Opublikowano Dodaj komentarz

Lista imienna zbiegłych spisowych z Województwa Augustowskiego

DODATEK

Do Nru 276.

DZIENNIKA URZĘDOWEGO

WOJEWÓDZTWA PODLASKIEGO.

Siedlce dnia 24. Kwietnia 1824. r.


Nro 14675. Wydział Woyska i Policyi.

KOMMISSYA WOJEWÓDZTWA PODLASKIEGO.

Umieszczając poniżey listę Imienną zbiegłych spisowych z Województwa Augustowskiego, poleca ich śledzić, a w razie wyśledzenia pod strażą do Kommissyi tuteyszey odstawić.

  1. Łukasz Zaniewski, lat 24. wzrostu stóp 4. cali 18. twarzy okrągłey, oczu piwnych, nosa miernego, włosów ciemnych, czoła wysokiego.
  2. Adam Kossakowski, lat 27. wzrostu stóp 4. cali 20. twarzy ściągłey, oczu niebieskich, nosa miernego, włosów ciemno-blond, czoła niskiego.
  3. Benedykt Zalewski, lat 26. wzrostu stóp 4. cali 20. twarzy ściągłey, oczu piwnych, nosa płaskiego, włosów ciemnych, czoła wysokiego.
  4. Stanisław Ubanowski, lat 29. urodził się w Giełczynie.
  5. Piotr Borowski, lat 23. twarzy okrągłej, oczu niebieskich, nosa miernego, włosów blond, czoła małego.
  6. Szymon Lubin, lat 20. twarzy okrągłey, oczu siwych, nosa spiczastego, włosów blond, czoła miernego.
  7. Andrzey Borowski, lat 20. twarzy okrągłey, oczu niebieskich, nosa małego, włosów blond, czoła miernego.
  8. Jerzy Lodznis, lat 21. twarzy okrągłey, oczu niebieskich, nosa małego, włosów blond, czoła miernego.
  9. Błażey Orint, lat 20. twarzy okrągłey, oczu siwych, nosa małego, włosów blond, czoła miernego.
  10. Kazimierz Dangiełas, lat 20. twarzy ściągłey, oczu siwych, nosa małego, włosów jasno blond, czoła miernego.
  11. Jan Ławcewicz, lat 26. twarzy ściągłej, oczu niebieskich, nosa małego, włosów blond, czoła miernego.
  12. Jerzy Bolnis, lat 25. twarzy okrągłey, oczu niebieskich, nosa dużego, włosów blond, czoła wysokiego.
  13. Jan Danilewski, lat 21. twarzy ściągłey, oczu siwych, nosa małego, włosów blond, czoła miernego.
  14. Józef Grybas, lat 22. twarzy okrągłey, oczu siwych, nosa małego, włosów ciemno blond, czoła miernego.
  15. Szymon Karnowski, lat 24. twarzy okrągłey, oczu siwych, nosa małego, włosów ciemnych, czoła miernego.
  16. Adam Mokrzycki, lat 25. twarzy okrągłey, oczu siwych, nosa miernego, włosów blond, czoła miernego.
  17. Fridrich Rebner, lat 20. twarzy ściągłey, oczu siwych, nosa ściągłego, włosów blond, czoła wysokiego.
  18. Stefan Urkaytys, lat 25. twarzy okrągłey, oczu niebieskich, nosa małego, włosów blond, czoła miernego.
  19. Woyciech Seroka, lat 24. rodem iest z Niemiery, Obwodu Ostrołęckiego, Województwa Płockiego.
  20. Wincenty Kalinowski, lat 24. twarzy okrągłey, oczu niebieskich, nosa małego, włosów iasno-blond, czoła niskiego.
  21. Antoni Sarikun, lat 23. ,twarzy ściągłey, oczu siwych, nosa małego, włosów blond, ,czoła miernego.
  22. Bartłomiej Szłapikas, lat 22. twarzy ściągłey, oczu siwych, nosa miernego, włosów ciemnych, czoła miernego.
  23. Łukasz Szmutowski, lat 25. twarzy okrągłey, oczu niebieskich, nosa spiczastego, włosów blond, czoła niskiego.
  24. Jakób Paulukiewicz, lat 19. twarzy .okrągłey, oczu siwych, nosa małego, włosów ciemnych, czoła miernego.
  25. Józef Adamowicz, lat ,20. twarzy okrągłey, oczu siwych, nosa miernego, włosów ciemnych, czoła miernego.
  26. Jan Izokaytis, lat 21. twarzy ściągłey, oczu siwych, nosa miernego, włosów ciemnych, czoła wysokiego.
Opublikowano Jeden komentarz

Emigranci do Ameryki z rodziny Litwinków z Jasionowa

Dwa lata temu skontaktował się ze mną Aedan Licwinko, młody student ze Stanów Zjednoczonych z prośbą o odszukanie kilku dokumentów dotyczących prapradziadka Stanisława Litwinko, który urodził się w roku 1876 w Jasionowie, należącym do parafii w Jaminach. Rodzicami Stanisława byli Antoni Litwinko (urodzony w roku 1848 w Jasionowie) i Michalina Merecka (urodzona w roku 1849 w Uściankach, należących do parafii w Augustowie). Antoni i Michalina pobrali się w roku 1871 w kościele w Jaminach.

Stanisław wyemigrował do Ameryki pomiędzy 1902, a 1904 rokiem.

Aedan ma nadzieję, że artykuł przeczytają jego krewni z Polski i dzięki temu będzie mógł poszerzyć swoją wiedzę o swych przodkach i ich rodzinie.

Według przekazów rodzinnych, Stanisław dotarł do Ameryki przez port Delaware. Osiadł w Conshohocken, niedaleko Filadelfii. Większość emigrantów znajdowała zatrudnienie w tym mieście w stalowni Alan Wood Steel Company. Pracował w niej również Stanisław Litwinko. Ożenił się z Rozalią Wyszyńską, córką Wincentego Wyszyńskiego i Teofili z Zarzeckich, Polką pochodzącą z parafii w w Bargłowie Kościelnym. Rozalia urodziła Stanisławowi trzynaścioro dzieci, z których wieku dorosłego dożyło dziesięcioro.

W Stanach Zjednoczonych nazwisko Litwinko zostało przekształcone na Licwinko. Zmiana nastąpiła prawdopodobnie w okresie 1917-1930.

Poza Stanisławem do Ameryki wyemigrowali dwaj jego bracia i jedna siostra:

Wincenty Litwinko, urodzony w roku 1883, wyemigrował do Conshohocken około 1901 roku. Około 1903 roku ożenił się z Franciszką Grześkowiak. Początkowo podobnie, jak brat pracował w stalowni. Później zmienił pracodawcę na gazownię. Wincenty miał z Franciszką 9 dzieci, które dożyły wieku dorosłego. Zmarł w roku 1950.

Petronela Litwinko, urodzona w roku 1886 dotarła do stanu Washington w roku 1902 i tam wyszła za mąż za Wincentego Smolińskiego, pochodzącego z parafii Bargłów Kościelny. Po ślubie małżonkowie przenieśli się do Conshohocken. Urodziło im się 9 dzieci, które dożyły weku dorosłego. Petronela zmarła w roku 1957.

Bolesław Litwinko urodzony w roku 1891 wyemigrował również do Conshohocken około 1913 roku. Ożenił się z Aleksandrą Kotowską. Początkowo również pracował w stalowni, później zaś w porcie, aby w końcu założyć sklep z wyszynkiem. Bolesław miał również 9 dzieci. Zmarł w roku 1960.

Część rodzeństwa Stanisława Litwinko pozostała w rodzinnych stronach, wówczas w zaborze rosyjskim. Feliks Litwinko ożenił się z Kazimierą Krysztopą w 1901 roku. Anna Litwinko poślubiła w roku 1893 Teodora Laszcza. Kolejna siostra – Kazimiera Litwinko poślubiła w roku 1899 Piotra Kolendę.

Stanisław w przeciwieństwie do innych krewnych z Connaughtown, dość wcześnie porzucił pracę w stalowni. Początkowo pracował jako kierowca, ale wkrótce założył bar w swoim domu przy Old Elm Street w roku 1920. Klientami baru byli przeważnie pracownicy stalowni kończący pracę o różnych porach dnia. Bar działał aż do prohibicji, a później funkcjonował nielegalnie pod przykrywką pijalni wody sodowej. W latach późniejszych Stanisław założył sklep spożywczy. Po śmierci pierwszej żony w roku 1927, ożenił się ponownie z Agatą Jarosz pochodzącą z Galicji w roku 1929. Zmarł 12 października 1950 roku w wieku 73 lat pozostawiając 9 dzieci i 19 wnucząt.

Po śmierci Stanisława, jego sklep Old Mansion House wciąż działał, mimo zmieniających się właścicieli. Został zamknięty dopiero w roku 2021 z powodu pandemii koronawirusa.

Alan Wood Steel Company, firma, która przyciągnęła do Connaughtown wielu emigrantów z Europy na początku XX wieku nie wytrzymała konkurencji i została zamknięta w roku 1977. Setki ludzi straciło wówczas pracę, a cały region przeżywał kryzys trwający wiele lat.

Connaughtown, które kiedyś było pięknym miastem z dobrze utrzymanymi domami i kwiatami na każdym skwerze, zamieszkanymi głównie przez emigrantów z Polski, Irlandii i Włoch w latach 70-ych zostało przecięte drogą ekspresową I-476 łączącą Filadelfię z przedmieściami, zwaną potocznie Blue Ray, co przedzieliło trwale dawne miasto na dwie odseparowane od siebie części i zdezintegrowało istniejącą od tylu lat lokalną społeczność.

Kościół parafialny pw. Najświętszej Marii Panny w Conshohocken powstał dzięki funduszom polskiej społeczności w 1905 roku przez kupno starego budynku kościoła protestanckiego, w działała wcześniej fabryka. Pół wieku później, w roku 1951, parafianie zbudowali swój własny kościół. W roku 2014, podobnie jak w innych parafiach stworzonych przez lokalne społeczności Conshohocken i West Conshohocken, kościół Najświętszej Marii Panny został przyłączony do parafii św. Mateusza, który był pierwotnie zbudowany przez Irlandczyków. Dzięki działaniom Polsko-Amerykańskiego Stowarzyszenia Najświętszej Marii Panny udało się zapobiec rozbiórce budynku kościoła. Ostatecznie Archidiecezja Filadelfijska udzieliła zgody na odprawianie mszy w rycie trydenckim Bractwu Kapłańskiemu Świętego Piotra, nawiązującemu w ten sposób do tradycyjnych mszy odprawianych w języku polskim (sic!) dla starszych parafian jeszcze przed Soborem Watykańskim II. Związki z polskością kościoła podkreślane są przez obrazy siostry Faustyny Kowalskiej, księdza Jerzego Popiełuszko, Matki Boskiej Częstochowskiej i Matki Boskiej Ostrobramskiej. Aż do roku 2014 odprawiano w kościele Gorzkie Żale, a jedną z najpopularniejszych pieśni wykonywanych w tym polskim kościele była pieśń „Serdeczna Matko”. W Conshohocken wciąż działa Klub Tadeusza Kościuszko, który poza dbałością o polskie dziedzictwo regionu zapewnia miejsce do spotkań i rozrywki.

Miejscem pochówków dla członków polskiej społeczności dawnej parafii Najświętszej Marii Panny był cmentarz św. Benedykta działający przez ponad 100 lat. Wszyscy członkowie rodziny Lićwinko, którzy wyemigrowali do USA zostali pochowani na tym cmentarzu. Znajduje się na nim również pomnik poświęcony Polakom weteranom Armii Amerykańskiej.

(zdjęcia: Aedan Licwinko)

Opublikowano Dodaj komentarz

Na koncercie wiolonczelowym w Parku Herberta w Augustowie*

Roztańczyły się starowinki sosny

chmury pod lipcowym niebem niczym

ogromne białe motyle tylko patrzeć

jak zawiążą się w kokardy

na rozwianych włosach wiolonczelistek

Ptaki zamilkły w budkach

czasem słychać jak bardziej rezolutne

postukują w deski u ich wylotów

A mnie zapatrzonej i zasłuchanej

w oczach tańczą zwrotki wierszy Poety

który tu niegdyś wieczorami śnił

widoki holenderskie z Delft z wiolą

da gamba opartą o ścianę salonu

z kimś grającym na wirginale

bądź klawesynie i porzuconą na podłodze

wiolonczelą z cichym błaganiem o ręce

Patrząc na rzekę Schie idzie w myślach

z Janem Vermeerem ciemną uliczką

by podpatrzeć kobietę ważącą perły

W parku instrumenty wciąż tańczą w rytm

walców i menuetów a smyczki wyrywając się

z rąk młodzieńców i dziewcząt

fruną wraz z dźwiękami nad Jezioro Białe

Widzę siedzącego Poetę moczącego w nim nogi

upał niemożebny więc nic mnie nie dziwi

chętnie bym się przysiadła ale nie mam odwagi

Wiatr lipowiecki śpiewa z wiolonczelami

Serenadę Schuberta oklaski płoszą trzmiele

i pszczołę augustowską zwabioną muzyką

To już koniec koncertu ale nie koniec marzeń

 

* Wspominając koncert pt. „Roztańczona Wiolonczela”, który miał miejsce 14 lipca 2023 roku w Parku Herberta w augustowskiej dzielnicy Lipowiec. Zwieńczał on XI Warsztaty Wiolonczelowe pod dyrekcją Doroty Bojarczuk oraz Marcina Zdunika (dyrektora artystycznego).

Z koncertu Roztańczona Wiolonczela w Parku Herberta, fot. J. Drozdowska
Opublikowano Dodaj komentarz

Z limerykiem pod pachą

Zapraszam na spacer, zarówno realny jak i wirtualny, po Augustowie i jego bliższych oraz dalszych okolicach. Będzie to swego rodzaju rekonesans tychże miejsc z autorami limeryków wydanych w maju br. przez Jamiński Zespół Indeksacyjny w książce zatytułowanej Herbat wielbicielka rodowodem z Jamin.

Przypomnę przy tej okazji, na czym polega forma poetycka nazywana limerykiem. Jest to niewielki wiersz rymowany, który przemawia do czytelnika żartem, nieraz bardzo wymyślnym, absurdem i groteską. Czasem bywa obsceniczny, ale nie w naszej książce. Limeryk przede wszystkim śmieszy i bawi. Poprzez różne skojarzenia demaskuje przywary i ujawnia ukryte zapędy i dążenia. Autorzy owych miniatur literackich winni kierować się stałymi zasadami, ale jak w każdej twórczości, tak i w tej zdarzają się nieścisłości i odejścia od reguły. Każdy wiersz powinien składać się z pięciu wersów z układem rymów AA BB A. Ze sobą mają rymować się wersy pierwszy, drugi i piąty, a osobno trzeci z czwarty. Zaleca się, by 3 i 4 linijka wiersza były krótsze co najmniej o sylabę od pozostałych, czyli od 1, 2 i 5. Niektórzy z autorów nadają każdemu z limeryków własny tytuł, inni całemu cyklowi wierszy, a są i tacy, którzy nie dają tytułów wcale, jedynie poszczególne teksty przedzielają od siebie przerwą czy jakimś umownym znakiem. Nieraz zaznaczają graficznie inną formą czcionki bohatera danego limeryku, chociażby miejscowość. Przyjęte jest, by pierwszy wers danego wiersza kończył się nazwą własną, ale i pod tym względem istnieje różnorodność w zapisie.

Wśród autorów naszej książki są osoby mające spore osiągnięcia w tej dziedzinie twórczości, ale są i tacy, którzy jedynie od czasu do czasu skłaniają się do tej formy poezji. Limeryki do niej zebrałyśmy z tomików powstałych przy okazji organizowanych w Filii nr 2 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Augustowie Niedzielnych Pogwarek Poetyckich przy Herbatce. Są autorstwa dziewięciu poetów zaangażowanych w te niezwykłe, trwające sześć lat, poetyckie popołudnia. Powstały w Augustowie, Brańsku, Krajewie Białym, Malinówce Wielkiej, Sokółce, Suchowoli i Suwałkach. Chociaż większość autorów to panie, więcej limeryków wyszło spod piór dwóch panów, na dodatek pierwszy z nich (Waldemar Paweł Pieńkowski) otwiera książkę, a drugi (Piotr Waldemar Wiśniewski) ją kończy i obaj, jak przystało na imprezę zrodzoną w bibliotece, spinają wszystkie teksty limerykową klamrą mówiącą o czytelnictwie. Zachęcam do czytania, a przed lekturą pragnę w kilku zdaniach przedstawić każdego z autorów według kolejności zaprezentowania ich utworów w książce.

Waldemar Paweł Pieńkowski w swoich pięciu limerykach zaprasza do augustowskiego parku, na jezioro Wigry i nieco dalej, bo do Wolsztyna, Krakowa oraz dalekiej Japonii. Jest wytrawnym autorem limeryków. Wydał na początku obecnego wieku w ełckim wydawnictwie Gryfix Kondrat Sp. J. pełną skrzącego się humoru obszerną książkę z limerykami pt. Osobiste wycieczki przez Powiat Ełcki: przewodnik inny niż wszystkie. Opracował ją również od strony graficznej, dodając do wierszy urocze fotografie i mapy swego autorstwa. Na zwiedzaniu powiatu ełckiego z tym przeciekawym przewodnikiem może zejść tydzień albo i dłużej. Leonarda Szubzda w limeryku opowiada o niefortunnym zdarzeniu, jakie przydarzyło się kobiecie oglądającej augustowskiego władcę królującego na posągu przed tutejszym parkiem. Poetka od czasu do czasu opuszcza wiersze liryczne z miłości do limeryków. Jest redaktorką antologii Sokólskie serdeczne przestrzenie, w której przydzieliła sporo miejsca limerykom, w tym dziesięciu napisanym przez siebie. Józefa Drozdowska w dwóch limerykach oprowadza po Augustowie. Raz idąc ze swoim kotem Maurycym pod kolumnę Zygmunta Augusta, drugi – z politykami pod „Albatros”, gdzie stoi ławeczka ze słynną na całą Polskę Beatą. W trzecim wraz ze swoją kotką Griszką zaprasza do degustacji kawy cappuccino. Lubi po prostu limeryki, stąd wspólnie z Leonardą postanowiła opracować przedstawianą tutaj książkę. Krystyna Gudel w swoim limeryku podpatruje przez przysłowiową dziurkę od klucza osoby przyjeżdżające nad Jezioro Białe. Lubi sama pisać limeryki i uczyć zasad ich pisania na warsztatach dla młodzieży. Może pochwalić się sukcesami, chociażby II nagrodą w Konkursie im. Mikołaja Samojlika w Dąbrowie Białostockiej w 2008 roku oraz wyróżnieniami w konkursach „Suwalskie limeryki latem” w 2007 i „Limeryki sławiące przyrodniczą różnorodność” w Siedlcach w 2010 roku. Celina Mieńkowska dwoma limerykami portretuje augustowian, a w trzecim opowiada o Łępicach i przygodach tamtejszego leśniczego z jeżycami. Lubuje się w pisaniu małych form poetyckich, jakimi są haiku i właśnie limeryki. Piotr Waldemar Wiśniewski to potentat limerykowy w naszej książce. Ma ich w tomiku aż osiemnaście. Zaprasza w nich do Augustowa, demaskując przywary niektórych z jego mieszkańców. Oprowadza po dawnych przedmieściach Augustowa, zaglądając do Białobrzegów, Biernatek, Turówki, Wójtowskich Włók i Żarnowa. Można również z nim popłynąć jeziorami Sajno i Serwy oraz rzeką Klonownicą; gorzko się uśmiechnąć z obyczajowości, jaka mogła być udziałem osób z Przewięzi, Lipowca, Wojciecha czy Klonownicy. W swojej wędrówce zahacza też o Szczebrę i okolice Rajgrodu. Najważniejsze jednak, że można za wskazaniem autora wypić dobrą herbatę przy równie dobrej poezji z miłośniczką czytelnictwa rodowodem z Jamin. Limeryki stanowią znaczną część jego twórczości. Jest laureatem konkursu „Suwalskie limeryki latem”, w 2014 roku zdobywcą pierwszej nagrody, a rok później wyróżnienia. Limeryki te można przeczytać w zredagowanej przez Agnieszkę Szyszko i Zbigniewa Tanajewskiego i wydanej w 2017 roku przez Bibliotekę Publiczną w Suwałkach i tamtejsze Stowarzyszenie Kulturalne „Bibliofil” w mieście nad Czarną Hańczą książce Suwalskie limeryki latem 2007-2017. Autor cieszy się również własnymi limerykowymi książkami: Rubaszki limerykowe Augustowszczyzny: chi-historie nag-minne na słowo humoru; Rubaszki limerykowe Suwalszczyzny: chi-historie nag-minne na słowo humoru (obie z 2007 roku); Rubaszki limerykowe Sejneńszczyzny: chi-historie nag-minne na słowo humoru (2008) oraz As północnego wschodu czyli Augustowsko-suwalskie polimeryki [!] wybrane (2011), które opublikował w suwalskim Wydawnictwie Estakada. Zofia Wróblewska w pierwszym ze swoich limeryków odnosi się do augustowskiej turystyki, w drugim opowiada o butach i kotach, w trzecim zaś o miodzie sokólskim. Autorka najwyraźniej lubi pisać limeryki. Jednym z nich wygrała w 2008 roku konkurs ph. „Limeryk o Sokółce” zorganizowany przez tamtejszą bibliotekę publiczną. Dwa jej limeryki opublikowano w tym samym roku w antologii Sokólskie serdeczne przestrzenie. Krystyna Walicka w swoich limerykach zajęła się przedmieściami Augustowa, m.in. Wójtowskimi Włókami i Mazurkami. Przygląda się w nich ubogiej w wodę rzeczce Kamienny Bród, troskom mieszkanki wsi Mazurki i zabudowie, która zuboża okolice Augustowa w ziemię orną. Najwyraźniej satyra: fraszki, miniatury reporterskie czy wreszcie limeryki swą formą i wymową sprzyjają jej realizacjom twórczym. Urszula Krajewska-Szeligowska w swoich czterech limerykach z kwiatowym homonimem wpasowuje się w każdą przestrzeń, również i w augustowską, bowiem jej mieszkańcom nie brakuje zauważonych przez nią przywar. Poetka jest urodzonym satyrykiem, w tym znawcą różnych form limerykowych. W „Wieściach Gminnych”, wychodzących w Zambrowie, zamieściła cykl limeryków poświęconych tamtejszym wsiom. W 2017 roku uzyskała wyróżnienie za limeryk o województwie opolskim, zaś w 2021 w XV edycji konkursu „Suwalskie limeryki latem”. Napisane przez siebie limeryko-tautogramy ogłosiła na łamach bydgoskiego Miesięcznika Literackiego „Akant” (nr 4 z 2022 roku). Jej limeryki z palindromem o kobietach zostały opublikowane 8 marca br. w białostockim portalu internetowym „Poeci w Sieci”. W 2023 roku w systemie Ridero ukazała się jej licząca 108 stron książka poetycka zatytułowana To tylko takie tam… tautogramy. Jeden z jej rozdziałów zawiera tautolimeryki. Jest to bardzo wymagająca forma literacka, a nie tylko taka sobie, jak pozwoliła sobie zażartować w tytule. Można powiedzieć, że kocha satyrę, a zaświadcza o tym chociażby to, iż jest inicjatorką konkursu literackiego zatytułowanego „Lira i Satyra nad Strugą”, który organizuje Gminne Centrum Biblioteki, Kultury i Sportu w Osowcu w powiecie zambrowskim.

Tomik limeryków Herbat wielbicielka rodowodem z Jamin powstał według mojej koncepcji. Opracowałyśmy go wspólnie z Leonardą Szubzdą. Skład i opracowanie graficzne są autorstwa Krzysztofa Zięciny. Książka liczy czterdzieści stron. Tytuł jej został zapożyczony z limeryku Piotra Waldemara Wiśniewskiego.

Dziękuję wszystkim, którzy nam pomagali przy jej powstaniu, w tym Reginie Kantarskiej-Koper, Urszuli Krajewskiej-Szeligowskiej i Krystynie Gudel oraz jej wydawcy, czyli Jamińskiemu Zespołowi Indeksacyjnemu, wszystkim autorom oraz Miejskiej Bibliotece Publicznej APK w Augustowie za możliwość zaistnienia Niedzielnych Pogwarek Poetyckich przy Herbatce, w tym szczególnie Annie Oleksy, z którą przygotowywałyśmy i prowadziłyśmy spotkania.

Pierwsza wzmianka o książce ukazała się w maju br. na stronie internetowej Jamińskiego Zespołu Indeksacyjnego. W ostatnim dniu czerwca na Portalu Informacyjnym Augustow.org mój tekst o dwóch poetyckich książkach wydanych przez JZI „Dookoła Augustowa na rowerze z limerykiem bądź dłuższym wierszem” opublikował Zbigniew Bartoszewicz (wejść na stronę można również przez Facebook portalu), zaś Konrad Milanowski zaprezentował tomik 6 lipca br. w poście na Facebooku Miejskiej Biblioteki Publicznej APK w Augustowie. Zachęcam do odwiedzania powyżej przedstawionych stron internetowych i Facebooków.

Do teksu dołączam po jednym limeryku autorstwa: Urszuli Krajewskiej-Szeligowskiej, Celiny Mieńkowskiej, Waldemara Pawła Pieńkowskiego, Leonardy Szubzdy, Krystyny Walickiej i Piotra Waldemara Wiśniewskiego.

Opublikowano Dodaj komentarz

Latem zapraszam na poetyckie spacery po Augustowie i jego okolicach

W tym roku miną cztery lata od wydania przez Jamiński Zespół Indeksacyjny poetyckiego tomu o dawnych przedmieściach Augustowa. Przyszło kolejne lato, więc zapraszam wraz poetami na spacer lub przejażdżkę rowerem po Augustowie i jego najbliższej okolicy.

Prowadząc swego czasu razem z Anną Oleksy spotkania poetycko-plastyczne w Filii nr 2 Augustowskiej Biblioteki Publicznej APK zatytułowane Niedzielne Pogwarki Poetyckie przy Herbatce zaproponowałyśmy twórcom, by w swoich wierszach opowiedzieli o dawnych przedmieściach naszego miasta. Kilkoro z nich odpowiedziało na zaproszenie i tym sposobem w 2019 roku powstały dwa tomiki poetyckie. Jeden z nich ukazał się w tzw. małej poligrafii w bibliotece, a drugi został wydany drukiem przez Stowarzyszenie Jamiński Zespół Indeksacyjny.

Niegdyś w różnym czasie Augustów posiadał kilka przedmieść. Obecnie dwa z nich, czyli Klonownica i Wójtowskie Włóki wchodzą w obręb miasta, zaś pozostałe: Białobrzegi, Biernatki, Turówka, Uścianki i Żarnowo uzyskały status samodzielnych wsi.

 

Autorzy wierszy będąc związani z Augustowem bądź jego okolicami urodzeniem, zamieszkaniem lub przyjaźniami w swoje utwory włożyli wiele uczucia i zainteresowania miejscami i osobami, o których piszą. Tworząc je opierali się na wspomnieniach, opowieściach oraz własnym doświadczeniu i wcześniejszym wielokrotnym przemierzeniu tychże terenów.

Wierzę, że poetycki spacer po dawnych przedmieściach Augustowa zachęci również do sięgnięcia po inną twórczość. Czytelników i wędrowców chcących zgłębić wiedzę o tym terenie odsyłam do przewodników turystycznych i książek historycznych znajdujących się w bibliotekach bądź na rynku księgarskim, w tym także do wydawnictw Jamińskiego Zespołu Indeksacyjnego.

Autorami wierszy (wymieniam według kolejności zamieszczenia tekstów w książce) są: Irena Batura, Krystyna Walicka, Celina Mieńkowska, Bożena Klimaszewska, Jan Saczko, Leonarda Szubzda, Piotr Waldemar Wiśniewski, Józefa Drozdowska, Anna Moczek, Barbara Gałczyńska, Urszula Sieńkowska-Cioch, Czesław Kowalewski i Krystyna Gudel.

Przedstawiam krótko każdego z nich.

Irena Batura – poetka, autorka esejów krajoznawczych i przewodników turystycznych, niektórych napisanych wspólnie z mężem Wojciechem Baturą, ale również przewodniczka turystyczna i bibliotekarka. To ona rozpoczyna i kończy poetycką książkę opisując wierszem tutejsze drogi. Jeden z nich jest dedykowany mojej osobie, bo niejedną drogę przeszłyśmy razem. W innym z trzech wierszy pisze o ciekawym zjawisku historycznym, czyli tzw. Trzecim Polu położonym na pograniczu Augustowa z Żarnowem. Chociaż pochodzi z Rzeszowa, wrosła w tę ziemię i zna te tereny bardziej niż niejeden tutejszy mieszkaniec.

Krystyna Walicka – urodzona niedaleko Augustowa w Borsukach (dzisiejsza Netta Druga) mieszkanka Augustowa, nauczycielka, świetna recytatorka i poetka z wielkim poczuciem humoru, który widać chociażby w jej limerykach i fraszkach zawartych w książce. Jest też autorką sentymentalnego epickiego liryku wspominającego nieistniejącą już szkołę z Wójtowskich Włók, w której uczyła dzieci.

Celina Mieńkowska – pochodząca z Wąsosza mieszkanka naszego miasta, przede wszystkim malarka, kopistka i renowatorka obrazów, ale także autorka ciekawych, w tym miniaturowych form, jakimi są haiku i limeryki, wierszy. W naszej książce rysuje słowem portret kobiety z przedmieścia i rolnika z Turówki.

Bożena Klimaszewska – malarka i poetka oraz miłośniczka lasu urodzona w gminie sztabińskiej, a mieszkająca w Obuchowiźnie pod Augustowem portretując poetycko wiosenne Białobrzegi, zaprasza swym wierszem do odwiedzenia tejże uroczej miejscowości.

Jan Saczko – poeta, znawca i miłośnik teatru z Augustowa oraz nauczyciel ze szkoły w Białobrzegach w swoim wierszu łączy obecną rzeczywistość szkolną z własnym przeżyciem białobrzeskiej zimy i zagłębieniem się w dawniejsze losy mieszkańców.

Leonarda Szubzda – poetka, prozaik, autorka utworów dla dzieci, redaktorka książek, a także nauczycielka i plastyczka mieszkająca w Sokółce w swoim widzeniu Białobrzegów niczym pajęczymi nićmi tka ich biel, odnosząc ją do różnych toposów kultury. W drugim wierszu, o Żarnowie, przywołując spotkanie literackie z dziećmi w tamtejszej szkole, snuje własną etymologię nazwy tejże miejscowości, łącząc ją z historiami ze swego dzieciństwa.

Piotr Waldemar Wiśniewski – poeta urodzony w Augustowie, a mieszkający w Suwałkach pokazuje w kilku limerykach (o Białobrzegach, Biernatkach, Turówce, Wójtowskich Włókach i Żarnowie) swój kunszt pisania żartobliwych wierszy, jakimi są limeryki, zaś w swoim liryku snuje młodzieńczą przygodę przeżytą na rzece Kamienny Bród.

Józefa Drozdowska, czyli pisząca te słowa urodziła się w nieodległych od Augustowa Jeziorkach, a mieszka nad Nettą. Uprawia poezję, prozę, literaturę dla dzieci oraz zajmuje się redakcją książek. Jest też bibliotekarką i przewodniczką turystyczną. W swoich wierszach odnosi się do dwóch rzek przepływających przez augustowskie przedmieścia Kamiennego Brodu i Turówki oraz czuwających nad nimi figur Świętych Janów: Chrzciciela i Nepomucena. W innych – opowiada o sąsiedzkiej wsi Żarnowo, jej historii, przyrodzie i tradycjach religijnych, biorąc w jednym z wierszy za swoją przewodniczkę Matkę Bożą Siewną – Patronkę tutejszego kościoła.

Anna Moczek – urodzona w Biernatkach, a mieszkająca w odległym Chruszczobrodzie na Śląsku autorka wierszy i prozy w trzech swoich utworach tęskniąc za latami spędzonymi w naszych stronach, wspomina swoją rodzinną wieś i dzieciństwo spędzone nad Kamiennym Brodem.

Barbara Gałczyńska – malarka, uzyskująca szczególne uznanie jako akwarelistka, ale też poetka i autorka prozy, genealog, nauczycielka geografii oraz przewodnik turystyczny. Mieszka w Augustowie. W wierszu snuje piękną opowieść o swojej babci i jej sąsiadce, wspominając przy tym niegdysiejsze czasy i chwaląc urodę unikalnej dzielnicy, jaką była dawniej Klonownica.

Urszula Sieńkowska-Cioch – poetka, prozaiki, autorka uroczej książki dla najmłodszych czytelników o jeżu Szymonie i jeszcze innych oczekujących na druk utworów dla dzieci, miłośniczka i autorka kryminałów. Jest pedagogiem specjalnym. Mieszka od urodzenia w Augustowie. W swoim detektywistycznym wierszu o Turówce, gdzie spędzała wakacje, opowiada o młodzieńczych przygodach nad rzeką noszącą tę samą nazwę.

Czesław Kowalewski – rodowity augustowianin, poeta, znawca ogrodnictwa i jachtów w swym liryku poświęconym Uściankom mówi o wytrwale znoszonym przez mieszkańców znoju, dostrzegając również w ich życiu radości i je opiewając.

Krystyna Gudel – z urodzenia i zamieszkania suchowolanka, poetka, autorka książek dla dzieci, regionalistka, nauczycielka, a także znawczyni ptaków, pożarnictwa i tamtejszej gwary w swoim wierszu opowiedziała o psach z żarnowskiego schroniska „Sonieczkowo”. O ich niedoli i tęsknocie za własnym człowiekiem. Może ktoś z czytających jej ściskający za serce wiersz przygarnie któregoś z psiaków.

Redaktorkami przedstawionego przeze mnie tomu „Dawne przedmieścia Augustowa. Wiersze” są Józefa Drozdowska i Leonarda Szubzda. Na okładce zaprojektowanej przez Krzysztofa Zięcinę, którego również jest skład książki, znajduje się ilustracja Renaty Rybsztat. Zamieszczona w książce jest też kolorowa wkładka z wykonanymi przeze mnie zdjęciami zabytków z opisywanych w wierszach miejscowości. Dziękuję wszystkim, którzy wspierali nas przy jej redakcji, w tym szczególnie Reginie Kantarskiej-Koper i Krystynie Gudel.

Polecam lekturę tej i innych książek wydanych przez Jamiński Zespół Indeksacyjny.

Józefa Drozdowska

Do tekstu dołączam cztery wiersze: Barbary Gałczyńskiej, „Babci Tekli ścieżki zwykłe”, Krystyny Gudel, „Czworonogom z Sonieczkowa w Żarnowie”, Urszuli Sieńkowskiej-Cioch, „Tam i z powrotem do Turówki” oraz Piotra W. Wiśniewskiego, „Z subiektywnym rankingiem”.

 

Opublikowano Dodaj komentarz

od Piramowicza do Piramowicza

Całkiem niedawno ukazały się augustowskie wspomnienia Witolda Wołosewicza, pierwszego dyrektora Państwowego Seminarium Nauczycielskiego, a później Liceum Ogólnokształcącego. A że uczestniczyłem w redagowaniu tej pozycji, przejść obok niej obojętnie nie mogę. Obecnie szkoła, której dyrektorował Wołosewicz nosi nazwę I Liceum Ogólnokształcące im. Grzegorza Piramowicza w Augustowie. Grzegorz Piramowicz patronem szkoły był od samego początku. Warto więc wspomnieć kim on był.

Grzegorz Piramowicz (ur. 25 listopada 1735 we Lwowie, zm. 14 listopada 1801 w Międzyrzecu Podlaskim) był pedagogiem, nauczycielem i wychowawcą, zaangażowanym pisarzem i wybitnym mówcą; teoretykiem wymowy i poezji, także filozofem i teologiem; jednocześnie – jak piszą badacze – gruntownie wykształconym człowiekiem idei i pasji. Ten wychowanek, a potem członek zakonu jezuitów położył wielkie zasługi na polu szkolnictwa – współpracując z innymi ludźmi postępu w Komisji Edukacji Narodowej, był jednym z twórców zreformowanej „nowej” szkoły. Był postacią niezwykle zasłużoną dla polskiego, nowoczesnego systemu edukacji. Nic dziwnego więc, że wiele szkół w Polsce nosi jego imię, w tym augustowskie liceum.

I teraz skok z Augustowa do Maciejowic! Tak, tych Maciejowic, które zasłynęły bitwą toczoną przez oddziały Tadeusza Kościuszki a wojskami rosyjskimi w czasie insurekcji w 1794 r. Maciejowice leżą na południowych krańcach Mazowsza, w powiecie garwolińskim, ok. 80 km od Warszawy (aczkolwiek historycznie to tereny ziemi stężyckiej przynależnej do dawnego województwa sandomierskiego). Z parafii Maciejowice pochodzi moja praprababka – Julianna Pawelec i wszyscy jej przodkowie. Prócz nazwiska Pawelec (wsie Kawęczyn, Uchacze, Kobylnica), są to: Filipowicz (wieś Godzisz), Krzemiński (Uchacze), Hys, Cholewa i pewnie inne, do których jeszcze nie dotarłem.

Jaki jest związek pomiędzy liceum w Augustowie, a Maciejowicami? Oczywiście poprzez postać Grzegorza Piramowicza! Otóż ksiądz Grzegorz Piramowicz w latach 1777-1789 pełnił funkcję proboszcza parafii Maciejowice (tej informacji nie znajdziecie w wikipedii). Maciejowice są dumne z takiego dziedzictwa. Jest tam ulica Piramowicza i gimnazjum im. Piramowicza, a w kościele na jednym z filarów wmurowana jest pamiątkowa tablica ku czci dawnego proboszcza. Jej zdjęcie zrobiłem w ostatnią sobotę na ślubie jednego z wielu potomków Julianny Pawelec.

Opublikowano Dodaj komentarz

Praskie spotkania?

Co ma wspólnego warszawska Praga z regionem Suwalszczyzny? Kulturowo i geograficznie są to niesłychanie odległe od siebie miejsca, ale jednak…

Są osoby pochodzące z Suwalszczyzny, które los rzucił w odległe regiony kraju, m.in. do prawobrzeżnej części Warszawy. Są też takie, które pochodząc z Pragi w różny sposób otarły się o region Suwalszczyzny.

Mam przyjemność przygotowywać do druku książkę-wspomnienia Leszka Juliusza Rylskiego. Jest to postać wybitna i niewątpliwie zasługująca na szersze omówienie. Jeśli ktoś bliżej interesuje się historią polskiej piłki nożnej, Leszka Rylskiego nie trzeba mu przedstawiać. Był piłkarzem, a później działaczem piłkarskim. Był sekretarzem generalnym PZPN w latach 1959-1972, a więc prowadził polską piłkę na same szczyty sławy i popularności. Był jedną z ośmiu osób, które podpisały akt założycielski UEFA i jako pierwszy Polak w historii był członkiem komitetu wykonawczego UEFA. Ale nie o osiągnięciach Leszka Rylskiego chciałem napisać ten Post (choć same wciskają się pod moje palce). Urodził się  w Suwałkach gdzie ukończył Państwowe Seminarium Nauczycielskie. W związku z tym, że jego ojciec i głowa rodziny był wojskowym, rodzina często zmieniała miejsce pobytu. Na początku niemieckiej okupacji przeniosła się na warszawską Pragę.

Kamienica Juliusza Nagórskiego, Targowa 15, Warszawa-Praga
Kamienica Juliusza Nagórskiego, Targowa 15, Warszawa-Praga

Od grudnia 1939 roku mieszkali w kamienicy pod adresem Targowa 15 (we wspomnieniach jest osobny rozdział poświęcony temu miejscu), tuż obok wiaduktu kolejowego nad Targową. W latach 1940-43 młody Leszek Rylski pracował w biurze Przedsiębiorstwa Handlowego A. Russek mieszczącego się całkiem niedaleko miejsca zamieszkania, przy ulicy Brzeskiej 16 (obecnie niezabudowana parcela). Do pracy musiał więc iść najpierw ulicą Kijowską, a następnie Brzeską przez pół jej długości.

Dlaczego na powyższym planie zaznaczyłem również adres Brzeska 11? Leszek Rylski idąc do pracy musiał przechodzić koło tej kamienicy. Właśnie pod adresem Brzeska 11 urodziłem się ja i spędziłem tam pierwsze lata swojego życia. W 1941 r. urodziła się tam moja mama Barbara, a także w 1911 r. jej ojciec a mój dziadek Dionizy. Czytając więc wspomnienia Leszka Rylskiego nie mogłem oprzeć się myśli, że ten młody wówczas człowiek mógł rozmawiać z moim dziadkiem, albo odprowadzić wzrokiem moją babcię pchającą wzdłuż Brzeskiej wózek z moją mamą… A może chodził do fryzjera pod nr 9, a 25 lat później ja siadałem na tym samym fotelu?

Moja mama. Zima 1941/42
Moja mama. Zima 1941/42
Opublikowano Jeden komentarz

Apel ws. zespołu dworskiego w Cisowie


Zwracamy się w imieniu Stowarzyszenia Jamiński Zespół Indeksacyjny, oraz jego sympatyków z prośbą o reakcję i podjęcie działań mających na celu uratowanie spuścizny po tzw. Rzeczpospolitej Sztabińskiej hrabiego Karola Brzostowskiego, czyli zespołu dworskiego w Cisowie, w którego skład wchodzi klasycystyczny dwór z oficyną dworską z pierwszej połowy XIX wieku. Gmina Sztabin jako moralny spadkobierca nielicznych śladów działalności Brzostowskiego jakie jeszcze pozostały na jej terenie, powinna zainteresować się tym, co się dzieje na jej obszarze, nawet jeśli te nieliczne ślady i pamiątki znajdują się w rękach prywatnych.

W ostatnich tygodniach coraz szersze koło zataczają echa filmu opublikowanego w Internecie na popularnym kanale YouTube, a dalej udostępnianego na Facebooku oraz w innych mediach społecznościowych. Film ten pokazuje ogromną dewastację, jakiej uległy zabudowania dworskie w Cisowie przez ostatnie lata i skalę zniszczeń niegdyś odrestaurowanych budynków. Dla osób z zewnątrz nasuwa się naturalne pytanie — czemu nikt z tym nic nie robił?

Szanowni Państwo, Stowarzyszenie JZI jak i inne instytucje, przez lata podjęły wysiłek rozsławienia postaci hrabiego Brzostowskiego i historii tej ziemi z nim związanej. Z własnego doświadczenia jak i wielu naszych sympatyków wiemy, że nie każdy odwiedzający poszukuje walorów przyrody oferowanych przez Biebrzański Park Narodowy. Wiele osób szuka materialnych śladów historii tych ziem, wielu słyszało o działalności hrabiego Brzostowskiego i chciałoby zobaczyć miejsca z nim związane. Tymczasem jeden z ostatnich zachowanych śladów bytności, bezpośrednio związany z postacią hrabiego niszczeje na oczach ludzi. Zabudowania dworskie w Cisowie przetrwały nawet w nie najgorszej kondycji ostatnią wojnę. W okresie powojennym, podobnie jak w wielu podobnych przypadkach, dewastacja następowała szybko, a sam obiekt przechodził z rąk do rąk. Obiekt w 1969 r. przeszedł kapitalny remont wykonany przez Warszawską Fabrykę Sprężyn z przeznaczeniem na zakładowy ośrodek wypoczynkowy.

Funkcjonowała tam nawet dosyć dobrze wyposażona Izba Pamięci Karola Brzostowskiego, w której gromadzono eksponaty związane z działalnością hrabiego i jego Instytucji Sztabińskiej, ale i one uległy z czasem rozproszeniu i roztrwonieniu. W roku 1977 ośrodek ten przejęła Fabryka Samochodów Osobowych w Warszawie, później zaś Związek Młodzieży Wiejskiej. W roku 1991 zespół dworski w Cisowie stał się własnością gminy Sztabin. Gmina Sztabin niestety szybko, bo już w 1993, odsprzedała go w ręce prywatne, w których pozostaje do dziś, stopniowo niszczejąc. Co prawda nowy właściciel rozpoczął remont dworu i oficyny, podejmując starania przywrócenia i utrzymania go w należytym stanie, ale jak widać to dzisiaj, zadanie to go przerosło lub poddał się i zostawił budynki bez opieki rzucając złą sławę nie na swoje imię, lecz na spadkobierców spuścizny hr. Karola Brzostowskiego, czyli mieszkańców regionu.

Apelujemy o podjęcie kontaktu z obecnymi właścicielami, poinformowanie ich o sytuacji i stanie rzeczy, lub wręcz powiadomienie odpowiednich służb celem zabezpieczenia przed dewastacją, rozgrabieniem, prowadzącym do nieodwracalnych zniszczeń substancji budynku jako obiektu wpisanego do rejestru zabytków. W ostateczności, rozpoczęcie negocjacji w celu odkupienia, przejęcia i zabezpieczania pozostałego majątku jako swoistej wizytówki regionu.

Uniknijmy ponownych błędów historii, kiedy to po śmierci hr. Karola Brzostowskiego jego źle zarządzany majątek uległ wyprzedaży i roztrwonieniu, a mimo to jeszcze w okresie międzywojennym mieszkańcy gminy czerpali z jego niewielkiej pozostałej części, korzyści w postaci Fundacji Sztabińskiej. Zadbajmy o wypełnienie testamentu, w którym to pozostawiona przez niego instytucja miała pozostać samodzielnym, na prawach gminy, organizmem gospodarczym, zapewniającym dobrobyt ludności tego obszaru. To przecież niegdyś z tych funduszy przeznaczano środki na budowę szkół, kościoła, poczty i innych obiektów użyteczności publicznej, które służyły naszym przodkom, a którzy rozjeżdżając się często po całym kraju i świecie sławili miejsce i postać hr. Brzostowskiego, w tym Cisów i Sztabin.

Zarząd i członkowie Stowarzyszenia Jamiński Zespół Indeksacyjny

Opublikowano Jeden komentarz

Marianno, skąd się wzięłaś?

We wsi Hruskie w parafii Krasnybór mieszkało sobie małzeństwo Andrzeja Czulewicza i Anny Bućko, bezpośrednich przodków mojej żony. Dawno to było bo ich ślub odbył się niemal dokładnie 200 lat temu. Mieli ośmioro dzieci, z których troje zmarło niedożywszy pierwszego roku. Pozostali znaleźli sobie małżonków i małżonki i zamieszkali bądź w samym Hruskim, bądź w innych pobliskich wsiach parafii Krasnybór. Do dnia dzisiejszego miałem znalezione 4 metryki dzieci Andrzeja i Anny:

  • Piotr Czulewicz z Rozalią Sztuk (bezpośredni przodkowie żony) – ślub w parafii Lipsk w 1848 r. (dane z raptularza – brak urzędowej metryki)
  • Elżbieta Czulewicz z Janem Smykiem – ślub w 1850 r. w Krasnymborze
  • Wiktoria Czulewicz z Janem Kondrackim – ślub w 1865 r. w Krasnymborze
  • Franciszek Czulewicz z Wiktorią Żywno – ślub w 1860 r. w Krasnymborze

Brakowało mi tej piątej metryki: Jana Czulewicza z Marianną Sieńkowską. Tym bardziej, że dzieci tego małżeństwa rodzą się we wsi Hruskie w latach 1870, a więc tam mieszkali. Skąd pochodziła owa Marianna? Niestety metryki urodzenia dzieci nie wskazują miejsca pochodzenia matki.

Traf chciał, że zupełnie przypadkowo natrafiłem na akt ślubu Jana Czulewicza z Marianną Sieńkowską w parafii Wiejsieje w księdze z 1860 roku! Z Hruskiego do Wiejsiej jest w linii prostej niemal 70 km, a przejezdnymi podówczas szlakami będzie prawie 90 km. To sporo, tym bardziej, że Jan z żoną wrócili z terenów parafii Wiejsieje do Hruskiego. Dopiero wczytanie się w metrykę ich ślubu daje kilka odpowiedzi, ale i stawia kolejne pytania.

Czytamy więc w niej, że ślub został zawarty 20 lutego 1860 roku w obecności świadków Leopolda Kafarskiego (lat 40) strażnika Dochodów Tabacznych Skarbowych z Wiejsiej i Jana Sinkowskiego (lat 30) brata młodej, gospodarza z Kolonii Bestrajgiszki. Dalej o młodym: Jan Czulewicz, kawaler, 28 lat, ekonom w folwarku Michalina (a więc jeszcze dalej, za Wiejsiejami), syn nieżyjących Andrzeja i Anny Bućko, gospodarzy z Hruskiego, tamże urodzonym. I o młodej: Marianna Sinkowska, panna, 24 lata, córka Stanisława i Marianny Obnickiej utrzymujących się z własnych funduszy w Kolonii Bestrajgiszkach, dawniej mieszkających w Lejpunach, tamże (czyli w Lejpunach) urodzoną, a obecnie w służbie w folwarku Wiktoryn. Zapowiedzi odbyły się w Lejpunach (parafia młodego) i w Wiejsiejach (parafia młodej), a związek pobłogosławił miejscowy wikariusz ks. Sylwester Gliński. Wszyscy wymienieni złożyli podpisy pod metryką.

Akt ślubu Jana Czulewicza i Marianny Sinkowskiej z parafii Wiejsieje, 1860 r.
Akt ślubu Jana Czulewicza i Marianny Sinkowskiej z parafii Wiejsieje, 1860 r.

No i wiemy już, że Jan Czulewicz był ekonomem, czyli zarządcą folwarku pańszczyźnianego, przymuszającym chłopów do pracy na rzecz pana, najłagodniej pokrzykiwaniem i przekleństwami, najczęściej kijem i batem. Ale gdzie i dlaczego nauczył się czytać i pisać? Ta umiejętność nie była częsta wśród chłopstwa w tamtym okresie – brat Jana, Franciszek pisać nie umiał – tak odnotował ksiądz w akcie jego ślubu. Umiejętność władania piórem niewątpliwie przyczynić się musiała do zaoferowania mu odpowiedzialnej funkcji ekonoma w folwarku Michalina. W jaki sposób i kiedy znalazł się tak daleko od domu? Jak długo tam przebywał? Na te pytania odpowiedzieć może analiza większej liczby akt metrykalnych z parafii Wiejsieje i Lejpuny – być może gdzieś był chrzestnym lub zgłaszającym urodzenie czy zgon, a może świadkiem na ślubie sąsiada?

No a co z Marianną? Umiejętność pisania wśród kobiet była jeszcze rzadsza. Jej rodzice utrzymywali się z funduszy własnych. A więc bogaci! Ponieważ wskazany jest przybliżony wiek i miejsce urodzenia młodej (Lejpuny) pokusiłem się o znalezienie jej metryki urodzenia z nadzieją, że uzyskam odpowiedź przynajmniej na niektóre z tych pytań. I rzeczywiście nie nastręczało to większych trudności dzieki wyszukiwarce Geneo. Akt #19 z 1837 roku z Lejpun rzecze co następuje o rodzicach Marianny: ojciec Stanisław Sieńkowski (nie jest jasne czy prawidłowe nazwisko ojca jest Sieńkowski czy Sinkowski) z profesji krawiec był szlachetnie urodzony. Wyszukując metryki urodzeń rodzeństwa Marianny, widzimy, że rezydował w Barciach, potem w Lejpunach, by na emeryturę osiąść w Bestrajgiszkach.

Akt urodzenia Marianny Sinkowskiej z parafii Lejpuny, 1837 r.
Akt urodzenia Marianny Sinkowskiej z parafii Lejpuny, 1837 r.

Wydawałoby się więc, że ciągle poruszamy się w obszarze parafii pochodzenia przodków, ewentualnie sąsiednich, że byli zasiedziali. Czasem jednak w poszukiwaniach trzeba wypuścić się dalej i to znacząco dalej. W tym przypadku, na wschodnie rubieże powiatu sejneńskiego: do Lejpun i Wiejsieji, gdzie może tkwić odpowiedź na pytania nurtujące nas od lat. Indeksujmy więc parafie, które leżą obecnie poza granicami Polski. Tam tez możesz znaleźć przodka!

Opublikowano Dodaj komentarz

O poszukiwaniu przodków inaczej

Wprawdzie minęło już kilka dni, ale wypadałoby coś napisać!

W ostatni piątek, 21 kwietnia miałem okazję spotkać się z mieszkańcami Augustowa i okolic na prelekcji pt. "O poszukiwaniu przodków inaczej". O udział w spotkaniu poprosiła mnie Józka Drozdowska, która prowadzi cały cykl spotkań "Pogawędki o regionie", a w imieniu organizatorów zaprosiła pani Małgorzata Pieńczykowska - kierowniczka Miejskiej Biblioteki Publicznej APK w Augstowie. Obu paniom za możliwość opowiadania o genealogii serdecznie dziękuję!

Ale do rzeczy. Przypuszczam, że będzie film-sprawozdanie z całości wydarzenia, a tutaj chciałbym skupić się na najważniejszych punktach, które starałem się szerzej omówić.

Swobodna wymiana informacji

Jest to dla mnie bardzo ważna kwestia w genealogii. Nauka i technika cały swój rozwój zawdzięczają otwartej wymianie wiedzy pomiędzy naukowcami i ośrodkami badawczymi. Bazując na wcześniejszych pracach swoich kolegów, naukowcy i inżynierowie dokonują nowych odkryć i niewyobrażalnych postępów. Upowszechniając je dają swoim następcom i naśladowcom pożywkę do dalszych badań i poszukiwań. Można tę sytuację przenieść do badań genealogicznych. Tylko szeroka wymiana informacji pozwala na szybki postęp w badaniach genealogicznych, a w szczególności do sprawnego i efektywnego budowania drzewa genealogicznego.

Internet w ogóle, a w szczególności media społecznościowe umożliwiają właśnie taki, nieprawdopodobnie efektywny przepływ informacji pomiędzy poszczególnymi osobami i całymi grupami ludzi. Udostępniajmy wyniki swoich badań, udostępniajmy dokumenty i zdjęcia które posiadamy. Oczywiście róbmy to z poszanowaniem prawa, ze szczególnym uwzględnieniem ochrony danych osobowych (pamiętajmy, że prawnie ochrona danych osobowych dotyczy wyłącznie osób żyjących). Jeśli każdy genealog będzie tak robić, postępy w tej dziedzinie nauki (tak, genealogia jest pomocniczą dziedziną historii) będą analogiczne do postępów w fizyce, chemii czy biologii, które mogliśmy obserwować w XX wieku. Zdaję sobie sprawę, że na pozyskanie niektórych dokumentów wydaliście konkretne pieniądze, albo kosztowało Was mnóstwo czasu. Ja właściwie całą swoją pracę genealogiczną udostępniam publicznie, bądź to pod postacią drzewa genealogicznego rodziny (ze szczegółowymi informacjami o dokumentach źródłowych, zdjęciami lub skanami dokumentów, albo ich zawartością tekstową), bądź pod postacią indeksów, które znajdują się w wyszukiwarce Geneo. Korzystajcie z mojej 13-letniej pracy!

Źródła

Ten temat również starałem się możliwie dogłębnie omówić, choć ze względu na ograniczoność czasu musiałem skupić się na najważniejszych. Te źródła wiedzy genealogicznej to:

  • osobiste zapiski ludzi (pamiętniki, dzienniki, listy);
  • albumy fotograficzne (szczególnie rodzinne);
  • podania, zasłyszane historie rodzinne, sąsiedzkie;
  • historie miejscowości;
  • archiwa kościelne, państwowe w formie analogowej i elektronicznej;
  • cmentarze i wyszukiwarki genealogiczne internetowe;
  • wydawnictwa (artykuły i książki).

Pierwsze trzy są właściwie pod ręką, w każdym domu, choć dopiero gdy nasze zainteresowania genealogią pogłębiają się, to dopiero wtedy zaczynamy doceniać ich wartość. Te źródła są ważne zwłaszcza gdy żyją jeszcze autorzy wspomnień, osoby które mogą opisać zdjęcia, które mogą dopowiedzieć szczegóły zapisanych, bądź przekazywanych historii. Warto tymi źródłami zająć się od samego początku. Czas jest nieubłagany i starsi ludzie od nas odchodzą. Wraz z nimi znika informacja, którą tylko oni mają w swoich umysłach. Nie wahajmy się jej wydobyć na światło dzienne.

Sporo mówiłem o archiwach, ze szczególnym naciskiem na księgi metrykalne, które są tam przechowywane.

Mówiąc o źródłach starałem się przekonać słuchaczy, jak ważna jest szczegółowa ich analiza. Nie wystarczy wyodrębnić z nich najważniejszych informacji (imię i nazwisko, rok, imiona i nazwiska rodziców). Należy pochylić się nad każdą istotną informacją: świadkami, zgłaszającymi, wiekiem, zawodami, wszelkimi odstępstwami od typowego zapisu, podpisami, a nawet na osobie księdza, który celebrował obrządek... Wszystko to ma, lub może mieć znaczenie. Ja rozumiem, że taka dogłębna analiza spowalnia budowanie drzewa genealogicznego, ale podążając tą ścieżką unikamy problemów i błędów, zasypujemy braki informacyjne z różnych okresów, budujemy nie tylko drzewo genealogiczne, ale i obraz całego otoczenia, w którym ono wzrasta. Genealogia składająca się z samych imion, nazwisk i dat jest bardzo płytka i zwykle po jakimś czasie tracimy nią zainteresowanie. Dopiero zanurzenie się w minionej rzeczywistości, która otaczała naszych przodków daje pełną satysfakcję z zajmowania się genealogią.

Indeksacja według formatu rozszerzonego

Czymże jest ten format rozszerzony? Ano chodzi o przeczytanie całej metryki i wyodrębnienie z niej absolutnie wszystkich informacji, które potencjalnie mogą zainteresować genealoga. Typowa indeksacja to numer i rok dokumentu, imię i nazwisko, imiona i nazwiska rodziców, ewentualnie współmałżonka. Taki format przyjęła Geneteka. Skrajnie nieodpowiedziana indeksacja to numer i rok dokumentu wraz z imieniem i nazwiskiem pochodzącym z wtórnego (a więc już obarczonego błędami) spisu rocznego. Ja bym nigdy tego typu indeksów nie przyjął do żadnej wyszukiwarki, bo nic nie wnoszą, a często sprowadzają na manowce. W Geneo są w większości indeksy w formacie rozszerzonym, a te które są w formacie typowym są z czasem rozszerzane. Taka indeksacja jest kompletna, ale wymaga sporo więcej czasu niż jakiekolwiek inne podejście. Ktoś mnie kiedyś zapytał: po co tak indeksujecie? Nie wystarczy udostępnić metryki? A ja odpowiadam: po pierwsze nie zawsze mamy zgodę na udostępnienie metryki, po drugie metryki (dla obszaru Suwalszczyzny) były prowadzone w języku polskim, rosyjskim i łacińskim. Po trzecie czasem trzeba przeczytać kilkadziesiąt wcześniejszych/późniejszych metryk, aby oswoić się z charakterem pisma zapisującego i odczytać tę jedyną, interesującą. Po czwarte niektóre metryki (zwłaszcza te najstarsze) w swoje treści odnoszą się do zapisów z metryk wcześniejszych i po piąte: baza danych z metryk zindeksowanych kompletnie może posłużyć do badań naukowych nad demografią regionu, specjalistycznych poszukiwań, może pomóc uzupełnić luki w wiedzy o historii regionu.

Nie znam genealoga, który nie korzystałby z takich wyżej opisanych indeksów, a więc z pracy innych. Uważam, że każdy z nas w równym stopniu powinien prowadzić własne badania genealogiczne i jednocześnie indeksować księgi metrykalne. Bierzesz coś dla siebie (korzystasz z pracy innych) i dajesz coś w zamian (przekazujesz rezultaty swojej pracy innym). Póki co w ten sposób kręci się indeksacyjno-genealogiczny świat w Polsce.

Działanie w grupie

Według mnie działając w grupie (czy to luźnej organizacji, czy w formalnym stowarzyszeniu) zawsze możemy zdziałać więcej niż w pojedynkę. W grupie wymiana informacji jest płynniejsza, są współdzielone zasoby do wykorzystania przez wszystkich, w swoich działaniach można posłużyć się doświadczeniem innych członków grupy. Obraz genealoga-mruka zaszytego w księgach metrykalnych, który więcej czasu spędza w archiwach niż w domu należy już do przeszłości. Teraz siłą jest otwartość, wspólnota interesów, sprawność w posługiwaniu się nowoczesną informacją i jej wymiana. To są fundamentalne podstawy istnienia JZI i chyba dzięki temu, mimo, że jesteśmy małą grupą, wciąż istniejemy, wciąż działamy, mamy nowe pomysły. Oby tak dalej!

Summary

Nie o wszystkim co wyżej udało mi się powiedzieć w sposób sprawny, jasny i klarowny. Mimo to mam nadzieję, że przekaz trafił na podatny grunt, że zaowocuje nowymi adeptami genealogii, a starzy odkryją nowe kierunki swoich działań.  Dwie trzecie wypełnionej sali APK pozostało do końca, a ja po ponad dwóch godzinach gadania skończyłem z chrypką 🙂 Dziękuję za zaproszenie, dziękuję za uczestnictwo!

fotografie: Zbyszek Mierzejewski, Ryszard Korąkiewicz, Piotr Godlewski, Henryk Milewski