Opublikowano Dodaj komentarz

Leon Cieciuch – pionier polskiej radiofonii w USA

Leon Cieciuch - syn Franciszka z Kapic i pochodzącej z Woźnejwsi Marianny z d. Noruk

Tragiczny wypadek

Leon Cieciuch, dyrektor polskiego oddziału WHOM w Jersey City i spiker radiowy z 15-letnim doświadczeniem, zginął tragicznie 20 maja 1942 r. w wypadku samochodowym w pobliżu lotniska Newark. Doszło tam do czołowego zderzenia z ciężarówką, w wyniku którego poniósł śmierć na miejscu.

Przez lata był jedną z czołowych postaci polonijnego środowiska w Nowym Jorku. Utrzymywał bliskie relacje m.in. z wybitnym pianistą i politykiem Ignacym Janem Paderewskim. Zanim związał się ze stacją WHOM dwa i pół roku temu, zdobywał doświadczenie jako śpiewak koncertowy, występował w programach operowych NBC, a także prowadził polskie audycje w rozgłośni WAAT w Jersey City.

W dniu jego śmierci, 20 maja, dyrektor generalny WHOM, Joseph Lang, oddał mu hołd, odwołując wszystkie sponsorowane polskie programy na cztery godziny. W tym czasie na antenie emitowano wyłącznie muzykę żałobną. Stacja przeprowadziła również transmisję nabożeństwa pogrzebowego, które odbyło się 23 maja w kościele św. Antoniego w Jersey City.

Leona Cieciucha żegnają żona oraz troje dzieci.

Od początku

Leon Cieciuch urodził się 9 października 1901 roku w Jersey City jako syn polskich emigrantów. Jego ojciec, Franciszek Cieciuch, pochodził z Kapic, natomiast matka, Marianna z domu Noruk – z Woźnejwsi. Rodzinne korzenie i historia emigracji odegrały ważną rolę w jego życiu.

Indeks urodzonych w Jersey City z 1901 r., na których widnieje Leon Cieciuch; domena publiczna

Opowieść o losach rodziny Cieciuchów splata się z historią dwóch innych rodów: Orłowskich i Noruków. Wszystko zaczyna się jeszcze w Polsce, gdzie dorastały wcześnie osierocone dzieci: Franciszek i Anna Cieciuchowie, Edward, Paulina i Bolesław Orłowscy z Kapic oraz Wiktor, Marianna i Jan Norukowie z Woźnejwsi. Młodzi ludzie, wychowani w trudnych warunkach, podejmują się pracy przy budowie fortów w Osowcu w latach 70. i 80. XIX wieku, szukając sposobu na poprawę swojego losu.

Pod koniec lat 80. XIX wieku część z decyduje się na emigrację do Stanów Zjednoczonych. Jako pierwszy wyjeżdża Franciszek Cieciuch – w 1888 roku. Dwa lata wcześniej poślubił Mariannę Noruk, a w 1886 roku w Woźnejwsi przyszedł na świat ich syn Józef, najstarszy brat Leona.

W tym samym czasie losy pozostałych członków rodzin potoczyły się różnie. W 1887 roku Paulina Orłowska wyszła za mąż za Wiktora Noruka i pozostała w Polsce. Razem angażowali się w pomoc innym – opiekowali się dziećmi pozostawionymi przez emigrantów, wychowywali także nieślubne dziecko Marianny (przyrodnią siostrę Leona) oraz wspierali organizacyjnie wyjazdy do Ameryki.

Również bracia Orłowscy podjęli decyzję o emigracji. Edward płynie do USA w 1889 roku, jednak po pewnym czasie wróci do kraju i – za namową siostry – pozostanie w Polsce. Jego brat Bolesław wyrusza za ocean rok później. W październiku 1891 roku żeni się w Ameryce z Anną Cieciuch, siostrą Franciszka. Bolesław podejmuje pracę w koncernie Standard Oil, w głównej rafinerii należącej do Johna D. Rockefellera w Bayonne w stanie New Jersey.

Akt ślubu Franciszka Cieciucha i Marianny Noruk; Rajgród, 1886 r.

Franciszek Cieciuch, ojciec Leona, osiedla się w Jersey City, gdzie początkowo pracuje w dokach. Dzięki determinacji i ciężkiej pracy po kilku latach awansuje na kapitana barki węglowej. Wkrótce sprowadza do Stanów Zjednoczonych swoją żonę, dziecko oraz siostrę Annę. Kolejne dzieci przychodzą już na świat w Ameryce, gdzie rodzina stopniowo buduje stabilne życie.

Mimo trudnych początków młodzi emigranci przywiązują ogromną wagę do edukacji swoich dzieci. Większość kończy lokalne uczelnie, a część decyduje się na studia prawnicze - szczególnie widoczne było to wśród braci Cieciuchów. Franciszek (Frank) pracuje jako detektyw, Władysław (Walter) zostaje oficerem policji i osiąga stopień inspektora, natomiast Aleksander robi karierę jako prawnik i polityk, dochodząc do stanowiska w legislaturze stanowej.

Niektórzy z nich biorą również udział w I wojnie światowej. Aleksander Cieciuch zostaje kilkakrotnie ranny, pada ofiarą ataku z użyciem broni chemicznej, i po powrocie, podupada na zdrowiu umierając przedwcześnie w wieku 42 lat w 1939 r.

Frank Cieciuch z żoną Sophie Zamoyski; domena publiczna

 

Aleksander Cieciuch

O braciach Cieciuchach w gazetach (tłumaczenie przez AI)

Artykuł o Leonie Cieciuchu w radiopolska.pl: Ślady w eterze. Zanim powstało Polskie Radio (część artykułu dotycząca Leona Cieciucha; 19-05-2020 Krzysztof Sagan)

Leon Robert Cieciuch urodził się w roku 1901 w Jersey City. Był synem polskich emigrantów – Franciszka i Marianny z domu Noruk. Miał czterech braci – Józefa, Władysława, który był inspektorem policji w Jersey City, Franciszka i Aleksandra oraz dwie siostry – Helenę i Agnieszkę. Mówił w czterech językach. Jak po jego śmierci wspominał dziennikarz i historyk Henry Archacki, już jako piętnastolatek – nie podając swojego prawdziwego wieku – zaciągnął się do armii, żeby w wojnie światowej walczyć o swój kraj. Po dwóch miesiącach, gdy dowództwo ustaliło ile lat ma naprawdę, miał być odesłany z reprymendą i… uznaniem. W 1924 roku wystąpił w „Halce” – pierwszej polskiej operze wystawianej w Nowym Jorku, na scenie Manhattan Opera. Była to jedna z pomniejszych ról, obok Leonii Ogrodzkiej (Halka), Leona Cortilliego (Jontek) i Adama Didura (Stolnik). Utwór ten musiał mieć dla niego szczególne znaczenie, bowiem pięć lat później – 20 maja 1929 roku – doprowadził do transmisji „Halki” na antenie czternastu stacji należących do kompanii NBC. Wówczas też obsadzony został w ważniejszej roli – był Stolnikiem. Halką była Eugenia Zielińska, Józef Woliński – Jontkiem, Kajetan Kopczyński – Januszem, a Hanna Opieńska – Zofią. Powtórzył to 10 kwietnia 1930 roku pomiędzy 22 a 23, tym razem w jedenastu stacjach. W tym spektaklu również pojawił się w obsadzie jako Stolnik. Eugenia Zielińska była Halką, Józef Kallini – Jontkiem, Jan Żuchliński – Januszem, a Zofia Halska – Zofią. Cieciuch wraz z Ludwikiem Kowalskim czynili też starania, aby „Halkę” wystawić w Mecca Auditorium w Nowym Jorku. Udało się to 16 marca 1930 roku. Jak pisano w prasie, sala wypełniona była po brzegi, a blisko sześćset osób musiało odejść od kasy z kwitkiem. Wśród publiczności znalazła się Polonia z Nowego Jorku, Chicago czy Milwaukee, a także ze stanów Wirginia i Pensylwania. Pojawił się też przybyły z Waszyngtonu ambasador Rzeczypospolitej Polskiej Tytus Filipowicz. W roli Halki zobaczyć i usłyszeć można było ponownie Eugenię Zielińską, Jontkiem był Stanisław Wyszatycki, Januszem – Walenty Figaniak, Stolnikiem – Jan Steszenko, a Zofią – Zofia Halska. W tej obsadzie również znalazło się miejsce dla Cieciucha… I to właśnie dzięki śpiewaniu po raz pierwszy pojawił się w radiu…

Według magazynu „The Billboard”, kariera Leona Cieciucha zaczęła się od występów jako śpiewak koncertowy w programach operowych w nowojorskiej stacji WEAF. Prawdopodobnie było to jeszcze w roku 1925 – w maju 1942 roku prasa pisała o niemal siedemnastu latach w eterze. Rok później – w 1926 roku – w Jersey City ponownie uruchomiona została stacja WAAT, która w roku 1922 nadawała przez kilka miesięcy pionierski program. W prasie reklamowała się w następujący sposób: „Do You Play or Sing? Like to Broadcast? Jersey City’s Pioneer Broadcasting Station WAAT Will Soon Be »On The Air«. Można przypuszczać, że chcąc samemu kształtować prezentowany repertuar Cieciuch odpowiedział na to właśnie ogłoszenie. W każdym razie w ramówce tej stacji raz na jakiś czas pojawiał się potem trwający w zależności od dnia od 15 do 30 minut blok „Leon Cieciuch – baritone”. Następnie przez niespełna trzynaście lat prowadził polską godzinę w stacji WAAT, a przez ostatnie dwa i pół roku był kierownikiem polskiej audycji we WHOM.

Oprócz śpiewu operowego lubił sport – głównie golfa. Był też – z niemałymi sukcesami – promotorem walk zapaśniczych. W każdym razie tak zostało to odnotowane w gazecie „The Record” z Hackensack w artykule o jednej z gal w Oritani Hall. Ale nie tylko golf i zapasy… W 1937 roku redaktor „Tygodnika Sportowego” donosił, że Cieciuch był zainteresowany ściągnięciem za Ocean Józefa Chomy, boksera pochodzącego ze Stanisławowa, byłego wicemistrza Polski w wadze ciężkiej. Prowadzona przez fundację Poles In America baza danych amerykańskiej Polonii odnotowuje zaś, że Leon Cieciuch był działaczem społecznym angażującym się w życie polskiej diaspory. Przez kilka lat pełnił funkcję wicecenzora Stowarzyszenia Synów Polski. Organizacja ta zajmowała się m.in. sprzedażą ubezpieczeń na życie dla swoich członków, wspieraniem działalności charytatywnej w Stanach Zjednoczonych i Polsce oraz działalności polonijnej w Nowym Jorku i Jersey City.

Na wspomnianym bankiecie z okazji 15-lecia jego audycji, który odbył się w nowojorskim hotelu McAlpin (dziś Herald Towers), na rogu ulic 34 i Broadway, bawiło się czterysta osób. W przemówieniach walory jubilata podkreślał Józef Lang, zarządca stacji WHOM, a także konsul A. Jachimowicz. Pierwszy mówił o pracowitości, grzeczności i światłości, drugi wskazywał na zasługi Cieciucha dla spraw polskich i znaczenie radia, jako czynnika informacyjnego. Energiczny, ruchliwy i ogólnie lubiany, zjednujący sobie wielu przyjaciół nad Wisłą – to z kolei określenia, które padały przy okazji organizowanych przez niego, z ramienia Stowarzyszenia Synów Polski, wycieczek do Ojczyzny. Na pokładzie „Batorego” przybywał do Gdyni w latach 1936, 1937, 1938 i 1939. Tam następował podział – większa część wyruszała do swoich rodzin, a kilkudziesięcioosobowa grupa jechała do Poznania, Częstochowy, Krakowa, Zakopanego, Lwowa, Wilna i Warszawy. Przy okazji pobytów w kraju Cieciuch rozmawiał z polskimi dziennikarzami o tym, co można usłyszeć w jego programie.

– Trudno sobie wprost wyobrazić, jak niezwykle interesują się rodacy w Ameryce sprawami Polskimi. Nas ciekawi wszystko: co tu robicie, co mówicie… My, choć wielu z nas, młodych, w ogóle po polsku nie mówi, kochamy Polskę niemniej szczerze niż wy, przeżywamy z wami wasze radości i smutki i pragniemy szczęścia ojczyzny – opowiadał Leon Cieciuch w rozmowie z redaktorem pisma „Radio dla wszystkich” w roku 1939. Na pytanie o zawartość nadawanych przez niego audycji odpowiedział: Najwięcej muzyki. Oczywiście muzyki polskiej. Następnie pogadanki i wesołe dialogi na tematy polskie. Audycje nasze cieszą się powodzeniem. W zasięgu naszym mamy ponad pół miliona Polaków, a dostajemy tysiące listów. Najwięcej podobają się odczyty o Polsce. W 1938 roku przy okazji zwiedzania Lwowa odwiedził tamtejszą rozgłośnię Polskiego Radia. Kierownik wycieczki Leon Cieciuch połączył się ze Lwowa drogą kablową z Nowym Jorkiem i nadał dla rozgłośni amerykańskich specjalne telefoniczne sprawozdanie z pobytu wycieczki we Lwowie – donosił reporter „Polski Zbrojnej”. Podkreślił on m.in. w swoim przemówieniu znaczny rozwój życia gospodarczego w Polsce, jaki zaobserwował od ubiegłego roku. P. Cieciuch przesyłając Polakom za Oceanem najserdeczniejsze życzenia podkreślił, że wycieczka organizowana przez Orbis odbywa się ku pełnemu zadowoleniu jej uczestników – uzupełniano w depeszy opublikowanej m.in. w „Czasie” i „Dzienniku Narodowym”.

Wśród tematów, którymi Polonia interesuje się szczególnie Leon Cieciuch wymieniał również C.O.P., Gdańsk, Gdynię, Śląsk i Warszawę. Mowa Becka wywarła szalone wrażenie w Ameryce, a zwłaszcza ustęp, że Polska nie zna pojęcia pokoju za wszelką cenę – komentował po przybyciu do Polski w 1939 roku wyemitowane w swojej audycji wystąpienie polskiego ministra spraw zagranicznych. Gdy w Polsce ogłaszano subskrypcję Pożyczki Obrony Przeciwlotniczej, ogłosiłem o tym natychmiast. Powiedziałem, że ojczyzna potrzebuje swoich synów. Tego samego dnia wpłynęło do mnie na F.O.N. kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Dawali nie tylko Polacy, dawali też Amerykanie – kontynuował Cieciuch w rozmowie z redaktorem pisma „Radio dla wszystkich”. W „Wiarusie” dodawał: Kiedy wyjeżdżałem do Ameryki, Polacy w Stanach zebrali już na Fundusz Obrony Narodowej przeszło 600000 dolarów. Kiedy wrócę, jestem przekonany, że będzie milion dolarów. […]  Nikt nie szczędzi ani cennych pamiątek rodzinnych ani drogich klejnotów – ofiarność Polonii Amerykańskiej jeszcze wzrosła. – Ta postawa Polski imponuje całemu światu.

W grudniu 1941 roku, kilka dni po zaatakowaniu przez Japończyków Perl Harbor, Leon Cieciuch powtórzył zbiórkę. Po jednorazowym ogłoszeniu na antenie informacji o oszczędnościowych obligacjach obronnych i możliwości zakupu znaczków, w ciągu jednego dnia do Domu Polskiego w Jersey City zgłosiły się setki osób, które w sumie wpłaciły ponad 11 tysięcy dolarów. Pół roku wcześniej – 16 maja – Cieciuch zaaranżował anglojęzyczną audycję na antenie NBC, w której przemawiał Ignacy Jan Paderewski. Tematem wystąpienia była sprzedaż obligacji i wezwanie do wsparcia tej akcji rządu federalnego. Jego gościem był też Jan Kiepura, który w 1942 roku przybył do Hollywood. Rozmowa wyemitowana została 25 stycznia o godzinie 18.

Leon Cieciuch zginął tragicznie będąc w sile wieku. W środę, 20 maja 1942 roku, o godzinie 6:30 rano na ówczesnej drodze nr 25 na wysokości Wilson Avenue – nieopodal lotniska Newark-Liberty – prowadzony przez niego samochód zderzył się czołowo z kierowaną przez Aarona Adamsa z Hartford w stanie Connecticut dwudziestotonową ciężarówką. Z relacji obecnych na miejscu policjantów wynika, że jeżdżący dla firmy Downing & Perkins zestaw przewrócił się na bok, gdy jego kierowca próbował skręcić, by uniknąć zderzenia. Cieciuch pozostawił żonę Helenę z domu Kaniecką, trzynastoletniego Leona Roberta Juniora, jedenastoletnią Jorenę i dziewięcioletniego Ryszarda Tadeusza. Po tym zdarzeniu – decyzją zarządcy WHOM Josepha Langa – stacja przez cztery godziny – w miejsce wykupionych polskich programów – nadawała muzykę żałobną. W piątek 22 maja między godziną 19 a 22 trumna z ciałem wystawiona została w kaplicy pogrzebowej przy 582 Bergen Ave. Jak pisał Leonidas Ossetyński w dzienniku „Nowy Świat”, na miejsce ciągnęły nieskończone tłumy. Celebrowane przez trzech księży nabożeństwo żałobne – transmitowane na antenie WHOM – rozpoczęło się w sobotę o godzinie 10 w wybudowanym przez polskich imigrantów kościele św. Antoniego w Jersey City. Kościół był przepełniony, tak że ci którzy spóźnili się musieli pozostać na ulicy a było ich bardzo wiele, można śmiało powiedzieć około 2000 osób – pisał Ossetyński. Następnie kawalkada złożona z setki samochodów przejechała na cmentarz Św. Krzyża w North Arlington. Ludzie, z którymi rozmawiałem mówili, że takiego pogrzebu w Jersey City jeszcze nie było – kontynuował redaktor „Nowego Świata”. Spikerem podczas transmisji był Tadeusz Sztybel, który od 1941 roku był asystentem Cieciucha. Dzień po pogrzebie – w niedzielę pomiędzy 18 a 19 – stacja WHOM nadała specjalny program poświęcony zmarłemu.

Wkrótce po pogrzebie utworzona została Fundacja Leona Cieciucha. Już w czerwcu 1942 roku rozpoczęła ona zbieranie pieniędzy na paczki dla polskich jeńców. Już wówczas swoje poparcie dla jej działalności wyraziło tysiąc osób uczestniczących w przedstawieniu w teatrze Cameo. W kwietniu 1943 roku Leon Cieciuch został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Uroczystość odbyła się w konsulacie polskim w Nowym Jorku niemal dokładnie w pierwszą rocznicę śmierci. Odznaczenie – przyznane w uznaniu dla podejmowanych przez niego prac społecznych dla dobra Polski – odebrała wdowa Helena. Ona też przejęła audycję nadawaną w stacji WHOM. Nie było to dla niej nowością, bowiem w przeszłości zastępowała męża podczas jego podróży do Polski. W ówczesnej prasie zachowało się kilka śladów po tej działalności – zapowiedź wystąpień mec. Stefana F. Śladowskiego i ob. Zygmunta Ducha w związku z nadchodzącymi wyborami z maja 1943 roku, artykuł o upamiętnieniu w audycji z 3 października 1943 roku bohaterskiego prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego oraz życzenia bożonarodzeniowe z 26 grudnia 1943 roku. Z uwagi na brak szczegółowych ramówek data zakończenia nadawania audycji trudna jest dziś do ustalenia. Helena zmarła w roku 2001 w wieku 97 lat. O kilka miesięcy przeżyła swojego najstarszego syna. W 2016 roku odeszła Jorena, która w 1947 roku wstąpiła do sióstr Dominikanek i przyjęła imię Helena Roberta. Już w trakcie powstawania tego tekstu – 31 stycznia 2020 roku – zmarł ostatni syn Heleny i Leona, Ryszard.

Ale to jeszcze nie koniec historii Leona Cieciucha… Niemal ćwierć wieku po swojej śmierci nieoczekiwanie powrócił on na szpalty gazet… W 1968 roku na łamach „Życia Warszawy” ukazał się apel konserwatorów o przesyłanie materiałów ikonograficznych dotyczących niedostępnej wówczas dla publiczności Panoramy Racławickiej. Słynny obraz, prezentowany przed wojną w rotundzie we lwowskim Parku Stryjskim, od momentu odzyskania przez Polskę w roku 1946 leżał w skrzyniach we Wrocławiu. Władze PRL nie chciały narażać się Związkowi Radzieckiemu prezentowaniem zwycięstwa polskich oddziałów nad carską co prawda, ale jednak Rosją… W odpowiedzi na wydrukowany w gazecie apel zgłosił się przedwojenny przewodnik Orbisu, Bogusław Latour. Przeczytawszy apel konserwatorów, p. Latour zwrócił się do innego towarzysza przedwojennej podróży, który był świadkiem filmowania Panoramy – relacjonowało wydawane przez Radio Wolna Europa pismo „Na antenie” – p. Leon Cieciuch w czasie wycieczki do Polski w roku 1937 sfilmował we Lwowie płótno Panoramy Racławickiej. […] Posiadacz tego filmu już dawno nie żyje, ale syn jego odnalazł zdjęcia. Przesłał film do Warszawy na adres p. Latour. Ten z kolei film przewiózł do Wrocławia i przekazał przewodniczącemu prezydium Miejskiej Rady Narodowej, profesorowi Iwaszkiewiczowi.

W tym roku mija 78 lat od śmierci Leona Cieciucha, zapomnianego pioniera radiofonii polskiej w Stanach Zjednoczonych. Mówił do Polaków za Oceanem na długo przed tym, gdy dotarł tam sygnał Polskiego Radia nadawanego na falach krótkich ze stacji nadawczej w Babicach. Przekazu z kraju nie traktował zresztą jako konkurencji. Będę opowiadał w moich audycjach w Jersey City o tych cudach, które widziałem, ale wiem, że moich rodaków w  Stanach Zjednoczonych jeszcze więcej interesuje głos bezpośrednio z Warszawy, nadany na krótkich falach. I dlatego tak wielką wagę przywiązuję do polskich audycyj krótkofalowych – mówił w roku 1939 w rozmowie z redaktorem pisma „Radio dla wszystkich” – Niestety, audycje te są słabo słyszalne, zwłaszcza w niektórych stanach. Oczekujemy więc w Ameryce z niecierpliwością na wzmocnienie krótkofalówek. To miało nastąpić jesienią 1939 roku…

Na koniec jeszcze wiadomość z ostatniej chwili. Mimo, że radio jest medium ulotnym, wiele wskazuje na to, że głos Leona Cieciucha zachował się do dziś! W Muzeum Polskim w Ameryce w Chicago i Narodowym Archiwum Cyfrowym w Warszawie przechowywane jest nagranie transmisji radiowej pogrzebu Ignacego Jana Paderewskiego. Według załączonego do płyt opisu sprawozdawcą tego wydarzenia był… Leon Cieć.

Od autora

Dzięki badaniom genealogicznym oraz analizie DNA udało mi się przywrócić pamięć o nieco zapomnianej dziś postaci Leona Cieciucha, którego rodzinne korzenie sięgają okolic Rajgrodu.

Szczególnie interesujące okazały się wyniki porównań genetycznych. Wykazały one, że potomkowie jego brata Józefa są ze mną spokrewnieni. Dodatkowo program ThruLines, dostępny na portalu Ancestry.com, pozwolił precyzyjnie określić stopień tego pokrewieństwa oraz odtworzyć powiązania rodzinne (schematy poniżej).

ThruLines for Szymon Kapliński (Kapla)

 

Pokrewieństwo autora - Mariusza Orłowskiego z Szymonem Kaplińskim

 

Bibliografia:

Opublikowano Dodaj komentarz

Dziwne przypadki w Suwałkach

Jamiński Zespół Indeksacyjny podjął decyzję o przetłumaczeniu z jidysz na język polski i wydaniu „Księgi pamięci Żydów suwalskich” – jednego z najważniejszych świadectw dotyczących przedwojennej społeczności żydowskiej Suwalszczyzny.

Księga obejmuje nie tylko Suwałki, ale również sztetle związane z gminą suwalską: Bakałarzewo, Wiżajny, Jeleniewo, Sejny, Puńsk, Przerośl, Filipów, Krasnopol i Raczki. To opowieść o ludziach, miejscach i świecie, który niemal całkowicie zniknął w czasie II wojny światowej.

Publikacja będzie dopełnieniem wydanej wcześniej przez JZI „Księgi pamięci Żydów augustowskich” i kolejnym ważnym krokiem w dokumentowaniu historii regionu.

Poniżej publikujemy tłumaczenie jednego z rozdziałów księgi, aby przybliżyć jej charakter i znaczenie.

Row Icchak Ajzyk Chawer

Za moich czasów prawie nikt go już osobiście nie znał, ale w Suwałkach opowiadano o tym uczonym i znamienitym Żydzie rozmaite historie. Na wielkim szyldzie suwalskiej Talmud-Tory aż do samego końca widniało: „Posadowiono przez uczonego cadyka rebego Icchaka Ajzyka Chawera, błogosławionej pamięci”. Starsi przekazali, że jak długo będzie trwała nauka w Talmud-Torze, tak długo wstawiać się będzie jej fundator za miastem, szczególnie w czasie wojny. Podczas pierwszej wojny światowej rzeczywiście nie przerwano studiów i dzięki temu, jak się powiada, miasto cudownie ocalało od zagłady, a Żydzi, których powołano do wojska, wrócili do domu cali i zdrowi. Nie dochodziło do bitew, które mogłyby naruszyć miasto, nikt nie ucierpiał także z powodu bombardowań. Gdy Niemcy wkroczyli do Suwałk, od razu zamknęli Talmud-Torę i wtedy zaczęły się prześladowania miejscowych Żydów.

Rebe z klojza rybackiego

Uzdrowiciel, do którego ludzie przychodzili po błogosławieństwo i amulety. Nazywano go też rebem-uzdrowicielem, bo niosła się wieść o jego cudownej mocy. W naszej rodzinie zdarzyło się, że jedno z dzieci cały czas wpadało w konwulsje. Lekarze byli bezradni, więc matka udała się do owego rebego. Ten kazał jej pójść i nalać z miejskiej pompy wody do buteleczki a przez całą drogę nic nie mówić, tylko w domu położyć ją u wezgłowia dziecka. Przy tym zapewnił ją: „Nie lękaj się. Dziecko wyzdrowieje”. I choroba minęła jak ręką odjął.

Córka tego rebego mieszkała w Suwałkach aż do drugiej wojny światowej, była ubogą wdową i mieszkała w lichej izdebce u reba Arcyka Murarza, wspierana przez miasto. Wszystkie jej dzieci były słabe na umyśle. Księga Chasidim ostrzega przecież przed paraniem się magią, bo stanowi to niebezpieczeństwo zarówno dla tych, którzy się tym zajmują, jak i dla ich dzieci – że albo się ochrzczą, albo postradają zmysły. Wyżej wspomniany uzdrowiciel na pewno był świadom tego niebezpieczeństwa. Jego miłość do ludu Izraela jednak przeważyła i poświęcił się dla niego.

Błogosławieństwo reba Moszego Becalela

Reb Jozef Turecki był Żydem zamożnym. Prowadził handel maszynami do szycia, motocyklami i rowerami, miał też warsztat. Trzymał się z dala od spraw świata żydowskiego, ale któregoś dnia stał się pobożny. Potrzebujących wspierał hojnie, czynił także wiele dobra unikając rozgłosu. Wrócił do religii po przedwczesnej śmierci córki. Gdy później zachorował jego syn Chaim, a lekarze nie dawali mu żadnych szans, udał się do ówczesnego rabina Mosze Becalela i zwierzył się ze swojej zgryzoty. Reb Mosze pobłogosławił go i powiedział: „Twój syn będzie zdrowy”. Błogosławieństwo się spełniło. Chaim cudem ocalał przed nazistami i osiadł w Południowej Afryce.

Przestępstwo ukarane klątwą

Podczas pierwszej wojny światowej miasto cierpiało niedostatek, a mimo to znaleźli się tacy, którzy wywozili jedzenie z Suwałk. Miastu groził głód. Władze zażądały zastosowania radykalnych środków mających zapobiec spekulacji. W mieście nie było naczelnego rabina, który mógłby zdyscyplinować pobratymców. Zostali tylko dajani, którzy nałożyli klątwę na wszystkich nieprzestrzegających zakazu. Ci, którzy się nią nie przejęli, skończyli tragicznie. Od tamtego czasu w Suwałkach bano się mocy takich praktyk.

Upominając się o cześć zmarłych

W roku 1922 roku ptaszki śpiewały o następujących zajściach. W mieszkaniu pewnej Żydówki zamieszkałej przy ulicy Więziennej, coś zaczęło walić w okna. Na początku próbowano to jakoś wyjaśnić. Ludzie przychodzili, aby na własne oczy przekonać się, że dokładnie o północy rozlega się stukanie i że dochodzi ono z zewnątrz. Tak działo się przez dłuższy czas. W mieście opowiadano, że dajan Binjamin Magenca udał się tam z dziesiątką Żydów, żeby odmawiać modlitwy. Na koniec sprawą zajął się stary Zalmele, który, jak powiadano, amuletami uciszył te przedziwne hałasy. Później owa kobieta z nawiedzonego domu opowiadała, że przyczyną wszystkiego było prawdopodobnie to, że jakiś czas wcześniej niefrasobliwie wyrwała źdźbło z grobu rebego Icaka Ajzika Chawera i użyła go jako amuletu, który uzdrowił jej wnuka. Tymczasem, jak piszą w księgach, dusze znajdują spokój i odkupienie właśnie w trawach porastających groby cadyków. Ta opowieść na długo pozostała w pamięci suwalskich Żydów. Już wiele lat później, bo po powstaniu państwa Izraela, pewna kobieta z Suwałk wybrała się na grób rebego Szymona Bar Jochaja w Meronie, aby pomodlić się o zdrowie swojego chorego dziecka. Kiedy jej powiedziano, że można tam dostać uzdrawiający olejek wytłaczany z oliwek znajdujących się nieopodal ohelu Bar Jochaja, zadrżała i zatrwożona opowiedziała historię o tym, jak kiedyś w Suwałkach coś pukało w okno. Co prawda w Meronie drzewa oliwne nie wyrastały z samego grobu, lecz stały w gaju opodal, ale mimo to Suwalszczankę przejęła święta trwoga.

Opublikowano Dodaj komentarz

Święty z Augustowa

Od razu wyjaśniam: chodzi o świętego kanonizowanego przez Rosyjską Cerkiew Prawosławną. Święty Mnich Męczennik ma na imię Neofit. W świeckim życiu to był Nikołaj Aleksandrowicz Osipow. Urodzony w Augustowie 9/21 maja 1875 roku. Od 5 maja 1922 kilkakrotnie aresztowany i zsyłany do łagrów. Rozstrzelany 3 listopada 1937. Rehabilitowany w 1984. W 2009 zaliczony przez Święty Synod w poczet świętych Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej[1].

Informacji o Świętym Neoficie w Internecie jest sporo. Ale głównie po rosyjsku. W języku rosyjskim wydano też książkę o życiu, pracach i korespondencji świętego[2]. Wstęp napisała znawczyni tematu Olga Igoriewna Chajłowa z Prawosławnego Uniwersytetu Humanistycznego im. św. Tichona w Moskwie.

Rodzice świętego

Mieszczańska rodzina Osipowów w Augustowie żyła co najmniej 40 lat. Jako daty graniczne przyjmuję przyjście na świat Nikołaja (1875) i bieżeństwo, czyli ucieczkę prawosławnej ludności w głąb Rosji (1915). O bieżeństwie części rodziny (matki, siostry i brata) mówił sam Neofit podczas przesłuchania z 5 maja 1922[3]. W ankiecie Neofit podał, iż jest obywatelem Augustowa. Augustów jako miejsce urodzenia obu aresztowanych braci (Nikołaja i Konstantina) jest wymieniany w protokołach przesłuchań.

Ale po kolei.

Ojciec Nikołaja, Aleksandr Osipow, to wojskowy felczer, podoficer. Olga Chajłowa podaje informację, że Osipow był „vyhodcem iz evreev-kantonistov”[4]. Nie jestem do końca pewna, jak rozumieć te słowa. Czy chodzi o to, że Aleksandr Osipow był potomkiem żydowskiego kantonisty? Czy może sam jako dziecko trafił do szkoły dla kantonistów, przyjął prawosławie, a potem przez długie lata służył w armii?

Na stronie Parafii Prawosławnej Wniebowstąpienia Pańskiego w Augustowie można przeczytać, że Aleksandr Osipow pełnił funkcję cerkiewnego starosty.

Grób Antona Gawryłowa, dziadka Neofita na cmentarzu w Augustowie
Grób Antona Gawryłowa, dziadka Neofita na cmentarzu w Augustowie

Matka Nikołaja to Jelena Antonowna Osipowa. Była córką Antona Gawryłowa spoczywającego na augustowskim cmentarzu. Skąd to wiadomo? Na pomniku Antona Gawryłowa jest napisane: od wnuka jeromonacha Neofita. Pokrewieństwo między rodzinami Osipowów i Gawryłowów potwierdza inny wnuk Antona urodzony w Augustowie, Konstantin Michajłowicz Gawryłow (1897-1967), w życiu monastycznym archimandryta Sergij[5]. Nazwisko archimandryty Sergija pojawia się w opracowaniach w związku ze śmiercią Neofita. Sergij twierdził, że nie wiadomo, gdzie pochowano jego kuzyna (w naszym regionie mówi się: brata ciotecznego).

Czytaj dalej Święty z Augustowa

Opublikowano Dodaj komentarz

Sianokosy na Trukielach

Przedstawiamy jeden rozdział z najnowszej książki Józefy Drozdowskiej pt. "Opowieści spod Trukieli" będący zbiorem gawęd o dawnym życiu w podaugustowskiej wsi.

Dziewiętnastowieczny Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich podaje, że Trukiele[1] są błotem rozciągającym się między Turówką[2], Jeziorkami25 i Rutkami[3] w powiecie augustowskim jako pozostałości po opadłym jeziorze. Za czasów mojego dzieciństwa były tam wspaniałe łąki, chociaż przez prawie cały rok zalewane przez rzeczkę Turówkę[4]. Rozbrzmiewające od wczesnej wiosny po zimę głosami różnorodnego ptactwa. Były w ogóle ważnym miejscem w życiu zamieszkujących ich okolice ludzi. W wielu sprawach odnoszono się wprost do nich. Mówiło się chociażby: „O, już na Trukielach padaˮ, „Gdzieś grzmi od Trukieliˮ.

Gdy przymknę oczy, widzę je tak wyraźnie, jakby leżały na wyciągnięcie ręki, a nie gdzieś w dalekiej pamięci. Jeździliśmy na nie wozem, czasem chodziliśmy pieszo, by skoszone niedawno przez tatusia i stryja trawy przewrócić na drugą stronę, aby czym prędzej wyschły na siano. Trukiele dzieliły się na tzw. działy. Każdy z gospodarzy miał po dwa z nich. Dział podłużny i dział poprzeczny. Długi, wąski pas łąki, położony wzdłuż linii granicznej z Rutkami, wydłużał się jeszcze bardziej wraz z nadchodzącym zmęczeniem. A ogarniało ono człowieka natychmiast. Ciepłe, parne powietrze, działające usypiająco niczym jakiś narkotyk, schnące trawy i pachnące tu i ówdzie zioła sprzyjały temu, by się rozciągnąć pod nielicznymi tu krzakami łozin czy olszyn i spać choćby do ciemnej nocy. A tu trzeba było przewracać grabiami siano. Zdaje się, że biegłyśmy jedna za drugą: mama, ciocia i ja, i znowu mama. W końcu mieszało się, czyje nogi obute są w płytkie kalosze, a czyje w tenisówki, kto trzyma grabie, czyja to przed chwilą zafurkotała nad przewracanym sianem kolorowa z kretonu spódnica. Woda wyciskana butami obryzgiwała nam twarze. Siano trzeba było szybko przewrócić, by za dzień − dwa można było je zgrabić. Lata były upalne z ciągłymi burzami. Jeżeli nie w porę przyszła nagła ulewa, wbijała je w podłoże i na nowo trzeba było podejmować tę ciężką pracę. Łąki jakby płynęły po bagnach, stąd zdarzało się i brodzenie po wodzie przy przewracaniu siana na wysepkach.

Między płachtami łąk na Trukielach nie było wcale miedz. Ludzie wiedzieli z pokolenia na pokolenie, ile ich teren mierzy kroków i gdzie leży. Zawsze mnie to dziwiło, chociaż z czasem i ja odróżniałam je po jakimś specyficznym krzaczku czy drzewku.

Czytaj dalej

Opublikowano Dodaj komentarz

O Henryku Cieciuchu, poecie i prozaiku w trzecią rocznicę śmierci

W związku z przypadającą 3 lutego br. trzecią rocznicą śmierci Henryka Cieciucha, poety i prozaika, urodzonego w 1930 roku w Solistówce na terenie gminy Bargłów Kościelny, przez wiele lat mieszkającego w Augustowie, zaś zmarłego w Gdańsku, pragniemy przypomnieć naszym Czytelnikom Jego sylwetkę i działalność literacką.

Henryk Cieciuch urodził się 27 sierpnia 1930 roku we wsi Solistówka. Przez wiele lat mieszkał w Augustowie, pracował zaś w Banku Spółdzielczym w Bargłowie Kościelnym. Posiadał wykształcenie średnie ekonomiczne. Obok pracy zawodowej zajmował się literaturą. Od 21 roku życia pisał wiersze okolicznościowe, fraszki i wspomnienia. Należał do Środowiskowego Klubu Literackiego przy Osiedlowym Domu Kultury Spółdzielni Mieszkaniowej w Augustowie od początku jego istnienia, czyli od 1983 roku i był jego wiceprezesem. Poetycki debiut prasowy miał w „Informatorze Kulturalnym Suwalszczyzny i Mazur” w 1989 roku, w którym zamieszczono jego wiersz pt. „Norwida i moja piosenka”. Poeta był nagradzany i wyróżniany w konkursach literackich ogólnopolskich i lokalnych, między innymi w konkursie „O Liść Dębu” organizowanym przez Augustowski Klub Literacki. Nagrodzone wiersze „Lato” (fragment) oraz „Co mam czynić?” zostały opublikowane w wydawnictwie pokonkursowym pt. Napiszę wiersz... w 1996 roku. Utwory Henryka Cieciucha znajdują się w trzech almanachach klubowych: Nad Nettą (1988), Augustowskie strofy (1991) i Pachnące żywicą (1993). Almanach Nad Nettą zawiera: „W żalu i smutku”, „Dwa kwiaty”, „Gdyby tak można było” oraz „Norwida i moja piosenka”. W Augustowskich strofach znajdują się: „W żalu i smutku”, „Żeby życie trwało”, „Gdzie te maje”, „Wiadomości z Wiejskiej”, „Cudzoziemiec do Polaków”, „Biznes”, „Spieszmy się” i „Wierszyk śnieżnego poranka”. W almanachu Pachnące żywicą opublikowano: „Lato”, „Znów demokracja”, „Tak bardzo mi smutno” i „Wiosenny nastrój”. Zamieszczał również wiersze w okazjonalnych, mających formę maszynopisu, czterech klubowych zbiorkach: Ułańskie raporty, Białobrzeska zbrodnia, Do wolności oraz Za wolną i niepodległą. Pierwszy z nich powstał w 1988, a trzy pozostałe w 1989 roku. Jego wiersze „Polsko” i „Tu był las” znajdują się w zbiorowym wydawnictwie Najprostsze słowa powstałym z inspiracji Osiedlowego Domu Kultury w 2000 roku.

I Konkurs Literacki O Liść Dębu, Augustów - Osiedlowy Dom Kultury, grudzień1986 (pierwszy z prawej)
I Konkurs Literacki O Liść Dębu, Augustów - Osiedlowy Dom Kultury, grudzień1986 (pierwszy z prawej)

Czytaj dalej

Opublikowano Dodaj komentarz

JZI i Patronite

Jamiński Zespół Indeksacyjny od początku był oddolną inicjatywą pasjonatów genealogii i historii lokalnej, która od lat działa w oparciu o wolontariat i nieodpłatne udostępnianie efektów swojej pracy. Zespół sukcesywnie udostępnia coraz większe zasoby indeksów akt metrykalnych, wspiera wyszukiwanie genealogiczne poprzez narzędzie Geneo oraz realizuje projekty wydawnicze dokumentujące historię regionu. Jamiński Zespół Indeksacyjny

Aby kontynuować tę działalność i rozwijać kolejne projekty, JZI uruchomił kampanię wsparcia na platformie Patronite. To tam osoby, które korzystają z indeksów, wyszukiwarki Geneo lub po prostu cenią sobie działania zespołu, mogą zadeklarować comiesięczne wsparcie finansowe. JZI podkreśla, że regularne wpłaty są szczególnie istotne, ponieważ pozwalają planować prace długoterminowe i utrzymywać stabilność zasobów cyfrowych.

Członkowie zespołu angażują swój wolny czas i kompetencje społecznie nie pobierając przy tym żadnego wynagrodzenia, a stałe wsparcie patronów to realna pomoc w utrzymaniu i rozwoju bazy genealogicznej oraz kolejnych inicjatyw.

Na stronie kampanii Patronite dostępne są różne progi wsparcia, które umożliwiają wsparcie dopasowane do indywidualnych możliwości i oczekiwań wspierających: od symbolicznych (10 zł miesięcznie) do bardziej konkretnych (50 zł miesięcznie). Comiesięczne wsparcie trafia bezpośrednio na cele statutowe stowarzyszenia, w tym rozwój narzędzi, digitalizację materiałów oraz prace wydawnicze.

Działalność JZI to przykład nowoczesnej, otwartej i społecznej genealogii, która łączy lokalne pasje z cyfrowymi narzędziami dostępu do źródeł historycznych. Zachęcamy do zapoznania się z kampanią i rozważenia wsparcia — szczególnie jeśli korzystałeś z zasobów zespołu w swoich badaniach genealogicznych lub łączysz swoją historię rodzinną z regionem.

Dlaczego warto zostać Patronem JZI?

Wspierając Jamiński Zespół Indeksacyjny na Patronite, stajesz się częścią społeczności, która aktywnie chroni i udostępnia dziedzictwo genealogiczne regionu. Twoje wsparcie to realny wpływ na rozwój otwartych zasobów, z których korzystają tysiące badaczy historii rodzinnej.

Dzięki regularnym wpłatom Patronów JZI może:

  • systematycznie rozwijać bazę indeksów metrykalnych,
  • utrzymywać i rozbudowywać wyszukiwarkę Geneo,
  • realizować nowe projekty wydawnicze i dokumentacyjne,
  • planować prace długoterminowe bez ryzyka przerw finansowych.

Nawet niewielka, comiesięczna kwota ma znaczenie — stabilność finansowa pozwala zespołowi skupić się na pracy merytorycznej i udostępniać efekty wszystkim, bez barier i paywalli.

Jeśli korzystasz z indeksów, wyszukiwarki Geneo lub cenisz rzetelną pracę społeczną — zostań Patronem JZI.

👉 Dołącz do Patronów: https://patronite.pl/jzi

👉 Jesteś ciekaw szczegółów? Znajdziesz je tej stronie: https://jzi.org.pl/wspieraj/

Patron JZI – co zyskujesz, wspierając?

Twoje wsparcie = realne efekty

  • 🔍 Więcej indeksów metrykalnych
    szybsze i dokładniejsze wyszukiwanie przodków

  • 🧠 Rozwój narzędzi genealogicznych
    utrzymanie i rozbudowa wyszukiwarki Geneo

  • 📚 Nowe projekty historyczne
    publikacje, opracowania i digitalizacja źródeł

  • 🤝 Otwartość i dostępność
    zasoby bezpłatne dla całej społeczności

  • 🕯 Ochrona lokalnego dziedzictwa
    pamięć o ludziach i miejscach regionu

 

Opublikowano Dodaj komentarz

Niechciani

Niedawno udostępniliśmy listę nagrobków zapisanych cyrylicą znajdujących się na cmentarzu w Augustowie. Teraz publikujemy więcej informacji o osobach wyznania prawosławnego tamże pochowanych, a także uzupełniamy wyżej wymienioną listę o kilka dodatkowych informacji i nazwisk. Listę i artykuł przygotowała Pani Bożena Diemjaniuk.

Przybyli do Augustowa wraz z carską machiną urzędniczo-wojskową. Przeważnie byli wyznawcami prawosławia. Mieli wpływ na życie mieszkańców, a nawet na wygląd miasta. Mężczyźni często zajmowali ważne stanowiska, a kobiety rodziły dzieci, dbały o swoje rodziny, prowadziły też działalność charytatywną. Mieszkali w Augustowie krócej lub dłużej. Niektórzy zostali tu na zawsze.

My, Polacy, mówimy o nich niechętnie. Reprezentowali bowiem państwo zaborcy, a niektórzy z nich nosili odznaczenia za „spacyfikowanie polskiego buntu 1863-64”.

Dziś w Augustowie zostały po nich coraz bardziej niszczejące groby, nierzadko już bezimienne. Niektóre pomniki zachowały się tylko w części. Jedynie kilka jest w naprawdę dobrym stanie.

Bezimienne mogiły w prawosławnej części cmentarza w Augustowie
Bezimienne mogiły w prawosławnej części cmentarza w Augustowie

Jeśli wchodzimy na cmentarz przez główną bramę, nagrobki zapisane cyrylicą znajdziemy po lewej stronie alei. Niektóre widać już z dróżki, do innych można dotrzeć, przechodząc kilka lub kilkanaście metrów. Bliżej alei są pochowani żołnierze i rodziny żołnierzy 104. Ustiużskiego Pułku Piechoty Generała Księcia Bagrationa. W głębi leżą sołdaci z 2. Dońskiego Pułku Kozackiego Generała Sysojewa, ważni urzędnicy, a także żony i dzieci urzędników i wojskowych. Razem z nimi spoczywa wieloletni kapelan pułku i proboszcz dwóch augustowskich prawosławnych parafii. Jeden nagrobek z napisami w cyrylicy znajduje się w pobliżu cmentarnej kaplicy. Od tego właśnie grobu zaczęłam odczytywanie imion i nazwisk dawnych mieszkańców Augustowa.

Żona pułkownika

„Tu spoczywają prochy żony podpułkownika artylerii Michaiła Iwanowicza Gołowina, Awgusty Andriejewny Gołowiny[1]. Urodziła się 5/17 września 1838 roku w Finlandii. Zmarła 23 stycznia / 4 lutego 1867 roku w mieście Augustowie”.

Prawdę powiedziawszy, trochę się dziwiłam, że ten grób z rosyjskim napisem znajduje się niedaleko kaplicy Truszkowskich, w katolickiej części cmentarza. Pomyślałam, że dla Awgusty Gołowiny zrobiono jakiś wyjątek albo że była katoliczką. Tylko że „sąsiad” z prawej, inżynier Adolf Gerschow, także katolikiem nie był. Wprawdzie drugie małżeństwo zawarł w katolickiej parafii św. Andrzeja w Warszawie, ale w akcie małżeństwa jest napisane, że był wyznania augsburskiego[2]. Może więc Awgusta Gołowina także była protestantką?

W każdym razie Awgusta Gołowina otwiera galerię żon i matek.

Czytaj dalej

Opublikowano Dodaj komentarz

Nagrobki cyrylicą zapisane

Na cmentarzu w Augustowie jest kilkanaście starych grobów, na których inskrypcje zapisano cyrylicą. Są to groby przedstawicieli zaborcy, którzy wraz z rodzinami rezydowali w Augustowie, a więc pochodzące z okresu przed I wojną światową. Tylko niektóre pomniki nagrobne przetrwały, te najbardziej okazałe wykonane w kamieniu. Mimo tego, że cmentarz augustowski jest skatalogowany, to tych zabytkowych grobów brak w wyszukiwarce cmentarnej.

Pani Bożena Diemjaniuk podjęła trud odszukania, sfotografowania i skatalogowania tych nagrobków. Mało tego postanowiła podzielić się tymi informacjami z nami, a my z kolei dzielimy się z Wami. Dziękujemy Pani Bożenie!

Poniżej znajduje się lista osób z nagrobków, na których inskrypcje dają się jeszcze odczytać. Zawiera ona potrójny zapis nazwisk i imion: oryginał z nagrobka (z przedrewolucyjną ortografią i literami: i, ѣ, ѳ, a także z twardym znakiem ъ po końcowych spółgłoskach), następnie zapis wg normy ISO 9 oraz zapis po polsku. Zapisy polskojęzyczne wkrótce dodamy również do naszej wyszukiwarki Geneo. Na samym dole znajdziemy galerię zdjęć przedstawiających rzeczone nagrobki. Wszystkie zdjęcia wykonała Pani Bożena Diemjaniuk.

Czytaj dalej

Opublikowano Dodaj komentarz

Kościół parafialny katolicki w Suwałkach

Na miejscu gdzie teraz wznosi się piękne i ludne miasto Suwałki, w XV wieku była jeszcze dąbrowa, na której trzebiskach osiadło kilku Litwinów, nazwanych od ziomków swoich susiwiłkaj, co znaczy włóczęgi, miano później nadane całej osadzie, a następnie na Suwałki spolszczone. Z czasem wzrosła ona na wieś, i kiedy w XVII wieku powstał sławny ze swej zamożności klasztor kamedułów w Wigrach, została do dóbr ich przyłączoną. Zakonnicy ci, zarówno gorliwi o chwałę Bożą, jak o wzrost swego mienia, zbudowali tutaj w roku 1710 niewielki drewniany kościół, a w dziesięć lat potem wyjednali u króla Augusta II przywileje i swobody, na mocy których wieś na miasto zamienili. Tym sposobem na krańcu Litwy powstało nowe miasteczko, które za staraniem hrabiego Ludwika Paca, dziedzica dóbr Dowspuda i Raczki, przeznaczono w roku 1816 na stolicę województwa, a od roku 1834 na miasto gubernialne.

Właściwie tedy kościół był początkiem całego miasta; pierwotnie atoli stanowił on filią parafii św. Magdaleny w Wigrach, i dopiero za rządu pruskiego, gdy utworzono nową dyecezyą wigierską, następnie augustowską nazwaną, wyniesiono go do rzędu parafialnego. Mała jednak, przez czas zniszczona świątynia, skoro samo miasto wyższe przeznaczenie Otrzymało, ostać się żadną miarą nie mogła. Rozebrano więc ów stary drewniany kościołek i w innem miejscu, w środku miasta, kosztem rządu i parafian, założono w roku i 8’20 nowy teraźniejszy murowany, który w roku 1845 ukończony, (podług planu Henryka Markoniego), poświęcony został pod tytułem św. Aleksandra, przez biskupa Pawła Straszyńskiego.

Budowla ta, w późniejszych latach przez powiększenie okien i podniesienie wież nieco przerobiona, jest w stylu włoskim; na jej czele znajdują się dwie wysokie wieże, ze złocistemi baniami na wierzchu. Prowadzi do niej portyk o 6 kolumnach, do którego wstępuje się po schodach z ciosu, mających po obu stronach figury, wyobrażające św. Romualda i Benedykta, podobnież z ciosu wykonane.

Wewnątrz starannie i porządnie utrzymany kościół obejmuje trzy ołtarze pięknej snycerskiej roboty, z obrazami, w wielkim św. Aleksandra, w dwóch zaś bocznych św. Antoniego padewskiego i Matki Boskiej Szkaplerznej. Prócz tych są tu dwa inne obrazy, pędzla znakomitego naszego malarza Franciszka Smuglewicza, przeniesione z Wigier, przedstawiające jeden św. Benedykta siedzącego po lewej stronie stołu, po prawej zaś św. Scholastykę, z zachwyceniem słuchającą opowiadania swego brata; drugi wyobraża także św. Benedykta wychodzącego z murów klasztornych, przy których jeden z zakonników furtę zamyka; po lewej stronie stoi osoba obrócona plecami do widzów, przedstawiająca dwóch młodzieńców św. Benedyktowi, z których jeden całuje mu rękę, a drugi odbiera jego błogosławieństwo. Oba te obrazy mają wysokości łokci 4, szerokości łokci 3. Zresztą jest tu kaplica, do której wchodzi się z prezbiteryum, w ostatnich czasach staraniem miejscowego proboszcza i parafian odnowiona i ozdobiona, z ołtarzem Matki Boskiej i Pana Jezusa. W zakrystyi zaś zawieszone są obrazy Matki Boskiej Częstochowskiej i Pana Jezusa ukrzyżowanego, z dawnego drewnianego kościoła pochodzące.

Na rysunku kościół ok. 1864 r. według rytownika F. Sznage

 

Opublikowano Dodaj komentarz

Powstańcy sejneńscy na cmentarzu w Krasnopolu

Tabliczka "Grób Weterana"

Pisząc ten artykuł w Święto Niepodległości, chcę wspomnieć mieszkańców parafii Krasnopol, których groby na cmentarzach parafialnych w Krasnopolu zostały uhonorowane przez Instytut Pamięci Narodowej w latach 2024–2025 jako Groby Weteranów walk o wolność i niepodległość Polski.

Ponad rok temu odkryłam stronę internetową Powstańcy sejneńscy – Wspomnienia o poległych i weteranach walk o wolność Ziemi Augustowsko-Sejneńsko-Suwalskiej do 1921: i udało mi się wskazać nieznane groby uczestników Powstania Sejneńskiego znajdujące się na Cmentarzach w Krasnopolu. Dzięki wskazówkom Pani Ireny Kasperowicz-Ruka i współpracy z IPN w Białymstoku, a szczególnie z Panem Markiem Kawczyńskim, dalsze poszukiwania doprowadziły do odnalezienia wielu grobów uczestników walk o wolność i niepodległość Polski. Efektem prac jest 28 grobów z cmentarzy parafialnych w Krasnopolu wpisanych do ewidencji Groby Weteranów.

Musieliśmy odszukać rodziny weteranów i nie było to łatwe, ale dzięki pomocy wielu zaangażowanych ludzi (Pan Stanisław Jachimowicz, sołtysi wsi i wiele życzliwych osób) udało się dotrzeć prawie do wszystkich. Często rodziny od nas dowiadywały się o bohaterstwie swoich przodków i nie wiedziały o ich niepodległościowej walce. Lata po II wojnie nie pozwalały na wspominanie ich bohaterstwa, a wręcz stanowiły niebezpieczeństwo dla walczących o niepodległość wolnej Polski i ich rodzin. Prosiłam rodziny o pamiątki i zdjęcia, żeby móc wzbogacić wiedzę o naszych bohaterach, ale często członkowie rodzin opowiadali, że zdjęcia, dokumenty i pamiątki zostały zniszczone z obawy o bezpieczeństwo rodzin. Chcę przestawić sylwetki naszych lokalnych bohaterów i w kilku zdjęciach, to co udało się pozyskać. Oni są naszymi BOHATERAMI, to Oni pragnęli Polski tu gdzie mieszkali, dla swoich rodzin, ale i dla nas, tych którzy tu mieszkamy. Warto chociaż przez pamięć o NICH, oddać IM hołd.

Dominik Ambrosiewicz (1898-1976) pseudonim „Gil”, członek POW, uczestnik Powstania sejneńskiego i wojny polsko-bolszewickiej. Był odznaczony Krzyżem Walecznych, Medalem Niepodległości oraz Medalem Pamiątkowym za Wojnę 1918-1921. Był gospodarzem w Krasnopolu. Zmarł w Krasnopolu 11.10.1976 i tu został pochowany na Cmentarzu Parafialnym (CN A-XV-13 cmentarz nowy sektor A rząd XV grób 13).

Ludwik Bazylewicz (1896-1959) gospodarz z Pawłówki członek POW, brał udział w Powstaniu sejneńskim i został odznaczony Medalem Niepodległości. Zmarł 26.10.1959 i został pochowany w Krasnopolu (CS C-V-15 cmentarz stary sektor C rząd V grób 15).

Stanisław Bazylewicz (1900-1983), młodszy brat Ludwika, gospodarz z Pawłówki, członek POW, brał udział w Powstaniu sejneńskim i wojnie polsko-bolszewickiej. Został odznaczony Medalem Niepodległości. Zmarł 27.03.1983, pochowany na Cmentarzu w Krasnopolu (CN A-XXX-7).

Stanisław Bazylewicz
Stanisław Bazylewicz

Konstanty Gorczak (1895-1976) urodził się w Oranach pow. trocki i był uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej. Ożenił się z Zofią Zimnicką, panną z Krasnopola. Przed II wojną służył w Policji Państwowej i 24.09.1939 r. został internowany na terytorium Litwy. Był więziony w obozach m.in. w Kozielsku i trafił na Sybir. Z armią Andersa przeszedł szlak bojowy i walczył pod Monte Cassino. Konstanty Gorczak był wielokrotni odznaczany, m. in. Krzyż Pamiątkowy Monte Cassino, Gwiazda na Kampanię Włoską, Gwiazda za wojnę 1939-1945, Najwyższe Odznaczenie Imperium Brytyjskiego za zwycięstwo nad faszyzmem. Żył 81 lat i został pochowany na cmentarzu w Krasnopolu we wspólnym grobie z synem Marianem, zamordowanym przez Niemców. (CN A-XXXIV-1) (zdjęcia 3,4,5)

Konstanty Gorczak - książeczka wojskowa
Konstanty Gorczak - książeczka wojskowa
Konstanty Gorczak
Konstanty Gorczak
Legitymacja Krzyża PamiątkKonstanty Gorczak i legitymacja Krzyża Pamiątkowego Monte Casinoowego Monte Casino
Konstanty Gorczak i legitymacja Krzyża Pamiątkowego Monte Casino

Czytaj dalej