
Przedstawiamy jeden rozdział z najnowszej książki Józef Drozdowskiej pt. "Opowieści spod Trukieli" będący zbiorem gawęd o dawnym życiu w podaugustowskiej wsi.
Dziewiętnastowieczny Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich podaje, że Trukiele[1] są błotem rozciągającym się między Turówką[2], Jeziorkami25 i Rutkami[3] w powiecie augustowskim jako pozostałości po opadłym jeziorze. Za czasów mojego dzieciństwa były tam wspaniałe łąki, chociaż przez prawie cały rok zalewane przez rzeczkę Turówkę[4]. Rozbrzmiewające od wczesnej wiosny po zimę głosami różnorodnego ptactwa. Były w ogóle ważnym miejscem w życiu zamieszkujących ich okolice ludzi. W wielu sprawach odnoszono się wprost do nich. Mówiło się chociażby: „O, już na Trukielach padaˮ, „Gdzieś grzmi od Trukieliˮ.
Gdy przymknę oczy, widzę je tak wyraźnie, jakby leżały na wyciągnięcie ręki, a nie gdzieś w dalekiej pamięci. Jeździliśmy na nie wozem, czasem chodziliśmy pieszo, by skoszone niedawno przez tatusia i stryja trawy przewrócić na drugą stronę, aby czym prędzej wyschły na siano. Trukiele dzieliły się na tzw. działy. Każdy z gospodarzy miał po dwa z nich. Dział podłużny i dział poprzeczny. Długi, wąski pas łąki, położony wzdłuż linii granicznej z Rutkami, wydłużał się jeszcze bardziej wraz z nadchodzącym zmęczeniem. A ogarniało ono człowieka natychmiast. Ciepłe, parne powietrze, działające usypiająco niczym jakiś narkotyk, schnące trawy i pachnące tu i ówdzie zioła sprzyjały temu, by się rozciągnąć pod nielicznymi tu krzakami łozin czy olszyn i spać choćby do ciemnej nocy. A tu trzeba było przewracać grabiami siano. Zdaje się, że biegłyśmy jedna za drugą: mama, ciocia i ja, i znowu mama. W końcu mieszało się, czyje nogi obute są w płytkie kalosze, a czyje w tenisówki, kto trzyma grabie, czyja to przed chwilą zafurkotała nad przewracanym sianem kolorowa z kretonu spódnica. Woda wyciskana butami obryzgiwała nam twarze. Siano trzeba było szybko przewrócić, by za dzień − dwa można było je zgrabić. Lata były upalne z ciągłymi burzami. Jeżeli nie w porę przyszła nagła ulewa, wbijała je w podłoże i na nowo trzeba było podejmować tę ciężką pracę. Łąki jakby płynęły po bagnach, stąd zdarzało się i brodzenie po wodzie przy przewracaniu siana na wysepkach.
Między płachtami łąk na Trukielach nie było wcale miedz. Ludzie wiedzieli z pokolenia na pokolenie, ile ich teren mierzy kroków i gdzie leży. Zawsze mnie to dziwiło, chociaż z czasem i ja odróżniałam je po jakimś specyficznym krzaczku czy drzewku.
Trochę dalej od domu, w głąb bagien, położone były Trukiele poprzeczne, bardziej dla mnie ciekawe i egzotyczne. Aby się do nich dostać, trzeba było ze dwa razy przejechać w bród rzeczkę Turówkę i jej odnogi. Konie za każdym razem bały się wejść do wody, a kiedy już ją przekroczyły, wstrząsały swymi ogonami niczym kropidłami na nas siedzących na wozie między szczeblami drabin. Ta część łąk była krótsza i szersza, ułożona w poprzek poprzednich. Posiadała też niewielki grądzik. Siano na nim owies, czasem groch. Mnóstwo było tam krzaków łozin, które dawały nieco cienia, a w ich pobliżu rosły przez całe lato niewykoszone kwitnące rośliny. Można było więc narwać fioletowej wierzbówki, złocistożółtego dziurawca czy jaskra, purpurowych pałek krwawnicy, czy różowej firletki. Na wzniesieniach grądzika pachniało wonną macierzanką. Grabiąc siano, można było natknąć się na gniazdo wielce szanowanych przez rolników trzmieli. Mimo to zdarzało się, że przez słomkę trawy wypijaliśmy z bratem8 miód z położonych nisko na ziemi gniazd, co się bardzo nie podobało mamie. W samo południe, gdy milkły śpiewy ptaków, zdawało się, że charakterystyczne brzęczenie trzmieli przecina gęste od gorąca powietrze, a trzmiele są wszędzie na wyciągnięcie ręki.
Z pracą na Trukielach zawsze bardzo się spieszono. Nie wiadomo skąd bowiem nagle nadciągały ciemne chmury, a burze nigdzie nie były tak straszne jak tam. Przerywano więc grabienie jedynie na bardzo krótko, by w pośpiechu nieco się posilić. Głównym daniem w upalne dnie było zsiadłe mleko z chlebem i masłem. Czasami drożdżowa bułka. Wszystko jedzenie, by zapobiec pragnieniu, popijano gorzką zbożową kawą.
Zgrabione siano przeważnie pakowano od razu na drabiniasty wóz. Pełną furę przekładano drewnianym balem[5], miał on swoją nazwę, ale już jej nie pamiętam, i grubym powrozem, a nawet łańcuchem, przywiązywano do spodu wozu. Stając na kole i przytrzymując się końskiego ogona, wsiadali wszyscy kolejno za ojcem na wierzch fury. Muszę przyznać, że zawsze, siedząc tam, czułam ogromny strach przed zsunięciem się na drogę, co się często ludziom przydarzało. Przed oczami pędziły po niebie statki chmur, a nieraz przez cały czas nad głową rozciągała się błękitna tafla nieba i tylko czekaliśmy, kiedy ukaże się na niej skrzydlaty anioł. Jeżeli tylko widać było ciemniejszą chmurkę, rozlegała się po furze modlitwa Pod Twoją obronę, a tata wówczas szybciej poganiał biczem deresze.
Trukiele pozostały jedynie w kadrach filmu, którego reżyserem była młodość, po której nie ma ani śladu. Nieraz daje się odkręcić koło czasu i nie wiadomo skąd ukazują się te czy inne zdarzenia, ten czy inny fragment łąk na wielkich błotach wyrosłych. Sianokosy z mojego dzieciństwa przeszły już do historii. Zmeliorowane łąki, wąziutka niczym rów, bez żadnych rozlewisk rzeka Turówka i betonowe mostki na niej – to już nie mój świat. Wolę tamten wydobyty z pamięci.
[1] Trukiele – tak nazywano niegdysiejsze bagno (błoto) rozciągające się nad rzeką Turówką między wsiami Jeziorki, Turówka i Rutki w powiecie augustowskim, na którym za czasów mojego dzieciństwa leżały półdzikie łąki. Prawdopodobnie było ono pozostałością po zanikłym (zapadłym) jeziorze. W pobliżu pozostało jeszcze jedno niewielkie jezioro, stąd nazwa wsi Jeziorki. Dokumentuje je m.in. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich z XIX wieku. Zob. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t. 12, pod red. B. Chlebowskiego; wg planu F. Sulimierskiego; nakł. W. Walewskiego, Warszawa 1977, s. 517. We wcześniejszym dokumencie bagno to występuje jako „Trokiele”. Zob. Rękopiśmienne opisy parafii litewskich z 1784 roku: dekanat knyszyński i dekanat augustowski, oprac. W. Wernerowa, Warszawa, 1996, s.149. Nazwę „Trukiele” podaje również dokument Urzędowe nazwy miejscowości i obiektów fizjograficznych. 151: powiat augustowski, województwo białostockie, red. nauk. z. A. Obrębska-Jabłońska, Warszawa 1971, s. 54.
[2] Wieś Turówka leży nad rzeką Turówką w powiecie augustowskim województwa podlaskiego. W drugiej połowie XVI wieku weszła w skład przedmieść Augustowa. Zob. Słownik geograficzny Królestwa Polskiego, t. 12, dz. cyt., s. 653. Zob. też J. Szlaszyński, W blasku i cieniu Augustowa, dz. cyt., s. 16.
[3] Rutki (Nowe i Stare) – wsie w powiecie augustowskim województwa podlaskiego o XVI-wiecznym rodowodzie (założone przed 1529 roku jako Wola Rutkowska), leżące dawniej przy granicy z Prusami Wschodnimi. Zob. J. Wiśniewski, Nieznany oryginał dokumentu lokacji Augustowa z 1557 roku, „Rocznik Białostocki” 1962, t. 3, s. 427. Zob. też Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, t.10, pod red. B. Chlebowskiego, W. Walewskiego; wg planu F. Sulimierskiego, Warszawa 1977, s. 44. Trukiele leżały przy Rutkach Starych.
[4] Turówka (rzeka) różnie jest klasyfikowana, jako rzeka, rzeczka lub ciek wodny. Jarosław Borejszo zalicza ją do rzek Jaćwieży i pisze, że bierze swój początek we wsi Turówka, a wpada do Kanału Augustowskiego w Białobrzegach. Zob. Rzeki Jaćwieży (1), oprac. J. Borejszo, „Jaćwież” 1999 nr 6, s.18. Rzeką, prawym dopływem Netty, jest też nazywana w Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego, t. 12, dz. cyt., s. 653, zaś w dokumencie Urzędowe nazwy miejscowości… określana jest jako rzeczka. Zob. dz. cyt., s. 92. Z określeniem ciek wodny spotkałam się na blogu Nepomuckim szlakiem autorki ukrywającej się pod pseudonimem cudARTeńka, za https://gratelier.blogspot.com, [dostęp: 20.10.025].
[5] Chodzi o pawęz (wcześniej nazywany „pawąz”). Zob. dz. cyt., https://sjp. pwn.pl, [dostęp: 20.10.2025]. Jeżeli dobrze pamiętam, u nas mówiono na niego „powęz”.
| Dziękujemy, że przeczytałeś/przeczytałaś ten tekst do końca. Jeśli uważasz, że to co robimy jest wartościowe, rozważ wsparcie. Wejdź na stronę jzi.org.pl/wspieraj lub patronite.pl/jzi. Dziękujemy! |
- Sianokosy na Trukielach - 30 January 2026
- O Henryku Cieciuchu, poecie i prozaiku w trzecią rocznicę śmierci - 24 January 2026
- O Czesławie Kowalewskim i jego spełnionym błękitnym śnie - 30 August 2025















