Opublikowano Dodaj komentarz

O emigracji Emila Leona Posta i jego ojca

Dzisiaj ukazał się artykuł na temat kolejnej mało znanej w szerszych kręgach postaci pochodzącej z Augustowa. Chodzi o Żyda Emila Leona Posta - matematyka, twórcę podstaw informatyki. Napisał go prof. Kazimierz Trzęsicki w 2016 roku. Zafrapował mnie fakt, że mimo dogłębnych poszukiwań nie udało się profesorowi odnaleźć ostatecznego potwierdzenia, że Emil Leon Prost pochodził rzeczywiście  z Augustowa. Jedynie w słownych przekazach samego Prosta padało takie stwierdzenie. Od 2016 roku upłynęło jednak ładnych parę lat i pomyślałem, że może warto ponownie pochylić się nad tym zagadnieniem. W końcu udostępniane są kolejne zdigitalizowane materiały i dokumenty, więc szansa była. A dodatkowo lubię takie zagadki!

Zacząłem od poszukiwania dokumentów związanych z ojcem Emila, czyli Arnoldem Postem. Dość szybko udało mi się odnaleźć wniosek Arnolda o naturalizację w USA (Petition for Naturalization). Arnold Post w tym dokumencie zeznaje, że urodził się 25 stycznia 1867 r. w Suwałkach na terenie ówczesnej Rosji. Mogło chodzić rzeczywiście o Suwałki, ale mogło też chodzić o gubernię suwalską, bo i tak imigranci z zaboru rosyjskiego w skrócie deklarowali swoje miejsce urodzenia w dokumentach amerykańskich. Najistotniejsza więc była dla mnie data urodzenia. Dokument wymienia również żonę i wszystkich członków rodziny Arnolda:

  • żona Pearl Post ur. w Suwałkach (datę urodzenia pominięto)
  • i dzieci: Annie Post ur. 20 lutego 1892 r. w Suwałkach,
  • Ethel Post ur. 15 maja 1894 r. w Suwałkach,
  • Emil Post ur. 10 lutego 1897 r. w Suwałkach.

Wszyscy mieszkali podówczas Na dokumencie widnieje data 24 marca 1909 r.) w Nowym Jorku pod numerem 211 przy ulicy 117 West.

Suwałki były tu powtórzone tyle razy, że zaczynałem wątpić czy rzeczywiście rodzina pochodziła z Augustowa. Konieczne było więc odszukanie dokumentów imigracyjnych. We wniosku naturalizacyjnym znajduje się jeszcze jedna, kluczowa wręcz informacja. Cytuję: Wyemigrowałem do Stanów Zjednoczonych z Hamburga, Niemcy w dniu około 18 stycznia roku pańskiego 1903 i przybyłem do portu Nowy Jork w Stanach Zjednoczonych na statku "Auguste Victoria".

Po szybkim sprawdzeniu historii rejsów tego statku stwierdziłem, że Arnold Prost musiał przybyć do Nowego Jorku 12 dni po wypłynięciu z Hamburga, czyli 30 stycznia tamtego roku. Wystarczyło odszukać listę pasażerów przybyłych na Ellis Island tego konkretnego dnia i być może uda się rozwiązać zagadkę pochodzenia rodziny. Czytając dalej artykuł profesora zauważyłem, że dość dokładnie zbadał on wszelakie osoby przybyłe do Nowego Jorku o nazwisku Post. Założyłem więc, że Arnold Post musiał przybyć pod innym nazwiskiem a być może również innym imieniem. Mogło to być nazwisko zbyt trudne do wymówienia w języku angielskim, ale zapewne w jakimś stopniu powiązane z używanym w USA nazwiskiem Post.

Odnalazłszy listę pasażerów ze statku "Auguste Victoria" przybyłych tamtego dnia do USA cierpliwie przeszukiwałem ja wiersz po wierszu. I w pewnym momencie... bingo! Lista nr 12 str. 797 wiersz 18. Jest tam wymieniony Aron Postawelsky mający lat 35. Przybywa do swojego brata Josua Postawelskiego. Wiek się zgadza, a co istotne jako ostatnie miejsce swojego pobytu wymienia Augustowo (czyli Augustów). Imię Aron zostało więc zmienione na Arnold a nazwisko Postawelsky (Postawelski) na Post.

Gdy na początku XIX wieku Żydzi zostali zmuszeni do przybrania nazwisk dziedzicznych wielu z nich wybierało nazwisko związane np. z miejscem zamieszkania lub urodzenia. Pojawiały się nazwiska takie jak Grodzieński, Ludwinowski, Serwiański itp. Być może nazwisko Postawelski powiązane jest z miejscowością Postawy znajdującą się obecnie na północnych kresach Białorusi?

Ustalenie nazwiska było więc podstawą do dalszych poszukiwań, które dość szybko zakończyły się sukcesem. Szukając Postawelskich przybyłych do USA po 1903 roku (emigracja Arona, czyli Arnolda) a przed 1909 rokiem (wniosek o naturalizację) szybko natknąłem się na rodzinę Postów vel Postawelskich. 30 kwietnia 1904 r.  na pokładzie statku "Friedrich der Grosse" przybywa na Ellis Island rodzina składająca się z Perle (żony Arnolda) lat 36, dzieci: Channe (córka) lat 15, Esther (córka) lat 11 i Chaim (syn) lat 6. Do rodziny zalicza się również Rywka Sterling - siostra najprawdopodobniej Perle. W rubryce "Krewny do którego przybywają..." podają Arnold J. Prost. Szybko więc, bo po półtora roku pobytu w USA, głowa rodziny zaczęła używać nowego imienia i nazwiska.

Wiek dzieci zgadza się z danymi podanymi przez Arona we wniosku o naturalizację. Imiona można zmapować tak: Channe -> Anne, Esther -> Ethel, Chaim -> Emil. Lista posażerów potwierdza po raz wtóry, że rodzina mieszkała w Augustowie.

Tyle udało mi się ustalić w temacie pochodzenia Emila Posta. Jeśli chodzi o jego akt urodzenia z Augustowa, to raczej się on nie znajdzie ze względu na przetrzebione przez wojenne zawieruchy dokumenty z tego miasta. Ale generalnie fajna zabawa detektywistyczna 🙂

Dokumenty imigracyjne Arnolda Posta

 

Opublikowano Jeden komentarz

Emil Leon Post – współtwórca podstaw informatyki z Augustowa

Wstęp

Emil Post to wybitny logik, współtwórca podstaw informatyki teoretycznej. Jego życiorys i dokonania naukowe były przedmiotem wielu opracowań. ich autorami byli najwybitniejsi logicy i informatycy teoretycy. i właśnie dlatego, mimo, że trudno jest powiedzieć coś nowego na temat Emila Posta, kiedy chcemy mówić o żydowskich naukowcach z Podlasia, tej postaci nie wolno pominąć.

Augustów i Żydzi augustowcy

Osadnictwo w okolicach Augustowa (Ogustove [jidisz], Августов, Augustavas [litewski], Oygstova, Yagestov, Yagistov, Yagustova) datuje się na 9 tys. lat przed p.n.e. od V w. p.n.e. okolicę zasiedlały plemiona bałtyckie. W średniowieczu do czasu pokonania ich w końcu XIII w. przez Krzyżaków, byli tu Jaćwingowie. Ponowna kolonizacja okolic Augustowa ma miejsce po pokoju melneńskim w 1422 r.

Pierwsza pisana wzmianka o osadzie pochodzi z 1496 r. i dotyczy komory pobierającej myto u przeprawy rzecznej. Począwszy od 1550 r. osada rozwija się za sprawą Zygmunta Augusta, króla Rzeczpospolitej Obojga Narodów i Wielkiego Księcia Litewskiego (Szlaszyński i Makowski, 2007). Prawa miejskie (prawo magdeburskie, dokument spisano w języku staroruskim) i herb królewski oraz nazwa ,,Augustów” nadane zostały miastu 17 maja 1557 r. przez króla Zygmunta augusta. Pierwszym wójtem był Jędrzej Morzycki (Moryczki).

Czytaj dalej

Opublikowano Jeden komentarz

Historie nieprzeoczone – Sąsiedzi

Wkrótce premiera oczekiwanej książki Józefa Matyskieły pt. "Historie nieprzeoczone. Znad Biebrzy, Netty i Kanału Augustowskiego". Aby pokazać jak ciekawą pozycją jest ta publikacja, prezentujemy jeden z trzydziestu rozdziałów z tej książki pt. "Sąsiedzi". Pozostałe są równie interesujące, pełne informacji i fotografii z archiwum rodziny autora, a przede wszystkim relacji najstarszych mieszkańców regionu. Książkę można nabyć w naszym sklepie internetowym.

Mój stryj Mieczysław Matyskieła był wziętym kowalem. Swego fachu uczył się przed wojną u żydowskich kowali Chijeła i Chackiela w Sztabinie. Od imienia pierwszego z nauczycieli zawodu pochodził późniejszy przydomek stryja – „Chijeł”. Tenże Chijeł ponaglał nieraz swoją opieszałą małżonkę słowami: „Dicha, Boba!”. W miejscu dzisiejszego Banku Spółdzielczego mieszkał nieznany dziś z nazwiska krawiec.

W przedwojennym krajobrazie naszych miasteczek i wsi była obecna ludność żydowska. W Jaziewie mieszkał przedstawiciel tej znanej z doskonałej znajomości spraw finansowych i handlowych nacji. Nazywał się Lejbka. Jego żona chodząc utykała. Wynajmował on wraz z rodziną niewielki domek w małym końcu wsi, naprzeciwko posesji Ludwika Matyskieły i prowadził tam sklepik. Właściciel tego domku Kazimierz Aniszko otrzymał go wraz z 1 hektarem łąki w spadku po ciotce Grabowisze. Sąsiadem Lejbki od strony lasu był ożeniony z Władysławą Suchwałkówną Władysław Wiszniewski, mieszkający pod jednym dachem z rodziną żony. Po przyjściu Sowietów w 1939 roku Wiszniewski pełnił we wsi funkcję predsiedatiela sielsowietu. Po drugiej stronie żydowskiego interesu mieszkała – również w małym domku – rodzina Jarmoszków.

W sklepiku sprzedawano przysłowiowe „mydło i powidło”, czyli towary pierwszej potrzeby, takie jak: chleb, kajzerki, cukier, cukierki, wódkę, śledzie, sól, przyprawy, papierosy, zapałki, mydło, igły, nici, naftę, świece czy smarowidło do wozów. Dopuszczalny był też handel wymienny. Za jedno jajko można było dostać na przykład agrafkę. Co kilka dni Lejbka wyruszał po zaopatrzenie do Augustowa lub Suwałk, wioząc do miasta skupione we wsi jaja lub jakiegoś cielaka. Zaprzęgał w tym celu do furmanki „kutego na wszystkie cztery” kasztana, który latem „był na zadaniu”, czyli pasł się na pastwisku u Ludwika Matyskieły. Starsi chłopcy nieraz dla grandy przywiązywali tylne koło żelaźniaka do słupa i mimo użycia bata wóz nie mógł ruszyć.

W piątek przed szabasem sklepik był zamykany wcześniej niż zwykle. Rozpoczynając o zachodzie słońca świętowanie, Lejbka nieraz zapomniał zamknąć drzwi od środka i niejeden spóźniony klient, wchodząc tam mógł usłyszeć dochodzące z sąsiedniego pokoju słowa modlitwy, wypowiadane w niezrozumiałym i pełnym pochrząkiwań języku. Zrobiwszy kilka kroków dalej i odsłoniwszy lekko kotarę, mógł ujrzeć Żyda ubranego w czarny chałat, z jarmułką na głowie, kiwającego się jak w transie w blasku szabasowych świec, który – choćby świat miał się walić – za nic nie przerwałby swojej modlitwy.

Lejbka miał dwie córki: Dorkę i Dopkę oraz dwóch młodszych synków: Chaimka ur. w 1932 roku i nieco młodszego Berka. Młode Żydówki na początku lata przyjeżdżały ze szkół do Jaziewa na wakacje. Ich niepospolita uroda intrygowała miejscową kawalerkę. Wieczorami zbierali się gromadnie wokół sklepu i nie wiadomo, co by się stało, gdyby przezorny Żyd czym prędzej nie wywiózł córek do rodziny w mieście.

Mężczyzna w okularach to Zejdeke Merecki, sztabiński rzeźnik. Poni-żej jego siostrzenica Fejga (przeżyła Shoah) i siostrzeniec Meir (zginął w Treblince). Pozostałe osoby to dwaj niespokrewnieni mieszkańcy Jasionówki. Fotografia pochodzi z książki wydanej w języku angielskim przez siostrzeńca Zejdeke Mereckiego Berla Schustera (tytuł po polsku to „Umrę nie dziś, lecz jutro”). Fotografię udostępniła p. Joanna Ko-szycka ze Sztabina
Mężczyzna w okularach to Zejdeke Merecki, sztabiński rzeźnik. Poniżej jego siostrzenica Fejga (przeżyła Shoah) i siostrzeniec Meir (zginął w Treblince). Pozostałe osoby to dwaj niespokrewnieni mieszkańcy Jasionówki. Fotografia pochodzi z książki wydanej w języku angielskim przez siostrzeńca Zejdeke Mereckiego Berla Schustera (tytuł po polsku to „Umrę nie dziś, lecz jutro”). Fotografię udostępniła p. Joanna Koszycka ze Sztabina

Chłopcy nie chodzili jeszcze do szkoły i bardzo chętnie przebywali w sąsiedztwie u swoich polskich rówieśników. Upewniwszy się, że matka nie widzi, często zajadali się kapustą gotowaną na wieprzowinie w domu niejednego z nich.

Na pamiątkę czterdziestoletniej wędrówki z Egiptu do ziemi obiecanej obchodzono na przełomie września i października hebrajskie święto szałasów – Sukkot. Mimo jesiennego chłodu i deszczu rodzina Lejbki przeprowadzała się do skleconego z jedliny i słomy szałasu – kuczki. Spożywano tam posiłki i odprawiano modły. Miejscowe łobuzy dokuczały pobożnym Żydom, przewracając szałas lub wsuwając na tyczce wieszkę słomy do środka. Ci, za każdym razem, musieli zaczynać modlitwę od początku.

Na jakieś dwa lata przed wybuchem wojny Lejbka opuścił Jaziewo i przeniósł się z rodziną do domu zakupionego w Augustowie koło „Klęczącego Pana Jezusa”. Sklepik przejął Jan Bielawski, który handlował tam do wybuchu wojny. W pożydowskiej chatce mieszkali w czasie wojny: Kosakowski Garbaty z rodziną, Bogdanka i Suchwałczycha z trójką dzieci. Co się zaś stało z rodziną Lejbki w czasie Zagłady? W Księdze Pamięci Żydów Augustowskich, w wykazie rodzin żydowskich wysłanych z getta do Treblinki widnieje wpis: Lejb Biedak z rodziną. Jest wielce prawdopodobne, że jest to właśnie rodzina jaziowskiego sklepikarza.

W Sztabinie istniał kahał, czyli żydowska gmina. Na Rybackiej była bożnica i większość żydowskich zabudowań. Mieszkał tam też rzeźnik Zejdek Merecki, który rozwijał swój interes, dostawiając coraz to nowe budy. Wieprze i woły kupował w okolicznych wsiach, a środkiem transportu zwierząt była furmanka. W pamięci mojej mamy pozostało następujące zdarzenie:

Czytaj dalej

Opublikowano Dodaj komentarz

O nazwiskach Żydów

Od jakiegoś czasu powraca dyskusja na temat nazwisk Żydów mieszkających na obszarach m.in. Suwalszczyzny, zwłaszcza w kontekście indeksacji. Spróbuję tym artykułem wyjaśnić przynajmniej część wątpliwości.

Do końca XVIII w. Żydzi nie posiadali stałych nazwisk. Niezależnie od powodów takiego stanu rzeczy, sprawiali tym samym sporo kłopotu swoim władzom zwierzchnim. W XVIII w. Żydów identyfikowano imieniem oraz patronimem z sufiksem ‑owicz, np. Hirsz Wolfowicz, Lejba Gierszonowicz itp. W podstawach tych patronimów leżą wyłącznie żydowskie imiona (w podanych przypadkach: Wolf, Gerszon). Czasami, dodatkowo lub zamiennie z patronimem do identyfikacji wykorzystywano wykonywany zawód, np. Idzko Hirszowicz krawiec, Mosze Boruchowicz szynkarz itp. Zawody dodawano zapewne z tego powodu, że liczba imion żydowskich była ograniczona i licznie pojawiały się osoby o tych samych imionach i patronimach.

Pod koniec XVIII w. nastąpiło uproszczenie powyższego zapisu, można by rzec, uwstecznienie. Zapisy wyglądały w następujący sposób: Lejzor syn Izaaka, Owsiej syn Pejsacha. Patronim zanikł zupełnie. W dalszym ciągu czasem dodawano zawód wykonywany, dla bardziej precyzyjnej identyfikacji.

Jeszcze gorzej sytuacja wyglądała w przypadku kobiet, co wynikało z ich sytuacji prawno-społecznej w owych czasach. Najczęściej kobieta występuje jako czyjaś żona, córka i jest identyfikowana wyłącznie przy pomocy imienia, np. zrodzony z Lejby Wolfowicza i Sory żony jego. Sporadycznie, najczęściej w przypadku wdów do imienia kobiety dodawano imię żyjącego lyb zmarłego męża, np. Gitla Josielowa.

Podsumowując najważniejszym elementem w identyfikacji Żydów było imię. Imię występuje zawsze, podczas gdy dodatkowe elementy identyfikacyjne są niestabilne i przeżywają różne koleje losu na przestrzeni czasu. Największe znaczenie przy nadawaniu imienia miała tradycja narodowa. Korzystano z zasobów imiennictwa starotestamentowego imion ukształtowanych na bazie leksykalnej języka hebrajskiego, aramejskiego, akadyjskiego. Tworzono również imiona jidyszowe na bazie języków europejskich, głównie niemieckiego.

Imiona biblijne występują w różnych obocznych formach fonetycznych, np. biblijne Jakub występuje także w postaci Jankiel, IcchakIzaak, MoszeMojżesz, SamuelSzmul.

W praktyce decydujące znaczenie dla upowszechnienia się nazwisk miało znalezienie się społeczności żydowskiej pod rządami nowożytnych scentralizowanych monarchii, dążących do objęcia ich swą kontrolą biurokratyczną, oraz wymogi stosowanego przez nie prawa. Edykt króla Prus z 1796 r. nakazywał Żydom przyjąć nazwiska. Komisje magistrackie nadawały Żydom nazwiska o niemieckim brzmieniu. Dochodziło przy tym do rozmaitych nadużyć; ładnie brzmiące nazwiska kosztowały znacznie więcej niż pospolite. Ubogim niejednokrotnie nadawano nazwiska ośmieszające ich lub pogardliwe. Od 1806 pracę nad tym zadaniem kontynuowała administracja polska, która – rzecz jasna – skłaniała się do nadawania nazwisk o polskim brzmieniu. Postanowienie Namiestnika Królestwa Polskiego z 27 marca 1821 r. nakazywało Żydom w ciągu sześciu miesięcy zadeklarować i udowodnić spisami ludności używane poprzednio imię i nazwisko, oraz używać ich odtąd w niezmienionej formie.

Jako najważniejsze przytaczam je poniżej:


W Imieniu Nayiaśnieyszego

ALEXANDRA I

Cesarza Wszech Rossyi

Króla Polskiego etc. etc. etc.

Xiąże Namiestnik Królewski w Radzie Stanu.

Gdy iest przyzwoitém, aby i żydzi iak inne klassy mieszkańców mieli stałe nazwiska, do czego iuż Rząd Pruski w roku 1797 pod datą 17. Kwietnia wydał stosowne urządzenie, na przełożenie Komissyi Rządowéy Spraw Wewnętrznych i Policyi stanowiemy co następuie:

Artykuł 1.

Każdy żyd w Królestwie Polskiém zamieszkały winien p przeciągu sześciu miesięcy od daty ogłoszenia ninieyszéy ustawy deklarować i udowodnić spisami ludności przed urzędem publicznym swoie imie i nazwisko iakich dotąd używał, i takowe nadal nieodmiennie używać będzie we wszystkich interessach, wraz z potomkami swemi wszelkiego stopnia, co również ściąga się do wdów tegoż wyznania, niemniey niewiast rozwiedzionych, niezamężnych, lub w separacyi będących. Ktokolwiek zaś z nich dotąd imienia i nazwiska stałego nie miał, lub udowodnić nie może, powinien oświadczyć iakie odtąd przyiąć i nadal używać będzie.

Artykuł 2.

Deklaracye takowe składane będą protokólarnie w mieście Warszawie i w miastach municypalnych przed prezydentami, w innych zaś miastach tudzież z wsiów przed Komissarzami Obwodowemi.

Artykuł 3.

Na wpisywanie podobnych deklaracyy będę osobne księgi oprawne i parafowane, które służyć maią raz na zawsze iako stały dowód nazwisk żydowskich i iako środek kontrolli w razie przestąpienia.

Artykuł 4.

Po przyięciu deklaracyi każdego żyda, będzie mu wydane z księgi urzędowe świadectwo, iakiego wolno mu iest używać nazwiska; formę tych świadectw przepisze Komissya Rządowa Spraw Wewnętrznych i Policyi.

Artykuł 5.

Po upłynnieniu sześciu miesięcy od ogłoszenia ninieyszey uchwały, nie będzie nigdzie przyięty żaden akt urzędowy z żydem ani żydówką, ieśli nie okażą właściwemu urzędowi świadectwa, o którém po wyższym artykule iest mowa.

Do przestrzegania tego przepisu są obowiązani wszyscy Urzędnicy kraiowi pod odpowiedzialnością.

Artykuł 6.

Przełożeni tak dotąd zwanych kahałów obowiązani są w swoich gminach dopilnować, aby każdy żyd w czasie artykułem 1. oznaczonym złożył deklaracyą swego nazwiska i pozyskał na to świadectwo. Gdyby bowiem w przyszłości dopuścił się iakowego nadużycia, które z nieposiadania takowego świadectwa pochodzićby miało, w tenczas, nietylko on sam, lecz i gmina podlegać będą odpowiedzialności.

Artykuł 7.

Dopełnienie ninieyszego postanowienia, które w Dzienniku Praw ma bydź umieszczone, wszystkim Komssyom Rządowym polecamy.

Działo się w Warszawie na posiedzeniu Rady Administracyinéy d. 27. Mca Marca 1821 roku.

(podpisano) Zaiączek.

Minister Spraw Wewnętrznych i Policyi

(podpisano) T. Mostowski

Radca Sekretarz Stanu Generał Brygady

(podpisano) Kossecki.

Zgodno z oryginałem.

Radca Sekretarz Stanu Generał Brygady

(podpisano) Kossecki.

Zgodno z Wypisem.

Minister Sprawiedliwości

M. Badeni.

W zastępstwie Sekretarza Jeneralnego

Szef Bióra

Antoni Podbielski

Dzień ogłoszenia d. 30. Kwietnia 1821 roku.


Żydom nadawano nazwiska o różnym brzmieniu. Często pochodziły one od miejsca pochodzenia osoby, np. Grodzieński, Kuriański, Sztabiński, od imienne, np. Jakubczak, Koplewicz, Janklewicz od Jakuba, Ajzykiewicz, Sajewicz od Izaaka, Lewiński, Lewkowicz od Lejba. Również patronimy, o których wcześniej pisałem, przekształcały się w nazwiska we współczesnym rozumieniu. np. Moszkowicz, Abramowicz. W niektórych przypadkach patronimy przybierały formy charakterystyczne dla centralnej Polski, czyli z końcówką –ski, –cki, np. Boruchowski, Nachalski itp.

Należy również pamiętać, że Żydzi nie posiadali ziemi, a zatem mogli swobodnie przemieszczać się z miejsca na miejsce. Stąd dość szybko na obszarach zaboru rosyjskiego zaczęły pojawiać się nazwiska pochodzące z Prus, z różnymi niemieckimi końcówkami, które łączone z imieniem dawały pojęcie o głowie rodziny. Dla przykładu:

  • baum (niem. Baum „drzewo”): Goldbaum (od imienia żeńskiego Golda); Nusbaum (od imienia męskiego. Nusen); Obetbaum (od imienia męskiego Obed);
  • berg (niem. Berg „góra”): Ejzenberg (od imienia Isaak); Naumberg (od imienia Naum); Goldberg (od imienia Golda); Lewinberg (od imienia Lewi);
  • feld (niem. Feld „pole”): Hirszfeld (od imienia Hirsz); Zysfeld (od imienia żeńskiego Zysa); Zytenfeld (od imienia żeńskiego Zyta);
  • sztejn/-sztajn (od niem. Stein „kamień”): Adelsztejn, Ejdelsztejn (od imienia Adel, Edel); Finkelsztajn (od imienia Finkel); Goldsztejn/Goldsztajn (od imienia Golda);

Jamiński Zespół Indeksacyjny indeksuje metryki i inne dokumenty z obszaru Suwalszczyzny – niezależnie od wyznania występujących tam osób. W naszych indeksach znajdziemy więc kilka tysięcy wpisów dotyczących Żydów, głównie z okresu 1808-1825, kiedy to w jednej księdze stanu cywilnego spisywano chronologicznie metryki niezależnie od wyznania. Pewne wątpliwości może budzić sposób indeksacji osób wyznania mojżeszowego, w związku z niestałością ich nazwisk. Na szczęście rozszerzony format indeksacji jaki przyjęliśmy ma osobną rubrykę dla nazwiska osoby głównej i nazwiska ojca. Żydowskie patronimy znakomicie się w nią wpisują. Dla ujednolicenia przyjęliśmy również zapis nazwiska patronimicznego z końcówką –owicz.

Przykładowo gdy metryka urodzenia dotyczy Izaaka syna Hirsza Wolfowicza, jako osobę urodzoną zapisujemy Izaaka Hirszowicza, a ojcem jest Hirsz Wolfowicz. Często sumariusze roczne listujące imiona i nazwiska osób z księgi błędnie podają w takim przypadku Izaaka Wolfowicza zamiast Izaaka Hirszowicza, na co chciałbym zwrócić szczególną uwagę. Dopiero nakaz ustanowienia nazwisk dziedzicznych dla Żydów zmieniał tę sytuację.

 

Opublikowano Dodaj komentarz

Sokol Brothers – wycinki z gazet

Poniżej zamieszczamy kilkanaście wycinków prasowych dotyczących trzech braci Sokolskich, pochodzących z Augustowa, którzy wyemigrowali w 1918 r. do USA i założyli w New Britain, Connecticut, dobrze prosperującą fabrykę płaszczy. Pełna historia Fabryki Płaszczy Braci Sokol, będąca ucieleśnieniem spełnionego amerykańskiego snu, dostępna jest w publikacji pt. Ludzie wielkich marzeń autorstwa Naomi Sokol Zeavin i dr. Donalda Z. Sokol.

Opublikowano Dodaj komentarz

Spotkanie “Pamięć o augustowskich Żydach” – 28 stycznia 2023 r.

Pierwotnie spotkanie promujące „Księgę pamięci Żydów augustowskich” oraz pamięć o augustowskiej społeczności Żydów w ogóle miało się odbyć w pobliżu 5 listopada ub. r., czyli w bezpośrednim sąsiedztwie 80. rocznicy likwidacji getta w Augustowie przypadającej na 2 listopada. Jednocześnie zależało mi na obecności obu pań tłumaczek, czyli Magdaleny Sommer i Moniki Polit. Termin był zbyt krótki i nie wszystkim pasował. Padło więc na 28 stycznia. Wprawdzie oddaliliśmy się w ten sposób od rocznicy likwidacji getta, ale za to pojawiło się wystarczająco dużo czasu na ukończenie montażu filmu związanego z pamięcią o augustowskich Żydach. Pomyślałem więc, że premiera filmu będzie znakomitym wstępem do dyskusji na temat pamięci o dawnej społeczności Augustowa, której Żydzi byli nieodłącznym elementem.

Uczestnicy

Z ramienia Jamińskiego Zespołu Indeksacyjnego do prowadzenia spotkania zgłosiła się Ula Zalewska, pasjonatka genealogii, historii i kultury regionu. Wkrótce opracowała scenariusz spotkania, w którym prócz Magdy Sommer i Moniki Polit wzięłaby teraz udział autorka filmu Patrycja Zięcina oraz jedna z najstarszych mieszkanek Augustowa, pani Mira Kamińska – pamiętająca przedwojenne czasy, w tym również żydowską społeczność. Zebranie tylu osób, poza panią Mirą aktywnie zawodowych w jednym, odległym zakątku Polski łatwe nie było, ale się udało.

  • Pani Mira Kamińska – rodowita Augustowianka, świadek historii Żydów w Augustowie; dba o pamięć o przedwojennym mieście, w tym o ludziach tworzących żydowską społeczność Augustowa („Pamiętam co było przed wojną i staram się to przekazać następnym pokoleniom, bo dopóki jeszcze mówi się o nich, jest pamięć, to ci ludzie żyją”);
  • Pani Magdalena Sommer – lektorka, tłumaczka języka hebrajskiego; pracuje w Fundacji im. Prof. Mojżesza Schorra, gdzie uczy współczesnego jęz. hebrajskiego; zajmuje się także tłumaczeniami z języka hebrajskiego – zarówno użytkowymi, jak i literackimi; tłumaczyła książki światowej sławy izraelskich autorów, tj. np.: Ceruja Szalew, Amos Oz, Eszkol Newo czy Dawid Grossman; szczególnie interesuje się okresem odnowy języka hebrajskiego i początkami hebrajskiej kultury współczesnej; przetłumaczyła hebrajskojęzyczną część KPŻA;
  • Dr Monika Polit – literaturoznawczyni, wykładowczyni języka i literatury jidysz, tłumaczka; pracuje na stanowisku adiunkta w Centrum Badania i Nauczania Dziejów i Kultury Żydów w Polsce im. Mordechaja Anielewicza na Wydziale Historii Uniwersytetu Warszawskiego; kierowała tłumaczeniem około 100 stron KPŻA z języka jidysz przez zespół studentów historii i kultury Żydów z Wydziału Historii UW;
  • Pani Patrycja Zięcina – absolwentka Studiów Filologiczno-Kulturoznawczych ze specjalizacją angielską, hiszpańską i włoską na Uniwersytecie Warszawskim oraz Akademii Filmu i Telewizji w Warszawie na kierunku Reżyseria; przez wiele lat pracowała jako przewodniczka miejska w Warszawie, obecnie zajmuje się tworzeniem treści w redakcji mediów społecznościowych Polskiego Radia. Wyreżyserowała i zrealizowała film dokumentalny „Księga (nie)pamięci” dotyczący projektu KPŻA i pamięci o augustowskich Żydach.

Przygotowania

Spotkanie zostało zaplanowane na sobotę 28 stycznia w sali widowiskowej Augustowskich Placówek Kultury (APK) przy Rynku Zygmunta Augusta w Augustowie. Pani Alicja Bajkowska z APK pod czujnym okiem pani dyrektor Anny Jastrzębskiej koordynowała przygotowania, w ramach których pani Renata Rybsztat opracowała plakat zachęcający do uczestnictwa w spotkaniu. Plakat był rozwieszony w kilku miejscach w Augustowie, a jego cyfrowa kopia już na dwa tygodnie przed spotkaniem podbijała Internet.

Plakat informacyjny autorstwa Renaty Rybsztad
Plakat informacyjny autorstwa Renaty Rybsztat

 

Wszyscy uczestnicy (poza panią Mirą) spotkali się sobotniego poranka w jednej z augustowskich kawiarni, by omówić przebieg spotkania i rozładować stres narastający wraz ze zbliżającą się godziną 17. Tym bardziej, że spotkanie wiązało się z debiutami: Patrycji w roli reżyserki filmu i Uli w roli prowadzącej spotkanie. Na szczęście dzięki kawie i deserom, a przede wszystkim nieskrępowanej rozmowie napięcie zostało rozładowane błyskawicznie!

Przygotowania do spotkania. Fot. Krzysztof Zięcina
Przygotowania do spotkania. Fot. Krzysztof Zięcina

 

Panie tłumaczki błyskotliwie opowiadały o drugim dnie historii opowiedzianych w „Księdze pamięci”, pułapkach i trudnościach tłumaczeń z hebrajskiego i jidysz, o różnicach pomiędzy księgą augustowską, a księgami pamięci z innych miast i miasteczek oraz o kulturze i języku Żydów w ogóle – cyzelowaliśmy scenariusz. Spotkanie, które zaplanowaliśmy na około 1 godzinę przeciągnęło się do 2,5 godziny!

Po spotkaniu do naszej grupki dołączyła Aneta Cich, również członkini JZI i jednocześnie przewodniczka turystyczna, i rozpoczęliśmy szybką wycieczkę po Augustowie. Rozpoczęliśmy ją od zwiedzenia wystawy fotograficznej w Domu Kultury otwartej ledwie dzień wcześniej. To wystawa Wojtka Kaszleja, który zaprezentował bardzo ciekawe zestawienie fotografii. Otóż każde stanowisko składało się z trzech zdjęć: oryginalnego zdjęcia przedwojennego Augustowa i okolic wykonanego przez Judela Rotsztejna (a więc najbardziej znanego nam, gojom, augustowskiego Żyda), tego samego zdjęcia przetworzonego cyfrowo do dużych rozmiarów i pokolorowanego oraz zdjęcia wykonanego współcześnie w miarę możliwości przedstawiającego to samo ujęcie i tą samą perspektywę co na zdjęciu sprzed niemal 100 lat. Jednym słowem można było zwiedzić Augustów, ten współczesny i ten dawny, w ciągu pół godziny.

Fragment wystawy Wojciecha Kaszleja pt. "Teraz Wtedy. Przedwojenna fotografia Augustowa w bliższej odsłonie". Fot. Krzysztof Zięcina
Fragment wystawy Wojciecha Kaszleja pt. „Teraz Wtedy. Przedwojenna fotografia Augustowa w bliższej odsłonie”. Fot. Krzysztof Zięcina

 

Ostatnim etapem przygotowań była wycieczka ul. Mostową, przez cmentarz chrześcijański do pomnika wzniesionego na starym cmentarzu żydowskim. Tam Magda Sommer odczytała z hebrajskiego jedyną czytelną inskrypcję z macewy: Noach Josef syn Moszego (S)erwianski. Nota bene o Serwiańskich sporo w KPŻA!

Przy pomniku upamiętniającym augustowskich Żydów na Zarzeczu. Fot. Krzysztof Zięcina
Przy pomniku upamiętniającym augustowskich Żydów na Zarzeczu. Fot. Krzysztof Zięcina

Spotkanie

Do Domu Kultury przybyłem nieco wcześniej. Sala była już przygotowana, krzesełka na scenie ustawione, nagłośnienie i oświetlenie sprawdzone. Wkrótce nasz kolega z JZI Piotr Godlewski rozstawił swój sprzęt do rejestracji spotkania (dwie kamery) oraz telefon na statywie, dzięki któremu możliwa była transmisja spotkania na żywo na naszym profilu na Facebooku.

W foyer na stoliku powykładaliśmy książki naszego wydawnictwa. Tu chciałbym podkreślić rolę całego zespołu w tej części przygotowań. Książki należało przywieźć, wnieść, rozpakować, porozkładać, a po spotkaniu obsługiwać tych, którzy chcieli książki kupić. Nie wspomnę o informowaniu czy odpowiadaniu na pytania. To wszystko było możliwe dzięki Ryszardowi Korąkiewiczowi, Urszuli Wojewnik, Anecie Cich, Iwonie Truszkowskiej, Ewie Ostapowicz, Justynie Stolarskiej i Józi Drozdowskiej. Od zawsze twierdziłem, że zespół może zdziałać więcej niż każdy z pojedynczych jego członków. To spotkanie było perfekcyjnym tego przykładem.

Zainteresowani nadciągali tłumnie. O godzinie 17:00 w sali widowiskowej nie było już wolnych miejsc siedzących! A jeszcze pojawiali się spóźnialscy, którzy musieli szukać ratunku na dostawkach.

O 17:05 Ula wkroczyła na scenę i oficjalnie otworzyła spotkanie. Opowiedziała w skrócie o Jamińskim Zespole Indeksacyjnym (wydawało mi się, że wszyscy w Augustowie już o nas słyszeli, ale okazuje się, że na sali były osoby, które usłyszały o naszym stowarzyszeniu po raz pierwszy), a następnie zapowiedziała premierową emisję filmu „Księga (nie)pamięci”.

Film

W tej chwili jedynym śladem po augustowskich Żydach jest pomnik na dawnym cmentarzu na Zarzeczu, kilkanaście macew na Barakach oraz dawne żydowskie kamienice, rozproszone przy rynku i głównych ulicach, których pierwotnego przeznaczenia nie pamięta prawie nikt. A przecież kiedyś nikt nie wyobrażał sobie tego miasta bez żydowskich kramów, domów modlitwy, zapachu ryby po żydowsku, wszechobecnego języka jidysz. Film podąża nielicznymi śladami niegdyś prominentnej żydowskiej społeczności starając się przywrócić pamięć o tej ważnej, lecz zapomnianej części historii.

Film został zrealizowany niemal w całości społecznie. Oto lista osób, które włożyły swój wkład w powstanie filmu:

  • Reżyseria – Patrycja Zięcina
  • Zdjęcia – Kacper Głodkowski, Sandra Matyszewska
  • Dźwięk – Wojciech Kaftanowicz
  • Montaż – Michał Kurowski
  • Muzyka – Kuba Kwiatkowski
  • Produkcja – Marta Chabros

Film zostanie zgłoszony do jednego z festiwali filmów dokumentalnych, ale tutaj można zobaczyć jego trailer. Pełna wersja filmu trwa około 20 minut.

Emisji filmu towarzyszyły wielkie emocje. Sceny i przekaz był niezwykle wzruszający. Mimo, że film widziałem na różnych etapach produkcji kilkukrotnie, to podczas sobotniej premiery wyjątkowo mocno go przeżywałem. Nie wiem czy dlatego, że zrealizowała go moja córka, czy dlatego, że widziałem go w ostatecznej wersji z adekwatną muzyką, czy może dlatego, że oglądałem go razem z ponad setką osób podobnie przejętych jak ja.

Kadr z filmu "Księga (nie)pamięci". Reż. Patrycja Zięcina
Kadr z filmu „Księga (nie)pamięci”. Reż. Patrycja Zięcina

Dyskusja

Zakończenie filmu widownia nagrodziła gromkimi brawami. Światło na sali zapaliło się, ekran podniósł się do góry, a na rozświetloną reflektorami scenę weszły uczestniczki panelu dyskusyjnego.

Początkowo dyskusja toczyła się wokół filmu, później rozlała się na tematy związane z żydowską przeszłością Augustowa i upamiętnieniu augustowskich Żydów. Panie tłumaczki chętnie opowiadały o zjawisku ksiąg pamięci, o pewnej wyjątkowości księgi augustowskiej, o wyzwaniach przy tłumaczeniu. Opowieści pani Miry Kamińskiej o przedwojennym Augustowie chwytały za serce.

Po nieco dłuższej niż godzina rozmowie przyszedł czas na zaangażowanie publiczności. Kilka osób wspomniało o kontaktach członków ich rodzin z Żydami, inni z kolei mówili o upamiętnianiu augustowskich Żydów, a właściwie o trudnościach w realizacji tego zadania. Głos zabrali między innym historyk dr Łukasz Faszcza, nauczycielka bibliotekarka pani Monika Rowińska, a także pan Piotr Piłasiewicz, z którego inicjatywy utworzono żydowskie lapidarium na Barakach.

Dyskusja z publicznością. Na scenie od lewej Patrycja Zięcina, Magdalena Sommer, Monika Polit, Mira Kamińska, Urszula Zalewska. Fot. Krzysztof Zięcina
Dyskusja z publicznością. Na scenie od lewej Patrycja Zięcina, Magdalena Sommer, Monika Polit, Mira Kamińska, Urszula Zalewska. Fot. Krzysztof Zięcina

 

Burmistrz pan Mirosław Karolczuk swoją wypowiedzią wyraźnie podkreślił, że nie ma możliwości odtworzenia dawnego Augustowa, czy to w zakresie odbudowy budynku ratusza, czy cmentarza żydowskiego. Naszkicował możliwości w tym zakresie polegające na konstrukcji makiety dawnego miasta lub jego modelu 3D w wirtualnej rzeczywistości. Oba pomysły warte przejścia do etapu realizacji. Poparł również pomysł stworzenia podręcznika lub broszury przypominającej dzieciom i młodzieży dawną historię miasta ze szczególnym uwzględnieniem obecnej w nim społeczności żydowskiej.

Nie chcę pisać, że kto nie był na spotkaniu niech żałuje, bo wiem, że zainteresowanie było również wśród augustowskiej diaspory rozsianej po całej Polsce a nawet za granicą. Dlatego odsyłam do relacji zarejestrowanej z telefonu komórkowego dostępnej na profilu JZI na Facebooku.

Zakończenie

Na pewno spotkanie mogłoby trwać znacznie dłużej. Nikt nie opuścił sali przed jego zakończeniem. Panel dyskusyjny był niezwykle ciekawy, a dyskusja z publicznością inspirująca. Jesteśmy zmotywowani do dalszych działań w zakresie przypominania obecnym mieszkańcom Augustowa o jego dawnych mieszkańcach. Przy gromkich brawach wszystkie uczestniczki otrzymały podziękowania i kwiaty

Ceremonia wręczania kwiatów. Fot. Zofia Piłasiewicz
Ceremonia wręczania kwiatów. Fot. Zofia Piłasiewicz

 

Po zakończeniu spotkania foyer zatłoczyło się. Ustawiła się kolejka do zakupu książek (nie mam pojęcia jak koleżanki z JZI ogarnęły to wszystko!), mnóstwo osób zadawało pytania paniom tłumaczkom Magdzie Sommer i Monice Polit. Patrycja Zięcina już mniej oficjalnie opowiadała o swoim filmie. Niektórzy prosili gości o autografy. Były zdjęcia.

Tłoczno przy stoisku z książkami. Fot. Ryszard Korąkiewicz
Tłoczno przy stoisku z książkami. Fot. Ryszard Korąkiewicz

 

Podsumowując mogę powiedzieć, że było niezwykle ciekawie. Potwierdziły to nieoficjalne opinie zebrane wśród uczestników po spotkaniu. Również formuła spotkania (film + panel dyskusyjny) sprawdziła się doskonale. Liczę na to, że co jakiś czas, na różnych wydarzeniach, będziemy w stanie zgromadzić tak liczną grupę mieszkańców Augustowa w Domu Kultury prowadzonym przez Augustowskie Placówki Kultury, którym również serdecznie dziękujemy!

Chciałbym jednak przede wszystkim podziękować licznie przybyłej publiczności. Dla nas, członków takiego małego stowarzyszenia jest to największa forma uznania, że to co robimy i to w co wkładamy tak wiele naszego wolnego czasu jest ważne dla innych. Właśnie kontakt z Wami, czy to na spotkaniach, czy w mediach społecznościowych, czy poprzez publikacje na stronie www i książki jest naszym paliwem i mobilizuje do dalszej pracy.

Zdjęcie zbiorowe na zakończenie spotkania. Bez tych osób ani księga, ani film nie mogłyby powstać, a spotkanie w APK nie miałoby miejsca. Od lewej stoją: Łukasz Faszcza, Ryszard Korąkiewicz, Krzysztof Zięcina, Urszula Zalewska, Urszula Wojewnik, Patrycja Zięcina, Ewa Ostapowicz, Monika Polit, Magdalena Sommer, Józefa Drozdowska. W pierwszym rzędzie od lewej: Iwona Truszkowska, Aneta Cich, Justyna Stolarska. Fot. Ewa Zięcina
Zdjęcie zbiorowe na zakończenie spotkania. Bez tych osób ani księga, ani film nie mogłyby powstać, a spotkanie w APK nie miałoby miejsca. Od lewej stoją: Łukasz Faszcza, Ryszard Korąkiewicz, Krzysztof Zięcina, Urszula Zalewska, Urszula Wojewnik, Patrycja Zięcina, Ewa Ostapowicz, Monika Polit, Magdalena Sommer, Józefa Drozdowska. W pierwszym rzędzie od lewej: Iwona Truszkowska, Aneta Cich, Justyna Stolarska oraz nieobecny na zdjęciu, a obecny na spotkaniu Piotr Godlewski. Fot. Ewa Zięcina

 


Pamięć historii Żydów przywracamy i chronimy poprzez:

  • publikację i popularyzację żydowskich ksiąg pamięci: https://jzi.org.pl/sklep/, umieszczanie ich na rynku ogólnodostępnej literatury, a także w Internecie i mediach: https://tiny.pl/wtwrn
  • przybliżanie historii z życia gmin żydowskich poprzez m.in. indeksację i publikację akt metrykalnych z regionu (np. https://tiny.pl/wt9sm); baza danych na stronie www i w wyszukiwarce Geneo: https://jzi.org.pl/geneo/
  • publikację artykułów o tematyce żydowskiej (https://tiny.pl/wtc78 )

Podczas przygotowań do wydania „Księgi pamięci Żydów augustowskich” utworzono:

Wydaliśmy następujące publikacje związane z kulturą Żydów:

 

Opublikowano Dodaj komentarz

Księga (nie)pamięci – trailer

Spotkanie 28 stycznia br. w Miejskim Domu Kultury w Augustowie rozpoczniemy od premierowej emisji filmu dokumentalnego pt. „Księga (nie)pamięci”. Na razie przedstawiamy 37-sekundowy trailer.

W tej chwili jedynym śladem po augustowskich Żydach jest pomnik na dawnym cmentarzu na Zarzeczu, kilkanaście macew na Barakach oraz dawne żydowskie kamienice, rozproszone przy rynku i głównych ulicach, których pierwotnego przeznaczenia nie pamięta prawie nikt. A przecież kiedyś nikt nie wyobrażał sobie tego miasta bez żydowskich kramów, domów modlitwy, zapachu ryby po żydowsku, wszechobecnego języka jidysz. Film podąża nielicznymi śladami niegdyś prominentnej żydowskiej społeczności Augustowa starając się przywrócić pamięć o tej ważnej, lecz zapomnianej części historii.

Serdecznie zapraszamy na pokaz w sali widowiskowej APK! Potrwa ok. 20 minut.

Reżyseria
Patrycja Zięcina

Zdjęcia
Kacper Głodkowski
Sandra Matyszewska

Dźwięk
Wojciech Kaftanowicz

Montaż
Michał Kurowski

Muzyka
Kuba Kwiatkowski

Produkcja
Marta Chabros

Link do spotkania na facebooku: https://www.facebook.com/events/3226775710966312/

Opublikowano Jeden komentarz

Pamięć o augustowskich Żydach

Serdecznie zapraszamy na spotkanie pt. "Pamięć o augustowskich Żydach", które odbędzie się 28 stycznia 2023 r. o godzinie 17:00 w sali widowiskowej Miejskiego Domu Kultury w Augustowie, Rynek Zygmunta Augusta 9. Augustowskie Placówki Kultury są współorganizatorem tego spotkania.
Zaczniemy je premierową emisją filmu dokumentalnego "Księga (nie)pamięci" w reżyserii Patrycji Zięciny (film potrwa ok. 30 minut). Potem panel dyskusyjny z udziałem m.in. tłumaczek "Księgi pamięci Żydów augustowskich":
  • Magdalena Sommer (język hebrajski)
  • Monika Polit (język jidysz)
  • Patrycja Zięcina (realizacja filmu)
  • Mira Kamińska (żywy świadek historii Żydów w Augustowie)
Spotkanie poprowadzi nasza koleżanka z JZI - Urszula Zalewska.
Przy okazji spotkania można będzie nabyć książki naszego wydawnictwa związane z kulturą Żydów w Augustowie, a więc:
  • Księga pamięci Żydów augustowskich
  • Augustów. Historia w zdjęciach zapisana
  • Ludzie wielkich marzeń

Strona wydarzenia na facebooku: https://www.facebook.com/events/3226775710966312

Opublikowano Dodaj komentarz

Pocztówka z zapomnianej przeszłości

Augustów, ziemia suwalska
ul. Szkolna 4
Dawid Borowicz
Dla Marty

Korycin, 16 kwietnia 1920 roku

Kochana kuzynko Marto!

Otrzymałam Twoją kartkę, dziękuję za to, że do mnie pisałaś i za to, że o mnie nie zapomniałaś. My wszyscy, dzięki Najwyższemu, znajdujemy się w dobrym zdrowiu, bardzo chciałabym porozmawiać z Tobą osobiście… Cieszy mnie bardzo to, że Noach jest żołnierzem w Augustowie i że otrzymaliście pieniądze z Ameryki, ciocia otrzymała w tym tygodniu 6000 marek od swojego syna przez delegata. Nie przekazał on żadnych szczególnie interesujących wieści. Pozostańcie zdrowi i żyjcie dobrze. Wasza niezapomniana kuzynka Bobcia Kruk. Pozdrawiają was wszyscy krewni i znajomi. Pozdrawiam moją ciotkę, wujka i kuzyna życząc dobrego zdrowia. Mój ojciec, brat i siostry także pozdrawiają was wszystkich. Ciotka z Janowa już urodziła syna. Kochana kuzynko proszę do mnie napisać, przepraszam, że ja piszę tak mało i nieładnie. Adieu.

Awers kartki:

Tęsknota

Tęskni kwiat za rosą i promieniami i ptak za lasem.
Tęskni pustynia za źródłami a moje serce za Twoją postacią…


Pocztówka z kolekcji Macieja Pietrzaka
Tłumaczenie z języka jidysz: Kornelia Bałdyka, Katarzyna Kowalczyk, Ola Wydro i Maciej Staniszewski pod kierunkiem Moniki Polit

Rodzina Borowicz

Zwykła, sentymentalna pocztówka. Adresatem jest niejaki Dawid Borowicz mieszkający w Augustowie przy ul. Szkolnej. W tekście wspomniany jest również Noach – augustowski żołnierz. Kim oni byli? Czy przetrwali holocaust? Zajrzyjmy do „Księgi pamięci Żydów augustowskich” i sprawdźmy, czy te osoby są tam wspomniane. Czeka nas prawdziwa niespodzianka na str. 233 nawiązująca bezpośrednio do treści pocztówki! Tą niespodzianką jest całe wspomnienie napisane przez Noacha Borowicza, owego żołnierza, które w całości przytaczamy poniżej.

Minione czasy

Noach Borowic

Pożegnałem się z moim miastem w roku 1920, dwa tygodnie po święcie Pesach. Siedem tygodni wcześniej powołano mnie do polskiej armii. Zanim jednak zdążyłem zostać żołnierzem w pełnym znaczeniu tego słowa, wyjechałem na Litwę, bo nie chciałem by wysłano mnie do Kijowa do walki z bolszewikami. W wojsku radziliśmy sobie dobrze, bo wyróżnialiśmy się w ćwiczeniach. W moim batalionie był jeden mieszkaniec Augustowa, Reuwke Beker (syn szewca), który znał pełno zabawnych historii, umiał też grać na harmonijce i tańczyć polskie tańce. Między innymi zadziwiał wszystkich tańcząc na rękach do melodii wygrywanej na harmonijce. Polacy bardzo go lubili. Dzięki Reuwke, który był niski, lecz mocno zbudowany, krzepki i wesoły, żaden polski żołnierz nie odważył się naruszyć godności żołnierza żydowskiego. Kiedy oficerowie poinformowali nas, że planują wysłać nas do ofensywy na Kijów, dodali, że Żydzi pewnie uciekną z frontu. Od tej chwili antysemityzm zaczął podnosić głowę i nasi towarzysze goje zaczęli oczerniać Żydów. W jednej chwili staliśmy się niechcianymi pasierbami. Jednej nocy więc wydostałem się z terenu koszar przez dziurawe ogrodzenie z drutu i dotarłem do domu. Tam zmieniłem wojskowe ubrania na cywilne i wyjechałem do Suwałk. Następnej nocy przekroczyłem granicę i dotarłem do Mariampola na Litwie.

W tamtym czasie założono organizację „Hechaluc”, której centrala znajdowała się w Kownie. Dołączyłem do niej. Pracowaliśmy w gospodarstwie rolnym. Każdy, kto wyróżniał się w pracy, mógł liczyć na przyspieszony wyjazd do Izraela. Wyjechałem z Kowna w święto Chanuka w 1920 roku. Dotarłem do Tel Awiwu przez Egipt, pociągiem z Cyrenajki, razem z grupą z Litwy, w styczniu 1921 roku. Od tamtej pory nie widziałem Polski.

Po trzech latach pobytu w Izraelu udało mi się zorganizować emigrację mojej siostry Miriam. Po krótkim czasie sprowadziłem też jej narzeczonego z Warszawy. W 1924 roku sprowadziłem do Izraela także moich rodziców bł. p. i dziewczynę z Augustowa. Moja siostra nie dawała sobie rady w Izraelu i wyjechała do Ameryki ze swoją rodziną.

Wrócę jeszcze do czasów mojej młodości w Augustowie. Mieszkaliśmy naprzeciw Wielkiego Bejt Midraszu. Trzy razy dziennie uczęszczaliśmy tam na modlitwę. Byliśmy z całej duszy związani z judaizmem, z jidyszkajt. W swoim czasie zrobiło na mnie niezatarte wrażenie, gdy pewnego wieczoru święta Jom Kipur, w czasie trwania procesu Bejlisa, po modlitwie Kol Nidrej przemawiał rabin Katriel. Było to w wielkiej synagodze, przed przepięknym aron hakodesz, od jakiego nigdy nie widziałem piękniejszego i bardziej godnego. Rabin otworzył aron hakodesz, opłakując nieszczęścia, które spotykają nas z ręki nie-Żydów, a wszyscy licznie zgromadzeni płakali razem z nim i modlili się o uniewinnienie naszego rodaka. Dzięki Bogu nasze modły zostały wysłuchane i Najwyższy zlitował się nad nami.

Każdy w Augustowie znał nazwisko Borowic. Rodzina ta była chlubą miasta. Najstarszym z nich był dziadek, Hanoch Hanec bł. p. Był to człowiek uczciwy i pobożny, który przestrzegał skrupulatnie wszelkich przykazań, zarówno lżejszych jak i najsurowszych. Jego brat, Cwi Borowic, był to człowiek zaradny, znaczny kupiec i pobożny Żyd, wesoły i radosny. Z jego synów tutaj w Izraelu zmarli Szmuel Borowic, Jakow Borowic i Nisen Borowic – wszyscy byli ludźmi o wielkiej energii. Nisen i Jakow w czasie Zagłady znaleźli się aż na Syberii, lecz udało im się dożyć końca swych dni w Izraelu; Szmuelowi udało się dotrzeć do Izraela przed Zagładą i zmarł tutaj w podeszłym wieku, otoczony większością swojej rodziny. Czasy mojej młodości w Augustowie były związane z dwojgiem moich bliskich przyjaciół. Razem uczyliśmy się, spacerowaliśmy i spędzaliśmy wolny czas. Jeden z nich był synem dajana, rabina Jekutiela Azrieli, drugi to Cwi Stolnicki, syn Abrahama Icchaka, nauczyciela w Talmud Tora. Ojciec jego przewodził modłom przez cały rok w Wielkim Bejt Midraszu, był także baal krija. Był to wspaniały człowiek. Jego syn Cwi sprawuje obecnie funkcję rabina w Miami Beach w USA. Bł. p. dajan Azriel Zelig często prowadził lekcje Gemary i Tosafot w Wielkim Bejt Midraszu. W letnie wieczory spacerowaliśmy po lasach augustowskich. Było to niezwykle przyjemne. Nie zapomnę nigdy śpiewu rozmaitych ptaków i miękkiej, wysokiej trawy. We trzech byliśmy dosłownie nierozłączni. Około 1924 roku moi przyjaciele także przyjechali do Izraela. Jekutiel uczył się w jesziwie w Chewronie, a Cwi – w seminarium Hamizrachi w Jerozolimie. Mój przyjaciel Cwi wyemigrował później do Ameryki, by dołączyć do swoich rodziców. Mój ojciec, Dawid Icchak bł. p., był człowiekiem pobożnym i doskonale znającym Pismo Święte, był także baal krija. Postępował zawsze zgodnie z wersetem „Niech ta Księga Prawa będzie zawsze na twych ustach”. Jego brat, Mosze, piekarz, żył zgodnie z przykazaniami i sumiennie przestrzegał zarówno najlżejszych jak i surowych nakazów. Mam wyryte w pamięci jedno wydarzenie z czasów I wojny światowej, gdy miastem rządzili Niemcy. Panowały wówczas wielkie niedobory żywności. Przypadkiem, krótko przed świętem Pesach Niemcy przywieźli Moszemu wielki kosz pełen butelek rumu oraz rozmaite inne artykuły spożywcze. Mosze kupił je od nich, lecz nie zdążył sprzedać ich przed świętem. Poszedł więc do rabina, by zapytać czy będzie wolno użyć tych produktów po świętach. Rabin naturalnie odparł, że nie wolno korzystać z niedozwolonych produktów, które pozostaną po Pesach. Wówczas Mosze w półświęto Pesach wziął wszystkie butelki rumu i rozbił je o wielki kamień, a resztę żywności spalił. Mosze piekarz został zamordowany z całą rodziną w czasie Holokaustu.

Z młodości pamiętam obchody, które organizowali Rosjanie w dniu urodzin króla, królowej lub księcia na dużym placu przed kościołem. Kozacy i rosyjscy żołnierze, muzycy orkiestry wojskowej i oficerowie – wszyscy w przepięknych, galowych mundurach – urządzali wspaniałe pochody z towarzystwem orkiestry i duchownych w odświętnych szatach. Te uroczystości pozostawiały silne wrażenie na dzieciach szkolnych, które były tego dnia zwolnione z nauki. Także Żydzi urządzali uroczystości z tej okazji w Bejt Midraszu. U wejścia wywieszano dwie flagi rosyjskie, a kantor Ratner z chórem śpiewali „Adonaj melech nacor” i „Hanoten teszua lamlachim”, potem fragment z Psalmów, a na koniec – hymn Rosji.


Tłumaczenie: Magdalena Sommer

Opublikowano Dodaj komentarz

(Nie)obecność Żydów augustowskich w powieści Szymona Teżewskiego “Eteromanka”

Wydana w 2016 roku powieść Szymona Teżewskiego Eteromanka, nagrodzona w ogólnopolskim konkursie literackim „Tutaj jestem”, doskonale wpisuje się w nurt literatury regionalnej. Urodzony w Suwałkach jedynie wskutek remontu augustowskiego szpitala, Teżewski pisze książkę silnie usytuowaną w krajobrazie miejskim rodzinnego Augustowa. Miasta, które w 1931 roku zamieszkiwało ponad dwa tysiące Żydów, stanowiących dwadzieścia procent ówczesnej populacji miejskiej[1], po których nie zostało dziś nic oprócz zamkniętych cmentarzy. W przeciwieństwie do Tykocina, w którym, jak to określa Antony Polonsky, „Materialnych śladów żydowskiego życia jest mnóstwo – sęk w tym, że nie ma tam praktycznie Żydów”[2], w Augustowie nie tylko nie ma Żydów, ale i ślady ich obecności nie zostały zachowane. Na oficjalnym portalu miasta, w zakładce zatytułowanej „historia” znajdziemy jedną wzmiankę na temat ludności żydowskiej, „Dopiero druga połowa XVIII wieku przyniosła poprawę dla rozwoju miasta. Ponownie osiedlali się tu rzemieślnicy oraz kupcy, do grona mieszkańców dołączali coraz częściej Żydzi”[3].

Nie znajdziemy tam natomiast żadnych informacji na temat wojennych losów jednej piątej mieszkańców Augustowa, którzy zginęli z rąk niemieckiego okupanta w masowych egzekucjach, bądź też, po likwidacji getta w dzielnicy Baraki, przez obóz przejściowy w Boguszach koło Grajewa, trafili do obozu zagłady w Treblince[4]. Przyjmując, iż oficjalna strona miasta prowadzona jest zgodnie z polityką miejsca i polityką pamięci, można by pomyśleć, że Augustów zapomniał o swoich Żydach.

Na tle wspomnianej nieobecności Żydów w oficjalnej narracji, a także przestrzeni miejskiej, Eteromanka jawi się jako lektura głęboko zastanawiająca. Urodzony w 1988 roku, młody pisarz przywraca pamięć Augustowa jako miasta wielokulturowego, osadzając centralną akcję swej powieści w międzywojniu, a dokładniej pomiędzy 1932 a 1936 rokiem. Prowadzi głównego bohatera, Marka Lipińskiego, po szczegółowo nakreślonej mapie ówczesnego miasta, rekonstruując nieistniejące już budynki takie, jak chasydzka bóżnica Jatke Kalniz czy Wielka Synagoga na ulicy Żabiej. Nazwy ulic przewijające się przez powieść pozwalają zaś czytelnikowi nanieść miejsca nieobecne na współczesną mapę miasta, tworząc wizję miasta palimpsestu. Podwójne nazewnictwo ulic, takich jak Mostowa/Stefana Batorego czy Poświętna/Skorupki, które autor wprowadza do powieści, dodatkowo wzmacnia poczucie wielowarstwowego, ale i przechodniego charakteru miejsc. Toponimia ulic jest barometrem przemian społecznych i politycznych, gdyż jest silnie związana z polityką miejsca i pamięci. Augustowska ulica Mostowa, na przykład, kilkakrotnie zmieniała swoją nazwę. W okresie międzywojennym stała się Stefana Batorego, następnie została przemianowana na Armii Czerwonej, by po upadku komunizmu ostatecznie powrócić do swej pierwotnej nazwy.

Wpisanie głównej akcji powieści osadzonej w międzywojniu w szerszą ramę czasową, to znaczy powojenne śledztwo w sprawie Marka Lipińskiego, uwypukla przemiany, jakie zaszły w obrębie przestrzeni miasta nie tylko na skutek wojennych zniszczeń, ale może przede wszystkim ze względu na politykę miejsca obraną przez komunistyczne władze. Wymazanie pamięci o społeczności żydowskiej było na tyle skuteczne, iż wielu współczesnych mieszkańców Augustowa wciąż nie ma świadomości wielokulturowej (i palimpsestowej) przeszłości swego miasta. Miasto palimpsest skrywa pod sobą kolejne warstwy niewidoczne dla współczesnego mieszkańca. Jednakże pisarz-mieszkaniec obdarzony jest inną wrażliwością, struny jego duszy dostrajają się do dźwięków niesłyszalnych dla ucha przeciętnego mieszkańca.

Motywem organizującym powieść jest owładnięta dybukiem maszyna do pisania, która poprzez ręce głównego bohatera snuje wizje nadchodzącej wojny. I choć prawdą jest, że podobnie jak Skrzypek na dachu, Eteromanka „ukazuje świat unieruchomiony w przedwojennych realiach, taki, do którego podchodzimy bez bolesnych emocji”[5] to jednak nie jest osadzona „w bezczasowym, ahistorycznym kokonie”[6]. Międzywojenny Augustów Teżewskiego jest z zasady światem podzielonym na „żydków”[7] i gojów, którzy, mieszkając czasem nawet po sąsiedzku, nie dążą do wzajemnych kontaktów. Jakkolwiek, jest też światem, w którym niektórzy Żydzi są bardziej „nasi”, jak zauważa jeden z bohaterów Eteromanki: „Jakoś się z tym starszym żydkiem dogadał, bo to i nie był taki żydek zupełnie zjudziały, ot, taki nasz, miejscowy i polski już prawie zupełnie”[8]. Elementem, który wydaje się kluczowy w kategoryzacji Żydów na naszych i nie-naszych przez polskich mieszkańców Augustowa jest znajomość języka polskiego. Język, jakim posługują się różne postaci Żydów w Eteromance ma zatem obrazować stopień zasymilowania danej osoby. Najbardziej zniekształconą polszczyzną posługuje się rabin, elegancką zaś wymową odznacza się wykształcony na wileńskim uniwersytecie Eliasz-Emil, pomiędzy nimi natomiast jest grupa lokalnych Żydów, którzy żydłaczą. Choć zrozumiałe dla czytelnika ze względu na ukontekstowienie postaci w okresie międzywojennym, żydłaczenie jako stylizacja językowa nadaje raczej ich wypowiedziom efekt komiczny, niż dodaje historycznej wiarygodności.

Zabiegiem, który pozwala autorowi rozłożyć akcenty na pokojowe, bezkonfliktowe współistnienie świata Żydów i nie-Żydów ma być przyjaźń pomiędzy głównym bohaterem a Eliaszem, wileńskim Żydem, który woli, by nazywano go Emilem. Trudno jednak nie potraktować postaci Eliasza-Emila inaczej niż próbę odczarowania negatywnego obrazu Żyda. By nie popaść w ton zbyt idealistyczny czy też sentymentalny, Teżewski wprowadza postać żydowskiego złodzieja, najprawdopodobniej jako próbę nakreślenia szerszej panoramy społecznej ówczesnej ludności żydowskiej. W efekcie cały obraz wydaje się dość sztuczny i wymuszony. Mimo usytuowania powieści w Augustowie, postaci Żydów mogłyby mieszkać w każdym innym polskim miasteczku. Wbrew temu, co w posłowiu do książki pisze Dominik Sołowiej, jakoby zawierała „krwiste postacie”, wszyscy bohaterowie Eteromanki są jednowymiarowi, zarówno Żydzi, jak i Polacy. Innymi słowy, nie udaje się Teżewskiemu „wyminąć rafy w postaci wystających wszędzie stereotypowych ujęć”[9]. Jednakże to nie postaci są potencjałem tej książki, ale kategoria literackiego miejsca pamięci. Eteromanka to przede wszystkim kontemplacja palimpsestowego miasta, które dało początek tej narracji. Jak pisze Elżbieta Rybicka, „Locus inicjujący gest kreacyjny poety jest konkretnym, realnym miejscem autobiograficznym, materialnym śladem przeszłości, poddanym jednak sprawczej, inwencyjnej mocy wyobraźni. (…) Nie jest zatem kreacją ex nihilo, ale żywi się pamięcią kultury”[10]. Na początku był Augustów ze swoją wielokulturową przeszłością, która, choć została wymazana, odradza się na kartach Eteromanki. W swojej lekturze powieści Teżewskiego za główną kategorię interpretacyjną przyjmuję zatem „tęsknotę za Żydem”.

W konsekwencji kluczowymi pytaniami są po pierwsze „Za jakim Żydem tęskni autor?” oraz po drugie „Skąd ta tęsknota w miejscu, które zapomniało o swoich Żydach?” Obie kwestie mają swoje zakorzenienie w kategorii pamięci miejsca, która zaś jest ściśle związana z pamięcią zbiorową. I nie będzie, moim zdaniem, nadinterpretacją, jeśli uznamy miasto Augustów za głównego bohatera powieści Teżewskiego. Podczas jednej z nocnych wędrówek po mieście główny bohater Marek Lipiński snuje rozważania na temat natury miasta i trudno nie odnieść wrażenia, że to alter ego samego autora kontempluje palimpsestowość współczesnego Augustowa:

Ulice Augustowa wzywają dziś mnie, wzywają, by wyjść w miasto i się powłóczyć. Wiem, że tylko to może mi w tym momencie przynieść konieczne ukojenie. O tej porze miasto śpi tak bardzo, że zdaje mi się, że słyszę jak chrapie. Jego serce bije wolno gdzieś pod brukami, zaczynam się  zastanawiać, gdzie leży jego serce. Czy na obecnym rynku, gdzieś w parku, czy może tam, gdzie planowano niegdyś nowy rynek, a gdzie teraz jest poczta i kort tenisowy Klubu Wioślarskiego? Może serce miasta za nic sobie ma centrum, może bije pod ołtarzem pięknego kościoła, może gdzieś nad rzeką albo na cmentarzu? I kto w ogóle powiedział, że serce ma być pod ziemią? Może wisi na haku w rzeźni, wielokrotnie zabijane przez wprawne ręce rzeźników, a może nanizane jest na cienkim włosku rozpiętym między wieżami kościoła i jest tak maleńkie jak bursztyn, że dostrzec je może tylko wprawne oko?[11]

Poszukiwanie serca miasta jest pytaniem o jego prawdziwy charakter, o jego prawdziwą tożsamość, o sekrety, które skrywa. W mieście, które się nieustannie przeobraża i przebudowuje czy ważniejsze jest to, co przypomina o przeszłości, czy to, co kieruje swój wektor ku nowoczesności, wymazując czas miniony? Czy serce miasta to centrum, ośrodek lokalnej władzy, czy też peryferia zaludnione przez jego mieszkańców? „Zabijane przez wprawne ręce rzeźników” serce miasta podlega wielokrotnej śmierci, za każdym razem, gdy jego pamięć jest zniekształcana w imię oficjalnej narracji władzy. Jest zabijane, gdy usuwa się z jego mapy społeczność żydowską, jak również, wtedy gdy przemilcza się obławę augustowską. Jednakże miejsce ma swoją własną pamięć, której nie da się wymazać. Jak zauważa Elżbieta Rybicka, „wyparte, jak wiadomo, wraca w postaci niesamowitego”[12]. Stąd pojawia się dybuk, który działa na dwóch płaszczyznach czasowych. Wewnątrz powieści opanowuje maszynę do pisania, tak by ci, którzy przy niej zasiądą, ujrzeli widmo nadchodzącej wojny i zagłady. W warstwie metatekstualnej dybuk-maszyna pisze przez samego autora, który staje się narzędziem w jej rękach. W swoim eseju Nieskończenie wielkie pogranicze Olga Tokarczuk dzieli się następującą refleksją na temat mechanizmu opisywania miejsc: „żeby opisać miejsce, trzeba być także otwartym na nazwanie tego, czego się w gruncie rzeczy nie wie; poddać się opowiadaniu, pozwolić mu się prowadzić, dawać się zaskakiwać. Być może to jedyny sposób, by miejsce opowiedziało się samo”[13].

Pamięć rodzinnego miasta pisarza domaga się przywrócenia pamięci o społeczności żydowskiej. Podobnie jak główny bohater swojej powieści, Teżewski poddaje się dybukowi, który pragnie ocalić pamięć, o tych którzy kiedyś stanowili żywą tkankę miasta Augustów. W klipie reklamowym Eteromanki Szymon Teżewski ubrany w marynarkę i kaszkiet z epoki międzywojnia siedzi przy starej maszynie do pisania i wystukuje tytułową stronę powieści[14]. W symboliczny sposób sam autor dokonuje identyfikacji ze swoim bohaterem. Następujące wyznanie Lipińskiego traktuję zatem jako deklarację samego autora: „Odczytuję więc wizję Małgorzaty i zapisuję jak skryba, popijając arakiem. Słowa jednak przelewają się przeze mnie zupełnie, jestem tylko skrybą, średniowiecznym mnichem, który przepisuje księgi w językach, których nie zna wcale”15. Pamięć o społeczności augustowskich Żydów wyłania się z kart powieści, by swoją obecnością unaocznić dzisiejszą nieobecność.

Powróćmy jednakże do pytania, za jakim Żydem tęskni Szymon Teżewski. W scenie otwarcia powieści trzydziestoletni Marek Lipiński spotyka na targu Żyda z Kowna, który usiłuje mu sprzedać maszynę do pisania. „Nauczony nieprzyjemnym doświadczeniem”[15] główny bohater pyta sprzedawcę czy aby na pewno nie jest kradziona, na co ten się obrusza i mówi:

– Pane, to je maszyna pryma sort. Ja ję z pożaru uratował, temi ręcami ję z popiołu wygrzebał! – Jął wymachiwać przede mną „temi ręcami”, a ja spostrzegłem wtedy, że nie ma on małego palca u prawej dłoni. – Potem spędziłem trzy miesięcy z lupamy, ze śrubokrętyma. Mnie Josie Kałb z Treuburga szpecjalnę instrukcję przywiózł[16].

W końcu obaj dochodzą do porozumienia i Lipiński postanawia, że pójdzie do domu po pieniądze i wróci, by dokonać zakupu maszyny. Niestety po powrocie na targ nie znajduje kowieńskiego Żyda i popada w lekką paranoję, jakoby ten uknuł intrygę przeciw niemu:

[J]akimś cudem wydumałem sobie wtedy, że mnie ten żydek śledzi od rana, bo wie, że mu pieniądze na maszynę do pisania niosę. Że mnie zaraz jaki rudy lisek sprężynowcem nadzieje i tak skończę w bramie przy rynku. Po kieszeni się klepię, bo może mnie już jakiś mosiek doliniarz obrobił.[17]

Zatem pierwsza w kolejności występowania postać żydowskiego pochodzenia jest stereotypem Żyda cwaniaka, Żyda szachraja, który dodatkowo „żydził tak, że ledwo go szło zrozumieć”[18]. Druga w kolejności pojawienia się w powieści postać Żyda, chasyda „w chałacie i czapie”[19] jest całkowitym przeciwieństwem kowieńskiego handlarza. Choć początkowo Lipiński podejrzewa napotkanego Żyda o bycie w zmowie ze sprzedawcą maszyny, po chwili uderza go aura świętości, jaką tenże chasyd roztacza wokół siebie: „[t]ak temu żydkowi dobrze z oczu patrzy, że szukam zaprzeczeń. Szukam i znajduję – że ten jest prawie jak cadyk, a tamten to był taki żydek zwyczajny, nieświęty”[20]. To właśnie postać owego chasyda, którego Lipiński bierze za zmarłego ojca w pijackim zwidzie, wydaje się centralną postacią Żyda w Eteromance, ucieleśniając to za czym możliwe, że tęskni sam autor, Żyda mędrca, Żyda filozofa. Przy każdym kolejnym spotkaniu czy wspomnieniu o owym chasydzkim rabinie, Marek Lipiński będzie określał go metaforycznym mianem swojego ojca.

Z kart powieści dowiadujemy się, że Lipiński odszedł z domu na studia w atmosferze gniewu i niezgody, że był, jak sam określa, „synem wyrodnym, ziemi nieszanującym, kochankiem plugawym, szczęśliwym młodzianem i niespełnionym artystą”[21]. Wiemy, że nie udało mu się pojednać z ojcem przed jego śmiercią i fakt ten ciąży mu sromotnie. Tak opisuje zachowanie Lipińskiego jego gospodarz: „Jak czasem nad ranem wracał, po schodach się przewalał jak lipcowa nawałnica, to gadał coś do siebie, gadał, jak to pijani ludzie gadają, z serca i z głębi trzewi. Za ojcem wołał, przepraszał go, własnego ojca o wybaczenie prosił”[22]. Alkohol podobnie jak eter, który zażywa Lipiński wraz z Małgorzatą, pozwalają wypłynąć na powierzchnię treściom wypartym, uchylając wieko skrzyni szczelnie zamkniętej za dnia. W przypadku głównego bohatera jest to wspomnienie ojca, z którym się nie zdążył pogodzić za życia, a w przypadku mieszkańca Augustowa może nim być wyparta pamięć o społeczności żydowskiej. Nie bez znaczenia jest to, iż do ostatecznego pojednania pomiędzy Markiem Lipińskim a jego zmarłym ojcem dochodzi przez dybuka, który opanowuje ciało Małgorzaty, by przekazać synowi następujące słowa: „Jedno ci tylko chciałem powiedzieć. Nie mam żalu i ty też go nie miej. … Zamów za mnie mszę gregoriańską w Studzienicach”[23]. Usłyszawszy o wizji Lipińskiego, jego sąsiad Abramowicz wykrzykuje: „Kadisz zmówić!”[24]. Zarówno msza gregoriańska, jak i kadysz symbolizują akt żałoby, która często nie tylko nie została przepracowana, ale wręcz zaniechana. Odwołując się do wspomnianej konfiguracji chasyda jako ojca, można odczytać powyższe widzenie jako akt pojednania żydowskiej i polskiej społeczności, którego warunkiem koniecznym jest odbycie rytuałów żałobnych, rytuałów, które wyrażają żal po stracie, żal, który często nie został wyrażony. Mówi o tym Piotr Paziński: „Po stronie żydowskiej – katastrofa świata; po polskiej – świadomość, że świat żydowski przestał istnieć, ale tak bolesny dla Żydów częsty brak poczucia straty, jakiegoś ubytku”[25].

Przemilczenie wojennych losów augustowskich Żydów znajduje poniekąd swoje odbicie w pierwszej wizji, jaką dybuk rękami Lipińskiego wystukuje na maszynie. Ukazuje ona augustowski rynek, a na nim linoskoczka balansującego po linie rozpiętej „pomiędzy zachodnią wieżą kościoła a wieżą magistratu”[26]. Wtem zrywa się potężna burza, symbolizująca wojenną zawieruchę, „piorun uderza w wieżę ratusza, która zapada się w sobie. Linoskoczek schodzi na drugi plan. I tak nie może przeżyć”[27]. W obliczu wojny i własnych cierpień polska społeczność nie dostrzega tragedii narodu żydowskiego. Po opłakaniu swoich zmarłych nie ma już miejsca dla Żydów.

Trzecia znacząca postać Żyda w Eteromance to wspomniany już wcześniej Eliasz-Emil, wileński przyjaciel Lipińskego z czasu studiów, przyjaciel, do którego główny bohater czuje ogromny sentyment. Wprowadzenie postaci Eliasza-Emila pozwala Teżewskiemu odczarować mity, jakie od dawna towarzyszyły społeczności żydowskiej, wśród których najsłynniejszym naturalnie jest ten o krwi chrześcijańskich dzieci dodawanej do macy.

[T]o właśnie Eliasz wyjaśnił mi niezwykle prosto, dlaczego te opowieści o plackach z krwi to bujda.

– Przecież ludzina jest niekoszerna – mówił, robiąc przy tym minę zupełnie poważną. A potem dodawał: – Poza tym niesmaczna. I właśnie za to go lubiłem[28].

Zastanawiając się nad przyczyną swojego uwielbienia dla żydowskiego przyjaciela, Lipiński dochodzi do wniosku, że to Eliaszowe opowieści o diabłach, duchach czy mokrych od łez ścianach synagogi czyniły jego postać tak fascynującą. Nie Eliaszowe dywagacje na temat świętych ksiąg żydowskich czy reguł kabały, ale żydowski folklor wzbudzał zachwyt głównego bohatera. Nad utratą dostępu do tego magicznego świata żydowskiej wyobraźni ludowej ubolewa chyba sam Teżewski, gdyż wraz z Żydami odeszły ich fantastyczne opowieści o „zasłonach, rozmowach z umarłymi, o nawiedzonych przez zmory ludziach, o rabinach wypędzających duchy”[29] czy „o cadykach, którzy ożywiali przedmioty”[30]. Sama forma powieści, wykorzystując postać dybuka, nawiązuje do tejże tradycji, jest formą hołdu złożonego żydowskiemu folklorowi. Warto nadmienić, iż w roku 1935 teatr żydowski odwiedził Augustów ośmiokrotnie, wystawiając głównie dramat Szymona An-skiego Dybuk, czyli Na pograniczu dwóch światów[31]. W przypadku Eteromanki wspomniane dwa światy to nie tylko świat materialny i duchowy, ale też świat przed- i powojenny. W powieści okres wojny jest nieobecny, jest jak przepaść, która na zawsze rozdzieliła wielokulturowy przedwojenny Augustów od jego powojennej zunifikowanej tożsamości.

Na koniec chciałabym wspomnieć o krajobrazie dźwiękowym (soundscape) powieści. Zasadą główną tegoż pejzażu jest cisza, którą naturalnie można odczytać jako absencję. Jak zauważa Elżbieta Rybicka: „W literackim ujęciu milczenie przestrzeni jest często semantyzowane za pomocą chwytu ewokacji dźwięków przeszłości, »głosu« historii i pamięci wydarzeń, które niegdyś miały w niej miejsce. … aktualna cisza jest pustką po dawnym życiu, śladem nieobecności”[32]. Ciszę w powieści przerywają jedynie nocne odgłosy stukającej maszyny, bijące serce miasta czy też pieśń żydowska. Nuci rabin ojciec, śpiewają Żydzi w synagodze, a Lipińskiemu się zdaje, że słyszy śpiew własnej babki. Zawodzenie po hebrajsku Żydów modlących się nad opętaną przez dybuka maszyną ewokuje u głównego bohatera wspomnienie babki nucącej kołysanki.

Mam gorączkę, rodzice pojechali gdzieś na tłokę, a babcia pilnuje mnie i próbuje mnie utulić do snu, aby organizm wypoczął. I śpiewa tak, jak potem już w życiu nie słyszałem. … Śpiewa tak, że kołysanka nie brzmi wcale wesoło ani nie brzmi smutno. Brzmi jednocześnie najweselej i najsmutniej na całym świecie.

Potem to nie ja umieram, a umiera babka i przez trzy noce w domu jest pełno ludzi, którzy nocami śpiewają jej, z nią żegnają się słowami: Dobranoc, sąsiadko[33].

Ludowe pieśni babki, która „śpiewa tak, jak każe jej serce i pozwala pamięć do melodii”[34] nakładają się na tradycyjne pieśni żydowskie, które w istocie brzmią „jednocześnie najweselej i najsmutniej na całym świecie”[35]. Ceremonia żałobna po zmarłej odprawiona przez bliskich i sąsiadów uwypukla nieodbytą żałobę po żydowskich sąsiadach. Stąd cisza jako dominujący krajobraz dźwiękowy, symbolizująca wyciszenie, stłumienie, nieobecność. Stukot klawiatury przywraca jednak nadzieję, że ta cisza zostanie, a może została już, przerwana. Snując swoją narrację o międzywojennym Augustowie, autor zwraca uwagę na jego charakter jako „miasta wielokrotnego zapisu”, miasta, w którym, podobnie jak w Białymstoku czy Warszawie, „dramatyczne wydarzenia historii sprawiły, iż zaburzona została ciągłość trwania tradycji miejsc i pamięci”[36]. Zniszczona tkanka miast wielokrotnego zapisu została wypełniona nową treścią, zgodną z polityką władzy, a nowa tożsamość miejsca niekoniecznie pozostała „w prostej relacji kontinuum przeszłości”[37]. Tkwi zatem w Eteromance potencjał przerzucenia mostu pomiędzy przedwojennym Augustowem a obecnym jego wcieleniem, a jako że jest to miasto rzadko tematyzowane w polskiej literaturze, tym większą siłę oddziaływania może powieść Teżewskiego mieć[38].

Są miejsca w Polsce słabo opowiedziane, miejsca niewyrażone, miejsca o zerwanej ciągłości narracyjnej, nieobecne na mentalnej mapie, miejsca peryferyjne … W takich miejscach nie można pisać ot, tak sobie. Każda niewinna opowiastka, każda skromna historyjka zostanie natychmiast przechwycona i jak szczepka rzadkiej rośliny – włożona do wody, żeby wypuścić korzenie. Są to rzadkie miejsca, gdzie mieszkańcy-czytelnicy traktują literaturę śmiertelnie poważnie. … W takich miejscach literatura wciąż pełni funkcję, o której Centrala już zapomniała: łączy ludzi w uzgadnianiu jakiejś rzeczywistości[39].

Reasumując, mimo iż Eteromance Szymona Teżewskiego nie udaje się wyjść poza schematyczne portrety postaci żydowskich, jest ona pozycją godną uwagi jako przykład literatury silnie usytuowanej w krajobrazie regionalnym, jak również czerpiącej z żydowskiego folkloru w duchu Gustava Meyrinka. Jest ważnym głosem młodego pokolenia pisarzy, którzy podejmują tematy przez lata zaniechane, wręcz przemilczane. Jest Eteromanka intrygującą próbą przywrócenia pamięci miejsca czy też dowodem na to, iż usunięcie śladów obecności Żydów z augustowskiego palimpsestu, nie oznacza ich niebytu. Miejsce pamięta, a zmarli dopominają się o pamięć, choćby i przez maszynę do pisania owładniętą przez dybuka. Czas pokaże czy uda się Eteromance osiągnąć status literackiej wizytówki Augustowa.

Bibliografia

  • Dolistowska M., Miasta wielokrotnego zapisu – Ikonosfera nowych przestrzeni tożsamości. „Czasopismo Techniczne”, Architektura/ Politechnika Krakowska, R. 107, z. 15, cz. 2 (2010).
  • Duben A., Co pozostaje? O kształtowaniu się żydowskiej przyszłości w Tykocinie, w: Żydzi wschodniej Polski, Seria V: W kręgu judaizmu, red. J. Ławski,  I.E. Rusek, Białystok 2017.
  • Paziński P., Role polskich Żydów, w: G. Jankowicz, Życie na poczytaniu, Wrocław 2016.
  • Rybicka E., Geopoetyka. Przestrzeń i miejsce we współczesnych teoriach i praktykach literackich, Kraków 2014.
  • Szlaszyński J., Augustów. Monografia historyczna, red. J. Szlaszyński, A. Makowski, Augustów 2007.
  • Teżewski S., Eteromanka, Białystok 2016.
  • Tokarczuk O., Pstrąg w migdałach, [w:] tejże, Moment niedźwiedzia, Warszawa 2012.

Ewelina Feldman-Kołodziejuk, Uniwerystet w Białymstoku

[1] J. Szlaszyński, Augustów. Monografia historyczna, red. J. Szlaszyński, A. Makowski, Augustów 2007, s. 374.

[2] A. Duben, Co pozostaje? O kształtowaniu się żydowskiej przyszłości w Tykocinie, w: Żydzi wschodniej Polski, Seria V: W kręgu judaizmu, red. J. Ławski, I.E. Rusek, Białystok 2017, s. 63.

[3] Źródło: Oficjalny Portal Urzędu Miasta Augustów http://www.augustow.pl/pl/historia [10.09.2017.]

[4] J. Szlaszyński, dz. cyt., s. 582.

[5] A. Duben, dz. cyt., s. 76.

[6] Tamże, s. 70.

[7] Termin używany przez bohaterów powieści w odniesieniu do społeczności żydowskiej.

[8] S. Teżewski, Eteromanka, Białystok 2016, s. 71.

[9] P. Paziński, Role polskich Żydów, w: G. Jankowicz, Życie na poczytaniu, Wrocław 2016, s. 173.

[10] E. Rybicka, Geopoetyka. Przestrzeń i miejsce we współczesnych teoriach i praktykach literackich, Kraków 2014, s. 172.

[11] S. Teżewski, dz. cyt., s. 97.

[12] E. Rybicka, Pamięć i miasto. Palimpsest vs. pole walki, „Teksty Drugie” 2011, nr 5, s. 206.

[13] O. Tokarczuk, Nieskończenie wielkie pogranicze, w: tejże, Moment niedźwiedzia, Warszawa 2012, s. 134.

[14] Video dostępne na stronie autora na portalu Facebook. https://www.facebook.com/szymon.tezewski/videos/1967165896837912/ [dostęp: 30.09.2017.] 15 S. Teżewski, dz. cyt., s. 129.

[15] Tamże, s. 4.

[16] Tamże, s. 4.

[17] Tamże, s. 8.

[18] Tamże, s. 4.

[19] Tamże, s. 11.

[20] Tamże, s. 11.

[21] Tamże, s. 155.

[22] Tamże, s. 53.

[23] Tamże, s. 155.

[24] Tamże, s. 156.

[25] P. Paziński, dz. cyt. s. 163.

[26] S. Teżewski, dz. cyt., s. 46.

[27] Tamże, s. 46.

[28] Tamże, s. 99.

[29] Tamże, s. 100.

[30] Tamże, s. 100.

[31] J. Szlaszyński, dz. cyt., s. 507.

[32] E. Rybicka, Geopoetyka, s. 251.

[33] S. Teżewski, dz. cyt., s. 153.

[34] Tamże, s. 153.

[35] Doskonałą ilustracją powszechnego wyobrażenia o śpiewie żydowskim jest musical Skrzypek na dachu, do którego muzykę skomponował Jerrold Lewis „Jerry” Bock. Obecnie poniekąd sam film tworzy stereotyp żydowskiego śpiewu, zwłaszcza w społecznościach nieżydowskich.

[36] M. Dolistowska, Miasta wielokrotnego zapisu – Ikonosfera nowych przestrzeni tożsamości. „Czasopismo Techniczne”, Architektura/ Politechnika Krakowska, R. 107, z. 15, cz. 2 (2010), s. 58.

[37] Tamże, s. 58.

[38] O sile oddziaływania powieści Teżewskiego na miasto i jego działania może świadczyć gra terenowa „Eterotrasa” śladami Eteromanki, która odbyła się 21 maja 2017 roku.

[39] O. Tokarczuk, Pstrąg w migdałach, [w:] tejże, Moment niedźwiedzia, Warszawa 2012, s. 131.

The (Non)Appearance of Jews From Augustów In Szymon Teżewski’s Novel „Eteromanka” (The Etheromaniac)

Summary

In his debut novel Eteromanka (The Etheromaniac), Szymon Teżewski evokes the interwar period of his hometown Augustów, which, in the 1930s, had a large Jewish community. Augustów, however, seems to have forgotten about its Jews, who lost their lives in mass executions or were killed in a concentration camp in Treblinka during World War II, as they are absent from the official narrative of the city’s past. Therefore, Eteromanka emerges as a very intriguing attempt at restoring the suppressed historical Jewish presence and writing it back into the city’s history and space. Employing the motif of a typewriter possessed by a dybbuk, Teżewski pays a tribute to the Jewish folklore and tradition. The article aims to analyze the discussed novel in terms of collective memory, memory of the place as well as explores the notion of the city as a palimpsest.

Artykuł pochodzi z repozytorium Uniwersytetu w Białymstoku: https://repozytorium.uwb.edu.pl/jspui/bitstream/11320/10018/1/E_Feldman_Kolodziejuk_%28Nie%29obecnosc_Zydow_augustowskich.pdf