Opublikowano Dodaj komentarz

Nota z 1798 roku

W trakcie przeglądania akt metrykalnych z parafii Stare Troki z 1798 roku, trafiłem na taką oto osobliwą notę sporządzoną przez księdza Grzegorza Rymszę benedyktyna z klasztoru starotrockiego.

Oto treść tej noty dla tych, którzy mieliby problemy z jej odczytaniem:

 Nota. Parafianie nasi są tak nieposłusznymi, że lubo surowo im nakazuiemy aby za zeyściem z tego świata kogożkolwiek z Chrześcian dali nam wiedzieć dla zapisania do Xiąg, nigdy iednak na nich wymodz dotąd tego nie mogliśmy, zawsze skrycie y potaiemnie  a czasem nocami, Ciała umarłych, gdzie się Im podoba, grzebią y przeto tak mało jak w Xiędze przeszłoroczney zapisanych znayduje się…

Takowy Extrakt z Xiąg do zapisywania Umarłych wypisany wiernie ręką własną podpisaną.

X. Grzegorz Rymsza Benedyktyn Klasztoru Starotrockiego Sekretarz i Prezydent.

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Napoleoński żołnierz w Justianowie

W trakcie indeksacji parafii w Kopciowie, nad którą pracuje Małgosia Bogdanowicz, odkryliśmy ciekawe zdarzenie.  To akt zgonu francuskiego żołnierza który nazywał się Jean Baptiste Remi ( wg zapisu w metryce zapisano to trochę inaczej, jako Avel Jean Baptiste Remi). Był żołnierzem  7 Pułku Strzelców Konnych 8 Kompanii, urodzony według zapisu w tym akcie, 5 lipca 1791 roku ( co jednak nie było precyzyjne, o czym później) w miejscowości Sainte- Preuve w powiecie Sissone w Departamencie Aisne. Jean Baptiste Remi zmarł we Dworze Justianowie dnia 10 stycznia 1813 roku. Oto rzeczony akt zgonu wspomnianego żołnierza:

 

W związku z tym, że zapis w metryce jest dosyć czytelny, uważam że nie ma potrzeby go odczytywać. Wydaje mi się, że ten żołnierz mógł być jednym z dezerterów francuskich, których wtedy nie brakowało na Litwie. Mógł być ofiarą którejś z groźnych epidemii wtedy panujących po napoleońskiej kampanii 1812 roku. To są jednak tylko nasze domysły. Faktem jednak jest, że przygarnął go do siebie na pewno pan Abłamowicz i tam w nieznanych nam okolicznościach, żołnierz ten zmarł.

Oczywiście, jako doświadczonych już genealogów, korciło nas aby sprawdzić skąd wywodził się ów francuski wojak. Dopisało nam szczęście, bo dzięki temu, że mam kontakty na francuskim portalu genealogicznym i dzięki pomocy francuskich kolegów, udało się odnaleźć metrykę chrztu tego żołnierza! Dla mnie graniczyło to z cudem, ale jednak się udało. Z pomocą przyszła nam też Bożenna Derecka, z którą znamy się od wielu lat i przetłumaczyła nam ten francuski dokument. Oto on:

 

Tłumaczenie tej metryki:

Roku Pańskiego 1792, w czwartek, dnia 5 lipca, został ochrzczony przeze mnie, proboszcza, Jean Baptiste Remi, urodzony dnia dzisiejszego, syn prawnych małżonków, Remi Avet, robotnika i Marie Joseph Roüan, z tej parafii. Rodzice chrzestni: Jean-Baptiste Leleu , robotnik i Marie-Jeanne Roüan, żona Nicolasa.

Chciałoby się dalszego ciągu w postaci kontaktu z kimkolwiek z tej rodziny, może ktoś szukał wiadomości o nim przez wiele lat, kto wie? To jest jednak trudne. Będziemy oczywiście szukali i nie tracimy nadziei. Gdyby udało się odnaleźć kogokolwiek z jego rodziny, to byłaby znakomita wiadomość.

Krótko po napisaniu tego artykułu, pojawiły się kolejne rewelacje na ten temat. Najpierw musimy skorygować samo nazwisko naszego bohatera. Tak naprawdę to nazywał się on Jean Baptiste Remi Avet. Avet to było jego nazwisko a nie imię! Jego rodzicami byli: Remi Avet i Marie Josephe Rouan. Wzięli ślub ze sobą w Sainte- Preuve 3 maja 1791 roku. Remi Avet w dniu ślubu miał 27 lat i był synem Jeana Baptiste Aveta i Jeanne Manceaux, jego żona miała 26 lat i była córką Jeana Francois Rouana i Marii Marguerite Lorminier. Remi Avet miał siostrę Marie Nicole, która 09.08.1786 roku wyszła za mąż za Jeana baptiste Leleu. To już jednak informacje mniej dla nas istotne. Najważniejszy jest fakt, że udało się nawiązać kontakt z osobą na pewno spokrewnioną z tą rodziną, która ma drzewo genealogiczne na portalu Geneanet i czekamy na odpowiedź. Być może uda się nam przekazać jej wzmiankowany akt zgonu jej przodka. To byłoby wspaniałe zwieńczenie naszej akcji!

 

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Trzy powody (co najmniej) by indeksować aneksy

Do akt małżeństw zbierane były załączniki, tzw. aneksy, świadczące o prawie mężczyzny i kobiety do zawarcia związku małżeńskiego i mogą to być: odpisy metryk urodzeń lub chrztów, odpisy metryk zgonów, odpisy postanowień sądowych, zezwolenia władz na zawarcie związku małżeńskiego (np. dla osób wojskowych czy pracowników kolei), a także inne dokumenty wykazujące wiek lub stan cywilny osoby wchodzącej w związek małżeński.

Były one gromadzone przez urzędników stanu cywilnego (w latach 1826-1945 byli to proboszczowie poszczególnych parafii, w latach 1808-1825 przeważnie proboszczowie) dla przyszłych małżonków najczęściej pochodzących z innych parafii niż ta, w której zawierano związek małżeński. Gdy proboszcz nie był w stanie zweryfikować niezbędnych danych przyszłego małżonka po prostu sięgając do ksiąg znajdujących się na półce na plebanii, musiał posiłkować się urzędowymi dokumentami dostarczanymi przez młodych.

Czy warto się nimi zajmować? Poświęcać czas tym świstkom luźnych papierów? A zwłaszcza czy warto je indeksować? Otóż tak! I to bardzo! Oto kilka powodów:

Powód 1

Brakuje ksiąg z pewnego zakresu lat z określonej parafii, a zatem nie ma możliwości znaleźć aktu urodzenia przodka czy krewnego. Należy przeszukać aneksy z sąsiednich parafii, a być może tam właśnie znajdzie się odpis (skrócony lub pełny) zaginionego wraz z księgą aktu urodzenia. W większości przypadków brakujący dokument znajdzie się w parafii niezbyt odległej, ale czasem może to być miejscowość z drugiego krańca obszaru Rzeczypospolitej. Tylko indeksy i możliwość ich szybkiego przeszukiwania może pomóc w takim przypadku!

Powód 2

Wiemy niemal wszystko o konkretnej osobie z drzewa genealogicznego. Mamy dostęp do jego aktu urodzenia, ślubu i zgonu. W czym mogą pomóc aneksy? Tymi dokumentami są czasem różne ciekawe dokumenty umożliwiające zidentyfikowanie dodatkowych informacji o osobie, np. może to być zgoda komendanta policji czy dowódcy wojskowego na zawarcie związku małżeńskiego przez podwładnego. Wówczas sporo dowiadujemy się o przebiegu służby przyszłego pana młodego: w jakiej jednostce służył, kto był jego przełożonym itp. Aneksami mogą też być odpisy wyroków sądów, w których znajdziemy dane osób zeznających, a zatem bliskich osoby głównej.

Powód 3

To taki powód historyczny. Wiemy, że za określony okres ksiąg w danej parafii nie ma, ale co się z nimi stało? Jest szansa, że są ukryte w jakimś archiwum? Czasem tak, a czasem zapis w aneksach jak ten poniżej rozwiewa wszelkie wątpliwości.

 

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Lista imienna zbiegłych spisowych z Województwa Augustowskiego

DODATEK

Do Nru 276.

DZIENNIKA URZĘDOWEGO

WOJEWÓDZTWA PODLASKIEGO.

Siedlce dnia 24. Kwietnia 1824. r.


Nro 14675. Wydział Woyska i Policyi.

KOMMISSYA WOJEWÓDZTWA PODLASKIEGO.

Umieszczając poniżey listę Imienną zbiegłych spisowych z Województwa Augustowskiego, poleca ich śledzić, a w razie wyśledzenia pod strażą do Kommissyi tuteyszey odstawić.

  1. Łukasz Zaniewski, lat 24. wzrostu stóp 4. cali 18. twarzy okrągłey, oczu piwnych, nosa miernego, włosów ciemnych, czoła wysokiego.
  2. Adam Kossakowski, lat 27. wzrostu stóp 4. cali 20. twarzy ściągłey, oczu niebieskich, nosa miernego, włosów ciemno-blond, czoła niskiego.
  3. Benedykt Zalewski, lat 26. wzrostu stóp 4. cali 20. twarzy ściągłey, oczu piwnych, nosa płaskiego, włosów ciemnych, czoła wysokiego.
  4. Stanisław Ubanowski, lat 29. urodził się w Giełczynie.
  5. Piotr Borowski, lat 23. twarzy okrągłej, oczu niebieskich, nosa miernego, włosów blond, czoła małego.
  6. Szymon Lubin, lat 20. twarzy okrągłey, oczu siwych, nosa spiczastego, włosów blond, czoła miernego.
  7. Andrzey Borowski, lat 20. twarzy okrągłey, oczu niebieskich, nosa małego, włosów blond, czoła miernego.
  8. Jerzy Lodznis, lat 21. twarzy okrągłey, oczu niebieskich, nosa małego, włosów blond, czoła miernego.
  9. Błażey Orint, lat 20. twarzy okrągłey, oczu siwych, nosa małego, włosów blond, czoła miernego.
  10. Kazimierz Dangiełas, lat 20. twarzy ściągłey, oczu siwych, nosa małego, włosów jasno blond, czoła miernego.
  11. Jan Ławcewicz, lat 26. twarzy ściągłej, oczu niebieskich, nosa małego, włosów blond, czoła miernego.
  12. Jerzy Bolnis, lat 25. twarzy okrągłey, oczu niebieskich, nosa dużego, włosów blond, czoła wysokiego.
  13. Jan Danilewski, lat 21. twarzy ściągłey, oczu siwych, nosa małego, włosów blond, czoła miernego.
  14. Józef Grybas, lat 22. twarzy okrągłey, oczu siwych, nosa małego, włosów ciemno blond, czoła miernego.
  15. Szymon Karnowski, lat 24. twarzy okrągłey, oczu siwych, nosa małego, włosów ciemnych, czoła miernego.
  16. Adam Mokrzycki, lat 25. twarzy okrągłey, oczu siwych, nosa miernego, włosów blond, czoła miernego.
  17. Fridrich Rebner, lat 20. twarzy ściągłey, oczu siwych, nosa ściągłego, włosów blond, czoła wysokiego.
  18. Stefan Urkaytys, lat 25. twarzy okrągłey, oczu niebieskich, nosa małego, włosów blond, czoła miernego.
  19. Woyciech Seroka, lat 24. rodem iest z Niemiery, Obwodu Ostrołęckiego, Województwa Płockiego.
  20. Wincenty Kalinowski, lat 24. twarzy okrągłey, oczu niebieskich, nosa małego, włosów iasno-blond, czoła niskiego.
  21. Antoni Sarikun, lat 23. ,twarzy ściągłey, oczu siwych, nosa małego, włosów blond, ,czoła miernego.
  22. Bartłomiej Szłapikas, lat 22. twarzy ściągłey, oczu siwych, nosa miernego, włosów ciemnych, czoła miernego.
  23. Łukasz Szmutowski, lat 25. twarzy okrągłey, oczu niebieskich, nosa spiczastego, włosów blond, czoła niskiego.
  24. Jakób Paulukiewicz, lat 19. twarzy .okrągłey, oczu siwych, nosa małego, włosów ciemnych, czoła miernego.
  25. Józef Adamowicz, lat ,20. twarzy okrągłey, oczu siwych, nosa miernego, włosów ciemnych, czoła miernego.
  26. Jan Izokaytis, lat 21. twarzy ściągłey, oczu siwych, nosa miernego, włosów ciemnych, czoła wysokiego.
 
Opublikowano Jeden komentarz

Emigranci do Ameryki z rodziny Litwinków z Jasionowa

Dwa lata temu skontaktował się ze mną Aedan Licwinko, młody student ze Stanów Zjednoczonych z prośbą o odszukanie kilku dokumentów dotyczących prapradziadka Stanisława Litwinko, który urodził się w roku 1876 w Jasionowie, należącym do parafii w Jaminach. Rodzicami Stanisława byli Antoni Litwinko (urodzony w roku 1848 w Jasionowie) i Michalina Merecka (urodzona w roku 1849 w Uściankach, należących do parafii w Augustowie). Antoni i Michalina pobrali się w roku 1871 w kościele w Jaminach.

Stanisław wyemigrował do Ameryki pomiędzy 1902, a 1904 rokiem.

Aedan ma nadzieję, że artykuł przeczytają jego krewni z Polski i dzięki temu będzie mógł poszerzyć swoją wiedzę o swych przodkach i ich rodzinie.

Według przekazów rodzinnych, Stanisław dotarł do Ameryki przez port Delaware. Osiadł w Conshohocken, niedaleko Filadelfii. Większość emigrantów znajdowała zatrudnienie w tym mieście w stalowni Alan Wood Steel Company. Pracował w niej również Stanisław Litwinko. Ożenił się z Rozalią Wyszyńską, córką Wincentego Wyszyńskiego i Teofili z Zarzeckich, Polką pochodzącą z parafii w w Bargłowie Kościelnym. Rozalia urodziła Stanisławowi trzynaścioro dzieci, z których wieku dorosłego dożyło dziesięcioro.

W Stanach Zjednoczonych nazwisko Litwinko zostało przekształcone na Licwinko. Zmiana nastąpiła prawdopodobnie w okresie 1917-1930.

Poza Stanisławem do Ameryki wyemigrowali dwaj jego bracia i jedna siostra:

Wincenty Litwinko, urodzony w roku 1883, wyemigrował do Conshohocken około 1901 roku. Około 1903 roku ożenił się z Franciszką Grześkowiak. Początkowo podobnie, jak brat pracował w stalowni. Później zmienił pracodawcę na gazownię. Wincenty miał z Franciszką 9 dzieci, które dożyły wieku dorosłego. Zmarł w roku 1950.

Petronela Litwinko, urodzona w roku 1886 dotarła do stanu Washington w roku 1902 i tam wyszła za mąż za Wincentego Smolińskiego, pochodzącego z parafii Bargłów Kościelny. Po ślubie małżonkowie przenieśli się do Conshohocken. Urodziło im się 9 dzieci, które dożyły weku dorosłego. Petronela zmarła w roku 1957.

Bolesław Litwinko urodzony w roku 1891 wyemigrował również do Conshohocken około 1913 roku. Ożenił się z Aleksandrą Kotowską. Początkowo również pracował w stalowni, później zaś w porcie, aby w końcu założyć sklep z wyszynkiem. Bolesław miał również 9 dzieci. Zmarł w roku 1960.

Część rodzeństwa Stanisława Litwinko pozostała w rodzinnych stronach, wówczas w zaborze rosyjskim. Feliks Litwinko ożenił się z Kazimierą Krysztopą w 1901 roku. Anna Litwinko poślubiła w roku 1893 Teodora Laszcza. Kolejna siostra – Kazimiera Litwinko poślubiła w roku 1899 Piotra Kolendę.

Stanisław w przeciwieństwie do innych krewnych z Connaughtown, dość wcześnie porzucił pracę w stalowni. Początkowo pracował jako kierowca, ale wkrótce założył bar w swoim domu przy Old Elm Street w roku 1920. Klientami baru byli przeważnie pracownicy stalowni kończący pracę o różnych porach dnia. Bar działał aż do prohibicji, a później funkcjonował nielegalnie pod przykrywką pijalni wody sodowej. W latach późniejszych Stanisław założył sklep spożywczy. Po śmierci pierwszej żony w roku 1927, ożenił się ponownie z Agatą Jarosz pochodzącą z Galicji w roku 1929. Zmarł 12 października 1950 roku w wieku 73 lat pozostawiając 9 dzieci i 19 wnucząt.

Po śmierci Stanisława, jego sklep Old Mansion House wciąż działał, mimo zmieniających się właścicieli. Został zamknięty dopiero w roku 2021 z powodu pandemii koronawirusa.

Alan Wood Steel Company, firma, która przyciągnęła do Connaughtown wielu emigrantów z Europy na początku XX wieku nie wytrzymała konkurencji i została zamknięta w roku 1977. Setki ludzi straciło wówczas pracę, a cały region przeżywał kryzys trwający wiele lat.

Connaughtown, które kiedyś było pięknym miastem z dobrze utrzymanymi domami i kwiatami na każdym skwerze, zamieszkanymi głównie przez emigrantów z Polski, Irlandii i Włoch w latach 70-ych zostało przecięte drogą ekspresową I-476 łączącą Filadelfię z przedmieściami, zwaną potocznie Blue Ray, co przedzieliło trwale dawne miasto na dwie odseparowane od siebie części i zdezintegrowało istniejącą od tylu lat lokalną społeczność.

Kościół parafialny pw. Najświętszej Marii Panny w Conshohocken powstał dzięki funduszom polskiej społeczności w 1905 roku przez kupno starego budynku kościoła protestanckiego, w działała wcześniej fabryka. Pół wieku później, w roku 1951, parafianie zbudowali swój własny kościół. W roku 2014, podobnie jak w innych parafiach stworzonych przez lokalne społeczności Conshohocken i West Conshohocken, kościół Najświętszej Marii Panny został przyłączony do parafii św. Mateusza, który był pierwotnie zbudowany przez Irlandczyków. Dzięki działaniom Polsko-Amerykańskiego Stowarzyszenia Najświętszej Marii Panny udało się zapobiec rozbiórce budynku kościoła. Ostatecznie Archidiecezja Filadelfijska udzieliła zgody na odprawianie mszy w rycie trydenckim Bractwu Kapłańskiemu Świętego Piotra, nawiązującemu w ten sposób do tradycyjnych mszy odprawianych w języku polskim (sic!) dla starszych parafian jeszcze przed Soborem Watykańskim II. Związki z polskością kościoła podkreślane są przez obrazy siostry Faustyny Kowalskiej, księdza Jerzego Popiełuszko, Matki Boskiej Częstochowskiej i Matki Boskiej Ostrobramskiej. Aż do roku 2014 odprawiano w kościele Gorzkie Żale, a jedną z najpopularniejszych pieśni wykonywanych w tym polskim kościele była pieśń „Serdeczna Matko”. W Conshohocken wciąż działa Klub Tadeusza Kościuszko, który poza dbałością o polskie dziedzictwo regionu zapewnia miejsce do spotkań i rozrywki.

Miejscem pochówków dla członków polskiej społeczności dawnej parafii Najświętszej Marii Panny był cmentarz św. Benedykta działający przez ponad 100 lat. Wszyscy członkowie rodziny Lićwinko, którzy wyemigrowali do USA zostali pochowani na tym cmentarzu. Znajduje się na nim również pomnik poświęcony Polakom weteranom Armii Amerykańskiej.

(zdjęcia: Aedan Licwinko)

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Na koncercie wiolonczelowym w Parku Herberta w Augustowie*

Roztańczyły się starowinki sosny

chmury pod lipcowym niebem niczym

ogromne białe motyle tylko patrzeć

jak zawiążą się w kokardy

na rozwianych włosach wiolonczelistek

Ptaki zamilkły w budkach

czasem słychać jak bardziej rezolutne

postukują w deski u ich wylotów

A mnie zapatrzonej i zasłuchanej

w oczach tańczą zwrotki wierszy Poety

który tu niegdyś wieczorami śnił

widoki holenderskie z Delft z wiolą

da gamba opartą o ścianę salonu

z kimś grającym na wirginale

bądź klawesynie i porzuconą na podłodze

wiolonczelą z cichym błaganiem o ręce

Patrząc na rzekę Schie idzie w myślach

z Janem Vermeerem ciemną uliczką

by podpatrzeć kobietę ważącą perły

W parku instrumenty wciąż tańczą w rytm

walców i menuetów a smyczki wyrywając się

z rąk młodzieńców i dziewcząt

fruną wraz z dźwiękami nad Jezioro Białe

Widzę siedzącego Poetę moczącego w nim nogi

upał niemożebny więc nic mnie nie dziwi

chętnie bym się przysiadła ale nie mam odwagi

Wiatr lipowiecki śpiewa z wiolonczelami

Serenadę Schuberta oklaski płoszą trzmiele

i pszczołę augustowską zwabioną muzyką

To już koniec koncertu ale nie koniec marzeń

 

* Wspominając koncert pt. „Roztańczona Wiolonczela”, który miał miejsce 14 lipca 2023 roku w Parku Herberta w augustowskiej dzielnicy Lipowiec. Zwieńczał on XI Warsztaty Wiolonczelowe pod dyrekcją Doroty Bojarczuk oraz Marcina Zdunika (dyrektora artystycznego).

Z koncertu Roztańczona Wiolonczela w Parku Herberta, fot. J. Drozdowska
 
Opublikowano Dodaj komentarz

Z limerykiem pod pachą

Zapraszam na spacer, zarówno realny jak i wirtualny, po Augustowie i jego bliższych oraz dalszych okolicach. Będzie to swego rodzaju rekonesans tychże miejsc z autorami limeryków wydanych w maju br. przez Jamiński Zespół Indeksacyjny w książce zatytułowanej Herbat wielbicielka rodowodem z Jamin.

Przypomnę przy tej okazji, na czym polega forma poetycka nazywana limerykiem. Jest to niewielki wiersz rymowany, który przemawia do czytelnika żartem, nieraz bardzo wymyślnym, absurdem i groteską. Czasem bywa obsceniczny, ale nie w naszej książce. Limeryk przede wszystkim śmieszy i bawi. Poprzez różne skojarzenia demaskuje przywary i ujawnia ukryte zapędy i dążenia. Autorzy owych miniatur literackich winni kierować się stałymi zasadami, ale jak w każdej twórczości, tak i w tej zdarzają się nieścisłości i odejścia od reguły. Każdy wiersz powinien składać się z pięciu wersów z układem rymów AA BB A. Ze sobą mają rymować się wersy pierwszy, drugi i piąty, a osobno trzeci z czwarty. Zaleca się, by 3 i 4 linijka wiersza były krótsze co najmniej o sylabę od pozostałych, czyli od 1, 2 i 5. Niektórzy z autorów nadają każdemu z limeryków własny tytuł, inni całemu cyklowi wierszy, a są i tacy, którzy nie dają tytułów wcale, jedynie poszczególne teksty przedzielają od siebie przerwą czy jakimś umownym znakiem. Nieraz zaznaczają graficznie inną formą czcionki bohatera danego limeryku, chociażby miejscowość. Przyjęte jest, by pierwszy wers danego wiersza kończył się nazwą własną, ale i pod tym względem istnieje różnorodność w zapisie.

Wśród autorów naszej książki są osoby mające spore osiągnięcia w tej dziedzinie twórczości, ale są i tacy, którzy jedynie od czasu do czasu skłaniają się do tej formy poezji. Limeryki do niej zebrałyśmy z tomików powstałych przy okazji organizowanych w Filii nr 2 Miejskiej Biblioteki Publicznej w Augustowie Niedzielnych Pogwarek Poetyckich przy Herbatce. Są autorstwa dziewięciu poetów zaangażowanych w te niezwykłe, trwające sześć lat, poetyckie popołudnia. Powstały w Augustowie, Brańsku, Krajewie Białym, Malinówce Wielkiej, Sokółce, Suchowoli i Suwałkach. Chociaż większość autorów to panie, więcej limeryków wyszło spod piór dwóch panów, na dodatek pierwszy z nich (Waldemar Paweł Pieńkowski) otwiera książkę, a drugi (Piotr Waldemar Wiśniewski) ją kończy i obaj, jak przystało na imprezę zrodzoną w bibliotece, spinają wszystkie teksty limerykową klamrą mówiącą o czytelnictwie. Zachęcam do czytania, a przed lekturą pragnę w kilku zdaniach przedstawić każdego z autorów według kolejności zaprezentowania ich utworów w książce.

Waldemar Paweł Pieńkowski w swoich pięciu limerykach zaprasza do augustowskiego parku, na jezioro Wigry i nieco dalej, bo do Wolsztyna, Krakowa oraz dalekiej Japonii. Jest wytrawnym autorem limeryków. Wydał na początku obecnego wieku w ełckim wydawnictwie Gryfix Kondrat Sp. J. pełną skrzącego się humoru obszerną książkę z limerykami pt. Osobiste wycieczki przez Powiat Ełcki: przewodnik inny niż wszystkie. Opracował ją również od strony graficznej, dodając do wierszy urocze fotografie i mapy swego autorstwa. Na zwiedzaniu powiatu ełckiego z tym przeciekawym przewodnikiem może zejść tydzień albo i dłużej. Leonarda Szubzda w limeryku opowiada o niefortunnym zdarzeniu, jakie przydarzyło się kobiecie oglądającej augustowskiego władcę królującego na posągu przed tutejszym parkiem. Poetka od czasu do czasu opuszcza wiersze liryczne z miłości do limeryków. Jest redaktorką antologii Sokólskie serdeczne przestrzenie, w której przydzieliła sporo miejsca limerykom, w tym dziesięciu napisanym przez siebie. Józefa Drozdowska w dwóch limerykach oprowadza po Augustowie. Raz idąc ze swoim kotem Maurycym pod kolumnę Zygmunta Augusta, drugi – z politykami pod „Albatros”, gdzie stoi ławeczka ze słynną na całą Polskę Beatą. W trzecim wraz ze swoją kotką Griszką zaprasza do degustacji kawy cappuccino. Lubi po prostu limeryki, stąd wspólnie z Leonardą postanowiła opracować przedstawianą tutaj książkę. Krystyna Gudel w swoim limeryku podpatruje przez przysłowiową dziurkę od klucza osoby przyjeżdżające nad Jezioro Białe. Lubi sama pisać limeryki i uczyć zasad ich pisania na warsztatach dla młodzieży. Może pochwalić się sukcesami, chociażby II nagrodą w Konkursie im. Mikołaja Samojlika w Dąbrowie Białostockiej w 2008 roku oraz wyróżnieniami w konkursach „Suwalskie limeryki latem” w 2007 i „Limeryki sławiące przyrodniczą różnorodność” w Siedlcach w 2010 roku. Celina Mieńkowska dwoma limerykami portretuje augustowian, a w trzecim opowiada o Łępicach i przygodach tamtejszego leśniczego z jeżycami. Lubuje się w pisaniu małych form poetyckich, jakimi są haiku i właśnie limeryki. Piotr Waldemar Wiśniewski to potentat limerykowy w naszej książce. Ma ich w tomiku aż osiemnaście. Zaprasza w nich do Augustowa, demaskując przywary niektórych z jego mieszkańców. Oprowadza po dawnych przedmieściach Augustowa, zaglądając do Białobrzegów, Biernatek, Turówki, Wójtowskich Włók i Żarnowa. Można również z nim popłynąć jeziorami Sajno i Serwy oraz rzeką Klonownicą; gorzko się uśmiechnąć z obyczajowości, jaka mogła być udziałem osób z Przewięzi, Lipowca, Wojciecha czy Klonownicy. W swojej wędrówce zahacza też o Szczebrę i okolice Rajgrodu. Najważniejsze jednak, że można za wskazaniem autora wypić dobrą herbatę przy równie dobrej poezji z miłośniczką czytelnictwa rodowodem z Jamin. Limeryki stanowią znaczną część jego twórczości. Jest laureatem konkursu „Suwalskie limeryki latem”, w 2014 roku zdobywcą pierwszej nagrody, a rok później wyróżnienia. Limeryki te można przeczytać w zredagowanej przez Agnieszkę Szyszko i Zbigniewa Tanajewskiego i wydanej w 2017 roku przez Bibliotekę Publiczną w Suwałkach i tamtejsze Stowarzyszenie Kulturalne „Bibliofil” w mieście nad Czarną Hańczą książce Suwalskie limeryki latem 2007-2017. Autor cieszy się również własnymi limerykowymi książkami: Rubaszki limerykowe Augustowszczyzny: chi-historie nag-minne na słowo humoru; Rubaszki limerykowe Suwalszczyzny: chi-historie nag-minne na słowo humoru (obie z 2007 roku); Rubaszki limerykowe Sejneńszczyzny: chi-historie nag-minne na słowo humoru (2008) oraz As północnego wschodu czyli Augustowsko-suwalskie polimeryki [!] wybrane (2011), które opublikował w suwalskim Wydawnictwie Estakada. Zofia Wróblewska w pierwszym ze swoich limeryków odnosi się do augustowskiej turystyki, w drugim opowiada o butach i kotach, w trzecim zaś o miodzie sokólskim. Autorka najwyraźniej lubi pisać limeryki. Jednym z nich wygrała w 2008 roku konkurs ph. „Limeryk o Sokółce” zorganizowany przez tamtejszą bibliotekę publiczną. Dwa jej limeryki opublikowano w tym samym roku w antologii Sokólskie serdeczne przestrzenie. Krystyna Walicka w swoich limerykach zajęła się przedmieściami Augustowa, m.in. Wójtowskimi Włókami i Mazurkami. Przygląda się w nich ubogiej w wodę rzeczce Kamienny Bród, troskom mieszkanki wsi Mazurki i zabudowie, która zuboża okolice Augustowa w ziemię orną. Najwyraźniej satyra: fraszki, miniatury reporterskie czy wreszcie limeryki swą formą i wymową sprzyjają jej realizacjom twórczym. Urszula Krajewska-Szeligowska w swoich czterech limerykach z kwiatowym homonimem wpasowuje się w każdą przestrzeń, również i w augustowską, bowiem jej mieszkańcom nie brakuje zauważonych przez nią przywar. Poetka jest urodzonym satyrykiem, w tym znawcą różnych form limerykowych. W „Wieściach Gminnych”, wychodzących w Zambrowie, zamieściła cykl limeryków poświęconych tamtejszym wsiom. W 2017 roku uzyskała wyróżnienie za limeryk o województwie opolskim, zaś w 2021 w XV edycji konkursu „Suwalskie limeryki latem”. Napisane przez siebie limeryko-tautogramy ogłosiła na łamach bydgoskiego Miesięcznika Literackiego „Akant” (nr 4 z 2022 roku). Jej limeryki z palindromem o kobietach zostały opublikowane 8 marca br. w białostockim portalu internetowym „Poeci w Sieci”. W 2023 roku w systemie Ridero ukazała się jej licząca 108 stron książka poetycka zatytułowana To tylko takie tam… tautogramy. Jeden z jej rozdziałów zawiera tautolimeryki. Jest to bardzo wymagająca forma literacka, a nie tylko taka sobie, jak pozwoliła sobie zażartować w tytule. Można powiedzieć, że kocha satyrę, a zaświadcza o tym chociażby to, iż jest inicjatorką konkursu literackiego zatytułowanego „Lira i Satyra nad Strugą”, który organizuje Gminne Centrum Biblioteki, Kultury i Sportu w Osowcu w powiecie zambrowskim.

Tomik limeryków Herbat wielbicielka rodowodem z Jamin powstał według mojej koncepcji. Opracowałyśmy go wspólnie z Leonardą Szubzdą. Skład i opracowanie graficzne są autorstwa Krzysztofa Zięciny. Książka liczy czterdzieści stron. Tytuł jej został zapożyczony z limeryku Piotra Waldemara Wiśniewskiego.

Dziękuję wszystkim, którzy nam pomagali przy jej powstaniu, w tym Reginie Kantarskiej-Koper, Urszuli Krajewskiej-Szeligowskiej i Krystynie Gudel oraz jej wydawcy, czyli Jamińskiemu Zespołowi Indeksacyjnemu, wszystkim autorom oraz Miejskiej Bibliotece Publicznej APK w Augustowie za możliwość zaistnienia Niedzielnych Pogwarek Poetyckich przy Herbatce, w tym szczególnie Annie Oleksy, z którą przygotowywałyśmy i prowadziłyśmy spotkania.

Pierwsza wzmianka o książce ukazała się w maju br. na stronie internetowej Jamińskiego Zespołu Indeksacyjnego. W ostatnim dniu czerwca na Portalu Informacyjnym Augustow.org mój tekst o dwóch poetyckich książkach wydanych przez JZI „Dookoła Augustowa na rowerze z limerykiem bądź dłuższym wierszem” opublikował Zbigniew Bartoszewicz (wejść na stronę można również przez Facebook portalu), zaś Konrad Milanowski zaprezentował tomik 6 lipca br. w poście na Facebooku Miejskiej Biblioteki Publicznej APK w Augustowie. Zachęcam do odwiedzania powyżej przedstawionych stron internetowych i Facebooków.

Do teksu dołączam po jednym limeryku autorstwa: Urszuli Krajewskiej-Szeligowskiej, Celiny Mieńkowskiej, Waldemara Pawła Pieńkowskiego, Leonardy Szubzdy, Krystyny Walickiej i Piotra Waldemara Wiśniewskiego.

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Latem zapraszam na poetyckie spacery po Augustowie i jego okolicach

W tym roku miną cztery lata od wydania przez Jamiński Zespół Indeksacyjny poetyckiego tomu o dawnych przedmieściach Augustowa. Przyszło kolejne lato, więc zapraszam wraz poetami na spacer lub przejażdżkę rowerem po Augustowie i jego najbliższej okolicy.

Prowadząc swego czasu razem z Anną Oleksy spotkania poetycko-plastyczne w Filii nr 2 Augustowskiej Biblioteki Publicznej APK zatytułowane Niedzielne Pogwarki Poetyckie przy Herbatce zaproponowałyśmy twórcom, by w swoich wierszach opowiedzieli o dawnych przedmieściach naszego miasta. Kilkoro z nich odpowiedziało na zaproszenie i tym sposobem w 2019 roku powstały dwa tomiki poetyckie. Jeden z nich ukazał się w tzw. małej poligrafii w bibliotece, a drugi został wydany drukiem przez Stowarzyszenie Jamiński Zespół Indeksacyjny.

Niegdyś w różnym czasie Augustów posiadał kilka przedmieść. Obecnie dwa z nich, czyli Klonownica i Wójtowskie Włóki wchodzą w obręb miasta, zaś pozostałe: Białobrzegi, Biernatki, Turówka, Uścianki i Żarnowo uzyskały status samodzielnych wsi.

 

Autorzy wierszy będąc związani z Augustowem bądź jego okolicami urodzeniem, zamieszkaniem lub przyjaźniami w swoje utwory włożyli wiele uczucia i zainteresowania miejscami i osobami, o których piszą. Tworząc je opierali się na wspomnieniach, opowieściach oraz własnym doświadczeniu i wcześniejszym wielokrotnym przemierzeniu tychże terenów.

Wierzę, że poetycki spacer po dawnych przedmieściach Augustowa zachęci również do sięgnięcia po inną twórczość. Czytelników i wędrowców chcących zgłębić wiedzę o tym terenie odsyłam do przewodników turystycznych i książek historycznych znajdujących się w bibliotekach bądź na rynku księgarskim, w tym także do wydawnictw Jamińskiego Zespołu Indeksacyjnego.

Autorami wierszy (wymieniam według kolejności zamieszczenia tekstów w książce) są: Irena Batura, Krystyna Walicka, Celina Mieńkowska, Bożena Klimaszewska, Jan Saczko, Leonarda Szubzda, Piotr Waldemar Wiśniewski, Józefa Drozdowska, Anna Moczek, Barbara Gałczyńska, Urszula Sieńkowska-Cioch, Czesław Kowalewski i Krystyna Gudel.

Przedstawiam krótko każdego z nich.

Irena Batura – poetka, autorka esejów krajoznawczych i przewodników turystycznych, niektórych napisanych wspólnie z mężem Wojciechem Baturą, ale również przewodniczka turystyczna i bibliotekarka. To ona rozpoczyna i kończy poetycką książkę opisując wierszem tutejsze drogi. Jeden z nich jest dedykowany mojej osobie, bo niejedną drogę przeszłyśmy razem. W innym z trzech wierszy pisze o ciekawym zjawisku historycznym, czyli tzw. Trzecim Polu położonym na pograniczu Augustowa z Żarnowem. Chociaż pochodzi z Rzeszowa, wrosła w tę ziemię i zna te tereny bardziej niż niejeden tutejszy mieszkaniec.

Krystyna Walicka – urodzona niedaleko Augustowa w Borsukach (dzisiejsza Netta Druga) mieszkanka Augustowa, nauczycielka, świetna recytatorka i poetka z wielkim poczuciem humoru, który widać chociażby w jej limerykach i fraszkach zawartych w książce. Jest też autorką sentymentalnego epickiego liryku wspominającego nieistniejącą już szkołę z Wójtowskich Włók, w której uczyła dzieci.

Celina Mieńkowska – pochodząca z Wąsosza mieszkanka naszego miasta, przede wszystkim malarka, kopistka i renowatorka obrazów, ale także autorka ciekawych, w tym miniaturowych form, jakimi są haiku i limeryki, wierszy. W naszej książce rysuje słowem portret kobiety z przedmieścia i rolnika z Turówki.

Bożena Klimaszewska – malarka i poetka oraz miłośniczka lasu urodzona w gminie sztabińskiej, a mieszkająca w Obuchowiźnie pod Augustowem portretując poetycko wiosenne Białobrzegi, zaprasza swym wierszem do odwiedzenia tejże uroczej miejscowości.

Jan Saczko – poeta, znawca i miłośnik teatru z Augustowa oraz nauczyciel ze szkoły w Białobrzegach w swoim wierszu łączy obecną rzeczywistość szkolną z własnym przeżyciem białobrzeskiej zimy i zagłębieniem się w dawniejsze losy mieszkańców.

Leonarda Szubzda – poetka, prozaik, autorka utworów dla dzieci, redaktorka książek, a także nauczycielka i plastyczka mieszkająca w Sokółce w swoim widzeniu Białobrzegów niczym pajęczymi nićmi tka ich biel, odnosząc ją do różnych toposów kultury. W drugim wierszu, o Żarnowie, przywołując spotkanie literackie z dziećmi w tamtejszej szkole, snuje własną etymologię nazwy tejże miejscowości, łącząc ją z historiami ze swego dzieciństwa.

Piotr Waldemar Wiśniewski – poeta urodzony w Augustowie, a mieszkający w Suwałkach pokazuje w kilku limerykach (o Białobrzegach, Biernatkach, Turówce, Wójtowskich Włókach i Żarnowie) swój kunszt pisania żartobliwych wierszy, jakimi są limeryki, zaś w swoim liryku snuje młodzieńczą przygodę przeżytą na rzece Kamienny Bród.

Józefa Drozdowska, czyli pisząca te słowa urodziła się w nieodległych od Augustowa Jeziorkach, a mieszka nad Nettą. Uprawia poezję, prozę, literaturę dla dzieci oraz zajmuje się redakcją książek. Jest też bibliotekarką i przewodniczką turystyczną. W swoich wierszach odnosi się do dwóch rzek przepływających przez augustowskie przedmieścia Kamiennego Brodu i Turówki oraz czuwających nad nimi figur Świętych Janów: Chrzciciela i Nepomucena. W innych – opowiada o sąsiedzkiej wsi Żarnowo, jej historii, przyrodzie i tradycjach religijnych, biorąc w jednym z wierszy za swoją przewodniczkę Matkę Bożą Siewną – Patronkę tutejszego kościoła.

Anna Moczek – urodzona w Biernatkach, a mieszkająca w odległym Chruszczobrodzie na Śląsku autorka wierszy i prozy w trzech swoich utworach tęskniąc za latami spędzonymi w naszych stronach, wspomina swoją rodzinną wieś i dzieciństwo spędzone nad Kamiennym Brodem.

Barbara Gałczyńska – malarka, uzyskująca szczególne uznanie jako akwarelistka, ale też poetka i autorka prozy, genealog, nauczycielka geografii oraz przewodnik turystyczny. Mieszka w Augustowie. W wierszu snuje piękną opowieść o swojej babci i jej sąsiadce, wspominając przy tym niegdysiejsze czasy i chwaląc urodę unikalnej dzielnicy, jaką była dawniej Klonownica.

Urszula Sieńkowska-Cioch – poetka, prozaiki, autorka uroczej książki dla najmłodszych czytelników o jeżu Szymonie i jeszcze innych oczekujących na druk utworów dla dzieci, miłośniczka i autorka kryminałów. Jest pedagogiem specjalnym. Mieszka od urodzenia w Augustowie. W swoim detektywistycznym wierszu o Turówce, gdzie spędzała wakacje, opowiada o młodzieńczych przygodach nad rzeką noszącą tę samą nazwę.

Czesław Kowalewski – rodowity augustowianin, poeta, znawca ogrodnictwa i jachtów w swym liryku poświęconym Uściankom mówi o wytrwale znoszonym przez mieszkańców znoju, dostrzegając również w ich życiu radości i je opiewając.

Krystyna Gudel – z urodzenia i zamieszkania suchowolanka, poetka, autorka książek dla dzieci, regionalistka, nauczycielka, a także znawczyni ptaków, pożarnictwa i tamtejszej gwary w swoim wierszu opowiedziała o psach z żarnowskiego schroniska „Sonieczkowo”. O ich niedoli i tęsknocie za własnym człowiekiem. Może ktoś z czytających jej ściskający za serce wiersz przygarnie któregoś z psiaków.

Redaktorkami przedstawionego przeze mnie tomu „Dawne przedmieścia Augustowa. Wiersze” są Józefa Drozdowska i Leonarda Szubzda. Na okładce zaprojektowanej przez Krzysztofa Zięcinę, którego również jest skład książki, znajduje się ilustracja Renaty Rybsztat. Zamieszczona w książce jest też kolorowa wkładka z wykonanymi przeze mnie zdjęciami zabytków z opisywanych w wierszach miejscowości. Dziękuję wszystkim, którzy wspierali nas przy jej redakcji, w tym szczególnie Reginie Kantarskiej-Koper i Krystynie Gudel.

Polecam lekturę tej i innych książek wydanych przez Jamiński Zespół Indeksacyjny.

Józefa Drozdowska

Do tekstu dołączam cztery wiersze: Barbary Gałczyńskiej, „Babci Tekli ścieżki zwykłe”, Krystyny Gudel, „Czworonogom z Sonieczkowa w Żarnowie”, Urszuli Sieńkowskiej-Cioch, „Tam i z powrotem do Turówki” oraz Piotra W. Wiśniewskiego, „Z subiektywnym rankingiem”.

 

 
Opublikowano Dodaj komentarz

od Piramowicza do Piramowicza

Całkiem niedawno ukazały się augustowskie wspomnienia Witolda Wołosewicza, pierwszego dyrektora Państwowego Seminarium Nauczycielskiego, a później Liceum Ogólnokształcącego. A że uczestniczyłem w redagowaniu tej pozycji, przejść obok niej obojętnie nie mogę. Obecnie szkoła, której dyrektorował Wołosewicz nosi nazwę I Liceum Ogólnokształcące im. Grzegorza Piramowicza w Augustowie. Grzegorz Piramowicz patronem szkoły był od samego początku. Warto więc wspomnieć kim on był.

Grzegorz Piramowicz (ur. 25 listopada 1735 we Lwowie, zm. 14 listopada 1801 w Międzyrzecu Podlaskim) był pedagogiem, nauczycielem i wychowawcą, zaangażowanym pisarzem i wybitnym mówcą; teoretykiem wymowy i poezji, także filozofem i teologiem; jednocześnie – jak piszą badacze – gruntownie wykształconym człowiekiem idei i pasji. Ten wychowanek, a potem członek zakonu jezuitów położył wielkie zasługi na polu szkolnictwa – współpracując z innymi ludźmi postępu w Komisji Edukacji Narodowej, był jednym z twórców zreformowanej „nowej” szkoły. Był postacią niezwykle zasłużoną dla polskiego, nowoczesnego systemu edukacji. Nic dziwnego więc, że wiele szkół w Polsce nosi jego imię, w tym augustowskie liceum.

I teraz skok z Augustowa do Maciejowic! Tak, tych Maciejowic, które zasłynęły bitwą toczoną przez oddziały Tadeusza Kościuszki a wojskami rosyjskimi w czasie insurekcji w 1794 r. Maciejowice leżą na południowych krańcach Mazowsza, w powiecie garwolińskim, ok. 80 km od Warszawy (aczkolwiek historycznie to tereny ziemi stężyckiej przynależnej do dawnego województwa sandomierskiego). Z parafii Maciejowice pochodzi moja praprababka – Julianna Pawelec i wszyscy jej przodkowie. Prócz nazwiska Pawelec (wsie Kawęczyn, Uchacze, Kobylnica), są to: Filipowicz (wieś Godzisz), Krzemiński (Uchacze), Hys, Cholewa i pewnie inne, do których jeszcze nie dotarłem.

Jaki jest związek pomiędzy liceum w Augustowie, a Maciejowicami? Oczywiście poprzez postać Grzegorza Piramowicza! Otóż ksiądz Grzegorz Piramowicz w latach 1777-1789 pełnił funkcję proboszcza parafii Maciejowice (tej informacji nie znajdziecie w wikipedii). Maciejowice są dumne z takiego dziedzictwa. Jest tam ulica Piramowicza i gimnazjum im. Piramowicza, a w kościele na jednym z filarów wmurowana jest pamiątkowa tablica ku czci dawnego proboszcza. Jej zdjęcie zrobiłem w ostatnią sobotę na ślubie jednego z wielu potomków Julianny Pawelec.

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Praskie spotkania?

Co ma wspólnego warszawska Praga z regionem Suwalszczyzny? Kulturowo i geograficznie są to niesłychanie odległe od siebie miejsca, ale jednak…

Są osoby pochodzące z Suwalszczyzny, które los rzucił w odległe regiony kraju, m.in. do prawobrzeżnej części Warszawy. Są też takie, które pochodząc z Pragi w różny sposób otarły się o region Suwalszczyzny.

Mam przyjemność przygotowywać do druku książkę-wspomnienia Leszka Juliusza Rylskiego. Jest to postać wybitna i niewątpliwie zasługująca na szersze omówienie. Jeśli ktoś bliżej interesuje się historią polskiej piłki nożnej, Leszka Rylskiego nie trzeba mu przedstawiać. Był piłkarzem, a później działaczem piłkarskim. Był sekretarzem generalnym PZPN w latach 1959-1972, a więc prowadził polską piłkę na same szczyty sławy i popularności. Był jedną z ośmiu osób, które podpisały akt założycielski UEFA i jako pierwszy Polak w historii był członkiem komitetu wykonawczego UEFA. Ale nie o osiągnięciach Leszka Rylskiego chciałem napisać ten Post (choć same wciskają się pod moje palce). Urodził się  w Suwałkach gdzie ukończył Państwowe Seminarium Nauczycielskie. W związku z tym, że jego ojciec i głowa rodziny był wojskowym, rodzina często zmieniała miejsce pobytu. Na początku niemieckiej okupacji przeniosła się na warszawską Pragę.

Kamienica Juliusza Nagórskiego, Targowa 15, Warszawa-Praga
Kamienica Juliusza Nagórskiego, Targowa 15, Warszawa-Praga

Od grudnia 1939 roku mieszkali w kamienicy pod adresem Targowa 15 (we wspomnieniach jest osobny rozdział poświęcony temu miejscu), tuż obok wiaduktu kolejowego nad Targową. W latach 1940-43 młody Leszek Rylski pracował w biurze Przedsiębiorstwa Handlowego A. Russek mieszczącego się całkiem niedaleko miejsca zamieszkania, przy ulicy Brzeskiej 16 (obecnie niezabudowana parcela). Do pracy musiał więc iść najpierw ulicą Kijowską, a następnie Brzeską przez pół jej długości.

Dlaczego na powyższym planie zaznaczyłem również adres Brzeska 11? Leszek Rylski idąc do pracy musiał przechodzić koło tej kamienicy. Właśnie pod adresem Brzeska 11 urodziłem się ja i spędziłem tam pierwsze lata swojego życia. W 1941 r. urodziła się tam moja mama Barbara, a także w 1911 r. jej ojciec a mój dziadek Dionizy. Czytając więc wspomnienia Leszka Rylskiego nie mogłem oprzeć się myśli, że ten młody wówczas człowiek mógł rozmawiać z moim dziadkiem, albo odprowadzić wzrokiem moją babcię pchającą wzdłuż Brzeskiej wózek z moją mamą… A może chodził do fryzjera pod nr 9, a 25 lat później ja siadałem na tym samym fotelu?

Moja mama. Zima 1941/42
Moja mama. Zima 1941/42