Opublikowano Dodaj komentarz

Maje mojego dzieciństwa – gawęda Józefy Drozdowskiej

serca Maryi

Maje zapamiętane przeze mnie z dzieciństwa były przeważnie ciepłe, suto przybrane zielenią i kwiatkami. W ogródkach obok konwalii zakwitały delikatne, o różowych serduszkach „serca Maryi”. Przydrożne krzyże przystrajane były na ten czas przez nas, dzieci, wiankami witymi ze złocistych mleczy i białej koniczynki.

Wieczorami schodziliśmy się na nabożeństwa majowe. Na koloniach wsi Jeziorki, pod Turówką, gdzie mieszkałam, przez wiele lat odbywały się one w domu pana Wacława Kondratowicza. Jak głosi tutejsza legenda, w miejscu, gdzie stoi dotąd ich dom, pobudowana była pierwsza chata osadnika, który na puszczańskiej polanie założył naszą wieś.
W małym, ale mającym w sobie ducha nabożności domu spotykali się wszyscy na modlitwie, której przewodziła pani Agnieszka Kondratowiczowa, matka moich koleżanek Wini, Jadzi i Krysi, wychowująca w duchu religijnym kilkoro dzieci, a w jakiś sposób pośrednio i nas – sąsiedzkich. Odśpiewywanej lub odczytywanej przed domowym ołtarzykiem, przybranym kwiatami, „Litanii Loretańskiej do NMP” towarzyszyły liczne pieśni maryjne z „Chwalcie, łąki umajone”, „Po górach, dolinach” i „Serdeczna Matko” na czele.

Wracałyśmy do domów, jak przystało na dzieci, rozbawione, przekrzykując kumkanie żab w licznych wówczas we wsi sadzawkach i „torfowniakach”, klekotanie bocianów i śpiewy ptaków w drzewach. Jedna z głównych kolonijnych dróg – gościniec – obsadzona była gęsto topolami. Na nich to mrowiło się w maju od chrabąszczy, którymi chłopcy mieli zwyczaj straszyć dziewczęta, wkładając je za kołnierze sukienek, często dla psikusów nawet podczas modlitwy.
Wieczorami niosły się również po polach pieśni maryjne z sąsiedniej wsi Żarnowo, gdzie był zwyczaj zbierania się ludzi na majowe przy przydrożnych krzyżach.

W moim rodzinnym domu ci, którzy nie szli na majowe, odczytywali wspólnie na głos litanię do Matki Bożej. W innych domach również. Często wspominam te rozkwiecone i rozmodlone maje, dające siłę memu życiu również i teraz, i myślę, że innym także.

Gawęda pochodzi z książki Józefy Drozdowskiej „Opowieści z domu pod topolą”

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Nowa okładka “Księgi pamięci Żydów augustowskich”

Już chyba wszyscy wiedzą, jak wygląda projekt okładki „Księgi pamięci Żydów augustowskich”. Publikowaliśmy go w wielu miejscach, aż do znudzenia. Stwierdziłem jednak, że projekt ten, o ile skutecznie nawiązuje zarówno do skromnej okładki oryginału, jak i do okładki poprzedniej księgi pamięci wydanej przez JZI (o Żydach sokólskich), to jest za mało związany z samym Augustowem. Czas więc było coś wymyślić. Jakiś augustowski akcent na okładce, inny niż tylko w tytule.

Wiele razy zatrzymywałem się przy pomniku wybudowanym na dawnym cmentarzu żydowskim w Augustowie, zastanawiając się nad smutnym losem augustowskich Żydów. Zastanawiałem się również kim są ludzie, którzy ten pomnik postawili. Teraz, dzięki zaangażowaniu w projekt tłumaczenia i wydania „Księgi pamięci Żydów augustowskich” moja wiedza na ten temat jest znacznie obszerniejsza. Pomnik ten jest najbardziej znanym dziś symbolem dawnej obecności Żydów w tym mieście i pomyślałem, że w jakiś sposób powinien zostać utrwalony na okładce książki.

Stąd graficznie niewielkie, ale moim zdaniem symbolicznie istotne zmiany w nowym projekcie okładki. Wewnętrzny obrys ornamentu odzwierciedla kształt górnej połowy pomnika. Dodatkowo w szczytowej części umieściłem wierną kopię menory (siedmioramiennego świecznika, symbolu judaizmu), która została wykuta w oryginalnym pomniku. Osobie patrzącej na okładkę projekt ma przypominać o losach Żydów Augustowskich, a jednocześnie nie powinien tracić pierwotnych powiązań z poprzednimi wydaniami ksiąg pamięci, w tym z oryginałem księgi augustowskiej.

Swoją drogą przykro jest patrzeć w jaki sposób niektórzy potraktowali pomnik postawiony na poświęconej ziemi. W wielu miejscach poobtłukiwany ciężkim narzędziem, z którym ktoś specjalnie pojawił się w tym miejscu. Stojące za nim ocalałe z cmentarza macewy pokryte są ohydnymi napisami. Pomnik przypomina o znaczeniu społeczności żydowskiej dla Augustowa, jego zniszczenia o tym, że część z nas nie wiedzieć czemu wciąż i wciąż próbuje wymazać tamtych ludzi z pamięci. Wydając „Księgę pamięci Żydów augustowskich” pokazujemy, że pamięć i wspomnienia nie są utrwalone w kamieniu, lecz w słowach. Nie będzie łatwo ich zniszczyć!

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Gwara koronna

Obwod Bialostocki 1807-1842
Obwod Bialostocki 1807-1842
źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/

Parę lat temu szukając zapisów historycznych o rodzinnych stronach trafiłem w Systemie Zbiorów Zdigitalizowanych na fragmenty dotyczące gwar na naszym terenie. Były to materiały słynnego etnografa i folklorysty Michała Federowskiego pt.: „Lud białoruski na Rusi Litewskiej. Materiały do etnografii słowiańskiej”. Badania prowadził na naszych terenach w latach 1877-1905 r. Fragment ten zapisany kursywą, w oryginalnym zapisie poniżej. Jednocześnie w tym samym materiale odnalazłem parę podań z naszych terenów. Dla zobrazowania jakim językiem posługiwali się nasi przodkowie jedna poniżej w oryginale. Opowiedział ją autorowi książki, M. Federowskiemu  – Jan Dzieżko.

Wpływ polszczyzny na fonetykę zachodnio-białoruskiego narzecza nigdzie się chyba lepiej ni uwydatnia jak w gwarze, którą lud sam nazwał k o r o n n ą (gwara przejściowa białorusko –polska)

Sokólszczanie od Korycina, Suchowoli i Janowa nazywają Królestwo Kongresowe P o l s z c z ą lub K r o l e s t w e m, K o r o n ą  zaś a nieinaczej, zowią po dziś dzień okolicę leżącą nad rzeką Bierezową, (rzeka ta wraz z Biebrzą stanowiła odwieczną granicę między Litwą i Koroną) czyli północną część powiatu białostockiego a która w Rzeczypospolitej  wchodziła w skład małopolskiego Podlasia, i w  której główną a dziwnie odbijającą się o ucho właściwością, jest ni mniej ni więcej tylko t. z. m a z u r z e n i e, (n. p. sto, ceho, cort, docka vel corka, kacan, posou, rusać, scenią, stabin i.t.p.)

Gwara koronna, o ile zbadać mogłem, występuje:

  1. w powiecie sokólskim tylko w dwóch pogranicznych wsiach, mianowicie w Jagłowie i Karpowiczach (par. Suchowolska)
  2. w powiecie białostockim w parafiach:
  • bierezowskiej (w: Bierezowa, Bobrówka i inne pobl.)
  • dolistowskiej (w: Jaćwieź Mały; Jaćwieź Wielki i inne pobl.)
  • jasionowskiej (we wszystkich wsiach)

Przytem jak słyszałem z ust wiarygodnych, gwara ta występuje jeszcze w wielu wsiach par. goniądzkiej i knyszyńskiej.

Mieszkańców powyższych parafii lud sokólski nie inaczej zowie niż Mazurami z Korony (Mazure z Karony) a mówiąc o swych sąsiadach z za Biebrzy nazywa ich Mazurami z Polszczy.

Opowiastka z okolic Suchowoli

Baba chitrejsza ad czorta.

Jeden haspadar pasiejau haroch, a potym jakość u  miesiac paszou pahledzieć czy paschadziu. Aż tam rjedko dzie kaliwo zyszło. Pastajau, pakiwau haławoju,  padumau, potym machnitu rukoju i każe: „Niechaj jeho czort woźmie!”. Sam paszou da chaty i nie chacieu uźć i hledzieć na jeho. Aż  potym susiedzie każuć: „Ależ twuoj haroch to haroch!”. Jyon czysto zdymieusie i pytaje jaki? A jeny każuć: O hetaki wieliki! (Tu op podniósł rękę po nad siebie). Ścisnuu pleczyma i podumau „Co to takoje? Pajdu zabaczu. Prychodzić, hledzić na haroch: aż kudy! Wyżej czaławieka. Aż tut pryletajet czort da jeho i każe:”Czaho ty hledisz? Kiedy to nie twuoj haroch ale muoj! „A czaławiek każe „Jak to twuoj? Kiedy ja siejau i na majuoj ziemle. A czort każe: „ A pomnisz, jak ty addau mnie jeho? Kazau ”Niech jeho czort woźmie? „Ja ad tajć pary paliwau, dahladau i heto muoj”. Czaławiek niema rady, paszuou da chaty. Pruszou taki smutny chodzić, a żuonka pytaje: Kaźmier czaho ty taki zadumany? ”Aj –każe-bieda!”- Co za bieda? Skaży ty mnie, a moża ja tabie pamahu”. Tak juon każe, tak i tak, addau czortu, a teraz czort nie daje! E –każe-pastoj: Idzi ty z im rabi umowu, skaży jemu tak: ”kiedy ty paznajesz na czuom ja pryjedu to twuoj haroch, a jak nie paznajesz to muoj”. Juon posłuchau żuonki i paszuou. Pryszuou da harochu i hledzić, aż czort prybiehajei każe; -„ a co taki tabie szkoda Harochu?”- Ja Siejau i na mojuoj ziemle, to wiadomo że szkoda. Zrabim chiba na paławinu, a nie to zrabim umowu takuju: „Jeżeli ty paznajesz na czuom ja pryjedu, to twuoj haroch, a jak nie, to muoj haroch”. A czort każe: „ Ale czy ty paznajesz na czym ja pryjedu? Zrabili umowu i umuwilisie na kiedy przyjeżdżać da harochu. Prychodzić haspadar da chaty i haworyć żuoncy co zrabili umowu, ale co to budzie? Na czom tut jechac? Jena każe: „Stuoj, dobro budzie, zaradżu”. Jak pryszuou toj dzień, co trzeba jechać da harochu, jena każe: idziem. Pryszli blisko, aż jena skinęła usio adzienie, rastrepała kosy, stała rakam i każe: ” Siedaj na minie i padjeżdżaj da harochu!” Jak juon sieu, tak jena tyłam idzie u pieruod, a wałasy za haławoju ciahnucsie niby to chwost.  Widzić i czort jedzie na busławi. Tak jak juon padjechau bliżej, haspadar kryczyć; Znaju, znaju na czom jedziesz: na busławi! No, a ty paznaj na czom ja jedu? Zlecicy czort z busła, pryszou da jeho i uhledajesie. Potym każe: „Takoho źwiera jeszcze nie widzieu bez haławy”. Abyszuou kruhom: „ależ –każe chwost! chwost!” Potym zaszuou z drhoho boku paniuchau i każe: Fe! Ależ śmierdzić! No hetaho zwiera nie znaju: twuoj haroch! I sam palecieu, a żuonka ustała, adziełasie i paszli da chaty.

Ot, baba huorsza czorta i jeho abszukała!

Opracował Ryszard Siemion