Opublikowano Dodaj komentarz

Wyjazdy Bernatowiczów do USA

Od 10 lat trzymam w swojej szufladzie bardzo nietypowe drzewo genealogiczne. Jest to rodowód tylko tych osób z rodu Bernatowiczów, które wyemigrowały ze swojej ojczyzny do USA.

O protoplaście rodu Bernatowiczów z gminy Sztabin pisała już moja córka w artykule “Marcin Bernatowicz i jego najbliżsi“. Gdybym chciał pokazać drzewo genealogiczne jego potomków, otrzymalibyśmy wielki rysunek zawierający grubo ponad 1000 osób. Prawdopodobnie zupełnie nieczytelny. Można jednak odfiltrować tylko gałęzie, które kończą się poza granicami Polski.

Końcówka XIX wieku charakteryzowała się zmniejszoną umieralnością niemowląt. Nieużytki we wsiach Suwalszczyzny zostały już zagospodarowane i nie było możliwości utrzymania tak wielkiej liczby mieszkańców wsi przy ciągle słabej efektywności uprawy rolnej. Część z młodych ludzi musiała więc szukać utrzymania poza rolnictwem. Niektórzy najmowali się jako pomoc u bogatszych gospodarzy lub w folwarkach. Inni wyjeżdżali do większych miast w nadziei na znalezienie zajęcia, z którego mogliby utrzymać siebie i swoją rodzinę. Jeszcze inni szukali szczęścia opuszczając kraj i próbując urządzić się w innych krajach, w większości w Ameryce.

Te dylematy nie ominęły również rodu Bernatowiczów. Na przełomie XIX i XX wieku część z nich wyjechało do USA. Nieliczni powrócili do kraju, ale większość pozostała dając początek wielkim rodzinom, które później rozprzestrzeniły się po całym kontynencie północnoamerykańskim. Tego rodu jak i wielu innych z Suwalszczyzny nie ominęła również fala emigracji po drugiej wojnie światowej, aczkolwiek w liczbach bezwzględnych była ona znacząco mniejsza.

Na przedstawionym diagramie każda osoba oznaczona jest kolorem niebieskim i zielonym lub ich mieszanką. Kolor niebieski oznacza okres życia w kraju, kolor zielony – w USA. Widać, że niektóre osoby, chodzi o najstarsze pokolenia rodu, spędziły całe swoje życie w kraju. Inni rodzili się w Polsce, ale wyemigrowali i zmarli po drugiej stronie oceanu. Niektórzy wyjechali do USA, ale później wrócili do ojczyzny (zielony kolor po środku osoby). Są też takie, które urodziły się w USA i wróciły do Polski. Gałęzie nie zawierające w ogóle emigrantów zostały z diagramu w całości wyeliminowane.


Mapa “Odsetek osób polskiego pochodzenia” pochodzi ze strony https://biqdata.wyborcza.pl/

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Ogłoszenia urzędowe w amerykańskich gazetach

Stare amerykańskie gazety to ciekawe, a czasem wręcz bezcenne źródło informacji o emigrantach z Suwalszczyzny. W jednym z poprzednich postów pokazywałem przykład nekrologu z polskojęzycznej gazety “Dziennik Chicagoski”. Interesujące ogłoszenia można znaleźć również w gazetach anglojęzycznych.

“Chicago Tribune” należy do jednej z najstarszych, a zarazem największych (o największym nakładzie) gazet amerykańskich. Ukazuje się od 1849 roku. Redakcja od samego początku ma siedzibę w Chicago, w największym ośrodku miejskim w hrabstwie[1] Cook. Urzędnik stanu cywilnego tego hrabstwa przekazywał gazetom do publikacji informacje o podjętych czynnościach. Tu zamieszczam listę zezwoleń na zawarcie ślubu (tzw. marriage licence) udzielonych w dniu 25 sierpnia 1903 roku. Wśród wielu anglosaskich par znajdziemy również kilka brzmiących po polsku. Brzmiących, gdyż tak jak w wielu dokumentach amerykańskich zarówno zapisujący oryginalny dokument, jak i zecer składający kolumnę gazety do druku mieli poważne trudności z prawidłowym przeliterowaniem obcobrzmiących nazwisk.

Uważnie studiując takie listy można wyłapać znajome nazwiska przodków i krewnych. Niestety już od wielu dziesiątek lat ogłaszanie zezwoleń na zawarcie związku małżeńskiego nie jest praktykowane.

 

  1. samorządowa jednostka administracyjna, okręg
Opublikowano Dodaj komentarz

Port i stacja kolejowa w Antwerpii

Na stronie JZI ukazał się artykuł p. Ryszarda Siemiona pt. “Emigracja wsi podlaskich w latach 1885-1920 na przykładzie wsi Jagłowo“. Autor omawia w nim drogę jaką przebywali emigranci z Jagłowa by zakończyć ją w Stanach Zjednoczonych. Artykuł dał mi kolejną inspirację do napisania tego posta.

P. Siemion wskazuje w tekście, iż mieszkańcy Jagłowa okrętowali się w większości w portach Brema i Hamburg. Korzystali ze szlaków przetartych przez pierwszych emigrantów z danej miejscowości i stąd przywiązanie do określonych agencji imigracyjnych i linii “przerzutowych” do Ameryki. Jednym z takich portów, z którego korzystali mieszkańcy innych miejscowości Suwalszczyzny była belgijska Antwerpia. Port w Antwerpii był i jest wyjątkowy, leży około 90 km od Morza Północnego, na prawym brzegu rzeki Skaldy, na skrzyżowaniu najważniejszego szlaku morskiego oraz najgęstszej i najrozleglejszej sieci rzek, kanałów i linii kolejowych. Mimo położenia w głębi lądu przy nabrzeżach mogą cumować statki o największym tonażu. Dawniej i obecnie jest to przede wszystkim port towarowy, ale na przełomie XIX i XX wieku również i stąd odpływały okręty z emigrantami.

Emigracyjny biznes Antwerpii znajdował się w większości w rękach niemieckich linii żeglugowych, które miały umowę operacyjną z Liniami Red Star – amerykańsko-belgijskimi liniami oceanicznymi. Od 1873 do 1934 Linie Red Star przewiozły niemal 2 miliony emigrantów z Antwerpii do Ameryki, w większości do Nowego Jorku. Poniżej zaledwie jedna karta manifestu pokładowego statku pasażerskiego Samland, który 15 czerwca 1907 roku wypłynął z Antwerpii, by 13 dni później zameldować się w Nowym Jorku.

Wśród pasażerów znajdziemy dwie młode kobiety: Aleksandrę Wróblewską z Jasionowa (pozycja 14)  i Pelagię Dochód z Lebiedzina (pozycja 15). Rozpoznaję również kilka innych osób wskazujących jako ostatnie miejsce swojego zamieszkania miejscowość położoną na Suwalszczyźnie.

Aby wyruszyć w podróż morską emigranci docierali do portów koleją. Antwerpia ma przepiękny dworzec kolejowy, który zachował się w niemal niezmienionym stanie od czasu zakończenia budowy czyli od 1905 roku. Pokryty kamieniem budynek dworca Antwerpen-Centraal zaprojektował Louis Delacenserie. Wiadukt prowadzący do stacji jest również godną uwagi konstrukcją zaprojektowaną przez lokalnego architekta Jana Van Asperena. Dworzec jest powszechnie uważany za najwspanialszy przykład architektury kolejowej w Belgii, chociaż wpływ eklektyzmu na projekt Delacenserie doprowadził do trudności w przypisaniu budowli do określonego stylu architektonicznego. Główny budynek dworca dzięki ogromnej kopule nad poczekalnią stał się potocznie nazywany spoorwegkathedraal („kolejowa katedra”). Dzisiaj na dworzec parowozy już nie wjeżdżają, ale taki obraz jaki mają dzisiejsi podróżni musieli mieć przed oczami emigranci. Z dworca do portu jest pół godziny drogi piechotą.

Dlaczego pisze akurat o Antwerpii? Nie tylko dlatego, że niektórzy członkowie rodziny mojej żony odpływali w dal z tamtejszego portu, ale także dlatego, że miałem okazję kilkukrotnie przespacerować się wzdłuż peronów dworca kolejowego Antwerpen-Centraal i podziwiać dokładnie te same miejsca, na które z szeroko otwartymi oczami 100 lat wcześniej patrzyli mieszkańcy Suwalszczyzny. Zrobiły na mnie niesamowite wrażenie, co starałem się ująć na kilku zdjęciach.

 
Opublikowano 2 komentarzy

Emigracja wsi podlaskich w latach 1885-1920 na przykładzie wsi Jagłowo

Imigracja Polaków do USA

Budując drzewo genealogiczne rodziny Siemion, a dalej rozbudowując je na prawie wszystkie rodziny zamieszkujące rodzinną wieś moich dziadków, zauważyłem, że duża część mieszkańców gdzieś znika. Wiedziałem oczywiście, że obaj dziadkowie byli i pracowali przez jakiś czas w USA ale nie mówiło się o tym zbyt dużo w domach rodzinnych. Po bardziej wnikliwej analizie na podstawie tylko jednej wsi zdałem dopiero sobie sprawę ze skali problemu. Dodatkowo pogłębiłem wiedzę dzięki przeczytanym w ostatnim czasie książkom. Pierwsza to Dariusza Terleckiego pt. „ Po dolary i wolność”, Małgorzaty Szejnert pt. „ Wyspa klucz” i Adama Leszczyńskiego pt. „ Ludowa historia Polski”. Polecam je wszystkim. Ważne były także dwie wizyty w USA i zwiedzanie muzeum emigracji na Ellis Island i Muzeum Emigracji w Gdyni. Oglądając eksponaty w muzeach można dopiero zrozumieć skalę problemów jakie przeżywali nasi przodkowie decydując się na tak daleką podróż. Ciekawiło mnie jak sobie dawali radę, jak ten proces imigracji milionów ludzi był zorganizowany.

W skrócie spróbuję opisać i wyjaśnić, ograniczając się do aspektów związanych z samą podróżą. Mam nadzieję, że artykuł ten w jakimś stopniu pokaże odwagę podlaskich emigrantów i odpowie na pytanie „Jak oni dali sobie radę?”

Dlaczego imigrowali?

W tym miejscu należy zadać sobie pytanie skąd była u nich taka desperacja by wyjechać, by opuścić rodzinne wsie. Przecież wcześniej nikt z nich nie podróżował poza obręb najbliższych stron. Z opowieści dziadka pamiętam, że jedyne wyjazdy, to było najbliższe miasteczko z czwartkowym targiem w Suchowoli. Jeden raz dziadek był w Grodnie załatwiając jakąś sprawę w urzędzie.

Statua Wolności witała imigrantów
Statua Wolności witała imigrantów

Główne powody emigracji to:

  • Gigantyczne przeludnienie wsi
  • Brak wolnej ziemi
  • Brak pracy w mieście
  • Unikanie służby w carskiej armii
  • System społeczny

Na wsi znajdujemy podział chłopów w zależności od posiadanego majątku ziemskiego na gospodarzy (kmieci); połowników; zagrodników; chałupników i komorników lub kątników. Ci dwaj ostatni nie mieli ziemi. O czym świadczą wpisy w znanych mi metrykach parafii Suchowola czy Jamin. Rodziny były wielodzietne. Posłużę się przykładem moich przodków. Pradziadek Wojciech miał czterech synów i trzy córki, był jeszcze brat wzięty do armii carskiej i dwie siostry. Dziadek jako najstarszy syn wyjeżdża do USA w 1898, wraca w 1907 roku. Przywozi pieniądze ale na rynku ziemi brak.

Podział gospodarstwa to bieda i głód. Wszystkich trzech braci wysyła do USA. Siostry wydaje za mąż, wspomagając zakup ziemi. Położenie chłopów w dobrach królewskich nie różniło się bardzo od położenia chłopów w majątkach prywatnych. Istotną zmianę w położeniu chłopów na terenach Podlasia było ogłoszenie przez carat 16 maja 1861 roku zniesienia pańszczyzny i przeprowadzenie oczynszowania z dniem 1 października. Następnie ukazy z 1864 roku wprowadziły uwłaszczenie pełne i natychmiastowe, za odszkodowaniem. Pozostawiono służebność, czyli prawo do korzystania z pastwisk i lasów. Wprowadzono zebrania wioskowe, oraz obieralnych sołtysów i wójtów. Car nadał ziemię także służbie folwarcznej i zagrodnikom. Wzrosła wydajność gospodarstw, chłop mógł produkować wreszcie dla swojej rodziny.

Ale jak podaje Dariusz Terlecki w książce „Po dolary i wolność”, po uwłaszczeniu chłopów w zaborze rosyjskim większość powstałych gospodarstw nie była samowystarczalna. Te karłowate, do dwu hektarów i małorolne, do pięciu hektarów, stanowiły w 1904 roku 64% ogólnej liczby gospodarstw rolnych. Jednocześnie zajmując tylko 16% areału. Na podstawie danych z książki Wiesław Cabana „ Służba rekrutów z Królestwa Polskiego w armii Carskiej w latach 1831-1873″ podaję kilka podstawowych informacji na temat służby w armii carskiej…

Zgodnie z ustawą z 1831 roku były trzy kategorie poboru – zwyczajny, zwiększony i nadzwyczajny. Pobór zwyczajny wtedy gdy wcielano do armii 6 osób na 1000 dusz męskich, zwiększony 7-10 osób i nadzwyczajny gdy wcielano więcej niż 10 osób. Były lata kiedy poboru nie było lub rezygnowano z niego na pewnym obszarze. Tak było na przykład w 1863 roku, kiedy przeprowadzono pobór zwiększony do 10 osób na 1000 dusz tylko w guberniach wschodnich. Z poboru wyłączono gubernie zachodnie carstwa czyli tzw. Ziemie Zabrane bo nie chciano włączać do armii mieszkających tam Polaków, a powodem było powstanie styczniowe. Służbie wojskowej podlegali młodzi ludzie w wieku 20-25 lat.

Cały ciężar służby spoczywał na chłopach. Dla przykładu w 1868 roku wcielono do armii 84060 osób z tego aż 76853 tj. 91,4% stanowili chłopi. Statystycznie z Królestwa Polskiego wcielano 7900 osób, co stanowiło 10% rocznego kontyngentu. Podlasie było traktowane jako ziemie zabrane przez carat. Obowiązywał więc pobór do armii carskiej tak jak w całej Rosji. Był on większy jak w Królestwie Polskim. Szczególnie uciążliwa służba w armii carskiej trwała 20-25 lat, często na dalekowschodnich granicach imperium, była uważana za gorszą od zesłania na katorgę.

Imigracja Polaków do USA. Imigranci z Jagłowa.

Zgodnie z zapisem Adama Leszczyńskiego w „Ludowej historii Polski”

„Masowa emigracja z ziem polskich zaczęła się po wojnie francusko-pruskiej (1870)… .W latach 1881-1890 emigracja pochłonęła w zaborze pruskim prawie cały, bardzo wysoki wówczas przyrost naturalny. W połowie lat 70 XIX wieku masowa emigracja ruszyła z ziem Królestwa Polskiego… trzecia fala emigracji ruszyła od lat 90-tych XIX wieku z Galicji… .W sumie wg. szacunków tylko w dekadzie poprzedzającej pierwszą wojnę światową z ziem polskich i kresów wyjechało ponad milion etnicznych Polaków. W tym trzy czwarte do USA. Aż 80% emigrantów stanowili chłopi. I tak np. z guberni łomżyńskiej wyjechało 36 osób na 10 tysięcy mieszkańców.

Według Dariusza Terleckiego „Po dolary i wolność” od 1860 do 1900 roku w każdym dziesięcioleciu wyjeżdżało z terenów polskich od 120 do 342 tysięcy osób. W ostatnich trzech latach przed wybuchem I wojny światowej po 150 tys. rocznie. Wskaźnik reemigracji wynosił 10-15 %. Wyjeżdżali ludzie młodzi, 82% z nich to osoby w wieku 14-44 lat.

Proszę sobie wyobrazić, że wg moich danych z Jagłowa w latach 1885-1915 wyemigrowało min. 60 mieszkańców. Wieś liczyła w 1909 roku około 290 mieszkańców tj. ok. 20 %. Dlatego liczba mieszkańców Jagłowa w roku 1926 była mniejsza niż w 1909.

Pierwsze odnalezione w archiwach wyjazdy z Jagłowa do USA.

  • Adam Siemion ur. ok. 1866 r. syn Jana. Przybycie do NY 1885 rok. Statek Polaria.
  • Wincenty Gudel ur. 29 list. 1857 r. syn Wincentego Stanisława. Przybycie do NY w 1885 r. Statek Polaria.
  • Wincenty Mojżuk ur. ok. 1865 r. syn Wincentego. Przybycie do Baltimore USA 24.10.1887 r. Statek Herman.
  • Wincenty Mojżuk ur. 16.08.1864 r. Syn Ignacego. Przybycie do USA w 1888 r. Statek Schiedam.
Fragment zapisu manifestu  imigrantów z Jagłowa
Fragment zapisu manifestu imigrantów z Jagłowa

Przetarcie szlaków i sukces ogłoszony w listach do rodziny i znajomych powodował kolejne wyjazdy. Imigranci słali zaproszenia swoim sąsiadom, krewnym wykupywali szyfkarty, bilety, polecali linie oceaniczne lub statki. Widoczne jest to w zapisach na kolejnych manifestach. Często nowi mieszkali razem z wcześniejszymi emigrantami. Nazywano to „boarding” czyli przyjęcie pod swój dach współlokatora. Ułatwiali nowym start w Ameryce pomagając im znaleźć zatrudnienie i mieszkanie.

Rząd carski nie chciał by rodziny poddanych, którzy wyemigrowali z polskiej ziemi pod zaborem rosyjskim, dostawały szyfkarty. Emigracja siły roboczej, a w szczególności wyjazdy mężczyzn w wieku poborowym była bardzo duża, dlatego bardzo często cała korespondencja była cenzurowana i w większości zatrzymywana. Te działania miały często tragiczne zakończenie, bo powodowały między nadawcami i adresatami konflikt i zerwanie korespondencji.

Agenci imigracyjni. Organizacja wyjazdów

Emigranci to byli ludzie odważni, przedsiębiorczy, sprytni. Byli to najbardziej aktywni, głównie młodzi mężczyźni. Po roku 1907, 80% emigrantów pochodzi z Europy Wschodniej i Południowej. Bieda była głównym bodźcem wypędzającym ich z własnego kraju. Ale nie znali języka, wcześniej poruszali się tylko w obrębie swoich miejsc zamieszkania. Z drugiej strony państwa zamorskie były zainteresowane imigrantami, czekał na nich duży rynek pracy w błyskawicznie rosnącym przemyśle. Stany Zjednoczone potrzebowały ludzi do zagospodarowania ciągle rozrastającego swego terytorium. Sprzyjał im rozwój kolei żelaznej, wzrost liczby linii żeglugowych, wymiana żaglowców na okręty zabierające często ponad tysiąc emigrantów, napędzane silnikami parowymi. Spadły znacząco koszty podróży.

Największe linie okrętowe to angielska kompania żeglugowa White Star Line, niemieckie Hamburg America Line (HAPAG) i Norddeutscher Llyod. Werbunkiem klientów dla przewoźników zajmowały się agencje, w naszym obszarze najaktywniejszą była bremeńska agencja Friedricha Misslera. Jej biura rozmieszczone po całym kraju zatrudniały setki agentów imigracyjnych.

Reklama prasowa linii żeglugowej
Reklama prasowa linii żeglugowej
Bilet na statek
Bilet na statek

Agenci emigracyjni werbowali ludzi do wyjazdu, załatwiali wszelkie formalności związane z podróżą, pomagali w zdobyciu potrzebnych dokumentów. Niestety często oszukiwali i dokumenty były fałszywe. Podstawowy dokument to tzw. z niemieckiego szyfkarta (przepustka do wyśnionej Ameryki ). Były dwa sposoby jego uzyskania. Pierwszy to przysłanie przez krewnego lub znajomego z Ameryki. Niestety często ginął, bo konfiskowała go carska cenzura, ginęły też pieniądze na podróż i wskazówki jak wyjechać, jak bezpiecznie się zachować. W sytuacji problemów z komunikowaniem się w tamtych czasach prowadziło często do zerwania więzi rodzinnych.

Szyfkarta
Szyfkarta

Drugi sposób to wypełnienie otrzymanego z biura emigracyjnego druku zgłoszenia i wysłanie go wraz z zadatkiem. W odpowiedzi potencjalny emigrant otrzymywał instrukcję zawierającą informacje na temat podróży i musiał wtedy wybrać termin wyjazdu. Biuro dokonywało rezerwacji miejsca na konkretnym statku i przysyłało tymczasową szyfkartę. Dokument ten był ważny na okres 6-12 miesięcy. W porcie z którego wypływał wpłacał resztę należności i wymieniał na właściwą szyfkartę. W każdym z tych sposobów konieczna była znajomość czytania i pisania, wielu musiało prosić o to najczęściej miejscowego proboszcza.

Kolorowa kartka wręczana emigrantom
Kolorowa kartka wręczana emigrantom

Wraz z tymczasowym biletem okrętowym podróżny otrzymywał kolorowe kartki. Wsiadając do pociągu na stacji początkowej, przy przesiadce, jak tez na peronie w mieście portowym, musiał je trzymać wysoko nad głową, by pracownicy agencji emigracyjnej rozpoznali swoich klientów i skierowali ich do właściwego celu. Każdy z nich musiał obowiązkowo mieć wydany przez władze miejscowe paszport i wszyscy brali metryki urodzenia od swego proboszcza.

Koszty szyfkarty to od 59 do 70 złotych reńskich tj. 24-30 dolarów. Do tego podatek emigracyjny ok. 7 dolarów. Średnio bilet kolejowy kosztował w Prusach ok. 18 marek tj. ok. 4 dolary. Koszt całej podróży do Ameryki, nawet przy słabej płacy w fabryce zwracały się po miesiącu pracy. Prędkości pociągów to 30-60 km/h, podróż pociągiem trwała ok. 2 doby. Oczywiste, że naszych emigrantów stać było na podróż pociągiem tylko w trzeciej klasie. W tym czasie w Prusach składy kolejowe nawet w trzeciej klasie miały wagony wyposażone w toalety, gazowe oświetlenie i ogrzewanie parowe. Ławy w wagonach były najczęściej dookoła ścian. Siedzieli więc na swoich kufrach czy tobołach. W przypadku przejazdów przez okupowane przez Rosję terytoria groziły częste kontrole żandarmów carskich, którzy poszukiwali rekrutów próbujących uniknąć długoletniej służby w armii carskiej. Podróż statkiem Brema New York ok. 10 dni. Posiłek na czas podróży pociągiem w ramach własnych zasobów. W porcie często w ramach bonusu, w oczekiwaniu na statek płaciły linie okrętowe. Na statku pożywienie było w ramach biletu.

Bilet kolejowy
Bilet kolejowy

Emigranci z Jagłowa byli w szczególnej sytuacji. Wieś położona w północno – zachodniej części guberni grodzieńskiej. Na południowym brzegu Biebrzy, która była rzeką graniczną z Prusami. Z opowiadań dziadka Jana pamiętam, że przemyt był ważnym elementem dochodu rodzin tam zamieszkujących. Można więc wnosić, że wielu przekraczało granice nielegalnie i dopiero z Prus organizowało wyjazd do Ameryki. Wyjeżdżali głównie z Bremy i Hamburga, to 65% portów wyjazdowych. Pozostałe to Liverpool, Rotterdam i Amsterdam. Porty docelowe w USA to w ok. 70% New York, 25 % Philadelphia i 5% Baltimore, ale płynęli także poprzez Kanadę do portów w Quebecku czy Halifaxie. Znakomita większość osiedliła się w Pensylwanii, New Jersey ,Michigan i Illinois.

Zaokrętowanie. Warunki podróży

Okres liberalnej polityki emigracyjnej skończył się w Stanach Zjednoczonych w 1882 roku, kiedy to zabroniono przyjazdu do USA chorym psychicznie, przestępcom kryminalnym oraz stanowiącym zagrożenie dla porządku prawnego państwa. Wprowadzono także podatek imigracyjny tzw. „head tax” w wysokości 0,5 dolara za każdego emigranta. Rósł on stopniowo i tak np. w roku 1907 osiągnął 7 dolarów. Następnie wprowadzono tzw. „Foran Act” – zabraniał on wstępu do USA robotnikom wykwalifikowanym, którzy jeszcze przed wyruszeniem do Stanów podpisali kontrakty o pracę. Od 1891 roku zobowiązano kapitanów statków do sporządzania jeszcze na pokładzie szczegółowego zestawienia danych wszystkich pasażerów, a oficerowie imigracyjni w amerykańskich portach na jego podstawie mieli decydować o wpuszczeniu emigranta do Stanów lub odesłania go do domu. Kosztem powrotnej podróży był obciążony armator przewożący emigranta. Te spisy były nazwane „manifest”.

Wypełniony manifest
Wypełniony manifest

Dlatego też w porcie wyjścia czekała na naszych emigrantów pierwsza kontrola. Nie mogły wejść na pokład także osoby chore, żebracy, karane sądownie, niezamężne kobiety w ciąży, osoby powyżej 60 roku życia z wyjątkiem głów rodzin.

Wejście na okręt stanowiło szok dla naszych emigrantów. Transatlantyk to był statek wielopokładowy. Liczba pokładów dochodziła do dziesięciu. Na szczycie kabina nawigacyjna, niżej pierwsze luksusowe pokłady dla najbogatszych pasażerów. Potem górny pokład spacerowy, dalej dolny pokład spacerowy i kabiny pierwszej klasy. Klasa średnia podróżowała niżej w kabinach drugiej klasy, były już one wyposażone w piętrowe łóżka a ich wygląd był funkcjonalny. Na tym poziomie były też bagażownie pierwszej i drugiej klasy a także kuchnie.

Kolejne niższe piętro, już poniżej linii wody tzw. międzypokład był dla najbiedniejszych pasażerów trzeciej klasy oraz stewardów i reszty załogi. W manifestach określany jako „Steerage”. Wystrój pomieszczeń był spartański, jadalnia to zwykła stołówka. Wielo osobowe kajuty z trzypiętrowymi metalowymi łóżkami, najczęściej wilgotne sienniki i brudne koce. Latem nagrzane, zimą zimne. Prysznic zbiorowy, toalety wspólne. Ścisk , brud , zaduch.

Emigranci z trzeciej klasy musieli być obowiązkowo zaszczepieni przeciw ospie i codziennie badani przez lekarza. Każdy dostawał przy zaokrętowaniu kartonik z ponumerowanymi dniami podróży, każdy dzień badania musiał być na nim odnotowany. Posiłki były stale takie same, stanowiły często przyczynę choroby. Był to głównie chleb, kartofle w łupinach i ryby. Wspomagali się własnym jedzeniem zabranym zgodnie z radami w listach, a więc sucharami, wędzoną kiełbasą, wędzoną słoniną, cebulą, suszonym mięsem i cukrem. Ciała zmarłych pasażerów były wrzucane do morza.

Pasażerowie trzeciej klasy byli często szykanowani. Zmuszano ich do prostych prac. Częste były wymuszenia czy okradanie. Niestety najgorsze warunki były na statkach niemieckich. Niektórzy emigranci pisali w listach do rodziny, że podróż statkiem to jak przejście przez czyściec, inni przez piekło.

Jakimi statkami pływali emigranci z Jagłowa do wyśnionej Ameryki?

Poniżej ich nazwy:

Polaria; Schiedam; Herman; Graff Waldersee; Pretoria; Albano; Koln; Scandia – 1400 pasażerów 3-ciej klasy; Branderburg; Waesland; Etruria – 900; Grosser Kufurst; Blucher; Rotterdam; Nieuw Amsterdam; Cleveland; Friedrich der Grosse; Generall Strugis; Barbarossa; Vaderland; Merion; Lord Clive; Belgenland; Pensylvania; Rhynland; Karlsuhe; Fulda; Noordam; Arcadia.

SS  Friedrich Der Grosse przewożący emigrantów do USA
SS Friedrich Der Grosse przewożący emigrantów do USA

Dokąd przybywali

Pierwsza stacja mieściła się na południowym cyplu Manhatanu zwanym Battery, w stacji imigracyjnej Castle Garden. Oficjalnie była nią od 1855 roku dla stanu Nowy York, a więc przyjmowała większość emigrantów do USA.

Stacja emigracyjna Castle Garden na południowym Cyplu Manhattanu zwanym Battery
Stacja emigracyjna Castle Garden na południowym Cyplu Manhattanu zwanym Battery

Odprawa w Castle Garden była piekłem dla emigrantów. Bałagan, poniżanie, nie przestrzeganie prawa, wokół oszuści złodzieje i handlarze żywym towarem. Została zamknięta w 1890 r. Na czas budowy nowej stacji odprawy odbywały się w Barge Office (Urząd Bankowy) była to odprawa jeszcze bardziej niewygodna i kłopotliwa.

Jak pisała amerykańska prasa nowa stacja imigracyjna musi być nowoczesna i wygodna, ale też odcięta od ulic miasta, gdzie natychmiast rzucają się na imigrantów oszuści, złodzieje i handlarze żywym towarem. Powinien też ją kontrolować rząd federalny. Zdecydowano o budowie nowej stacji na wyspie Ellis Island.

Nowa stacja imigracyjna na Ellis Island
Nowa stacja imigracyjna na Ellis Island

Nowa stacja na Ellis Island rozpoczyna pracę 1 stycznia 1892 r. Utworzono nową posadę komisarza imigracyjnego portu Nowy Jork z kwaterą główną na Ellis Island. Pierwszym rozładowanym statkiem jest parowiec Nevada.

Budynek był przestronny 122 m długości i 45 m szerokości. Posiadał centralne ogrzewanie parowe, zelektryfikowany, z nowoczesnymi sanitariatami. Stacja może przyjąć nawet 10 tys. emigrantów dziennie. Jest wykonana z drewna, dawała komfort i bezpieczeństwo. Budynek przypomina raczej nadmorskie kasyno niż stację kontrolną dla biednych imigrantów. Co bardzo charakterystyczne, na stacji imigranci czują swojski zapach lasu i domu. Z sosnowego odżywiczonego drewna wykonano podłogi, a ściany żywiczne z drewna świerkowego i sosnowego. Nowa bagażownia może pomieścić walizy i kufry dwunastu tysięcy pasażerów.

Pożar na wyspie wybucha 14 kwietnia 1897 roku. Żywiczne deski płoną z trzaskiem. Po trzech godzinach wielki gmach stacji zamienia się w hałdę węgla drzewnego. Nikt nie zginął. Spłonęły jednak jakże ważne dla nas wszystkich dokumenty, manifesty pasażerów.

Na czas odbudowy stację ponownie ulokowano na Manhattanie w budynku Barge Office. Działa wręcz skandalicznie. Brud chamstwo, złodziejskie ceny. Korupcja i chaos.

Zdecydowano o budowie nowej stacji. Tym razem z cegły, kamienia betonu i stali. Tym razem przypomina wielki dworzec kolei żelaznej. Fasada czerwono biała. Wielka sala ma 61 m długości i 30 m szerokości i 17 m wysokości. Wyspa została znacznie powiększona. Stacja stoi do dziś jako muzeum imigracji. Poniżej wiele zdjęć archiwalnych i aktualnych piszącego. Otwarcie nowej stacji następuje 17 grudnia 1900 r

Stacja Ellis Island działała do 1954 r.
Stacja Ellis Island działała do 1954 r.

Etapy weryfikowania przybyłych pasażerów

Cztery etapy weryfikowania przybyłych pasażerów:

  1. Na pokładzie transatlantyku lekarze identyfikowali chorych, którzy musieli poddać się kwarantannie.
  2. Urzędnicy emigracyjni na transatlantyku kontrolowali pasażerów I i II klasy.
  3. Pasażerowie I i II klasy po pomyślnej inspekcji schodzili na ląd. Pasażerowie III klasy na promach byli przewożeni na Ellis Island.
  4. Ellis Island – przewożeni tu pasażerowie poddani byli dokładnej kontroli prawnej i medycznej.
 Mapka Zatoki Nowojorskiej
Mapka Zatoki Nowojorskiej

Manifesty i kwestia zapisu nazwisk

Zacznijmy od wyjaśnienia, czym były tak zwane „manifesty”. Manifesty to spis pasażerów na statkach ich przewożących. By te listy oddawały prawdziwy opis pasażerów musiały się na nich znaleźć wszystkie informacje interesujące służby imigracyjne. Kapitanowie statków zobligowani byli do przygotowania takich rozbudowanych i ujednoliconych spisów pasażerów. Dokumenty te obowiązkowo musiały być archiwizowane. Co one zawierały? Wiele istotnych informacji, a więc: port wypłynięcia i port przybycia; daty wyjazdu i przybycia; nazwisko, imię, płeć, powołanie, zdolność do czytania i pisania, obywatelstwo i kraj pochodzenia, ostatnie miejsce pobytu, zamierzone miejsce pobytu, czy jest obywatelem Stanów Zjednoczonych, stan lub terytorium, zapraszający, liczbę sztuk bagażu, wzrost, kolor włosów i oczu oraz inne. Każdy pasażer musiał być opisany, a oficer przewożącego statku taki manifest poświadczał pod przysięgą.

Druk manifestu wypełniany na stacji rejestracyjnej
Druk manifestu wypełniany na stacji rejestracyjnej

Dziś manifesty są jednym z największych skarbów Ameryki. Pozwalają one przy użyciu techniki komputerowej, po zeskanowaniu oczywiście tych dokumentów, odnaleźć nam wielu przodków. Ale nie wszystkich, bo 14 kwietnia 1897 roku na wyspie Ellis Island wybucha wielki pożar. Budynki były z drewna i dokumenty poszły z dymem.

Manifest ze statku Waesland z Liverpoolu , którym płynęli mieszkańcy Jagłowa –Albin Mojżuk ; Klemens Poźniak i Andrzej Mitrosz w 1899 roku
Manifest ze statku Waesland z Liverpoolu , którym płynęli mieszkańcy Jagłowa –Albin Mojżuk ; Klemens Poźniak i Andrzej Mitrosz w 1899 roku

Oprócz manifestu były wydawane zaświadczenia czy certyfikaty potwierdzające przybycie imigranta do portu. Poniżej jeden imigranta z Jagłowa.

Certyfikat potwierdzający przybycie
Certyfikat potwierdzający przybycie

Pierwsze zmiany w zapisie nazwisk i innych danych emigrantów powstały przy wypełnianiu manifestów na statkach. W stacji rejestracyjnej w Castle Garden, a potem na słynnej Ellis Island pracowano na dostarczonych ze statków dokumentach. Błędy często nie były korygowane. Urzędnicy tam ich rejestrujący często zmieniali ich imiona i nazwiska – ponieważ nie byli w stanie ich poprawnie zapisać. Po prostu zapisywali w dokumentach nazwiska tak jak je usłyszeli. Dlatego też było masę przeinaczeń i błędów. Te zmienione nazwiska wielu emigrantów używało dalej jako oficjalnych. Wielu Polaków zmieniało lub skracało swoje nazwiska świadomie w okresie późniejszym, jako trudne do wymówienia dla Amerykanów ale też ze względów biznesowych.

Procedury na stacji emigracyjnej

 Promy dopływają do Ellis Island, opadają trapy i tłum imigrantów wchodzi do budynku głównego stacji. Każda nacja ma inne bagaże. Bagaży jest mnóstwo. Wszyscy taszczą toboły i kufry schodząc z podwożących ich promów i łodzi. Bagażownia znajduje się na parterze i wszyscy winni tam zostawić swoje bagaże przed udaniem się na górę do głównej sali rejestracyjnej. Przy sobie mogli mieć tylko bagaż podręczny. Największy problem jest z ludźmi mówiącymi po polsku, zapisanymi w rejestrach manifestów jako Rosjanie, Niemcy czy Austriacy. Nie chcą zostawiać swych bagaży i niosą je wszędzie za sobą. Ze względów bezpieczeństwa nie zezwala się jednak na wnoszenie bagaży do góry na salę przesłuchań. W zakresie organizacji tego obszaru na wyspie jest raczej porządek. Kufry oddane w przechowalni są opisane i bezpieczne. Po uzyskaniu zgody na wjazd firmy koncesjonowane przez rząd amerykański dostarczają je do docelowego miejsca podróży za „uczciwą” opłatą. Opłata często była uiszczona przez zapraszającego lub musi ją zapłacić imigrant i tu często dochodzi do jej zawyżania. Z parteru wielkie szerokie schody prowadziły na piętro, był tam „registry room”– sala rejestracyjna. Na schodach zaczynało się wstępne badanie. Stali tam lekarze i urzędnicy w mundurach.

Wstępne badania
Wstępne badania

Główną swą uwagę lekarz inspekcyjny kierował na: skórę głowy, twarz, szyję, ręce, sposób chodzenia i ogólną kondycję fizyczną oraz psychiczną. Jeśli któryś z tych elementów był niewidoczny emigrant był zatrzymywany i oglądany szczegółowo. Lekarzy tych nazywano „sześciosekundowi”, bo średnio tyle mieli czasu na oglądnięcie każdego imigranta. Jeśli coś zauważyli, na ubraniu tej osoby zaznaczali kredą literę oznaczającą problem, na przykład “C”- oznaczało zapalenie spojówek. Tych oznaczonych urzędnicy mundurowi wyprowadzali z kolejki i badał ich inny lekarz nazywany „człowiek oko”. Jeśli coś potwierdził, dalsze badanie odbywało się w pokoju lekarskim. Zdrowi wracali do kolejki. Chorzy trafiali do szpitala na Ellis Island, gdzie byli leczeni i obserwowani. Ozdrowieńcy powracali do procesu kontrolnego tj. inspekcji prawnej. Dla nieuleczalnie chorych nie było wjazdu.

Badanie w gabinecie lekarskim
Badanie w gabinecie lekarskim

Ci którzy pokonali schody bez kredowych znaczków ustawiani byli do inspekcji prawnej w tzw. registry room. Polegała ona na udzieleniu odpowiedzi na szereg pytań zadawanych rzez oficerów imigracyjnych. Każdy oficer prowadził rozmowę na bazie kart manifestu przekazanych ze statku. Rozmowom towarzyszyli tłumacze. W rozmowie przesłuchiwany winien przekonać, że jest zdolny by samodzielnie dać sobie radę, że nie będzie ciężarem czy zagrożeniem dla państwa amerykańskiego. Ci którzy zdali mieli otwarte drzwi do Ameryki.

Inspekcja prawna
Inspekcja prawna

Tych których odpowiedzi zostawiły wątpliwości, stawiano przed komisją weryfikacyjną do drugiego etapu inspekcji prawnej. Na ich korzyść mogli zeznawać sprowadzeni na ich prośbę mieszkający w Stanach krewni, znajomi , zapraszający itp. Zweryfikowani mieli zgodę na wjazd. Około 20 % tych weryfikowanych otrzymywało zakaz wstępu do USA.

Inspekcja prawna
Inspekcja prawna

Rozmowy były prowadzone w wielkim holu „registry room”. W tłumie czekającym na wyczytanie swego nazwiska zawsze straszne zdenerwowanie. Wyczytany podchodził do inspektora, gdzie był przepytywany. Hałas był ogromny. O co pytano?

Ile masz pieniędzy? Tu był problem, wielu już w tym momencie nic nie miało. Decydował inspektor, ważne było czy była już opłacona przez zapraszającego podróż do miejsca docelowego. Pytano o zawód, umiejętności radzenia, sytuacje rodzinną, co zamierza robić w Stanach itp.

Kobietom, które podróżowały bez mężczyzn nie pozwalano opuścić wyspy ze względu na bezpieczeństwo. Dopiero po przybyciu krewnych mogły wyjechać. Odnalazłem takie zdarzenie przy wyjeździe mojej babci ciotecznej Teofili Kuderewskiej z d. Gudel.

W oczekiwaniu na rozmowę
W oczekiwaniu na rozmowę

Po zakończeniu wielogodzinnych badań wyczytano nazwiska osób, które pomyślnie je przeszły. Część miała wykupione bilety do miejsca docelowego, inni mogli je kupić w holu, były tam kasy firm kolejowych. Były też kantory w których można było wymienić wszystkie waluty świata. W okienkach razem z biletem wydawano imigrantom duże kolorowe kartki na których wypisane były nazwy miast do których się udawali. Przypinali je do ubrań i konduktorzy podobnie jak w Europie mieli ułatwione zadanie na peronach by skierować ich do właściwego pociągu.

Jeszcze w sali rejestracyjnej każdy oczekujący na wynik rozmowy, miał prawo do zakupu paczki żywnościowej, lunch z kanapkami po specjalnej preferencyjnej cenie. Ponieważ ostatni raz jedli na transatlantyku dla wielu był to ostatni posiłek na dalszą drogę przez Stany Ameryki. Paczka była pożywna, cena wynosiła 75 centów.

Imigranci którzy pozytywnie przeszli weryfikację, przebywali na wyspie około 5 godzin. Czas pobytu pozostałych to już były tygodnie, a nawet miesiące.

Szczęśliwi musieli zejść na parter. Prowadziły tam z holu szerokie schody nazywane schodami rozstania „stairs of separation”. Były one przedzielone solidnymi barierkami na trzy linie ruchu. Lewa prowadziła na prom do Nowego Jorku. Prawa dla udających się pociągiem w dalszą podróż. Środkową prowadzono tych, których zatrzymano na wyspie do wyjaśnienia ich statusu.

Ci z prawej i lewej spotykali się z czekającymi często na nich bliskimi. Miejsce to nazwano wrotami pocałunków „kissing gate”.

 

Poszukiwania emigrantów z Jagłowa w manifestach i nie tylko

Poszukiwania prowadziłem dla tych nazwisk w drzewie co do których nie było żadnej wiedzy co się z nimi dalej działo, a byli w drzewie chociażby dzięki spisom obywateli Jagłowa z lat 1864 i 1909 oraz danym osiągniętym przez wywiady rodzinne. Były dwie możliwości – armia carska lub emigracja no i oczywiście zgon. Przejrzałem setki manifestów szukając znanych i typowych nazwisk z tej wsi. Każdy napotka tu na duży problem. Nazwiska które nosili są w większości poprzekształcane i wyglądają zupełnie inaczej. Zapisywane najpierw przez oficerów na statkach (obowiązek wprowadzono w 1891 r.) na początku było tylko 12 pozycji, w następnych latach urosło do 29 pozycji), a później na stacji imigracyjnej są bardzo uproszczone, są takie jak je spisujący usłyszał i w języku angielskim mógł zapisać. Następnym elementem pomocnym w szukaniu było zapisane w manifeście miejsce ostatniego stałego pobytu. Tu podobnie ten sam problem jak z nazwiskami. Jagłowo jest zapisane jako – Jeglowo ; Jaglawo; Diegowo ; Jeglewo ; Zaglewo ;Dleigowo ;Ruiglowo ; Dligowo itp. Ale są też inne problemy, pierwszy związany z tym że oficerowie na statkach upraszczają sobie pracę i wpisują jako ostatnie miejsce pobytu – port wypłynięcia statku. Z tej racji, że nasi emigranci w znakomitej większości płynęli do Grand Rapids w Michigan pomocne było sprawdzenie portu docelowego. W wielu przypadkach poszukując jednej osoby trafiałem na dwójkę lub trójkę płynących razem za wielką wodę.

Część danych udało się potwierdzić poprzez odnalezienie akt naturalizacji oraz rejestracji do wojska konkretnie do Armii Błękitnej Hallera prowadzonej wśród emigracji w latach 1917-1919. Pomocne były też zapisy i adresy zapraszających, jeśli wcześniejsze ustalenia co do ich pochodzenia były jednoznaczne.

Akt naturalizacji Stanisława Mitrosza z Jagłowa
Akt naturalizacji Stanisława Mitrosza z Jagłowa

Drugi problem stwarzają często sami emigranci, którzy zamiast małej wsi podają większe pobliskie miasta lub miasteczka. I tak pojawia się Suchowola , Sztabin , Sokółka a nawet Grodno.

Rejestracja do armii Franciszek Siemion. Brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej . Wrócił do Stanów w 1920 r.
Rejestracja do armii Franciszek Siemion. Brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej . Wrócił do Stanów w 1920 r.

Poniżej przedstawiam najbardziej prawdopodobne wyjazdy emigrantów z Jagłowa, nie ma jednak co do niektórych 100% pewności. Oprócz tych wpisanych na listę mam prawie drugie tyle nie potwierdzonych. Trzeba też zauważyć, że istnieje spora liczba wyjazdów krewnych Jagłowian, jak na przykład Siemion i Mojżuk ze wsi Leśniki czy Sawośko z Głęboczyzny, których nie ująłem w wykazie. Nie wszystkich o których wiedziałem, że wyjechali udało się znaleźć w manifestach i nie wszystkie dane są kompletne. Braki te wynikają pewnie z powodu poruszonego już w tekście spalenia milionów manifestów w pożarze w 1897 roku, małej ilości danych w początkach ich wprowadzenia ale tez także z emigracji nielegalnej.

 Lista imigrantów

  1. Jan Siemion ur. 08.07.1880 r. syn Wojciecha. Wyjazd 1898 r z Bremy. Powrót 1907, ślub 1908 r.
  2. Bolesław Bert Siemion ur. 18.06.1888 r. syn Wojciecha. Wyjazd 10.08.1907 z Bremy do Qebec, Kanada. Następnie przez jeziora statkiem Montezuma przybył dn. 21.08.1907 r. do Grand Rapids Michigan. Odebrał go brat Jan. Zamieszkał u niego pod adresem 11 Str.205. Pozostał w USA, ślub 1910 r. Rejestracja do Armii Hallera 12.09.1918 r.
  3. Adolf Siemion ur. 28.06.1891 r. syn Wojciecha. Wyjazd 02.06.1911 r. prawdopodobnie z Bremy. Przybycie do Quebec Kanada dn. 12.06.1911 r. Dalej statkiem Lake Michigan do Detroit gdzie przybył 13.06.1911 r i do Grand Rapids Michigan do brata Bolesława. Pozostał w USA, ślub w 1914 r. Rejestracja do Armii Hallera 05.06.1917 r. w Grand Rapids, Michigan.
  4. Franciszek Adolf Siemion ur. 28.03.1896 r. syn Wojciecha. Pierwszy wyjazd 1914 r. Wyjazd prawdopodobnie z Bremy 02.08.1914 r. Przybył do Quebec w Kanadzie 12.08.1914 r. Dalej statkiem Rathenia do Detroit dotarł 13.08.1914 r. i dalej do Grand Rapids Michigan do brata Adolfa Siemiona. Rejestracja do Armii Hallera 05.06.1917 r. w Grand Rapids, Michigan. Powrót do Polski w ramach błękitnej Armii Hallera. W latach 1918 -20 udział w wojnie z Rosją i Ukrainą. Drugi wyjazd z Gdańska 16.06.1920 r. i powrót do USA New York 28.06.1920 r. statkiem Mercury. Ślub w 1924. Pozostał w USA.
  5. Antoni Siemion ur. 12.02.1855 r. syn Antoniego. Pierwszy wyjazd 1890 i drugi 1897 r. z żoną Mary Jacobski i pięciorgiem dzieci John; Helen; Michael; Peter Anton i Steve.
  6. Adam Siemion ur. ok. 1866 r. syn Jana. Wyjazd z Hamburga statkiem Polaria do New York 18.05.1885 r. Powrót przed 1905 rokiem. Po raz drugi prawdopodobnie z żoną Rozalią i dwoma synami Józefem i Zygmuntem ponowny wyjazd po 1909 r.
  7. Franciszek Siemion ur. ok. 1876 r. w Jagłowie. Wyjazd z Hamburga do New Jorku dn. 01.05.1896 r. Statek Scandia. Brak danych w drzewie.
  8. Drugi prawdopodobnie jego wyjazd. Franciszek Siemion ur. ok. 1876 r. w Jagłowie. Zaprosił Albin Mojżuk z Grand Rapids Michigan. Wyjazd z Bremy 16.08.1906 r. Przybycie do Baltimore 30.08.1906 r. Statek Branderburg.
  9. Klemens Poźniak ur. ok. 1877 r. syn Mateusza Michała. Wyjazd z Liverpool 08.03.1899 r. statek Waesland, przybycie do USA Philadelphia Pa 20.03.1899 r. Pozostał w USA. Zaprosił Joseph Mojzuk.
  10. Adam Poźniak ur. ok. 1875 r. syn Mateusza Michała. Wyjazd z Liverpool 20.02.1904 r. Statek Etruria. Przybycie do USA New York 29.02.1904 r. Powrót przed 1908 r. Ślub 1908 r. w Polsce. Zaprosił kuzyn Cegelski .
  11. Ignac Poźniak ur. ok. 1879 r. w Jagłowie. Syn Mateusza Michała. Wyjazd z Bremy 16.08.1906 r. Statek Branderburg. Przybycie do Baltimore 30.08.1906 r. Zaprosił kuzyn Jan Sienko (Siemion).
  12. Izydor Janewicz ur. ok. 1886 r. syn Józefa. Wyjazd z Bremy 18.06.1904 r. Statek Grosser Kurfurst. Przybycie do New York 29.06.1904 r. Powrót przed 1924. Ślub ok. 1924 r.
  13. Jan Janewicz ur. ok. 1887 r. syn Józefa. Wyjazd z Hamburga 19.07.1905 r. Statek Blucher. Przybycie do New York 30.07.1905 r. Zaprosił brat Izydor Janewicz.
  14. Jan Kuderewski ur. ok. 1873r. mąż Teofili d.Gudel. Wyjazd z Rotterdamu. Statek Rotterdam, przybycie do USA New York 25.07.1905. Prawdopodobnie powrócił i mieszkał w Suchowoli.
  15. Teofila Kuderewska z d. Gudel ur. ok. 1883 r. córka Jana. Wyjazd z Rotterdamu 13.03.1909 r. Statek Nieuw Amsterdam. Przybycie do USA New York 23.03. 909 r. W kraju mąż Jan Kuderewski. Zaprosił Kuzyn Wincenty Mojżuk.
  16. Jej drugi wyjazd. Teofila Kuderewska ur. ok. 1883 z Suchowoli. W kraju teściowa Aniela Kuderewska w Suchowoli. Wyjazd z Hamburga 23.08.1911 r. Statek Cleveland. Przybycie do New York 03.09.1911 r. Zaprosił Anton Sokołowski. Jest także zapis w rejestrze zatrzymanych oczekujących na odbiór kobiet. Odbiera Małgorzata Sokołowska 05.08.1911 (sic!?) godz. 10.00.
  17. Wincenty Gudel ur. ok. 29.11.1857 r. w Jagłowie syn Wincentego Stanisława. Wyjazd z Hamburga 05.05.1885 r. Statek Polaria. Przybycie do New York 18.05.1895. Prawdopodobnie pozostał.
  18. Marianna Gudel ur. ok. 1894 r. córka Jana? (brak w drzewie – jest ale ojciec jego brat Józef). W kraju pozostał ojciec Jan Gudel w Sztabinie (Jagłowo). Wyjazd z Rotterdamu 29.11.1912 r. Statek Nieuw Amsterdam. Przybycie do USA, New York 04.12.1912 r. Pozostała w USA.
  19. Adolf Dawidowicz ur. ok. 15.05.1884 r. w Jagłowie syn Marcina. Wyjazd z Bremy 13.07.1911 r. Statek Friedrich Grose. Przybycie do USA, New York 25.07.1911 r. Pozostał w USA, ślub w 1924 r. W kraju pozostał ojciec Marcin Dawidowicz w Jagłowie. Rejestracja do Armii Hallera 12. 08. 1918 r.
  20. Serafina Wiesztort z d. Dawidowicz ur. ok. 1886 r. córka Marcina-wyjazd do USA –wyjazd z mężem do Australii – pozostała w Australii.
  21. Mieczysław Dawidowicz ur. 25.03.1914 r. w Jagłowie syn Kajetana i brat Adolfa i Serafiny. Wyjazd z Bremerhaven 02.07.1950 r. Statek Generall S. D. Strugis. Przybycie do USA, New York, dwie daty 12.02.1950 i 11.07.1950 – został lekarzem. Pułkownik armii USA, pozostał w USA.
  22. Andrzej Mitrosz ur. ok. 1887 r. syn Mateusza. Wyjazd z Bremy. Statek Barbarossa. Przybycie do USA New York 24.03.1905 r. Zaprosił Franciszek Koszczuk, adres Main St.4209 Philadelphia Pa, USA. Pozostał w USA.
  23. Kazimierz Mitrosz ur. 28.08.1881 r. syn Mateusza. Wyjazd z Antwerpii, statek Vaderland. Przybycie do USA, New York 12.04.1907 r. Pozostał w USA. Akt naturalizacji 10.02.1922 r.
  24. Stanisław Mitrosz ur. ok 1888 r. syn Mateusza. Wyjazd z Liverpool. Statek Merion. Przybycie do USA Philadelphia Pa 17.04.1910 r. Pozostał w USA. Zaprosił Andrzej Mitrosz.
  25. Marianna Mitrosz ur. ok. 1890 r. córka Mateusza – przyjechała razem z bratem Stanisławem.
  26. Antoni Mitrosz ur. ok. 1872 r. syn Mateusza. Wyjazd z Hamburga. Statek Pennsylvania. Przybycie do USA New York 26.09.1912 r. Pozostał w USA zmarł w 1950 r. dzieci w Polsce.
  27. Wiktor Winkiewicz ur. ok. 1865 r. (19.04.1864) syn Mateusza. Wyjazd z Hamburga. Statek Polaria. Przybycie do New York 18.05.1885 r. Brak danych o powrocie.
  28. Kazimierz Winkiewicz ur. 1852 r. syn Mateusza. Wyjazd z Antwerpii. Statek Rhynland. Przybycie do USA, New York 15.04.1903 r. Powrót przed 1905 r.
  29. Klemens Winkiewicz ur. ok 1858 r. syn Mateusza. Wyjazd z Bremy. Statek Karlsuhe. Przybycie do USA Baltimore, Maryland w 05.08.1890 r. Powrót przed 1909 r.
  30. Wiktoria Winkiewicz ur. ok 1860 r. córka Kazimierza. Wyjazd z Niemiec. Statek Fulda. Przyjazd do New York 1890 r. Brak danych o powrocie.
  31. Feliksa Wojtkielewicz ur. ok. 1890 r. córka Wincentego. Wyjazd z Rotterdamu. Statek Noordam. Przybycie do USA, New York 14.06.1910 r. Pozostała w USA, ślub 20.09.1911 z Bolesławem Kolskim.
  32. Anna Wojtkielewicz ur. ok. 1879 r. córka Kazimierza. Wyjazd z Hamburga. Statek Arcadia. Przybycie do USA New York 06.04.1902 r. Pozostała w USA, mąż Frank, synowie Edwin i Alfred.
  33. Ignacy Wojtkielewicz ur. ok. 1870 r. emigrował przed 1902 rokiem, na jego zaproszenie przyjechała Anna – wrócił do Polski.
  34. Rozalia Wojtkielewicz ur. ok. 1885 r. z d. Jaroszewicz, córka Mateusza , II-ga żona Ignacego. Statek Belgenland. Przybycie do USA Philadelphia Pa 1903 r. Wróciła wraz z mężem do Polski. Przy tej ulicy Main Str. 4145 Philadelphia Pa mieszali Mojżukowie: – Wincenty s. Wincentego i następni Albin Mojżuk; Joseph Mojżuk; Klemens Pożniak.
  35. Wincenty Mojżuk ur. ok. 1865 r. syn Wincentego. Wyjazd statkiem Hermann, przybycie do USA Baltimore MD, Maryland 24.09.1887 r. Pracował tam ok. 20 lat – wrócił po śmierci ojca ok. 1906-1907 r.
  36. Wincenty Mojżuk ur. 16. 08. 1864 r. syn Ignacego. Wyjazd statkiem Schiedam, przybycie do USA New York 1988 r. Pozostał w USA. Ślub w USA w 1901 r. z Anna Kozłowską z Mogilnic.
  37. Albin Mojżuk ur. ok. 1874 r. syn Jana . Wyjazd z Liverpool statkiem Waesland, przybycie do USA Philadelphia PA 20. 03. 1899 r. Wrócił przed 1901 r. Zaprosił brat stryjeczny Wincenty.
  38. Józef Mojżuk ur. ok. 1870 r. syn Piotra. Wyjazd z Liverpool 18.03.1890 r. Statek Lord Clive , przybycie 04.04 1890 r. do USA Philadelphia PA. Wrócił przed 1909 rokiem. Zaprosił do USA Klemensa Poźniaka i Izydora Janewicza.
  39. Stanisław Mojżuk ur. ok. 1895 r. syn Piotra, brat Józefa. Wyjazd z Hamburga, przybycie statkiem Graff Waldersee do USA Phpladelphia PA, 21.09.1912 r. Brak informacji o powrocie.
  40. Ignacy Mojżuk ur. ok. 1882 r. syn Jana. Wyjazd z Hmburga, statek Pretoria, przybycie do USA New York 11.03.1907 r. Brak informacji o powrocie.
  41. Albina Mojżuk ur. ok. 1883 r. w Jagłowie, córka Jana i siostra Albina, który ją zaprosił. Wyjazd z Bremy 14.08.1902 r. Statek Breslau. Przyjazd do Baltimore 27.08.1902 r.
  42. Jan Ratkiewicz ur. ok. 1867 r. syn Ignacego. Wyjazd Hamburga 04.02.1903 r. Statek Albano, przybycie do USA New York 24.02.1903 r. Zaproszenie od Jana Kamińskiego mieszkającego w Pitsburgu. Brak informacji o powrocie, prawdopodobnie ściągnął żonę.
  43. Marianna Ratkiewicz z d. Polkowska ur. 08.11.1872 r. żona Jana. Syn Bolesław ur. ok. 1895 r. i córka Marianna ur. ok. 1900 r. Zaproszeni przez męża i ojca Jana. Wyjazd z Bremy 03.07.1902 r. Statek Breslau. Przyjazd do Baltimore 16.07.1902 r.
  44. Anna Ratkiewicz ur. ok. 1881 r. córka Jgnacego. Wyjechała razem z bratem Janem. Brak wiedzy o powrocie.
  45. Władysław Ratkiewicz ur. ok. 1887 r. syn Józefa. Wyjazd z Bremy, statek Koln, przybycie 14.06.1911 r. do Philadelphia. Zaproszenie od Józefa Romanowskiego, adres 141 St. Calton Phila-Pa. Powrócił.
  46. Pelagia Ratkiewicz ur. ok. 1889 r. żona Władysława z d. Romanowska, wyjazd razem z mężem.
  47. Magdalena (Marianna) Ratkiewicz ur. 03.03.1864 r. w Jagłowie, córka Ignacego. Wyjazd z Liverpool 03.06.1907 r. Port docelowy Philadelphia 14.06.1907 r. Statek Wasterland.
  48. Józef Sawośko ur. 19. 03. 1891 r. syn Ignacego lub Jana z Jagłowa. Przybycie do USA 11.11.1907 r. Naturalizacja 29.08.1918 Illinois USA.
  49. Aleksander Sawośko ur. ok 1893 r. syn Ignacego z Jagłowa. Przybycie do USA 21.09.1912 do Philadelphia, statek Waldersee z Hamburga. Brak danych o powrocie.
  50. Kajetan Sawośko ur. ok. 1887 r. z Jagłowa syn Ignacego. Przybycie do USA Chicago w 1905 r. Małżeństwo z Rozalią Sztukowską.
  1. Franciszek Sawośko ur. ok. 1877 r. w Jagłowie. Brak w drzewie. Wyjazd z Hamburga 25. 05. 1903 r. Przybycie do New York 8.06. 1903 r.
  2. Wincenty Mikucki ur. 11.08.1868 r. syn Laurentego Bartłomieja. Wyjazd 1908 r. Zaproszenie od Ignacy Mikucki, wrócił do Polski.
  3. Jan Koszczuk ur. ok. 1865 r. syn Wincentego. Wyjazd z Hamburga, statek Palatia, przybycie do New York 11.05.1895 r. Brak wiedzy o powrocie.
  4. Jan Kamiński ur. ok. 1865 r. syn Józefa z Jagłowa. Wyjazd z Bremy, statek Maryland, przybycie do Baltimore USA 28.03.1896 r. Wrócił ok. 1899 r.
  5. Aleksandra Szkiłądź ur. ok. 1883 z Jagłowa córka Józefa. Wyjazd z Antwerpii 01.04.1907 r. Statek Vaderland. Przyjazd do New York 12.04.1907 r. Wyjechała razem z Kazimierzem Mitroszem .

Niektórych wyjazdów nie jestem w stanie przypisać do konkretnych rodzin z braku pełnej wiedzy o mieszkańcach Jagłowa, podam jeden ciekawy przypadek. Wyjazd z Hamburga, statek SS Scandia. Port docelowy Nowy Jork 01.05.1896 r. Sześć typowych nazwisk dla Jagłowa.

  • Franciszek Siemion L.25
  • Klemens Winkiewicz l.35
  • Joanna Winkiewicz l.22
  • Jan Mojżuk l.23
  • Wincenty Mojżuk l.30
  • Marian Ratkiewicz l.19

Zapis w manifeście jest ubogi, z roku 1896, zawiera mało danych. Takich zapisów jest jeszcze wiele. Te wyjazdy powodowały, że z czasem pewne rodziny od wieków zamieszkujące Jagłowo znikały. Zniknęły np. rodziny: Mitroszów; Sawośków; Koszczuków; Winkiewiczów, w dużej części Mojżuków; Siemionów czy Ratkiewiczów.

Zdjęcia przedstawione w artykule są zdjęciami autora – dokumentów odnalezionych w manifestach, wykonanymi podczas podróży do USA z ekspozycji Muzeum na Ellis Island i Muzeum Emigracji w Gdyni. Niektóre zdjęcia wykorzystałem z książki pt. „Po dolary i wolność” Dariusza Terleckiego, który przywołuje iż pochodzą ze zbiorów Muzeum w Gdyni.

Opracował: Ryszard Siemion na bazie Family Tree Siemion.

Od redakcji

Znakomitą relację o emigracji i emigrantach z tego samego obszaru, ale z nieco innej perspektywy można znaleźć w książce Marii Narel-Challot pt. “Amerykański kapelusz. Feliks”

 
Opublikowano 2 komentarzy

Historia jednego grobu

Wiele lat temu korespondowałem z Sharon, potomkiem Bernatowiczów, którzy wyemigrowali do USA. Wymienialiśmy mnóstwo maili i w pewnym momencie okazało się, że jest również potomkiem rodziny Pycz. Nazwisko niewątpliwie związane z regionem gminy Sztabin i sąsiednich. Otrzymałem od niej klepsydrę krewnego Ludwika Pycza wydrukowaną w 1902 roku w “Dzienniku Chicagoskim”, a więc po polsku. Poza imieniem i nazwiskiem Sharon niewiele odczytała z tej notki, którą zamieszam poniżej.

Ponieważ kopia jest marnej jakości i słabej rozdzielczości (taką dostałem), pozwolę sobie przepisać tutaj jej treść. Oto ona:

Krewnym i znajomym donosimy tę smutną wiadomość, iż najukochańszy ojciec nas i mąż mój, Ludwik Pycz, pożegnał się z tym światem17 grudnia 1902 roku w Czarniejewie, Gminie Dębowskiej, Guberni Suwalskiej, (Powiat Augustowski), a zwłoki ś.p. Ludwika złożono w grobie w parafii Jamińskiej.

Ś.p. Ludwik Pycz, przybywszy do Ameryki przed 13tu laty pracował przez cały czas w zawodzie rzeźniczym w rzezalniach Chicagoskich. Zapadłszy na ciężką chorobę, za poradą prof. Kuflewskiego udał się w rodzinne strony dla poratowania zdrowia, tymczasem nielitościwa śmierć przecięła pasmo życia jego.

Ś.p. Ludwik był członkiem Tow. Obrońców Korony Polskiej, w parafii NMP Nieustającej Pomocy, na Bridgeporcie. Msza św. za spokój duszy jego odbędzie się 16go stycznia o godz. 7mej rano w kościele NMP Nieustającej Pomocy, na Bridgeporcie.

Na tę świętą i ostatnia przysługę zaprasza w smutku pogrążona:

Felicya Pycz, żona; Leonarda, córka; Józef Szyperski, szwagier; Wiktoria Szyperska, siostra; Józef Zacharewicz, szwagier; Joanna Zacharewicz, siostra; Hieronim Łukawski, teść z dziećmi; Milanowska, ciocia z dziećmi.

Bardzo ciekawy nekrolog! Zawiera mnóstwo informacji o życiu zmarłego i jego rodzinie. Dziś już takich nie spotkamy, nad czym ubolewam, podobnie jak wiele koleżanek i kolegów genealogów. Mnie jednak najbardziej interesowała informacje, że Ludwik Pycz został pochowany na cmentarzu jamińskim, a ponieważ bywałem i bywam w okolicy, więc postanowiłem to sprawdzić.

Pogodny letni dzień 2009 roku wybrałem się wspólnie z żoną po raz pierwszy do Jamin celem odszukania domniemanego grobu. Przetrząsnęliśmy niemal cały cmentarz i dopiero przy granicy we wschodniej części znaleźliśmy grób zmarłego w 1902 roku Ludwika.

W bezpośrednim sąsiedztwie znajdowały się groby Ignacego Pycza, Romualdy Pycz i Henryka Pycza, którzy byli zapewne powiązani rodzinnie z rzeczonym Ludwikiem. Moją uwagę zwrócił nadzwyczaj dobry stan grobu sprzed ponad 100 lat. Nie tylko ktoś przynosił kwiaty, ale i płyta z inskrypcją była w takim stanie, jakby wykonana była niedawno, choć współcześnie, ani takich betonowych nagrobków się nie wykonuje, ani takich inskrypcji w cementowych płytach. Zapytałem więc przypadkowo napotkaną osobę, czy może wie, kto się opiekuje tym grobem. Traf chciał, że była ona dobrze zorientowana i skierowała mnie do rodziny Panasewiczów w Czarniewie. To musiał być dobry trop, bo przecież ta miejscowość (w zniekształconym nieco zapisie) została wzmiankowana w nekrologu.

Wizyta w domu Panasewiczów była bardzo owocna. Spotkałem tam młodego człowieka i jego teściową, która okazała się być córką Ignacego i Romualdy Pyczów, pochowanych tuż obok Ludwika, stryja Ignacego. Opowiedziałem całą historię w jaki sposób do nich trafiłem, o Sharon – ich amerykańskiej krewniaczce i innych zagadnieniach związanych z genealogią. W konsekwencji Sharon mogła się skontaktować z nowopoznanymi krewnymi z Polski ze strony rodziny Pycz.

Akt zgonu Ludwika Pycza z 1902 r.
Akt zgonu Ludwika Pycza z 1902 r.

Po indeksacji parafii Jaminy i umieszczeniu indeksów w wyszukiwarce Geneo każdy może z łatwością odnaleźć dane Ludwika i Ignacego Pyczów oraz poznać ich wzajemne relacje rodzinne. Jak się okazuje znalezienie tych powiązań jest możliwe i bez wglądu w księgi metrykalne. Potrzebne są wizyty terenowe, przeszukiwanie cmentarzy, rozmowy z ludźmi. Jest to znacznie trudniejsze niż wpisanie kwerenty w wyszukiwarce, ale i znacznie ciekawsze!

P.S. Historię tę opisywałem już kiedyś na jakiejś stronie w Internecie, ale strona zaniknęła i w niebyt pociągnęła tę moim zdaniem ciekawą historię, którą teraz postanowiłem odtworzyć z wykonanych ponad 12 lat temu zdjęć, maili i własnej, coraz bardziej szwankującej pamięci. Nic nie jest wieczne – warto więc trzymać swoje notatki w kilku kopiach w różnych miejscach 🙂

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Fundatorzy kapliczki w lesie Łubianka

Kapliczka w Łubiance
Kapliczka w lesie Łubianka
Kapliczka w lesie Łubianka

Kapliczka w Łubiance

Pobłogosław las i pole, pobłogosław naszą dolę, Matuś nasza – taka modlitwa wybrzmiewa z cokołu murowanej kapliczki z figurą Matki Bożej zlokalizowanej na skrzyżowaniu dróg w lesie Łubianka pomiędzy Jaminami a Wrotkami. Kapliczka została wybudowana w 1939 r. z inicjatywy leśników: Stanisława Nyki (leśniczego z Łubianki), Antoniego Samsela (gajowego z Ostrzełka), Bolesława Andraki (gajowego z Łubianki) oraz Ludwika Janika (gajowego z Rogowa) – fundatorów kapliczki, których nazwiska umieszczone są na jej tyle. Na przodzie kapliczki widoczne są zachowane ślady po postrzałach żołnierzy sowieckich z lat 1939-1941 r.

Kapliczka znajduje się na szlaku historyczno-przyrodniczym parafii Jaminy i okolic, który jest wspólną inicjatywą Stowarzyszenia Inicjatyw Lokalnych „Biebrza” i Jamińskiego Zespołu Indeksacyjnego.

Poniżej zestawienie informacji o wyżej wymienionych osobach, odnalezione w internecie.

Antoni Samsel – ur. 17 kwietnia 1909 r. w Kalinowie; syn Włodzimierza/ Władysława* i Emilii z d. Balowiak. 27 października 1935 r. jako kawaler z Ostrzełka, gajowy, ożenił się z Marią Kundą z Jamin (ur. 1909-08-06 Jaminy, zm. 1987-01-19 w Ohio, USA), córką Grzegorza i Aleksandry z d. Piktel. Syn Tadeusz (ur. w 1937 r., zm. niespodziewanie w wieku 19 lat, 1956-12-13 w Ohio, USA). Deportowany wraz z żoną i synem w 1940 r. i zesłany w marcu tego roku do miejscowości Miel w pow. Czerdyńskim, Mołotowska Oblast, później do miejscowości Czurocznaja, pow. Krasnowiszerski, Mołotowska Oblast. 28 sierpnia 1941 r. zwolniony (miejscowość Złatoust, Czelabińska Oblast) i wcielony do armii polskiej. Służył w 2. Korpusie Polskim dowodzonym przez gen. Władysława Andersa jako sierżant 6. batalionu. Zmarł 6 lipca 1992 r. w Berea, Cuyahoga, Ohio (USA); pochowany na cmentarzu Saint Adalbert Cemetery (Middleburg Heights, Cuyahoga County) razem z żoną i synem. Odznaczony Krzyżem Walecznych.

Nagrobek Antoniego, Marii i Tadeusza Samselów ( Saint Adalbert Cemetery Middleburg Heights, Cuyahoga County, Ohio, USA)
Nagrobek Antoniego, Marii i Tadeusza Samselów

Bolesław Andraka – ur. 14 listopada 1894 r. w Mogilnicach; syn Wincentego i Michaliny z d. Bartłom(i)ejczyk. 14 czerwca 1930 r. jako kawaler z Kolnicy (par. Studzieniczna), rolnik, ożenił się z Franciszką Cieślukowską z Białobrzegów (par. Augustów; ur. 1901-02-28 Świderek, zm. 1986-04-30 Bristol, UK), córką Jana i Michaliny z d. Lebiedź. Syn Stanisław (ur. ok. 1931-32 r., zm. 1940 r. Syberia, ZSRR). Deportowany wraz z żoną i synem w 1940 r. i zesłany w marcu tego roku do miejscowości Miel w pow. Czerdyńskim, Mołotowska Oblast, później do miejscowości Czurocznaja, pow. Krasnowiszerski, Mołotowska Oblast. W sierpniu 1942 r. ewakuowany z ZSRR wraz z Armią Polską na Wschodzie. Przedostał się z żoną przez Indie do Wielkiej Brytanii. Zmarł 27 lutego 1976 r. w Bristol, Gloucestershire w Anglii.

Bolesław Andraka we wspomnieniach Pani Marii Michałowskiej:

Bolesław Andraka był leśnikiem, mieszkał z rodziną w leśniczówce na Łubiance i dlatego wszyscy zostali wywiezieni… Zabrano ich w nocy, na początku grudnia 1939 roku, prosto z Łubianki do lagrów koło Czarnego Lasu. Babci pozwolono przynieść im kolację wigilijną i 24 grudnia 1939 roku pożegnali się na zawsze. Mały Staś prosił moją babcię, żeby jego zabrała do siebie, babcia prosiła, błagała, klękała przed nimi, niestety nie pozwolono… Na początku stycznia 1940 roku, przy mrozie -40°, bydlęcymi wagonami wywieziono ich za Ural. To zawsze opowiadała moja Mamusia i Babcia… Zawieźli ich za Ural, a tam było – 60°, głód, brud i odebrana godność. Wujek Andraka pisał do Babci i Dziadka, prosił o suche obierki z ziemniaków dla Stasia, bo Staś umiera z głodu. Babcia suszyła jedzenie, mięso. Dziadek łowił ryby w Biebrzy, to i ryby suszyła, ziemniaki, chleb, bułki, wszystko co się dało. Ludzie ze wsi pomagali, kobiety robiły sweterki, skarpetki, rękawiczki dla Stasia, dziadek 2 razy w tygodniu nosił te paczki do Sztabina i wysyłali po 10 kg, bo więcej nie wolno było… Niestety mały Staś nie przetrzymał tego, umarł i został tam, na tej nieludzkiej ziemi, a ciocia z wujkiem przeżyli dzięki tym paczkom… Wujek miał do wyboru: dołączyć do Armii Andersa i iść z Andersem, lub zabrać żonę i uciekać z Rosji. Po śmierci synka ratowali siebie, poszli z Andersem do Persji, a z Persji przedostali się do Indii… A że Indie były w brytyjskiej koronie, więc z Indii przedostali się do Bristolu. Pamiętam listy z Bristolu, ciągle opisywali swoje życie, wspominali Indie i tęsknili bardzo za Polską, za rodziną, niestety pozbawiono ich wszystkiego, zostali sami, samotni, schorowani, ciocia po tych wszystkich przeżyciach podupadła na zdrowiu… To były inne czasy, teraz na pewno nie byliby sami.

 

Stanisław Nyka – ur. w 1907 r.; syn Feliksa. W 1938 r. jako kawaler z Jamin ożenił się z Heleną Wejman z Glinna Wielkiego (ur. 1921 r.), córką Stanisława. Syn Tadeusz, ur. 1939 r. Deportowany wraz z żoną i synem w 1940 r. i zesłany w marcu tego roku do miejscowości Miel w pow. Czerdyńskim, Mołotowska Oblast, później do miejscowości Czurocznaja, pow. Krasnowiszerski, Mołotowska Oblast. Zwolniony w dniu 29 sierpnia 1941 r. (miejscowość Złatoust, Czelabińska Oblast). Na stronach www FamilySearch dostępny jest manifest statku z 1951 r. wg którego niejaki Stanisław Nyka ur. ok. 1907 r., bezpaństwowiec (Stateless) przypływa z Southampton do Nowego Jorku – jednakże brak innych informacji nie pozwala uwiarygodnić, że to rzeczywiście ten Stanisław Nyka.

Ludwik Janik – ur. 16 stycznia 1907 r. w Wytrzebach; syn Antoniego i Anny z d. Andraka. 23 listopada 1935 r. jako kawaler z Rogowa, gajowy, ożenił się z Anną Pacuk (ur. 1906-06-27 w Mogilnicach, zm. 1991-04-24 w Camden, USA), córką Albina i Józefy z d. Kunda. Syn Lucjan/ Lucian John (ur. 1937-01-15/ 1936-01-21* w Rogowie). Emigrował najpierw do Wielkiej Brytanii (Leominster, Herefordshire), a później z Southampton do USA – 8 grudnia 1948 r. przypłynął do Nowego Jorku na pokładzie statku SS Queen Mary. Naturalizowany wraz z żoną 20 sierpnia 1957 r. (syn – 1957.12.20) Zmarł 4 grudnia 1996 r. w Camden, New Jersey. Brak adnotacji w Indeksie Represjonowanych. W dokumencie naturalizacyjnym żony z dnia 3 marca 1948 r. jako miejsce pobytu męża wskazane jest: Armia Polska w Anglii (Polish Army in England). Sama Anna Janik z synem emigrowała najpierw do Meksyku, gdzie przebywała w Colonia Santa Rosa, skąd 5 marca 1946 r. przez Laredo w Teksasie dotarła do Camden w USA. Syn – Lucian John Janik – zmarł 1 maja 2020 r. w Somerdale, Camden (NJ); pochowany na cmentarzu Saint Joseph Cemetery (Chews, Camden County, New Jersey). Na stronach www Find A Grave opublikowany jest jego dość obszerny nekrolog.

 

Nyka Stanisław, leśniczy oraz Samsel Antoni i Janik Ludwik, gajowi, widnieją w wykazie relacji leśników znajdujących się w Kolekcji Osobistej Władysława Andersa (Leśnicy w Armii gen. Andersa. Komentarz do materiałów przechowywanych w Instytucie Hoovera; Bogusław Kosel, Uniwerystet w Białymstoku) – w opracowaniu podane są sygnatury akt, które zapewne zawierają jeszcze więcej informacji o fundatorach kapliczki.

Zdjęcia dzięki uprzejmości P. M. Michałowskiej i z archiwum JZI.

Maria Michałowska

Ty byłeś jak taka maleńka kruszyna….

(Stasiowi – mojemu małemu wujkowi,

którego nigdy nie dane mi było poznać)

 

Ty byłeś jak taka maleńka kruszyna

zesłali was tam do piekła srogiego

na Sybir daleki gdzie tajga zimna

to kraj nieludzki dla dziecka małego

 

To był czas wojny i miesiąc grudzień

cudowna noc wtedy nastać miała

przyszli Sowieci zabrali was z domu

straszliwa pustka tam po was została

 

Zamknęli w lagrach na kilka tygodni

najbliższą rodziną mej babci byliście

z wigilią tam przyszła byliście głodni

i z płaczem na zawsze się żegnaliście

 

W styczniu was wieźli do tajgi dalekiej

był mróz a ta podróż nie miała końca

Boże a Ty gdzie byłeś tam były dzieci

Pragnęły pić ciepła jedzenia i słońca

 

Zwierzęce wagony wiatr wiał bokami

śnieg padał a mróz syberyjski wielki

ty drżałeś z zimna i z głodu zemdlałeś

pragnąłeś zjeść choć suszone obierki

 

Babunia i dziadziuś suszyli jedzenie

na Sybir daleki paczki wam wysyłali

zbierali ubranka i ciepłe skarpetki

i gdyby mogli serca by tobie oddali

 

A ty tam marzłeś i drżałeś z zimna

nie mogłeś znieść kurhanów i mrozu

wyrwany jak z gniazda mała ptaszyna

chciałeś być w ciepłym Polskim Domu

 

Marzyłeś o wiośnie słońcu i ptakach

tam odebrali wam godność człowieka

myślałeś że wrócisz tu któregoś lata

umarł Staś mały lata już nie doczekał

 

Przepastna tajga ci wszystko zabrała

zdradliwy wicher wściekłością wieje

po tobie w sercu wielka rana została

szyderczy los zabrał wszelką nadzieję

 

Zostałeś sam pośród piekła na ziemi

i dzikich sybirskich wyjących wiatrów

choć twym rodzicom los się odmienił

tobie już nikt tam nie przyniósł kwiatów

 

Stasiu ty w mej pamięci wciąż jesteś

minęły lata nie raz skrycie płakałam

gdzieś tam daleko na nieludzkiej ziemi

w dzikim bezkresie dziecinka została

 

* wg różnych źródeł

Opracowano na podstawie:

https://jzi.org.pl/geneo/

https://indeksrepresjonowanych.pl/

https://kresy-siberia.org/

https://genealogiapolska.pl/

https://www.findagrave.com/

http://cejsh.icm.edu.pl/

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Polacy w Shenandoah, Pensylwania

Shenandoah bywa czasami humorystycznie nazywane Szwajcarią Ameryki. Nie tyle prawdopodobnie ze względu na jego piękno, które do czasu, gdy człowiek przybył tu z górnictwem odkrywkowym było wspaniałe, co dlatego, że samo miasto położone jest w zagłębiu, którego peryferia otoczone są górami. Cechą wyróżniającą miasto jest jednak fakt, że ma ono powierzchnię tylko jednej mili kwadratowej. Jednak na tym niewielkim obszarze, w 1915 r., mieszkało blisko siebie 27 500 dusz[1], z czego około 25 procent stanowili Polacy. Obecnie wskaźnik ten wynosi ponad 40% całkowitej liczby ludności wynoszącej 19 600.[2]

Widok Shenandoah z roku 2014
Widok Shenandoah z roku 2014

Kiedy Polacy przyjechali do Shenandoah? Jak się tam dostali? Jakie trudności znosili w procesie ugruntowywania sobie pozycji godnych szacunku obywateli w nieprzyjaznym dla nich środowisku? Ich historia to epos polskiej imigracji na pola węglowe północno-wschodniej Pensylwanii.

Według wiarygodnych źródeł, pierwszymi Polakami w Shenandoah byli trzej młodzi mężczyźni – Michał Radziewicz, Aleksander Babin i Józef Lizewski, którzy przybyli do Ameryki około 1862 r., prawdopodobnie w celu poprawy swojej pozycji ekonomicznej. Pełni optymizmu charakterystycznego dla młodych ludzi, nie obchodziło ich jaką pracę będą musieli wykonać, o ile wynagrodzenie będzie odpowiednie. Nie dbali też o to, gdzie przyjdzie im zamieszkać, gdyż najwyraźniej nie mieli w tym kraju żadnych krewnych. Przeznaczenie, w postaci agenta, który kupił dla nich bilety do maleńkiej osady Park Place, pomogło tym żarliwym Polakom wybrać region antracytu. Powód, dla którego miejscowość Park Place stała się celem ich podróży był bardzo prozaiczny – wszystkie posiadane przez nich pieniądze pokrywały cenę biletu tylko do tego miejsca. Jednakże tam nie było dla nich pracy. Z pustymi kieszeniami, ciężkimi walizkami, ale lekkim krokiem przemierzyli osiem mil pieszo do Shenandoah, do którego skierował ich kolega Słowianin, pracownik kolei, który powiedział im, że tam górnictwo węglowe oferowało lepsze możliwości.

Odniesienia do górników są w Shenandoah wszechobecne
Odniesienia do górników są w Shenandoah wszechobecne

Miasto zostało na wiosnę tego samego roku zagospodarowane przez Filadelfijską Spółkę Ziemską, która przewidywała odkrycie bogatej żyły węgla.[3] Shenandoah w tym czasie mogło pochwalić się jednym budynkiem szkieletowym, zajazdem, około tuzinem szałasów i nowo wybudowanym Shenandoah City Colliery.[4] Populacja wynosiła niespełna stu mieszkańców i kilku indiańskich maruderów mieszkających na Indian Ridge. Nowi przybysze znaleźli pracę w kopalni prowadzonej przez Miller, Rhoades i Company. Shenandoah, włączone do gminy 16 stycznia 1866 roku, stało się największym centrum produkcji antracytu na południowych polach węglowych w hrabstwie Schuylkill. Przyciągnęła ona wielu polskich imigrantów, którzy zazwyczaj przyjeżdżali do swoich krewnych lub przyjaciół mieszkających w Shenandoah, którzy pomagali im znaleźć pracę.

W latach siedemdziesiątych w Shenandoah i okolicznych miejscowościach mieszkało około pięciuset Polaków. To były burzliwe lata. Ostre problemy między kapitalistami a siłą roboczą wzburzyły kraj – zwłaszcza regiony górnicze, a szczególnie powiat Schuylkill. Chociaż w latach 1868-1887 na terenie powiatu zorganizowano kilka związków zawodowych,[5] Polacy nie byli aktywnymi uczestnikami ruchu robotniczego, ponieważ nie byli dostatecznie zorientowani w ówczesnych problemach społeczno-gospodarczych. W 1897 r. Zjednoczonym Pracownikom Kopalń Amerykańskich pod kierownictwem Johna Mitchella udało się dokonać wielu konwersji wśród polskich górników.[6]

Niektóre rodziny górników zostały upamiętnione w ten oryginalny sposób
Niektóre rodziny górników zostały upamiętnione w ten oryginalny sposób

Niezależnie od tego, czy Polak z Shenandoah był członkiem związku zawodowego czy też nie, cierpiał wraz z resztą strajkujących. Często arbitraż kończył się impasem między związkowcami a przedsiębiorcami, powodując przedłużający się strajk. Następnie strajkujący mieszkający w domach firmowych byli eksmitowani; ich kredyt w zakładzie likwidowany, a skarbiec związkowy, wyczerpany ze swoich zasobów, nie był w stanie im pomóc. Wiele razy robotnicy byli głodzeni do uległości tracąc więcej niż zyskali. Kilka losowo wybranych dat pokazuje jak powszechne były strajki: w 1870 roku – cztery miesiące; w 1871 roku – cztery miesiące; w 1875 roku – sześć miesięcy; w 1902 roku – prawie sześć miesięcy; w 1925 roku – sześć miesięcy.

Innym źródłem irytacji było Molly Maguires – organizacja złożona z górników, którzy walczyli głównie z nieznośnymi warunkami w kopalniach.[7] Niektórzy autorzy okrzyknęli Mollies męczennikami pracy, inni klasyfikowali ich jako przestępców. Nie jest zamiarem pisarza dyskutowanie o pochodzeniu Molly Maguires i ich czynach, ale dać podstawy do zrozumienia działania Mollies w dziedzinie antracytu i późniejszych skutków dla polskich imigrantów w Schuylkill County, gdzie Mollies byli bardzo silni. Poniższy cytat pochodzi z The Molly Maguires autorstwa F.P. Dewees:[8]

Rozmiary i długość „strajków” w regionach węglowych w połączeniu z wpływem tych „strajków” zwróciły szczególną uwagę na „Związek Robotników i Górników”. Do pewnego stopnia uzyskano wrażenie, że „Związek Robotników”, jeśli nie jest identyczny, to przynajmniej szczerze sympatyzuje z „Molly Maguires”. Jedynym argumentem przemawiającym za takim oskarżeniem jest fakt, że zdecydowana większość „Mollies” należała do „Związku”, a ich ambasadorzy w naturalny sposób domagali się raczej brutalnego niż pokojowego zadośćuczynienia. Ponadto, większość niesławnych ataków popełnianych przez „Mollies” była skierowana przeciwko kapitałowi reprezentowanemu w majątku lub w osobach superintendentów i szefów.

Sportowcy z Shenandoah
Sportowcy z Shenandoah

„Lęk przed przerażającymi Molly podczas strajku w 1875 roku zapobiegł otwartemu buntowi tych, którzy chcieli jechać do pracy.” [9] Polski robotnik nie dopuszczał się niszczenia mienia firmy, nie ulegał też aktom zniewagi wobec personelu kopalni. Gotów był przerwać strajk pracując, gdyż jego skromne zarobki tak wiele znaczyły dla jego rodziny. Polscy robotnicy byli często zastraszani groźbami lub pobiciem w celu przyłączenia się do strajku.

Zdarzały się momenty, gdy Polacy ignorowali ostrzeżenia i chodzili do pracy. Nazywano ich „parchami”, byli prześladowani przez Mollies, czasami ledwo uchodząc surowej karze. Starzy ludzie pamiętają, jak krzyczeli wbiegając do swoich domów ścigani przez Mollies: „Mamo, pospiesz się i zamknij drzwi i okna, bo Molly Maguires chcą mnie dorwać.” Wielu robotników nie odważyło się stawić w pracy, po tym gdy otrzymali następującą osobliwą notatkę graficznie zilustrowaną trumną, czaszką ze skrzyżowanymi kośćmi lub jakimś innym makabrycznym rysunkiem:

Każdy łamistrajk, który przyjmie pracę Union Mans, gdy ten będzie bronił swoich praw, będzie miał trudną drogę do przebycia, a Ci, którzy tego nie zrobią (uw. tłum. nie będą bronić swoich praw), będą musieli ponieść tego konsekwencje.[10]

Przed nastaniem 1880 r. władza Mollies została osłabiona przez represje sądowe; niemniej jednak Polacy byli nękani przez innego rodzaju dręczycieli. Polskie rodziny zazwyczaj uprawiały warzywa i hodowały kurczaki, kaczki, świnie oraz miały krowę lub dwie. Podczas strajków uliczne bandy bezrobotnych i nieprzestrzegających prawa mężczyzn kradły „polskie” kury, świnie czy krowy. Polacy opierali się takim kradzieżom niekiedy z bronią w ręku.

Aby utrzymać się z pracy, polscy pracownicy byli często zmuszani do wysyłania swoich młodych synów do pracy w kruszarniach lub pod ziemią. Chłopcy-od-łupania, których wiek wahał się od dziesięciu do czternastu lat, siedzieli w długich zsuwniach i wybierali skałę i łupek z przesiewanego węgla podróżującego w dół do pustych wagonów towarowych pod zsuwniami. Szesnastoletni chłopcy albo prowadzili muły zaczepiane do pustych wagonów, które dostarczali do górników i sprowadzali z powrotem na powierzchnię wypełnione węglem, albo otwierali i zamykali drzwi na dnie szybu. Starzy polscy górnicy przypominają sobie, że widywali polskie kobiety wybierające łupki. Nowoczesne maszyny przesiewowe, opinia publiczna i ustawodawstwo państwowe położyły kres wykorzystywaniu pracy dzieci.

Tablica pamiątkowa poświęcona górnikom Pensylwanii
Tablica pamiątkowa poświęcona górnikom Pensylwanii

Smutek i żal zawisł nad Shenandoah pewnego fatalnego dnia, 12 listopada 1883 r. W amerykańskim hotelu wybuchł poważny pożar, który zredukował połowę miasta do zgliszczy.[11] Wiele polskich rodzin straciło cały swój majątek, który pochłonęły płomienie. Ale odwaga, która doprowadziła ich do wybrzeży Ameryki ponownie posłużyła im w przetrwaniu niszczycielskich skutków katastrofy. Z wiarą w siebie wyruszyli na budowę nowych domów na szarych, zimnych popiołach, które symbolizowały całe ich życie pracowitego oszczędzania.

Powoli Polacy zaczęli zdobywać wiedzę biznesową. Józef Rynkiewicz, który dołączył do swego brata Feliksa w 1872 r., stał się jednym z pierwszych znanych biznesmenów. Początkowo pracował w kopalni, gdzie w 1882 r. został ranny w wyniku upadku skał i węgla. Po powrocie do zdrowia, rok później zaangażował się w ogólną działalność spożywczą i zaopatrzeniową, dołączając do niej agencję statków parowych i bankowość prywatną. Inni poszli za jego przykładem. Kupili i rozwinęli lub założyli przedsiębiorstwa biznesowe, takie jak tawerny, sklepy, rozlewnie itp.

Józef Rynkiewicz
Józef Rynkiewicz

Do I wojny światowej Polacy coraz bardziej zaznaczali swoją obecność w samorządzie miejskim. Jedną z najbardziej ukochanych postaci był nieżyjący już starosta mieszczanin Charles Magelango, który służył przez kilka kadencji i zmarł na stanowisku. Obecnie urzędujący jest polskim wydobywcą.

Pomnik polskich Amerykanów, weteranów wojny 1917- 1918
Pomnik polskich Amerykanów, weteranów wojny 1917- 1918

Parafia św. Kazimierza została zorganizowana w 1872 roku. Ks. Andrzej Strupiński przejął opiekę nad ponad 300 Polakami rozsianymi po całym Shenandoah i okolicach. Początkowo nabożeństwa odbywały się w kościele niemiecko-katolickim, dopóki Polacy nie wybudowali drewnianej kaplicy przy ulicy North Jardin. Drewniana konstrukcja została zastąpiona budynkiem murowanym, a w 1915 r. wzniesiono nowy gmach. Kościół św. Kazimierza, uważany za największy i najpiękniejszy w tej okolicy, jest najstarszym polskim kościołem w archidiecezji filadelfijskiej.[12]

Drugim duszpasterzem był ks. Józef Lenarkiewicz (1877-1904). Ten gorliwy ksiądz przekształcił drewnianą kaplicę w duży, murowany kościół; zbudował probostwo, klasztor i szkołę, a w 1899 r. powierzył szkołę parafialną siostrom bernardynkom.[13]

Inna polska parafia, św. Stanisława, została zorganizowana w 1898 roku. Na rogu ulic Cherry i West wzniesiono kościół. Trzy lata później założono szkołę parafialną, w której pracowały siostry bernardynki.[14]

Nie sposób nie wspomnieć o organizacjach polskich, nazywanych często podwalem sprawy polskiej. Stowarzyszenie Dobroczynne św. Kazimierza zostało założone 14 lutego 1875 r. i liczyło dwudziestu czterech członków. Prezesem został Sylwester Brocius, a sekretarzem Feliks Murawski. W czerwcu 1876 roku zorganizowano Warszawską Gwardię Narodową liczącą piętnastu członków. Pierwszym dowódcą był Józef Janicki, a pierwszym sekretarzem Józef Konopnicki.[15]

Zamiłowanie Polaków do widowiskowości przejawiało się w trzydziestu pięciu różnych organizacjach, z których kilka miało swoje mundury. Patriotyczne wiece były barwnymi wydarzeniami i wszyscy w Shenandoah chcieli zobaczyć „Polandersów”. Mieszkańcy spoza Polski mogli nie rozumieć tego, co było mówione, ale z pewnością napawali się pstrokatą kolorystyką, którą mieli przed oczami. Nawet dziś starsze pokolenie wzdycha i powtarza, że to były czasy. Duże polskie organizacje braterskie wchłonęły większość lokalnych społeczności.

Tablica upamiętniająca górników
Tablica upamiętniająca górników

Odpowiedni hołd został złożony górnikom, gdy obecnie już nieżyjący Paul Swies z Shenandoah został wybrany na plakat przedstawiający typowego górnika antracytu. Symbolizował on ich wkład pracy w wygranie II wojny światowej. Ubrany w swoje górnicze ubranie, z małą lampką przymocowaną do czapki i trzymający wiertło ucieleśnia ducha rycerza czarnego diamentu.

Artykuł ten został przedrukowany z Polish American Studies, Vol. VI. Nr 1-2, styczeń-czerwiec 1949, za zgodą Polsko-Amerykańskiego Towarzystwa Historycznego.

 

 

  1. History of Pottsville and Schuylkill County, Pennsylvania – Republished from Pottsville Evening Republican and Morning Paper, (J. H. Zerby Newspapers, Inc.), III, 1176.
  2. Borough Records of Shenandoah for 1940.
  3. M. E. Doyle, “History of Shenandoah,” Anthracite Labor News, (September, 1905).
  4. Loc. cit.
  5. Chris Evans, History of the United States Mine Workers of America from 1860 to 1890. (Indianapolis, Indiana: n.d.), 1-34.
  6. McAlister Coleman, Men and Coal. (New York: Farrar and Rinehart, 1943), 64-74. 
  7. F. P. Dewees, “The Molly Maguires: The Origin, Growth and Character of the Organization. (Philadelphia: J. B. Lippincott and Company, 1877), 23.
  8. Ibid., 24
  9. A. Monroe Aurand, Jr., The Molly Maguires. (Harrisburg: Aurand Press„ 1940), 6-7. 
  10. Dewess, op. cit., 369.
  11. Pottsville Evening Chronicle, (November 13, 1883), 1.
  12. Historia Polskich Rzymsko Katolickich Parafij, Archidiecezji Filadelfijskiej. (Philadelphia, 1938), 33.
  13. MSS Reports in Bernardine Sisters Archives. (Reading, Pennsylvania), file for 1899.
  14. Parish Records – St. Stanislaus Parish Archives, 1898.
  15. History of Pottsville and Schuykill County, Pennsylvania 1171.
Opublikowano Dodaj komentarz

Hiszpańska grypa w hrabstwie Schuylkill

Od kilkunastu lat jestem w posiadaniu materiałów genealogicznych z USA, zgromadzonych przez Johna Noela Latzo. Jest on chyba najbardziej zasłużonym po stronie amerykańskiej w zdobywaniu i gromadzeniu informacji o rodzinie Rynkiewiczów z Krasnopola i okolic. Robił to dla siebie, bo jego matką była Agnes Mary Rynkiewicz (1909- 1970), ale podzielił się ze mną, bo moją babcią ojczystą była Marianna Rynkiewicz (1898- 1969). Dzieli nas 11 pokoleń, ale w 2014 roku, kiedy go odwiedziłem, witaliśmy się jak bracia. Może i dlatego, że poza więzami rodzinnymi, łączyła nas pasja genealogiczna. Kilka razy z jego materiałów robiłem użytek, tłumacząc wycinki z gazet lub nekrologi, które dawałem na swój blog. Oto jeden z tekstów –  bardzo aktualny, bo opowiada o … pandemii hiszpanki w hrabstwie Schuylkill, gęsto obsadzonym przez rodzinę Rynkiewiczów. Jestem przekonany, że są tam treści uniwersalne, a nie tylko ważne dla tego rodu.

Hiszpańska grypa przetoczyła się gwałtownie przez hrabstwo w 1918 r.

Ostatnie wiadomości z Centrum Chorób w Atlancie mówią, że tamtejsi naukowcy nie spodziewają się dużej ilości grypy w tym sezonie. To dobre wieści, ale w 1918 roku tak nie było.

Czytając nagłówki gazet z 1918 r., można było odnieść wrażenie, że nagłówki wojenne mówią o tym, że sojusznicy zaczynają kończyć konflikt 1914-1918, który miał być nazwany “Wojną, która Zakończy Wszystkie Wojny”. To nie mogło trwać długo, miesiąc, być może dwa.

Niemcy chwiały się, gdyż wojska alianckie posuwały się naprzód na wszystkich frontach. Byłaby to tylko kwestia krótkiego czasu i rzeź skończyłaby się. To właśnie we wrześniu 1918 r., w tym szczytowym momencie optymizmu, śmierć uderzyła nagle i brutalnie w hrabstwo Schuylkill. Hiszpańska grypa przyniosła nam śmierć.

Na początku nikt nie zwracał uwagi na to, co nazywało się “hiszpańską grypą”, która doprowadziła do hospitalizacji kilku żołnierzy w Camp Devins w Massachusetts.

W gazetach hrabstwa Schuylkill pojawiło się kilka ulotnych informacji o zamykaniu bostońskich szkół i mglista sugestia, że “Hun U-Boats” rozsiewają plagę zarazków na Amerykę.

W gazetach były krótkie notatki na temat “Co robić z hiszpańską grypą”, ale ogólnie rzecz biorąc, wiadomości dotyczyły ogrodów zwycięstwa, Czerwonego Krzyża i nowego “Liberty Loan Drive”.

Następnie bez ostrzeżenia, pierwsza lokalna wskazówka pojawiła się u mieszkańców powiatu 17 września 1918 roku: wezwanie ochotników do wojska zostało wstrzymane przez grypę.

Do 4 października, przerodziło się to w panikę. Państwo szybko zamknęło wszystkie restauracje, baseny, teatry i sale taneczne, oszczędzając na razie kościoły i szkoły.

Do następnego dnia w samym Pottsville było 800 przypadków grypy. Rada ds. Zdrowia w Pottsville wydała “drastyczny nakaz”, zgodnie z którym wszystkie sklepy, z wyjątkiem sklepów z prowiantem i aptekami, kościoły, szkoły, kluby itp. powinny być zamknięte o 18:00. Wezwano ludzi do podjęcia środków zapobiegawczych.

Rada ds. Zdrowia wydała również zarządzenie, że plucie na chodniki będzie stanowić wykroczenie podlegające karze grzywny i pozbawienia wolności oraz że będzie egzekwować to prawo do granic możliwości.

Skutek zarządzenia Rady był natychmiastowy. Gazety rozesłały biuletyny z wiadomościami o epidemii grypy. Setki kupujących podwoiło swoje wysiłki, aby zakończyć zakupy przed zamknięciem sklepów. Pośpieszne rozmowy telefoniczne z ludźmi w domu spowodowały, że setki kobiet szaleńczo rzuciły się do sklepów przed upływem szóstej.

Nagle w hrabstwie pojawiło się 5 000 przypadków, a w samym Minersville 1200. Histeria zaczęła się rozprzestrzeniać przez weekend.

W samym Minersville, jednym z najciężej dotkniętych miejsc w stanie, zginęło 47 osób. Pewien grabarz sam był chory na grypę i nie mógł pogrzebać 20 ciał znajdujących się pod jego opieką. Jedna z historii mówi, że miał jedyny karawan w mieście, a wjeżdżając na ulicę Sunbury jeden z trzech trupów z tyłu nagle wrócił do życia i usiadł. Grabarz był tak przestraszony, że wjechał do sklepu i rozbił karawan.

Państwo wysłało lekarzy i pielęgniarki do Minersville i Frackville, gdzie było tylko czterech lekarzy, a dwóch z nich było dotkniętych chorobą. W dolinie Heckscherville było wiele przypadków, a do Powiatowego Inspektora Medycznego Dr J.B. Rogers został skierowany apel o pomoc. Stan obiecał wysłać pielęgniarki do pomocy poszkodowanym.

Jedno ze słynnych opowiadań Johna O’Hary, “Syn Doktora”, opowiada o tym, jak jego ojciec, dr Patrick A. O’Hara, chodził do domów górników w Minersville i dolinie Heckscherville, by leczyć ludzi, którzy zarazili się zabójczym wirusem.

Pottsville było poważnie przestraszone. Pani Alice Milliken udostępniła swój dom w Greenwood Hill, a 50 łóżek zostało pospiesznie wstawionych. Sto łóżek umieszczono w Zbrojowni w Pottsville na ulicy North Centre. Czerwony Krzyż zaapelował o koce, prześcieradła, szlafroki i inne zapasy. Córy Królewskie wykonywały dla ludzi maseczki ochronne, aby nie dopuścić do rozprzestrzeniania choroby.

Na trawniku domu Millikenów pojawiły się namioty dla najmłodszych pacjentów. Policja stanowa dokonała nalotu – knajpy w Gilberton, Minersville i St. Clair, aresztując właścicieli lokali, którzy sprzeciwili się rozkazom zamknięcia.

Osiem pielęgniarek ze szpitala w Pottsville zachorowało na grypę. Przepełnione kolumny nekrologów w gazetach nazywały to po prostu “dominującą chorobą”.

Ludzie próbowali wszystkiego, by pozbyć się grypy. Dzieciom kazano jeść ciasto drożdżowe codziennie jak herbatniki. Lekarstwa patentowe wyprzedawały wszystkie swoje zapasy pod naciskiem ciężkiej reklamy. Jeden chłopiec usłyszał, że lekarze powiedzieli, że jedynym lekarstwem jest picie bimbru, napoju alkoholowego warzonego w domu, więc zaczął sprzedawać go za pięćdziesiąt centów za kufel.

Obcy obawiali się zgłaszać przypadków zachorowań, ponieważ obawiali się, że ciała ich bliskich mogą wylądować w Potter’s Field, jeśli to zrobią. W Schuylkill Haven nie było trumien, a ciała układano w otwartych dołach na polu i przykrywano wapnem, zanim ostatecznie zostały zasypane ziemią. Starsi ludzie mówią, że wciąż pamiętają straszny smród dochodzący z tamtego pola wiosną następnego roku.

W Frackville, karetki pogotowia zabierały ludzi do szpitala ratunkowego strumieniami. Pięćdziesiąt jeden przypadków zgłoszono w jednym rzędzie domów w Gilbertonie. Do 14 października w Minersville zginęły 164 osoby, z czego 41 w ciągu dwóch dni i od razu pojawił się ładunek trumien. Z Obozu Medycznego Armii Amerykańskiej w Allentown przybyło tu ponad 100 lekarzy wojskowych, którzy ruszyli z pomocą lekarzom okręgowym, którzy sami padali ofiarą zarazy.

“Grypowa siedziba główna” została utworzona w biurach Filadelfii i Reading Coal and Iron Company przy ulicach Second i Mahantongo. Piwnica budynku służyła jako kostnica.

Nagle epidemia osłabła. W dniu 25 października liczba ofiar śmiertelnych w powiecie wzrosła do 1599 osób, a mimo to 29 października historia grypy przeszła na wewnętrzne strony gazet. Dwa dni później pojawiła się informacja, że teatry mogą zostać otwarte ponownie najpóźniej do 8 listopada, a szkoły do 11 listopada.

I tak samo nagle, epidemia się skończyła. Wszyscy cieszyli się z wiadomości o zbliżającym się zawieszeniu broni w Europie. Nie było już żadnej wzmianki o grypie.

Ale to był miesiąc horroru i smutku. Od czasu, gdy hrabstwo opublikowało swój pierwszy raport o chorobie 2 października, w Minersville, do końca listopada, w hrabstwie tym zmarły 3273 osoby oraz w części hrabstwa Northumberland objętej Trzecim Okręgiem. W Pottsville, 352 osoby zginęły z powodu śmiertelnej grypy.

To był Czarny Październik – najgorszy okres grozy w hrabstwie Schuylkill.

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Nasi w Turkiestanie

Zapisując akty ślubów urzędnicy stanu cywilnego często podawali miejsce pochodzenia młodych. Do czasu I Wojny Światowej migracje ludności nie były zbyt powszechne, dlatego większość nowozaślubionych pochodziło bądź z parafii, z której pochodziła księga ślubów, bądź z parafii ościennych. Sporadycznie pojawiały się osoby z dalszych stron, a jeszcze rzadziej osoby pochodzące z głębokich obszarów carskiej Rosji. Ruchy ludności odbywały się jednak w dwie strony – mieszkańcy z obszarów naszych zainteresowań z własnej woli bądź przymusowo znajdowali się na terenach Dalekiego Wschodu.

Poniżej znajduje się galeria metryk ślubów osób odnalezionych w parafii w Turkiestanie (obszar dzisiejszego Kazachstanu). Oto lista:

  • 1901/3 Rozalia Radkiewicz (c. Macieja i Marii) z guberni suwalskiej (ślub we Włodzimierzu)
  • 1901/4 Weronika Marchel (c. Wincetego i Rozalii z d. Lutyńskiej) z Suwałk (ślub w Niżnym Nowogrodzie)
  • 1905/18 Anna Witkowska (c. Dominika i Franciszki) z parafii Szczebra (ślub w Aszchabadzie)
  • 1906/14 Magdalena Blaszko (c. Jana i Anny z d. Pieńkowskiej) z parafii Rydzewo (ślub w Taszkencie)
  • 1906/32 Natalia Rogowska (c. Jakuba i Petroneli z d. Górskiej) z parafii Bargłów
  • 1908/44 Wiktoria Lis (c. Piotra i Elżbiety z d. Biełous) z parafii Sylwanowce (ślub w Taszkencie)
  • 1910/4 Marianna Osowska (c. Franciszka i Katarzyny z d. Gil) z powiatu augustowskiego (ślub w Jekaterynburgu)
  • 1913/37 Roman Marcinkiewicz (s. Józefa i Marii z d. Dobrowolskiej) z parafii Bargłów (ślub w Taszkencie)
  • 1914/5 Franciszek Siedlecki (s. Jakuba i Katarzyny z d. Jacewicz) z guberni suwalskiej (ślub we Władywostoku)
  • 1915/35 Zuzanna Skwarko (c. Stefana i Józefy z d. Sosnowskiej) z Goniądza (ślub w Irkucku)
  • 1915/36 Bolesława Maliszewska (c. Kajetana i Dominiki z d. Trockiej) z Augustowa (ślub w Irkucku)
  • 1916/9 Maria Smykowska (c. Wincentego i Julii z d. Burakiewicz) z parafii Krasnybór (ślub w Taszkencie)

oraz metryka zgonu

1903/22 Kazimierz Maciukiewicz z Suwałk (zgon w Turkiestanie)

Nie jest to lista zamknięta i na pewno warto szczegółowo przeszukać zasoby metrykalne kościoła rzymsko-katolickiego w Rosji dostępne w  archiwum w Sankt-Petersburgu. Znajdziemy tam ludzi z całego obszaru dawnej Rzeczpospolitej, ale szczególnie jesteśmy zainteresowani osobami z “naszego” regionu.

Tego niesamowitego odkrycia dokonała Magda Wróbel. Dziękujemy za nadesłane materiały!

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Spod Sejn do Ameryki

Od dość dawna wiedziałem, że siostra mojego pradziadka Adama Szczudło, Wiktoria wyszła za Kazimierza Zielepuchę (1835- 1905). Potem jeszcze kilkukrotnie spotykałem to nazwisko w rejestrach i metrykach parafii Sejny, przeważnie wypisywanych dla mieszkańców wsi Zagówiec, która od lat 40. dziewiętnastego wieku była też wsią moich przodków Szczudłów.

Osobiście żadnego Zielepuchy nie znałem. Z czasem Witek Zielepucha z Sejn trafił do moich fejsbukowych znajomych, ale nie bardzo był zainteresowany. Wątek genealogii tej rodziny bardziej mnie zaciekawił kiedy zorientowałem się, że Zielepuchowie byli też skojarzeni z Kasperowiczami, na których drzewie genealogicznym i Szczudłowie mieli swój „udział”. Antonina Szczudło, córka Pawła i Marianny Gorczyńskiej w 1863 roku wyszła za Kazimierza Kasperowicza urodzonego w roku 1840 we wsi Tomasze. Jednak żadnych metryk dzieci tej pary nie odnalazłem. Antonina Kasperowicz już będąc mężatką, w roku 1870 występuje w metryce chrztu Anastazji Polens, córki Teodora i Konstancji Szczudło, swojej siostry. Umiera w 1905 roku we wsi Wiłkokuk, prawdopodobnie bezdzietnie.

W połowie czerwca tego roku, nazwisko Zielepucha, w wersji nieco zmienionej – Zielepuka, niespodziewanie pojawia się na fejsbukowym anglojęzycznym forum genealogów. Tym razem pisze nieznana mi wcześniej kobieta z Ameryki, Yelyzaveta Van Duker. Kiedy piszę, że jest to nazwisko z mojego rodowodu, ona wspomina, że jej mąż ma je na swoim drzewie genealogicznym. Kluczową osobą jest Bronisława Zielepucha, która ze swoją starszą siostrą Franciszką emigrowała do USA. Jej emigracyjny dokument wskazuje Zagówiec (oczywiście zapisany błędnie) jako miejsce urodzenia, natomiast akt zgonu Franciszki wymienia rodziców; Kazimierza Zielepuchę i Wiktorię Szczudło (również z błędami). Zachęcony odkryciem kolejnych kuzynów w Ameryce, wertuję zasoby metrykalne parafii Sejny i Berżniki. Udaje się znaleźć całkiem sporo metryk, a wśród nich namierzyć najstarszego w regionie, Benedykta, który urodził się w nieznanym dotąd miejscu około 1790 roku. Zmarł w Bierżałowcach w roku 1846. Prawdopodobnie miał dwie żony; Annę Byczkowską i Mariannę Mackiewicz. Z pierwszą spłodził Benedykt troje dzieci; Mariannę – ur 1827, Kazimierza – 1835 i Marcellę – 1839. Podobnie jak ojciec, Kazimierz też jest dwukrotnie żonaty. Pierwszą jego wybranką zostaje Rozalia Jachimowicz z Budziewizny, która rodzi mu czworo dzieci; Antoninę – 1862, Franciszka Leopolda – 1865, Józefa – 1867 i Wincentego. Dwoje pierwszych umiera po kilku dniach, Wincenty w wieku 18 lat, o Józefie brak informacji w dostępnych mi metrykach. Pierwsza żona Kazimierza Zielepuchy umiera w latach 1872-73 i wtedy owdowiały mężczyzna z dwójką małoletnich dzieci decyduje się na nowy związek. Jego wybranką zostaje Wiktoria Szczudło, młodsza o 10 lat córka Pawła Szczudło (1812- 1895) i Marianny Gorczyńskiej (1801- 1885). Drugie małżeństwo Kazimierza jest jeszcze bardziej owocne niż pierwsze i przynosi mu pięcioro dzieci; Kazimierę – 1874, Władysława – 1878, Rozalię – 1880, Franciszkę – 1881 i Bronisławę – 1886 r. Los Kazimiery nie jest szerzej znany, wiadomo jedynie, że w 1893 roku urodziła panieńskie dziecko – Franciszka, który żył tylko kilka tygodni. Nie wiadomo jaką przyszłość miał Władysław. W zasobach parafii Sejny są dwie metryki Rozalii, z których wiadomo, że żyła tylko dwa dni.

Ostatnich dwoje dzieci Kazimierza i Wiktorii Zielepuchów, Franciszka i Bronisława, emigruje do Ameryki. Franciszka opuszcza ojczyste strony już w 1901 roku, Bronisława dopiero w 1913 r., w 8 lat po śmierci ojca. Bronisława emigrowała statkiem NECKAR do Filadelfii.

Po doświadczeniach życiowych Benedykta i Kazimierza podwójne związki małżeńskie w rodzinie Zielepuchów nie powinny już dziwić. Podobnie i Bronisława dwukrotnie wychodzi za mąż, dwa razy za Litwinów pochodzących z okolic bliskich jej stronom ojczystym. Jej pierwszym wybrankiem jest Frank Gaidziunas (1877- 1925), z którym ma Bronisława troje dzieci; Franka, Jeanne i Pauline.

Drugi mąż Bronisławy to Peter Zukaitas (1897- 1956), urodzony w mieście Simnas na Litwie, z którym niedawna wdowa w wieku 42 lat doczekała jeszcze dziecka. Dano mu imię po matce, Bronisława, co w wersji amerykańskiej brzmiało nieco inaczej – Bertha. Bertha Zukaitas (1928- 2014) była już w pierwszym pokoleniu „born American” i wyrastała w rodzinie wielojęzycznej, gdzie ojciec mówił po litewsku, matka po polsku, a ona po angielsku i wszyscy się rozumieli.

Partnerem życiowym Berthy został Tadeusz Miklas, żyjący w latach 1919- 2006, z pewnością mający także korzenie polskie. Małżeństwo to sprowadziło na świat dwoje dzieci; Lorraine i Toma. Lorraine wyszła za Bradforda Van Dukera. Ich dorobek rodzinny to troje dzieci: Scot, Laura i Mark.

Scot Van Duker na kilka miesięcy trafił do pracy w Kijowie, gdzie był zatrudniony w Konsulacie USA. Któregoś razu w konsulacie kijowskim prezentację o trybie pracy Ambasady USA w Warszawie pokazywała młoda anglistka, Yelyzaveta Avetysian. Oczarowany prezentacją a chyba bardziej urokiem młodej Ukrainki, Scot okazał wyrazy uznania, po których był ciąg dalszy. Zabrał „prezenterkę” ze sobą do Ameryki, gdzie została jego żoną. Dziś tworzą szczęśliwe małżeństwo z dwójką dzieci.

Wśród emigrantów do Ameryki mam sporo kuzynów, którzy tworzą barwne pary międzynarodowe, ale ta jest szczególnie międzynarodowa. Linia genealogiczna Scota to Polacy, Litwini, potem Belgowie, Holendrzy i Francuzi, ale również Anglicy, Szkoci i Irlandczycy. Na jej końcu jest żona Liza, po ojcu Ormianka, po matce Ukrainka. Brat Scota, Mark Van Duker ożenił się z dziewczyną z Chin. Jak widać, Ameryka wciąż jest dobrym miejscem do życia i pracy dla wszystkich nacji.