Adelsztejn, Ejdelsztejn (od imienia Adel, Edel); Finkelsztajn (od imienia Finkel); Goldsztejn/Goldsztajn (od imienia Golda);

Jamiński Zespół Indeksacyjny indeksuje metryki i inne dokumenty z obszaru Suwalszczyzny – niezależnie od wyznania występujących tam osób. W naszych indeksach znajdziemy więc kilka tysięcy wpisów dotyczących Żydów, głównie z okresu 1808-1825, kiedy to w jednej księdze stanu cywilnego spisywano chronologicznie metryki niezależnie od wyznania. Pewne wątpliwości może budzić sposób indeksacji osób wyznania mojżeszowego, w związku z niestałością ich nazwisk. Na szczęście rozszerzony format indeksacji jaki przyjęliśmy ma osobną rubrykę dla nazwiska osoby głównej i nazwiska ojca. Żydowskie patronimy znakomicie się w nią wpisują. Dla ujednolicenia przyjęliśmy również zapis nazwiska patronimicznego z końcówką –owicz.

Przykładowo gdy metryka urodzenia dotyczy Izaaka syna Hirsza Wolfowicza, jako osobę urodzoną zapisujemy Izaaka Hirszowicza, a ojcem jest Hirsz Wolfowicz. Często sumariusze roczne listujące imiona i nazwiska osób z księgi błędnie podają w takim przypadku Izaaka Wolfowicza zamiast Izaaka Hirszowicza, na co chciałbym zwrócić szczególną uwagę. Dopiero nakaz ustanowienia nazwisk dziedzicznych dla Żydów zmieniał tę sytuację.

 

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Akt znania z Augustowa, czyli w grupie raźniej

Nie zachowały się żadne metryki cywilne z Augustowa z lat 1808-1825, ani też żadne aneksy do aktów małżeństw z tejże gminy z tego samego okresu. Z tego powodu szczególnie cieszy fakt odkrycia aktu znania spisanego w Augustowie i włączonego do akt parafii Wigry.

Czym były akty znania? Były to urzędowe dokumenty wprowadzone w 1808 roku wraz z całym system prawnym opartym na Kodeksie Napoleona. Ówczesne przepisy prawa wymagały przedstawienia przed zawarciem małżeństwa odpisu aktu urodzenia (metryki), który stanowił podstawowy wówczas dokument identyfikujący osobę, uprawniający do podejmowania czynności prawnych, a w wypadku niemożności jego dostarczenia zarządzały konieczność sporządzenia aktu znania przez urzędnika stanu cywilnego na wniosek zainteresowanego. Brak metryki mógł być spowodowany nieodnotowaniem urodzenia w księgach metrykalnych, zniszczeniem ksiąg bądź trudnością jej uzyskania, spowodowaną znaczną odległością miejsca zamieszkania przyszłego małżonka od miejsca chrztu czy też koniecznością przekroczenia granicy między zaborami, tzw. kordonu, w celu jej pozyskania.

Przyjrzyjmy się teraz przykładowemu aktowi znania sporządzonemu w Augustowie, o którym mowa w pierwszym akapicie:

Działo się w mieście Jego Królewskiej Mości Augustowie stołecznym Powiatu Dąbrowskiego Departamencie Łomżyńskim dnia 2 grudnia 1809 o godzinie 3 po południu

Stosownie do dekretu Jego Królewskiej Mości Saskiego Księcia Warszawskiego z daty w Warszawie dnia 18 marca wedle artykułów 70 i 71 w Dzienniku Praw Dziesiątym przede mną Burmistrzem Miasta narodowego Augustowa stanęła osobiście Marianna niegdy Mateusza i żyjącej Elżbiety z Kowalewskich Pejków małżonków córka w mieście Olicie urodzona i tamże niegdy Jakubowi Pawłowiczowi zaślubiona i z tym że jako i matką żyjącą do wsi Słupia amtu parafii wigierskiej przybyła i od lat 18 tak z mężem jako i po zejściu w tejże wsi zamieszkała lat 40 wieku swego mająca wdowa dopraszała się nie mając potrzebnej do aktu ślubu metryki urodzenia swego i onej dla odległości miejsca i Kordonu Rosyjskiego wydostać nie mogąc [???] akt znania czyli wiadomości publicznej był wydany w którym to jest dwóch świadków dopełniając nakaz Prawa stawiła przede mną jako to uczciwych Walentego Surażyńskiego i Piotra Majsiewicza gospodarzów [we] wsi Słupia dobrze osiadłych mających lat wieku swego blisko 50, którzy to świadkowie osobiście stanąwszy takowe świadectwo przysięgą stwierdzić oświadczając że pomienioną Jakubową Pawłowiczową wdową przyznali iż ona dobrze jest im znajoma w mieście Olicie z niegdy Mateusza i żyjącej Elżbiety z Kowalewskich Pejków małżonków urodzona, niegdy Jakubowi Pawłowiczowi zaślubiona i z tymże jako i żyjąca matka do wsi Słupia przybyła w tejże wsi tak za życia męża jako i po zejściu lat 18 zamieszkała tak w sposobie życia swego jako i obyczajów żadnemu nie podlega podważeniu i takowe świadectwo podpisali Walenty Surażyński nieumiejętny pisma xxx Piotr Majsiewicz nieumiejętny pisma xxx Marianna Jakubowa Pawłowiczowa wdowa nieumiejętna pisma takowe świadectwo niżej podpisany Miasta Narodowego Burmistrz za wyżej wyrażoną Jakubową Pawłowiczową wdowę wydane przysiągłszy niniejszy Akt Znania czyli Wiadomości Publicznej wraz z Asesorem Miasta Augustowa pióro trzymającym podpisaliśmy Tomasz Michniewicz Burmistrz ręką własną Szymon Kazimierz Dmochowski ręką własną

Z akt znania Policji Augustowskiej wypisano i wydano Dmochowski Asesor

Takowy akt znania z godnie z prawem [???] zaświadczam Data w Augustowie dnia 3 grudnia 1809 Tadeusz Wołłowicz Notariusz Powiatu Dąbrowskiego

Sąd Pokoju Powiatu Dąbrowskiego niniejszy Akt Znania czyli Wiadomości Publicznej ze przedstawienia notariusza publicznego aprobuję – data w Augustowie dnia 3 grudnia 1809 roku M. Humnicki Podsędek Sądu Pokoju

Tutaj powodem wnioskowania o akt znania w zastępstwie metryki urodzenia była odległość obecnego miejsca zamieszkania Marianny Pawłowiczowej (wieś Słupia) od miejsca urodzenia (Olita) oraz konieczność przekroczenia granicy między zaborami w celu dotarcia do dysponenta ksiąg urodzonych w parafii Olita. Te powody bez wątpienia uzasadniały podjęcie decyzji o skorzystaniu z procedury sporządzenia aktu znania. Ten konkretny dokument sporządził burmistrz miasta Augustowa Tomasz Michniewicz ręką pisarza (asesora) Szymona Dmochowskiego. Następnie autentyczność dokumentu została potwierdzona notarialnie, a pełną moc prawną uzyskał po aprobacie Sądu Pokoju właściwego dla miejsca sporządzenia, czyli w tym wypadku Sąd Pokoju Powiatu Dąbrowskiego.

Co do drugiej części podtytułu, mimo słabej jakości dostępnego skanu, udało mi się samodzielnie odczytać znaczną część tekstu, ale nie całość. Dodatkowo, poprawki i nadpisy sprawiły, że odczytanie było utrudnione, a także w końcowej części zmieniające się style pisma (np. asesor, notariusz, podsędek). Niemniej jednak, w ostatecznej wersji, praktycznie cały dokument został skutecznie odczytany, głównie dzięki wspólnemu wysiłkowi grupy pasjonatów z JZI, a konkretnie byli to: Iwona Truszkowska, Grażyna Feltynowska, Zbyszek Mierzejewski oraz Marek Bartoszewicz. Serdeczne podziękowania należą się im wszystkim! Zawsze wierzyłem, że praca grupowa jest skuteczniejsza niż suma wysiłków jednostki, a sukces w odczytaniu tego dokumentu jest tego doskonałym przykładem.

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Szlachta w XVIII wieku w parafii Liszkowo

Indeksuję jedną ze starszych ksiąg metrykalnych parafii Liszkowo. Obecnie miejscowość ta leży nad Niemnem w granicach Litwy i nosi nazwę Liškiava. Przed I wojną światową była w granicach powiatu sejneńskiego. Metryka, którą chciałbym przedstawić pochodzi z 1712 roku, i dotyczy chrztu, który odbył się 17 maja. Metryka ta jest o tyle ciekawa, że dotyczy ważnych osobistości zamieszkujących ten rejon. Oto treść metryki:

Dnia 17 [maja 1712 roku] ochrzciłem Joannę [córkę] szlachetnego Andrzeja Turczynowicza i szlachetnej Marianny Radziwiłowiczówny ze Stroczun. Chrzestnymi [byli] Jaśnie Wielmożny Michał Żywult, cześnik grodzieński z jaśnie wielmożną Eufrozyną Paszkiewiczową Sawiczową, skarbniczynią oszmiańską oraz szlachetny Józef Miciuński z Zofią Żywultówną, stolnikówną połocką, wszyscy z Poniemunia.

Stroczuny przynależały do sąsiedniej parafii Lejpuny, ale po epidemii dżumy 1710-1711 w parafii Liszkowo pojawiło się wiele chrztów, które powinny odbywać się w Lejpunach. Najwyraźniej parafia ta była wówczas nieobsadzona. Nie o wszystkich osobach tu wymienionych udało mi się znaleźć informacje, ale chyba najlepiej opisany jest cześnik grodzieński Michał Żywult. Żoną Michała była Krystyna Sawicz, córka skarbnika oszmiańskiego Wojciecha Kazimierza Paszkowicza Sawicza i Eufrozyny Zygmuntowiczówny. Owa Eufrozyna była właśnie chrzestną urodzonej Joanny. Z kolei sam Michał Żywult miał brata Stanisława, stolnika połockiego (ojcem obu był Roman Janowicz Żywult). Wymieniona w drugiej parze chrzestnych Zofia Żywultówna była właśnie córką Stanisława.

Wart krótkiej wzmianki jest Dwór Poniemuń, w którym wszyscy wymienieni zamieszkiwali. Położony on jest na południowo-wschodnich przedmieściach Grodna, nad prawym brzegiem Niemna.

Na początku XVIII wieku musiał wyglądać zupełnie inaczej niż willa myśliwska, która przetrwała do czasów współczesnych w niemal niezmienionej formie. Została ona wzniesiona dla Stanisława Augusta Poniatowskiego, a więc dopiero w drugiej połowie XVIII wieku. Jak dwór wyglądał wcześniej, w czasie gdy spisywano metrykę? Nie wiadomo. Legenda głosi, że wcześniej w tym miejscu stał mały zameczek, ale nie pozostał po nim żaden ślad.

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Najstarsze urodzenia i śluby z parafii Bakałarzewo – podsumowanie indeksacji

Niemal rok temu podjąłem się indeksacji najstarszej księgi z parafii Bakałarzewo obejmującej (według opisu zasobu) urodzenia i śluby z lat 1610-1679. Napisałem o tym w krótkim poście z 11 lutego 2023 r.: https://jzi.org.pl/2023/02/11/najstarsze-urodzenia-i-sluby-z-parafii-bakalarzewo/. Dokonujący wizytacji w parafii Bakałarzewo ks. dziekan Jerzy Katyll w 1852 r. ponumerował strony księgi, poszczególne metryki, a także starał się zidentyfikować roczniki, do których te metryki przynależą. W swojej notce zaznaczył, że księga jest w złym stanie, niektórych kart brakuje, a w konsekwencji nie wszystko dało się zliczyć należycie. Podjął jednak próbę podsumowania zawartości księgi, którą przepisałem do poniższej tabelki porównując dane z 1852 r. z danymi współczesnymi wynikłymi z mojej indeksacji.

Wg indeksacji (2024) Wg ks. Katylla (1852)
Rok Urodzenia((Właściwie chrzty.)) Śluby Urodzenia Śluby
1607 12
1608 17 17
1609 11 32 11 35
1610 48 16 49 16
1611 60 11 58 12
1612 12 43 10
1613 44 4 4
1614 85 7 49
1615 93 28 91 14
1616 102 20 100 24
1617 84 33 82 18
1618 23 16 27 31
1619 76 14 75 14
1620 104 15 104 15
1621 110 11 107 11
1622 75 21 77 24
1623 54 9 51 9
1624 14 8 15 7
1625 27
1626 82 27 90 35
1627 126 35 124 28
1628 127 28 132 9
1629 27 9 165
1630 7 26
1631 72 15 152
1632 55 25 26
1633 76 19 77 19
1634 103 16 97 16
1635 65 14 56 13
1636 59 56 14
1637 54 54
1638 54 58
1649 15
1652 4
1668 5
1669 64 332
1670 20
1671 1
1672
1673 8
1674 54
1675 39
1676 26
1677 58
1678 40
1679 22
? 1
Razem 2240 481 2358 448

Z czego mogą wynikać różnice między liczbami? Przede wszystkim z pewnego niechlujstwa w prowadzeniu księgi – niektóre zapisy nie były należycie rozdzielone od siebie i trudno było na pierwszy rzut oka wyrokować, czy pochodzą z jednej metryki czy z dwóch. W innych miejscach zapisy były niedokończone, niewyraźne, a w konsekwencji ks. Katyll pominął je w numeracji (ja w indeksacji nie!). No i po trzecie sama XIX-wieczna numeracja musiała być na tyle żmudnym zadaniem, że ksiądz po wielokroć mylił się przy wpisywaniu kolejnych liczb – używał liczb wcześniej użytych w danym roku lub pomijał kilka kolejnych, zwłaszcza przy przewracaniu karty.

Księga musiała też stracić karty zawierające metryki urodzeń z lat 1629-1631 już po roku 1852, gdyż w wykazie ks. Katylla są 343 wpisy z tych trzech lat, a z mikrofilmów udało się odczytać zaledwie 99, w tym ani jednego z roku 1630. Z kolei już w 1852 r. brakowało kart z metrykami urodzeń z lat 1670-1673, bo tu liczby moje i ks. Katylla zgadzają się. Zachowały się nawet widoczne szczątki wyrwanych kart.

Ks. Katyll zwraca również uwagę, że wpisy od 1674 r. są zduplikowane w następnej księdze chrztów z parafii Bakałarzewo.

Może być zdjęciem przedstawiającym tekst

Podsumowując księga zawiera 2240 metryk urodzeń z lat 1609-1679 oraz 481 metryk ślubów z lat 1607-1635. Można właściwie rzec, że mamy do czynienia de facto z dwiema księgami w jednej oprawie: pierwsza obejmująca lata 1607-1652 (urodzenia i śluby) i druga: 1668-1679 (tylko urodzenia). Z lat 1653-1667 nie ma ani jednego wpisu. Należy tu niewątpliwie wziąć pod uwagę konsekwencje jakie przyniósł potop szwedzki (1655-1660) dla miejscowej ludności. Doszło wówczas do mordów, migracji i znacznej wymiany mieszkańców parafii.

Miejsca

Bakałarzewo leżało tuż przy granicy pomiędzy Prusami Wschodnimi. Nie stanowiło to jednak przeszkody, by katolicy z drugiej strony granicy uczęszczali systematycznie do bakałarzewskiego kościoła, chrzcili tam swoje dzieci i zawierali związki małżeńskie. W księdze urodzeń 259 zapisów dotyczy mieszkańców Prus, wszyscy o polsko brzmiących nazwiskach. Na poniższej mapce zaznaczyłem miejscowości zamieszkania rodziców dzieci chrzczonych w bakałarzewskim kościele. Szarym kolorem te leżące na terenie Prus Wschodnich, czerwonym – na terenie Królestwa Polskiego. Wielkość okręgu oznacza ilość udzielonych chrztów.

Łącznie udało mi się zidentyfikować 77 miejscowości wzmiankowanych w zapisach urodzeń. Nie wszystkie przetrwały do czasów późniejszych. Pojawiają się najprzeróżniejsze Budy, czyli liche chatynki stawiane w oddaleniu od wsi. Wymieniana jest Buda Korobiec, Buda od Białej Wody, Buda od Żywej Wody, czy inna Buda o nieustalonym położeniu.

Nie udało mi się ustalić położenia miejscowości o nazwach Dylniki, Grudnie, Kocińskie, Kopcie, Łątka (prawdopodobnie jeden z młynów) zwana później Łątkowizną, najprzeróżniejsze Morgi w tym Morgi Borawskiego czy Morgi za Skazdubem, Młyn Pana Wyki (Wykowskiego) czy Solistowo. Nie wiadomo gdzie były „Ostatki młynarza” czy „Piec smolny”. Nie mam też wiedzy gdzie znajdowały się najprzeróżniejsze Wólki przynależne do miejscowej szlachty: Wólka Bienickiego, Wólka Damięckiego, Wólka Dmuszowa, Wólka Rebelińskiego, Wólka Wilczewskiego czy Wólka Wykowskiego. Z tej ostatniej były aż 102 zapisy w księdze urodzeń, więc musiała to być spora wieś, być może wchłonięta przez inną, która do dziś przetrwała.

Warto też wspomnieć, że w pierwszej części księgi chrztów i w księdze ślubów Bakałarzewo nazywano mianem Dowspuda (Douspuda). Nazwa Bakałarzewo pojawia się po raz pierwszy w 1669 r.

Nazwiska

To jeden z najciekawszych aspektów indeksacji tak starej księgi. 400 lat temu nazwiska dopiero się kształtowały. Wiele osób było określanych wyłącznie imieniem i dodatkowym określeniem pozwalającym jednoznacznie zidentyfikować daną osobę. Mogło to być na przykład zajęcie tej osoby:

Kowal, Kuśnierz, Pasterz, Rzeźnik, Szewc, Szklarz, Zdun

Z tychże kształtowały się później nazwiska, które mogły przetrwać w regionie do dziś w formie oryginalnej bądź pochodnej:

Kowal – Kowalczyk, Kowalik, Kowalski, Kowalewski; Kuśnierz – Kuśnierczyk; Pasterz – Pasterczyk, Rzeźnik – Rzeźniczyk, Szewc – Szewczyk; Szklarz – Szklarczyk, Zdun – Zduńczyk itd.

W tym wypadku nazwiska nie mogą świadczyć o pokrewieństwie osób, a raczej o podobieństwie wykonywanego zajęcia. I tak jeśli w kilku wsiach spotkać można było osoby nazywane Rzeźnik/Rzeźniczyk mogło to tylko świadczyć o umiejętnościach tych osób w zakresie uboju zwierząt i późniejszej obróbki tusz.

Osobom nadawano też nazwiska pochodzące od wyglądu lub cech charakteru. Oto kilka przykładów:

Biały, Dziki, Garbatko, Jąkała, Koślawy, Malowaniec, Mazańczyk, Niedorostek, Płaczek

Była też grupa nazwisk wywodzących się z miejsca zamieszkania lub pochodzenia danej osoby:

Bargłowski, Dolistowski, Grądzki, Mazur/Mazurczyk, Podlaski, Prusak/Pruszczyk/Prusaczyk, Rusin/Rusek

Zastanawiam się co można powiedzieć o osobach noszących nazwiska/przezwiska Pierdzionek czy Dupczyk 😊

Niestety jeśli chodzi o kobiety, to tylko sporadycznie podawano ich nazwisko, czasem imię ojca. Kobieta „przynależała” do męża lub ojca (panny) i stąd określenia: Bartłomiejowa (żona Bartłomieja), Maciejowa (żona Macieja), Michałowa (żona Michała), Krawcowa (żona krawca) itp. Często zamiast nazwiska podawano z jakiej wsi pochodziła, aby nie było wątpliwości o jaką osobę chodzi (w przypadku chrzestnych).

Ludzie

Indeksacja tak starej księgi spisywanej na przestrzeni kilkudziesięciu lat daje wyjątkową możliwość spojrzenia na społeczeństwo z tamtego okresu. Zachowało się niewiele informacji pisanych o chłopstwie zamieszkującym wsie szlacheckie i rządowe. Trochę więcej wiemy o szlachcie i urzędnikach. Jednak i ta księga może stanowić ciekawe źródło informacji dla historyków i miłośników lokalnej historii.

Zacznę od miejscowej szlachty.

  • W latach 1617, 1619 i 1621 rodzą się dzieci szlachetnemu Krzysztofowi Hordziejewskiemu i jego żonie Zofii. Hordziejewski jest nazywany starostą. Niestety skryba nie podaje więcej informacji o tej parze prócz tego, że zamieszkiwali dwór w Dowspudzie.
  • W 1626 r. rodzi się córka szlachetnego Jana Wykowskiego (imienia matki nie podano), prawdopodobnie dziedzica Wólki i znajdującego się tam młyna. Sami Wykowscy mieszkali w Kamionce.
  • W roku 1635 i 1636 r. rodzą się dzieci wielmożnego Felicjana Wahanowskiego i jego żony Doroty. Z innych źródeł wiadomo, że Felicjan Stanisław Wahanowski był dziedzicem dworu w Dowspudzie, a w latach 1636-1651 pełnił funkcję Skarbnika Grodzieńskiego
  • W roku 1669 i 1675 rodzą się dzieci szlachetnego Kazimierza Tadajewskiego i jego żony Katarzyny, mieszkańców Skazduba.

Szlachcie nie tylko rodziły się dzieci, ale brali oni też udział w ceremonii chrztu jako chrzestni.

  • I tak w 1617 r. starosta Krzysztof Hordziejewski jest chrzestnym córki Macieja i Anny Pogorzelskich, a w 1618 r. chrzestnym syna Pawła i Heleny, małżonków Płachtów.
  • W 1621 r. chrzestnym szlachetnie urodzonego Kazimierza Hordziejewskiego, syna wspominanego już Krzysztofa jest wielmożny Kazimierz Wolski, syn Mikołaja – posesora Bakałarzewa.
  • W tym samym roku z kolei sam Krzysztof Hordziejewski podaje do chrztu chłopskie dziecko Grzegorza i Anny Zielaszczyków.
  • W 1628 r. przy chrzcie Jana, syna Doroty poczętego z nieprawego łoża, uczestniczy Jan – woźnica szlachetnego Sękowskiego.
  • Z kolei w 1669 r. Konstancję Tadajewską do chrztu podaje szlachetny Stanisław Pudłowski i szlachetna Krystyna Czernikowa.

Inne chrzestne wynotowane w księdze:

  • 1617 r. – Zofia Hordziewska, starościna z Dowspudy podaje syna Mikołaja Gmińskiego (nazwisko czy funkcja? A może jedno i drugie?).
  • 1619 r. – przy chrzcielnicy jawi się szlachetna Anna Wilczewska, żona (lub córka) właściciela Wólki.
  • 1621 r. – przy chrzcie Jana, syna Jakuba Młynarza obecna jest szlachetna Zofia Hordziejewska.
  • 1633 r. – Dorotę Konopkę do chrztu trzyma szlachetna Anna Krukowska.
  • Kilkukrotnie w latach 1634-1636 chrzestną jest wielmożna Zofia Kamińska.

Wielmożni Marcin Żurawski i Jan Wykowski wraz ze swą małżonką (ponownie nie wymienioną z imienia) są również świadkami na ślubie Stanisława Bienickiego z Konstancją Swacką.

Bakałarzewo było tętniącym życiem miasteczkiem, którego funkcjonowanie nie mogło się obyć bez burmistrza, rajców, ławników członków sądów czy innych urzędników, a okoliczne wsie bez wójtów i sołtysów. Wielu z nich wymienionych zostało w zindeksowanej przeze mnie księdze.

Jan Sobotka (1611-1638) – burmistrza Bakałarzewa. Funkcja określana mianem advocatus.

Paweł Płachta (1617-1628) – wójt wsi Borawskie w Prusach.

Łukasz Koncewicz (1628) – wójt Skazduba.

Paweł Podbielski (1620) – rajca z Bakałarzewa. Funkcja określana mianem consul lub proconsul.

Maciej Ornowski (1628-1633) – rajca Bakałarzewa.

Gmińscy – urzędnicy reprezentujący chłopstwo w radzie miasta: Jakub Gmiński (1614), Mikołaj Gmiński (1617-1624).

Wojciech Dyblarz (1626) – prawdopodobnie strażnik miejskiego więzienia.

Bartłomiej Woźny (1622) – prawdopodobnie sługa miejski.

Pisarze miejscy: Wojciech Idzikowski (1619-1620), Paweł Pogorzelski (1635-1636).

Kacper Święcki (1609-1610) – starosta dworu dowspudzkiego

Nauczyciele szkółki parafialnej: Andrzej Święcicki (1611), Wojciech Jarmontowski (1614), Wojciech Klukowski (1616-1617), Andrzej Jakacki (1620-1621), Józef Grzymkowski (1628), Tomasz Majkowski (1631-1638).

Ławnicy sądu wielmożnego Mikołaja Wolskiego: Jakub Kosowski, Paweł Stocki, Andrzej Bogusławski (wszyscy wymienieni w 1620 r.).

Organiści: Szymon Władyka (1631), Jan Wojnowski (1632-1637).

Księża

Pierwszego zapisu w 1607 r. dokonał proboszcz Grzegorz Mańkowski. Ostatnia wzmianka o nim pochodzi z połowy lipca 1624 r. Kolejni proboszczowie to:

  • Maciej Nowakowski (1626)
  • Mikołaj Ostrowski (1626-1635)
  • Wawrzyniec Wądołowski (1636-1637)
  • Mikołaj Nieborski (1637-1638)
  • Stanisław Słupiński (1649-1652)
  • Aleksander Paweł Wróblewicz (1668-1669)
  • Stanisław Hieronim Brewtellt (1669-1670) – po raz pierwszy użył nazwy Bakałarzewo, a nie Dowspuda
  • Tomasz Karwowski (1674-1679)

Sporadycznie chrzcili i ślubów udzielali inni księża, wizytujący parafię bakałarzewską, których już tutaj wymieniać nie będę. Zawsze można to sprawdzić w wyszukiwarce Geneo.

Staranne zapisy w księdze chrztów za czasów administrowania parafią przez ks. Grzegorza Mańkowskiego
Przykład starannych zapisów w księdze chrztów za czasów administrowania parafią przez ks. Grzegorza Mańkowskiego

Podsumowanie

Indeksacja tej łacińskiej księgi była niezwykle długotrwałym i męczącym procesem. Wielokrotnie odkładałem ją na półkę (oczywiście symbolicznie, bo indeksowanie odbywało się ze skanów z mikrofilmów), wielokrotnie od niej odpoczywałem indeksując inne, mniej wymagające dokumenty. Według mnie było jednak warto zapuścić w ruch maszynę czasu. Indeksując zanurzam się w życie wsi przed 400 laty całym sobą. To wspaniała przygoda ograniczona tylko niewyraźnymi, skąpymi zapiskami o ludziach z tamtych lat. Reszta to wyobraźnia.

Jako materiał uzupełniający polecam artykuł p. Tomasza Naruszewicza pt. Parafia Bakałarzewo w 1 połowie XVII w. Należy go czytać jednak z dużą dozą krytycyzmu szczególnie w zakresie omówienia najstarszej księgi metrykalnej z Bakałarzewa, o której mowa wyżej.

Również drukowana pozycja p. Andrzeja Matusiewicza pt. „Dwory na Suwalszczyźnie” jest ciekawą lekturą, choć w zakresie obszarów parafii Bakałarzewo nie zagłębia się w wiek XVII.

Przykład zniszczonej, mało czytelnej strony
Przykład zniszczonej, mało czytelnej strony
 
Opublikowano Dodaj komentarz

Trzy powody (co najmniej) by indeksować aneksy

Do akt małżeństw zbierane były załączniki, tzw. aneksy, świadczące o prawie mężczyzny i kobiety do zawarcia związku małżeńskiego i mogą to być: odpisy metryk urodzeń lub chrztów, odpisy metryk zgonów, odpisy postanowień sądowych, zezwolenia władz na zawarcie związku małżeńskiego (np. dla osób wojskowych czy pracowników kolei), a także inne dokumenty wykazujące wiek lub stan cywilny osoby wchodzącej w związek małżeński.

Były one gromadzone przez urzędników stanu cywilnego (w latach 1826-1945 byli to proboszczowie poszczególnych parafii, w latach 1808-1825 przeważnie proboszczowie) dla przyszłych małżonków najczęściej pochodzących z innych parafii niż ta, w której zawierano związek małżeński. Gdy proboszcz nie był w stanie zweryfikować niezbędnych danych przyszłego małżonka po prostu sięgając do ksiąg znajdujących się na półce na plebanii, musiał posiłkować się urzędowymi dokumentami dostarczanymi przez młodych.

Czy warto się nimi zajmować? Poświęcać czas tym świstkom luźnych papierów? A zwłaszcza czy warto je indeksować? Otóż tak! I to bardzo! Oto kilka powodów:

Powód 1

Brakuje ksiąg z pewnego zakresu lat z określonej parafii, a zatem nie ma możliwości znaleźć aktu urodzenia przodka czy krewnego. Należy przeszukać aneksy z sąsiednich parafii, a być może tam właśnie znajdzie się odpis (skrócony lub pełny) zaginionego wraz z księgą aktu urodzenia. W większości przypadków brakujący dokument znajdzie się w parafii niezbyt odległej, ale czasem może to być miejscowość z drugiego krańca obszaru Rzeczypospolitej. Tylko indeksy i możliwość ich szybkiego przeszukiwania może pomóc w takim przypadku!

Powód 2

Wiemy niemal wszystko o konkretnej osobie z drzewa genealogicznego. Mamy dostęp do jego aktu urodzenia, ślubu i zgonu. W czym mogą pomóc aneksy? Tymi dokumentami są czasem różne ciekawe dokumenty umożliwiające zidentyfikowanie dodatkowych informacji o osobie, np. może to być zgoda komendanta policji czy dowódcy wojskowego na zawarcie związku małżeńskiego przez podwładnego. Wówczas sporo dowiadujemy się o przebiegu służby przyszłego pana młodego: w jakiej jednostce służył, kto był jego przełożonym itp. Aneksami mogą też być odpisy wyroków sądów, w których znajdziemy dane osób zeznających, a zatem bliskich osoby głównej.

Powód 3

To taki powód historyczny. Wiemy, że za określony okres ksiąg w danej parafii nie ma, ale co się z nimi stało? Jest szansa, że są ukryte w jakimś archiwum? Czasem tak, a czasem zapis w aneksach jak ten poniżej rozwiewa wszelkie wątpliwości.

 

 
Opublikowano Dodaj komentarz

od Piramowicza do Piramowicza

Całkiem niedawno ukazały się augustowskie wspomnienia Witolda Wołosewicza, pierwszego dyrektora Państwowego Seminarium Nauczycielskiego, a później Liceum Ogólnokształcącego. A że uczestniczyłem w redagowaniu tej pozycji, przejść obok niej obojętnie nie mogę. Obecnie szkoła, której dyrektorował Wołosewicz nosi nazwę I Liceum Ogólnokształcące im. Grzegorza Piramowicza w Augustowie. Grzegorz Piramowicz patronem szkoły był od samego początku. Warto więc wspomnieć kim on był.

Grzegorz Piramowicz (ur. 25 listopada 1735 we Lwowie, zm. 14 listopada 1801 w Międzyrzecu Podlaskim) był pedagogiem, nauczycielem i wychowawcą, zaangażowanym pisarzem i wybitnym mówcą; teoretykiem wymowy i poezji, także filozofem i teologiem; jednocześnie – jak piszą badacze – gruntownie wykształconym człowiekiem idei i pasji. Ten wychowanek, a potem członek zakonu jezuitów położył wielkie zasługi na polu szkolnictwa – współpracując z innymi ludźmi postępu w Komisji Edukacji Narodowej, był jednym z twórców zreformowanej “nowej” szkoły. Był postacią niezwykle zasłużoną dla polskiego, nowoczesnego systemu edukacji. Nic dziwnego więc, że wiele szkół w Polsce nosi jego imię, w tym augustowskie liceum.

I teraz skok z Augustowa do Maciejowic! Tak, tych Maciejowic, które zasłynęły bitwą toczoną przez oddziały Tadeusza Kościuszki a wojskami rosyjskimi w czasie insurekcji w 1794 r. Maciejowice leżą na południowych krańcach Mazowsza, w powiecie garwolińskim, ok. 80 km od Warszawy (aczkolwiek historycznie to tereny ziemi stężyckiej przynależnej do dawnego województwa sandomierskiego). Z parafii Maciejowice pochodzi moja praprababka – Julianna Pawelec i wszyscy jej przodkowie. Prócz nazwiska Pawelec (wsie Kawęczyn, Uchacze, Kobylnica), są to: Filipowicz (wieś Godzisz), Krzemiński (Uchacze), Hys, Cholewa i pewnie inne, do których jeszcze nie dotarłem.

Jaki jest związek pomiędzy liceum w Augustowie, a Maciejowicami? Oczywiście poprzez postać Grzegorza Piramowicza! Otóż ksiądz Grzegorz Piramowicz w latach 1777-1789 pełnił funkcję proboszcza parafii Maciejowice (tej informacji nie znajdziecie w wikipedii). Maciejowice są dumne z takiego dziedzictwa. Jest tam ulica Piramowicza i gimnazjum im. Piramowicza, a w kościele na jednym z filarów wmurowana jest pamiątkowa tablica ku czci dawnego proboszcza. Jej zdjęcie zrobiłem w ostatnią sobotę na ślubie jednego z wielu potomków Julianny Pawelec.

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Praskie spotkania?

Co ma wspólnego warszawska Praga z regionem Suwalszczyzny? Kulturowo i geograficznie są to niesłychanie odległe od siebie miejsca, ale jednak…

Są osoby pochodzące z Suwalszczyzny, które los rzucił w odległe regiony kraju, m.in. do prawobrzeżnej części Warszawy. Są też takie, które pochodząc z Pragi w różny sposób otarły się o region Suwalszczyzny.

Mam przyjemność przygotowywać do druku książkę-wspomnienia Leszka Juliusza Rylskiego. Jest to postać wybitna i niewątpliwie zasługująca na szersze omówienie. Jeśli ktoś bliżej interesuje się historią polskiej piłki nożnej, Leszka Rylskiego nie trzeba mu przedstawiać. Był piłkarzem, a później działaczem piłkarskim. Był sekretarzem generalnym PZPN w latach 1959-1972, a więc prowadził polską piłkę na same szczyty sławy i popularności. Był jedną z ośmiu osób, które podpisały akt założycielski UEFA i jako pierwszy Polak w historii był członkiem komitetu wykonawczego UEFA. Ale nie o osiągnięciach Leszka Rylskiego chciałem napisać ten Post (choć same wciskają się pod moje palce). Urodził się  w Suwałkach gdzie ukończył Państwowe Seminarium Nauczycielskie. W związku z tym, że jego ojciec i głowa rodziny był wojskowym, rodzina często zmieniała miejsce pobytu. Na początku niemieckiej okupacji przeniosła się na warszawską Pragę.

Kamienica Juliusza Nagórskiego, Targowa 15, Warszawa-Praga
Kamienica Juliusza Nagórskiego, Targowa 15, Warszawa-Praga

Od grudnia 1939 roku mieszkali w kamienicy pod adresem Targowa 15 (we wspomnieniach jest osobny rozdział poświęcony temu miejscu), tuż obok wiaduktu kolejowego nad Targową. W latach 1940-43 młody Leszek Rylski pracował w biurze Przedsiębiorstwa Handlowego A. Russek mieszczącego się całkiem niedaleko miejsca zamieszkania, przy ulicy Brzeskiej 16 (obecnie niezabudowana parcela). Do pracy musiał więc iść najpierw ulicą Kijowską, a następnie Brzeską przez pół jej długości.

Dlaczego na powyższym planie zaznaczyłem również adres Brzeska 11? Leszek Rylski idąc do pracy musiał przechodzić koło tej kamienicy. Właśnie pod adresem Brzeska 11 urodziłem się ja i spędziłem tam pierwsze lata swojego życia. W 1941 r. urodziła się tam moja mama Barbara, a także w 1911 r. jej ojciec a mój dziadek Dionizy. Czytając więc wspomnienia Leszka Rylskiego nie mogłem oprzeć się myśli, że ten młody wówczas człowiek mógł rozmawiać z moim dziadkiem, albo odprowadzić wzrokiem moją babcię pchającą wzdłuż Brzeskiej wózek z moją mamą… A może chodził do fryzjera pod nr 9, a 25 lat później ja siadałem na tym samym fotelu?

Moja mama. Zima 1941/42
Moja mama. Zima 1941/42
 
Opublikowano Jeden komentarz

Marianno, skąd się wzięłaś?

We wsi Hruskie w parafii Krasnybór mieszkało sobie małzeństwo Andrzeja Czulewicza i Anny Bućko, bezpośrednich przodków mojej żony. Dawno to było bo ich ślub odbył się niemal dokładnie 200 lat temu. Mieli ośmioro dzieci, z których troje zmarło niedożywszy pierwszego roku. Pozostali znaleźli sobie małżonków i małżonki i zamieszkali bądź w samym Hruskim, bądź w innych pobliskich wsiach parafii Krasnybór. Do dnia dzisiejszego miałem znalezione 4 metryki dzieci Andrzeja i Anny:

  • Piotr Czulewicz z Rozalią Sztuk (bezpośredni przodkowie żony) – ślub w parafii Lipsk w 1848 r. (dane z raptularza – brak urzędowej metryki)
  • Elżbieta Czulewicz z Janem Smykiem – ślub w 1850 r. w Krasnymborze
  • Wiktoria Czulewicz z Janem Kondrackim – ślub w 1865 r. w Krasnymborze
  • Franciszek Czulewicz z Wiktorią Żywno – ślub w 1860 r. w Krasnymborze

Brakowało mi tej piątej metryki: Jana Czulewicza z Marianną Sieńkowską. Tym bardziej, że dzieci tego małżeństwa rodzą się we wsi Hruskie w latach 1870, a więc tam mieszkali. Skąd pochodziła owa Marianna? Niestety metryki urodzenia dzieci nie wskazują miejsca pochodzenia matki.

Traf chciał, że zupełnie przypadkowo natrafiłem na akt ślubu Jana Czulewicza z Marianną Sieńkowską w parafii Wiejsieje w księdze z 1860 roku! Z Hruskiego do Wiejsiej jest w linii prostej niemal 70 km, a przejezdnymi podówczas szlakami będzie prawie 90 km. To sporo, tym bardziej, że Jan z żoną wrócili z terenów parafii Wiejsieje do Hruskiego. Dopiero wczytanie się w metrykę ich ślubu daje kilka odpowiedzi, ale i stawia kolejne pytania.

Czytamy więc w niej, że ślub został zawarty 20 lutego 1860 roku w obecności świadków Leopolda Kafarskiego (lat 40) strażnika Dochodów Tabacznych Skarbowych z Wiejsiej i Jana Sinkowskiego (lat 30) brata młodej, gospodarza z Kolonii Bestrajgiszki. Dalej o młodym: Jan Czulewicz, kawaler, 28 lat, ekonom w folwarku Michalina (a więc jeszcze dalej, za Wiejsiejami), syn nieżyjących Andrzeja i Anny Bućko, gospodarzy z Hruskiego, tamże urodzonym. I o młodej: Marianna Sinkowska, panna, 24 lata, córka Stanisława i Marianny Obnickiej utrzymujących się z własnych funduszy w Kolonii Bestrajgiszkach, dawniej mieszkających w Lejpunach, tamże (czyli w Lejpunach) urodzoną, a obecnie w służbie w folwarku Wiktoryn. Zapowiedzi odbyły się w Lejpunach (parafia młodego) i w Wiejsiejach (parafia młodej), a związek pobłogosławił miejscowy wikariusz ks. Sylwester Gliński. Wszyscy wymienieni złożyli podpisy pod metryką.

Akt ślubu Jana Czulewicza i Marianny Sinkowskiej z parafii Wiejsieje, 1860 r.
Akt ślubu Jana Czulewicza i Marianny Sinkowskiej z parafii Wiejsieje, 1860 r.

No i wiemy już, że Jan Czulewicz był ekonomem, czyli zarządcą folwarku pańszczyźnianego, przymuszającym chłopów do pracy na rzecz pana, najłagodniej pokrzykiwaniem i przekleństwami, najczęściej kijem i batem. Ale gdzie i dlaczego nauczył się czytać i pisać? Ta umiejętność nie była częsta wśród chłopstwa w tamtym okresie – brat Jana, Franciszek pisać nie umiał – tak odnotował ksiądz w akcie jego ślubu. Umiejętność władania piórem niewątpliwie przyczynić się musiała do zaoferowania mu odpowiedzialnej funkcji ekonoma w folwarku Michalina. W jaki sposób i kiedy znalazł się tak daleko od domu? Jak długo tam przebywał? Na te pytania odpowiedzieć może analiza większej liczby akt metrykalnych z parafii Wiejsieje i Lejpuny – być może gdzieś był chrzestnym lub zgłaszającym urodzenie czy zgon, a może świadkiem na ślubie sąsiada?

No a co z Marianną? Umiejętność pisania wśród kobiet była jeszcze rzadsza. Jej rodzice utrzymywali się z funduszy własnych. A więc bogaci! Ponieważ wskazany jest przybliżony wiek i miejsce urodzenia młodej (Lejpuny) pokusiłem się o znalezienie jej metryki urodzenia z nadzieją, że uzyskam odpowiedź przynajmniej na niektóre z tych pytań. I rzeczywiście nie nastręczało to większych trudności dzieki wyszukiwarce Geneo. Akt #19 z 1837 roku z Lejpun rzecze co następuje o rodzicach Marianny: ojciec Stanisław Sieńkowski (nie jest jasne czy prawidłowe nazwisko ojca jest Sieńkowski czy Sinkowski) z profesji krawiec był szlachetnie urodzony. Wyszukując metryki urodzeń rodzeństwa Marianny, widzimy, że rezydował w Barciach, potem w Lejpunach, by na emeryturę osiąść w Bestrajgiszkach.

Akt urodzenia Marianny Sinkowskiej z parafii Lejpuny, 1837 r.
Akt urodzenia Marianny Sinkowskiej z parafii Lejpuny, 1837 r.

Wydawałoby się więc, że ciągle poruszamy się w obszarze parafii pochodzenia przodków, ewentualnie sąsiednich, że byli zasiedziali. Czasem jednak w poszukiwaniach trzeba wypuścić się dalej i to znacząco dalej. W tym przypadku, na wschodnie rubieże powiatu sejneńskiego: do Lejpun i Wiejsieji, gdzie może tkwić odpowiedź na pytania nurtujące nas od lat. Indeksujmy więc parafie, które leżą obecnie poza granicami Polski. Tam tez możesz znaleźć przodka!

 
Opublikowano Dodaj komentarz

O poszukiwaniu przodków inaczej

Wprawdzie minęło już kilka dni, ale wypadałoby coś napisać!

W ostatni piątek, 21 kwietnia miałem okazję spotkać się z mieszkańcami Augustowa i okolic na prelekcji pt. "O poszukiwaniu przodków inaczej". O udział w spotkaniu poprosiła mnie Józka Drozdowska, która prowadzi cały cykl spotkań "Pogawędki o regionie", a w imieniu organizatorów zaprosiła pani Małgorzata Pieńczykowska - kierowniczka Miejskiej Biblioteki Publicznej APK w Augstowie. Obu paniom za możliwość opowiadania o genealogii serdecznie dziękuję!

Ale do rzeczy. Przypuszczam, że będzie film-sprawozdanie z całości wydarzenia, a tutaj chciałbym skupić się na najważniejszych punktach, które starałem się szerzej omówić.

Swobodna wymiana informacji

Jest to dla mnie bardzo ważna kwestia w genealogii. Nauka i technika cały swój rozwój zawdzięczają otwartej wymianie wiedzy pomiędzy naukowcami i ośrodkami badawczymi. Bazując na wcześniejszych pracach swoich kolegów, naukowcy i inżynierowie dokonują nowych odkryć i niewyobrażalnych postępów. Upowszechniając je dają swoim następcom i naśladowcom pożywkę do dalszych badań i poszukiwań. Można tę sytuację przenieść do badań genealogicznych. Tylko szeroka wymiana informacji pozwala na szybki postęp w badaniach genealogicznych, a w szczególności do sprawnego i efektywnego budowania drzewa genealogicznego.

Internet w ogóle, a w szczególności media społecznościowe umożliwiają właśnie taki, nieprawdopodobnie efektywny przepływ informacji pomiędzy poszczególnymi osobami i całymi grupami ludzi. Udostępniajmy wyniki swoich badań, udostępniajmy dokumenty i zdjęcia które posiadamy. Oczywiście róbmy to z poszanowaniem prawa, ze szczególnym uwzględnieniem ochrony danych osobowych (pamiętajmy, że prawnie ochrona danych osobowych dotyczy wyłącznie osób żyjących). Jeśli każdy genealog będzie tak robić, postępy w tej dziedzinie nauki (tak, genealogia jest pomocniczą dziedziną historii) będą analogiczne do postępów w fizyce, chemii czy biologii, które mogliśmy obserwować w XX wieku. Zdaję sobie sprawę, że na pozyskanie niektórych dokumentów wydaliście konkretne pieniądze, albo kosztowało Was mnóstwo czasu. Ja właściwie całą swoją pracę genealogiczną udostępniam publicznie, bądź to pod postacią drzewa genealogicznego rodziny (ze szczegółowymi informacjami o dokumentach źródłowych, zdjęciami lub skanami dokumentów, albo ich zawartością tekstową), bądź pod postacią indeksów, które znajdują się w wyszukiwarce Geneo. Korzystajcie z mojej 13-letniej pracy!

Źródła

Ten temat również starałem się możliwie dogłębnie omówić, choć ze względu na ograniczoność czasu musiałem skupić się na najważniejszych. Te źródła wiedzy genealogicznej to:

  • osobiste zapiski ludzi (pamiętniki, dzienniki, listy);
  • albumy fotograficzne (szczególnie rodzinne);
  • podania, zasłyszane historie rodzinne, sąsiedzkie;
  • historie miejscowości;
  • archiwa kościelne, państwowe w formie analogowej i elektronicznej;
  • cmentarze i wyszukiwarki genealogiczne internetowe;
  • wydawnictwa (artykuły i książki).

Pierwsze trzy są właściwie pod ręką, w każdym domu, choć dopiero gdy nasze zainteresowania genealogią pogłębiają się, to dopiero wtedy zaczynamy doceniać ich wartość. Te źródła są ważne zwłaszcza gdy żyją jeszcze autorzy wspomnień, osoby które mogą opisać zdjęcia, które mogą dopowiedzieć szczegóły zapisanych, bądź przekazywanych historii. Warto tymi źródłami zająć się od samego początku. Czas jest nieubłagany i starsi ludzie od nas odchodzą. Wraz z nimi znika informacja, którą tylko oni mają w swoich umysłach. Nie wahajmy się jej wydobyć na światło dzienne.

Sporo mówiłem o archiwach, ze szczególnym naciskiem na księgi metrykalne, które są tam przechowywane.

Mówiąc o źródłach starałem się przekonać słuchaczy, jak ważna jest szczegółowa ich analiza. Nie wystarczy wyodrębnić z nich najważniejszych informacji (imię i nazwisko, rok, imiona i nazwiska rodziców). Należy pochylić się nad każdą istotną informacją: świadkami, zgłaszającymi, wiekiem, zawodami, wszelkimi odstępstwami od typowego zapisu, podpisami, a nawet na osobie księdza, który celebrował obrządek... Wszystko to ma, lub może mieć znaczenie. Ja rozumiem, że taka dogłębna analiza spowalnia budowanie drzewa genealogicznego, ale podążając tą ścieżką unikamy problemów i błędów, zasypujemy braki informacyjne z różnych okresów, budujemy nie tylko drzewo genealogiczne, ale i obraz całego otoczenia, w którym ono wzrasta. Genealogia składająca się z samych imion, nazwisk i dat jest bardzo płytka i zwykle po jakimś czasie tracimy nią zainteresowanie. Dopiero zanurzenie się w minionej rzeczywistości, która otaczała naszych przodków daje pełną satysfakcję z zajmowania się genealogią.

Indeksacja według formatu rozszerzonego

Czymże jest ten format rozszerzony? Ano chodzi o przeczytanie całej metryki i wyodrębnienie z niej absolutnie wszystkich informacji, które potencjalnie mogą zainteresować genealoga. Typowa indeksacja to numer i rok dokumentu, imię i nazwisko, imiona i nazwiska rodziców, ewentualnie współmałżonka. Taki format przyjęła Geneteka. Skrajnie nieodpowiedziana indeksacja to numer i rok dokumentu wraz z imieniem i nazwiskiem pochodzącym z wtórnego (a więc już obarczonego błędami) spisu rocznego. Ja bym nigdy tego typu indeksów nie przyjął do żadnej wyszukiwarki, bo nic nie wnoszą, a często sprowadzają na manowce. W Geneo są w większości indeksy w formacie rozszerzonym, a te które są w formacie typowym są z czasem rozszerzane. Taka indeksacja jest kompletna, ale wymaga sporo więcej czasu niż jakiekolwiek inne podejście. Ktoś mnie kiedyś zapytał: po co tak indeksujecie? Nie wystarczy udostępnić metryki? A ja odpowiadam: po pierwsze nie zawsze mamy zgodę na udostępnienie metryki, po drugie metryki (dla obszaru Suwalszczyzny) były prowadzone w języku polskim, rosyjskim i łacińskim. Po trzecie czasem trzeba przeczytać kilkadziesiąt wcześniejszych/późniejszych metryk, aby oswoić się z charakterem pisma zapisującego i odczytać tę jedyną, interesującą. Po czwarte niektóre metryki (zwłaszcza te najstarsze) w swoje treści odnoszą się do zapisów z metryk wcześniejszych i po piąte: baza danych z metryk zindeksowanych kompletnie może posłużyć do badań naukowych nad demografią regionu, specjalistycznych poszukiwań, może pomóc uzupełnić luki w wiedzy o historii regionu.

Nie znam genealoga, który nie korzystałby z takich wyżej opisanych indeksów, a więc z pracy innych. Uważam, że każdy z nas w równym stopniu powinien prowadzić własne badania genealogiczne i jednocześnie indeksować księgi metrykalne. Bierzesz coś dla siebie (korzystasz z pracy innych) i dajesz coś w zamian (przekazujesz rezultaty swojej pracy innym). Póki co w ten sposób kręci się indeksacyjno-genealogiczny świat w Polsce.

Działanie w grupie

Według mnie działając w grupie (czy to luźnej organizacji, czy w formalnym stowarzyszeniu) zawsze możemy zdziałać więcej niż w pojedynkę. W grupie wymiana informacji jest płynniejsza, są współdzielone zasoby do wykorzystania przez wszystkich, w swoich działaniach można posłużyć się doświadczeniem innych członków grupy. Obraz genealoga-mruka zaszytego w księgach metrykalnych, który więcej czasu spędza w archiwach niż w domu należy już do przeszłości. Teraz siłą jest otwartość, wspólnota interesów, sprawność w posługiwaniu się nowoczesną informacją i jej wymiana. To są fundamentalne podstawy istnienia JZI i chyba dzięki temu, mimo, że jesteśmy małą grupą, wciąż istniejemy, wciąż działamy, mamy nowe pomysły. Oby tak dalej!

Podsumowanie

Nie o wszystkim co wyżej udało mi się powiedzieć w sposób sprawny, jasny i klarowny. Mimo to mam nadzieję, że przekaz trafił na podatny grunt, że zaowocuje nowymi adeptami genealogii, a starzy odkryją nowe kierunki swoich działań.  Dwie trzecie wypełnionej sali APK pozostało do końca, a ja po ponad dwóch godzinach gadania skończyłem z chrypką 🙂 Dziękuję za zaproszenie, dziękuję za uczestnictwo!

fotografie: Zbyszek Mierzejewski, Ryszard Korąkiewicz, Piotr Godlewski, Henryk Milewski

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Piotr Bolesław Szczęsnowicz

Niedawno napisałem krótkie spostrzeżenie o urzędach fikcyjnych. Wspominałem tam o województwie dorpackim zwanym również derpskim. Myślałem, że o mieście Dorpat już raczej nie będę wspominać, aż tu…

Podczas porządkowania papierów na biurku wpadła mi w ręce karteczka z krótką notką o Piotrze Bolesławie Szczęsnowiczu. Przytoczę ją w całości, ale zaakcentuję nawiązanie do miasta Dorpat.

Piotr Bolesław Szczęsnowicz

Urodził się 19 października 1881 r. w Augustowie. Był synem Antoniego i Emilii z Milanowskich. Po ukończeniu szkoły miejskiej w Augustowie i gimnazjum przez 4 lata studiował w Warszawie. W 1908 r. ukończył uniwersytet w Dorpacie uzyskując tytuł lekarza. Przez pół roku pracował w Klinice Chirurgicznej we Lwowie. 27 czerwca 1909 r. wstąpił do służby wojskowej – najpierw był lekarzem w 20. Pułku Strzelców w Suwałkach, następnie naczelnym lekarzem 18. Pułku Strzelców. 1 sierpnia 1914 r. wyruszył na wojnę jako naczelny lekarz 17. Pułku Strzelców. Od 10 lipca 1915 r. był starszym ordynatorem szpitala dywizyjnego przy IV Korpusie Strzelców Syberyjskich w Rumunii, a potem starszym ordynatorem 483. szpitala polowego. W trakcie służby kilkukrotnie awansowany – 27 czerwca 1916 r. otrzymał stopień podpułkownika, zaś 16 grudnia 1917 r. z powodu pogarszającego się stanu zdrowia, będącego wynikiem chorób reumatycznych, został zdemobilizowany.

Akt urodzenia Piotra Bolesława Szczęsnowicza z ksiąg parafii augustowskiej. Stan księgi bardzo kiepski, notka na marginesie trudna do rozczytania - mówi o ślubie urodzonego w kościele bakałąrzewskim.
Akt urodzenia Piotra Bolesława Szczęsnowicza z ksiąg parafii augustowskiej. Stan księgi bardzo kiepski, notka na marginesie trudna do rozczytania – mówi o ślubie urodzonego w kościele bakałąrzewskim.

 

W okresie tworzenia się struktur Wojska Polskiego 13 stycznia 1920 r. zaciągnął się w jego szeregi i zweryfikowany w stopniu kapitana otrzymał najpierw przydział do rezerw personalnych szpitala okręgowego w Grodnie, zaś 20 lutego 1920 r. został uznany za niezdolnego do służby wojskowej.

Zamieszkał w Suwałkach prowadząc prywatną praktykę lekarską, specjalizował się w chorobach oczu. Zmarł 23 października 1926 r. w Suwałkach i został pochowany na tamtejszym cmentarzu. Był żonaty i miał czworo dzieci.

Uniwersytet w Dorpacie

Nazwa Dorpat w powyższej notce pojawia się w kontekście uniwersytetu, który był bardzo znaną i szanowaną placówką edukacyjną. Oto kilka słów na ten temat za Wikipedią:

Uniwersytet został utworzony w 1632 przez króla Szwecji Gustawa Adolfa jako Universitas Gustaviana, powstał na fundamentach jezuickiego Gymnasium Dorpatense, utworzonego przez Stefana Batorego w 1583, istniejącego do 1601 roku. Po krótkiej przerwie w czasie II wojny północnej uczelnia została reaktywowana w 1690 r. przez króla Szwecji Karola XI pod nazwą Universitas Gustaviana-Carolina. Później uniwersytet został przeniesiony do Parnawy. W 1802 r. na rozkaz cara Rosji Aleksandra I uczelnia powróciła do Dorpatu (współcześnie Tartu) jako Cesarea Universitas Dorpatiensis, gdzie działa do dziś. W latach 1898–1918 miała nazwę Uniwersytet Jurjewski (w związku z przemianowaniem Dorpatu na Jurjew). Językiem wykładowym uczelni był niemiecki, zaś od 1882 r. zaczęła się rusyfikacja przedmiotów, ostatecznie weszła ona w życie do 1898 r.

Uniwersytet Dorpacki zarówno pod rządami szwedzkimi, jak i przez większość okresu rządów carskich posiadał dużą autonomię w zakresie doboru kadr i kształcenia, a nawet utrzymywania policji uczelnianej, zastępującej w znacznym stopniu policję carską. Był też jedyną na terenie państwa rosyjskiego uczelnią kształcącą teologów (w tym pastorów) protestanckich. Od 1831 r., w związku z likwidacją przez władze carskie Uniwersytetu Wileńskiego i Uniwersytetu Warszawskiego, stał się głównym miejscem studiów Polaków z zaboru rosyjskiego, zarówno ze względu na przychylne Polakom stanowisko władz uczelni, jak i na opinię o wysokim poziomie kształcenia.

Uczelnia odegrała bardzo dużą rolę w kształceniu Polaków z zaboru rosyjskiego, po zlikwidowaniu przez Rosję uczelni w Rzeczypospolitej. W odróżnieniu od innych uczelni na ziemiach należących w tym czasie do Rosji, Uniwersytet Dorpacki prowadził liberalną politykę i unikał dyskryminacji Polaków. Ukończyli go między innymi Władysław Walewski, Tytus Chałubiński i Kazimierz Krzywicki.

Na Uniwersytecie Dorpackim w 1828 roku powstała najstarsza polska korporacja akademicka Konwent Polonia.

W roku akademickim 1931/1932 tytuł doktora honoris causa Uniwersytetu w Tartu otrzymał prof. Bronisław Rydzewski.