
Ci, którzy czytali mój pierwszy artykuł w jubileuszowym wydaniu z 1990 roku 1, wiedzą, że pisałem głównie o samym mieście. Tutaj postaram się opisać ludność żydowską, która mieszkała tam w latach 1919–1937, czyli do czasu mojego wyjazdu do Stanów Zjednoczonych. Najpierw jednak krótki opis miasta.
Pewna gospodyni tutaj, w Nowym Jorku, powiedziała mi kiedyś, że Suwałki to był „mały sztetl z jedną długą ulicą”. Kiedy powtórzyłem to Dawidowi Bernowi, zaprotestował i oburzony odparł: „Wcale nie, Suwałki to było 'sztot’ (miasto)”. Liczyło około dwudziestu ośmiu tysięcy mieszkańców, z czego prawie połowę stanowili Żydzi, a otoczone było garnizonem liczącym około dwudziestu tysięcy żołnierzy. Obecnie jest to miasto sześćdziesięciopięciotysięczne, obejmujące nową część (na północ od starego miasta) oraz starą. Jak widać na mapie, leży w północno-wschodniej części Polski, w trójkącie między Litwą a Prusami Wschodnimi2. Jest położone pośród pięknych, majestatycznych lasów sosnowych i wielu jezior, z których największym są Wigry (letnisko najwyższych polskich urzędników, w tym Prezydenta, który wybudował tam wille dla odpoczynku i polowań).
Samo „stare miasto” składało się z wielu ulic: długich, krótkich, szerokich i wąskich, prostych i zakrzywionych, a niektóre opadały stromo ku rzece Czarnej Hańczy. Główna ulica, ulica Kościuszki, była piękną, szeroką arterią o długości jednego kilometra, wysadzaną po obu stronach starymi kasztanowcami, które kwitły na wiosnę. Po wschodniej stronie ulicy znajdował się młyn wodny, kościół ewangelicki, trzy kina, dwa banki, kasa chorych (ówczesny odpowiednik przychodni), komisariat policji, wiele sklepów, ogromna szkoła powszechna i wiatrak Smolińskiego. Po zachodniej stronie ulicy znajdowała się Arkadia (dawna posiadłość rosyjskiego gubernatora), poczta, „Polamtow” (Polsko-Amerykańskie Towarzystwo Handlowo-Transportowe) oraz dom narodzin Marii Konopnickiej, słynnej polskiej poetki. Również po zachodniej stronie znajdowały się dwie łaźnie publiczne, komenda policji, nasze gimnazjum hebrajskie i szkoła Tarbut (podstawowa) na trzecim piętrze tego samego budynku, Ratusz, cerkiew, park miejski (zajmujący jedną trzecią długości ulicy), sklepy, sądy i urzędy federalne oraz najpiękniejszy budynek w mieście – „Resursa” (klub kupiecki), aneks szkoły powszechnej – „ogonek”, bank polski i wreszcie kompleks szpitalny (dwa wielkie ceglane budynki – jeden polski, drugi żydowski).
Ulica równoległa do niej była podzielona na trzy części. Pierwszą była „Schulgasse” (ulica Bożnicza), zwana po polsku ulicą Berka Joselewicza (na cześć żydowskiego bohatera polskiego powstania), przy której znajdowała się Wielka Synagoga, używana głównie podczas Wysokich Świąt i specjalnych uroczystości, wraz z dwiema mniejszymi klojzami (domy modlitwy), jesziwą i mykwą po trzech stronach ogromnego dziedzińca. Po drugiej stronie ulicy znajdował się Bet Ha-Midrasz wraz z dwoma klojzami, używany każdego dnia w roku. Było to stałe miejsce modlitwy i studiów rabina, gdzie nauczał w soboty, a w ciągu tygodnia, w popołudnia, studiował Talmud i Misznę z młodszymi i starszymi.
Suwałki miały dwadzieścia siedem klojzów mieszczących od pięćdziesięciu do stu lub więcej osób – sześć w sąsiedztwie synagogi i bejt midrasz, z których największymi były: klojz krawców, szewców, ślusarzy, rybaków i rzemieślników. Najmniejszym był „Moti-Mejera”, który znajdował się w jego chsanie (zajeździe dla religijnych podróżnych). Jak zatem widać, ludzie pracy w Suwałkach byli piśmienni, posiadali wiedzę, a niektórzy byli wręcz bardzo światli. Choć suwalscy Żydzi reprezentowali postawy od bardzo konserwatywnych po liberalne, idee socjalistyczne były głęboko zakorzenione od czasu rewolucji 1905 roku. Rzemieślnicy odgrywali ważną rolę w sprawach życia żydowskiego i bywali reprezentowani w „Va’ad Hakol” (zarządzie gminy).
Inne klojzy były rozsiane po całym mieście w dużych kamienicach. Jeden z nich znajdował się w moim sąsiedztwie, w bardzo dużym domu pana Browna. Pan Brown był uważany za jednego z najbogatszych ludzi w mieście. Był agentem firmy ubezpieczeniowej New York Life i „chodzącą kasą kredytową”, pożyczającą pieniądze na procent przedsiębiorcom. Był niezwykłym człowiekiem. Choć niektórzy z jego dłużników bankrutowali, nigdy ich nie pozywał, zawsze idąc na ugodę. Miał zwyczaj chodzić po ulicy i mówić do siebie. Gdy pytano go, dlaczego to robi, odpowiadał: „Lubię rozmawiać z mądrymi ludźmi”. Cytaty z pana Browna stały się w mieście legendarne. Wszystkie swoje interesy trzymał w głowie i na maleńkim skrawku papieru. Jego umysł był jak komputer. Nigdy jednak nie lubił konkurencji, niezależnie od jej skali. Jeden z jego konkurentów, pan Lewin, był bardzo niskim człowiekiem (krewnym naszego zmarłego wiceprezesa), którego przezywano „Malutki”. Pewnego dnia, gdy pracowałem w banku państwowym w bardzo długiej sali z wejściem na jednym końcu i okienkiem kasowym na drugim, pan Lewin stał przy kasie. Gdy wszedł pan Brown i zauważył pana Lewina, przebiegł przez bank, chwycił go za kołnierz, wyniósł na zewnątrz, podczas gdy krótkie nogi „Malutkiego” przebierały w powietrzu jak na rowerze, i wyrzucił go – ku naszemu wielkiemu zdumieniu. Był to jedyny tak wielki wybuch śmiechu, jakiego doświadczyliśmy podczas tych kilku miesięcy mojej pracy w banku.
Dalsza część tych unikalnych wspomnień dostępna jest dla naszych patronów z progu ŻYDZI SUWALSCY i wyższych. Serdecznie zapraszamy do wspierania naszych działań: https://patronite.pl/jzi
| Dziękujemy, że przeczytałeś/przeczytałaś ten tekst do końca. Jeśli uważasz, że to co robimy jest wartościowe, rozważ wsparcie. Wejdź na stronę jzi.org.pl/wspieraj lub patronite.pl/jzi. Dziękujemy! |
- Tekst był pisany w 1995 roku[↩]
- To oczywiście położenie miasta z okresu pobytu w nim autora tekstu[↩]
- Moje wspomnienie o Suwałkach, 1919-1937 - 13 May 2026














