Opublikowano Dodaj komentarz

Nowa koleżanka w zespole, czyli o sztucznej inteligencji w służbie historii

— Mamy nową koleżankę w zespole! — wykrzyknęła Aneta, gdy dowiedziała się o wgraniu do Geneo pierwszych indeksów zindeksowanych przez sztuczną inteligencję (AI – Artificial Intelligence). Jak to się stało? Odpowiedzi szukajcie niżej.

Cyfryzacja i udostępnianie źródeł historycznych to kluczowy element zachowania dziedzictwa kulturowego. Wiele archiwów i bibliotek na całym świecie podejmuje wysiłki, aby udostępnić swoje zbiory online, umożliwiając badaczom i pasjonatom historii dostęp do cennych dokumentów. Jednym z wyzwań, jakie niesie ze sobą cyfryzacja, jest indeksacja i transkrypcja tych dokumentów, szczególnie tych pisanych odręcznie lub w trudnych do odczytania językach. W tym artykule przyjrzymy się, jak sztuczna inteligencja może pomóc w indeksacji na przykładzie list wyborców powiatu augustowskiego z 1906 roku, analizując zarówno sukcesy, jak i trudności związane z tym procesem.

Wykorzystanie sztucznej inteligencji w indeksacji

Sztuczna inteligencja, a w szczególności modele uczenia maszynowego, mogą być wykorzystane do automatycznego rozpoznawania tekstu (OCR) i indeksowania danych z zeskanowanych dokumentów. W przypadku list wyborców powiatu augustowskiego z 1906 roku, modele te mogą analizować zeskanowane strony, rozpoznawać poszczególne litery i cyfry, a następnie przypisywać je do odpowiednich kolumn w tabeli. Dzięki temu możliwe jest szybkie i efektywne tworzenie indeksów, które ułatwiają wyszukiwanie informacji o konkretnych osobach.

Trudności i wyzwania

Mimo postępów w dziedzinie sztucznej inteligencji, indeksacja historycznych dokumentów nadal stanowi wyzwanie. W trakcie pracy nad listami wyborców powiatu augustowskiego napotkałem kilka kluczowych problemów, które znacząco utrudniały automatyzację procesu:

  • Jakość skanów i stan dokumentów – Niektóre skany, czy raczej fotokopie były niewyraźne lub zawierały uszkodzenia, co powodowało błędy w rozpoznawaniu tekstu przez OCR.
  • Różnorodność czcionek i stylów pisma – Dokumenty historyczne często zawierają teksty pisane różnymi krojami pisma, co sprawia, że modele AI mogą mieć trudności z jednolitym rozpoznawaniem liter.
  • Język rosyjski i polski – Listy zawierają nazwiska polskie, ale imiona zapisane w formie rosyjskiej. Sztuczna inteligencja musiała nie tylko poprawnie rozpoznać tekst, ale także uwzględnić transliterację (np. „Иван” na „Jan”).
  • Niejednoznaczność danych – Niektóre nazwiska miały różne warianty pisowni, a pewne imiona powtarzały się wielokrotnie w różnych konfiguracjach.
  • Błędy w odczytywaniu wartości liczbowych – Kwoty podatków wyrażone w rublach i kopiejkach czy ilość posiadanego gruntu wyrażona w dziesięcinach były trudne do odczytania, szczególnie w przypadku uszkodzeń dokumentu lub nietypowego zapisu cyfr.

Moje doświadczenia i rozwiązania

Podczas indeksowania tej listy mieszkańców Augustowa musiałem podejmować decyzje dotyczące transliteracji oraz normalizacji danych. Jednym z rozwiązań było stworzenie listy reguł zamiany imion rosyjskich na ich polskie odpowiedniki, aby ujednolicić zapis. Dodatkowo weryfikacja błędnie rozpoznanych znaków przez OCR wymagała ręcznej korekty, co znacząco wydłużało czas pracy nad dokumentami.

W przypadku problemów z rozpoznawaniem nazwisk pomocne okazało się porównywanie wyników AI z bazą znanych nazwisk z regionu. Model musiał być również dostosowany do rozpoznawania nazwisk żydowskich, które miały specyficzną pisownię.

Prompt

Kluczem do otrzymania wyników jak najbliższych oczekiwaniom jest zbudowanie odpowiedniego polecenia dla AI, zwanego promptem. Na zakończenie procesu indeksacji posługiwałem się następującym promptem:

Odczytaj tekst z załączonego pliku i przetłumacz go z języka rosyjskiego na język polski. Jest to kontynuacja spisu mieszkańców miasta Augustowa z 1906 roku. Struktura jest następująca:
numer porządkowy
nazwisko
imię
imię ojca
wysokość podatku w rublach i kopiejkach
Pokaż wynik w postaci tabelarycznej na ekranie
Lista zawiera [xxx] nazwisk i tyle nazwisk powinno być w tabeli, którą wygenerujesz. Lista nie zawiera powtórzeń. Dodatkowe wskazówki: zwróć uwagę, że to w głównej mierze spis Polaków, więc imiona powinny być podane w notacji polskiej, np. nie Iwan, tylko Jan, nie Osip tylko Józef. Imię ojca pokaż również w formie podstawowej, np. Antoni, a nie Antonow czy Antonowicz. Na liście są też osoby narodowości Żydowskiej zamieszkujący wówczas licznie Augustów.

Oczywiście nie od razu powstało takie właśnie polecenie. Dochodziłem do niego systematycznie, obserwując jakość wyników względem swoich oczekiwań.

Różne modele AI

Indeksację próbowałem wykonywać przy pomocy różnych modeli uczenia maszynowego. Wszystkie z nich w przypadku nazwisk i imion starały się porównywać odczytane teksty z własnymi bazami danych i wnioskować, czy odczytany tekst w bazie istnieje (czy jest to nazwisko spotykane w regionie, czy jest to imię występujące w bazie imion polskich czy żydowskich) i znaleźć formę jak najbliższą odczytanemu tekstowi. Wynik jest podstawiany jako odczytany tekst. Przypuszczam, ze taka formuła bardzo dobrze sprawdza się w przypadku zwykłych tekstów, ale w przypadku list, gdzie kolejne pozycje nie są powiązane z poprzednią, może sprowadzić model uczenia maszynowego na manowce.

CoPilot od Microsofta spisał się w tym względzie dość słabo. Przypuszczam, ze było bardzo dużo błędów OCR, co spowodowało błędne, wręcz przypadkowe podstawianie wielu nazwisk. Z rozmysłem używam tu słowa „przypuszczam”, gdyż nie widziałem i nie jestem w stanie zobaczyć pośrednich kroków procesu indeksacji przez AI. Przydatność listy wynikowej była bardzo mocno ograniczona i szybko zaniechałem dalszych prac z tym modelem uczenia maszynowego.

ChatGPT od OpenAI był znacznie lepszy. Imiona były odczytywane i konwertowane do polskiego czy żydowskiego odpowiednika niemal perfekcyjnie. Nazwiska wymagały nieco poprawek, ale jak zauważyłem już wcześniej było to związane głównie z nieprawidłową interpretacją znaków alfabetu rosyjskiego, zwłaszcza tych, których obecnie się nie używa. Pojawiły się natomiast inne problemy. Mianowicie ChatGPT nie radził sobie dobrze z długimi listami. W przypadku listy zawierającej powiedzmy 80 osób pierwsze 40 było indeksowanych prawidłowo, a w kolejnych pojawiało się coraz więcej błędów, a pod koniec zindeksowane teksty miały się nijak do oryginalnego zapisu. Musiałem więc dzielić skany na mniejsze, zawierające nie więcej niż 40-50 pozycji, co znacząco wydłużało proces indeksacji. Nie wspomnę o tym, że po kilku poleceniach ChatGPT zachęcał mnie do przejścia na wersję płatną lub proponował odczekanie kilkunastu godzin.

Gemini od Google okazał się najlepszy do celów indeksacji. Po pierwsze znakomicie radził sobie z całymi stronami zawierającymi ok. 150-170 osób. Po drugie znakomicie odczytywał nazwiska i liczebniki. Właściwie na całą stronę poprawiałem po 2-3 nazwiska i były to poprawki typu Mezio -> Miezio lub Maksymowski -> Maksimowski. Jednak początki z tym modelem uczenia maszynowego nie były takie różowe. Na początku (prawdopodobnie na skutek nieprawidłowego polecenia) Gemini odmówił odczytywania rosyjskich dokumentów zasłaniając się brakiem OCR dla tego języka (co oczywiście nie jest prawdą)! Gdy jakoś przebrnąłem przez tę przeszkodę Gemini odmówił indeksowania spisu wyborców pisząc: „Na razie nie mogę udzielać odpowiedzi na pytania dotyczące wyborów i polityków”. I nie przekonywały go wyjaśnienia, że to spis wyborców sprzed niemal 120 lat! Stąd w konsekwencji zamiana „spis wyborców” na „spis mieszkańców” w poleceniu wydawanemu AI.

Ogólne spostrzeżenia są takie, że aby indeksacja poprzez AI była dobra lub bardzo dobra, fotografie czy skany stron powinny być wykonane w prawidłowym oświetleniu i z dużym kontrastem, powinny być rozłożone na płasko i nieuszkodzone. W takiej sytuacji AI rodzi sobie bardzo dobrze. Czy jednak w zbiorach historycznych dokumentów można takie „ładne” strony znaleźć? Czy można skanować idealnie mając je wpięte w grube księgi? Raczej nie.

Podsumowanie

Indeksacja historycznych dokumentów za pomocą sztucznej inteligencji to obiecujące narzędzie, które może znacznie ułatwić pracę historyków i badaczy. Mimo pewnych trudności i wyzwań, postępy w dziedzinie uczenia maszynowego pozwalają na coraz dokładniejsze i efektywniejsze indeksowanie danych. Moje doświadczenia pokazują, że choć AI jest niezwykle pomocnym narzędziem, nadal wymaga nadzoru i ręcznej korekty. W miarę rozwoju technologii możemy jednak spodziewać się coraz lepszych algorytmów, które pozwolą na jeszcze sprawniejszą cyfryzację i indeksację dokumentów historycznych. Jeszcze rok czy dwa lata temu eksperymenty jakie wykonałem byłyby nie do pomyślenia. Jak będą wyglądać procesy indeksacji maszynowej za rok czy dwa? Wkrótce się dowiemy.

Myślę, że ten sposób indeksacji będzie się coraz częściej gościć w pracach JZI.

Statystyczne post scriptum

Nie byłbym sobą, gdybym nie dołożył kilku statystyk. Wziąłem pod lupę mieszkańców Augustowa płacących zwykły podatek dochodowy. W spisie wymieniono ich 871, z czego 165 (19%) to byli Żydzi, a pozostali reprezentowali pozostałe wyznania (katolicy, ewangelicy, prawosławni). Łącznie obywatele miasta odprowadzili 4153 ruble 89 kopiejek podatku, z czego 2423 rubli 65 kopiejek (58%) odprowadzili Żydzi.

Najmniejszy płacony podatek dochodowy do kasy miejskiej odprowadził Stanisław Piotrowski, syn Jana i wynosił on zaledwie 16 kopiejek! Jaka była wówczas wartość nabywcza takiej kwoty? Za tę kwotę można było kupić 8 funtów chleba lub 3 litry mleka, albo funt cukru lub 16 funtów ziemniaków. Jednym słowem niewiele. Oczywiście 16 kopiejek to kwota odprowadzanego podatku, a nie dochodów, ale Stanisław Piotrowski musiał żyć w skrajnym ubóstwie.

Za to największa kwota podatku wynosiła 284 ruble i 22 kopiejki, a więc była prawie 1800 razy wyższa od kwoty podatku najniższego. Tym najmożniejszym był Żyd Dawid Warhaftig. Nie jest on wymieniany w "Księdze pamięci Żydów Augustowskich". O rozwarstwieniu społeczeństwa najlepiej świadczy jednak mediana, która wynosiła zaledwie 1 rubel i 58 kopiejek (połowa obywateli płaciła większy podatek niż 1,58 r., a połowa mniejszy). Porównajmy teraz mediany dla ludności żydowskiej i nieżydowskiej. Mediana podatku odprowadzanego przez Żydów wynosiła 5 rubli 63 kopiejki, a przez pozostałych 1 rubel 36 kopiejek. Można więc rzec, że przeciętny Żyd był 4 razy bogatszy od przeciętnego goja. Nie zaskakuje więc to, że wśród 10 najbogatszych (odprowadzających najwyższe podatki osobiste) obywateli Augustowa było 8 Żydów i tylko 2 Polaków. Tych dziesięciu odprowadziło co czwartego rubla, który trafił do kasy miejskiej.

Być może w przyszłości wrócę do analizy tych spisów w innej płaszczyźnie, bo to bardzo ciekawa analiza lokalnego społeczeństwa.

 
Opublikowano Jeden komentarz

Kazimierowiczowie – rodzina sejneńska

„Kazimierowicz” to rzadkie nazwisko. W Polsce nosi je 361 osób, 194 kobiety i 167 mężczyzn. Najwięcej Kazimierowiczów mieszka w województwie dolnośląskim - 105, 60 osób w podlaskim, 41 w śląskim, 27 w warmińsko- mazurskim i 1 w małopolskim. Pochodzenie nazwiska jest oczywiste: Kazimierowicz to syn Kazimierza.

Źródłem moich informacji o najwcześniejszych rodzinach Kazimierowiczów są dane uzyskane z wyszukiwarki Jamińskiego Zespołu Indeksacyjnego (https://jzi.org.pl/wyszukiwarka/). Pokazuje ona, że najwięcej Kazimierowiczów pochodziło ze wsi Gniewieńszczyzna, parafia Kuźnica pod Grodnem (vide: mapa).

Linia znanych mi Kazimierowiczów przyłączonych do mojego drzewa genealogicznego przez małżeństwo Piotra, syna Józefa z Kazimierą Szczudło prowadzi do parafii Urdomin i wsi Strumbogłów (dziś: teren Litwy). To tam około 1830 roku urodził się Andrzej Kazimierowicz, syn pierwszej znanej pary- Szymona i Katarzyny Tomaszewskiej. Nie znamy okoliczności i powodów, dla których Andrzej znalazł się w okolicach Sejn.

Czytaj dalej

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Jaśkowa choinka

Felieton napisany sercem

Leśniczyna Krzyżykowska wraz z pomocnicą, zapracowane były „po łokcie” nad przygotowaniem wieczerzy wigilijnej i wypiekiem ciast na święta Bożego Narodzenia. Pan Krzyżykowski wraz z dziećmi ubrał choinkę, a potem wyszedł przejść się po lesie który zawsze kojąco, – serdecznie doń szeptał i gwarzył.

Dzień był mroźny, lecz słoneczny i cichy W ten Święty Dzień robotnicy nie przyszli do pracy w lesie. Zamilkł więc stuk skier na zrębach, bo każdy chciał przygotować siebie i zagrodę na święta. Leśniczy szedł zapatrzony w piękno ośnieżonego lasu, a do serca spływał mu czar święty, czar miły, jakby anioły w krąg pieśń nuciły.

Nagle, wśród leśnej ciszy usłyszał lekki stuk w zagajniku świerkowym. Krzyżykowski pospieszył w tym kierunku i wnet zobaczył, że mały chłopiec, około czternaście lat liczący zrąbywał choinkę. Na głos leśniczego przestraszył się bardzo, spodziewając się kary. Ze strachu więc zapłakał, tłumacząc, że matka wdowa nie ma pieniędzy, by drzewko kupić, a młodsza chora siostra tak bardzo nalegała żeby choinka była w ich chacie.

Leśniczy znał matkę Janka – bo takie było jego imię – która wiosną i latem pracowała w szkółkach i kulturach leśnych i wiedział, że są oni naprawdę ubodzy. Powiedziawszy tedy chłopcu, że samowolnie rąbać drzewek w lesie nie wolno, kazał mu pójść z sobą do leśniczówki. Tam, włożywszy własną złotówkę do podręcznej kasy leśnej, – wystawił asygnację na choinkę dla Janka.

Czytaj dalej

 
Opublikowano Dodaj komentarz

O emigracji Emila Leona Posta i jego ojca

Dzisiaj ukazał się artykuł na temat kolejnej mało znanej w szerszych kręgach postaci pochodzącej z Augustowa. Chodzi o Żyda Emila Leona Posta - matematyka, twórcę podstaw informatyki. Napisał go prof. Kazimierz Trzęsicki w 2016 roku. Zafrapował mnie fakt, że mimo dogłębnych poszukiwań nie udało się profesorowi odnaleźć ostatecznego potwierdzenia, że Emil Leon Prost pochodził rzeczywiście  z Augustowa. Jedynie w słownych przekazach samego Prosta padało takie stwierdzenie. Od 2016 roku upłynęło jednak ładnych parę lat i pomyślałem, że może warto ponownie pochylić się nad tym zagadnieniem. W końcu udostępniane są kolejne zdigitalizowane materiały i dokumenty, więc szansa była. A dodatkowo lubię takie zagadki!

Zacząłem od poszukiwania dokumentów związanych z ojcem Emila, czyli Arnoldem Postem. Dość szybko udało mi się odnaleźć wniosek Arnolda o naturalizację w USA (Petition for Naturalization). Arnold Post w tym dokumencie zeznaje, że urodził się 25 stycznia 1867 r. w Suwałkach na terenie ówczesnej Rosji. Mogło chodzić rzeczywiście o Suwałki, ale mogło też chodzić o gubernię suwalską, bo i tak imigranci z zaboru rosyjskiego w skrócie deklarowali swoje miejsce urodzenia w dokumentach amerykańskich. Najistotniejsza więc była dla mnie data urodzenia. Dokument wymienia również żonę i wszystkich członków rodziny Arnolda:

  • żona Pearl Post ur. w Suwałkach (datę urodzenia pominięto)
  • i dzieci: Annie Post ur. 20 lutego 1892 r. w Suwałkach,
  • Ethel Post ur. 15 maja 1894 r. w Suwałkach,
  • Emil Post ur. 10 lutego 1897 r. w Suwałkach.

Wszyscy mieszkali podówczas Na dokumencie widnieje data 24 marca 1909 r.) w Nowym Jorku pod numerem 211 przy ulicy 117 West.

Suwałki były tu powtórzone tyle razy, że zaczynałem wątpić czy rzeczywiście rodzina pochodziła z Augustowa. Konieczne było więc odszukanie dokumentów imigracyjnych. We wniosku naturalizacyjnym znajduje się jeszcze jedna, kluczowa wręcz informacja. Cytuję: Wyemigrowałem do Stanów Zjednoczonych z Hamburga, Niemcy w dniu około 18 stycznia roku pańskiego 1903 i przybyłem do portu Nowy Jork w Stanach Zjednoczonych na statku "Auguste Victoria".

Po szybkim sprawdzeniu historii rejsów tego statku stwierdziłem, że Arnold Prost musiał przybyć do Nowego Jorku 12 dni po wypłynięciu z Hamburga, czyli 30 stycznia tamtego roku. Wystarczyło odszukać listę pasażerów przybyłych na Ellis Island tego konkretnego dnia i być może uda się rozwiązać zagadkę pochodzenia rodziny. Czytając dalej artykuł profesora zauważyłem, że dość dokładnie zbadał on wszelakie osoby przybyłe do Nowego Jorku o nazwisku Post. Założyłem więc, że Arnold Post musiał przybyć pod innym nazwiskiem a być może również innym imieniem. Mogło to być nazwisko zbyt trudne do wymówienia w języku angielskim, ale zapewne w jakimś stopniu powiązane z używanym w USA nazwiskiem Post.

Odnalazłszy listę pasażerów ze statku "Auguste Victoria" przybyłych tamtego dnia do USA cierpliwie przeszukiwałem ja wiersz po wierszu. I w pewnym momencie... bingo! Lista nr 12 str. 797 wiersz 18. Jest tam wymieniony Aron Postawelsky mający lat 35. Przybywa do swojego brata Josua Postawelskiego. Wiek się zgadza, a co istotne jako ostatnie miejsce swojego pobytu wymienia Augustowo (czyli Augustów). Imię Aron zostało więc zmienione na Arnold a nazwisko Postawelsky (Postawelski) na Post.

Gdy na początku XIX wieku Żydzi zostali zmuszeni do przybrania nazwisk dziedzicznych wielu z nich wybierało nazwisko związane np. z miejscem zamieszkania lub urodzenia. Pojawiały się nazwiska takie jak Grodzieński, Ludwinowski, Serwiański itp. Być może nazwisko Postawelski powiązane jest z miejscowością Postawy znajdującą się obecnie na północnych kresach Białorusi?

Ustalenie nazwiska było więc podstawą do dalszych poszukiwań, które dość szybko zakończyły się sukcesem. Szukając Postawelskich przybyłych do USA po 1903 roku (emigracja Arona, czyli Arnolda) a przed 1909 rokiem (wniosek o naturalizację) szybko natknąłem się na rodzinę Postów vel Postawelskich. 30 kwietnia 1904 r.  na pokładzie statku "Friedrich der Grosse" przybywa na Ellis Island rodzina składająca się z Perle (żony Arnolda) lat 36, dzieci: Channe (córka) lat 15, Esther (córka) lat 11 i Chaim (syn) lat 6. Do rodziny zalicza się również Rywka Sterling - siostra najprawdopodobniej Perle. W rubryce "Krewny do którego przybywają..." podają Arnold J. Prost. Szybko więc, bo po półtora roku pobytu w USA, głowa rodziny zaczęła używać nowego imienia i nazwiska.

Wiek dzieci zgadza się z danymi podanymi przez Arona we wniosku o naturalizację. Imiona można zmapować tak: Channe -> Anne, Esther -> Ethel, Chaim -> Emil. Lista posażerów potwierdza po raz wtóry, że rodzina mieszkała w Augustowie.

Tyle udało mi się ustalić w temacie pochodzenia Emila Posta. Jeśli chodzi o jego akt urodzenia z Augustowa, to raczej się on nie znajdzie ze względu na przetrzebione przez wojenne zawieruchy dokumenty z tego miasta. Ale generalnie fajna zabawa detektywistyczna 🙂

Dokumenty imigracyjne Arnolda Posta

 

 
Opublikowano Jeden komentarz

Emil Leon Post – współtwórca podstaw informatyki z Augustowa

Wstęp

Emil Post to wybitny logik, współtwórca podstaw informatyki teoretycznej. Jego życiorys i dokonania naukowe były przedmiotem wielu opracowań. ich autorami byli najwybitniejsi logicy i informatycy teoretycy. i właśnie dlatego, mimo, że trudno jest powiedzieć coś nowego na temat Emila Posta, kiedy chcemy mówić o żydowskich naukowcach z Podlasia, tej postaci nie wolno pominąć.

Augustów i Żydzi augustowcy

Osadnictwo w okolicach Augustowa (Ogustove [jidisz], Августов, Augustavas [litewski], Oygstova, Yagestov, Yagistov, Yagustova) datuje się na 9 tys. lat przed p.n.e. od V w. p.n.e. okolicę zasiedlały plemiona bałtyckie. W średniowieczu do czasu pokonania ich w końcu XIII w. przez Krzyżaków, byli tu Jaćwingowie. Ponowna kolonizacja okolic Augustowa ma miejsce po pokoju melneńskim w 1422 r.

Pierwsza pisana wzmianka o osadzie pochodzi z 1496 r. i dotyczy komory pobierającej myto u przeprawy rzecznej. Począwszy od 1550 r. osada rozwija się za sprawą Zygmunta Augusta, króla Rzeczpospolitej Obojga Narodów i Wielkiego Księcia Litewskiego (Szlaszyński i Makowski, 2007). Prawa miejskie (prawo magdeburskie, dokument spisano w języku staroruskim) i herb królewski oraz nazwa ,,Augustów” nadane zostały miastu 17 maja 1557 r. przez króla Zygmunta augusta. Pierwszym wójtem był Jędrzej Morzycki (Moryczki).

Czytaj dalej

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Wyróżnienie dla Józefy Drozdowskiej

Wierszem pt. Zawierszam zastożam pamięć w Jubileuszowym X Konkursie Literackim „Srebro nie Złoto”, organizowanym przez Stowarzyszenie Szukamy Polski i Podlaską Redakcję Seniora we współpracy z Książnicą Podlaską im. Łukasza Górnickiego w Białymstoku oraz Polskim Radiem Białystok Józefa Drozdowska z Augustowa zdobyła wyróżnienie specjalne Polskiego Radia Białystok, zaś wyróżnienia specjalne Stowarzyszenia Szukamy Polski otrzymali Krystyna Gudel z Suchowoli za wiersz Po rosie i Konrad Milanowski z Augustowa za wiersz Nic do powiedzenia.

Zawierszam zastożam* pamięć

Józefa Drozdowska

Z krainy dzieciństwa do której
coraz mi dalej niż bliżej
słyszę przeciągłe prrr!
na zakręcie
i wio na polnym gościńcu
Z pamięci wyłania się
sznur sań
Tarcie płóz o śnieg wplata się
w stękanie i chrapanie koni
i niebo ścielące się im pod kopyta
Prr wio za olszynowym lasem
za „górą” z kartoflanymi dołami
za torfownikiem na połaci kliniku
pola w Turówce
Gdzieś od ojcowskich łąk na Świderku
latem pyszniących się soczystością traw
między Nettą a Sosnówką
Prr prr bo już stękają konie i popręgi
trzeszczą powrozy a pod powęzami
granatowiejące niebo liże ściśnięte siano
I już kopią ludzie stogi
jeden drugi trzeci
A te przyciskane żerdziami do ziemi
obsiadane co chwilę przez wrony
i przedwieczorny zamróz
wierzgają na podłożu z łozin
jak narowiste konie
Pną się ku górze spalając swą energię
w łunie rozespanego słońca
Spieszą się chłopi przed nocą
by przed zawieruchą zdążyć
je zawierszyć by zimą bydłu
ulżyć w głodzie
Zastożam i ja swoją pamięć
przygodą ze spotkanym wilkiem
gdy zjeżdżając nartami
pod którymś ze stogów
ujrzeliśmy z bratem
światełka jego oczu
Siedzę w kuchni pośród półek
z wciąż pachnącej dębiny
ściętej w lesie okalającym łąkę
i przewożonej niegdyś wraz z sianem
Z kubkiem herbaty w ręku
i tulącym się do kolan kotem
spoglądam w oczy ludziom i koniom
Pamięć biegnie w głąb wilczym tropem
dalej i coraz dalej
Zastożam ją by wciąż była jasna
jak na obrazach Claude’a Moneta
gdzie malowane przez artystę stogi
wciąż w świetle nieba mówią
o pięknym trwaniu
Na ustach wschodzi pytanie
jak jeszcze długo?

* Wyrażenia „zawierszyć” i „zastożyć” podaje Zygmunt Gloger w Encyklopedii staropolskiej przy haśle „Stóg”.

 
Opublikowano Jeden komentarz

Historie nieprzeoczone – Sąsiedzi

Wkrótce premiera oczekiwanej książki Józefa Matyskieły pt. "Historie nieprzeoczone. Znad Biebrzy, Netty i Kanału Augustowskiego". Aby pokazać jak ciekawą pozycją jest ta publikacja, prezentujemy jeden z trzydziestu rozdziałów z tej książki pt. "Sąsiedzi". Pozostałe są równie interesujące, pełne informacji i fotografii z archiwum rodziny autora, a przede wszystkim relacji najstarszych mieszkańców regionu. Książkę można nabyć w naszym sklepie internetowym.

Mój stryj Mieczysław Matyskieła był wziętym kowalem. Swego fachu uczył się przed wojną u żydowskich kowali Chijeła i Chackiela w Sztabinie. Od imienia pierwszego z nauczycieli zawodu pochodził późniejszy przydomek stryja – „Chijeł”. Tenże Chijeł ponaglał nieraz swoją opieszałą małżonkę słowami: „Dicha, Boba!”. W miejscu dzisiejszego Banku Spółdzielczego mieszkał nieznany dziś z nazwiska krawiec.

W przedwojennym krajobrazie naszych miasteczek i wsi była obecna ludność żydowska. W Jaziewie mieszkał przedstawiciel tej znanej z doskonałej znajomości spraw finansowych i handlowych nacji. Nazywał się Lejbka. Jego żona chodząc utykała. Wynajmował on wraz z rodziną niewielki domek w małym końcu wsi, naprzeciwko posesji Ludwika Matyskieły i prowadził tam sklepik. Właściciel tego domku Kazimierz Aniszko otrzymał go wraz z 1 hektarem łąki w spadku po ciotce Grabowisze. Sąsiadem Lejbki od strony lasu był ożeniony z Władysławą Suchwałkówną Władysław Wiszniewski, mieszkający pod jednym dachem z rodziną żony. Po przyjściu Sowietów w 1939 roku Wiszniewski pełnił we wsi funkcję predsiedatiela sielsowietu. Po drugiej stronie żydowskiego interesu mieszkała – również w małym domku – rodzina Jarmoszków.

W sklepiku sprzedawano przysłowiowe „mydło i powidło”, czyli towary pierwszej potrzeby, takie jak: chleb, kajzerki, cukier, cukierki, wódkę, śledzie, sól, przyprawy, papierosy, zapałki, mydło, igły, nici, naftę, świece czy smarowidło do wozów. Dopuszczalny był też handel wymienny. Za jedno jajko można było dostać na przykład agrafkę. Co kilka dni Lejbka wyruszał po zaopatrzenie do Augustowa lub Suwałk, wioząc do miasta skupione we wsi jaja lub jakiegoś cielaka. Zaprzęgał w tym celu do furmanki „kutego na wszystkie cztery” kasztana, który latem „był na zadaniu”, czyli pasł się na pastwisku u Ludwika Matyskieły. Starsi chłopcy nieraz dla grandy przywiązywali tylne koło żelaźniaka do słupa i mimo użycia bata wóz nie mógł ruszyć.

W piątek przed szabasem sklepik był zamykany wcześniej niż zwykle. Rozpoczynając o zachodzie słońca świętowanie, Lejbka nieraz zapomniał zamknąć drzwi od środka i niejeden spóźniony klient, wchodząc tam mógł usłyszeć dochodzące z sąsiedniego pokoju słowa modlitwy, wypowiadane w niezrozumiałym i pełnym pochrząkiwań języku. Zrobiwszy kilka kroków dalej i odsłoniwszy lekko kotarę, mógł ujrzeć Żyda ubranego w czarny chałat, z jarmułką na głowie, kiwającego się jak w transie w blasku szabasowych świec, który – choćby świat miał się walić – za nic nie przerwałby swojej modlitwy.

Lejbka miał dwie córki: Dorkę i Dopkę oraz dwóch młodszych synków: Chaimka ur. w 1932 roku i nieco młodszego Berka. Młode Żydówki na początku lata przyjeżdżały ze szkół do Jaziewa na wakacje. Ich niepospolita uroda intrygowała miejscową kawalerkę. Wieczorami zbierali się gromadnie wokół sklepu i nie wiadomo, co by się stało, gdyby przezorny Żyd czym prędzej nie wywiózł córek do rodziny w mieście.

Mężczyzna w okularach to Zejdeke Merecki, sztabiński rzeźnik. Poni-żej jego siostrzenica Fejga (przeżyła Shoah) i siostrzeniec Meir (zginął w Treblince). Pozostałe osoby to dwaj niespokrewnieni mieszkańcy Jasionówki. Fotografia pochodzi z książki wydanej w języku angielskim przez siostrzeńca Zejdeke Mereckiego Berla Schustera (tytuł po polsku to „Umrę nie dziś, lecz jutro”). Fotografię udostępniła p. Joanna Ko-szycka ze Sztabina
Mężczyzna w okularach to Zejdeke Merecki, sztabiński rzeźnik. Poniżej jego siostrzenica Fejga (przeżyła Shoah) i siostrzeniec Meir (zginął w Treblince). Pozostałe osoby to dwaj niespokrewnieni mieszkańcy Jasionówki. Fotografia pochodzi z książki wydanej w języku angielskim przez siostrzeńca Zejdeke Mereckiego Berla Schustera (tytuł po polsku to „Umrę nie dziś, lecz jutro”). Fotografię udostępniła p. Joanna Koszycka ze Sztabina

Chłopcy nie chodzili jeszcze do szkoły i bardzo chętnie przebywali w sąsiedztwie u swoich polskich rówieśników. Upewniwszy się, że matka nie widzi, często zajadali się kapustą gotowaną na wieprzowinie w domu niejednego z nich.

Na pamiątkę czterdziestoletniej wędrówki z Egiptu do ziemi obiecanej obchodzono na przełomie września i października hebrajskie święto szałasów – Sukkot. Mimo jesiennego chłodu i deszczu rodzina Lejbki przeprowadzała się do skleconego z jedliny i słomy szałasu – kuczki. Spożywano tam posiłki i odprawiano modły. Miejscowe łobuzy dokuczały pobożnym Żydom, przewracając szałas lub wsuwając na tyczce wieszkę słomy do środka. Ci, za każdym razem, musieli zaczynać modlitwę od początku.

Na jakieś dwa lata przed wybuchem wojny Lejbka opuścił Jaziewo i przeniósł się z rodziną do domu zakupionego w Augustowie koło „Klęczącego Pana Jezusa”. Sklepik przejął Jan Bielawski, który handlował tam do wybuchu wojny. W pożydowskiej chatce mieszkali w czasie wojny: Kosakowski Garbaty z rodziną, Bogdanka i Suchwałczycha z trójką dzieci. Co się zaś stało z rodziną Lejbki w czasie Zagłady? W Księdze Pamięci Żydów Augustowskich, w wykazie rodzin żydowskich wysłanych z getta do Treblinki widnieje wpis: Lejb Biedak z rodziną. Jest wielce prawdopodobne, że jest to właśnie rodzina jaziowskiego sklepikarza.

W Sztabinie istniał kahał, czyli żydowska gmina. Na Rybackiej była bożnica i większość żydowskich zabudowań. Mieszkał tam też rzeźnik Zejdek Merecki, który rozwijał swój interes, dostawiając coraz to nowe budy. Wieprze i woły kupował w okolicznych wsiach, a środkiem transportu zwierząt była furmanka. W pamięci mojej mamy pozostało następujące zdarzenie:

Czytaj dalej

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Pamiętajmy o tych, których już nie ma wśród nas

Nadeszła jesień, złota polska jesień mieniąca się żółcią i czerwienią opadających liści. Białe nitki wszechobecnego babiego lata oplatają wszystko, na czym się zahaczą. Na łąkach rude turzyce kołyszą się w rytmie powiewów wiatru. W przydomowych ogrodach wybiera się ostatnie warzywa, z sadów znikają „zimowe" jabłka. Na polach, po zebranej kukurydzy, setki żurawi zbierają resztki ziarna i przygotowują się do odlotu na południe Hiszpanii. Jesienne szarugi, pierwsze przymrozki, coraz krótsze dni, a dłuższe wieczory upływają na rodzinnych i sąsiedzkich pogaduszkach. Często dominuje w nich nostalgia i wspominanie przeszłości.

W polskiej katolickiej tradycji początek listopada to dni szczególne. Pierwszy listopada – Dzień Wszystkich Świętych, drugi listopada – Dzień Zaduszny. Przez kilka następnych dni, w świątyniach, wierni modlą się w ramach tzw. wypominków za zmarłych ze swoich rodzin, sąsiadów, znajomych. Już od połowy października na cmentarzach odbywa się sprzątanie grobów, trzeba wygrabić liście, wyczyścić pomnik i zadbać o to, żeby to miejsce wyglądało godnie. Pojawiają się na mogiłach świeże kwiaty, pierwsze znicze. Widać i czuć powagę i wyjątkowość tego miejsca. Pierwszego i drugiego listopada cmentarze toną w morzu chryzantem i innych kwiatów, odprawiane są msze święte i odbywa się procesja po cmentarzu. Wieczorem, z daleka widać łunę zniczy, które rozświetlają mrok.

W moich przewodnickich wyprawach zaglądam też na nadbiebrzańskie cmentarze. Właśnie tam najłatwiej powiedzieć kilka słów o historii regionu, o ludziach, którzy tę ziemię umiłowali, pracowali dla jej pomyślności, a często za wolność oddali swoje życie. Turyści, zwłaszcza ci najmłodsi, w takim miejscu dużo łatwiej rozumieją i zapamiętują to, co staram się przekazać.

Czytaj dalej

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Zaproszenie na spotkanie autorskie z Józefem Matyskiełą

Józef Matyskieła, urodzony w 1956 roku w Jaziewie. Jest absolwentem Liceum Ogólnokształcącego w Suchowoli z roku 1975. Studiował na wydziale weterynaryjnym Akademii Rolniczej w Lublinie. Studia ukończył w roku 1980, uzyskując dyplom lekarza weterynarii. Przez wiele lat pełnił funkcję Powiatowego Lekarza Weterynarii – obecnie na emeryturze. Od dawna zajmuje się pisaniem wierszy i tekstów, głównie o tematyce historyczno-wspomnieniowej, m.in. do miesięcznika „Nasz Sztabiński Dom”. W swojej twórczości literackiej powraca do lat młodości spędzonych na wsi, skąd, jak twierdzi, nigdy nie wyprowadził się do miasta. Inspiruje go również otaczająca nas, często absurdalna rzeczywistość. Fascynuje się historią rodzinnych stron, odkrywaniu której poświęca każdą wolną chwilę. Dostrzega w tym wyjątkową rolę swego pokolenia, które jego zdaniem łączy niejako pamięć o epoce ojców i dziadów z zaawansowanym technologicznie światem „pamięci komputerowej” i „cybernetycznej przestrzeni” naszych dzieci oraz wnuków. Mówi o sobie, że ma do spłacenia dług wobec minionych, ale też przyszłych pokoleń.

Dotychczas wydał: tomik wierszy satyrycznych i fraszek pt. Strofy wyczesane (2020 r.) oraz zbiór esejów pt. Dwa brzegi Biebrzy (2023 r.).

W swojej najnowszej książce pt. "Historie nieprzeoczone. Znad Biebrzy, Netty i Kanału Augustowskiego" pięknym językiem opisuje historię swojej małej ojczyzny opierając się na swoich własnych wspomnieniach oraz na tym, co udało mu się ocalić z pamięci innych osób - mieszkańców Jaziewa, Jamin, Sztabina i okolic. Nadarza się właśnie okazja, by spotkać się z Józefem Matyskiełą, porozmawiać o jego książce, historii regionu, a także o planach na przyszłość.

W dniu 10 listopada o godzinie 12.00 zapraszamy do wiejskiej świetlicy w Jaziewie na spotkanie z autorem. Będzie można na miejscu nabyć egzemplarz książki i uzyskać dedykację p. Matyskieły. Tych, którzy nie będą mogli dotrzeć w tym dniu do Jaziewa informujemy, że sprzedaż wysyłkowa książki rozpocznie się 5 listopada w sklepie internetowym: https://jzi.org.pl/produkt/historie-nieprzeoczone/

Serdecznie zapraszamy!

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Jesień w polskim lesie

Choć z oddalenia wielu mil i lat, pamiętam słodki szept i szum polskiego lasu, jego nieskalane piękno i zapach.

Las bowiem pachnie rok cały: Wiosną wonią młodych liści, traw i kwiatów; latem żywicą i jagodami; jesienią więdnącymi liśćmi i grzybami, a zimą czerstwym, czystym jak kryształ powietrzem.

Lecz mówmy o jesieni. Jest ona czasem zmienna, ale większość dni jesiennych w lasach polskich bywa pięknych jak bajka.

Lat temu kilka – już po deportacji z kraju – patrzyłem na drobne, skupione .chmurki, które przedświt niewidocznego jeszcze słańca zabarwił liliowo-różowymi barwami, i zdawało się, że to fata morgana wrzosów kwitnących w sosnowym lesie, nad którymi nucą skrzętnie pszczoły, zajęte ostatnim miodobraniem.

Liście, zmieniwszy zieleń na odcień złota i czerwieni, lecą na dywan leśny, i szeleszcząc pod stopami, pachną jak spalany bursztyn, iż chciałoby się ten zapach umiłowany skondensować bodaj w grudce żywicy i przynieść do mieszkania, by trwał jak owad w bursztynie.

Często i rzewnie gra wiatr w drzew koronach, a do tej gry włączają się gromady rozświergotanych drobnych ptasząt, skupiających się do odlotu. Wysoko ponad lasem przelatują klucze dzikich gęsi lub żurawi.

Wszystkie cerwidy (cervidae), czyli zwierzęta. pełno-rogie, jak rogacze; jelenie, daniele i łosie tracą późną jesienią swe poroża. I dziwne, iż mimo dużej nieraz ilości tych zwierząt mało komu zdarzyło się znaleźć ich rogi.

Sedno bodaj w tym, że zwierzyna po odpadnięciu rogów zagrzebuje je starannie w ściółce leśnej.

W słoneczne dni lecą drobniutkie pajączki na białosrebrzystej przędzy „babiego lata”, czepiającego się krzewów i gałęzi drzew, zdobiąc ich korony.

Przed zimą chowają się wszystkie chrząszcze i motyle. Korniki dawno wyszły z pod kory drzew i teraz wgryzają się w rdzeń najmłodszych pędów drzew iglastych. Szeliniaki w korzeniach starych pni. Motyle zaś i leśne ćmy, już to w kokonach, już to jako gąsienice zakopują się w mchach „po uszy”.

Jeże i borsuki znoszą suche liście do swych nor, gdzie całe miesiące zimowe spać będą bez przerwy.

Gdy zajść w krzewy leszczyny, to wiewiórki niezadowolone „czukają” na człowieka, który im – wzorowym gosposiom – śmie przeszkadzać w pilnej pracy zrywania orzechów, które gromadzą w dziuplach na zimę. Barwne sójki zrywają znów żołędzie, a każdą żołądź chowają w innym miejscu pod mchem, i często o nich zapominają. I stąd nawet w litych drzewostanach iglastych wyrastają młode dębczaki, które „same” się zasiały.

Sójki, naśladując ptaki przelotne skupiają się na kilka dni w liczne wrzaskliwe gromady, ,jakby gotowały się do odlotu. Pozostają jednak przez zimę na miejscu i stąd przysłowie: „Wybiera się jak sójka za morze”.

Nad brzegami łąk leśnych krzewy tworzą obramowanie lasu. Tu purpurowe liście dzikiej kaliny współzawodniczą z karminowymi jagodami swego krzewu.

Tam znów jarzębiny i dzikie róże przybrały się w tysiące rumianych korali, niby młode Polki w krakowskich strojach.

Felieton został opublikowany w „Dzienniku Chicagoskim” z 1 października 1955 r.