Opublikowano Dodaj komentarz

Dziś bardziej doceniam to, kim jestem

Zawsze chciałem wiedzieć skąd pochodzę i kim byli moi przodkowie. Zanim zacząłem tworzyć drzewo swojej rodziny, miałem w głowie coś romantycznego. Chciałem znaleźć w swoim drzewie przodka zasłużonego dla ojczyzny, czy pełniącego jakąś ważną funkcję. Zacząłem to robić w młodym wieku. Stąd nieco tłumaczy to moją wizję efektu końcowego takiego drzewa. W czasie wieloletnich poszukiwań, a co się z tym wiąże z wiekiem, doszedłem do zgoła innych wniosków. Być może moi przodkowie nie byli wielkimi bohaterami jakich możemy spotkać w powieściach? Natomiast stali się moimi bohaterami, a ich losy nauczyły mnie wiele o życiu, jego kruchości, szukaniu własnego miejsca na ziemi. Myśleniu w perspektywie, że gdyby zrobili coś inaczej dziś mnie by nie było albo ich losy potoczyłyby się inaczej.

Historię zacznę od moich pradziadków. Mój prapradziadek Franciszek w 1893 roku wraz z całą rodziną udał się za chlebem do USA. Tam w 1896 roku urodził mu się syn również Franciszek (mój pradziadek). Prapradziadek pracował tam jako dorożkarz. Jak na ówczesne czasy nie była to wcale zła i ciężka praca. Jednak tęsknota za rodzinnym krajem była wielka. To nie było ich miejsce na ziemi. Nie znaleźli tam tego, po co wyjechali. Nie spełnił się ich sen. A wiadomym jest, że taka podróż w tamtych czasach była trudna i kosztowna. Tym bardziej jadąc tam z rodziną, a wracając z 3-letnim dzieckiem. Sam byłem na obczyźnie i wiem, że to ciężki kawałek chleba.

Franciszek Sićko
Franciszek Sićko

Przez pryzmat własnych doświadczeń mogłem zbliżyć się do tego, co czuli moi przodkowie decydując się na opuszczenie tego co znane. A następnie może podjąć jeszcze trudniejszą decyzję, by wrócić.

W dzieje mojej rodziny wpisane są również bardzo tragiczne momenty, które to wprawiają mnie w swoistą zadumę, i zastanawiam się jak ja zniósłbym ogrom bólu i cierpienia wyrządzonego przez drugiego człowieka lub sam los. Cierpieniem wyrządzonym przez drugiego człowieka jest niewątpliwie wybuch II wojny światowej. Pominę tu losy moich dziadków i ich rodzeństwa, którzy byli partyzantami lub żołnierzami AK. Im wojnę udało się przeżyć. Często jednak myślę o swojej babci, która musiała wychowywać się bez ojca. Ba nawet nie mogła go dobrze pamiętać, gdyż został zamordowany w 1944 roku w obozie koncentracyjnym we Fllosneburgu. Ona miała zaledwie 4 lata.

Bohaterką niewątpliwie musiała być jej mama, która to samotnie wychowywała rodzinę i codziennie musiała sprostać wyzwaniom dnia codziennego. Szczególnie dobrze zrozumieją mnie Ci, którzy mają swoje dzieci. Babcia jak jeszcze żyła niejednokrotnie opowiadała jak było im ciężko. Jak często brakowało chleba. Jak ciężko było trzeba pracować by przeżyć. To znów daję mi pewnego rodzaju doświadczenie i fakt, że lepiej doceniam, co mam i szanuje to, że nie poznałem uczucia głodu.

Poszukiwania rodzinne doprowadziły mnie również do moich prapraprapradziadków. Były to lata 30 XIX wieku. Tak jak wcześniej wspominałem o tragicznych momentach wyrządzonych przez drugiego człowieka tak i przez los, a ten widać potrafi być okrutny.

Moi przodkowie musieli zmierzyć się z potwornym bólem jakim jest strata własnych dzieci. Mając wiedzę historyczną wiemy, iż choroby czy inne zdarzenia dziesiątkowały populacje. Niestety nie ominęło to i moich przodków. Śmierć jednego dziecka to wielka tragedia. Mój prapraprapradziadek zamieszkujący okolice Różanegostoku pochował aż dwanaścioro dzieci oraz żonę. Najstarsze z nich miało 5 lat. Nie potrafię nawet wyobrazić sobie bólu, jaki musiał znieść. W tej całej tragedii przychodzi refleksja, że 13 dzieckiem które przeżyło to właśnie mój przodek. I to, że gdyby spotkał go ten sam los, co jego rodzeństwa, ja dziś nie pisałbym historii swojej rodziny. Na pewno na całe życie zapamiętam te chwile gdy w księdze zgonów parafii odnajdywałem imiona dzieci z mojej rodziny, które odchodziły przedwcześnie. I z każdym kolejnym aktem myśl ”Boże co oni musieli przeżyć”.

Tworząc drzewo genealogiczne nie sądziłem, że z przeżyć i doświadczeń moich przodków będę mógł wyciągnąć coś dla siebie i się czegoś nauczyć. Dziś bardziej doceniam to kim jestem i w jakich czasach żyję. Problemy dnia dzisiejszego nie są tak ciężkie, jak problemy moich przodków. Dziś mogę się cieszyć, że żyję w takich, a nie innych czasach.

Tekst ukazał się również na blogu MyHeritage.

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Tajemnica obelisku w Czarniewie

Czerwiec 1919 roku był kolejnym miesiącem niemieckiego terroru na terenach powiatów suwalskiego, sejneńskiego i augustowskiego. Chociaż świat od 11 listopada 1918 roku leczył rany po Wielkiej Wojnie, a niepodległa po 123 latach niewoli, Polska, tworzyła w bólu swoją państwowość, nasze tereny nadal pozostawały pod niemiecką i częściowo litewską okupacją.

Jeszcze w listopadzie 1918 roku Polska Organizacja Wojskowa działająca na tych terenach podjęła próbę wyzwolenia spod niemieckiej okupacji, jednak Niemcy szybko przystąpili do działań odwetowych i nieliczni z członków POW musieli zejść do konspiracji. Na początku 1919 roku Niemcy sprowadzili na te tereny Korpus Ochotniczy von Diebitscha. Przedłużającą się okupację Niemcy wykorzystali na grabieże i otwarcie wspierali roszczenia Litwinów do Suwalszczyzny. Na konferencji pokojowej w Paryżu 24 marca 1919 roku, rząd litewski zgłosił roszczenia do całej Suwalskiej Guberni, w tym również do Augustowa. W kwietniu 1919 roku oddziały niemieckie obsadziły w ważniejszych punktach linię demarkacyjną. Ich posterunki znajdowały się w Barszczach, w okolicach Tajna, Augustowie, Sztabinie, Sosnowie i Dębowie. W związku z zaistniałą sytuacją podjęto odbudowę struktur Polskiej Organizacji Wojskowej. Obwód POW Augustów podzielony zastał na dwa podobwody, północny i południowy. Werbunek ochotników POW mieścił się w znajdującym się w wolnej Polsce Rajgrodzie.

Kwatera dowództwa augustowskiego obwodu POW znajdowała się w Tajnie. Podobwody zostały podzielone na komendy, w dzisiejszej gminie Sztabin była to komenda „Jaminy” pod dowództwem pochodzącego z Jamin Józefa Andruszkiewicza, ps. „Redin” składająca się z dwóch tzw. sekcji, złożonych z ochotników pochodzących z okolicznych wsi, Czarniewa i Jamin oraz Mogilnic i Jaziewa. W skład tej komendy wchodzili m.in. : Kazimierz Haraburda, Leonard Suchwałko z Mogilnic, Ignacy Suchwałko z Mogilnic, Albin Andraka z Mogilnic,  Wacław Putyński, pseudonim „Sztylet”, Teofil Chilicki i Wacław Lewoc z Jamin, Zygmunt Stożyński z Jamin, Klemens Panasewicz, Zygmunt Szumski z Mogilnic, Ignacy Andracki i Antoni Andracki z Jaziewa, Kazimierz Grzywiński z Jamin, Kazimierz Ćmielewski z Czarniewa, Wacław Sylwin Tomaszewski z Mogilnic, Klemens Świeżbiński z Jaziewa, Stanisław Butkiewicz i Antoni Andraka, Kazimierz Szmygiel, Władysław Chodorowski, ps. „Ptaszek” z Czarniewa,  Łączniczkami byli Kazimiera Murawska ps. „Sikorka” z Jaziewa i Pelagia Wierzbicka. Komendą „Sztabin” dowodził Michał Łazarski. W skład komendy wchodzili: Józef Kryszyn ze wsi Pogorzałe, Józef Szyc, Kazimierz Lotkowski ze Sztabina, Aleksander Wierzbicki ps. „Podbipięta” urodzony w Jaminach, Antoni Murawski ze Sztabina, Bolesław Zagórski, Feliks Zagórski i Aleksander Ostapowicz z Janówka, Michał Błażyński, Stanisław Błażyński i  Ludwik Orłowski z Fiedorowizny, Piotr Siebiedziński, Stefan Staranowicz, Robert Sadowski, Leon Sadowski ze Sztabina, Mieczysław Szwerkowski z Huty, Michał Kąkiel z Podcisówka, Józef Haraburda z Kamienia, Mieczysław Bernatowicz  z Krasnoborek, Franciszek Dzieniszewski, ps.  „Brzoza” ze Żmojdaka; Kazimierz Nejfeld z Lebiedzina. Na terenie Sztabina pomocą POW służył miejscowy proboszcz ks. Jakub Rółkowski. Odziały POW prowadziły szeroko zakrojona akcję dywersyjną przeciwko okupantowi, m. in. pod Rajgrodem, Barszczami i Solistówką. 10 czerwca oddział konny pod dowództwem porucznika Antoniego Lipskiego dokonał wypadu na Czarniewo, w którym zginęło kilkunastu Niemców. 16 czerwca oddział dowodzony przez sierżanta Michała Łazarskiego zaskoczył Niemców na śluzie w Sosnowie, zabierając im broń i umundurowanie, 18 czerwca POW stoczył pod Nettą i Bargłowem.

18 czerwca tzw. Sojusznicza Rada Czterech, złożona z przywódców czterech spośród zwycięskich państw sprzymierzonych, czyli z Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych, Francji i Włoch, na konferencji pokojowej w Paryżu wyznaczyła linię demarkacyjną od Rutek, przez Turówkę, jezioro Necko i Kanał Augustowski, dzielącą powiat augustowski i Augustów, część wschodnią przydzielając Litwie. Spotkało się to ze stanowczą reakcją Rządu Polskiego. Reakcją na to było również wzmożone działania POW-u. 25 czerwca oddziały Polskiej Organizacji Wojskowej, rozgromiły Niemców we wsiach Reszki i Pomiany, a 29 czerwca w niedzielę, oddziały Komendy „Sztabin” i „Jaminy”, pod dowództwem Michała Łazarskiego stoczyli bitwę pod Czarniewem. Niemiecki oddział, który przeprowadzał tam rekwizycję, został całkowicie rozbity. W rezultacie tej potyczki Niemcy ustąpili ze Sztabina, przenosząc się na linię Gabowe Grądy – Kolnica – Sajenek, opierając swoją obronę o Augustów. 8 lipca w bitwie pod Tajnem zmuszono Niemców do wycofania się do Prus. Tak tę walkę opisano w „Gazecie Zbrojnej” z lipca 1929 roku: „Bardzo piękną akcją był również „wypad” O. L. Nr. 2 na Czarniewo – wieś leżącą nad Biebrzą. Michał łazarski przeprowadził swój oddział nieznanemi ścieżkami wśród bagien na Polkowo – Mogilnice i o świcie, dzięki zupełnemu zaskoczeniu, rozgromił i potopił w nadbiebrzańskich moczarach kompanię niemiecką, która po dokonanych w okolicy rekwizycjach tam odpoczywała. Po poniesionych w tym okresie dotkliwych porażkach, Niemcy zgodzili się na pertraktacje z nami”.

Lista podpisów złożona przez mieszkańców tych terenów pod petycją za pozostawieniem Suwalszczyzny i Augustowszczyzny w granicach Polski, jak i stanowcze wystąpienie augustowskiego posła ks. Stanisława Szczęsnowicza, sprawiły, że kroki podjęte przez polski rząd  doprowadziły do powstania nowej linii granicznej. Powiaty augustowski, suwalski i zachodnia część sejneńskiego znalazły się w granicach Polski, 25 lipca Niemcy opuścili Augustów, a następnego dnia wkroczyło tam polskie wojsko.

Prawie cała komenda POW „Sztabin” i „Jaminy” wstąpiła ochotniczo do 41 Suwalskiego Pułku Piechoty. Utworzono z nich 10 Kompanię. Wszyscy brali udział w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 r.  Kilkoro ze składu osobowego 10 kompani 41 pułku poległo w obronie ojczyzny.  Dla uczczenia 15 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, dokładnie w 14 rocznicę bitwy, 29 czerwca 1933 roku został w Czarniewie uroczyście odsłonięty pamiątkowy obelisk, głaz zwieńczony żelaznym krzyżem, na głazie namalowany stylizowany orzeł zrywający z nóg kajdany i napis, który przez 80 lat był tajemnicą. Uroczystość zgromadziła okoliczną ludność, weteranów tamtych walk,  władze gminy Dębowo i Sztabin, przedstawicieli wojska i powiatu.  Obelisk w nienaruszonym stanie stał do października 1939 roku. 17 września tego roku, wojska sowieckie bez wypowiadania wojny wkroczyły na tereny wschodniej Polski. W obawie przed represjami, ludność Czarniewa postanowiła skuć napis na kamieniu. Zrobił to prawdopodobnie Stanisław Budkiewicz, mieszkaniec tej wsi, członek POW, weteran wojny polsko-bolszewickiej. Nie było tam wyrytej listy nazwisk, ale był za to podany nr kompanii i jednostka wojskowa. Obawa była uzasadniona, sprawdzenie stanu osobowego 10 kompanii 41 Suwalskiego Pułku Piechoty, nie nastręczało by sowietom żadnej trudności, to była gotowa lista osób przeznaczonych do represji. Przez 80 lat zatarła się pamięć o treści napisu na pomniku, świadkowie tamtych dni już dawno odeszli. Napis kilka lat temu próbowaliśmy odczytać, niestety z marnym skutkiem. Dopiero za pomocą kredy i dziesiątek zdjęć poszczególnych partii pomnika, powiększonych następnie na ekranie monitora, udało się w całości odtworzyć historyczny napis. Na pewno inspiracją do odczytania tajemniczego napisu był fakt, że obelisk z Czarniewa jest jednym z punktów tworzonego szlaku historyczno-przyrodniczego terenu parafii Jaminy.

Oto treść tego napisu: „ 29 CZERW. 1919 R. NA TEM MIEJSCU STOCZYŁA PIERWSZĄ WALKĘ Z NIEMCAMI SZTABIŃSKA POW – PÓŹNIEJSZA 10 KOMP. 41 PUŁKU.

W 15 ROCZNICĘ UFUNDOWAŁA TEN KRZYŻ, NA PAMIĄTKĘ WALK O NIEPODLEGŁOŚĆ. 29 CZERWCA 1933 R.”.

Na obelisku jest już nowa tablica z odtworzonym napisem. Ufundowana przez p. Mariusza Modzelewskiego, który prowadzi w Sztabinie Zakład Kamieniarski „Modzelewski”. Napis odczytali: Tomasz Chilicki ze Stowarzyszenia Inicjatyw Lokalnych „Biebrza” w Jaminach i Ryszard Korąkiewicz ze Stowarzyszenia „Jamiński Zespół Indeksacyjny”. Kawałek naszej historii został ocalony.

Tekst ukazał się również w czerwcowym numerze miesięcznika „Nasz Sztabiński Dom”.

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Okupacja niemiecka 1941-1944

Poniżej zamieszczamy kolejny fragment jednego z rozdziałów 3 tomu monografii parafii Jaminy. Książkę można zamawiać poprzez nasz sklep internetowy.


W sierpniu 1941 r. powstała niemiecka administracja cywilna. Utworzono Okręg (Bezirk) Białystok, będący pod zarządem Prus Wschodnich. Gmina Dębowo została włączona do powiatu (Kreis) Grajewo, a siedzibą gminy było Kroszewo. Urząd gminy mieścił w dużym budynku szkoły. Gminą Kroszewo zarządzał komisarz Neuman, był wyjątkowo wrogo nastawiony do polskiej ludności, może również dlatego, że na wojnie niemiecko-polskiej z września 1939 r., stracił rękę. Zamknięto wszystkie szkoły, pod groźbą kary nakazano zdać władzom niemieckim wszystkie radia i rowery. Przestały funkcjonować wszystkie sklepy w gminie, a kooperatywy, utworzone przez sowietów, zostały jeszcze przed wkroczeniem Niemców doszczętnie rozgrabione przez mieszkańców.

Na każdego rolnika nałożony został kontyngent dostarczenia niemieckim władzom mięsa, mleka, zboża i ziemniaków. Mieszkańcy mieli również nakaz pracy w lesie. Organizowane były tzw. sprzęgi po dwóch rolników z każdej wsi na tydzień. Mieli za zadanie ściąć ilość drzew ustalonych normą i wywieź na składnicę lub na tzw. „bindugę”[1] do rzeki w Sosnowie. Paszę i żywność musieli sobie zapewnić, a zakwaterowanie mieli u okolicznych rolników.[2]

Mieszkańcom nakazano wyrabiać nowe dowody tożsamości tzw. ausweisy. Zdjęcia do ausweisów robił Szczepan Żabiliński, organista z Jamin, który po wojnie założył w Augustowie znany zakład fotograficzny „Foto-bajka”.

Rys. 63. Ausweis Pelagii Godlewskiej z Lipowa.

Sołtysem w Jaminach został Władysław Lewoc[3], a zastępcą Stanisław Chilicki[4], zaś w Jaziewie Kazimierz Kasjan, pełniący te obowiązki od kilku kadencji. Zastępcą sołtysa był Zygmunt Janik[5] (senior), który w czasie okupacji sowieckiej należał do partyzantki, następnie aresztowany, uciekł z rozbitego więzienia w Grodnie. Prowadził samotnie gospodarstwo, ponieważ cała jego rodzina została wywieziona na Syberię. Żandarmi niemieccy często robili objazd po wsiach. Przyjmowano ich zazwyczaj u sołtysów i pojono bimbrem. Chociaż pędzenie bimbru było surowo zakazane, to żandarmi przymykali na to oko, pijaństwo było silniejsze od urzędowych zakazów. Zdarzył się nawet przypadek, że niemiecki żandarm z posterunku w Sztabinie o nazwisku Badyla, sam dostarczył kompletną aparaturę do pędzenia samogonu sołtysowi z Jamin[6].


[1] Binduga – miejsce nad rzeką, kanałem lub jeziorem, służące do składowania i przygotowania drewna do spławu

[2] „Wojna w mojej pamięci” Piotr Chilicki, Wydawnictwo JZI, 2017 r., str. 38

[3] Władysław Lewoc, syn Ignacego i Ludwiki z Haraburdów, ur. 23 marca 1893 r.

[4] Stanisław Chilicki, syn Teofila i Kazimiery z Murawskich.

[5] Zygmunt Janik został aresztowany przez Niemców wiosną 1944 r. Przez pewien okres przetrzymywano go w Augustowie w „Domu Turka”, w którym mieścił się areszt i siedziba Gestapo. Prawdopodobnie został zamordowany przez Niemców.

[6] „Wojna w mojej pamięci” Piotr Chilicki, Wydawnictwo JZI, 2017 r., str. 39

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Za pierwszego Sowieta

Poniżej zamieszczamy mały fragment jednego z rozdziałów 3 tomu monografii parafii Jaminy. Do czasu otrzymania książki z drukarni będziemy publikować jeszcze kilka podobnych fragmentów. Ciekawe wydarzenia, prawda? Książkę można zamawiać poprzez nasz sklep internetowy.


W 1940 r. jesienią zostali aresztowani Eugeniusz Panasewicz, lat 21 i Władysław Tomaszewski, lat 20, nie wrócili do domu, prawdopodobnie zmarli w syberyjskich łagrach. Na początku października 1940 r. aresztowano Teofila Chilickiego[1] i Kazimierza Grzywińskiego syna Aleksandry Grzywińskiej, ur. w 1887 r. Aresztowano ich za przynależność do POW i późniejszy udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Początkowo siedzieli w więzieniu w Grodnie, po wyroku sądowym, skazującym na 9 lat więzienia, przewieziono ich do Brześcia nad Bugiem. W czasie niemieckiego nalotu na Brześć, 22 czerwca 1941 r., nadzór więzienia uciekł, cywile wraz z grupą więźniów powyważali drzwi z cel i więźniowie uciekli. Teofil Chilicki wrócił do domu na początku lipca.

Rys. 58. Teofil Chilicki w mundurze strzelca 41 Suwalskiego Pułku Piechoty. Zdjęcie z 1920 r.

W 1940 r. NKWD aresztowało Bronisława Kundę z Jamin, syna Jana, ur. w 1908 r. Wyrokiem sądu z dnia 31 stycznia 1941 r. został skazany na karę śmierci, wyrok wykonano.[2]

W czerwcu 1941 r., aresztowani zostali Władysław i Wacław Lewoc z Jamin. Po kilku dniach wrócili do domu, po zbombardowaniu Grodna 22 czerwca 1941 r., uciekli z rozbitego więzienia. Część mieszkańców, by uniknąć aresztowania ukrywała się aż do wybuchu wojny niemiecko-rosyjskiej, Marian Tomaszewski i Wacław Grzywiński latem ukrywali się głęboko w lesie w zbudowanych szałasach, gdzie rodzina po kryjomu dostarczała żywność. Zimą, spali w oborach i stodołach rolników, którzy mieli zabudowania blisko lasu. Stanisław Chilicki uciekł przed aresztowaniem i ukrywał się w specjalnie zrobionej skrytce we własnej stodole. Jan Lulewicz, kilkunastoletni chłopak z Jamin zginął w niewyjaśnionych okolicznościach zakłuty bagnetami, przez uciekających przed Niemcami, sowieckich żołnierzy. W podobnych okolicznościach, również od pchnięć bagnetem, śmierć poniósł Sieńko z Mogilnic.[3]

Sowiecka nienawiść do wszystkiego co polskie, odnosiła się nie tylko do ludzi, ale również do wszystkiego co było z tą polskością związane. Przykładem tego jest stojąca w lesie Łubianka, figura Matki Boskiej, wystawiona w 1939 r. przez tutejszych leśników, zresztą wywiezionych w 1940 r. na Syberię. Rosjanie urządzili sobie z figury tarczę strzelecką. Ślady postrzałów widoczne są do dziś.


[1] Teofil Chilicki, ur 16 sierpnia 1896 r. w Jaminach, syn Wincentego i Józefy z Talkowskich. Ukończył trzy oddziały szkoły powszechnej. Od 1917 r. należał do POW, sekcyjny pierwszej sekcji. Rozbrajał Niemców w Solistówce, Pomianach, Nettcie i Bargłowie w listopadzie 1918 r. Żołnierz 41 Suwalskiego Pułku Piechoty, brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Odznaczony medalem niepodległości w 1933 r. W końcu lat trzydziestych XX wieku, radny powiatu augustowskiego.

[2] Wykaz spraw prowadzonych przez organa NKWD Zachodniej Ukrainy i Białorusi (wybór z Księgi Rejestracji Spraw Archiwalno-Śledczych NKWD ZSRR), sygn. ZUB- -/7/187/17, Baza Polaków i obywateli II RP innych narodowości skazanych w latach 1939-53 na najwyższy wymiar kary, sporządzona przez „Memoriał” na podstawie materiałów Komisji Sądowej Biura Politycznego KC WKP(b), sygn. SKR -644-93-15-1 (Ośrodek „Karta”)

[3]Wojna w mojej pamięci” Piotr Chilicki, str. 36

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Karol Mitros śpiewa pieśni patriotyczne

W marcu czcimy pamięć o żołnierzach wyklętych. Jest to stosunkowo nowe określenie dotyczące wydarzeń z okresu II Wojny Światowej i po – jakie miały miejsce w Polsce. Termin ten oznaczał ich skazanie na zapomnienie. Jednak takie historie w polskim narodzie mają długą tradycję i przewijają się niemal przez wieki. Nie pozwolono aby odeszły w niepamięć. Pamięć o nich utrwalana była przez naukę i śpiewanie takich historii w pieśniach i piosenkach, co było równie niebezpieczne jak broń, tak dla sławiących jak i ich przeciwników. W pewnych okresach tak za śpiewanie tego typu pieśni jak i posiadanie broni groził – areszt, śmierć lub zesłanie. Dziś prezentujemy pieśni zapamiętane i śpiewane od burzliwych czasów rozbiorów i powstań. Pieśni te zapamiętał i śpiewa ponad 90-letni Karol Mitros ze wsi położonej pośród biebrzańskich bagien, które od dawien dawna były gościnne dla partyzantów. Warto się wsłuchać w słowa, które dziś są coraz rzadziej spotykane i tracą na wartości, a niektóre mają już blisko 200 lat.


Fotografie: Piotr Godlewski
Obróbka dźwiękowa: Piotr Godlewski


Powiązane nagranie wideo

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Krystyna Cieśluk – pisankarka z Lipska

Polska Północno-Wschodnia, to jeden z nielicznych regionów, w którym istnieją żywe, prastare rzemiosła, takie jak garncarstwo, tkactwo, koronkarstwo, gorzelnictwo czy koszykarstwo. Tradycyjna sztuka ludowa nie została tu zepchnięta wyłącznie w opłotki skansenów, lecz nadal pielęgnuje się ją w podlaskich wsiach i miasteczkach.

Będąc na gościnnej ziemi i podróżując szlakiem ludowego rękodzieła, warto odszukać warsztaty, w których powstają wedle zasad przekazywanych od pokoleń: wyroby tkackie, chodniki, narzuty, kilimy, gliniane garnki i wazony, wyroby z drewna, jak i ze słomy. W kuźni, potężnymi młotami wykuwane są podkowy i metalowe okucia…

W wielu miejscowościach działają zespoły ludowe kultywujące dawne obyczaje, obrzędy i tańce, które towarzyszyły wiejskiemu życiu.

Ciągle żywa jest także tradycyjna regionalna kuchnia. Babka ziemniaczana, kiszka, kartacze i sękacze. Pierogi z kapustą nigdzie nie smakują tak dobrze jak na Podlasiu.

Podróżując szlakiem ludowego rękodzieła nie sposób nie zatrzymać się w mojej rodzinnej miejscowości – Lipsku. Mieszka tam Krystyna Cieśluk, znana twórczyni ludowa, osoba bliska memu sercu – moja mama.

Pochodzę z tego niewielkiego miasteczka, w nim się wychowałam i spędziłam całe dzieciństwo. W domu rodzinnym zawsze panowała atmosfera magii i cudów.

Z rąk mamy wychodziły lalki szmaciane do zabawy, kolorowe kwiaty z bibułek, laurki malowane farbami, wykonywane okazjonalnie dla mieszkańców Lipska. W pokoju wisiały pająki ze słomy i grochu, na stole serwety robione na drutach, bądź szydełkiem, w oknach firany robione na ramie lub zazdrostki z wycinanek. Najbardziej jednak pamiętam (jak to ona sama określała) „cudeńka” z jajek.

Pisanki lipskie. Foto: Andrzej Tarasewicz, rok 2000.

„…pisanki, kraszanki, malowanki” można by było rzec były ozdobą domu i wizytówką mojej mamy. To ona mnie, rodzeństwo i wiele pokoleń młodych osób nauczyła stawiać pierwsze kreski na jajku, a następnie barwić je jak i wycierać nad ciepłem, aby się nie oparzyć i nie zniszczyć dzieła. Wiele dni i nocy spędzałyśmy razem z mamą robiąc pisanki do „Cepelii”. Były ich tysiące. Pamiętam mamę pochyloną nad starą metalową mydelniczką, w której był rozgrzany wosk. Specyficzny zapach unosił się w całym domu. Przy takich „wieczorynach” mamusia opowiadała nam wiele legend, wspomnień i opowieści z dawnych czasów. Niejednokrotnie też śpiewałyśmy stare piosenki. Starsze panie również przychodziły do naszego domostwa, aby wspólnie haftować i wyszywać makaty. Dom nasz był pełen ludzi i taki pozostał do dziś.

Pisankarstwo znane było w naszej rodzinie od pokoleń. Lipskie pisanki są wykonywane sposobem „batikowym”. Styl ten polega na tym, iż rozgrzany wosk nakłada się na jajko kurze, metalową szpileczką, osadzoną na patyczku. Moja prababcia Ewa Pietrewicz z d. Sztuk, nauczyła moją babcię Marię Pietrewicz z d. Korniłowicz, pisankarstwa. Protoplastka, stała się w niedługim czasie znaną wytwórczynią pisanek wielobarwnych. Ta zaś przekazała umiejętności pisania jajek, tą techniką mojej mamie – Krystynie Cieśluk.

Pisanki. Archiwum autorki. Rok 1966.

Na przełomie lat 50-tych i 60-tych wraz ze swoją matką wykonywały pisanki na potrzeby znajomych i kuzynów. Ich wyroby trafiały również za granicę do USA, Kanady, Niemiec, Francji i ZSRR. Początkowo były malowane w farbach naturalnych, które przygotowywały same z różnych roślin i według tradycyjnych przepisów.

Krystynie Cieśluk całe jej życie, odkąd sama pamięta, było i jest do tej pory związane z tworzeniem, kreowaniem i propagowaniem kultury ludowej swojego regionu. Składa się na nią pisankarstwo, koronkarstwo, hafciarstwo, wycinanki oraz bogata działalność kulturalna. Wraz z ludźmi dobrej woli, stworzyła muzeum regionalne z darów mieszkańców i sympatyków Lipska. Założyła zespół regionalny „Lipsk”. Jeżdżąc po okolicznych wsiach i miejscowościach, nagrała setki taśm magnetofonowych z pieśniami i melodiami ludowymi.  Spisała wiele obrzędów i nazw własnych przedmiotów codziennego użytku, po to aby młodemu pokoleniu przekazać, to co odchodzi w niepamięć. Zbiera stare fotografie, organizuje wraz z pracownikami GOK-u okolicznościowe wystawy. Reprezentowała na targach w Polsce jak i za granicą, swoją rodzinną miejscowość. Bierze czynny udział w pokazach, szkoleniach, prelekcjach, konkursach i kiermaszach.

Zespół regionalny „Lipsk” w Kazimierzu Dolnym. Rok 2001.

Krystyna Cieśluk za wszelką cenę stara się, to co rodzime, tradycyjne i piękne ratować przed zapomnieniem.

Od 1999 r. do dnia dzisiejszego, współpracuje z Biebrzańskim Parkiem Narodowym z siedzibą w Osowcu. Jest „wpisana” w szlak turystyczny prowadzący przez Suwalszczyznę – „Rękodzieło i Tradycje Wsi Suwalskiej i Mazurskiej” oraz w ofertę turystyczną gminy Lipsk. Nadal jest otwartą osobą na świat i pozostawia otwarte furtki, zapraszając podróżujących szlakiem, do gościnnego zakątka podlaskiej ziemi.

Twórczością Krystyny Cieśluk interesują się etnografowie, reporterzy i fotografowie. Przy okazji wywiadów zawsze próbuje zwrócić uwagę na tradycje ziemi lipskiej oraz na samą miejscowość, jest z nią silnie związana i można by nazwać – zakochana. Za swoją pracę na polu kultury i twórczość ludową w roku 1999 otrzymała stypendium z Ministerstwa Kultury i Sztuki /Departament Promocji Twórczości . W 2007 r. została laureatką prestiżowej Nagrody im. Oskara  Kolberga „Za zasługi  dla kultury ludowej”.

Foto: Artur Juszczyński. Rok 2019.

W  swoich księgach pamiątkowych o pokaźnych rozmiarach przechowuje m. in. kilkadziesiąt dyplomów, wyróżnień, fotografii, honorowe zaproszenia oraz wycinki prasowe o swojej pracy twórczej i o Lipsku – jest to jej własna kronika od 1963 r. Posiada pamiętniki i prace konkursowe. Artykuły jej można przeczytać w Biuletynie Konserwatorskim Województwa Podlaskiego. Z jej zbiorów korzystają chętnie przyszli doktoranci, magistrzy czy studenci licencjatu. W 2005 r. kończąc swoje studia socjologiczne napisałam pracę o animatorce kultury Krystynie Cieśluk. Zebrane informacje pozwolą mi na napisanie o niej biografii.

Dziś, moja mama na pewno czuje się osobą spełnioną, zadowoloną ze swojej pracy – pracy, którą przekształciła w pasję. Daje to jej wiele radości. Jest sposobem na bycie aktywnym nawet na emeryturze. To jej sposób na życie – prężne, pełne kontaktów z ludźmi.

Na pytanie – dlaczego lubimy, aby na świątecznym stole leżały jajka w malowanych skorupkach, moja mama odpowiedziałaby: na pewno jednym i najważniejszym z powodów jest przywiązanie do tradycji.

W jednym z wywiadów, żartobliwie stwierdzono, że gdyby Krystynę Cieśluk z Lipska zapytać o to, co było najpierw: jajko czy kura ? – ona odpowiedziałaby z pewnością – pisanka.


 
Opublikowano Dodaj komentarz

Mieszkańcy wsi Jagłowo w 1909 roku

Spis mieszkańców wsi Jagłowo parafii Suchowola zgodnie z numerem domu zamieszkania w roku 1909. Numeracja zaczynała się od strony wschodniej, przeciwnej dojazdowi do wsi i odpowiada w dużej mierze dziś istniejącej. W wyniku pożaru spowodowanego działaniami wojennymi część domów spłonęła, a mieszkańcy przemieścili się.

W 1909 wieś liczyła 286 mieszkańców w tym mężczyźni 140 a kobiety 146 osób.

Podany wiek odnosi się do roku 1909.

Relacje rodzine podane są zawsze względem głowy rodziny.

Dane uaktualniono i uzupełniono na bazie materiałów z Family Tree Ryszarda Siemiona. Część danych przetłumaczono z języka rosyjskiego.

Pod numerem 18 mieszkali rodzice Jana Zajki, autora pamiętników „Wspomnienie z życia wsi wieku minionego„. Samego autora w spisie mieszkańców Jagłowa nie ma – urodził się w 1915 roku.


Numer 1

Ignacy Ratkiewicz, głowa rodziny, lat 74; syn Wojciecha i Krystyny z d. Dawidowicz
Katarzyna Ratkiewicz z d. Koszczuk, żona, lat 74
Wojciech  Ratkiewicz, syn, lat 32
Adela Ratkiewicz z d. Milewska, jego żona, lat 22
Wiktoria Ratkiewicz, córka, lat 30

Numer 2

Albin Mojżuk, głowa rodziny, lat 38; syn Jana i Anny z d. Koszczuk
Marianna Mojżuk z d. Wyszyńska, żona, lat 30
Bronisława Mojżuk, córka, lat 8
Jan Mojżuk, syn, lat 5
Antoni Mojżuk, syn, lat 3
Aleksander Mojżuk, syn, lat l
Anna Mojżuk z d. Koszczuk, lat 42,: siostra Albina

Numer 3

Wincenty Mojżuk, głowa rodziny, lat 40; syn Wincentego i Anny z d. Kraszewska
Joanna (jest błędnie Julianna) Mojżuk z d. Gudel, żona, lat 22
Wacława Mojżuk, córka, lat 1
Anna Mojżuk, matka Wincentego, wdowa, lat 60
Waleria Mojżuk, siostra, lat 20

Numer 4

Zofia Mojżuk, głowa rodziny, wdowa po Piotrze, lat 62
Józef Mojżuk, syn, lat 30
Stanisław Mojżuk, syn, lat 14
Feliksa Mojżuk, córka, lat 11
Anna Siemion z d. Mojżuk, wdowa, lat 70 (wg Ryszarda Siemiona II – żona Jana Siemiona)

Numer 5

Józef Siemion, głowa rodziny, lat 62; syn Stefana
Marianna Siemion, żona, lat 57
Franciszek Siemion, brat, lat 72; syn Stefana Siemiona i jego 2-żony Marceli z d. Jurgielewicz
Wawrzyniec Siemion, brat, lat 66; syn Stefana Siemiona i jego 2- żony Marceli z d. Jurgielewicz

Numer 6

Józef Kamiński, głowa rodziny, wdowiec po Rozalii z d. Ratkiewicz, lat 66; syn Jana i Anny z d. Poźniak
Jan, syn, lat 14

Numer 7

Jan Siemion, głowa rodziny, lat 42 (wg. Ryszarda Siemiona syn Jana i Rozalii z d. Haraburda)
Pelagia Siemion z d. Janewicz, żona, lat 27
Pelagia Siemion, córka, lat 3
Jan Siemion, syn, lat 1

Numer 8

Jan Mojżuk, głowa rodziny, lat 44; syn Ignacego i Rozalii z d. Sawickiej
Anna Mojżuk z d. Siemion, żona, lat 32[1]
Waleria Mojżuk, córka z 1. małżeństwa, lat 17
Adolf Mojżuk, syn z 1. małżeństwa, lat 15
Aleksandra Mojżuk, córka z 1. małżeństwa, lat 12
Wacław Mojżuk, syn, lat 7
Bolesław Mojżuk, syn, lat 1

Numer 9

Zuzanna Ratkiewicz, wdowa po Wojciechu, lat 58

Numer 10

Józef Haraburda, głowa rodziny, lat 30, syn Jana i Agnieszki z d. Kamińskiej
Ludwika Haraburda z d. Ratkiewicz, żona, lat 29
Marian Haraburda, syn, lat 3
Waleria Haraburda, córka, lat 1

Anna Ratkiewicz z d. Jarema, głowa rodziny, wdowa po Józefie Ratkiewiczu synu Wojciecha, lat 50
Władysław Ratkiewicz, syn, lat 32
Pelagia Ratkiewicz z d. Romanowska, synowa, lat 18
Marianna Ratkiewicz, córka, lat 18

Numer 11

Agnieszka Gawarecka, głowa rodziny, wdowa po Franciszku, lat 66
Józef Gawarecki, syn, lat 43
Wiktoria Gawarecka, synowa, lat 38
Stanisław Gawarecki, wnuk, lat 6
Władysław Gawarecki, wnuk, lat 2
Adela Gawarecka, wnuczka, lat 8
Ignacy Gawarecki, syn, lat 32

Numer 12

Mateusz Gawarecki, głowa rodziny, lat 65; syn Jana
Ewa Gawarecka z d. Ratkiewicz, żona, lat 53

Numer 13

Magdalena Gudel, głowa rodziny, wdowa, lat 46 (Wg Ryszarda Siemiona była to Marianna Gudel z d. Poźniak, wdowa po Józefie Gudel, bracie Jana Gudel synów Wincenty Stanisława)
Aleksandra Gudel, córka, lat 25
Klemens Gudel, syn, lat 19
Adolf Gudel, syn, lat 13
Marianna Gudel, córka, lat 12

Numer 14

Anna Sawośko, wdowa po Ludwiku?, lat 72
Jan Józef Kaczorowski, lat 76
Marianna Kaczorowska z d. Rzepnicka, żona, lat 69

Numer 15

Adam Kaczorowski, głowa rodziny, lat 49; syn Józefa Jana
Marianna Kaczorowska z d. Rzepnicka, żona, lat 47
Anna Kaczorowska, córka, lat 26
Apolonia Kaczorowska, córka, lat 19
Teofila Kaczorowska, córka, lat 18
Ignacy Kaczorowski, syn, lat 16
Józefa Kaczorowska, córka, lat 13
Wacław Kaczorowski, syn, lat 10
Anastazja Kaczorowska, córka, lat 6
Waleria Kaczorowska, córka, lat 1

Numer 16

Marcin Nowicki, głowa rodziny, lat 48; syn Andrzeja
Anna Nowicka z d. Gudel, żona, lat 26
Jan Nowicki, syn, lat 6
Wacław Nowicki, syn, lat 1
Ewa Nowicka, siostra, lat 56
Wiktor Nowicki, brat, lat 50
Aniela Wysocka, wdowa, lat 54

Numer 17

Michalina Siemion, głowa rodziny, lat 38; córka Jana?
Jan Siemion, syn (nieślubny), lat 6
Anna Siemion, siostra, lat 42

Adam Siemion, głowa rodziny, lat 41
Rozalia Siemion, żona, lat 32
Józef Siemion, syn, lat 3
Zygmunt Siemion, syn, lat 1
Krystyna Siemion, siostra, lat 62

Numer 18

Antoni Zajko, głowa rodziny, lat 38
Józefa Zajko z d. Kamińska , żona, lat 29
Stanisław Zajko, syn, lat 10
Apolonia Zajko, córka, lat 8
Ignacy Zajko, syn, lat 6
Feliksa Zajko, córka, lat 1
Wiktoria Zajko, matka, wdowa, lat 60

Numer 19

Wincenty Siemion, głowa rodziny, lat 40; syn Antoniego i Marianny Haraburda
Joanna Siemion z d. Lulewicz, żona, lat 22
Leokadia Siemion, córka, lat 1
Ignacy Siemion, brat, lat 32
Adam Siemion, brat, lat 30
Anna Pyczowa, lat 52

Numer 20

Michał Waśko, głowa rodziny, lat 38; syn Kacpra i Franciszki Chmielewskiej
Anna Waśko z d. Milewska, żona, lat 39[2]
Stefania Waśko, córka, lat 8
Adolf Waśko, syn, lat 1

Numer 21

Józef Janewicz, głowa rodziny, lat 55; syn Jana i Marianny z d. Ratkiewicz
Julianna Janewicz z d. Ostrowska, żona, lat 49
Katarzyna Janewicz, córka, lat 24
Józef Janewicz, syn, lat 7

Numer 22

Marcin Dawidowicz, głowa rodziny, lat 66
Anna Dawidowicz z d. Sawośko, żona, lat 54
Katarzyna Dawidowicz, córka, lat 24
Kajetan Dawidowicz, syn, lat 22
Adolf Dawidowicz, syn, lat 19
Serafina Dawidowicz, córka, lat 13
Ignacy Dawidowicz, syn, lat 12
Romualda Dawidowicz, córka, lat 1

Numer 23

Jan Mojżuk, głowa rodziny, lat 76, syn Wawrzyńca
Józefa Mojżuk z d. Pawłowska, żona, lat 46[3]
Michalina Mojżuk, córka z 1. małżeństwa, lat 36
Ignacy Mojżuk, syn, lat 18
Wiktoria Mojżuk, córka, lat 16

Numer 24

Florian Karpowicz, głowa rodziny, lat 66; syn Wawrzyńca
Agata Karpowicz z d. Mitrosz, żona, lat 65
Anna Karpowicz, córka, lat 38
Ignacy Karpowicz, syn, lat 25
Joanna Karpowicz z d. Nowicka, synowa, lat 22
Edward Karpowicz, wnuk, lat 1

Numer 25

Ignacy Ostrowski, głowa rodziny, lat 35; syn Jana
Pelagia Ostrowska z d. Sieńko, żona, lat 31
Jan Ostrowski, syn, lat 10
Apolonia Ostrowska, córka, lat 1
Józef Ostrowski, brat, lat 27

Numer 26

Konstanty Poźniak, głowa rodziny, lat 76; syn Wojciecha

Mateusz Poźniak, brat, lat 72
Joanna Poźniak z d. Suchwałko, żona Mateusza, lat 56
Adam Poźniak, syn, lat 37
Marianna Poźniak, córka, lat 20
Antonina, córka, lat 18

Numer 27

Adam Siemion, głowa rodziny, lat 23
Marianna Siemion z d. Haraburda, matka, lat 63[4]
Wincenty Siemion, stryj, lat 53

Numer  28

Antoni Mitrosz, głowa rodziny, lat 38, syn Mateusza
Emilia Mitrosz z d. Calewska, żona, lat 40
Wacław Mitrosz, syn, lat 10
Anna Mitrosz, córka, lat 1

Numer 29

Jan Pycz, głowa rodziny, lat 63
Rozalia Pycz z d. Bogdzio, żona, lat 53
Antoni Pycz, syn, lat 18
Serafin Pycz, syn, lat 11
Leokadia Pycz, córka, lat 9,

Numer 30

Władysław Kowalewski, głowa rodziny, lat 32
Anna Kowalewska, matka, lat 58

Numer 31

Ignacy Wojtkielewicz, głowa rodziny, lat 37, syn Kazimierza
Rozalia Wojtkielewicz z d. Jaroszewicz, żona, lat 23
Jan Wojtkielewicz, syn, lat 5
Feliksa Wojtkielewicz, córka, lat 3

Numer 32

Wojciech Haraburda, głowa rodziny, lat 49
Marianna Haraburda z d. Skorupa, żona, lat 41
Janina Haraburda, córka, lat 3
Kazimierz Haraburda, syn, lat 1
Jan Koszczuk, lat 39
Paulina Koszczuk, siostra Jana Koszczuka, lat 33

Numer 33

Wojciech Jaroszewicz, głowa rodziny, lat 48, syn Kazimierza
Anna Jaroszewicz z d. Pycz, żona, lat 39
Józef Jaroszewicz, syn, lat 10
Stanisława Jaroszewicz, córka, lat 8
Bronisława Jaroszewicz, córka, lat 6

Numer 34

Mateusz Jaroszewicz, głowa rodziny, lat 52
Ludwika Jaroszewicz z d. Chilicka, żona, lat 42
Teofil Jaroszewicz, syn, lat 18
Joanna Jaroszewicz, córka, lat 10
Rozalia Jaroszewicz, lat 26

Numer 35

Franciszka Mikucka, głowa rodziny, wdowa, lat 54
Jan Mikucki, syn, lat 26
Aleksandra Mikucka, córka, lat 20

Numer 36

Wojciech Kamiński, głowa rodziny, lat 52
Ewa Kamińska z d. Siemion żona, lat 33[5]
Teofila Kamińska, córka z 1. małżeństwa, lat 18
Jan Kamiński, syn, lat 14
Kamila Kamińska, córka, lat 12
Józef Kamiński, syn, lat 7
Jan Kamiński, brat, lat 44

Numer 37

Wojciech Siemion, głowa rodziny, lat 59
Jan Siemion, syn, lat 26
Apolonia Siemion z d. Milewska, synowa, lat 24
Adolf Siemion, syn, lat 18
Franciszek Siemion, syn, lat 15

Numer 38

Jan Kapusta, głowa rodziny, lat 69
Michalina Kapusta z d. Murawska, żona, lat 52
Aleksandra Kapusta, córka, lat 30
Julian Kapusta, syn, lat 22
Zofia Kapusta, córka, lat 16
Józef Kapusta, syn, lat 15
Agata Mojżukowa, lat 64

Numer 39

Ignacy Sawośko, głowa rodziny, lat 62
Wiktora Sawośko z d. Pycz, żona, lat 46
Aleksander Sawośko, syn, lat 16
Sabin Sawośko, syn, lat 12
Ignacy Sawośko, syn, lat 7
Janina (Juliana) Sawośko, córka, lat 6

Numer 40

Jan Gudel, głowa rodziny, lat 62
Rozalia Gudel z d. Grajewska, żona, lat 59
Teofila Gudel, córka, lat 19
Aleksander Gudel, syn, lat 18
Ignacy Gudel, syn, lat 14
Tomasz Gudel, brat, lat 46
Marianna Gudel, siostra, lat 54

Numer  41

Jan Sawośko, głowa rodziny, lat 59
Franciszka Sawośko z d. Brzozowska, żona, lat 44
Apolonia Karp, córka, lat 21
Adolf Karp, zięć, lat 24
Edward Karp, wnuk, lat 1
Marianna Sawośko, córka, lat 18
Bronisława Sawośko, córka, lat 12

Numer 42

Anna Ostrowska wd. z d. Winkiewicz, lat 84
Córka Rozalia Ostrowska, lat 56

Marianna Ostrowska z d. Wysocka, głowa rodziny, wdowa, lat 62
Adam Ostrowski, syn, lat 40
Sabina Ostrowska z d. Zagórska, synowa, lat 33
Mieczysław Ostrowski, wnuk, lat 12
Aleksandra Ostrowska, wnuczka, lat 4
Kazimierz Ostrowski, wnuk, lat 3

Numer  43

Kazimierz Winkiewicz , głowa rodziny, wdowiec, lat 56
Władysław Winkiewicz, syn, lat 25
Jan Winkiewicz, syn, lat 20
Córki Pelagia Winkiewicz, córka, lat 19
Stefania Winkiewicz, córka, lat 14
Melania Winkiewicz, córka, lat 11
Klemens Winkiewicz, brat, lat 46

Numer 44

Józef Szkiłądź, głowa rodziny, lat 72
Franciszka Szkiłądź, żona, lat 65
Klemens Szkiłądź, syn, lat 34
Franciszka Szkiłądź, córka, lat 24
Zygmunt Szkiłądź, syn, lat 22

Numer 45

Wincenty Wojtkielewicz, głowa rodziny, lat 48
Aleksandra Wojtkielewicz z d. Borkowska, żona, lat 48
Rozalia Wojtkielewicz, córka, lat 26
Feliksa Wojtkielewicz, córka, lat 19
Jan Wojtkielewicz, syn, lat 17
Stanisław Wojtkielewicz, syn, lat 14
Józef Wojtkielewicz, syn, lat 14
Sabina Wojtkielewicz, córka, lat 10
Dominika Wojtkielewicz, córka, lat 5

Numer 46

Anna Siemion z d. Mojżuk, głowa rodziny, wdowa, lat 72[6]
Klemens Siemion, syn, lat 38
Emilia Siemion z d. Mojżuk, synowa, lat 34
Stefania Siemion, wnuczka, lat 15
Aleksander Siemion, wnuk, lat 13
Jan Siemion, wnuk, lat 12
Józef Siemion, wnuk, lat 10
Kajetan Siemion, wnuk, lat 5
Waleria Siemion, wnuczka, lat 2
Feliks Siemion, syn, lat 20

Numer 47

Stanisław Beczka, głowa rodziny, lat 46
Franciszka Beczka, żona, lat 49
Marianna Beczka, córka z 1. małżeństwa, lat 22
Józef Janewicz, wnuk, nieślubny syn Marianny, lat 2
Józefa Beczka, córka, lat 16
Stefania Beczka, córka, lat 12
Waleria Beczka, córka, lat 10
Jan Beczka, syn, lat 2


[1] pierwsza żona – Agnieszka z d. Waśko
[2] wdowa po Józefie Siemionie
[3] pierwsza żona – Katarzyna z d. Mitrosz
[4] druga żona Antoniego, pierwsza żona – Rozalia z d. Juchniewicz
[5] pierwsza żona – Michalina z d. Kalinowska
[6] druga żona Jana Siemiona

 
Opublikowano

Konspiracja na ziemi augustowskiej pod okupacją radziecką (1939-1941)

Artykuł prof. Tomasza Strzembosza ukazał się w Przeglądzie Historycznym 83/4 w 1992 roku

Problem konspiracji polskiej na ziemiach zajętych przez ZSRR w latach 1939-1941 należy do tematów, których opracowanie rodzi szczególne trudności, może największe w całej historii Polski w II wojnie światowej. Przez cały okres powojenny, niezależnie od różnych „odwilży” umożliwiających pracę nad dziejami polskimi pod okupacją niemiecką, temat ten był całkowicie zakazany, a publikowanie czegokolwiek aż do końca lat osiemdziesiątych niemożliwe. Nie prowadzono więc w kraju badań, przynajmniej w ośrodkach naukowych do badań takich powołanych. Byłoby to jeszcze nie tak groźne, gdyby nie fakt, że źródła, dotyczące dziejów ziem wschodnich II Rzeczypospolitej, wyjątkowo skąpe, gdy chodzi o okres 1939-1941, były systematycznie odbierane ich posiadaczom i niszczone, a ponadto co miało może jeszcze większy wpływ na usunięcie tej problematyki ze współczesnej i przyszłej świadomości historycznej Polaków wyniszczone zostało niemal całe pokolenie ludzi wówczas aktywnych, a zasoby pamięci tych, którzy ocaleli, nie mogły zostać ujawnione ze względu na wręcz potworne, nieraz trwające do dziś dnia, zastraszenie całego środowiska, nękanego przez organa bezpieczeństwa jeszcze w latach siedemdziesiątych. Spowodowało to dalsze ukrywanie i niszczenie (przez czas i nie rozumiejące ich wagi następne pokolenia) tych dokumentów, które przetrwały całe tak dla niego okrutne pięćdziesięciolecie, a zacierająca się z roku na rok pamięć ludzka nie mogła zostać wykorzystana. Ci, którzy w latach 1939-1941 byli organizatorami konspiracji lub partyzantki, w przeważającej mierze wyginęli wówczas czy w okresie okupacji niemieckiej, w czasie której byli często trzonem antyhitlerowskiego podziemia, a po wojnie zostali poddani ciężkim represjom w więzieniach i obozach ZSRR oraz PRL lub ginęli w walce, spychani do lasów i w podziemie przez działania władz politycznych i systemu represji.

Znam ludzi w Białostockiem, którzy trwali w walce nie 5, lecz 15 lat, nie dlatego, iż chcieli, ale dlatego, że nie mieli innego wyjścia; wiem o ludziach, którzy, przeżywszy z bronią w ręku cały okres 1939-1944, zostali zamordowani już po zakończeniu wojny, w czasie akcji NKWD znanej pod nazwą „Giby” lub w augustowskiej placówce UB. Wymordowane pokolenie już nie zabierze głosu w sprawach, które były mu najbliższe; ci, którzy ocaleli, żyjąc przez pół wieku na marginesie, poza organizacjami kombatanckimi, usiłowali nade wszystko zapomnieć. Presję psychiczną na ocalałych i ich rodziny wzmagały różnorodne środki masowego przekazu i propagandy, szkalujące tych ludzi i ich walkę określające co najmniej jako bandytyzm. Potwierdzały takie ujęcie nieliczne prace naukowe, jak książka Michała Gnatowskiego z Filii UW w Białymstoku „Białostocczyzna w latach wojny i okupacji hitlerowskiej. Zarys dziejów politycznych regionu” (wydana w małym nakładzie w Białymstoku w 1979 r.), w której autor, zastanawiając się, czym był polski ruch oporu na tych terenach w latach 1939-1941, dochodzi do wniosku, iż był to generalnie biorąc ruch „nacjonalistyczny”, podczas gdy na terenie okupacji niemieckiej i po 22 czerwca 1941 miał charakter ruchu „patriotycznego”

Nie mogła powstałej luki wypełnić historiografia emigracyjna, stawiająca najczęściej nieprawdziwą hipotezę, że pod rządami NKWD wszelki opór był właściwie niemożliwy (egzemplifikowały to przykłady z Obszaru Nr 3 Lwów ZWZ). Nie zajmowała się ona rzeczywistością konspiracyjną w „dołach” organizacji, korzystając przeważnie z meldunków wysokiego szczebla (głównie KG ZWZ/AK), niesłychanie ogólnych, nie uwzględniających działań konspiracji lokalnych, i dysponowała zaledwie kilkoma badaczami. Opublikowany na powielaczu, w „małym obiegu”, opracowany w latach sześćdziesiątych w środowisku skupionym wokół b. komendanta Okręgu Białostockiego ZWZ/AK, płk. Władysława Liniarskiego „Mścisława”, obszerny tekst „Ruch oporu w latach 1939-1941 na Białostocczyźnie”, do dzisiaj podstawowy, choć prowizoryczny i nie pozbawiony licznych błędów, nie może być „alfą i omegą” (np. M. Gnatowski poza tę pracę w zakresie konspiracji właściwie nie wykracza), tym bardziej że ze względów cenzuralnych pomija on prawie całkowicie okres 1939-1941.

Pozostają więc „ostatni Mohikanie” i nieliczne dokumenty. Pozostaje często w formie nienaruszonej tamta ziemia: lasy, pola, wsie…

Badania, które rozpocząłem, bez szansy na legalną publikację ich wyników, w sierpniu 1982 r„ w poczuciu osobistego, wcale nie wyimaginowanego zagrożenia, dotyczyły początkowo tylko fragmentu ówczesnej rzeczywistości: partyzantki powrześniowej najpierw na Białostocczyźnie, później na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie. Dopiero wyjazdy do polskich archiwów w Londynie, dzięki stypendiom Społecznego Komitetu Nauki i Fundacji Lanckorońskich, pozwoliły na rozszerzenie problematyki na system okupacyjny, stosunki demograficzne i społeczne itp. Obszar południowej części powiatu augustowskiego eksplorowałem systematycznie w latach 1985-1990, już jako pracownik KUL-u, wykorzystując na to okres urlopowy i korzystając z poleceń najpierw ss. Urszulanek w Augustowie, a następnie moich kolejnych relacjonistów i znajomych. Wszystkim tym osobom, z s. Augustyną Pietrzak na czele, jestem serdecznie wdzięczny. Dzięki temu otrzymałem relacje kilkudziesięciu osób zaangażowanych w konspirację i partyzantkę lat 1939-1941 oraz osób będących świadkami ich walki. Są to przedstawiciele augustowskiej inteligencji, a przede wszystkim miejscowi rolnicy, ludzie skromni i prawdomówni, do których (krótkich często) relacji mam ogromne zaufanie. Cenię je za konkretność, a także trwającą kilkadziesiąt lat pamięć szczegółu, o wiele większą niż w zalewanych informacjami środowiskach miejskich. Relacje te uzyskiwałem krążąc na rowerze lub samochodem po wsiach tego regionu, czasem w towarzystwie ludzi życzliwych, czasem samotnie. Dlatego też w notce źródłowej zaznaczam nie tylko datę uzyskania relacji, lecz także miejsce. Po 1989 r. ośmieliłem się zdobywać informacje za pomocą korespondencji, wykorzystywałem też częściowo ankiety Związku Sybiraków. W efekcie powstał niepełny szkic, pełen luk i niedomówień. Nie moja to wina. Czytaj dalej Konspiracja na ziemi augustowskiej pod okupacją radziecką (1939-1941)

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Knut-Olof Falk w artykułach prasowych – część 2

W roku 1955, na Suwalszczyznę zjeżdża ekspedycja Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie pod kierunkiem dr. Jerzego Antoniewicza. Ekspedycja działa pod egidą Polskiej Akademii Nauk. W 1959 roku do prowadzenia badań w podsuwalskiej Szwajcarii zostaje zaproszony profesor Knut-Olof Falk, wraz z grupą studentów slawistyki Uniwersytetu w Lund. Od tej chwili tzw. Kompleksowa Ekspedycja Jaćwieska, będzie na długie lata związana z Suwalszczyzną.

W 1963 roku została zawarta umowa między Białostockim Towarzystwem Naukowym, Polską Akademią Nauk, ze strony polskiej, a Instytutem Szwedzkim i Uniwersytetem w Lund, ze strony szwedzkiej. Rozpoczął się, jak to żartobliwie nazywano, „drugi potop szwedzki”, który trwał do końca lat 70-tych XX wieku. W jednym z wywiadów, udzielonych Gazecie Białostockiej w 1961 roku, prof. Knut-Olof Falk powiedział: „Dziejom tej ziemi poświęciłem pół życia”, poświęcił go jednak znacznie więcej.

Jak widzicie, ostatnio zamieszczamy dużo informacji o prof. Falku, tak bardzo zasłużonego dla dziejów tej ziemi. Dlaczego? Za kilka dni rozwiążemy zagadkę.

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Knut-Olof Falk (1906-1990)

Poniższy tekst pochodzi z artykułu „Slawiści z Lund na polskiej ziemi” autorstwa Terho Paulssona z Lunds Universitet, który ukazał się w 2012 roku w XI zeszycie „Prac Komisji Historii Nauki Polskiej Akademii Umiejętności”. Przedruk za zgodą i z poprawkami autora.

Ryc. 1. Knut-Olof Falk

Knut-Olof Falk (ryc. 1) urodził się 19 kwietnia 1906 r. w majątku przy hucie szkła w miejscowości Hammar nad jeziorem Vättern w środkowej Szwecji. Po maturze studiował skandynawistykę i slawistykę na uniwersytecie w Uppsali.Fakt, że wybrał te dwa kierunki, sprawił, że wcześnie zapoznał się zarówno z Polską, jak i z Litwą. Pracował on mianowicie jako lektor języka szwedzkiego na uniwersytecie w Kownie wiosną 1932 r. oraz ponownie w latach 1934–1935 i1936–1937, a na Uniwersytecie Jagiellońskim w roku akademickim 1932/33. W Krakowie uczęszczał na wykłady profesorów Kazimierza Nitscha, Tadeusza Lehra-Spławińskiego i J. Żylińskiego.

 K.-O. Falk odbył swoje studia skandynawistyczne u profesorów Elofa Hellquista i Jörana Sahlgrena, dwóch nestorów szwedzkiej toponomastyki i twórców tzw. szwedzkiej metody w toponomastyce. Pobyt na terenie pogranicznym między Polską i Litwą przekonał Falka, że w nazwach wód tego regionu występuje pierwotne nazewnictwo bałtyckie, które później wskutek kolonizacji z Mazowsza iz Litwy zostało zeslawizowane lub zlituanizowane. W czasie wakacji w latach1934–1937 Falk mieszkał we wsi Meteliaĩ nad jeziorem Metelys w południowej części Litwy, u galmistrasa (zawodnika rybackiego[1]) Pranasa Pockevičiusa oraz u murarza Jana Nowosadki we wsi Magdalenowo nad Wigrami. Przez te lata zapisywał nazwy jezior i rzek, korzystając z pomocy miejscowych informatorów (ryc. 2-3), aby zgodnie z metodą Hellquista i Sahlgrena ustalić najstarsze formy nazw i dokonać obserwacji terenowych, co z kolei pozwoliło ustalić bałtycki (tj. jaćwieski) substrat[2] w nazwach miejscowych Suwalszczyzny. Ponadto w 1934 r. znalazł i sfotografował w warszawskich archiwach Akta kamedułów wigierskich – dokumenty te miały ogromną wartość dla jego dalszych badań.

Ryc. 2. Jeden z informatorów K.-O. Falka
Ryc. 3. Jeden z informatorów K.-O. Falka

Dysertacja

Zebrany materiał wraz z interpretacją etymologiczną danych nazw Falk przedstawił jako dysertację na stopień doktora na uniwersytecie w Uppsali w 1941 r.[3] Zdumiewający jest fakt, że jest to praca akademicka napisana po polsku w okresie, kiedy polskiego szkolnictwa wyższego nie było.Pokazuje niezbicie, że pierwotne nazewnictwo badanych terenów było bałtyckie[4]. Pierwszy tom dysertacji zawiera analizę nazw wszystkich jezior na terenach gmin Wigry i Huta z mikrotoponimią w postaci nazw toni rybackich włącznie[5]. W drugim tomie Falk reprodukował szereg dokumentów z XVI–XVII w., dotyczących terenów przez niego badanych, które sfotografował w 1934 r. w warszawskim Archiwum Skarbowym oraz w Bibliotece Ordynacji Krasińskich[6] (ryc. 4-5).

Ryc. 4. Strona tytułowa I tomu pracy K.-O. Falka

W roku 1942 K.-O. Falk tymczasowo objął katedrę filologii słowiańskiej na uniwersytecie w Lund, a w 1945 został mianowany profesorem nadzwyczajnym tegoż uniwersytetu.

Ryc. 5. Faksymile dokumentów w II tomie pracy K.-O. Falka Wody wigierskie i huciańskie

Przerwa w badaniach na Suwalszczyźnie

Wojna i wydarzenia polityczne sprawiły, że Falk musiał przerwać pracę w rejonie suwalskim aż do 1959 r. Po otrzymaniu doktoratu pracował nad inną kwestią toponomastyczną, mianowicie nazwami porohów dnieprzańskich, zapisanymi w dwóch wersjach przez bizantyjskiego cesarza Konstantyna Porfirogenetę w traktacie De administrandoimperio. Cesarz określa jedną wersję zapisów jako ρωσιστι (tj. w języku Rusi), a drugą jako σκλαβινιστι (tj. po słowiańsku). Ponieważ zapisy „w języku Rusi” mają wyraźny charakter skandynawski, stanowiły ważny argument w długotrwałej dyskusji nad pierwotnym znaczeniem „Ruś” oraz nad rolą Skandynawów w starszych dziejach Kijowa i państwa ruskiego w VIII–IX wieku[7]. Falk po wnikliwej analizie paleograficznej doszedł do wniosku, że „słowiańskie”nazwy zostały przetłumaczone ze swoich „ruskich” (tj. skandynawskich)odpowiedników. Uważa też, że w tym dokumencie mamy pierwsze świadectwa wyodrębnienia języka ukraińskiego od ogólnego wschodniosłowiańskiego.

Ryc. 6. Uczestnicy Kompleksowej Ekspedycji Jaćwieskiej w 1959 r.

Od lat 50. seminarium slawistyczne prof. Falka w niemałym stopniu było poświęcone kontaktom pomiędzy Skandynawią a Rusią. Brali w nim udział skandynawiści(prof. Ivar Lindqvist, prof. Sven Ekbo), finno-ugryści (prof. Julius Mägiste),historycy prawa (prof. Gerhard Hafstöm) oraz studenci prof. Falka. Szczególną uwagę poświęcono pochodzeniu nazwy „Ruś” i implikacjom znaczenia tej nazwy dla historii dawnego państwa kijowskiego[8].

Ryc. 7. Budynek szkoły podstawowej we wsi Jasionowo koło Suwałk
Ryc. 8. Knut-Olof Falk wraz z małżonką Dagmar Falk, którzy po przeprowadzonym wywiadzie postanowili pomóc gospodarzowi skosić siano przed nadchodzącą burzą.
Ryc. 9. Uczestnicy Kompleksowej Ekspedycji Jaćwieskiej w sali szkoły podstawowej w Jasionowie

Wznowienie badań na Suwalszczyźnie

Jak wspomniano, prof. Falk miał możliwość ponownego odwiedzenia Polski dopiero w 1959 r. Już w 1955 pod egidą PAN rozpoczęto obszerne badania terenów pojaćwieskich w okolicach Suwałk. W skład tzw. Kompleksowej Ekspedycji Jaćwieskiej wchodzili badacze z różnych dyscyplin: archeologii, antropologii,etnologii. W 1959 r. zaproszono prof. K.-O. Falka do zorganizowania sekcji językoznawczej tej ekspedycji.

Latem 1959 r. Falk wyruszył z paroma pomocnikami, studentami slawistyki z Lund (ryc. 6). Baza grupy mieściła się w szkole podstawowej we wsi Jasionowo koło Suwałk, będącej również mieszkaniem wiejskiego szewca Kazimierza Bagińskiego (ryc. 7). Przez miesiąc grupa ta pracowała w terenie (ryc. 8),mając głównie dwa zadania: uzupełnienie materiałów do nazewnictwa wodnego regionu oraz dokumentację okolicznych wsi pod względem etnograficznym i językowym.Współpraca w ramach Kompleksowej Ekspedycji Jaćwieskiej trwała kilka lat, póki trwały badania archeologów na cmentarzyskach i grodziskach pojaćwieskich (ryc. 9–10).

Ryc. 10. Uczestnicy Kompleksowej Ekspedycji Jaćwieskiej w sali szkoły podstawowej w Jasionowie
Ryc. 11. Podpisanie umowy między PAN i Białostockim Towarzystwem Naukowym a uniwersytetem w Lund oraz Instytutem Szwedzkim

Samodzielna ekspedycja szwedzka

W 1963 r. zawarto umowę między PAN i Białostockim Towarzystwem Naukowym z jednej strony, a uniwersytetem w Lund oraz Instytutem Szwedzkim[9] z drugiej (ryc. 11). Umowa ta umożliwiła dalszą pracę prof. K.-O. Falka i jego współpracowników na Suwalszczyźnie, a równocześnie corocznie dała naukowcom –przede wszystkim z Białegostoku – możliwość wyjazdu do Szwecji i nawiązania kontaktu z kolegami po fachu z uniwersytetu w Lund. Ekipa z Lund w latach 60.czasem liczyła do 15 osób. Oprócz wspomnianej szkoły wiejskiej we wsi Jasionowo grupa była również zakwaterowana w sąsiedniej wsi Szwajcaria w barakach postawionych przez Białostockie Towarzystwo Naukowe w czasie wykopalisk (ryc. 12). Praca terenowa na Suwalszczyźnie dała studentom z Lund wyjątkową okazję poznania polskiego regionu, w tym czasie rzadko odwiedzanego przez obcokrajowców, i stanowiła dla nich silny bodziec do nauki języka polskiego. Od roku 1959 do późnych lat 70. ponad 100 osób brało udział w kierowanych przez Falka ekspedycjach.

Szwedzka metoda badań terenowych

Prof. Falk sam pisze o tej metodzie:

Toponomaści szwedzcy używają żartobliwie terminu „metoda gabinetowa” w wypadku, gdy badacz nazw miejscowych siedzi spokojnie przy biurku, zupełnie odcięty od swego terenu badań – i fabrykuje czysto formalne, etymologiczne objaśnienia badanych przez siebie nazw.
Nowoczesna toponomastyka przenosi wielką część pracy etymologicznej z biurka w teren, w rzeczywiste warunki przyrodniczo-krajobrazowe, i dąży do poznania możliwie wszystkich czynników – nie tylko natury formalnej, ale również konkretnych realiów, które wpłynęły na powstanie i rozwój danej nazwy.
Badacz nazw miejscowych powinien zdać sobie sprawę z tego, że najważniejszym chyba czynnikiem w jego pracy polowej jest informator[10].

Można powiedzieć, że badania terenowe prowadzone przez Falka w latach 30.,a później w ramach Szwedzkiej Ekspedycji Jaćwieskiej, opierają się na trzech filarach, którymi są: 1) informacje zaczerpnięte od mieszkańców dobrze obeznanych z badanymi obiektami terenowymi; 2) dokładne, i często bardzo żmudne, penetrowanie terenu, aby ustalić, czy hipoteza co do pochodzenia i danej nazwy jest słuszna; 3) studium źródeł historycznych, które świadczą o dawniejszych postaciach danej nazwy.

Ryc. 12. Baraki Białostockiego Towarzystwa Naukowego we wsi Szwajcaria
Ryc. 13. Pobieranie próbki ziemi z użyciem wiertła limnologicznego

Obserwując obiekty terenowe, badacz musi starać się widzieć je z tej samej perspektywy, co ludzie, którzy jako pierwsi nadali im nazwy. Aby podbudować hipotezy, prof. Falk niekiedy korzystał z metod nietradycyjnych w toponomastyce. Na przykład czasem brano próbki gleby wiertłem limnologicznym,aby ustalić rozmiar i kształt istniejącego niegdyś bagna (ryc. 13).

Ryc. 14. Mapka sytuacyjna okolic ujścia Klonownicy i Rospudy

Podam tu kilka konkretnych przykładów ilustrujących, jak prof. Falk zastosował postulaty metodologiczne swoich mentorów – profesorów Hellqvista i Sahlgrena. Klonownica oraz Rospuda (ryc. 14) Najstarszy znany zapis nazwy rzeczki Klonownica pochodzi z Regestru sPisaniaIezior…[11], gdzie występuje ona w formie Klienowica. Osobliwą cechą tej rzeczki jest, że na wiosnę zmienia kierunek i płynie nie do jeziora Rospuda, lecz z Rospudy do jeziora Białe. Ta obserwacja dała prof. Falkowi powód, aby wiązać nazwę z bałtyckim klein-, m.in. w litewskim kleinĩus ‘osoba, która chodzi, kołysząc się’.

Zmiana biegu rzeczki Klonownica wiąże się bezpośrednio ze stanem wody w jeziorze Rospuda i ten fakt jest podstawą również nazwy rzeki i jeziora Rospuda[12]. Nazwa w Regestrze sPisania Iezior… ma postać Dowspuda. Falk rekonstruuje ją jako *Dau-spūda, gdzie pierwszy człon dau- znaczy ‘dużo’, ‘mocno’. Drugi człon łączy z litewskim spūdà, spū̃dis ‘ciśnienie, naciskanie’. Uzasadnienie Falka oparte na faktycznym zjawisku w terenie brzmi:

W czasie odwilży wiosennej wzbiera Rospuda czasem gwałtownie i poziom jej może się podnieść około jednego metra, m.in. przy uroczysku Święte Miejsce, gdzie wpada do niej rzeczka Jałówka. Wezbrane wody Rospudy „ciskają” tak mocno, że przegradzają one drogę Jałówki, która zmienia kierunek prądu i płynie z powrotem do jeziora Jałowe[13].

Dowcień

Na Suwalszczyźnie są dwa jeziora o tej nazwie: jedno w pobliżu Sejn, a drugie niedaleko Wigier. Pierwsze z nich jest wymienione w dokumentach z 1559r. jako Довтенисъ lub Dowtheni. W Regestrze sPisania Iezior… mamy zapis ieziorko Dolcienis[14]. Falk rekonstruuje nazwę jako *Dau-ten-is, gdzie pierwiastek ten- jest ten sam, co w lit. tenéti ‘krzepnąć’. Tu jeszcze raz wywód Falka ma oparcie w warunkach terenowych:

Według moich informatorów Dowcień sejneński zamarza wcześniej niż inne jeziora w najbliższej okolicy. Dowcień k. Wigier w suw. zamarza również wcześniej niż wszystkie jeziora wigierskie; można też wcześniej jeździć końmi i sankami na Dowcieniu niż na innych jeziorach wigierskich[15].

Szczeberka

W Regestrze sPisania Iezior… znajdujemy zapis na Sciebrze rzeccze. Ta rzeka dzisiaj nosi nazwę Szczeberka. W dokumencie z 1547 r. jest zaświadczona jako Stebra. Wśród starych mieszkańców okolicznych wsi Falk zanotował też formę Szczebra jako określenie najszerszej i najgłębszej części rzeki Szczeberka. Falk widzi w tej nazwie pierwiastek steb-/stab- ‘kamień’. Potwierdzenie znalazł w terenie, wędrując wzdłuż całego biegu rzeki od źródeł do ujścia (ryc. 15). Na podstawie własnych obserwacji podaje:„Na środkowych odcinkach biegu rzeki dno i brzegi Szczeberki są przepełnione kamieniami”[16]. W innym miejscu Falk oświadcza, że dno Szczeberki przypomina „brukowany chodnik”.

Ryc. 15. K.-O. Falk w czasie wędrówki wzdłuż biegu Szczeberki

Al͂nas (pol. Hołny)

Jest to jezioro położone w powiecie sejneńskim na wschód od jezior Gaładuś, Dusalis i Stabingis. Słynny baltolog K. Būga wysunął trzy możliwe interpretacje tej nazwy: 1) pierwiastek *el-, *ol- ‘ciec’; 2) el- ol ‘zgiąć’; 3) nazwa jest utworzona ze staroprus. apelatywu alne ‘jeleń’[17]. Lecz Būga nie ustalił, która z tych hipotez jest najsłuszniejsza.I tutaj zebrane przez Falka dane z terenu i od informatorów przychodzą z pomocą. Informator Stanisław Marcinkiewicz (litewskojęzyczny), mieszkający w odległości półtora kilometra od jeziora Al͂nas, objaśnia:

Al͂nas, do jeziora Al͂nas wpadają dwie rzeki: 1) z jeziora Gaładuś, przez wieś Dusznica; 2) z jeziora Okmiany (na Litwie), przez wieś Kalwiszki. Z jeziora Al͂nas wypływa rzeczka, przez wsie Ogrodniki i Hołny, i płynie do jeziora Zapsys na Litwie. Bieg rzeczki widać bardzo wyraźnie wzdłuż całego jeziora, bo prąd jest przez całą długość jeziora. Prąd ten uwidacznia się szczególnie, kiedy jezioro zamarza i lód jest jasny. Prąd rzeczki nie jest równy – jest dość kręty, nawet interesuje to wielu ludzi – dlaczego rzeczka płynąca przez jezioro jest taka kręta[18].

Ryc. 16. Szkic jeziora Hołny z zaznaczonym przebiegiem prądów sporządzony przez S. Marcinkiewicza

Gospodarz S. Marcinkiewicz sporządził Falkowi ręczny szkic, gdzie precyzyjnie zaznaczył „prąd” (ryc. 16). W świetle tych informacji Falk wywodzi nazwę Hołny (lit. Al͂nas) z pierwiastka al– (lit. ol-), tj. zgodnie z pierwszą z trzech hipotez Būgi. Jest to tzw. jezioro przepływowe. Szczególnie ważne w tym kontekście jest to, że informator podkreśla, że ten „prąd” rzuca się mieszkańcom w oczy.

Te nieliczne przykłady nazewnictwa zbadanego przez Falka podaję tu nie po to, aby relacjonować szczegóły jego analiz etymologicznych. Mają one służyć wyłącznie jako ilustracja specyfiki tzw. szwedzkiej metody toponomastycznej,stworzonej przez profesorów E. Hellquista i J. Sahlgrena, a stosowanej przez prof. Falka na terenach pojaćwieskich zarówno w latach 30., jak i od 1959 r. w ramach Szwedzkiej Ekspedycji Jaćwieskiej. W latach 1934–1937 Falk wędrował,jeździł na rowerze lub pływał kajakiem w poszukiwaniu informatorów i dla zbadania terenu, powojenne „ekspedycje” miały do dyspozycji samochody i sprzęt techniczny, np. magnetofony. Lecz zasady sformułowane przez wczesnych mentorów Falka były w obydwóch wypadkach podstawowe: 1) najważniejszy w pracy toponomastycznej jest informator[19];2) niezbędna jest wnikliwa obserwacja warunków terenowych[20].

Ryc. 17. K.-O. Falk z Albertem Koncewiczem

Czytelników zainteresowanych kolejnymi przykładami metod stosowanych przez prof. K.-O. Falka odsyłam do jego analizy nazw wszystkich ok. osiemdziesięciu jezior występujących w dokumencie Regestr sPisania Iezior…[21].

*

Knut-Olof Falk sprawował funkcję profesora przy katedrze slawistyki w Lund od 1945 do 1972 r. Przyznano mu dwa doktoraty honoris causa w Polsce: na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Otrzymał sześć polskich orderów, m.in. Amicus Poloniae[22].

Ryc. 18. Mapa jeziora Wigry zamieszczona w artykule K.-O. Falka Kilka uwag o metodyce badań toponomastycznych

Pracował nad swoimi materiałami z Suwalszczyzny jeszcze przez wiele lat po odejściu na emeryturę. Miał na Suwalszczyźnie wielu przyjaciół, z którymi utrzymywał kontakt. Można bez przesady twierdzić, że Suwalszczyzna stała się jego drugim domem. W 1988 r. został opublikowany w czasopiśmie „Jaćwież” list prof. Falka do pana Jana Wojtycha z Suwałk, w którym autor pisze: „Bardzo bym chciał jeszcze raz powrócić na Suwalszczyznę. Jeszcze raz zobaczyć jeziora i lasy…Miałem tam przecież tyle niezapomnianych przeżyć. Również uczestnicy naszej ekspedycji mają wiele sentymentu dla tej pięknej części Polski”[23]. Życzenie, które wyraża w tym liście, jednak nie spełniło się. Zmarł 31 stycznia 1990 r. w swoim domu, w wieku 84 lat.

Ryc. 19. Odsłonięcie pomnika poświęconego K.-O. Falkowi i Dagmar Falk (1992 r., Suwałki)

W 1992 r. przed gmachem Muzeum Okręgowego w Suwałkach odsłonięto pomnik,dłuta Andrzeja Strumiłły, w postaci głazu z wyrytym tekstem, który napisany stylizowanym pismem runicznym upamiętnia prof. K.-O. Falka i jego małżonkę, panią Dagmar Falk, która od 1959 r. zawsze towarzyszyła mężowi w każdej wyprawie na Suwalszczyznę, odgrywając przy tym ważną rolę organizacyjną (ryc. 19).

W 2007 r. zbiór fotokopii dokumentów ze spalonych podczas wojny warszawskich archiwów (tzw. „zbiór Falka”) oraz wszystkie inne materiały związane z pracą prof. Falka i reszty ekipy na byłych terenach jaćwieskich zostały przekazane Muzeum Okręgowemu w Suwałkach podczas uroczystości w Konsulacie Rzeczpospolitej Polskiej w Malmö. Inicjatywą tą pani Dagmar Falk spełniła życzenie męża co do dalszych losów tych zbiorów. Przy tej okazji prezydent Suwałk wraz z przewodniczącym Rady Miejskiej wręczył pani Dagmar Falk dyplom Honorowego Obywatela Miasta Suwałki (ryc. 20).

Ryc. 20. Dagmar Falk odbiera dyplom Honorowego Obywatela Miasta Suwałki

[1] Zawodnik rybacki to doświadczony rybak, który kieruje ekipą przy połowach z dużym niewodem – siecią długości do kilkuset metrów przeciąganą albo pod lodem w zimie, albo z łodzi w lecie. Połowy dużym niewodem praktykowane były na jeziorach suwalskich i augustowskich jeszcze w latach 60.XX wieku.

[2] Zob. bliżej: K.-O. Falk, Uwagi o jaćwieskim substracie hydronimicznym na Suwalszczyźnie, „Rocznik Białostocki”(Warszawa) 1981, t. XIV, s. 29–48.

[3] Wody wigierskie i huciańskie, t. I: Studium toponomastyczne (s. 248), t. II: Źródła rękopiśmienne (91 faks.), Uppsala1941.

[4] Ten fakt wzbudził niemałe oburzenie władz niemieckich,które zwróciły się do szwedzkiego MSZ z żądaniem, aby obrona pracy K.-O. Falka się nie odbyła – ustna informacja od pani Dagmar Falk, Małżonki prof. Falka.

[5] Toń – miejsce na jeziorze, gdzie zgodnie z doświadczeniem rybaków ciągnie się niewód przy połowach. Każda toń ma nazwę, która w większości wypadków wskazuje na punkt orientacyjny na brzegu.

[6] Oryginały tych i innych dokumentów sfotografowanych przez Falka spaliły się w czasie wojny. Jego fotokopie w 2007 r. zostały przekazane Muzeum Okręgowemu w Suwałkach.

[7] K.-O. Falk, Dnjeprforsarnas namn i kejsar Konstantin VII Porfyrogennetos’ De administrando imperium, Slaviska och Baltiska Studier 1, Lund 1951 (s. 304).

[8] Wymienię tu kilka prac powstałych w kręgu seminarium prof. Falka: K.-O. Falk, Kilka uwag o nazwie Ruś, „Lingua Posnaniensis” 1968, t. XII/XIII, s. 9–19; S. Ekbo, L’étymologiedu mot finnois Ruotsi ’Suède’, „Acta Baltico-Slavica” 1992, t. XXI, s. 93–96; J. Callmer, Some archeological remarks on the Rus’-problem, „Acta-Baltico Slavica” 1992, t. XXI, s. 109–113; S. Ekbo, FinnishRuotsi and Swedish Roslagen – what sort of connection?, „MediaevalScandinavia”, nr 13, s. 64–69; S. Ekbo, Omortnamnet Roden och därmed sammanhängande problem. En översikt från nordisk synpunkt, „Arkiv för NordiskFilologi” 1958, nr 73, s. 187– 199; J. Mägiste, Fi. Ruotsi,estn. Rootsi m.m. i de finsk-ugriska språken,„Arkiv för Nordisk Filologi” 1958, nr 73, s. 200–209;K.-O. Falk, Altruss. Sineus, „Jahrbücher för Geschichte Osteuropas”1986, nr 34, z. 3, s. 349–353; A.Thulin, The Rus’ ofNestor’s Chronicle, „MediaevalScandinavia”, nr 13, s. 70–96; S. Ekbo,Die Etymologie desfinnischen Ruotsi ‘Schweden’, „Geschichte Osteuropas” 1986, neue Folge,t. 34, z. 3, s. 354–356.

[9] Szwedzki urząd państwowy ds. wymiany kulturalnej z zagranicą.

[10] K.-O. Falk, Kilka uwag o metodyce badań toponomastycznych, „Rocznik Białostocki” 1981, nr 14, s. 297–304.

[11] Regestr sPisania Iezior Ie Kro. M. ku Niewodnicthwu Grodzienskiem y Przelomskiego naliczących […] roku1569 (fotokopia w zbiorach Falka, od 2007 r. w Muzeum Okręgowym w Suwałkach).

[12] Trzy różne obiekty noszą nazwę Rospuda: 1) jezioro na północny-zachód od miasta Filipów; 2) rzeka stanowiąca odpływ tego jeziora; 3) jezioro w Augustowskiem. Oprócz tego istnieje też miejscowość Dowspuda.

[13] K.-O. Falk, Regestr sPisania Iezior… Roku 1569, „Acta Baltico-Slavica” 1976, t. X, s.105–106, 120–121.

[14] Falk zanotował przy Dowcieniu sejneńskim miejscową wymowę

[dołkćeń]

[dołćeń] i uważa, że chodzi tu o zeslawizowane postaci nazwy.

[15] K.-O. Falk, Regestr sPisania…, s. 135.

[16] Tamże, s. 125.

[17] Podaję za: K.-O. Falk, Nazwa jeziora Al͂nas, pol. Hołny, i inne spokrewnione nazwy, „Acta Baltico-Slavica” 1976, t. X, s. 191.

[18] Cytat jest tu podany w polskim tłumaczeniu Falka. Wywiad z p. Marcinkiewiczem przeprowadził Falk – jak zawsze z mieszkańcami litewskojęzycznymi – po litewsku.

[19] Z niektórymi informatorami prof. Falk był w bardzo zażyłych stosunkach i wracał do nich co roku, np. do zawodnika rybackiego Alberta Koncewicza w Zakątach k. Wigier, który służył mu jako informator jeszcze przed wojną (ryc. 17).

[20] Falk pisze np. o tym, jak w roku 1936 przekonał się o słuszności swej hipotezy, że nazwę jeziora Wigry (Vingry u Długosza) należy zestawić z litewskim przymiotnikiem vingrùs ‘kręty, zygzakowaty’:„Pewnego pięknego lipcowego dnia postanowiłem pojechać kajakiem z północnego końca jeziora do południowego końca, aby zbadać konfigurację linii brzegowych.Pamiętam jeszcze żywo swoje wrażenia z tego zetknięcia się z Wigrami. Pogoda była świetna. Wycieczka wspaniała i niezapomniana. Wielokrotnie zdawało mi się,że już jestem u kresu podróży. Ciągle jednak pojawiały się nowe cyple – nowe kształty brzegu. Krętość jeziora była uderzająca. Po ominięciu któregoś z rzędu przylądka – otwierała się przede mną znowu rozległa perspektywa na jakiś nowy »płos« czy na jakąś zatokę. Niemal każdy, kto udaje się na wody jeziora Wigry idobrze je pozna, nie może nie zauważyć, że jest to rzeczywiście jezioro o nadzwyczaj krętych brzegach” K.-O. Falk, Kilka uwag o metodyce…, s. 301 (por. ryc. 18).

[21] 47 K.-O. Falk, Regestr sPisania Iezior…, s. 89–179. W tym samym tomie opublikowane zostały również cztery inne jego prace:Jeszcze raz o nazwie Wigry; Nazwy jeziora Al͂nas, pol. Hołny, i inne spokrewnione nazwy; Bal͂tajis Bìlsas, Juo͂ dajis Bìlsas, Bil͂sinyčia iinne spokrewnione hydronimy, oraz Okmin–Okminek iinne „pary hydronimiczne”. O deminutywach w nazwach miejscowych, s. 181–217.

[22] Przyznano mu również order Lew Finlandii za jego starania o otwarcie katedry finno-ugrystyki na uniwersytecie w Lund.

[23] Cytuję tu za: Knut-Olof Falk (19061990) badacz Suwalszczyzny z Lund, http://www.dziecionline.pl/Suwalki/ludzie/falk.htm.