Opublikowano Dodaj komentarz

Siedem lat milczenia. Zagadka śmierci Macieja Wroczyńskiego

Pomysł napisania tego artykułu nasunął mi się po przeczytaniu informacji, że Jamiński Zespół Indeksacyjny wydał książkę „Rajgród 1831. W marszu na Litwę”, poświęconą przebiegowi bitwy pod Rajgrodem i jej uczestnikom. Zainspirowało mnie to do pogłębienia badań nad spokrewnionym ze mną Maciejem Wroczyńskim. Być może dalsze poszukiwania pozwolą dopisać go do grona udokumentowanych uczestników powstania wywodzących się z ziemi rajgrodzkiej.

Maciej Wroczyński i zagadka roku 1831

Śledząc losy dzieci moich przodków – Kazimierza Wroczyńskiego i Marianny Ciszewskiej, którzy w 1773 r. zawarli związek małżeński w Ciszewie w parafii rajgrodzkiej – odkryłam ciekawy wątek dotyczący ich syna Macieja. Data jego śmierci przypadła na burzliwy rok 1831, co skłoniło mnie do postawienia pytania: czy Maciej mógł być powstańcem?

Spośród metryk urodzenia dzieci tej pary odnalazłam tylko dwie: Antoniego z 1774 r., mojego bezpośredniego przodka w linii ojcowskiej, oraz Anny z 1776 r. Oboje urodzili się w Kuligach. To była ta prostsza część poszukiwań. Kolejnym dzieckiem tej pary był Maciej Wroczyński, którego dotyczy akt ślubu z Petronelą Bukowską w 1810 r. i akt zgonu spisany w 1838 r.

Wyciąg ze skróconego aktu ślubu Macieja Wroczyńskiego i Petroneli Bukowskiej
Wyciąg ze skróconego aktu ślubu Macieja Wroczyńskiego i Petroneli Bukowskiej

Pierwsza odkryta przeze mnie nieścisłość dotyczy cywilnego aktu ślubu. Według niego Maciej w 1810 r. miał 34 lata, co wskazywałoby, że urodził się około 1776 r., a więc w tym samym roku co jego siostra Anna. Czy ksiądz pomylił się, odczytując metrykę chrztu, czy też była to rzeczywista data? Ponadto cytat „według Akt wyciągniętych z kościoła Grajewskiego” sugeruje, że urodził się w Boguszach. Świadkami ślubu byli brat rodzony młodego Antoni Wroczyński oraz Jan Bukowski, zapewne ojciec lub brat młodej, i Piotr Sulewski. Wszystkich trzech określono jako „urodzonych”.

Kolejna nieścisłość pojawiła się w akcie zgonu Macieja. Według indeksu w 1838 r. w Źrobkach zmarł syn Kazimierza Wroczyńskiego i Rozalii Ciszewskiej. Początkowo nie miałam więc pewności, czy chodzi o syna tej samej pary, czy też Kazimierz miał drugą żonę. Za drugą żoną przemawiał fakt, że zmarły miał lat 40, a wówczas jego matka Marianna miałaby około 60 lat w chwili narodzin Macieja (ten przybliżony wiek policzyłam na podstawie aktu małżeństwa Kazimierza Wroczyńskiego i Marianny Ciszewskiej z 1773 r.). Przeczytałam oryginalny dokument i rzeczywiście była tam Rozalia Ciszewska. Natomiast zgon zgłaszali Kazimierz Piotrowski (jedyny umiejący pisać) i Andrzej Tarasiewicz, gospodarze ze Źrobek. Nie znalazłam z nimi koligacji rodzinnych. Jak często zdarza się w aktach zgonu, sąsiedzi zgłaszający śmierć mogli po prostu nie znać dokładnie danych rodziców zmarłego.

Kolejną pomyłkę znalazłam w indeksacji. Indeksujący nie zauważył, że akt sporządzono 3 listopada 1838 r., ale Maciej zmarł 12 sierpnia 1831 r. Jest to tzw. akt opóźniony; podobnych zapisów z tego okresu jest więcej.

Transkrypcja aktu zgonu (liczebniki zapisano cyframi):

Maciej Wroczyński
Źrobki nr 72
Działo się w Rajgrodzie dnia 3 Listopada 1838 roku w południe. Stawili się Kazimierz Piotrowski lat 31 i Andrzej Tarasiewicz lat 28 w Źrobkach zamieszkali na gospodarstwie i oświadczyli iż dnia 12 sierpnia 1831 roku o godzinie 2 po północy umarł Maciej Wroczyński mający lat 40 we wsi Źrobkach mieszkający na gospodarstwie, syn niegdy Kazimierza i Rozalii Ciszewskiej małżonków Wroczyńskich pozostały wdowiec po Petroneli z Bukowskich. Akt ten stawiającym został przeczytany przez nas i jednego świadka Kazimierza Piotrowskiego podpisany, drugi świadek pisać nieumie.
X. Michał Augustynowicz Proboszcz Rajgrodzki
Akt zgonu Macieja Wroczyńskiego
Akt zgonu Macieja Wroczyńskiego

Dopiero po dokładnym odczytaniu aktu zauważyłam jeszcze jedną zagadkę. Maciej miał mieć w chwili śmierci 40 lat, a więc urodziłby się w latach 1790–1791. Tymczasem z aktu ślubu z 1810 roku wynika, że miał wtedy 34 lata, co wskazywałoby na urodzenie w latach 1775–1776. Różnica jest więc bardzo duża — około 15 lat. Nie wiem dziś, która z tych informacji jest prawdziwa. Nie mam jednak większych wątpliwości, że akt zgonu dotyczy właściwego Macieja, ponieważ zapisano w nim, że był wdowcem po Petroneli z Bukowskich. Możliwe więc, że świadkowie zgłaszający jego śmierć po siedmiu latach po prostu nie znali dokładnego wieku zmarłego.

Rok 1831 był wyjątkowo burzliwy w dziejach Rajgrodu i okolic. 29 maja stoczono tu ważną, zwycięską bitwę powstania listopadowego. Polacy pod wodzą generała Antoniego Giełguda rozbili oddziały rosyjskie. Na bagnistych i gęsto zalesionych terenach Biebrzy polska partyzantka prowadziła skuteczną wojnę podjazdową. Zaangażowani w walkę mieszkańcy udzielali pomocy w każdy możliwy sposób. Organizowali broń i konie, zajmowali się zaopatrzeniem i czynnie napadali na mniejsze garnizony rosyjskie.

Za te wszystkie działania groziły dotkliwe kary dla powstańców i ich rodzin ze strony cara Mikołaja I. Mężczyzn przymusowo wcielano do wojska, często na wiele lat. Wywożono ich w głąb Rosji, skazywano na ciężkie roboty lub zsyłano na Sybir. Konfiskowano mienie szlacheckie, które przechodziło na własność carskich urzędników.

Na miasta takie jak Szczuczyn czy Rajgród oraz okoliczne wsie nałożono ogromne podatki wojenne tzw. kontrybucje na pokrycie kosztów utrzymania stacjonujących tam wojsk rosyjskich, co doprowadziło nasz region do skrajnego ubóstwa. Były więc powody, by ukrywać udział w powstaniu lub udzielanie pomocy powstańcom.

Wraz z wojskiem została przywleczona cholera, która przetoczyła się przez okolicę i zdziesiątkowała ludność, szczególnie wiosną i latem 1831 roku. Zmarłych na cholerę chowano w zbiorowych mogiłach i skrupulatnie notowano ze względów epidemiologicznych.

Czy Maciej był powstańcem lub uczestnikiem działań partyzanckich? Czy zmarł na cholerę, czy może wskutek ran odniesionych w walce?

Siedem lat później – opieka nad dziećmi i zagadka majątku

Dlaczego zgon Macieja zgłoszono dopiero po siedmiu latach?

Przeszukując akta notarialne dotyczące rodziny Wroczyńskich, natrafiłam na indeksy dotyczące Macieja i jego dzieci. W 1832 r. odnotowano akt określony jako dzierżawa, związany ze Żrobkami i Popowem. W indeksie występują nazwiska Wroczyński, Piotrowski, Pietkiewicz i Mirski oraz imiona czworga dzieci Macieja i Petroneli: Julianny, Teofili, Katarzyny i Jana. Niestety nie dotarłam jeszcze do skanu tego aktu, dlatego nie wiadomo, kto był wydzierżawiającym, kto dzierżawcą ani czego dokładnie dotyczyła umowa.

Sam zapis w indeksie wskazuje, że już w 1832 r. sprawy dzieci Macieja, pozostających pod kuratelą Antoniego Wroczyńskiego, były przedmiotem czynności notarialnych. Petronela zmarła w 1827 r., a Maciej w 1831 r.; chronologia jest więc zgodna z informacjami zawartymi w indeksie.

Odnalazłam również pochodzący z 1838 r. akt notarialny związany z dziećmi Macieja, dotyczący przysięgi składanej przez Kazimierza Piotrowskiego. Chronologia wydarzeń z 1838 r. jest szczególnie wymowna:

  • 4 marca zmarł Antoni, opiekun dzieci Macieja;
  • 10 maja Kazimierz Piotrowski otrzymał wezwanie do Sądu Pokoju;
  • 22 października Kazimierz Piotrowski, podopiekun dzieci, złożył przysięgę w notariacie;
  • 3 listopada Kazimierz Piotrowski i Andrzej Tarasiewicz, gospodarze ze Źrobek, zgłosili zgon Macieja.

Treść aktu jest szczególnie istotna, ponieważ Piotrowski został wezwany przez Sąd Pokoju Powiatu Biebrzańskiego w celu „złożenia inwentarza urzędowego całego majątku po niegdy Macieju i Petroneli małżonkach Wroczyńskich”.

Treść przysięgi Kazimierza Piotrowskiego
Treść przysięgi Kazimierza Piotrowskiego

Piotrowski zeznał pod przysięgą, że po Macieju i Petroneli „żadnego majątku tak nieruchomego jak i też ruchomego nie pozostało”.

Zbieżność tych wydarzeń pozwala przypuszczać, że sporządzenie zaległego aktu zgonu Macieja mogło mieć związek ze śmiercią Antoniego Wroczyńskiego oraz koniecznością uporządkowania spraw opiekuńczych i majątkowych dzieci.

Maciej i Petronela związali się ze Źrobkami w wyniku zamiany dóbr. Petronela dysponowała majątkiem odziedziczonym po ojcu, Janie Bukowskim, który ustanowił również dożywocie na rzecz swojej żony, Agaty Andronowicz. Zamiana Bukowa na Źrobki z Ksawerym Rydzewskim, synem Wojciecha, nastąpiła w 1812 r. Akt notarialny potwierdza zatem, że rodzina posiadała prawa majątkowe. Cały akt jest bardzo interesujący, gdyż został sporządzony na dobrach w Rydzewie ze względu na zły stan zdrowia Wielmożnego Ksawerego Rydzewskiego, rotmistrza i radcy biebrzańskiego. Ksawery Rydzewski zobowiązał się również do pomocy w przeprowadzce oraz dopłacił 240 złotych polskich.

Agata Bukowska, matka Petroneli, zmarła w Źrobkach w 1818 r., w wieku 48 lat.

Co zatem stało się z majątkiem między 1832 a 1838 rokiem? Czy został sprzedany, podzielony lub w inny sposób rozdysponowany? Czy dzieci dochodziły swoich praw majątkowych? Czy też majątek próbowano ukryć lub ochronić przed władzami?

Odpowiedź może przynieść przede wszystkim odnalezienie pełnej treści aktu dzierżawy z 1832 roku oraz dalszych dokumentów dotyczących postępowania majątkowego po Macieju i Petroneli.

Pierwsza strona aktu notarialnego z 1812 r.
Pierwsza strona aktu notarialnego z 1812 r.

Co stało się z dziećmi Macieja i Petroneli?

Choć nie jest to moja bezpośrednia linia genealogiczna, zaciekawiło mnie, jak potoczyły się losy dzieci Macieja i Petroneli Wroczyńskich.

Mieli sześcioro znanych dzieci, ale Józef (1810–1812) i Wojciech (1816–1816) zmarli jako mali chłopcy, więc po śmierci ojca pozostało czworo: Julianna, Jan, Teofila i Katarzyna:

Julianna Wroczyńska, urodzona w 1813 r., wyszła w 1849 r. za Maksymiliana Jawdyńskiego. Miała wówczas już 35–36 lat. W następnym roku zmarła, już jako wdowa. Jej zgon zgłosili brat Jan Wroczyński, lat 27, szlachcic nielegitymowany ze Skrodzkich oraz Stanisław Bagieński, lat 35, gospodarz z Bełdy – mąż siostry Teofili. Oznacza to, że mąż Julianny zmarł wkrótce po ślubie. Aktu zgonu Maksymiliana nie odnalazłam, ale z pewnością był dwukrotnym wdowcem, zanim poślubił Juliannę. Jego drugą żoną była Marianna Wykowska, wdowa po Pieńkowskim. Została pochowana na mogiłkach prywatnych, bez spisania aktu w urzędzie. Ponieważ nie znalazłam aktu zgonu Maksymiliana, jest możliwe, że pochowano go przy żonie.

Jan Wroczyński, urodzony w 1817 r., w 1849 r. poślubił Anielę Pieńkowską, córkę Antoniego i Zofii Bukowskiej, urodzoną w 1827 r. w Skrodzkich.

Teofila Wroczyńska, urodzona w 1818 r., w 1841 r. wyszła za Stanisława Bagińskiego z Bełdy, syna Jana i Joanny Świderskiej, wdowca po Anieli Michnowskiej.

W akcie matkę panny młodej zapisano błędnie jako Petronelę Pieńczykowską. Zapisano również, że Teofila mieszkała w Skrodzkich przy rodzicach, co było niemożliwe, ponieważ oboje już od kilku lat nie żyli.

Odnalazłam metryki chrztu pięciorga dzieci tej pary: Józefa (Bełda, 1843), Franciszka (Bełda, 1844), Marianny (Bełda, 1847), Agnieszki (Bełda, 1850) oraz Jana (Grabowo, 1853).

Po śmierci Stanisława w 1855 r. Teofila ponownie wyszła za mąż za Jana Pieńkowskiego, syna Antoniego i Zofii Bukowskiej.

Katarzyna Wroczyńska, ostatnie dziecko Macieja i Petroneli, urodziła się w 1820 r. Nie odnalazłam dalszych informacji na jej temat.

Czy Maciej Wroczyński był powstańcem?

Data zgonu Macieja (12 sierpnia 1831 r.) i okoliczności epoki skłaniają do postawienia takiego pytania, ale nie stanowią dowodu na jego udział w powstaniu. Z pewnością zmarł w jednym z najbardziej burzliwych okresów w historii naszego regionu.

Umierając, pozostawił czworo niepełnoletnich dzieci, a siedem lat później, gdy sąd zażądał sporządzenia inwentarza, Piotrowski zeznał, że po małżonkach nie pozostał żaden majątek, choć wcześniejsze źródła dokumentują prawa majątkowe rodziny. Nie znalazłam również informacji, by majątek ten kiedykolwiek ponownie znalazł się w posiadaniu Wroczyńskich.

Czy utrata majątku mogła mieć jakiś związek z wydarzeniami powstańczymi lub domniemanym udziałem Macieja w powstaniu? Czy jego dzieci jako małoletnie sieroty nie były w stanie skutecznie obronić swoich praw? Czy ziemia została przejęta, sprzedana lub rozdysponowana w inny sposób? A może wydarzyło się coś, o czym nie można było pisać w aktach? Mam nadzieję, że niektóre odpowiedzi na te pytania uzyskam, gdy znajdę brakujący akt dzierżawy z 1832 r. Od razu zapowiadam, że gdy mi się to uda, napiszę dalszy ciąg artykułu.

 

Opublikowano Dodaj komentarz

Niechciani (uzupełnienie)

Tekst pt. „Niechciani” pisałam w  grudniu 2025 roku. Od tamtego czasu ze starych nagrobków odczytałam jeszcze dwa nazwiska, a o niektórych zmarłych i ich rodzinach znalazłam trochę więcej informacji. Zrobiłam nowe zdjęcia i jeszcze raz obejrzałam dokładnie pomniki. W zbieraniu informacji na cmentarzu w sierpniu bieżącego roku bardzo mi pomogła Józka Drozdowska.

Poniżej przedstawiam wyniki mojej pracy.

Żołnierze

Zacznę od tych nowych nazwisk.

Od jakiegoś czasu wiedziałam, że w części cmentarza nazywanej przeze mnie kwaterą kozacką jest jeszcze jeden nagrobek do odczytania. Rozszyfrowałam górną część napisu. Wiedziałam już, że chodzi o chorążego z 2. Dońskiego Pułku Kozackiego, Iwana Dmitrijewicza. Nie byłam jednak pewna nazwiska. Grób ten oplata roślina, która zieleni się o każdej porze roku. Niestety, zasłania ona skutecznie część napisu. Dopiero dzięki pomocy Józki Drozdowskiej mogłam dokładnie obejrzeć pomnik, dotknąć wyżłobionych w kamieniu liter i zrobić zdjęcia. Potem sprawdziłam to jeszcze w wojskowej gazecie „Рycскiй Инвалидъ”. I teraz mogę powiedzieć, że w grobie spoczywa chorąży Iwan Dmitrijewicz Dudkin[1].

Grób Iwana Dudkina
Grób Iwana Dudkina

Nieco inaczej było w drugim przypadku. Do niedawna myślałam, że w pewnym miejscu cmentarza ktoś zaczął gromadzić zbędne kamienie. Dopiero na przełomie lipca i sierpnia odkryłam, że to nie są przypadkowe kamienie, ale trzy części rozbitego pomnika. W mogile spoczywa emerytowany pułkownik Wasilij von Rehren, który przed konwersją na prawosławie był luteraninem i nosił imię Wilhelm. Napisałam o tym w tekście „Von Rehren”.

Grób podpułkownika Rehrena
Grób podpułkownika Rehrena

Gdy robiłam zdjęcia późną jesienią ubiegłego roku, na jednym z grobów zielony mech wypełnił wyżłobienia liter tak, że mogłam odczytać nazwisko Markiewicz. Wtedy nic więcej nie udało się mi odczytać. Nie chciałam szorować płyty, obawiając się, że ją zniszczę. Obecnie nagrobek wygląda nieco inaczej. Widoczne są inne fragmenty napisu. Okazuje się, że Markiewicz miał na imię Konstantin i był podpułkownikiem 104. Ustiużskiego Pułku Piechoty Generała Księcia Bagrationa. Niestety, nie da się odczytać ani roku narodzin, ani śmierci. W gazecie „Рycскiй Инвалидъ” poinformowano o śmierci podpułkownika 13/26 czerwca 1908 roku[2].

Porównując zdjęcia i jeszcze raz oglądając z bliska pomnik, doszłam do wniosku, że wcześniej myliłam się w sprawie nazwiska jednego z żołnierzy. Teraz też nie jestem pewna, ale raczej chodzi o Szetłowa niż Szygłowa. Na pomniku jest napisane, że był ze Stanicy Bakłanowskiej i służył w 2. Dońskim Pułku Kozackim. Miał najniższą rangę: kozak.

W gazecie „Рycскiй Инвалидъ” znalazłam ponadto wzmianki o śmierci innych żołnierzy pochowanych na augustowskim cmentarzu. Są to: podporucznik Michaił Kartaszewski, porucznik Nikołaj Maksimowicz, sotnik Wasilij Popow, podesauł Timofiej Jasyrkin[3]. W przypadku oficerów Maksimowicza i Kartaszewskiego, urodzonych w guberni połtawskiej, poprzez ogłoszenia w prasie poszukiwano spadkobierców[4]. Chyba się zgłosili, bo obu żołnierzom wystawiono pomniki, które przetrwały do dziś. Nagrobek Michaiła Kartaszewskiego zamówiono w Grodnie, w pracowni Bolesława Szyszkiewicza, o którym pisałam w tekście „Artysta rzeźbiarz”.

Urzędnicy

Pod koniec zeszłego roku nie wiedziałam, czym zajmował się Władimir Komisarzewski. Zdecydowałam się właśnie tak zapisywać nazwisko radcy stanu: Komisarzewski, nie Komisarżewski. W polskich publikacjach można zaobserwować niekonsekwencję w pisowni nazwisk odczytywanych z dokumentów sporządzonych po rosyjsku. W przypadku bardziej popularnych zapisuje się na przykład: Wierzbowski, Krzywicki, a nie: Wierżbowski, Krżywicki. Natomiast w przypadku nazwisk rzadszych tworzy się dziwolągi w stylu: Rżepecki czy Komisarżewski. Od teraz będę zapisywać po prostu „rz”.

Komisarzewski pojawia się w spisach urzędników niejednokrotnie. Niestety, na ogół podane jest samo nazwisko, bez imienia i imienia odojcowskiego. Znalazłam tylko jeden dokument, w którym mówi się o Władimirze Komisarzewskim. To informacja o przyznaniu mu 31 marca / 12 kwietnia 1868 roku Orderu Świętego Stanisława 2 klasy. Wiadomość o orderze dla Komisarzewskiego, choć bez podania imienia, wydrukowano też w innym miejscu. Identyfikację potwierdza stanowisko służbowe nagrodzonego: kierownik Warszawskiego Okręgowego Zarządu Intendentury. Dodatkowo mamy rangę z tego okresu: asesor kolegialny (VIII)[5].

Jeśli chodzi o innych urzędników, to dzięki wyszukiwarce Geneo dowiedziałam się, że Andriej Protasiewicz zmarł w roku 1914 na zawał serca[6].

Ojcowie i dzieci

Rzeczywistego radcę stanu Fiodora Fiodorowicza Czanowa zdecydowałam się umieścić w części „Ojcowie i dzieci”.

Fiodor Czanow był urzędnikiem w departamencie pocztowym ministerstwa spraw wewnętrznych. Rangę rzeczywistego radcy stanu (IV) uzyskał 28 marca / 9 kwietnia 1871 roku. Był nagradzany za wzorową służbę, miał ordery św. Stanisława, św. Anny, św. Włodzimierza, dostał medal za wojnę 1853-1856 i, co ciekawe, Order Korony Dębowej – luksemburskie odznaczenie ustanowione przez króla Niderlandów i wielkiego księcia Luksemburga Wilhelma II. Jako ciekawostkę podam, że otrzymywał 2000 rubli rocznie[7].Za tę kwotę prawdopodobnie można było kupić małe gospodarstwo rolne z domem mieszkalnym lub kamienicę w niewielkim mieście. Fiodor Czanow zmarł pod koniec grudnia 1892 roku (według starego stylu).

Skąd wiadomo, że to ten właśnie człowiek spoczywa na augustowskim cmentarzu? W spisach urzędników znalazłam tylko dwóch rzeczywistych radców stanu o nazwisku Czanow. Ten drugi, młodszy Czanow, również Fiodor Fiodorowicz, IV rangę uzyskał 1/14 stycznia 1911 roku. Możliwe, że to syn urzędnika departamentu pocztowego. W rocznikach statystyczno-informacyjnych guberni suwalskiej odnotowano, że Fiodor Fiodorowicz Czanow był sędzią pokoju w Augustowie i Suwałkach. Potem został członkiem Sądu Okręgowego w Suwałkach. Spis urzędników z r. 1916 podaje, iż był członkiem Warszawskiej Izby Sądowniczej[8].

Podpułkownik Dmitrij Fiodorowicz Rozenbow spoczywa na augustowskim cmentarzu. Nie wiadomo natomiast, gdzie spoczywa jego syn Siergiej. Obaj służyli w 104. Ustiużskim Pułku Piechoty Generała Księcia Bagrationa. W roku 1903 ojciec był dowódcą 2. batalionu, a syn pojawia się w spisie młodszych oficerów w roku 1912

Niedawno przeczytałam, że Dmitrij Fiodorowicz wykształcenie zdobył w Warszawskiej Szkole Junkrów Piechoty. W roku 1875 został chorążym, a w 1877 podporucznikiem. Od 1/13 czerwca 1885 do 28 sierpnia / 9 września 1890 w randze sztabskapitana służył w Wileńskiej Szkole Junkrów. Miał odznaczenie za wojnę z Turcją 1877-1878, a także ordery św. Stanisława i św. Anny[9].

Siergiej Dmitrijewicz w roku 1910 ukończył Pawłowską Szkołę Wojskową w Petersburgu i rozpoczął służbę w 104. Ustiużskim Pułku Piechoty. Latem 1914 roku został ranny, a 4/17 września trafił do lazaretu w Carskim Siole. W roku 1917 awansował na sztabskapitana. Jego dalsze losy są nieznane[10].

Siergiej nie był jedynym dzieckiem Dmitrija Rozenbowa. Zapis o fundatorach pomnika brzmi: „Drogiemu mężowi i ojcu od żony i dzieci”.

Prawdę powiedziawszy, nie spodziewałam się znaleźć jakichkolwiek informacji o Michaile Iniutinie, trzyletnim dziecku zmarłym w roku 1883. Ale znalazłam służącego w kozackim wojsku Kondrata Iniutina. Ponieważ imię Kondrat jest bardzo rzadkie, łatwiej było szukać w prasie informacji o Iniutinie. Dowiedziałam się, że w roku 1884 Kondrat Iniutin otrzymał Order Świętej Anny 3 klasy, miał rangę wojskowego starszyny i służył w 2. Dońskim Pułku Kozackim. Mógł zatem być ojcem spoczywającego na augustowskim cmentarzu Michaiła.

Kondrat Iniutin zmarł w roku 1897[11].

W grudniu ubiegłego roku dość długo zastanawiałam się nad rodziną Zielenkowów. Nie byłam pewna imienia dziewczynki oraz niektórych dat. Po ponownym obejrzeniu pomnika i zdjęć doszłam do wniosku, że młodsza córka Zielenkowów miała na imię Natalija, nie Idalija.

Jako że grób dzieci Zielenkowów znajduje się w kwaterze kozackiej, szukałam ojca wśród żołnierzy 2. Dońskiego Pułku Kozackiego. W rocznikach informacyjno-statystycznych guberni suwalskiej z przełomu wieków XIX i XX znajdują się nazwiska aż trzech Zielenkowów służących w kozackim pułku w Augustowie[12]. Ale w roku 1894, kiedy zmarło dwoje dzieci Zielenkowów, w Augustowie służył tylko Stiepan Pietrowicz, wtedy podesauł. W roku 1912 w spisie chorążych pułku pojawia się Michaił Stiepanowicz Zielenkow. Możliwe, że również był synem Stiepana Pietrowicza.

W części „Ojcowie i dzieci” chciałabym też wspomnieć o Jakusewiczu, człowieku, który na augustowskim cmentarzu pochował pięcioro swoich dzieci. W czasie, gdy stawiano pomnik, prawdopodobnie nie żyła już także matka Arystarcha, Leonida, Leontija, Pawła i Wiery. Można to wnosić z napisu umieszczonego pod imionami dzieci: „Drogim synom i córce na pamiątkę od ojca”.

Kim był Jakusewicz? Grób dzieci Jakusewiczów znajduje się nieco na północ od mogił oficerów 104. Ustiużskiego Pułku Piechoty Generała Księcia Bagrationa. Front pomnika jest od strony wschodniej. Tak grzebano żołnierzy 104. pułku oraz członków ich rodzin. Czy Jakusewicz służył w 104. pułku?

Grób dzieci Jakusewiczów
Grób dzieci Jakusewiczów

Szukając informacji o Jakusewiczu, trafiłam na ciekawą wzmiankę: „05 listopada [18 listopada 1912 – B.D.] podoficer rezerwy Filip Jakusewicz został wyznaczony na pełniącego obowiązki psalmisty w Cerkwi Świętej Trójcy w Krewie, powiat oszmiański”[13].

Czy psalmista Filip Jakusewicz to ojciec dzieci spoczywających na augustowskim cmentarzu?

Wdowy i wdowiec

Do niedawna praktycznie nic nie wiedziałam o rodzinie Maksymiliana Stępkowskiego, proboszcza Parafii Prawosławnej Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Augustowie. Aż w końcu poznałam imię żony: Marija. Po śmierci męża otrzymywała pomoc finansową z funduszu dla rodzin duchownych. Listę osób korzystających z tego funduszu publikowano w prasie diecezjalnej. Marija Stępkowska jest w spisach od roku 1907 do 1916[14].

Z funduszu dla rodzin duchownych korzystała też Marija Jarocka, wdowa po kapłanie, spoczywająca na augustowskim cmentarzu. Jest w spisach z lat 1878-1902. Od roku 1903 do 1916 figuruje już córka Jelena[15]. Wynikałoby z tego, że Jelena nie wyszła za mąż.

Wdowa po Nikandrze Karmazyńskim, kapitanie pełniącym obowiązki naczelnika powiatu, miała na imię Ławra. Wpłaciła 20 rubli na rzecz cerkwi w Augustowie. Odnotowano to w prasie diecezjalnej w roku 1887[16].

Zawsze głęboko wzdycham przy grobie Marii Oszmiańskiej, która osierociła trzynaścioro dzieci. Na pomniku napisane jest, że była żoną rotmistrza. W roku śmierci Marii, a więc w 1891, w pobliżu Augustowa, konkretnie na posterunku straży granicznej w Janówce, służył rotmistrz Anton Wasiljewicz Oszmiański. Był oficerem Grajewskiej Brygady Straży Granicznej. Był wtedy odznaczony Orderem Świętego Stanisława oraz, niestety, brązowym medalem „za spacyfikowanie polskiego buntu 1863-64”. Pod koniec kariery trafił do Arensburskiej Brygady Straży Granicznej, kontrolującej Archipelag Moonsundzki (obecnie oficjalnie nazywany Archipelagiem Zachodnioestońskim). Ze względu na sytuację rodzinną został zwolniony ze służby w roku 1898 w randze podpułkownika, zachowując prawo do noszenia munduru i wynagrodzenia. Zmarł w Symbirsku (obecnie Uljanowsk) 24 grudnia 1916 / 06 stycznia 1917 roku w wieku 74 lat[17]. (Ciekawostka: w Symbirsku urodzili się: Lenin, Aleksander Kiereński i Paweł Jasienica).

Anton Gawryłow i wnuki

W tekście „Niechciani” Anton Gawryłow nie występuje. Wtedy nic na jego temat nie wiedziałam, oprócz tego, że miał wnuki, z których jeden ufundował mu pomnik. Dziś też nie wiem, czym Anton Gawryłow zajmował się zawodowo. Raczej należy wykluczyć, że był wojskowym, bo w takim przypadku zaznaczano to na pomniku. Udało mi się ustalić, że miał co najmniej ośmioro wnucząt. Aleksiej i Marija spoczywają z dziadkiem na cmentarzu. Nie wiem, czyimi byli dziećmi. Syn Michaiła, Konstantin Gawryłow, a zarazem wnuk Antona, został duchownym, uzyskał godność archimandryty, w życiu monastycznym nosił imię Siergij[18]. Córka Antona, Jelena, po mężu Osipowa, miała pięcioro dzieci: nieznaną z imienia córkę oraz czterech synów: Nikołaja, Piotra, Siergieja i Konstantina. Tylko ostatni z tej czwórki nie został kapłanem, lecz wybrał drogę prawnika[19].

Fundatorem pomnika Antona Gawryłowa jest jeromonach Neofit. Takie imię w życiu monastycznym miał Nikołaj Osipow.

I właśnie ten fundator nagrobka jest moim największym odkryciem. Wcześniej nie wiedziałam, że w Augustowie urodził się i wychowywał ktoś, kogo wyniesiono na ołtarze. Najbliżej naszego miasta, a konkretnie w gminie Lipsk, przyszły na świat dwie błogosławione: Julia Rapiej, czyli siostra Maria Sergia, oraz Marianna Biernacka. Okazuje się jednak, że przez trzynaście lat ulicami naszego miasta chodził przyszły święty męczennik.

Nikołaj Osipow, syn Aleksandra, urodził się w roku 1875 w Augustowie. W 1888 rozpoczął naukę w Chełmie. Studia teologiczne ukończył w Petersburgu. Był osobistym sekretarzem patriarchy Tichona. Kilkanaście lat spędził w więzieniach i na zsyłkach. Został rozstrzelany 3 listopada 1937 roku.

* * *

Chciałabym serdecznie podziękować Jamińskiemu Zespołowi Indeksacyjnemu, a w szczególności Panu Krzysztofowi Zięcinie, za zainteresowanie tematem i publikację tekstów o dawnych prawosławnych mieszkańcach Augustowa.

Dziękuję też Józce Drozdowskiej za pomoc przy zbieraniu informacji na cmentarzu.


[1] Śmierć Iwana Dudkina, chorążego 2. Dońskiego Pułku Kozackiego, odnotowano w wojskowej gazecie „Рycскiй Инвалидъ”, wydawanej w latach 1813-1917; Russkìj Invalid [dalej: RI] 1885 nr 162.

[2] RI 1908 nr 129.

[3] RI 1899 nr 91, RI 1896 nr 269, RI 1891 nr 97, RI 1897 nr 47.

[4] Zob.: RI 1897 nr 26, 27, 33; RI 1899 nr 91, 101, 105, 106.

[5] Informacje o Władimirze Komisarzewskim na podst.: Senatskie Vedomosti 1868 nr 80; Varšavskij Dnevnik 1868 nr 73, s. 293.

[6] Zob.: https://search.jzi.org.pl/geneo/.

[7] Informacje o Fiodorze Czanowie starszym na podst.: Adres-kalendar. Obŝaâ rozpisʹ načalʹstvuûŝih i pročih dolžnostnyh lic po vsem upravleniâm v Rossijkoj imperii na 1872. Častʹ I, s. 349; Spisok graždanskim činam IV klassa. Ispravlen po 10-e sentâbrâ 1871 goda, s. 1015-1016.

[8] Informacje o Fiodorze Czanowie młodszym na podst.: Spisok graždanskim činam IV klassa. Ispravlen po 1-e sentâbrâ 1911 goda, s. 1752; Pamâtnaâ Knižka Suvalkskoj Gubernìi [dalej: PKSG] 1888, s. 68; PKSG 1902, s. 139; PKSG 1907, s. 166; PKSG 1913, s. 178; Spisok graždanskim činam IV klassa. Ispravlen po 1-e marta 1916 goda, s. 1760.

[9] Informacje o Dmitriju Rozenbowie na podst.: PKSG 1903, s. 203; RI 1875 nr 252, RI 1877 nr 145; Vilenskoe pehotnoe ûnkerskoe učiliŝe, 1864-1899 g.: kratkij istoričeskij očerk, s. 14; Pamâtnaâ Knižka Vilenskoj Gubernìi 1886, s. 70; 1888, s. 98.

[10] Informacje o Siergieju Rozenbowie na podst.: PKSG 1912, s. 232; RI 1910 nr 170; RI 1914 nr 208; RI 1917 nr 133.

[11] Informacje o Kondracie Iniutinie na podst.: RI 1884 nr 102; RI 1897 nr 140.

[12] Zob.: PKSG 1893, s. 153; PKSG 1894, s. 153; PKSG 1900, s. 219; PKSG 1901, s. 219; PKSG 1912, s. 214; PKSG 1913, s. 229.

[13] Litovskie Eparhialʹnye Vedomosti 1912 nr 22, s. [129].

[14] Zob.: Varšavskij Eparhìalnyj Listok [dalej: VEL] 1907 nr 6, s. 59; VEL 1914 nr 9, s. 142; VEL 1916 nr 9, s. 91.

[15] Informacje o Marii i Jelenie Jarockich na podst.: Holmsko-Varšavskìj Eparhìalnyj Věstnik [dalej: HVEV] 1878 nr 6, s. 4; HVEV 1902 nr 7, s. 75; HVEV 1903 nr 10, s. 124; VEL 1914 nr 9, s. 142; VEL 1916 nr 9, s. 91.

[16] HVEV 1887 nr 17, s. 272.

[17] Informacje o Antonie Oszmiańskim na podst.: PKSG 1891, s. 98; RI 1885 nr 74; RI 1894 nr 90; RI 1898 nr 99; Metričeskaâ kniga Simbirskoj Troickoj Cerkvi za 1914-1918 gody. Umeršie 1916, m 19.

[18] Zob.: https://ppmon.ru/o-monastyre/igumeny/65-arhimandrit-sergij-gavrilov/, https://vn-eparhia.ru/vechnaya-pamyat/biografii-pochivshikh-klirikov/15923-gavrilov-konstantin-mikhajlovich-arkhimandrit.

[19] O Nikołaju Osipowie i jego rodzinie pisałam w tekście „Święty z Augustowa”, a także w artykule „Neofit (Nikołaj Osipow)”, który ukazał się w marcowym numerze „Przeglądu Prawosławnego”: https://przegladprawoslawny.pl/2026/02/26/neofit-nikolaj-osipow/.

Opublikowano Dodaj komentarz

Cyrulik ze Zgorzelca

Okładka wspomnień Kasriela Eilendera, która wkrótce ukaże się nakładem JZI

Cyrulik ze Zgorzelca jest już trzecią redagowaną przeze mnie pozycją wydawniczą Jamińskiego Zespołu Indeksacyjnego poświęconą losom Żydów związanych z Suwalszczyzną i Augustowszczyzną. Za każdym razem praca nad podobnymi tekstami jest dla mnie czymś znacznie więcej niż zwykłym przygotowaniem książki do druku. Towarzyszy jej niezmiennie żal i smutek, gdy uświadamiam sobie ogrom tragedii, jaka podczas Zagłady dotknęła społeczność żydowską – ludzi, którzy przez pokolenia byli mieszkańcami tych samych miast i miasteczek, chodzili tymi samymi ulicami, prowadzili sklepy i warsztaty, uczyli się, pracowali, wychowywali dzieci i współtworzyli historię tego regionu.

Świat ten został niemal całkowicie unicestwiony. Wraz z ludźmi znikała pamięć o nich, a po dziesięcioleciach coraz trudniej dostrzec, jak ważną częścią przedwojennej Suwalszczyzny i Augustowszczyzny była społeczność żydowska. Dlatego tak bardzo zależy mi na tym, aby pamięć o dawnych mieszkańcach tych ziem nie została wymazana z pamięci kolejnych pokoleń. Wydawanie wspomnień, ksiąg pamięci i innych świadectw traktuję jako jeden ze sposobów przywracania im należnego miejsca w historii naszych małych ojczyzn.

Na wspomnienia Kasriela Eilendera natrafiłem właściwie przypadkiem. Podczas przygotowań do publikacji Księgi pamięci Żydów Suwałk i okolic, przeglądając materiały dostępne w Internecie, znalazłem skan jego niepublikowanego tekstu The Barber of Goerlitz. Zacząłem czytać i bardzo szybko zrozumiałem, że nie jest to materiał, który można po prostu odłożyć na później. Przeczytałem wspomnienia niemal jednym tchem.

Największe wrażenie zrobiła na mnie nie tylko skala cierpienia, którego autor doświadczył, ale przede wszystkim droga, jaką przeszedł ten bardzo młody człowiek. Z przedwojennych Suwałk, przez sowiecką okupację, Słonim i Dereczyn, getto, pracę przymusową i kolejne obozy, aż po wyzwolenie i mozolną odbudowę życia. W czasie, gdy miliony europejskich Żydów zostały zamordowane, Kasriel przeżył dzięki splotowi okoliczności, własnej zaradności, umiejętności podejmowania decyzji w najbardziej dramatycznych momentach, a czasem zapewne również szczęściu. Jego relacja jest przy tym pozbawiona patosu. Autor często opisuje nawet najbardziej tragiczne doświadczenia spokojnie i rzeczowo, co czyni jego świadectwo jeszcze bardziej przejmującym.

Już po pierwszej lekturze wiedziałem, że tekst ten zasługuje na udostępnienie polskiemu czytelnikowi, a szczególnie czytelnikom z Suwałk i całego regionu, w którym zaczęła się historia Kasriela.

Pozostawało tylko pytanie, czy będzie to możliwe.

Punktem wyjścia stał się nekrolog Kasriela Eilendera. Po krótkich poszukiwaniach udało mi się odnaleźć jego dzieci, a następnie nawiązać kontakt z synem autora Jeffreyem i córką Elizabeth. Jestem im ogromnie wdzięczny za zaufanie, jakim obdarzyli Jamiński Zespół Indeksacyjny, zgadzając się na przygotowanie polskiego wydania wspomnień ojca. Dzięki Elizabeth otrzymaliśmy również niezwykle cenne fotografie z rodzinnego archiwum Eilenderów. Zdjęcia te nadają opowieści szczególnie osobisty wymiar – pozwalają zobaczyć ludzi, którzy wcześniej istnieli dla nas jedynie jako bohaterowie zapisanej historii.

Szczególne podziękowania należą się także pani Teresie Eilender, żonie autora, która przeczytała polskie tłumaczenie książki. Jej znajomość języka polskiego, pamięć rodzinnych realiów oraz uwagi dotyczące poszczególnych fragmentów pozwoliły wychwycić miejsca wymagające korekty i lepiej oddać sens niektórych wypowiedzi autora. Jej praca była dla mnie niezwykle cenna, tym bardziej że pozwalała spojrzeć na tekst nie tylko z perspektywy redaktora, lecz także osoby blisko związanej z autorem.

Polskie wydanie nie jest jedynie tłumaczeniem wspomnień. Starałem się, aby czytelnik – zwłaszcza młodszy, dla którego wydarzenia drugiej wojny światowej są już bardzo odległą historią – mógł lepiej zrozumieć świat i okoliczności, w których rozgrywały się opisywane wydarzenia. Dlatego tekst został opatrzony licznymi przypisami redakcyjnymi, wyjaśniającymi kontekst historyczny, nazwy miejsc, instytucji i wydarzeń oraz przybliżającymi sylwetki osób pojawiających się na kartach książki. Mam nadzieję, że dzięki temu osobiste świadectwo Kasriela Eilendera stanie się również przewodnikiem po rzeczywistości, która dla współczesnego czytelnika często wymaga dodatkowego objaśnienia.

Podobnemu celowi służą ilustracje. Oprócz fotografii pochodzących z archiwum rodziny Eilenderów książkę wzbogaciłem o liczne historyczne zdjęcia przedstawiające miejsca, ludzi i wydarzenia, o których pisze autor. Chciałem, aby czytelnik mógł nie tylko przeczytać o przedwojennych Suwałkach, Słonimiu, Płaszowie, Gross-Rosen czy Föhrenwaldzie, lecz również – na tyle, na ile pozwalają zachowane materiały – zobaczyć świat, przez który prowadziła droga autora.

Oddając tę książkę w ręce Czytelników, mam nadzieję przede wszystkim na jedno: że historia Kasriela Eilendera nie pozostanie wyłącznie historią człowieka, który przeżył Zagładę. Chciałbym, aby była również opowieścią o świecie, który istniał przed nią, o ludziach wyrwanych ze swoich domów i rodzin oraz o obowiązku pamiętania o tych, którzy nie mieli możliwości pozostawienia własnego świadectwa.

Jeżeli dzięki tej książce choć kilku czytelników inaczej spojrzy na historię Suwałk i regionu, zainteresuje się losem jego dawnych żydowskich mieszkańców albo zechce dowiedzieć się o nich czegoś więcej, uznam, że praca włożona w jej przygotowanie nie poszła na marne.

Opublikowano Dodaj komentarz

Tajemnica leśnej mogiły

Mało kto wie, że w leśnej mogile na uroczysku Diable Bielaszki w okolicach Rajgrodu spoczywają narzeczeni, którzy pochodzili z tej samej wsi, kształcili się przed wojną, a  ich plany zawodowe i matrymonialne przerwała tragiczna śmierć latem 1943 roku.

Było już kilka publikacji na ten temat i też kilka wersji tej tragedii z sierpnia 1943 roku. Ten artykuł oparłem na najlepiej opisanej wersji opublikowanej przez Janusza Sobolewskiego w numerze 7 z 2020 roku “Rajgrodzkich Ech”, z moimi uzupełnieniami i poprawkami opartymi na przekazie rodziny Orłowskich - bezpośrednich świadków wydarzeń.

Jadąc z Rajgrodu do Woźnejwsi tzw. starą drogą, przed ścianą lasu skręcamy w lewo i wjeżdżamy do "Rajgrodzkich Choinek". Po kilkuset metrach dojeżdżamy do uroczyska Diable Bielaszki, gdzie znajduje się upamiętnienie zbrodni, jakiej dokonali hitlerowcy na mieszkańcach Woźnejwsi: rodzinie Nowickich i Celinie Orłowskiej. Mało kto wie, że w leśnej mogile spoczywają narzeczeni, którzy pochodzili z tej samej wsi, kształcili się przed wojną, a  ich plany zawodowe i matrymonialne przerwała tragiczna śmierć latem 1943 roku. Jak do tego doszło?

W okresie międzywojennym w Woźnejwsi Orłowscy i Nowiccy byli sąsiadami; Nowiccy pochodzili z Kurpi. Po powstaniu styczniowym osiadł tu żeniąc się z córką podleśnego lasów rajgrodzkich Feliksa Pieniążka (kolejnego zarządcy lasów po Józefie Sienkiewiczu, Janie Stefanie Ballogh, Adamie Formuz, Józefie Brzozowskim i Kazimierzu Jabłońskim) Władysław Mateusz Nowicki, powstaniec, uczestnik bitwy pod Wincentą, późniejszy wójt gminy Pruska. Miał on kilkoro dzieci, z których syn Jakub był nauczycielem, kierownikiem szkoły w Rajgrodzie i Woźnejwsi, a po przejściu na emeryturę pozostał w rodzinnym domu w tej miejscowości. Podczas okupacji sowieckiej, 20 czerwca 1941 roku, jego żonę z dwoma synami i siostrę (nauczycielkę z Woźnejwsi) wywieziono na Syberię. Inny z synów powstańca Władysława Mateusza, Norbert Nowicki, pracował na kolei w Starosielcach. Ożeniony z Leokadią Karpińską z Woźnejwsi, miał tu działkę, na której postanowił zbudować dom, by po przejściu na emeryturę wieść spokojne życie w urokliwie położonej wsi. Jeszcze przed wojną budową domu zajął się jego najstarszy syn, Bolesław, który był weterynarzem w Grajewie. Jak napisał ks. Stanisław Nowicki, sybirak, syn Jakuba, "Bolek nie był wzorem wszystkich cnót, a przeciwnie. Uważał, że świat jest po to stworzony, by jemu było dobrze. A czy ludziom będzie z nim dobrze? - to go nie obchodziło. Doszło do tego na parę lat przed wojną, że mój ojciec zerwał z nim i rodziną stryja wszelkie kontakty, bo Bolek nie przyniósł zaszczytu naszemu nazwisku. Bolek sprowadzał wozami konnymi ze stacji kolejowej w Grajewie cegłę na budowę domu w Woźnejwsi i zwoził z dalekich pól kamienie na fundament itp. A później targował się z gospodarzami i pewno trudno było od niego wydębić należność, co było słuszną przyczyną gniewu gospodarzy".

Trudny charakter Bolesława Nowickiego i jego postępowanie z mieszkańcami Woźnejwsi przyczyniły się do tego, iż Nowiccy nie byli lubiani w Woźnejwsi.

Po zajęciu naszych ziem przez Niemców, latem 1941 roku, zorganizowali oni swoją administrację na okupowanych terenach. Podstawą funkcjonowania tej administracji byli amtskomisarze i żandarmi. Oficerowi żandarmerii rezydującemu w Rajgrodzie podlegały posterunki żandarmerii w samym Rajgrodzie, jak też w Bełdzie i Woźnejwsi. 1 grudnia 1941 roku żandarmii na swą siedzibę zajęli drewniany budynek szkoły w Woźnejwsi. Amtskomisarz urzędował w Kroszewie, a woźnawiejskim posterunkiem dowodził Koloff, miał on do dyspozycji 10 żandarmów: Emila Bogatscha, Siegfrieda Hella, Tschapko vel Czapka, Georga Heina, Heinmanna, Thulla i pozostałych o nieustalonych personaliach.

Jak napisał ks. Nowicki, jak podają mieszkańcy Woźnejswi, pożar domu Kuryłów miał związek z tragedią, jaka się tu rozegrała pod koniec sierpnia 1943 roku. Burzy wtedy nie było, elektryczności Woźnawieś wówczas nie posiadała, a domek biednego Kuryły spłonął. Żandarmi wszczęli dochodzenie. Zapytali Kuryłę  o to - z kim on się gniewa? Pogorzelec odpowiedział, że z Bolkiem Nowickim, bo on nie zapłacił mu za przywożenie cegły wozem konnym. Podejrzenie padło więc na Bolesława Nowickiego, który wraz z rodziną ojca mieszkał w jeszcze niewykończonym domu. Rodzina Norberta Nowickiego sprowadziła się na wieś, podobnie jak wiele innych polskich rodzin, gdyż podczas okupacji życie na wsi było łatwiejsze. Bolesław Nowicki został aresztowany. Przesłuchiwany przez Gestapo w Grajewie, bity podczas śledztwa, jak twierdził ojciec ks. Nowickiego, podpisał współpracę z Niemcami. Bojąc się ewentualnego wyroku śmierci, wydanego na donosiciela przez Armię Krajową, nie podjął współpracy z okupantem. Postanowił ukrywać się. Zapewne w tym celu w nowym domu wykonano kryjówkę. Był to tunel prowadzący do rzeki, do dzisiaj widnieją ślady po tym tajnym przejściu, umożliwiającym ewakuacje w razie zagrożenia.

Przekaz ks. Stanisława Nowickiego może być subiektywny ponieważ te dwie gałęzie rodziny Nowickich niezbyt się lubiły. Z moich rozmów i z przekazu Orłowskich wynika, że jest możliwe, że Bolesław Nowicki działał w konspiracji w AK lub bardziej w ZWZ i poniekąd wciągnął młodzież do konspiracji (wykradane ausweisy, “dziwni ludzie” pojawiający się w domu Nowickich, budowa tunelu – był zrobiony wcześniej przed aresztowaniem Bolesława). Podczas tych tragicznych wydarzeń Bolesław Nowicki przebywał w Warszawie.

W drugiej połowie sierpnia 1943 roku na mieszkańców wsi i okolicy padł blady strach. Wiązało się to z dniem 16 sierpnia, kiedy żandarmi spacyfikowali wieś Grzędy, rozstrzeliwując na miejscu 35 jej mieszkańców. Przez Woźnąwieś zaś wieziono pozostałych do obozu w Grajewie. Niedługo po traumie grzędziańskiej, dwaj żandarmi - Kolof i Bogatz (taką pisownię stosował ks. Nowicki), przybyli do domu Norberta Nowickiego. Ich i dwóch szucmanów (policjantów pomocniczych, rekrutowanych najczęściej z Polaków) przywiózł furmanką Bronisław Milewski, którego wzięli na podwodę. Był on świadkiem tragedii, jaka rozegrała się w domu Nowickich. Wszedł za żandarmami i szucmanami, dla których miała tu być kwatera. W czasie wchodzenia do mieszkania dały się słyszeć dziwne odgłosy, dochodzące  z przyległego do kuchni pokoju. Żandarmi natychmiast się tam udali i polecili szucmanom odsunąć szafę. Ukazał się wówczas otwór w podłodze, prowadzący do piwnicznej kryjówki, do którego wchodziło się przez szafę. Jeden z żandarmów strzelił z karabinu w podłogę i krzyknął, by natychmiast wyjść z piwnicy, bo wrzuci granat. Z kryjówki wyszedł Jan Nowicki, najmłodszy syn Norberta (Bolesława wówczas nie było w domu). Niemcy zaczęli bić Janka i pytać go o przyczynę jego ukrywania się. Matka stanęła w obronie syna, ale uderzona kolbą karabinową w piersi, upadła na podłogę. Najprawdopodobniej Janek, zobaczywszy żandarmów idących do ich domu, sądził, że szukają brata Bolesława. W jego mniemaniu, skoro nie znaleźliby Bolesława, zabraliby jego. Postanowił skorzystać z kryjówki. Pospieszne wchodzenie do szafy z pewnością dostarczyło uszom żandarmów głuchego łomotu, wydobywającego się z wnętrza szafy niczym z pudła rezonansowego.

Po rewizji, w domu Nowickich znaleziono czysty blankiet auswajsu (Ausweis - dowód osobisty), ale opieczętowanego i z podpisami. Ponadto odkryto list z frontu od Wacława Nowickiego (syn Norberta), który ukończył podchorążówkę i jako podporucznik wziął udział w wojnie obronnej 1939 roku. Zginął 17 września w stopniu porucznika. Norberta i Leokadię Nowickich wraz z ich synem Janem aresztowano. Doszło też do zatrzymania Celiny Orłowskiej, narzeczonej Jana.

Wilno, 1 maja 1937 r. Urodziny Janka Nowickiego - od lewej w górnym rzędzie stoją: Cecylia Nowicka z bratem, dalej Celina Orłowska z Janem Nowickim, poniżej w środku siostra Celiny, Leokadia z Orłowskich Łozowicka, z mężem Feliksem

Podczas transportowania zatrzymanych do siedziby żandarmerii w budynku szkoły, kiedy przechodzili obok domu Orłowskich, Celina Orłowska widząc, że aresztowano narzeczonego, nie mogąc opanować emocji, wybiegła z płaczem na drogę,  i ją także zabrano razem z Nowickimi.

Bronisław Milewski widział podczas wchodzenia do domu Nowickich, ich córkę Lotkę (Leokadię). Potem jej nie było, bo kiedy wszyscy udali się do pokoju, ona z kuchni wyszła na zewnątrz i skryła się w pobliskim lesie.

Po uwięzieniu Nowickich i Orłowskiej w chlewie przy szkole, miejscowym gospodarzom nakazano ich pilnować. Kolof i Bogatz zwolnili Milewskiego, a za furmana wzięli młodego Brodowskiego. Postanowili jechać do Bełdy do gminy. Zapewne zamierzali zgłosić tamtejszemu amskomisarzowi "wyciek" czystego blankietu auswajsu, znalezionego w domu Nowickich. Być może "na gorąco" chcieli zatrzymać osobę mającą nadzór nad tymi drukami, bądź mającą do nich dostęp. Po drodze ich dociekania poniekąd sfinalizowały się, znacznie wcześniej niż się tego spodziewali.

Kiedy lasem jechali w kierunku Bełdy, w oddali zobaczyli idącą im naprzeciwko kobietę. Jeden z nich miał powiedzieć: "O, jakaś baba idzie". Na to, nieświadomy wagi swej wypowiedzi, chłopak Brodowski odparł, że to Cecylia Nowicka. Ona właśnie pieszo wracała z pracy w bełdowskiej gminie do domu. Zobaczywszy na furmance żandarmów, zeszła z drogi i przykucnęła pod krzaczkiem, udając, że się załatwia. Żandarmi natychmiast ją aresztowali i zawieźli do wcześniej uwięzionych. Była absolwentką Wydziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu Wileńskiego i jak napisał ks. Nowicki, dziwiono się bardzo, że poszła pracować w gminie w Bełdzie. Nie wiedziano, że było to z polecenia AK. Należąc do tej organizacji podziemnej, dostarczała konspiratorom czyste blankiety auswajsów, czy też ważnych wiadomości.

Rodzinę Nowickich i Orłowską poddano ciężkiemu śledztwu, bijąc przy tym i stosując inne kary. Jednak nie trwało to długo, tj. do 29 sierpnia 1943 roku.

Brat Celiny Orłowskiej Romuald znając dobrze język niemiecki próbował negocjować z żandarmami,  ale niestety nic z tego nie wyszło, byli oskarżeni o przestępstwo polityczne traktowane inaczej niż inne wykroczenia.

Jakub Nowicki, spoglądając ukradkiem zza firanki, widział jadącą furmankę z Kolofem i Bogatzem. Na niej siedzieli: Norbert, Leokadia, Cecylia, Jan Nowiccy i Celina Orłowska. Byli w bieliźnie i ze skrępowanymi do tyłu ręcami, dostrzegł też leżące w gnojówkach szpadle. Pojechali w kierunku Rajgrodu, najwyraźniej wioząc aresztowanych na rozstrzelanie. Tak też się stało, strzelali im w tył głowy i zakopali w niezbyt głębokim dole. Przypadkowymi świadkami tego mordu byli Ignacy Tyburski i Jan Gałaszewski. Arkadiusz Chiliński w swej pracy magisterskiej napisał: "Byli wówczas w lesie i widzieli, jak Niemcy mordowali Nowickich oraz Orłowską. Obaj szczegółowo opisali to wydarzenie, przy czym Tyburski był w stanie opisać wygląd oprawców oraz rozpoznać na podstawie fotografii zabite małżeństwo Nowickich, których wcześniej nie znał. Wielu świadków 29 sierpnia 1943 roku widziało trzech żandarmów, którzy wywieźli Nowickich i Orłowską do lasu. Zidentyfikowano ich jako: Bogatza, Kollofa, oraz Heina".

Miejsce spoczynku rozstrzelanych oznaczył kijem Bolesław Nowicki, wskazane mu po wojnie. Kiedy z siostrami Zosią i Lotką postanowił postawić na tej leśnej mogile krzyż z napisami, trudno mu było odnaleźć to miejsce.

Upamiętnienie miejsca stracenia rodziny Nowickich i Celiny Orłowskiej

Wykonane z inicjatywy ks. Stanisława Nowickiego w 1966 r.
Widok obecny 1 listopada 2025 r. (w 1970 r. dodano drewniany krzyż z tablicą)
Zdjęcie przedstawia członków rodziny Nowickich i Orłowskich, wykonane około 1925 r. Zdjęcie z Nowickimi, tymi którzy zamordowani zostali 29 sierpnia 1943 r. w lesie Choinki. Pani w kapelusiku to Leokadia Nowicka, z domu Karpińska. Obok (najmłodsza) to Celina Orłowska, dalej Genowefa Orłowska (nauczycielka w Woźnejwsi, Kuligach). Chłopcy to Wacław Nowicki (oficer, zginął we wrześniu 1939 r.) i Bolesław Nowicki (weterynarz, lekarz med.). Na koniu Czesław Orłowski (nauczyciel w Sokółce, sybirak, wracał z Berlingiem)

Na podstawie artykułu Janusza Sobolewskiego opublikowanego w numerze 7 z 2020 roku “Rajgrodzkich Ech”

Opublikowano Dodaj komentarz

Śladami suwalskich Żydów – spacer po mieście, którego już nie ma

15 sierpnia 2026 roku wybraliśmy się na spacer po Suwałkach, którego celem było odnalezienie miejsc związanych z historią żydowskich mieszkańców miasta. Dziś wiele z nich łatwo minąć, nie zdając sobie sprawy, jak ważną rolę odgrywały jeszcze niespełna sto lat temu. Tymczasem przez znaczną część XIX wieku Żydzi stanowili ponad połowę mieszkańców Suwałk, współtworząc ich życie gospodarcze, społeczne i kulturalne. Jeszcze w spisie z 1931 roku odnotowano w mieście 5811 osób wyznania mojżeszowego.

Pomysłodawczynią naszej wycieczki była Justyna Stolarska, której serdecznie dziękuję za organizację. Ze strony Jamińskiego Zespołu Indeksacyjnego uczestniczyli w niej również Sylwester Jasiński i Krzysztof Zięcina. Cała trójka przyjechała wraz ze swoimi małżonkami.

Naszym przewodnikiem został Piotr Kuczek z Biblioteki Publicznej im. Marii Konopnickiej w Suwałkach – człowiek, dla którego historia miasta nie kończy się na dokumentach i książkach. Od kilku lat jest zaangażowany w dokumentowanie i ratowanie starych suwalskich grobów. Jest pomysłodawcą projektu „Suwalski cmentarz – księgi zatrzymanego czasu”, w ramach którego powstają biogramy dawnych mieszkańców miasta, prowadzona jest ewidencja zabytkowych nagrobków, a wolontariusze porządkują opuszczone mogiły. Za działania służące zachowaniu pamięci o dawnych suwalczanach zespół pracowników biblioteki, w którym działa Piotr Kuczek, otrzymał nagrodę Miasta Suwałki w dziedzinie kultury.

Uczestnicy wycieczki przed Muzeum Okręgowym w Suwałkach
Uczestnicy wycieczki przed Muzeum Okręgowym w Suwałkach

Od szpitala do Małych Raczek

Wyruszyliśmy spod siedziby Biblioteki Publicznej. Pierwszym z miejsc przypominających o dawnej społeczności żydowskiej był zespół szpitalny przy ulicy Kościuszki. W połowie XIX wieku działały tutaj obok siebie szpitale chrześcijański i żydowski. Budynek dawnego szpitala żydowskiego przetrwał do naszych czasów i mieści dziś restaurację Karczma Polska. To jeden z przykładów charakterystycznych dla Suwałk: dawna funkcja budynku zniknęła, sam obiekt pozostał i nadal jest częścią codziennego życia miasta.

Budynki dawnego zespołu szpitalnego
Budynki dawnego zespołu szpitalnego

Kolejnym przystankiem był budynek przy Noniewicza 42, mieszczący obecnie Browar Północny. W drugiej połowie XIX wieku mieścił się tu żydowski dom starców Moszaw Zkenim, ufundowany przez suwalskiego filantropa Joszuę Buraka. Opieka nad chorymi, ubogimi i osobami starszymi była ważnym elementem działalności suwalskiej gminy i żydowskich organizacji dobroczynnych.

Budynek dawnego żydowskiego domu starców Moszaw Zkenim
Budynek dawnego żydowskiego domu starców Moszaw Zkenim

Stąd weszliśmy w obszar dawnej ulicy Jerozolimskiej, związanej z centrum żydowskiej dzielnicy Suwałk. To właśnie w tej części miasta znajdowały się liczne domy modlitwy, szkoły religijne, mykwa i najważniejsza budowla suwalskich Żydów – Wielka Synagoga. Dzielnicę tę nazywano Małymi Raczkami. Spacer dzisiejszą ulicą Noniewicza wymaga więc pewnego wysiłku wyobraźni: współczesna zabudowa w niewielkim stopniu przypomina świat, który istniał tu przed 1939 rokiem.

Wokół suwalskiej synagogi

Wielka Synagoga powstała w latach 1820–1821 i była prawdziwym centrum żydowskich Suwałk. Klasycystyczna budowla z ośmiokolumnowym portykiem dominowała nad okolicą, a wraz z sąsiednią mykwą, szkołą talmudyczną i domami modlitwy tworzyła cały kompleks religijny. Wokół niego koncentrowało się nie tylko życie duchowe – tutaj spotykano się, dyskutowano i podejmowano ważne dla wspólnoty decyzje. Synagogę zdewastowali Niemcy podczas okupacji. Po wojnie niszczała, aż w 1956 roku została rozebrana. Dziś przypomina o niej kamień pamiątkowy ustawiony w miejscu dawnej świątyni.

Tablica pamiątkowa w miejscu dawnej Wielkiej Synagogi
Tablica pamiątkowa w miejscu dawnej Wielkiej Synagogi

W bezpośrednim sąsiedztwie oglądaliśmy również budynek dawnej szkoły Talmud-Tora przy Noniewicza 25. Sama bliskość szkoły, synagogi, mykwy i domów modlitwy pokazuje, jak bardzo ta część miasta stanowiła centrum życia suwalskich Żydów.

Budynek dawnej szkoły Talmud-Tora
Budynek dawnej szkoły Talmud-Tora

Następnie przeszliśmy na ulicę Wesołą 17, gdzie zachował się budynek określany jako dawny dom rabina. Jest to jeden z tych śladów żydowskich Suwałk, które przetrwały w materialnej tkance miasta i nadal pozwalają dosłownie stanąć przed domem związanym z przedwojenną społecznością.

Dawny dom rabina
Dawny dom rabina

Dom Eilenderów i miejsce pamięci

Dla nas szczególne znaczenie miał przystanek przy Kościuszki 15 – miejscu związanym z rodziną Eilenderów. Pod tym adresem mieszkał Josef Ejlender, zajmujący się handlem drewnem. Jego syn Kasriel Eilender, urodzony w Suwałkach w 1923 roku, spisał wspomnienia opisujące przedwojenne Suwałki oraz gehennę obozów koncentracyjnych, które wkrótce zostaną wydane w języku polskim. Niestety drewniany dom Ejlenderów został wyburzony, a miejsce po nim zagospodarowano jako ogród kwiatowy.

Okładka wspomnień Kasriela Eilendera, która wkrótce ukaże się nakładem JZI
Okładka wspomnień Kasriela Eilendera, która wkrótce ukaże się nakładem JZI

Spacer zakończyliśmy w miejscu szczególnym – na suwalskim cmentarzu siedmiu wyznań. Obok siebie znajdują się tu nekropolie rzymskokatolicka, prawosławna, staroobrzędowa, luterańska, kalwińska, muzułmańska i żydowska. To chyba najbardziej czytelne świadectwo wielokulturowych Suwałk.

Żydowski kirkut przy ulicy Zarzecze założono na początku XIX wieku. Podczas wojny został zdewastowany, a po jej zakończeniu przez wiele lat pozostawał zaniedbany. Z czasem odzyskane macewy ustawiano ponownie oraz wmurowywano w otaczający cmentarz mur. Dzisiaj miejsce to, choć zachowane jedynie fragmentarycznie, pozostaje jednym z najważniejszych materialnych świadectw społeczności, która przez ponad sto lat współtworzyła Suwałki.

Kilka godzin spaceru wystarczyło, aby spojrzeć na dobrze znane ulice z zupełnie innej perspektywy. Dawny szpital, dom starców, szkoła, dom rabina, miejsce po synagodze czy zwyczajna posesja przy Kościuszki przestają być jedynie budynkami i adresami, gdy poznaje się historie ludzi, którzy byli z nimi związani. Żydowskich Suwałk w dużej mierze już nie ma, ale ich ślady nadal są obecne w przestrzeni miasta. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie ich szukać.

Serdecznie dziękujemy Piotrowi Kuczkowi, który bezinteresownie poświęcił nam swój czas, dzieląc się wiedzą, pasją i opowieściami pozwalającymi lepiej zrozumieć żydowską historię Suwałk.

Trasa wycieczki
Trasa wycieczki
Opublikowano Dodaj komentarz

Von Rehren

Gdy późną jesienią ubiegłego roku robiłam zdjęcia nagrobków z napisami w cyrylicy, w pewnym miejscu zobaczyłam trzy różnej wielkości kamienie porośnięte mchem. Wielokrotnie w tym miejscu się zatrzymywałam. Ale dopiero niedawno dostrzegłam, że ktoś usunął z kamieni wszelkie porosty. Popatrzyłam uważniej. I wtedy skojarzyłam, że to nie są trzy kamienie, tylko pomnik w trzech częściach. Przyklękłam na ziemi. Na samym dole największego fragmentu nagrobka były widoczne litery. Dotknęłam innej części pomnika. Wyczułam pod palcami wyżłobienia liter. Jakimś cudem udało się mi przewrócić ten mniejszy, ale też ważący swoje, kawałek. Moim oczom ukazało się imię, imię ojca i nazwisko spoczywającego tu człowieka.

Następnym razem wybrałam się w to miejsce z Józką Drozdowską, która pomogła robić zdjęcia i odrysowywać napis. To Józka zwróciła uwagę na drobne literki przed nazwiskiem.

Na pomniku jest następujący tekst[1]:

Василiй
Феодоровичъ
фонъ Реренъ
Отстав[ной]
Подполковникъ
Сконч. 29 Янва[ря] 1895 г.
77 летъ отъ роду[2].

* * *

Z Internetu dowiedziałam się, że Rehrenowie to szlachecki ród niemiecki z Ozylii[3].

Protoplastą rodu Rehrenów był Johann (1645-1689), który pełnił różne funkcje administracyjne i sądowe na Ozylii. W roku 1675 od króla Szwecji Karola XI otrzymał dziedziczne szlachectwo i wkrótce nabył posiadłość. Majątek pozostał we władaniu von Rehrenów po zmianie przynależności państwowej, kiedy wyspa znalazła się w granicach Rosji. Von Rehrenowie zostali wpisani do rycerstwa ozylskiego[4].

Najsłynniejszym chyba przedstawicielem rodu był Johann Friedrich vel Iwan Bogdanowicz von Rehren (1775-1813). To bohater Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, jego portret znajduje się w Ermitażu. Zmarł w roku 1813 wskutek ran odniesionych w bitwie narodów pod Lipskiem[5].

Na różnych stronach internetowych można znaleźć wiele postaci o nazwisku Rehren/Ререн[6]. Również tych żyjących współcześnie.

Kto z nich jest bliskim krewnym człowieka spoczywającego na augustowskim cmentarzu? Odpowiedź na to pytanie jest niezwykle trudna, zwłaszcza że niektórzy z Rehrenów, jak wspomniany wcześniej bohater wojen z Napoleonem, mieli podwójny zestaw imion: niemieckich i rosyjskich.

* * *

Co wiemy o Wasiliju von Rehrenie synu Fiodora?

Przyznam, że jakiejkolwiek informacji o człowieku szukałam kilka dni. Dodatkową trudnością był fakt, że w rozkazach wojskowych dotyczących awansu czy przeniesienia żołnierza do innej jednostki zapisywano na ogół tylko nazwisko, nawet bez pierwszej litery imienia[7].

W końcu się udało. Informację o Wasiliju Fiodorowiczu von Rehrenie znalazłam w notatce sporządzonej w roku 1888 przez proboszcza Prawosławnej Parafii Świętych Piotra i Pawła w Augustowie, księdza Maksymiliana Stępkowskiego, o którym pisałam w tekście „Niechciani”[8]. Przedstawiam tłumaczenie:

W bieżącym roku, oprócz siedmiu Kozaków odszczepieńców z 2 Dońskiego Pułku Kozackiego stacjonującego w Augustowie, 16 kwietnia prawosławie przyjął były luteranin, mieszkający w Augustowie emerytowany podpułkownik, siedemdziesięcioletni starzec, Wilhelm von Rehren syn Fiodora. Włączenia do Cerkwi dokonano poprzez sakrament bierzmowania, z nadaniem imienia Wasilij.

Przez cały czas prawie dwunastoletniego istnienia Cerkwi Prawosławnej w Augustowie podczas nabożeństw można było zobaczyć modlącego się siwego staruszka z długą brodą. Rehren, mimo że był luteraninem, a jego żona i córka katoliczkami, w 1881 roku przy wstąpieniu na tron Najjaśniejszego Pana zapragnął złożyć przysięgę w Cerkwi razem z innymi żołnierzami. Motywował to tym, że poprzednim dwóm monarchom tak samo przysięgał.

Przyjmując prawosławie, von Rehren wyraźnie, bez najmniejszego błędu odczytał prawosławne wyznanie wiary, a oprócz tego oświadczył, że od dawna zna wszystkie prawosławne modlitwy i nawet uczył ich niektórych dzieci.

Nowy członek Cerkwi otrzymał cyprysowy krzyżyk z relikwiami Świętego Hioba Poczajowskiego oraz elegancko oprawiony modlitewnik z akatystami. Dary zostały przyjęte z głęboką wiarą i wdzięcznością.

* * *

Bardzo dziękuję Józce Drozdowskiej za cierpliwość i dokładność podczas zbierania informacji na cmentarzu.


[1] Podaję oryginalny zapis z przedrewolucyjną ortografią. W nawiasie kwadratowym umieszczam brakujące części rosyjskich słów.

[2] Wasilij Fiodorowicz von Rehren, emerytowany podpułkownik, zmarł 29 stycznia / 10 lutego 1895 roku w wieku 77 lat.

[3] Ozylia, dziś Sarema, to wyspa na Morzu Bałtyckim. Kilkakrotnie zmieniała przynależność państwową. Była we władaniu Zakonu Kawalerów Mieczowych, Biskupstwa Ozylii, Danii, Szwecji, Rosji, ZSRR. W dwudziestoleciu międzywojennym oraz obecnie, od roku 1991, należy do niepodległej Estonii.

[4] Zob.: https://goldarms.narod.ru/oesel.htm.

[5] Podaję za: https://www.1812w.ru/biograf/bio_r/rerenib.php; https://www.brdn.ru/person/426.html; https://enc.rusdeutsch.ru/articles/5740.

[6] Zob. np.: https://de.wikipedia.org/wiki/Rehren_(Adelsgeschlecht); https://ru.wikipedia.org/wiki/%D0%A0%D0%B5%D1%80%D0%B5%D0%BD%D1%8B.

[7] Zob.: https://yandex.ru/archive/catalog/3bd2d530-eacd-44af-9ad9-a9f2c41a6807/years

[8] Holmsko-Varšavskìj Eparhìalnyj Věstnik 1888 nr 10, s. 172.

Opublikowano Dodaj komentarz

Artysta rzeźbiarz

Tym razem będzie o kimś, kto nie spoczywa na augustowskim cmentarzu.

Nazywał się Bolesław Szyszkiewicz. Żył w latach 1864-1893. W roku 1886 przybył do Grodna. Tam pracował i zmarł. Został pochowany na cmentarzu farnym. Na nagrobku Bolesława Szyszkiewicza umieszczono płaskorzeźbę z jego podobizną, stąd wiemy, jak wyglądał.

Dlaczego piszę o Bolesławie Szyszkiewiczu? Dzieła, które powstały w jego pracowni, dotarły do Augustowa i do dziś zachowały się na naszym cmentarzu. Są to pomniki podporucznika Michaiła Kartaszewskiego (zm. 1899) oraz Kajetana i Franciszki Chełmińskich (zm. 1878 i 1891).

Gdy zaczęłam szukać informacji o Bolesławie Szyszkiewiczu, najpierw trafiłam na stronę zachęcającą do spaceru po suwalskim cmentarzu[1]. Jeden z przystanków nosi tytuł „Rzemieślnicy czy artyści?”. W krótkim tekście przedstawieni zostali najbardziej znani twórcy nagrobków znajdujących się na suwalskiej nekropolii.

Ale zdecydowanie więcej informacji o niezwykłym artyście rzeźbiarzu podaje strona Hrodna.life. W czerwcu bieżącego roku opublikowano tam artykuł o człowieku, który „cmentarz przekształcił w dzieło sztuki”[2]. W tekście przedstawiono niezwykłe dzieje Bolesława Szyszkiewicza. Informacje, które podaję w dalszej części, pochodzą z tej właśnie publikacji.

* * *

Bolesław Szyszkiewicz urodził się w zubożałej rodzinie szlacheckiej w powiecie wołkowyskim. W latach 1874-1878 uczęszczał do powiatowej szkoły w Wołkowysku, jednak jej nie ukończył, został wydalony ze względu na słabe wyniki w nauce. Już wtedy miał poważne problemy ze zdrowiem.

Nie wiadomo, co działo się z Szyszkiewiczem przez następnych osiem lat. Historycy nie są w stanie ustalić, gdzie żył i u kogo uczył się sztuki rzeźbiarskiej. Wyklucza się teorię o tym, że był samoukiem, gdyż jego prace są świadectwem profesjonalnego podejścia do materiału, świadomego wykorzystania modnych wówczas elementów tzw. architektury cmentarnej oraz znajomości motywów i symboliki.

Po przybyciu do Grodna Bolesław nie miał lekko. Kamieniarze szybko zorientowali się, że utalentowany młody człowiek odbiera im klientów. Napisali więc skargę do władz guberni, donosząc, że Szyszkiewicz nie ma uprawnień mistrzowskich. Domagali się, by nakazano mu przynależność do cechu kamieniarzy. Chodziło o to, by Szyszkiewicz nie mógł podpisywać swoim nazwiskiem prac oraz reklamować się, dopóki nie zda egzaminu na mistrza.

Jednak Bolesław ograł swoich konkurentów. Sam zwrócił się do gubernatora, wyjaśniając, że nie może należeć do cechu kamieniarzy, gdyż jest artystą rzeźbiarzem. Cechu rzeźbiarzy w Grodnie nie było. Bolesław wywalczył więc prawo wykonywania zawodu. Badacze uważają, że Szyszkiewicz musiał przedstawić gubernatorowi jakiś dokument potwierdzający zdobyte wykształcenie.

Interesy szły dobrze, liczba zamówień ciągle rosła. Bolesław Szyszkiewicz otrzymał dziedziczne honorowe obywatelstwo miasta Grodna.

W 1887 roku Bolesław ożenił się z Romaną Marią Protasowicz. Szczęście małżonków nie trwało zbyt długo. Bolesław zmarł na gruźlicę we wrześniu 1893 roku. Zdążył jeszcze ukończyć własny pomnik na rodzinnym miejscu pochówku na starym cmentarzu w Grodnie.

Żona prowadziła rodzinną firmę do roku 1907, do swojej śmierci. Wiadomo, że w roku 1896 firma zatrudniała siedem osób.

* * *

Szukając starych nagrobków, schodziłam augustowski cmentarz wzdłuż, wszerz i na ukos. Znalazłam dwa pomniki pochodzące z pracowni Szyszkiewiczów. Może ktoś wie o kolejnym[3]?

Wiadomo, że pomniki z sygnaturą „Szyszkiewicz. Grodno” lub „Шишкевичъ. Гродно” zachowały się na cmentarzach w Augustowie, Grodnie, Suwałkach i Świsłoczy. Czy dzieła grodzieńskiego mistrza dotarły jeszcze dalej? Może ktoś z Państwa znalazł pomnik z pracowni Szyszkiewiczów na cmentarzu w swojej miejscowości?

[1] https://digi.bpsuwalki.pl/ealbum/cmentarz/#

[2] https://dzh7f5h27xx9q.cloudfront.net/ru/articles/boleslaw-szyszkiewicz/

[3] Jest kilka pomników z elementami podobnymi do grobu podporucznika Kartaszewskiego, ale na żadnym z nich nie znalazłam sygnatury grodzieńskiej pracowni.

Opublikowano Dodaj komentarz

Pominięci

Grób Kamilli Ateńskiej jest chyba najbardziej rozpoznawalnym pomnikiem na augustowskim cmentarzu. To ta niedopalona świeca znajdująca się koło kaplicy. Zdjęcie pomnika zamieszczano w różnych publikacjach o Augustowie, w tym w monografii wydanej z okazji 450 rocznicy nadania praw miejskich[1]. Tymczasem okazuje się, że grobu nie uwzględniono w Internetowej Bazie Osób Pochowanych[2].

Przyznam, że nerw mnie szarpnął, jak to odkryłam. Już wcześniej wiedziałam, że przy inwentaryzacji cmentarza niektóre groby pominięto, ale ten brak w spisie pomnika Kamilli Ateńskiej jakoś szczególnie mnie poruszył.

Mam w komputerze sporo zdjęć starych nagrobków. Zaczęłam po prostu wpisywać nazwiska w wyszukiwarce. Niżej przedstawiam listę przedwojennych grobów, które zostały pominięte w spisie zmarłych. Przepisuję to, co jest na pomnikach, zachowując oryginalną ortografię oraz rozkład tekstu. Nie umieszczam nazwisk zapisanych cyrylicą, bo o tym był osobny artykuł pt. „Niechciani”. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że mogłam coś przeoczyć.

1. Kamila Ateńska

Ś. P.
Kamilla
z Medunieckich
Ateńska
Ur. 18 lipca 1832
Um. 4 grudnia 1874 r.[3]

2. Katarzyna Basałal

Ś. P.
Katarzyna Basałal
Żyła lat 62
Zm. d 8 stycznia 1911
Pozostały mąż
Prosi przechodnia o
Zdrowaś Marya[4]

3. Rozalia Jabłońska

Rozalia z Maciu
kiewiczów Jabłońska
Urodzona 1800 roku 4 Wrze
śnia, umarła 1850 r.
19 Maja[5]

4. Zenobia Politów lub Politow

Ś. P.
Zenobja
z Marczewskich
Politów
Wdowa po poruczniku
Żyła lat 74. Zm. d. 19 lutego 1903 r.
Prosi o Zdrowaś
Marja.[6]

5. Jan Sztuc i Szarlotta Sztuc

Ś.  P.
Jan Sztuc
Żył l. 82  9 III 1917 r.
Szarlotta Sztuc
Żyła l. 79  1 IX 1930 r.
Błogosławieni, którzy
w Panu umierają.
Ap. św. Jana 14 r.[7]

Jeśli dodamy do tej listy nazwiska zapisane cyrylicą, to wyjdzie ponad 50 osób.

Jeszcze jedno. Może komuś uda się odczytać, kto został pochowany w grobie, którego zdjęcie oznaczyłam jako NN (zdjęcie na początku artykułu)?


[1] Zob.: J. Szlaszyński, A. Makowski, Augustów. Monografia historyczna, Augustów 2007, s. 273.

[2] Zob.: http://mogily.pl/start.

[3] Grób Kamilli Ateńskiej znajduje się po lewej stronie dróżki wychodzącej od drzwi kaplicy.

[4] Grób Katarzyny Basałal widoczny jest z ulicy Szpitalnej.

[5] Grób Rozalii Jabłońskiej znajduje się przy głównej alejce, za skrzyżowaniem z dróżką prowadzącą do kaplicy, po lewej stroni alei. Można go przeoczyć, gdyż obecnie ma wysokość ławki stojącej w pobliżu. Gdy ktoś nie zauważy grobu, powinien dojść do kwatery kapłańskiej i po prostu cofnąć się o kilka kroków. Grób Rozalii Jabłońskiej – jako jeden z nielicznych na cmentarzu – ma motyw trupiej czaszki ze skrzyżowanymi piszczelami. Krój pisma i ozdoby – takie same jak na pomniku Michała Sakowskiego, zm. 1844.

[6] Grób Zenobii Politów znajduje się kilka kroków od pomnika Kamilli Ateńskiej, po prawej stronie dróżki wychodzącej od drzwi kaplicy. Za grobem Zenobii, z lewej strony, jest mogiła burmistrza Konstantego Jachimowicza, którą można znaleźć w wyszukiwarce.

[7] Grób Jana i Szarlotty Sztuców znajduje się niedaleko grobu Anieli i Karola Kellertów, ten ostatni można znaleźć w wyszukiwarce. Trzeba główną aleją dojść do skrzyżowania z dróżką prowadzącą do kaplicy, skręcić w lewo i patrzeć na lewą stronę dróżki.

Opublikowano 3 komentarzy

Szarlotta Sztuc

Tę postać znam z rosyjskojęzycznych źródeł. Zapamiętałam ją ze względu na niezwykle rzadkie obecnie w Polsce imię: Szarlotta. Niedawno, a konkretnie 11 lipca, znalazłam grób Szarlotty na augustowskim cmentarzu[1].

Mogiła jest w nienajlepszym stanie. Pomnik wyraźnie się pochyla. Obok leżą dwa odłamane krzyże, ale nie jestem pewna, czy któryś z nich odpadł od pomnika Szarlotty, bo jakoś nie pasują do całości, która jest imitacją pnia drzewa. Takie kamienne drzewo znajduje się na pobliskim grobie Anieli i Karola Kellertów. Może pomnik Szarlotty wyglądał bardzo podobnie, a te leżące na ziemi krzyże są z innych mogił?

Na szczęście bez problemów da się odczytać napis:

Ś.  P.
Jan Sztuc
Żył l. 82  9 III 1917 r.
Szarlotta Sztuc
Żyła l. 79  1 IX 1930 r.
Błogosławieni, którzy
w Panu umierają.
Ap. św. Jana 14 r.[2].

Kim byli dla siebie Jan i Szarlotta? Lata życia obojga sugerowałyby, że to małżeństwo lub brat i siostra.

Kim była Szarlotta Sztuc? Urzędowe roczniki guberni suwalskiej mówią, że to „powiwalnaja babka”, czyli położna. Personalia położnych podawane były od roku 1901 do 1913. Nazwisko Szarlotty Sztuc widnieje we wszystkich istniejących wydaniach z tego okresu[3]. Dla porządku dodam, że oprócz Szarlotty Sztuc zawsze pojawiają się nazwiska Antoniny Wolańskiej i Marii Aleksiejewej. Trzy razy odnotowano Fieoktistę Jankowską, dwa razy Riszkę Nowalską i raz Annę Karwowską córkę Kazimierza.

Wyżej wymienione panie z pewnością odbierały porody przed rokiem 1901 i po 1913. Szarlotta Sztuc zmarła w roku 1930, zatem prawdopodobnie pomagała przyjść na świat Augustowiakom również po odejściu z miasta Rosjan i Niemców.

Czy była Niemką? Tego nie potrafię powiedzieć. Zaznaczę tylko, że w części cmentarza, gdzie spoczywa Szarlotta, do dziś przetrwały mogiły z napisami po niemiecku. To groby rodzin Brandtów i Borkowskich.

Jakiego wyznania była Szarlotta? Niektóre wydania rosyjskich urzędowych roczników informacyjno-statystycznych podają wyznanie położnych. Ale nie wszystkich. Jeśli chodzi o augustowskie kobiety odbierające porody, to dowiadujemy się, że Antonina Wolańska była wyznania rzymskokatolickiego, Marija Aleksiejewa prawosławnego, a przy nazwisku Szarlotty Sztuc nic nie napisano[4].

Prawdopodobnie mieszkają w Augustowie potomkowie ludzi, których Szarlotta Sztuc przywitała na świecie. Bądźmy wdzięczni za jej pracę i za jej życie.


[1] Niestety, grób Jana i Szarlotty Sztuców nie został uwzględniony w Internetowej Bazie Osób Pochowanych; zob.: http://mogily.pl/start.

[2] Ap 14, 13.

[3] Pamâtnaâ Knižka Suvalkskoj Gubernìi na god [dalej: PKSG] 1901, s. 264; 1902, s. 214; 1903, s. 223; 1904, s. 225; 1907, s. 248; 1910, s. 245; 1912, s. 249; 1913, s. 268.

[4] PKSG 1901, s. 264; 1902, s. 214; 1903, s. 223; 1904, s. 225.

Opublikowano 2 komentarzy

Łacina i sens badania dawnych ksiąg

Niegdyś łacina była tym, czym dziś jest język angielski. Była językiem nauki, Kościoła, administracji i wykształconych elit. Posługiwano się nią się zarówno w piśmie, jak i w mowie. Pełniła funkcję tzw. lingua franca, czyli uniwersalnego języka wspólnego. Na przestrzeni dziejów zmieniał się język pełniący te funkcje – w starożytności dominowała greka, później wspomniana łacina, w nowożytności pałeczkę przejął język francuski, aż wreszcie nastała era globalnego języka angielskiego. Zmiany te zawsze wynikały m.in. z dominacji militarnej, gospodarczej oraz kulturowej.

Osoby indeksujące stare księgi i zapisy metrykalne z terenu naszego pogranicza doskonale znają tę językową mozaikę. W dawnych dokumentach najczęściej spotykamy zapisy w języku polskim (staropolskim), rosyjskim (grażdanką), niemieckim (kurrentą), rzadziej francuskim i – rzecz jasna – łacińskim.

W Kościele, właśnie ze względu na dawną dominację kulturową Rzymu, łacina obowiązywała przez stulecia. Jeśli użylibyśmy porównania genealogicznego, śmiało można powiedzieć, że jest ona bezpośrednim przodkiem współczesnego języka włoskiego i innych języków romańskich. Łacina wciąż pozostaje oficjalnym językiem urzędowym Kościoła rzymskokatolickiego, choć w samej liturgii języki narodowe zaczęły ją stopniowo zastępować po II Soborze Watykańskim (w Polsce pierwsze części Mszy Świętej po polsku wprowadzono w 1964 roku). Z kolei w zapisach metrykalnych i kancelaryjnych łacina w niektórych parafiach trzymała się niezwykle mocno – w wyjątkowych przypadkach aż do lat 40. i 50. XX wieku.

Dziś, przy okazji prac nad naszą najnowszą „zdobyczą indeksacyjną”, chcemy zaprezentować niezwykłe zapiski ks. Ciborowskiego z Rajgrodu, których dokonał na początku XIX wieku. Słowa te brzmią tak, jakby były skierowane bezpośrednio do nas – ludzi żyjących dwa stulecia później, w tym także badaczy zrzeszonych w JZI. Oto wyjątkowe fragmenty:

Dum quaeris paulatim per facta. Ne per te destruantur acta.

Co oznacza:

Gdy pilnie dochodzisz rzeczy z dawnych świadectw zapisanych, bacz, abyś własną ręką akt tych nie zatracił.

W tych samych księgach spotykamy także życiowe sentencje i wskazówki dotyczące tego, jak należy podchodzić do pracy oraz wypoczynku:

Quinq[ue] horas dormisse juvat, mercatori sed, septemq[ue] juveni octo dantur pigro, et nequam dormiat omnis.

Co w tłumaczeniu mogłoby brzmieć następująco:

Pięć godzin snu człowiekowi pracowitemu dosyć, siedem młodzieńcowi przystoi, osiem leniwemu się dostaje, a człek niegodziwy niechby i całe życie przespał.

W innym miejscu rękopisu dowiadujemy się o dramatycznych okolicznościach dokonywania wpisów w 1813 roku oraz o ratowaniu bez mała stuletniej wówczas księgi chrztów z lat 1717–1754, którą ks. Ciborowski ocalił między innymi przez ponowne oprawienie i zabezpieczenie zniszczonych kart. Towarzyszy temu zapis:

Omnium dolorum optimum remedium est patientia.

Czyli:

Na wszelkie boleści najlepszym lekarstwem jest cierpliwość.

I dalej:

Quisquis legis attestatam militiam incurrentem Lauda Deum in operibus suis Omnipotentem Dum suscipimus ab Eo bona, suscipiamus et mala Et fiet nobis prima ad Limina Coelestia scala.

Ktokolwiek czytasz o tym najściu wojsk tu opisanym, wysławiaj Boga Wszechmogącego w dziełach Jego. Albowiem jak przyjmujemy z ręki Jego dobrodziejstwa, tak przyjmować winniśmy i utrapienia. A stanie się nam to pierwszym stopniem do wrót niebieskich.

Być może wielu z Was zada sobie pytanie: Po co to robicie? Po co poświęcacie czas na indeksację?

Właśnie dlatego!

Słowa zapisane przed wiekami przez proboszczów są dziś skierowane bezpośrednio do nas. Nie pozwalają nam zapomnieć o tych, którzy byli tu przed nami. Bo czymże jest drzewo bez korzeni lub rzeka bez swego źródła? Naszymi działaniami pragniemy ocalić od zapomnienia minione pokolenia.

A że nasze działania nie są niczym nowym, niech świadczy jeszcze jeden zapis pozostawiony przez dawnych kancelistów. Pochodzi on z raptularza parafii Jaminy (1840-1863), gdzie Jamiński Zespół Indeksacyjny ma swoje korzenie:

Akta Religijno-Cywilne Urodzonych, Zaślubionych i Zmarłych należy odczytać, spostrzeżone błędy poprawić, dopiski ulegalizować. Aby się pod tym względem do życzenia nie pozostało.

Dokładnie to robimy. Odczytujemy, czasami poprawiamy błędy i dbamy o to, aby o dawnych mieszkańcach naszego regionu nie pozostało już tylko głuche milczenie.

Na zakończenie warto przytoczyć jeszcze jedną myśl odnalezioną wśród indeksowanych ksiąg:

…koniec sporów ludzkich w rozsądzaniu moim, kto czytasz, w nim omyłki popraw zdaniem swoim.

Dawni piszący doskonale wiedzieli, że nikt nie jest wolny od błędów. Ważne jednak, by zamiast sporu pozostawić po sobie poprawkę, uzupełnienie lub nową wiedzę.