Opublikowano Dodaj komentarz

Karol Mitros śpiewa pieśni patriotyczne

W marcu czcimy pamięć o żołnierzach wyklętych. Jest to stosunkowo nowe określenie dotyczące wydarzeń z okresu II Wojny Światowej i po – jakie miały miejsce w Polsce. Termin ten oznaczał ich skazanie na zapomnienie. Jednak takie historie w polskim narodzie mają długą tradycję i przewijają się niemal przez wieki. Nie pozwolono aby odeszły w niepamięć. Pamięć o nich utrwalana była przez naukę i śpiewanie takich historii w pieśniach i piosenkach, co było równie niebezpieczne jak broń, tak dla sławiących jak i ich przeciwników. W pewnych okresach tak za śpiewanie tego typu pieśni jak i posiadanie broni groził – areszt, śmierć lub zesłanie. Dziś prezentujemy pieśni zapamiętane i śpiewane od burzliwych czasów rozbiorów i powstań. Pieśni te zapamiętał i śpiewa ponad 90-letni Karol Mitros ze wsi położonej pośród biebrzańskich bagien, które od dawien dawna były gościnne dla partyzantów. Warto się wsłuchać w słowa, które dziś są coraz rzadziej spotykane i tracą na wartości, a niektóre mają już blisko 200 lat.


Fotografie: Piotr Godlewski
Obróbka dźwiękowa: Piotr Godlewski


Powiązane nagranie wideo

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Krystyna Cieśluk – pisankarka z Lipska

Polska Północno-Wschodnia, to jeden z nielicznych regionów, w którym istnieją żywe, prastare rzemiosła, takie jak garncarstwo, tkactwo, koronkarstwo, gorzelnictwo czy koszykarstwo. Tradycyjna sztuka ludowa nie została tu zepchnięta wyłącznie w opłotki skansenów, lecz nadal pielęgnuje się ją w podlaskich wsiach i miasteczkach.

Będąc na gościnnej ziemi i podróżując szlakiem ludowego rękodzieła, warto odszukać warsztaty, w których powstają wedle zasad przekazywanych od pokoleń: wyroby tkackie, chodniki, narzuty, kilimy, gliniane garnki i wazony, wyroby z drewna, jak i ze słomy. W kuźni, potężnymi młotami wykuwane są podkowy i metalowe okucia…

W wielu miejscowościach działają zespoły ludowe kultywujące dawne obyczaje, obrzędy i tańce, które towarzyszyły wiejskiemu życiu.

Ciągle żywa jest także tradycyjna regionalna kuchnia. Babka ziemniaczana, kiszka, kartacze i sękacze. Pierogi z kapustą nigdzie nie smakują tak dobrze jak na Podlasiu.

Podróżując szlakiem ludowego rękodzieła nie sposób nie zatrzymać się w mojej rodzinnej miejscowości – Lipsku. Mieszka tam Krystyna Cieśluk, znana twórczyni ludowa, osoba bliska memu sercu – moja mama.

Pochodzę z tego niewielkiego miasteczka, w nim się wychowałam i spędziłam całe dzieciństwo. W domu rodzinnym zawsze panowała atmosfera magii i cudów.

Z rąk mamy wychodziły lalki szmaciane do zabawy, kolorowe kwiaty z bibułek, laurki malowane farbami, wykonywane okazjonalnie dla mieszkańców Lipska. W pokoju wisiały pająki ze słomy i grochu, na stole serwety robione na drutach, bądź szydełkiem, w oknach firany robione na ramie lub zazdrostki z wycinanek. Najbardziej jednak pamiętam (jak to ona sama określała) „cudeńka” z jajek.

Pisanki lipskie. Foto: Andrzej Tarasewicz, rok 2000.

„…pisanki, kraszanki, malowanki” można by było rzec były ozdobą domu i wizytówką mojej mamy. To ona mnie, rodzeństwo i wiele pokoleń młodych osób nauczyła stawiać pierwsze kreski na jajku, a następnie barwić je jak i wycierać nad ciepłem, aby się nie oparzyć i nie zniszczyć dzieła. Wiele dni i nocy spędzałyśmy razem z mamą robiąc pisanki do „Cepelii”. Były ich tysiące. Pamiętam mamę pochyloną nad starą metalową mydelniczką, w której był rozgrzany wosk. Specyficzny zapach unosił się w całym domu. Przy takich „wieczorynach” mamusia opowiadała nam wiele legend, wspomnień i opowieści z dawnych czasów. Niejednokrotnie też śpiewałyśmy stare piosenki. Starsze panie również przychodziły do naszego domostwa, aby wspólnie haftować i wyszywać makaty. Dom nasz był pełen ludzi i taki pozostał do dziś.

Pisankarstwo znane było w naszej rodzinie od pokoleń. Lipskie pisanki są wykonywane sposobem „batikowym”. Styl ten polega na tym, iż rozgrzany wosk nakłada się na jajko kurze, metalową szpileczką, osadzoną na patyczku. Moja prababcia Ewa Pietrewicz z d. Sztuk, nauczyła moją babcię Marię Pietrewicz z d. Korniłowicz, pisankarstwa. Protoplastka, stała się w niedługim czasie znaną wytwórczynią pisanek wielobarwnych. Ta zaś przekazała umiejętności pisania jajek, tą techniką mojej mamie – Krystynie Cieśluk.

Pisanki. Archiwum autorki. Rok 1966.

Na przełomie lat 50-tych i 60-tych wraz ze swoją matką wykonywały pisanki na potrzeby znajomych i kuzynów. Ich wyroby trafiały również za granicę do USA, Kanady, Niemiec, Francji i ZSRR. Początkowo były malowane w farbach naturalnych, które przygotowywały same z różnych roślin i według tradycyjnych przepisów.

Krystynie Cieśluk całe jej życie, odkąd sama pamięta, było i jest do tej pory związane z tworzeniem, kreowaniem i propagowaniem kultury ludowej swojego regionu. Składa się na nią pisankarstwo, koronkarstwo, hafciarstwo, wycinanki oraz bogata działalność kulturalna. Wraz z ludźmi dobrej woli, stworzyła muzeum regionalne z darów mieszkańców i sympatyków Lipska. Założyła zespół regionalny „Lipsk”. Jeżdżąc po okolicznych wsiach i miejscowościach, nagrała setki taśm magnetofonowych z pieśniami i melodiami ludowymi.  Spisała wiele obrzędów i nazw własnych przedmiotów codziennego użytku, po to aby młodemu pokoleniu przekazać, to co odchodzi w niepamięć. Zbiera stare fotografie, organizuje wraz z pracownikami GOK-u okolicznościowe wystawy. Reprezentowała na targach w Polsce jak i za granicą, swoją rodzinną miejscowość. Bierze czynny udział w pokazach, szkoleniach, prelekcjach, konkursach i kiermaszach.

Zespół regionalny “Lipsk” w Kazimierzu Dolnym. Rok 2001.

Krystyna Cieśluk za wszelką cenę stara się, to co rodzime, tradycyjne i piękne ratować przed zapomnieniem.

Od 1999 r. do dnia dzisiejszego, współpracuje z Biebrzańskim Parkiem Narodowym z siedzibą w Osowcu. Jest „wpisana” w szlak turystyczny prowadzący przez Suwalszczyznę – „Rękodzieło i Tradycje Wsi Suwalskiej i Mazurskiej” oraz w ofertę turystyczną gminy Lipsk. Nadal jest otwartą osobą na świat i pozostawia otwarte furtki, zapraszając podróżujących szlakiem, do gościnnego zakątka podlaskiej ziemi.

Twórczością Krystyny Cieśluk interesują się etnografowie, reporterzy i fotografowie. Przy okazji wywiadów zawsze próbuje zwrócić uwagę na tradycje ziemi lipskiej oraz na samą miejscowość, jest z nią silnie związana i można by nazwać – zakochana. Za swoją pracę na polu kultury i twórczość ludową w roku 1999 otrzymała stypendium z Ministerstwa Kultury i Sztuki /Departament Promocji Twórczości . W 2007 r. została laureatką prestiżowej Nagrody im. Oskara  Kolberga „Za zasługi  dla kultury ludowej”.

Foto: Artur Juszczyński. Rok 2019.

W  swoich księgach pamiątkowych o pokaźnych rozmiarach przechowuje m. in. kilkadziesiąt dyplomów, wyróżnień, fotografii, honorowe zaproszenia oraz wycinki prasowe o swojej pracy twórczej i o Lipsku – jest to jej własna kronika od 1963 r. Posiada pamiętniki i prace konkursowe. Artykuły jej można przeczytać w Biuletynie Konserwatorskim Województwa Podlaskiego. Z jej zbiorów korzystają chętnie przyszli doktoranci, magistrzy czy studenci licencjatu. W 2005 r. kończąc swoje studia socjologiczne napisałam pracę o animatorce kultury Krystynie Cieśluk. Zebrane informacje pozwolą mi na napisanie o niej biografii.

Dziś, moja mama na pewno czuje się osobą spełnioną, zadowoloną ze swojej pracy – pracy, którą przekształciła w pasję. Daje to jej wiele radości. Jest sposobem na bycie aktywnym nawet na emeryturze. To jej sposób na życie – prężne, pełne kontaktów z ludźmi.

Na pytanie – dlaczego lubimy, aby na świątecznym stole leżały jajka w malowanych skorupkach, moja mama odpowiedziałaby: na pewno jednym i najważniejszym z powodów jest przywiązanie do tradycji.

W jednym z wywiadów, żartobliwie stwierdzono, że gdyby Krystynę Cieśluk z Lipska zapytać o to, co było najpierw: jajko czy kura ? – ona odpowiedziałaby z pewnością – pisanka.


 
Opublikowano Dodaj komentarz

Mieszkańcy wsi Jagłowo w 1909 roku

Spis mieszkańców wsi Jagłowo parafii Suchowola zgodnie z numerem domu zamieszkania w roku 1909. Numeracja zaczynała się od strony wschodniej, przeciwnej dojazdowi do wsi i odpowiada w dużej mierze dziś istniejącej. W wyniku pożaru spowodowanego działaniami wojennymi część domów spłonęła, a mieszkańcy przemieścili się.

W 1909 wieś liczyła 286 mieszkańców w tym mężczyźni 140 a kobiety 146 osób.

Podany wiek odnosi się do roku 1909.

Relacje rodzine podane są zawsze względem głowy rodziny.

Dane uaktualniono i uzupełniono na bazie materiałów z Family Tree Ryszarda Siemiona. Część danych przetłumaczono z języka rosyjskiego.

Pod numerem 18 mieszkali rodzice Jana Zajki, autora pamiętników “Wspomnienie z życia wsi wieku minionego“. Samego autora w spisie mieszkańców Jagłowa nie ma – urodził się w 1915 roku.


Numer 1

Ignacy Ratkiewicz, głowa rodziny, lat 74; syn Wojciecha i Krystyny z d. Dawidowicz
Katarzyna Ratkiewicz z d. Koszczuk, żona, lat 74
Wojciech  Ratkiewicz, syn, lat 32
Adela Ratkiewicz z d. Milewska, jego żona, lat 22
Wiktoria Ratkiewicz, córka, lat 30

Numer 2

Albin Mojżuk, głowa rodziny, lat 38; syn Jana i Anny z d. Koszczuk
Marianna Mojżuk z d. Wyszyńska, żona, lat 30
Bronisława Mojżuk, córka, lat 8
Jan Mojżuk, syn, lat 5
Antoni Mojżuk, syn, lat 3
Aleksander Mojżuk, syn, lat l
Anna Mojżuk z d. Koszczuk, lat 42,: siostra Albina

Numer 3

Wincenty Mojżuk, głowa rodziny, lat 40; syn Wincentego i Anny z d. Kraszewska
Joanna (jest błędnie Julianna) Mojżuk z d. Gudel, żona, lat 22
Wacława Mojżuk, córka, lat 1
Anna Mojżuk, matka Wincentego, wdowa, lat 60
Waleria Mojżuk, siostra, lat 20

Numer 4

Zofia Mojżuk, głowa rodziny, wdowa po Piotrze, lat 62
Józef Mojżuk, syn, lat 30
Stanisław Mojżuk, syn, lat 14
Feliksa Mojżuk, córka, lat 11
Anna Siemion z d. Mojżuk, wdowa, lat 70 (wg Ryszarda Siemiona II – żona Jana Siemiona)

Numer 5

Józef Siemion, głowa rodziny, lat 62; syn Stefana
Marianna Siemion, żona, lat 57
Franciszek Siemion, brat, lat 72; syn Stefana Siemiona i jego 2-żony Marceli z d. Jurgielewicz
Wawrzyniec Siemion, brat, lat 66; syn Stefana Siemiona i jego 2- żony Marceli z d. Jurgielewicz

Numer 6

Józef Kamiński, głowa rodziny, wdowiec po Rozalii z d. Ratkiewicz, lat 66; syn Jana i Anny z d. Poźniak
Jan, syn, lat 14

Numer 7

Jan Siemion, głowa rodziny, lat 42 (wg. Ryszarda Siemiona syn Jana i Rozalii z d. Haraburda)
Pelagia Siemion z d. Janewicz, żona, lat 27
Pelagia Siemion, córka, lat 3
Jan Siemion, syn, lat 1

Numer 8

Jan Mojżuk, głowa rodziny, lat 44; syn Ignacego i Rozalii z d. Sawickiej
Anna Mojżuk z d. Siemion, żona, lat 32[1]
Waleria Mojżuk, córka z 1. małżeństwa, lat 17
Adolf Mojżuk, syn z 1. małżeństwa, lat 15
Aleksandra Mojżuk, córka z 1. małżeństwa, lat 12
Wacław Mojżuk, syn, lat 7
Bolesław Mojżuk, syn, lat 1

Numer 9

Zuzanna Ratkiewicz, wdowa po Wojciechu, lat 58

Numer 10

Józef Haraburda, głowa rodziny, lat 30, syn Jana i Agnieszki z d. Kamińskiej
Ludwika Haraburda z d. Ratkiewicz, żona, lat 29
Marian Haraburda, syn, lat 3
Waleria Haraburda, córka, lat 1

Anna Ratkiewicz z d. Jarema, głowa rodziny, wdowa po Józefie Ratkiewiczu synu Wojciecha, lat 50
Władysław Ratkiewicz, syn, lat 32
Pelagia Ratkiewicz z d. Romanowska, synowa, lat 18
Marianna Ratkiewicz, córka, lat 18

Numer 11

Agnieszka Gawarecka, głowa rodziny, wdowa po Franciszku, lat 66
Józef Gawarecki, syn, lat 43
Wiktoria Gawarecka, synowa, lat 38
Stanisław Gawarecki, wnuk, lat 6
Władysław Gawarecki, wnuk, lat 2
Adela Gawarecka, wnuczka, lat 8
Ignacy Gawarecki, syn, lat 32

Numer 12

Mateusz Gawarecki, głowa rodziny, lat 65; syn Jana
Ewa Gawarecka z d. Ratkiewicz, żona, lat 53

Numer 13

Magdalena Gudel, głowa rodziny, wdowa, lat 46 (Wg Ryszarda Siemiona była to Marianna Gudel z d. Poźniak, wdowa po Józefie Gudel, bracie Jana Gudel synów Wincenty Stanisława)
Aleksandra Gudel, córka, lat 25
Klemens Gudel, syn, lat 19
Adolf Gudel, syn, lat 13
Marianna Gudel, córka, lat 12

Numer 14

Anna Sawośko, wdowa po Ludwiku?, lat 72
Jan Józef Kaczorowski, lat 76
Marianna Kaczorowska z d. Rzepnicka, żona, lat 69

Numer 15

Adam Kaczorowski, głowa rodziny, lat 49; syn Józefa Jana
Marianna Kaczorowska z d. Rzepnicka, żona, lat 47
Anna Kaczorowska, córka, lat 26
Apolonia Kaczorowska, córka, lat 19
Teofila Kaczorowska, córka, lat 18
Ignacy Kaczorowski, syn, lat 16
Józefa Kaczorowska, córka, lat 13
Wacław Kaczorowski, syn, lat 10
Anastazja Kaczorowska, córka, lat 6
Waleria Kaczorowska, córka, lat 1

Numer 16

Marcin Nowicki, głowa rodziny, lat 48; syn Andrzeja
Anna Nowicka z d. Gudel, żona, lat 26
Jan Nowicki, syn, lat 6
Wacław Nowicki, syn, lat 1
Ewa Nowicka, siostra, lat 56
Wiktor Nowicki, brat, lat 50
Aniela Wysocka, wdowa, lat 54

Numer 17

Michalina Siemion, głowa rodziny, lat 38; córka Jana?
Jan Siemion, syn (nieślubny), lat 6
Anna Siemion, siostra, lat 42

Adam Siemion, głowa rodziny, lat 41
Rozalia Siemion, żona, lat 32
Józef Siemion, syn, lat 3
Zygmunt Siemion, syn, lat 1
Krystyna Siemion, siostra, lat 62

Numer 18

Antoni Zajko, głowa rodziny, lat 38
Józefa Zajko z d. Kamińska , żona, lat 29
Stanisław Zajko, syn, lat 10
Apolonia Zajko, córka, lat 8
Ignacy Zajko, syn, lat 6
Feliksa Zajko, córka, lat 1
Wiktoria Zajko, matka, wdowa, lat 60

Numer 19

Wincenty Siemion, głowa rodziny, lat 40; syn Antoniego i Marianny Haraburda
Joanna Siemion z d. Lulewicz, żona, lat 22
Leokadia Siemion, córka, lat 1
Ignacy Siemion, brat, lat 32
Adam Siemion, brat, lat 30
Anna Pyczowa, lat 52

Numer 20

Michał Waśko, głowa rodziny, lat 38; syn Kacpra i Franciszki Chmielewskiej
Anna Waśko z d. Milewska, żona, lat 39[2]
Stefania Waśko, córka, lat 8
Adolf Waśko, syn, lat 1

Numer 21

Józef Janewicz, głowa rodziny, lat 55; syn Jana i Marianny z d. Ratkiewicz
Julianna Janewicz z d. Ostrowska, żona, lat 49
Katarzyna Janewicz, córka, lat 24
Józef Janewicz, syn, lat 7

Numer 22

Marcin Dawidowicz, głowa rodziny, lat 66
Anna Dawidowicz z d. Sawośko, żona, lat 54
Katarzyna Dawidowicz, córka, lat 24
Kajetan Dawidowicz, syn, lat 22
Adolf Dawidowicz, syn, lat 19
Serafina Dawidowicz, córka, lat 13
Ignacy Dawidowicz, syn, lat 12
Romualda Dawidowicz, córka, lat 1

Numer 23

Jan Mojżuk, głowa rodziny, lat 76, syn Wawrzyńca
Józefa Mojżuk z d. Pawłowska, żona, lat 46[3]
Michalina Mojżuk, córka z 1. małżeństwa, lat 36
Ignacy Mojżuk, syn, lat 18
Wiktoria Mojżuk, córka, lat 16

Numer 24

Florian Karpowicz, głowa rodziny, lat 66; syn Wawrzyńca
Agata Karpowicz z d. Mitrosz, żona, lat 65
Anna Karpowicz, córka, lat 38
Ignacy Karpowicz, syn, lat 25
Joanna Karpowicz z d. Nowicka, synowa, lat 22
Edward Karpowicz, wnuk, lat 1

Numer 25

Ignacy Ostrowski, głowa rodziny, lat 35; syn Jana
Pelagia Ostrowska z d. Sieńko, żona, lat 31
Jan Ostrowski, syn, lat 10
Apolonia Ostrowska, córka, lat 1
Józef Ostrowski, brat, lat 27

Numer 26

Konstanty Poźniak, głowa rodziny, lat 76; syn Wojciecha

Mateusz Poźniak, brat, lat 72
Joanna Poźniak z d. Suchwałko, żona Mateusza, lat 56
Adam Poźniak, syn, lat 37
Marianna Poźniak, córka, lat 20
Antonina, córka, lat 18

Numer 27

Adam Siemion, głowa rodziny, lat 23
Marianna Siemion z d. Haraburda, matka, lat 63[4]
Wincenty Siemion, stryj, lat 53

Numer  28

Antoni Mitrosz, głowa rodziny, lat 38, syn Mateusza
Emilia Mitrosz z d. Calewska, żona, lat 40
Wacław Mitrosz, syn, lat 10
Anna Mitrosz, córka, lat 1

Numer 29

Jan Pycz, głowa rodziny, lat 63
Rozalia Pycz z d. Bogdzio, żona, lat 53
Antoni Pycz, syn, lat 18
Serafin Pycz, syn, lat 11
Leokadia Pycz, córka, lat 9,

Numer 30

Władysław Kowalewski, głowa rodziny, lat 32
Anna Kowalewska, matka, lat 58

Numer 31

Ignacy Wojtkielewicz, głowa rodziny, lat 37, syn Kazimierza
Rozalia Wojtkielewicz z d. Jaroszewicz, żona, lat 23
Jan Wojtkielewicz, syn, lat 5
Feliksa Wojtkielewicz, córka, lat 3

Numer 32

Wojciech Haraburda, głowa rodziny, lat 49
Marianna Haraburda z d. Skorupa, żona, lat 41
Janina Haraburda, córka, lat 3
Kazimierz Haraburda, syn, lat 1
Jan Koszczuk, lat 39
Paulina Koszczuk, siostra Jana Koszczuka, lat 33

Numer 33

Wojciech Jaroszewicz, głowa rodziny, lat 48, syn Kazimierza
Anna Jaroszewicz z d. Pycz, żona, lat 39
Józef Jaroszewicz, syn, lat 10
Stanisława Jaroszewicz, córka, lat 8
Bronisława Jaroszewicz, córka, lat 6

Numer 34

Mateusz Jaroszewicz, głowa rodziny, lat 52
Ludwika Jaroszewicz z d. Chilicka, żona, lat 42
Teofil Jaroszewicz, syn, lat 18
Joanna Jaroszewicz, córka, lat 10
Rozalia Jaroszewicz, lat 26

Numer 35

Franciszka Mikucka, głowa rodziny, wdowa, lat 54
Jan Mikucki, syn, lat 26
Aleksandra Mikucka, córka, lat 20

Numer 36

Wojciech Kamiński, głowa rodziny, lat 52
Ewa Kamińska z d. Siemion żona, lat 33[5]
Teofila Kamińska, córka z 1. małżeństwa, lat 18
Jan Kamiński, syn, lat 14
Kamila Kamińska, córka, lat 12
Józef Kamiński, syn, lat 7
Jan Kamiński, brat, lat 44

Numer 37

Wojciech Siemion, głowa rodziny, lat 59
Jan Siemion, syn, lat 26
Apolonia Siemion z d. Milewska, synowa, lat 24
Adolf Siemion, syn, lat 18
Franciszek Siemion, syn, lat 15

Numer 38

Jan Kapusta, głowa rodziny, lat 69
Michalina Kapusta z d. Murawska, żona, lat 52
Aleksandra Kapusta, córka, lat 30
Julian Kapusta, syn, lat 22
Zofia Kapusta, córka, lat 16
Józef Kapusta, syn, lat 15
Agata Mojżukowa, lat 64

Numer 39

Ignacy Sawośko, głowa rodziny, lat 62
Wiktora Sawośko z d. Pycz, żona, lat 46
Aleksander Sawośko, syn, lat 16
Sabin Sawośko, syn, lat 12
Ignacy Sawośko, syn, lat 7
Janina (Juliana) Sawośko, córka, lat 6

Numer 40

Jan Gudel, głowa rodziny, lat 62
Rozalia Gudel z d. Grajewska, żona, lat 59
Teofila Gudel, córka, lat 19
Aleksander Gudel, syn, lat 18
Ignacy Gudel, syn, lat 14
Tomasz Gudel, brat, lat 46
Marianna Gudel, siostra, lat 54

Numer  41

Jan Sawośko, głowa rodziny, lat 59
Franciszka Sawośko z d. Brzozowska, żona, lat 44
Apolonia Karp, córka, lat 21
Adolf Karp, zięć, lat 24
Edward Karp, wnuk, lat 1
Marianna Sawośko, córka, lat 18
Bronisława Sawośko, córka, lat 12

Numer 42

Anna Ostrowska wd. z d. Winkiewicz, lat 84
Córka Rozalia Ostrowska, lat 56

Marianna Ostrowska z d. Wysocka, głowa rodziny, wdowa, lat 62
Adam Ostrowski, syn, lat 40
Sabina Ostrowska z d. Zagórska, synowa, lat 33
Mieczysław Ostrowski, wnuk, lat 12
Aleksandra Ostrowska, wnuczka, lat 4
Kazimierz Ostrowski, wnuk, lat 3

Numer  43

Kazimierz Winkiewicz , głowa rodziny, wdowiec, lat 56
Władysław Winkiewicz, syn, lat 25
Jan Winkiewicz, syn, lat 20
Córki Pelagia Winkiewicz, córka, lat 19
Stefania Winkiewicz, córka, lat 14
Melania Winkiewicz, córka, lat 11
Klemens Winkiewicz, brat, lat 46

Numer 44

Józef Szkiłądź, głowa rodziny, lat 72
Franciszka Szkiłądź, żona, lat 65
Klemens Szkiłądź, syn, lat 34
Franciszka Szkiłądź, córka, lat 24
Zygmunt Szkiłądź, syn, lat 22

Numer 45

Wincenty Wojtkielewicz, głowa rodziny, lat 48
Aleksandra Wojtkielewicz z d. Borkowska, żona, lat 48
Rozalia Wojtkielewicz, córka, lat 26
Feliksa Wojtkielewicz, córka, lat 19
Jan Wojtkielewicz, syn, lat 17
Stanisław Wojtkielewicz, syn, lat 14
Józef Wojtkielewicz, syn, lat 14
Sabina Wojtkielewicz, córka, lat 10
Dominika Wojtkielewicz, córka, lat 5

Numer 46

Anna Siemion z d. Mojżuk, głowa rodziny, wdowa, lat 72[6]
Klemens Siemion, syn, lat 38
Emilia Siemion z d. Mojżuk, synowa, lat 34
Stefania Siemion, wnuczka, lat 15
Aleksander Siemion, wnuk, lat 13
Jan Siemion, wnuk, lat 12
Józef Siemion, wnuk, lat 10
Kajetan Siemion, wnuk, lat 5
Waleria Siemion, wnuczka, lat 2
Feliks Siemion, syn, lat 20

Numer 47

Stanisław Beczka, głowa rodziny, lat 46
Franciszka Beczka, żona, lat 49
Marianna Beczka, córka z 1. małżeństwa, lat 22
Józef Janewicz, wnuk, nieślubny syn Marianny, lat 2
Józefa Beczka, córka, lat 16
Stefania Beczka, córka, lat 12
Waleria Beczka, córka, lat 10
Jan Beczka, syn, lat 2


[1] pierwsza żona – Agnieszka z d. Waśko
[2] wdowa po Józefie Siemionie
[3] pierwsza żona – Katarzyna z d. Mitrosz
[4] druga żona Antoniego, pierwsza żona – Rozalia z d. Juchniewicz
[5] pierwsza żona – Michalina z d. Kalinowska
[6] druga żona Jana Siemiona

 
Opublikowano

Konspiracja na ziemi augustowskiej pod okupacją radziecką (1939-1941)

Artykuł prof. Tomasza Strzembosza ukazał się w Przeglądzie Historycznym 83/4 w 1992 roku

Problem konspiracji polskiej na ziemiach zajętych przez ZSRR w latach 1939-1941 należy do tematów, których opracowanie rodzi szczególne trudności, może największe w całej historii Polski w II wojnie światowej. Przez cały okres powojenny, niezależnie od różnych „odwilży” umożliwiających pracę nad dziejami polskimi pod okupacją niemiecką, temat ten był całkowicie zakazany, a publikowanie czegokolwiek aż do końca lat osiemdziesiątych niemożliwe. Nie prowadzono więc w kraju badań, przynajmniej w ośrodkach naukowych do badań takich powołanych. Byłoby to jeszcze nie tak groźne, gdyby nie fakt, że źródła, dotyczące dziejów ziem wschodnich II Rzeczypospolitej, wyjątkowo skąpe, gdy chodzi o okres 1939-1941, były systematycznie odbierane ich posiadaczom i niszczone, a ponadto co miało może jeszcze większy wpływ na usunięcie tej problematyki ze współczesnej i przyszłej świadomości historycznej Polaków wyniszczone zostało niemal całe pokolenie ludzi wówczas aktywnych, a zasoby pamięci tych, którzy ocaleli, nie mogły zostać ujawnione ze względu na wręcz potworne, nieraz trwające do dziś dnia, zastraszenie całego środowiska, nękanego przez organa bezpieczeństwa jeszcze w latach siedemdziesiątych. Spowodowało to dalsze ukrywanie i niszczenie (przez czas i nie rozumiejące ich wagi następne pokolenia) tych dokumentów, które przetrwały całe tak dla niego okrutne pięćdziesięciolecie, a zacierająca się z roku na rok pamięć ludzka nie mogła zostać wykorzystana. Ci, którzy w latach 1939-1941 byli organizatorami konspiracji lub partyzantki, w przeważającej mierze wyginęli wówczas czy w okresie okupacji niemieckiej, w czasie której byli często trzonem antyhitlerowskiego podziemia, a po wojnie zostali poddani ciężkim represjom w więzieniach i obozach ZSRR oraz PRL lub ginęli w walce, spychani do lasów i w podziemie przez działania władz politycznych i systemu represji.

Znam ludzi w Białostockiem, którzy trwali w walce nie 5, lecz 15 lat, nie dlatego, iż chcieli, ale dlatego, że nie mieli innego wyjścia; wiem o ludziach, którzy, przeżywszy z bronią w ręku cały okres 1939-1944, zostali zamordowani już po zakończeniu wojny, w czasie akcji NKWD znanej pod nazwą „Giby” lub w augustowskiej placówce UB. Wymordowane pokolenie już nie zabierze głosu w sprawach, które były mu najbliższe; ci, którzy ocaleli, żyjąc przez pół wieku na marginesie, poza organizacjami kombatanckimi, usiłowali nade wszystko zapomnieć. Presję psychiczną na ocalałych i ich rodziny wzmagały różnorodne środki masowego przekazu i propagandy, szkalujące tych ludzi i ich walkę określające co najmniej jako bandytyzm. Potwierdzały takie ujęcie nieliczne prace naukowe, jak książka Michała Gnatowskiego z Filii UW w Białymstoku „Białostocczyzna w latach wojny i okupacji hitlerowskiej. Zarys dziejów politycznych regionu” (wydana w małym nakładzie w Białymstoku w 1979 r.), w której autor, zastanawiając się, czym był polski ruch oporu na tych terenach w latach 1939-1941, dochodzi do wniosku, iż był to generalnie biorąc ruch „nacjonalistyczny”, podczas gdy na terenie okupacji niemieckiej i po 22 czerwca 1941 miał charakter ruchu „patriotycznego”

Nie mogła powstałej luki wypełnić historiografia emigracyjna, stawiająca najczęściej nieprawdziwą hipotezę, że pod rządami NKWD wszelki opór był właściwie niemożliwy (egzemplifikowały to przykłady z Obszaru Nr 3 Lwów ZWZ). Nie zajmowała się ona rzeczywistością konspiracyjną w „dołach” organizacji, korzystając przeważnie z meldunków wysokiego szczebla (głównie KG ZWZ/AK), niesłychanie ogólnych, nie uwzględniających działań konspiracji lokalnych, i dysponowała zaledwie kilkoma badaczami. Opublikowany na powielaczu, w „małym obiegu”, opracowany w latach sześćdziesiątych w środowisku skupionym wokół b. komendanta Okręgu Białostockiego ZWZ/AK, płk. Władysława Liniarskiego „Mścisława”, obszerny tekst „Ruch oporu w latach 1939-1941 na Białostocczyźnie”, do dzisiaj podstawowy, choć prowizoryczny i nie pozbawiony licznych błędów, nie może być „alfą i omegą” (np. M. Gnatowski poza tę pracę w zakresie konspiracji właściwie nie wykracza), tym bardziej że ze względów cenzuralnych pomija on prawie całkowicie okres 1939-1941.

Pozostają więc „ostatni Mohikanie” i nieliczne dokumenty. Pozostaje często w formie nienaruszonej tamta ziemia: lasy, pola, wsie…

Badania, które rozpocząłem, bez szansy na legalną publikację ich wyników, w sierpniu 1982 r„ w poczuciu osobistego, wcale nie wyimaginowanego zagrożenia, dotyczyły początkowo tylko fragmentu ówczesnej rzeczywistości: partyzantki powrześniowej najpierw na Białostocczyźnie, później na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie. Dopiero wyjazdy do polskich archiwów w Londynie, dzięki stypendiom Społecznego Komitetu Nauki i Fundacji Lanckorońskich, pozwoliły na rozszerzenie problematyki na system okupacyjny, stosunki demograficzne i społeczne itp. Obszar południowej części powiatu augustowskiego eksplorowałem systematycznie w latach 1985-1990, już jako pracownik KUL-u, wykorzystując na to okres urlopowy i korzystając z poleceń najpierw ss. Urszulanek w Augustowie, a następnie moich kolejnych relacjonistów i znajomych. Wszystkim tym osobom, z s. Augustyną Pietrzak na czele, jestem serdecznie wdzięczny. Dzięki temu otrzymałem relacje kilkudziesięciu osób zaangażowanych w konspirację i partyzantkę lat 1939-1941 oraz osób będących świadkami ich walki. Są to przedstawiciele augustowskiej inteligencji, a przede wszystkim miejscowi rolnicy, ludzie skromni i prawdomówni, do których (krótkich często) relacji mam ogromne zaufanie. Cenię je za konkretność, a także trwającą kilkadziesiąt lat pamięć szczegółu, o wiele większą niż w zalewanych informacjami środowiskach miejskich. Relacje te uzyskiwałem krążąc na rowerze lub samochodem po wsiach tego regionu, czasem w towarzystwie ludzi życzliwych, czasem samotnie. Dlatego też w notce źródłowej zaznaczam nie tylko datę uzyskania relacji, lecz także miejsce. Po 1989 r. ośmieliłem się zdobywać informacje za pomocą korespondencji, wykorzystywałem też częściowo ankiety Związku Sybiraków. W efekcie powstał niepełny szkic, pełen luk i niedomówień. Nie moja to wina. Czytaj dalej Konspiracja na ziemi augustowskiej pod okupacją radziecką (1939-1941)

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Knut-Olof Falk w artykułach prasowych – część 2

W roku 1955, na Suwalszczyznę zjeżdża ekspedycja Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie pod kierunkiem dr. Jerzego Antoniewicza. Ekspedycja działa pod egidą Polskiej Akademii Nauk. W 1959 roku do prowadzenia badań w podsuwalskiej Szwajcarii zostaje zaproszony profesor Knut-Olof Falk, wraz z grupą studentów slawistyki Uniwersytetu w Lund. Od tej chwili tzw. Kompleksowa Ekspedycja Jaćwieska, będzie na długie lata związana z Suwalszczyzną.

W 1963 roku została zawarta umowa między Białostockim Towarzystwem Naukowym, Polską Akademią Nauk, ze strony polskiej, a Instytutem Szwedzkim i Uniwersytetem w Lund, ze strony szwedzkiej. Rozpoczął się, jak to żartobliwie nazywano, „drugi potop szwedzki”, który trwał do końca lat 70-tych XX wieku. W jednym z wywiadów, udzielonych Gazecie Białostockiej w 1961 roku, prof. Knut-Olof Falk powiedział: „Dziejom tej ziemi poświęciłem pół życia”, poświęcił go jednak znacznie więcej.

Jak widzicie, ostatnio zamieszczamy dużo informacji o prof. Falku, tak bardzo zasłużonego dla dziejów tej ziemi. Dlaczego? Za kilka dni rozwiążemy zagadkę.

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Knut-Olof Falk (1906-1990)

Poniższy tekst pochodzi z artykułu “Slawiści z Lund na polskiej ziemi” autorstwa Terho Paulssona z Lunds Universitet, który ukazał się w 2012 roku w XI zeszycie “Prac Komisji Historii Nauki Polskiej Akademii Umiejętności”. Przedruk za zgodą i z poprawkami autora.

Ryc. 1. Knut-Olof Falk

Knut-Olof Falk (ryc. 1) urodził się 19 kwietnia 1906 r. w majątku przy hucie szkła w miejscowości Hammar nad jeziorem Vättern w środkowej Szwecji. Po maturze studiował skandynawistykę i slawistykę na uniwersytecie w Uppsali.Fakt, że wybrał te dwa kierunki, sprawił, że wcześnie zapoznał się zarówno z Polską, jak i z Litwą. Pracował on mianowicie jako lektor języka szwedzkiego na uniwersytecie w Kownie wiosną 1932 r. oraz ponownie w latach 1934–1935 i1936–1937, a na Uniwersytecie Jagiellońskim w roku akademickim 1932/33. W Krakowie uczęszczał na wykłady profesorów Kazimierza Nitscha, Tadeusza Lehra-Spławińskiego i J. Żylińskiego.

 K.-O. Falk odbył swoje studia skandynawistyczne u profesorów Elofa Hellquista i Jörana Sahlgrena, dwóch nestorów szwedzkiej toponomastyki i twórców tzw. szwedzkiej metody w toponomastyce. Pobyt na terenie pogranicznym między Polską i Litwą przekonał Falka, że w nazwach wód tego regionu występuje pierwotne nazewnictwo bałtyckie, które później wskutek kolonizacji z Mazowsza iz Litwy zostało zeslawizowane lub zlituanizowane. W czasie wakacji w latach1934–1937 Falk mieszkał we wsi Meteliaĩ nad jeziorem Metelys w południowej części Litwy, u galmistrasa (zawodnika rybackiego[1]) Pranasa Pockevičiusa oraz u murarza Jana Nowosadki we wsi Magdalenowo nad Wigrami. Przez te lata zapisywał nazwy jezior i rzek, korzystając z pomocy miejscowych informatorów (ryc. 2-3), aby zgodnie z metodą Hellquista i Sahlgrena ustalić najstarsze formy nazw i dokonać obserwacji terenowych, co z kolei pozwoliło ustalić bałtycki (tj. jaćwieski) substrat[2] w nazwach miejscowych Suwalszczyzny. Ponadto w 1934 r. znalazł i sfotografował w warszawskich archiwach Akta kamedułów wigierskich – dokumenty te miały ogromną wartość dla jego dalszych badań.

Ryc. 2. Jeden z informatorów K.-O. Falka
Ryc. 3. Jeden z informatorów K.-O. Falka

Dysertacja

Zebrany materiał wraz z interpretacją etymologiczną danych nazw Falk przedstawił jako dysertację na stopień doktora na uniwersytecie w Uppsali w 1941 r.[3] Zdumiewający jest fakt, że jest to praca akademicka napisana po polsku w okresie, kiedy polskiego szkolnictwa wyższego nie było.Pokazuje niezbicie, że pierwotne nazewnictwo badanych terenów było bałtyckie[4]. Pierwszy tom dysertacji zawiera analizę nazw wszystkich jezior na terenach gmin Wigry i Huta z mikrotoponimią w postaci nazw toni rybackich włącznie[5]. W drugim tomie Falk reprodukował szereg dokumentów z XVI–XVII w., dotyczących terenów przez niego badanych, które sfotografował w 1934 r. w warszawskim Archiwum Skarbowym oraz w Bibliotece Ordynacji Krasińskich[6] (ryc. 4-5).

Ryc. 4. Strona tytułowa I tomu pracy K.-O. Falka

W roku 1942 K.-O. Falk tymczasowo objął katedrę filologii słowiańskiej na uniwersytecie w Lund, a w 1945 został mianowany profesorem nadzwyczajnym tegoż uniwersytetu.

Ryc. 5. Faksymile dokumentów w II tomie pracy K.-O. Falka Wody wigierskie i huciańskie

Przerwa w badaniach na Suwalszczyźnie

Wojna i wydarzenia polityczne sprawiły, że Falk musiał przerwać pracę w rejonie suwalskim aż do 1959 r. Po otrzymaniu doktoratu pracował nad inną kwestią toponomastyczną, mianowicie nazwami porohów dnieprzańskich, zapisanymi w dwóch wersjach przez bizantyjskiego cesarza Konstantyna Porfirogenetę w traktacie De administrandoimperio. Cesarz określa jedną wersję zapisów jako ρωσιστι (tj. w języku Rusi), a drugą jako σκλαβινιστι (tj. po słowiańsku). Ponieważ zapisy „w języku Rusi” mają wyraźny charakter skandynawski, stanowiły ważny argument w długotrwałej dyskusji nad pierwotnym znaczeniem „Ruś” oraz nad rolą Skandynawów w starszych dziejach Kijowa i państwa ruskiego w VIII–IX wieku[7]. Falk po wnikliwej analizie paleograficznej doszedł do wniosku, że „słowiańskie”nazwy zostały przetłumaczone ze swoich „ruskich” (tj. skandynawskich)odpowiedników. Uważa też, że w tym dokumencie mamy pierwsze świadectwa wyodrębnienia języka ukraińskiego od ogólnego wschodniosłowiańskiego.

Ryc. 6. Uczestnicy Kompleksowej Ekspedycji Jaćwieskiej w 1959 r.

Od lat 50. seminarium slawistyczne prof. Falka w niemałym stopniu było poświęcone kontaktom pomiędzy Skandynawią a Rusią. Brali w nim udział skandynawiści(prof. Ivar Lindqvist, prof. Sven Ekbo), finno-ugryści (prof. Julius Mägiste),historycy prawa (prof. Gerhard Hafstöm) oraz studenci prof. Falka. Szczególną uwagę poświęcono pochodzeniu nazwy „Ruś” i implikacjom znaczenia tej nazwy dla historii dawnego państwa kijowskiego[8].

Ryc. 7. Budynek szkoły podstawowej we wsi Jasionowo koło Suwałk
Ryc. 8. Knut-Olof Falk wraz z małżonką Dagmar Falk, którzy po przeprowadzonym wywiadzie postanowili pomóc gospodarzowi skosić siano przed nadchodzącą burzą.
Ryc. 9. Uczestnicy Kompleksowej Ekspedycji Jaćwieskiej w sali szkoły podstawowej w Jasionowie

Wznowienie badań na Suwalszczyźnie

Jak wspomniano, prof. Falk miał możliwość ponownego odwiedzenia Polski dopiero w 1959 r. Już w 1955 pod egidą PAN rozpoczęto obszerne badania terenów pojaćwieskich w okolicach Suwałk. W skład tzw. Kompleksowej Ekspedycji Jaćwieskiej wchodzili badacze z różnych dyscyplin: archeologii, antropologii,etnologii. W 1959 r. zaproszono prof. K.-O. Falka do zorganizowania sekcji językoznawczej tej ekspedycji.

Latem 1959 r. Falk wyruszył z paroma pomocnikami, studentami slawistyki z Lund (ryc. 6). Baza grupy mieściła się w szkole podstawowej we wsi Jasionowo koło Suwałk, będącej również mieszkaniem wiejskiego szewca Kazimierza Bagińskiego (ryc. 7). Przez miesiąc grupa ta pracowała w terenie (ryc. 8),mając głównie dwa zadania: uzupełnienie materiałów do nazewnictwa wodnego regionu oraz dokumentację okolicznych wsi pod względem etnograficznym i językowym.Współpraca w ramach Kompleksowej Ekspedycji Jaćwieskiej trwała kilka lat, póki trwały badania archeologów na cmentarzyskach i grodziskach pojaćwieskich (ryc. 9–10).

Ryc. 10. Uczestnicy Kompleksowej Ekspedycji Jaćwieskiej w sali szkoły podstawowej w Jasionowie
Ryc. 11. Podpisanie umowy między PAN i Białostockim Towarzystwem Naukowym a uniwersytetem w Lund oraz Instytutem Szwedzkim

Samodzielna ekspedycja szwedzka

W 1963 r. zawarto umowę między PAN i Białostockim Towarzystwem Naukowym z jednej strony, a uniwersytetem w Lund oraz Instytutem Szwedzkim[9] z drugiej (ryc. 11). Umowa ta umożliwiła dalszą pracę prof. K.-O. Falka i jego współpracowników na Suwalszczyźnie, a równocześnie corocznie dała naukowcom –przede wszystkim z Białegostoku – możliwość wyjazdu do Szwecji i nawiązania kontaktu z kolegami po fachu z uniwersytetu w Lund. Ekipa z Lund w latach 60.czasem liczyła do 15 osób. Oprócz wspomnianej szkoły wiejskiej we wsi Jasionowo grupa była również zakwaterowana w sąsiedniej wsi Szwajcaria w barakach postawionych przez Białostockie Towarzystwo Naukowe w czasie wykopalisk (ryc. 12). Praca terenowa na Suwalszczyźnie dała studentom z Lund wyjątkową okazję poznania polskiego regionu, w tym czasie rzadko odwiedzanego przez obcokrajowców, i stanowiła dla nich silny bodziec do nauki języka polskiego. Od roku 1959 do późnych lat 70. ponad 100 osób brało udział w kierowanych przez Falka ekspedycjach.

Szwedzka metoda badań terenowych

Prof. Falk sam pisze o tej metodzie:

Toponomaści szwedzcy używają żartobliwie terminu „metoda gabinetowa” w wypadku, gdy badacz nazw miejscowych siedzi spokojnie przy biurku, zupełnie odcięty od swego terenu badań – i fabrykuje czysto formalne, etymologiczne objaśnienia badanych przez siebie nazw.
Nowoczesna toponomastyka przenosi wielką część pracy etymologicznej z biurka w teren, w rzeczywiste warunki przyrodniczo-krajobrazowe, i dąży do poznania możliwie wszystkich czynników – nie tylko natury formalnej, ale również konkretnych realiów, które wpłynęły na powstanie i rozwój danej nazwy.
Badacz nazw miejscowych powinien zdać sobie sprawę z tego, że najważniejszym chyba czynnikiem w jego pracy polowej jest informator[10].

Można powiedzieć, że badania terenowe prowadzone przez Falka w latach 30.,a później w ramach Szwedzkiej Ekspedycji Jaćwieskiej, opierają się na trzech filarach, którymi są: 1) informacje zaczerpnięte od mieszkańców dobrze obeznanych z badanymi obiektami terenowymi; 2) dokładne, i często bardzo żmudne, penetrowanie terenu, aby ustalić, czy hipoteza co do pochodzenia i danej nazwy jest słuszna; 3) studium źródeł historycznych, które świadczą o dawniejszych postaciach danej nazwy.

Ryc. 12. Baraki Białostockiego Towarzystwa Naukowego we wsi Szwajcaria
Ryc. 13. Pobieranie próbki ziemi z użyciem wiertła limnologicznego

Obserwując obiekty terenowe, badacz musi starać się widzieć je z tej samej perspektywy, co ludzie, którzy jako pierwsi nadali im nazwy. Aby podbudować hipotezy, prof. Falk niekiedy korzystał z metod nietradycyjnych w toponomastyce. Na przykład czasem brano próbki gleby wiertłem limnologicznym,aby ustalić rozmiar i kształt istniejącego niegdyś bagna (ryc. 13).

Ryc. 14. Mapka sytuacyjna okolic ujścia Klonownicy i Rospudy

Podam tu kilka konkretnych przykładów ilustrujących, jak prof. Falk zastosował postulaty metodologiczne swoich mentorów – profesorów Hellqvista i Sahlgrena. Klonownica oraz Rospuda (ryc. 14) Najstarszy znany zapis nazwy rzeczki Klonownica pochodzi z Regestru sPisaniaIezior…[11], gdzie występuje ona w formie Klienowica. Osobliwą cechą tej rzeczki jest, że na wiosnę zmienia kierunek i płynie nie do jeziora Rospuda, lecz z Rospudy do jeziora Białe. Ta obserwacja dała prof. Falkowi powód, aby wiązać nazwę z bałtyckim klein-, m.in. w litewskim kleinĩus ‘osoba, która chodzi, kołysząc się’.

Zmiana biegu rzeczki Klonownica wiąże się bezpośrednio ze stanem wody w jeziorze Rospuda i ten fakt jest podstawą również nazwy rzeki i jeziora Rospuda[12]. Nazwa w Regestrze sPisania Iezior… ma postać Dowspuda. Falk rekonstruuje ją jako *Dau-spūda, gdzie pierwszy człon dau- znaczy ‘dużo’, ‘mocno’. Drugi człon łączy z litewskim spūdà, spū̃dis ‘ciśnienie, naciskanie’. Uzasadnienie Falka oparte na faktycznym zjawisku w terenie brzmi:

W czasie odwilży wiosennej wzbiera Rospuda czasem gwałtownie i poziom jej może się podnieść około jednego metra, m.in. przy uroczysku Święte Miejsce, gdzie wpada do niej rzeczka Jałówka. Wezbrane wody Rospudy „ciskają” tak mocno, że przegradzają one drogę Jałówki, która zmienia kierunek prądu i płynie z powrotem do jeziora Jałowe[13].

Dowcień

Na Suwalszczyźnie są dwa jeziora o tej nazwie: jedno w pobliżu Sejn, a drugie niedaleko Wigier. Pierwsze z nich jest wymienione w dokumentach z 1559r. jako Довтенисъ lub Dowtheni. W Regestrze sPisania Iezior… mamy zapis ieziorko Dolcienis[14]. Falk rekonstruuje nazwę jako *Dau-ten-is, gdzie pierwiastek ten- jest ten sam, co w lit. tenéti ‘krzepnąć’. Tu jeszcze raz wywód Falka ma oparcie w warunkach terenowych:

Według moich informatorów Dowcień sejneński zamarza wcześniej niż inne jeziora w najbliższej okolicy. Dowcień k. Wigier w suw. zamarza również wcześniej niż wszystkie jeziora wigierskie; można też wcześniej jeździć końmi i sankami na Dowcieniu niż na innych jeziorach wigierskich[15].

Szczeberka

W Regestrze sPisania Iezior… znajdujemy zapis na Sciebrze rzeccze. Ta rzeka dzisiaj nosi nazwę Szczeberka. W dokumencie z 1547 r. jest zaświadczona jako Stebra. Wśród starych mieszkańców okolicznych wsi Falk zanotował też formę Szczebra jako określenie najszerszej i najgłębszej części rzeki Szczeberka. Falk widzi w tej nazwie pierwiastek steb-/stab- ‘kamień’. Potwierdzenie znalazł w terenie, wędrując wzdłuż całego biegu rzeki od źródeł do ujścia (ryc. 15). Na podstawie własnych obserwacji podaje:„Na środkowych odcinkach biegu rzeki dno i brzegi Szczeberki są przepełnione kamieniami”[16]. W innym miejscu Falk oświadcza, że dno Szczeberki przypomina „brukowany chodnik”.

Ryc. 15. K.-O. Falk w czasie wędrówki wzdłuż biegu Szczeberki

Al͂nas (pol. Hołny)

Jest to jezioro położone w powiecie sejneńskim na wschód od jezior Gaładuś, Dusalis i Stabingis. Słynny baltolog K. Būga wysunął trzy możliwe interpretacje tej nazwy: 1) pierwiastek *el-, *ol- ‘ciec’; 2) el- ol ‘zgiąć’; 3) nazwa jest utworzona ze staroprus. apelatywu alne ‘jeleń’[17]. Lecz Būga nie ustalił, która z tych hipotez jest najsłuszniejsza.I tutaj zebrane przez Falka dane z terenu i od informatorów przychodzą z pomocą. Informator Stanisław Marcinkiewicz (litewskojęzyczny), mieszkający w odległości półtora kilometra od jeziora Al͂nas, objaśnia:

Al͂nas, do jeziora Al͂nas wpadają dwie rzeki: 1) z jeziora Gaładuś, przez wieś Dusznica; 2) z jeziora Okmiany (na Litwie), przez wieś Kalwiszki. Z jeziora Al͂nas wypływa rzeczka, przez wsie Ogrodniki i Hołny, i płynie do jeziora Zapsys na Litwie. Bieg rzeczki widać bardzo wyraźnie wzdłuż całego jeziora, bo prąd jest przez całą długość jeziora. Prąd ten uwidacznia się szczególnie, kiedy jezioro zamarza i lód jest jasny. Prąd rzeczki nie jest równy – jest dość kręty, nawet interesuje to wielu ludzi – dlaczego rzeczka płynąca przez jezioro jest taka kręta[18].

Ryc. 16. Szkic jeziora Hołny z zaznaczonym przebiegiem prądów sporządzony przez S. Marcinkiewicza

Gospodarz S. Marcinkiewicz sporządził Falkowi ręczny szkic, gdzie precyzyjnie zaznaczył „prąd” (ryc. 16). W świetle tych informacji Falk wywodzi nazwę Hołny (lit. Al͂nas) z pierwiastka al– (lit. ol-), tj. zgodnie z pierwszą z trzech hipotez Būgi. Jest to tzw. jezioro przepływowe. Szczególnie ważne w tym kontekście jest to, że informator podkreśla, że ten „prąd” rzuca się mieszkańcom w oczy.

Te nieliczne przykłady nazewnictwa zbadanego przez Falka podaję tu nie po to, aby relacjonować szczegóły jego analiz etymologicznych. Mają one służyć wyłącznie jako ilustracja specyfiki tzw. szwedzkiej metody toponomastycznej,stworzonej przez profesorów E. Hellquista i J. Sahlgrena, a stosowanej przez prof. Falka na terenach pojaćwieskich zarówno w latach 30., jak i od 1959 r. w ramach Szwedzkiej Ekspedycji Jaćwieskiej. W latach 1934–1937 Falk wędrował,jeździł na rowerze lub pływał kajakiem w poszukiwaniu informatorów i dla zbadania terenu, powojenne „ekspedycje” miały do dyspozycji samochody i sprzęt techniczny, np. magnetofony. Lecz zasady sformułowane przez wczesnych mentorów Falka były w obydwóch wypadkach podstawowe: 1) najważniejszy w pracy toponomastycznej jest informator[19];2) niezbędna jest wnikliwa obserwacja warunków terenowych[20].

Ryc. 17. K.-O. Falk z Albertem Koncewiczem

Czytelników zainteresowanych kolejnymi przykładami metod stosowanych przez prof. K.-O. Falka odsyłam do jego analizy nazw wszystkich ok. osiemdziesięciu jezior występujących w dokumencie Regestr sPisania Iezior…[21].

*

Knut-Olof Falk sprawował funkcję profesora przy katedrze slawistyki w Lund od 1945 do 1972 r. Przyznano mu dwa doktoraty honoris causa w Polsce: na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Otrzymał sześć polskich orderów, m.in. Amicus Poloniae[22].

Ryc. 18. Mapa jeziora Wigry zamieszczona w artykule K.-O. Falka Kilka uwag o metodyce badań toponomastycznych

Pracował nad swoimi materiałami z Suwalszczyzny jeszcze przez wiele lat po odejściu na emeryturę. Miał na Suwalszczyźnie wielu przyjaciół, z którymi utrzymywał kontakt. Można bez przesady twierdzić, że Suwalszczyzna stała się jego drugim domem. W 1988 r. został opublikowany w czasopiśmie „Jaćwież” list prof. Falka do pana Jana Wojtycha z Suwałk, w którym autor pisze: „Bardzo bym chciał jeszcze raz powrócić na Suwalszczyznę. Jeszcze raz zobaczyć jeziora i lasy…Miałem tam przecież tyle niezapomnianych przeżyć. Również uczestnicy naszej ekspedycji mają wiele sentymentu dla tej pięknej części Polski”[23]. Życzenie, które wyraża w tym liście, jednak nie spełniło się. Zmarł 31 stycznia 1990 r. w swoim domu, w wieku 84 lat.

Ryc. 19. Odsłonięcie pomnika poświęconego K.-O. Falkowi i Dagmar Falk (1992 r., Suwałki)

W 1992 r. przed gmachem Muzeum Okręgowego w Suwałkach odsłonięto pomnik,dłuta Andrzeja Strumiłły, w postaci głazu z wyrytym tekstem, który napisany stylizowanym pismem runicznym upamiętnia prof. K.-O. Falka i jego małżonkę, panią Dagmar Falk, która od 1959 r. zawsze towarzyszyła mężowi w każdej wyprawie na Suwalszczyznę, odgrywając przy tym ważną rolę organizacyjną (ryc. 19).

W 2007 r. zbiór fotokopii dokumentów ze spalonych podczas wojny warszawskich archiwów (tzw. „zbiór Falka”) oraz wszystkie inne materiały związane z pracą prof. Falka i reszty ekipy na byłych terenach jaćwieskich zostały przekazane Muzeum Okręgowemu w Suwałkach podczas uroczystości w Konsulacie Rzeczpospolitej Polskiej w Malmö. Inicjatywą tą pani Dagmar Falk spełniła życzenie męża co do dalszych losów tych zbiorów. Przy tej okazji prezydent Suwałk wraz z przewodniczącym Rady Miejskiej wręczył pani Dagmar Falk dyplom Honorowego Obywatela Miasta Suwałki (ryc. 20).

Ryc. 20. Dagmar Falk odbiera dyplom Honorowego Obywatela Miasta Suwałki

[1] Zawodnik rybacki to doświadczony rybak, który kieruje ekipą przy połowach z dużym niewodem – siecią długości do kilkuset metrów przeciąganą albo pod lodem w zimie, albo z łodzi w lecie. Połowy dużym niewodem praktykowane były na jeziorach suwalskich i augustowskich jeszcze w latach 60.XX wieku.

[2] Zob. bliżej: K.-O. Falk, Uwagi o jaćwieskim substracie hydronimicznym na Suwalszczyźnie, „Rocznik Białostocki”(Warszawa) 1981, t. XIV, s. 29–48.

[3] Wody wigierskie i huciańskie, t. I: Studium toponomastyczne (s. 248), t. II: Źródła rękopiśmienne (91 faks.), Uppsala1941.

[4] Ten fakt wzbudził niemałe oburzenie władz niemieckich,które zwróciły się do szwedzkiego MSZ z żądaniem, aby obrona pracy K.-O. Falka się nie odbyła – ustna informacja od pani Dagmar Falk, Małżonki prof. Falka.

[5] Toń – miejsce na jeziorze, gdzie zgodnie z doświadczeniem rybaków ciągnie się niewód przy połowach. Każda toń ma nazwę, która w większości wypadków wskazuje na punkt orientacyjny na brzegu.

[6] Oryginały tych i innych dokumentów sfotografowanych przez Falka spaliły się w czasie wojny. Jego fotokopie w 2007 r. zostały przekazane Muzeum Okręgowemu w Suwałkach.

[7] K.-O. Falk, Dnjeprforsarnas namn i kejsar Konstantin VII Porfyrogennetos’ De administrando imperium, Slaviska och Baltiska Studier 1, Lund 1951 (s. 304).

[8] Wymienię tu kilka prac powstałych w kręgu seminarium prof. Falka: K.-O. Falk, Kilka uwag o nazwie Ruś, „Lingua Posnaniensis” 1968, t. XII/XIII, s. 9–19; S. Ekbo, L’étymologiedu mot finnois Ruotsi ’Suède’, „Acta Baltico-Slavica” 1992, t. XXI, s. 93–96; J. Callmer, Some archeological remarks on the Rus’-problem, „Acta-Baltico Slavica” 1992, t. XXI, s. 109–113; S. Ekbo, FinnishRuotsi and Swedish Roslagen – what sort of connection?, „MediaevalScandinavia”, nr 13, s. 64–69; S. Ekbo, Omortnamnet Roden och därmed sammanhängande problem. En översikt från nordisk synpunkt, „Arkiv för NordiskFilologi” 1958, nr 73, s. 187– 199; J. Mägiste, Fi. Ruotsi,estn. Rootsi m.m. i de finsk-ugriska språken,„Arkiv för Nordisk Filologi” 1958, nr 73, s. 200–209;K.-O. Falk, Altruss. Sineus, „Jahrbücher för Geschichte Osteuropas”1986, nr 34, z. 3, s. 349–353; A.Thulin, The Rus’ ofNestor’s Chronicle, „MediaevalScandinavia”, nr 13, s. 70–96; S. Ekbo,Die Etymologie desfinnischen Ruotsi ‘Schweden’, „Geschichte Osteuropas” 1986, neue Folge,t. 34, z. 3, s. 354–356.

[9] Szwedzki urząd państwowy ds. wymiany kulturalnej z zagranicą.

[10] K.-O. Falk, Kilka uwag o metodyce badań toponomastycznych, „Rocznik Białostocki” 1981, nr 14, s. 297–304.

[11] Regestr sPisania Iezior Ie Kro. M. ku Niewodnicthwu Grodzienskiem y Przelomskiego naliczących […] roku1569 (fotokopia w zbiorach Falka, od 2007 r. w Muzeum Okręgowym w Suwałkach).

[12] Trzy różne obiekty noszą nazwę Rospuda: 1) jezioro na północny-zachód od miasta Filipów; 2) rzeka stanowiąca odpływ tego jeziora; 3) jezioro w Augustowskiem. Oprócz tego istnieje też miejscowość Dowspuda.

[13] K.-O. Falk, Regestr sPisania Iezior… Roku 1569, „Acta Baltico-Slavica” 1976, t. X, s.105–106, 120–121.

[14] Falk zanotował przy Dowcieniu sejneńskim miejscową wymowę

[dołkćeń]

[dołćeń] i uważa, że chodzi tu o zeslawizowane postaci nazwy.

[15] K.-O. Falk, Regestr sPisania…, s. 135.

[16] Tamże, s. 125.

[17] Podaję za: K.-O. Falk, Nazwa jeziora Al͂nas, pol. Hołny, i inne spokrewnione nazwy, „Acta Baltico-Slavica” 1976, t. X, s. 191.

[18] Cytat jest tu podany w polskim tłumaczeniu Falka. Wywiad z p. Marcinkiewiczem przeprowadził Falk – jak zawsze z mieszkańcami litewskojęzycznymi – po litewsku.

[19] Z niektórymi informatorami prof. Falk był w bardzo zażyłych stosunkach i wracał do nich co roku, np. do zawodnika rybackiego Alberta Koncewicza w Zakątach k. Wigier, który służył mu jako informator jeszcze przed wojną (ryc. 17).

[20] Falk pisze np. o tym, jak w roku 1936 przekonał się o słuszności swej hipotezy, że nazwę jeziora Wigry (Vingry u Długosza) należy zestawić z litewskim przymiotnikiem vingrùs ‘kręty, zygzakowaty’:„Pewnego pięknego lipcowego dnia postanowiłem pojechać kajakiem z północnego końca jeziora do południowego końca, aby zbadać konfigurację linii brzegowych.Pamiętam jeszcze żywo swoje wrażenia z tego zetknięcia się z Wigrami. Pogoda była świetna. Wycieczka wspaniała i niezapomniana. Wielokrotnie zdawało mi się,że już jestem u kresu podróży. Ciągle jednak pojawiały się nowe cyple – nowe kształty brzegu. Krętość jeziora była uderzająca. Po ominięciu któregoś z rzędu przylądka – otwierała się przede mną znowu rozległa perspektywa na jakiś nowy »płos« czy na jakąś zatokę. Niemal każdy, kto udaje się na wody jeziora Wigry idobrze je pozna, nie może nie zauważyć, że jest to rzeczywiście jezioro o nadzwyczaj krętych brzegach” K.-O. Falk, Kilka uwag o metodyce…, s. 301 (por. ryc. 18).

[21] 47 K.-O. Falk, Regestr sPisania Iezior…, s. 89–179. W tym samym tomie opublikowane zostały również cztery inne jego prace:Jeszcze raz o nazwie Wigry; Nazwy jeziora Al͂nas, pol. Hołny, i inne spokrewnione nazwy; Bal͂tajis Bìlsas, Juo͂ dajis Bìlsas, Bil͂sinyčia iinne spokrewnione hydronimy, oraz Okmin–Okminek iinne „pary hydronimiczne”. O deminutywach w nazwach miejscowych, s. 181–217.

[22] Przyznano mu również order Lew Finlandii za jego starania o otwarcie katedry finno-ugrystyki na uniwersytecie w Lund.

[23] Cytuję tu za: Knut-Olof Falk (19061990) badacz Suwalszczyzny z Lund, http://www.dziecionline.pl/Suwalki/ludzie/falk.htm.

 
Opublikowano 6 komentarzy

Knut-Olof Falk w artykułach prasowych – część 1

Zapewne wielu z Was słyszało o wielkim przyjacielu Polski ze Szwecji, Knutcie-Olofie Falku? Urodził się w 1906 roku w Hammars Glasbruk w prowincji Narke w Szwecji. Już jako student Uniwersytetu w Uppsala, zainteresował się językami słowiańskimi i bałtyckimi. W roku 1931 podjął studia nad językiem polskim w Warszawie. W latach 1933-34 był lektorem języka szwedzkiego na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie. Uczęszczał wtedy na zajęcia wybitnych polskich językoznawców m.in. Kazimierza Nitscha i Tadeusza Lehra-Spławińskiego. W następnych latach rozpoczął badania terenowe na Suwalszczyźnie. Specjalizował się w toponomastyce, czyli nauce o nazwach miejsc. Na naszych terenach przebywał wiosną i latem 1934 roku, oraz latem w 1936 i 1937 roku. Swoje badania terenowe wzbogacał badaniami w archiwach i bibliotekach, szukając materiałów dotyczących Suwalszczyzny i robił z nich fotokopie. To dzięki niemu w postaci bardzo dobrej jakości fotokopii, zachowały się bezcenne dokumenty, których oryginały uległy zniszczeniu podczas II wojny światowej, m. in. z Biblioteki Ordynacji Krasińskich. W 1938 roku, przy Uniwersytecie w Sztokholmie powstało Towarzystwo Naukowe Polsko-Szwedzkie. Wydawało ono biuletyn „Svio-Polonica”. To w tym piśmie K. O. Falk opublikował w 1939 roku artykuł w języku polskim, opracowanie najstarszego Regestru Jezior Suwalszczyzny. Na uniwersytecie w Uppsala Falk współpracował i zaprzyjaźnił się ze Zbigniewem Folewskim, polskim językoznawcą i lektorem języka polskiego.

W 1941 roku został doktorem na Uniwersytecie w Uppsala, jego dwutomowa praca doktorska miała tytuł: “Wody wigierskie i huciańskie. Studium toponomastyczne” i zawierała unikalne fotografie materiałów źródłowych z Biblioteki Krasińskich, które zostały zniszczone w czasie II Wojny Światowej. Praca wydana w języku polskim, spotkała się z ostrym protestem hitlerowskich Niemiec, co łączyło się z wystawieniem noty dyplomatycznej do rządu Szwecji. Nic jednak nie wskórali. Z tej pracy korzystali po wojnie chyba wszyscy polscy regionaliści, interesujący się historią Suwalszczyzny i Augustowszczyzny. Niestety, w Polsce jest tylko kilka egzemplarzy tej książki. W tym jeden egz. jest własnością naszego stowarzyszenia.

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Ciekawy zapis z Księgi Cyrkularza parafii Jaminy

Ciekawy zapis z księgi Cyrkularza parafii Jaminy, jednakże trudny do odczytania.

Tekst z którym zmierzyli się Zbyszek Mierzejewski i Daniel Paczkowski ma obecnie postać następującą:

“No. 50 Jaminy, dnia 27 stycznia 1843 roku

Konsystorz Jeneralny Augustowski

Do WJX Makowskiego Kanonika Katedralnego Dziekana Jeralnego Augustowskiego

Sąd Policji Rządowej Wydziału Łomżyńskiego p????? od???? daty 26.12.1842 / 07.01.1843 roku Nr 299 zostało obwieszczenie treści następującej: na dniach 11/23 listopada b.r. znalezione zostało za Wsią Piątnicą w odległości kilka wiorst od Łomży w bliskości drogi bitej obnażone ciało bez głowy odciętej w połowie grudnia tego roku .wer…że Cydzyńskiej koło drogi bitej stojącej; w studni wydobyto głowę do tułowia poprzednio wynalezionego pasującą. Nadto wydobyto siwy sukman od samodziału w tyle p….t….zeby napradewiata? ślady mający, Kamizelką perkalową w paski ????? i kwiatki okoła oraz dzi..rcedowego kroju w którym znajdowało się dłutko bez rękojeści spodnie płócienne ?????? …polskim(…paskiem) na przodzie, koszulę z grubego płótna, mocno zażółkłą czapkę czworokanciastą z czarnym sukiennym wierzchem i czarnym ordynaryjnym barankiem, tudzież kruj…. ????? wkoło półtora łokcia trzymającą. ?????? Sądowego Zwłoki domniemywają … zamordowanym być miał Kazimierz Marcinkowski na dniach 16/27 października z domu badania w Łomży zbiegły lat 28 mający, katolik rodem w Tykocina twarzy okrągłej nie…iwnych włosów blond wzrostu wysokiego którego ubrania w chwili ucieczki, surdut sukienny (?) jasno granatowy, spodnie płócienkowe w paski, kamizelka sukienna czarna, kozackie buty, furażerka z daszkiem składały, a gdy wykrycie właściciela rzeczy opisanych bądź miejsca gdzie domniemywany Kazimierz Marcinkowski rysopisem ubity przebywał, osób z któremi go widziano stanowi ważną poszlakę … … … morderstwa Przeto … WJX Kanonika Dziekana Aby Plebanowi, Rządcom Kościołów Parafialnych w obrębie swego Dekanatu Obwieszczenia z Ambon dokładnie wygłosić polecił i … ? czasie tak interesującey okoliczności jakiego bądź objaśnienia oraz do śledztwa … wymienionemu w Łomży przedstawił, a tu w ogłoszeniu skutku w owym czasie Rapport złożyć nie omieszkał.”

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Pamiętnik z Raczek – 1996

Izrael Berwald (1911-2002)

 (Niemal cała rodzina Izraela nie przeżyła Holokaustu. Pomimo tej bolesnej straty, Berwald zachował miłe wspomnienia z dzieciństwa oraz młodości w Raczkach i chce się z nami nimi podzielić)

Urodziłem się w Raczkach w marcu 1911 roku, jako syn Jozuły, zaś wnuk Mordocheusza oraz Fani z domu Stryjew. Rodzina Stryjew pochodziła z Olity oraz rejonu Grodna, lecz przynajmniej cztery pokolenia Berwaldów pochodziły z Raczek, włączając mnie, a zaczynając od mego pradziadka Abrahama Izaaka, który urodził się w Raczkach około roku 1830. Mój poród odebrał miejski felczer Kuperman, który nie tylko uczestniczył w narodzinach, ale także stawiał „bańki” oraz przeprowadzał drobne operacje.

Moje wczesne dzieciństwo spędziłem na farmie w Koniecborze, którą moja rodzina kupiła ze sprzedaży innego gospodarstwa oraz z dochodów z przemytu pruskich chłopców przez granicę, którzy chcieli uniknąć służby wojskowej. W naszym gospodarstwie uprawiano: owoce, orzechy, żyto, pszenicę, jęczmień, buraki, ogórki, różne odmiany ziemniaków oraz hodowano kury, gęsi i indyki. Na farmie pracowało wielu Polaków, którzy rozwijali produkcję, zaś mój ojciec zajmował się handlem, włącznie z eksportem za granicę. W sumie miałem bardzo radosne dzieciństwo kiedy to uczęszczałem do szkoły w Raczkach.

Po pierwszej wojnie światowej, we wczesnych latach 20-tych, nasze ziemie uległy parcelacji, czyli rządowym podziałom gruntów majętnych gospodarzy, które następnie były rozdysponowane chłopstwu. Nasza rodzina zmuszona była do powrotu do Raczek. Mój ojciec zajął się sprzedażą artykułów przemysłowych w spółce z Herszelem Nusbaumem. W późniejszym okresie ojciec i Nusbaum dołączyli do spółki Jakuba Mariańskiego. Nasz dom umiejscowiony był w kamienicy w obrębie rynku, dwa lub trzy mieszkania od piekarni Dawida Frenkela. Nasz sklep znajdował się w przedniej części mieszkania, a drzwi wychodziły bezpośrednio na rynek.

Moja wczesnoszkolna edukacja odbywała się w szkole Chaima Golda, następnie zaś uczęszczałem do gimnazjum w Suwałkach oraz do szkół w Grodnie i Wilnie. Szkołę ukończyłem zdobywając maturę, co pozwoliło mi złożyć dokumenty na uniwersytet. Zdecydowałem się pójść na medycynę i wyższe nauki pobierałem w szkołach medycznych we Francji i Szwajcarii, zaś dyplom obroniłem w szkole w Genewie, we Włoszech. Ożeniłem się z Fanią Kac z Łomży w roku 1933. Poznaliśmy się właśnie w Łomży na ślubie Julisza Kaca i Kali Mariańskiej z Raczek. Kala była córką Jakuba Mariańskiego, wspólnika mego ojca, który był również jego szwagrem. Rodzicami Fani byli Jakub ben Izaak Mayer Kac z Łomży oraz Róża bat Borys Kabakeris pochodząca z Mariampola. Po naszym ślubie mieszkaliśmy jakiś czas we Włoszech, a później w Łomży oraz Wilnie. Imałem się różnej pracy w oczekiwaniu na pozwolenie do praktykowania medycyny jako żydowski doktor w Polsce. Od czasu do czasu wracałem też do rodzinnych Raczek.

W roku 1938 brat mojego ojca – Paweł, zapewnił mi okazję by wyjechać do Stanów Zjednoczonych. Do tego czasu stawaliśmy w obliczu narastającego niepokoju politycznego oraz pogłębiającego się antysemityzmu. Przybyliśmy do St. Louis w Missouri w kwietniu tegoż roku. Wkrótce zapisałem się na program szkolenia rezydentów, zaś następnie otworzyłem prywatny gabinet. Na emeryturę przeszedłem w zeszłym roku, w wieku 84 lat.

Posiadam mnóstwo rozmaitych wspomnień z Raczek. By je przedstawić w lepszym świetle, zrecenzowałem artykuł Abrahama Klimana, który opublikowany był w Księdze wspomnień z Suwałk i okolic w roku 1961. Postanowiłem rozbudować informacje o rodzinach i osobach tam wspomnianych. Mam nadzieję, że moje adnotacje przedstawią szeroki obraz życia w Raczkach w czasach kiedy tam żyłem, czyli w latach 1911-1930.

Społeczność

Izrael Aronson – szechita, hazan (rzeźnik rytualny bydła i drobiu), mohel (zajmujący się obrzezaniem). Wyedukowany w kierunku prawa żydowskiego, miły człowiek o dużym  poważaniu w społeczności . Miał przyjemny głos, który cieszył każdego podczas wspólnego śpiewania z synagodze. Przypominam sobie, że Izrael posiadał dwa bardzo ostre noże do wykonywania pracy szechity, które testował na paznokciu palca u dłoni, tak by sprawdzić, czy nie ma żadnych niedoskonałości na ostrzu, które mogłyby spowodować większe cierpienie zabijanych zwierząt.

Chaim Gold – nauczyciel. W Raczkach były trzy żydowskie szkoły. Jedną z nich prowadził Gold. Pozostałe to: najstarsza szkoła Kurczzeika, do której uczęszczał mój ojciec oraz szkoła Pilcelnego. Dzieci uczęszczały do tych szkół od przedszkola, aż do Bar micwy. Gold był dobrym nauczycielem, którzy niezbyt często bił dzieci (ta metoda była normą w ówczesnych czasach). Za każdym razem uciekałem z lekcji, kiedy tylko Gold wspomniał memu ojcu o tym, że mój sukces w nauce słów modlitwy Kadysz (jedna z najważniejszych i najczęściej odmawianych modlitw w liturgii żydowskiej), to będzie cud. Szkoła mieściła się w jednym pomieszczeniu naprzeciw mieszkania Golda, zaś każdy poziom nauczania, to była oddzielna ławka, która zwaliśmy „kita”. Dom Chaima Golda mieścił się tuż przy głównym rynku. Chaim miał dwóch synów- rudowłosego Welwela i Labela.

Eliasz Iwaszkowski – wysoki, pełny szacunku mężczyzna, który mieszkał na ulicy Suwalskiej. Przypominam sobie jego córkę Helke. W szabas Eliasz czytał na głos Torę i słynął ze świetnej intonacji.

Natan Rosenfeld – właściciel sklepu odzieżowego. Miał dwójkę dzieci. Syn Baruch przeżył Holokaust i był inżynierem w Atlancie w stanie Georgia. Baruch był jednym z moich najlepszych kolegów. Rosenfeld miał również córkę Malkę, która wyszła za mąż za miejscowego lekarza. Niestety, ale jego nazwiska nie pamiętam.

Jakub Mariański – właściciel młyna zbożowego w Raczkach. Był wspólnikiem mego ojca i zarazem jego szwagrem, gdyż ożenił się z ojca siostrą- Chają. Mieli szóstkę dzieci. Tylko Dora przeżyła wojnę, gdyż wyemigrowała do Argentyny, gdzie miała czwórkę dzieci.

Herszel Nusbaum – był również wspólnikiem mego ojca, ale wyemigrował do Chicago przed wybuchem wojny. Z tego co wiem, niektóre z jego dzieci żyją w Stanach Zjednoczonych do dziś. Jego żoną była Gitel (Gitka).

Pinchas (Pine) Rubenstein – żył przy rynku, pierwszy dom za rogiem. Jego syn Ben-Tzion, który uczył się w Czechosłowacji w szkole medycznej, prawdopodobnie nie przeżył wojny.

Juda Krupiński – jego ojciec był miejscowym kupcem rybnym. Skupował ryby od rybaków poławiających w rzece oraz okolicznych jeziorach i sprzedawał na szabas na raczkowskim rynku. Jego syn Mojżesz wyemigrował do Meksyku i stał się bardzo znanym przedsiębiorcą. Z tego co mi wiadomo, Mojżesz nadal mieszka w Mexico City.

Dawid Frenkel – główny żydowski piekarz w miasteczku (w Raczkach było jeszcze kilku innych, polskich piekarzy). Jego dom mieścił się na rogu rynku i ulicy Suwalskiej. Miał dwóch synów- Uriego i Szlomę. Każdego ranka ustawiała się długa kolejka po pieczywo. W piątki społeczność przynosiła kugel i cymes do piekarni, tak by po wstawieniu do pieców chlebowych, były ciepłe i świeże w sam raz na szabas.

Izrael Margolis – właściciel sklepu z narzędziami, który prowadził swój punkt w części rynku zniszczonej podczas wojny. W tym miejscu obecnie znajduje się park. Jego trzy córki, Leja, Luba i Sara Sylwia szczęśliwie przeżyły wojnę. Dwie z nich żyją w okolicach Los Angeles, zaś jedna w Izraelu. Sara Sylwia wyszła za mąż za mojego kuzyna Shikę Mariańskiego.

Label Freiman – prowadził sklep wielobranżowy, który był najczęściej odwiedzanym miejscem przez miejscowych chłopców, od czasu, gdy miał dwie śliczne córki i przyjemny plac na świeżym powietrzu zaraz za sklepem. Imiona jego córek to Inda i Bela. Inda była moją pierwszą dziewczyną. Label miał również syna Izraela, który był moim przyjacielem. Izrael ukończył studia we Francji i został dentystą. Freimanowie mieszkali po tej stronie rynku, gdzie Margolisowie, czyli tej części która została zniszczona podczas wojny, a była vis a vis naszego mieszkania.

Saul Stalowski – on i jego brat Ruben mieszkali obok nas. Prowadzili sklep wielobranżowy. Saul opowiadał świetne dowcipy.

Motel Karabelnik – spostrzegawczy Żyd i przyjaciel mego ojca. Mieszkał w części rynku naprzeciw nas.

Elson – prowadzący aptekę zamożny Żyd. Miał syna i córkę, których imion nie pamiętam.

Izaak Leipuner – miał sklep przemysłowy w pobliżu rynku. Nie przypominam sobie imion jego dwóch córek.

Rodzina Lew – handlarze, którzy żyli na ulicy prowadzącej w kierunku Augustowa.

Szymon Berman – żył w Małych Raczkach i prowadził młyn wodny, który następnie dostarczał Raczkom prąd. Jedna z jego dwóch córek miała na imię Malki. Szymon był bardzo religijnym człowiekiem.

Rodzina Atimoni – handlarze i biznesmeni, którzy żyli w ostatnim domu przy drodze na Augustów.

Hirszfeld – prowadził karczmę i niewielka restaurację na rogu głównego rynku. Po jego śmierci punkt prowadziła jego żona Libetal.

Welwel Dworski – mieszkał za polską szkołą. Nie pamiętam czym się zajmował.

Abraham Teva – zabawna historia. Abraham był szechitą. Miał chorowita żonę imieniem Fejga Rifka, która była znana w miasteczku z przezwiska „Feyga Rifka mit di schwache hertz”. W przeddzień szabasu Fejga Rifka chodziła do piekarni i wybierała sobie chałkę. Następnie wychodziła ze sklepu, zostawiając zakup dla swojego męża, który musiał przynieść produkt do domu, gdyż jak twierdziła, jej serce było za słabe, by nosić jakiekolwiek przedmioty. Kobieta przeżyła Abrahama o co najmniej 10 lat.

Codzienność

Życie codzienne w Raczkach było podobne do większości małomiasteczkowych sztetlów w Polsce i skupiało się na prowadzeniu niewielkich biznesów, by zarabiać na życie. Dzieci wspólnie bawiły się na głównym rynku, bądź w domach sąsiadów, na polach wokół miasteczka,  jak i przy rzece. Raczki nie posiadały wodociągu, tylko studnie, a elektryczność pojawiła się dopiero po uruchomieniu elektrowni w Małych Raczkach. Domowe toalety nie istniały, a każdy rodzina posiadała własny wychodek, z nieodłączną gazetą, w wiadomych celach.

W czwartki odbywał się targ, kiedy to chłopi z okolicznych miejscowości przywozili furmankami swoje produkty na sprzedaż. Niemal wszystko było wyprzedawane już z rana i bardzo często zyski do wieczora były wydawane w pobliskich karczmach. Piątki spędzaliśmy szykując się na szabas. Moja matka cały dzień sprzątała i gotowała. Moimi ulubionymi potrawami były „grosse alke” (kluski ziemniaczane), kugel, cymes i smażone ryby, które łowiliśmy w rzece. Głównie szczupaki i okonie. O zmierzchu szamasz (bądź gabaj- skarbnik, opiekun, czyli urzędnik gminy żydowskiej, pełniący funkcję administratora synagogi) ,chodził od domu do domu i pukał w drzwi wołając „Alle yidden, zeit zu shul gehen” („Dla każdego Żyda czas  iść do synagogi”). I wtedy zaczynał się szabas. W sobotę rano wszyscy Żydzi zmierzali do synagogi, a następnie całe rodziny spożywały wspólnie obiad. Najbiedniejsi mieszkańcy miasteczka byli zapraszani do wspólnego posiłku, również przez mojego ojca. W niedziele nasze sklepiki były oficjalnie zamknięte, ale i tak często sprzedawaliśmy najpotrzebniejsze produkty, głównie miejscowym Polakom, lecz również i Żydom.

Religia była bardzo ważną częścią naszego duchowego, intelektualnego i społecznego życia w Raczkach. Synagoga umiejscowiona była w południowej części miasteczka i po części była drewniana, a po części murowana. Każdy z nas znał swoje miejsce w świątyni. Nasze miejsce było na bimie (podwyższone miejsce stawiane w centrum synagogi) przy wschodniej ścianie budynku. Siadaliśmy w tych samych miejscach odkąd moja pamięć sięga. Alija (wezwanie na bimę w synagodze do publicznego odczytania fragmentu Tory, uznawane za zaszczyt i wyróżnienie; żeby wejść na bimę najczęściej trzeba wspiąć się po kilku stopniach, stąd nazwa) były oparte na darowiznach licytowanych w synagodze podczas posługi. Najdroższe Alija przypadały na czas Wielkich Świąt Yamim Noraim. Podczas posługi mężczyźni modlili się na dole, zaś kobiety siedziały na górze i powtarzały słowa po kobiecie, która była wyznaczona i mogła czytać po hebrajsku. Moja prababcia Bryna była jedną z niewielu kobiet, które pełniły tą funkcję. Dzieci często bawiły się na placu przed synagogą, albo uczestniczyły z dorosłymi w posłudze. Nawiasem mówiąc, rodzina mojej prababki pochodziła z Augustowa.  Byli to Lewinsonowie.

Cmentarz ulokowany był na południe od miasteczka. Jak był pogrzeb, często były zbierane datki dla najbiedniejszych, jako część uroczystości pogrzebowej.

Jeśli chodzi o relacje z katolikami, to miałem wielu znakomitych przyjaciół jak mieszkaliśmy w gospodarstwie w Koniecborze. Chłopi szanowali mego ojca i wspólnymi siłami utrzymywali dobrze prosperujące gospodarstwo. W mieście jednak zdarzały się konflikty zazdrosnych chłopów, którzy byli ograniczeni tylko do prowadzenia niewielkich gospodarstw. Konflikty były głównie z żydowskimi sklepikarzami i rzemieślnikami. Zdarzały się również bójki miedzy nami, a katolikami. Pewnego razu przyłapaliśmy na gorącym uczynku rozrabiaków, którzy włamali się do synagogi, po czym zamknęliśmy ich w wychodku.

Byłem pytany, czy pamiętam, co stało się z lokalnymi księgami i dokumentami. Przypominam sobie, że podczas pierwszej wojny światowej spalono Urząd Stanu Cywilnego oraz wszystkie dokumenty i by potwierdzić  tożsamość oraz datę urodzenia młodych chłopców, musieliśmy jeździć do miast w asyście miejscowego lekarza, który zeznawał daty urodzenia. Ja byłem w Augustowie.

Moje wspomnienia z Raczek są bardzo miłe. Mam nadzieję, że przez te 59 lat życia w Stanach Zjednoczonych przekazałem całą esencję życia w Raczkach moim wnukom i prawnukom.

Luźne tłumaczenie z periodyku Landsmen z roku 1996 – Marcin Halicki. Zbiór zdjęć archiwalnych – Raczowskie Archiwalia.

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Krótki wywiad z Grzegorzem Krupińskim, autorem “Inwentarzy”

Niedawno Jamiński Zespół Indeksacyjny wydał cykl “Inwentarzy” w Opracowaniu Grzegorza Krupińskiego. Postanowiliśmy zrobić krótki wywiad z autorem, aby przybliżyć czytelnikom i sympatykom jego sylwetkę.

Jamiński Zespół Indeksacyjny: Gdy wpiszemy do wyszukiwarki internetowej „Grzegorz Krupiński”, w wynikach wyszukiwania na pierwszych pozycjach pojawią się „Inwentarze”. Co Cię skłoniło do opracowania tych Inwentarzy?

Grzegorz Krupiński: Zaczęło się dosyć banalnie i zwyczajnie. Chciałem pójść w swoich poszukiwaniach genealogicznych dalej i poszukiwałem takiego źródła, w którym wymienieni byliby wszyscy 18-wieczni mieszkańcy obszaru Suwalszczyzny. Niczego takiego nie znalazłem, więc postanowiłem wykonać takie opracowanie samodzielnie.

JZI: Czyli były luki w księgach metrykalnych?

GK: Księgi metrykalne najczęściej kończyły się na roku 1808 i nie bardzo było wiadomo co było wcześniej. Wymyśliłem więc sobie, że jeśli zbiorę informacje o wszystkich osobach mieszkających na danym terenie, będzie łatwiej ustalić miejsce pochodzenia wybranej rodziny.

JZI: Inwentarze są dokumentami o znaczeniu bardziej historycznym niż genealogicznym. To są spisy. Nie ma tam informacji o członkach rodziny lub są podawane sporadycznie.

GK: Nawet jedno wystąpienie nazwiska może być, przy braku innych dokumentów, cennym odkryciem, cenną informacją. Oczywiście wątek historyczny ma również ogromne znaczenia. Wiadomo – samo imię i nazwisko to nie jest informacja, której się szuka. Mnie interesuje również to, czym Ci ludzie zajmowali się, co robili, jak wyglądało ich życie. W Inwentarzach guberni szczeberskiej wymienione są całe rodziny, również dzieci. Ze względu na to, że niektóre prace polne wykonywane były przez dzieci, to była istotna informacja podatkowa. Z drugiej strony wiem, że regionalni historycy korzystają z moich opracowań i wyciągają z nich istotne dla siebie informacje.

JZI: Czy w starych dokumentach znajdujesz ciekawe informacje dotyczące dnia codziennego ówczesnych mieszkańców.

GK: Tak oczywiście. Szczególnie zapamiętałem obowiązek corocznego sadzenia krzewów i drzew owocowych przez gospodarzy około 1780, za którego nieprzestrzeganie były kary finansowe. Zarządzenie z tego samego okresu, mówiące o tym, że domy nie mogą być mniejsze niż podane wielkości, też wskazują na ówczesne preferencje.

JZI: Mieszkasz w Warszawie, ale Twoi przodkowie pochodzą z Suwalszczyzny. Nazwisko Krupiński pojawia się dość często w różnych indeksach z Suwalszczyzny. Opowiedz o swoich korzeniach.

GK: Z braku dokumentów nie mogę cofnąć się tak daleko jakbym chciał. Udało mi się dojść do końca 17 wieku. Związani byli z ośrodkami przemysłowymi w puszczy wokół Jeziora Wigry. Udało mi się powiązać rodziny z Wigier, okolic Sejn i Gawrych Rudy. Później, wraz z upadkiem przemysłu puszczańskiego zajęli się rolnictwem, ale już chyba nie ma nikogo, kto kontynuowałby działalność w tym kierunku.

JZI: Czy rzeczywiście opracowanie Inwentarzy umożliwiło Ci cofnięcie się w poszukiwaniach genealogicznych dalej w przeszłość?

GK: Jeżeli chodzi o moją rodzinę to jak dotąd nie, bo moja rodzina mieszkała na ziemiach zakonu kamedułów, a na razie opracowuję inwentarze dotyczące dóbr królewskich. Jest gubernia szczeberska, są starostwa grodzieńskie. W przygotowaniu inwentarze leśnictw, stanowiące również dobra królewskie. Dopiero później mam zamiar zająć się dobrami duchownymi i dobrami prywatnymi. Ciągle szukam dodatkowych materiałów w tym zakresie..

JZI: Wygląda to na lata pracy. Początkowo wydawałeś Inwentarze samodzielnie. Obecnie współpracujesz z Jamińskim Zespołem Indeksacyjnym jako wydawcą. Co sądzisz o tej współpracy?

GK: Powiem szczerze, że rewelacja! Odeszły mi obowiązki związane ze składem, drukiem, dystrybucją. Zyskałem parę godzin czasu tygodniowo. Poziom wydania też jest lepszy. Mam więcej czasu na poszukiwania archiwalne i pisanie.

JZI: W notce biograficznej w Inwentarzach napisałeś, ze współpracujesz z Towarzystwem Genealogicznym Michigan. Na czy polega ta współpraca?

GK: Redaktor tego periodyku, którego rodzina pochodzi z okolic Sejn i Krasnopola, przyjechał kiedyś do Warszawy. Spotkaliśmy się i zaczął mnie namawiać do napisania artykułów. Napisałem dwa – jeden artykuł był o suwalskich żydach, drugi dotyczył wykorzystania do poszukiwań genealogicznych innych źródeł niż księgi metrykalne.

JZI: Jesteś założycielem, a raczej jednym z założycieli Suwalskiego Towarzystwa Genealogicznego. To było ponad 10 lat temu.

GK: Dokładnie 14 grudnia 2005 roku Byliśmy jednym z pierwszych towarzystw genealogicznych, które pojawiły się w Polsce. Suwalszczyzna jest o tyle specyficznym rejonem, że jej archiwalia są mocno rozproszone. Dużo dokumentów archiwalnych, poza Suwałkami, jest w Wilnie, część jest w Mińsku na Białorusi, a część we Lwowie i Warszawie. We Lwowie dla przykładu są dokumenty po Rzewuskich. Idea jaka mi przyświecała była taka, by ułatwić poszukiwania poprzez wzajemną wymianę dokumentów i informacji. Ten cel w tamtych czasach raczkującego Internetu został uzyskany. Obecnie towarzystwo istnieje, ale nie działa aktywnie. Działamy raczej w ramach Polskiego Towarzystwa Genealogicznego i innych organizacji o charakterze bardziej regionalnym.

JZI: Czy chciałbyś coś jeszcze przekazać czytelnikom?

GK: Zachęcam do poznawania historii poprzez odkrywanie dziejów swojej rodziny. Zachęca to do refleksji nad własnym losem. Pozwala inaczej spojrzeć na historię i czasy współczesne.

W imieniu Jamińskiego Zespołu Indeksacyjnego wywiad przeprowadził Krzysztof Zięcina

Grzegorz Krupiński (1965) jest współzałożycielem Suwalskiego Towarzystwa Genealogicznego (2005), jednej z pierwszych organizacji genealogicznych w Polsce. Bada osadnictwo Suwalszczyzny w XVIII wieku. Odkryte w archiwach dokumenty publikuje w celu ich udostępnienia zainteresowanym badaniem historii regionu i własnych rodzin. Dotychczas ukazały się: Inwentarze guberni szczeberskiej (2010), Inwentarze starostw i dzierżaw powiatu grodzieńskiego 1765 (2012) oraz Inwentarze starostw i dzierżaw powiatu grodzieńskiego 1789 (2018). Jest również autorem artykułów w Roczniku Augustowsko-Suwalskim wydawanym przez Augustowsko – Suwalskie Towarzystwo Naukowe, a także w Polish Eaglet wydawanym przez Polish Genealogical Society of Michigan. Żonaty, ojciec dwóch córek: Martyny i Agaty.