
Mało kto wie, że w leśnej mogile na uroczysku Diable Bielaszki w okolicach Rajgrodu spoczywają narzeczeni, którzy pochodzili z tej samej wsi, kształcili się przed wojną, a ich plany zawodowe i matrymonialne przerwała tragiczna śmierć latem 1943 roku.
Było już kilka publikacji na ten temat i też kilka wersji tej tragedii z sierpnia 1943 roku. Ten artykuł oparłem na najlepiej opisanej wersji opublikowanej przez Janusza Sobolewskiego w numerze 7 z 2020 roku “Rajgrodzkich Ech”, z moimi uzupełnieniami i poprawkami opartymi na przekazie rodziny Orłowskich - bezpośrednich świadków wydarzeń.
Jadąc z Rajgrodu do Woźnejwsi tzw. starą drogą, przed ścianą lasu skręcamy w lewo i wjeżdżamy do "Rajgrodzkich Choinek". Po kilkuset metrach dojeżdżamy do uroczyska Diable Bielaszki, gdzie znajduje się upamiętnienie zbrodni, jakiej dokonali hitlerowcy na mieszkańcach Woźnejwsi: rodzinie Nowickich i Celinie Orłowskiej. Mało kto wie, że w leśnej mogile spoczywają narzeczeni, którzy pochodzili z tej samej wsi, kształcili się przed wojną, a ich plany zawodowe i matrymonialne przerwała tragiczna śmierć latem 1943 roku. Jak do tego doszło?
W okresie międzywojennym w Woźnejwsi Orłowscy i Nowiccy byli sąsiadami; Nowiccy pochodzili z Kurpi. Po powstaniu styczniowym osiadł tu żeniąc się z córką podleśnego lasów rajgrodzkich Feliksa Pieniążka (kolejnego zarządcy lasów po Józefie Sienkiewiczu, Janie Stefanie Ballogh, Adamie Formuz, Józefie Brzozowskim i Kazimierzu Jabłońskim) Władysław Mateusz Nowicki, powstaniec, uczestnik bitwy pod Wincentą, późniejszy wójt gminy Pruska. Miał on kilkoro dzieci, z których syn Jakub był nauczycielem, kierownikiem szkoły w Rajgrodzie i Woźnejwsi, a po przejściu na emeryturę pozostał w rodzinnym domu w tej miejscowości. Podczas okupacji sowieckiej, 20 czerwca 1941 roku, jego żonę z dwoma synami i siostrę (nauczycielkę z Woźnejwsi) wywieziono na Syberię. Inny z synów powstańca Władysława Mateusza, Norbert Nowicki, pracował na kolei w Starosielcach. Ożeniony z Leokadią Karpińską z Woźnejwsi, miał tu działkę, na której postanowił zbudować dom, by po przejściu na emeryturę wieść spokojne życie w urokliwie położonej wsi. Jeszcze przed wojną budową domu zajął się jego najstarszy syn, Bolesław, który był weterynarzem w Grajewie. Jak napisał ks. Stanisław Nowicki, sybirak, syn Jakuba, "Bolek nie był wzorem wszystkich cnót, a przeciwnie. Uważał, że świat jest po to stworzony, by jemu było dobrze. A czy ludziom będzie z nim dobrze? - to go nie obchodziło. Doszło do tego na parę lat przed wojną, że mój ojciec zerwał z nim i rodziną stryja wszelkie kontakty, bo Bolek nie przyniósł zaszczytu naszemu nazwisku. Bolek sprowadzał wozami konnymi ze stacji kolejowej w Grajewie cegłę na budowę domu w Woźnejwsi i zwoził z dalekich pól kamienie na fundament itp. A później targował się z gospodarzami i pewno trudno było od niego wydębić należność, co było słuszną przyczyną gniewu gospodarzy".
Trudny charakter Bolesława Nowickiego i jego postępowanie z mieszkańcami Woźnejwsi przyczyniły się do tego, iż Nowiccy nie byli lubiani w Woźnejwsi.
Po zajęciu naszych ziem przez Niemców, latem 1941 roku, zorganizowali oni swoją administrację na okupowanych terenach. Podstawą funkcjonowania tej administracji byli amtskomisarze i żandarmi. Oficerowi żandarmerii rezydującemu w Rajgrodzie podlegały posterunki żandarmerii w samym Rajgrodzie, jak też w Bełdzie i Woźnejwsi. 1 grudnia 1941 roku żandarmii na swą siedzibę zajęli drewniany budynek szkoły w Woźnejwsi. Amtskomisarz urzędował w Kroszewie, a woźnawiejskim posterunkiem dowodził Koloff, miał on do dyspozycji 10 żandarmów: Emila Bogatscha, Siegfrieda Hella, Tschapko vel Czapka, Georga Heina, Heinmanna, Thulla i pozostałych o nieustalonych personaliach.
Jak napisał ks. Nowicki, jak podają mieszkańcy Woźnejswi, pożar domu Kuryłów miał związek z tragedią, jaka się tu rozegrała pod koniec sierpnia 1943 roku. Burzy wtedy nie było, elektryczności Woźnawieś wówczas nie posiadała, a domek biednego Kuryły spłonął. Żandarmi wszczęli dochodzenie. Zapytali Kuryłę o to - z kim on się gniewa? Pogorzelec odpowiedział, że z Bolkiem Nowickim, bo on nie zapłacił mu za przywożenie cegły wozem konnym. Podejrzenie padło więc na Bolesława Nowickiego, który wraz z rodziną ojca mieszkał w jeszcze niewykończonym domu. Rodzina Norberta Nowickiego sprowadziła się na wieś, podobnie jak wiele innych polskich rodzin, gdyż podczas okupacji życie na wsi było łatwiejsze. Bolesław Nowicki został aresztowany. Przesłuchiwany przez Gestapo w Grajewie, bity podczas śledztwa, jak twierdził ojciec ks. Nowickiego, podpisał współpracę z Niemcami. Bojąc się ewentualnego wyroku śmierci, wydanego na donosiciela przez Armię Krajową, nie podjął współpracy z okupantem. Postanowił ukrywać się. Zapewne w tym celu w nowym domu wykonano kryjówkę. Był to tunel prowadzący do rzeki, do dzisiaj widnieją ślady po tym tajnym przejściu, umożliwiającym ewakuacje w razie zagrożenia.
Przekaz ks. Stanisława Nowickiego może być subiektywny ponieważ te dwie gałęzie rodziny Nowickich niezbyt się lubiły. Z moich rozmów i z przekazu Orłowskich wynika, że jest możliwe, że Bolesław Nowicki działał w konspiracji w AK lub bardziej w ZWZ i poniekąd wciągnął młodzież do konspiracji (wykradane ausweisy, “dziwni ludzie” pojawiający się w domu Nowickich, budowa tunelu – był zrobiony wcześniej przed aresztowaniem Bolesława). Podczas tych tragicznych wydarzeń Bolesław Nowicki przebywał w Warszawie.
W drugiej połowie sierpnia 1943 roku na mieszkańców wsi i okolicy padł blady strach. Wiązało się to z dniem 16 sierpnia, kiedy żandarmi spacyfikowali wieś Grzędy, rozstrzeliwując na miejscu 35 jej mieszkańców. Przez Woźnąwieś zaś wieziono pozostałych do obozu w Grajewie. Niedługo po traumie grzędziańskiej, dwaj żandarmi - Kolof i Bogatz (taką pisownię stosował ks. Nowicki), przybyli do domu Norberta Nowickiego. Ich i dwóch szucmanów (policjantów pomocniczych, rekrutowanych najczęściej z Polaków) przywiózł furmanką Bronisław Milewski, którego wzięli na podwodę. Był on świadkiem tragedii, jaka rozegrała się w domu Nowickich. Wszedł za żandarmami i szucmanami, dla których miała tu być kwatera. W czasie wchodzenia do mieszkania dały się słyszeć dziwne odgłosy, dochodzące z przyległego do kuchni pokoju. Żandarmi natychmiast się tam udali i polecili szucmanom odsunąć szafę. Ukazał się wówczas otwór w podłodze, prowadzący do piwnicznej kryjówki, do którego wchodziło się przez szafę. Jeden z żandarmów strzelił z karabinu w podłogę i krzyknął, by natychmiast wyjść z piwnicy, bo wrzuci granat. Z kryjówki wyszedł Jan Nowicki, najmłodszy syn Norberta (Bolesława wówczas nie było w domu). Niemcy zaczęli bić Janka i pytać go o przyczynę jego ukrywania się. Matka stanęła w obronie syna, ale uderzona kolbą karabinową w piersi, upadła na podłogę. Najprawdopodobniej Janek, zobaczywszy żandarmów idących do ich domu, sądził, że szukają brata Bolesława. W jego mniemaniu, skoro nie znaleźliby Bolesława, zabraliby jego. Postanowił skorzystać z kryjówki. Pospieszne wchodzenie do szafy z pewnością dostarczyło uszom żandarmów głuchego łomotu, wydobywającego się z wnętrza szafy niczym z pudła rezonansowego.
Po rewizji, w domu Nowickich znaleziono czysty blankiet auswajsu (Ausweis - dowód osobisty), ale opieczętowanego i z podpisami. Ponadto odkryto list z frontu od Wacława Nowickiego (syn Norberta), który ukończył podchorążówkę i jako podporucznik wziął udział w wojnie obronnej 1939 roku. Zginął 17 września w stopniu porucznika. Norberta i Leokadię Nowickich wraz z ich synem Janem aresztowano. Doszło też do zatrzymania Celiny Orłowskiej, narzeczonej Jana.
Wilno, 1 maja 1937 r. Urodziny Janka Nowickiego - od lewej w górnym rzędzie stoją: Cecylia Nowicka z bratem, dalej Celina Orłowska z Janem Nowickim, poniżej w środku siostra Celiny, Leokadia z Orłowskich Łozowicka, z mężem Feliksem
Podczas transportowania zatrzymanych do siedziby żandarmerii w budynku szkoły, kiedy przechodzili obok domu Orłowskich, Celina Orłowska widząc, że aresztowano narzeczonego, nie mogąc opanować emocji, wybiegła z płaczem na drogę, i ją także zabrano razem z Nowickimi.
Bronisław Milewski widział podczas wchodzenia do domu Nowickich, ich córkę Lotkę (Leokadię). Potem jej nie było, bo kiedy wszyscy udali się do pokoju, ona z kuchni wyszła na zewnątrz i skryła się w pobliskim lesie.
Po uwięzieniu Nowickich i Orłowskiej w chlewie przy szkole, miejscowym gospodarzom nakazano ich pilnować. Kolof i Bogatz zwolnili Milewskiego, a za furmana wzięli młodego Brodowskiego. Postanowili jechać do Bełdy do gminy. Zapewne zamierzali zgłosić tamtejszemu amskomisarzowi "wyciek" czystego blankietu auswajsu, znalezionego w domu Nowickich. Być może "na gorąco" chcieli zatrzymać osobę mającą nadzór nad tymi drukami, bądź mającą do nich dostęp. Po drodze ich dociekania poniekąd sfinalizowały się, znacznie wcześniej niż się tego spodziewali.
Kiedy lasem jechali w kierunku Bełdy, w oddali zobaczyli idącą im naprzeciwko kobietę. Jeden z nich miał powiedzieć: "O, jakaś baba idzie". Na to, nieświadomy wagi swej wypowiedzi, chłopak Brodowski odparł, że to Cecylia Nowicka. Ona właśnie pieszo wracała z pracy w bełdowskiej gminie do domu. Zobaczywszy na furmance żandarmów, zeszła z drogi i przykucnęła pod krzaczkiem, udając, że się załatwia. Żandarmi natychmiast ją aresztowali i zawieźli do wcześniej uwięzionych. Była absolwentką Wydziału Sztuk Pięknych Uniwersytetu Wileńskiego i jak napisał ks. Nowicki, dziwiono się bardzo, że poszła pracować w gminie w Bełdzie. Nie wiedziano, że było to z polecenia AK. Należąc do tej organizacji podziemnej, dostarczała konspiratorom czyste blankiety auswajsów, czy też ważnych wiadomości.
Rodzinę Nowickich i Orłowską poddano ciężkiemu śledztwu, bijąc przy tym i stosując inne kary. Jednak nie trwało to długo, tj. do 29 sierpnia 1943 roku.
Brat Celiny Orłowskiej Romuald znając dobrze język niemiecki próbował negocjować z żandarmami, ale niestety nic z tego nie wyszło, byli oskarżeni o przestępstwo polityczne traktowane inaczej niż inne wykroczenia.
Jakub Nowicki, spoglądając ukradkiem zza firanki, widział jadącą furmankę z Kolofem i Bogatzem. Na niej siedzieli: Norbert, Leokadia, Cecylia, Jan Nowiccy i Celina Orłowska. Byli w bieliźnie i ze skrępowanymi do tyłu ręcami, dostrzegł też leżące w gnojówkach szpadle. Pojechali w kierunku Rajgrodu, najwyraźniej wioząc aresztowanych na rozstrzelanie. Tak też się stało, strzelali im w tył głowy i zakopali w niezbyt głębokim dole. Przypadkowymi świadkami tego mordu byli Ignacy Tyburski i Jan Gałaszewski. Arkadiusz Chiliński w swej pracy magisterskiej napisał: "Byli wówczas w lesie i widzieli, jak Niemcy mordowali Nowickich oraz Orłowską. Obaj szczegółowo opisali to wydarzenie, przy czym Tyburski był w stanie opisać wygląd oprawców oraz rozpoznać na podstawie fotografii zabite małżeństwo Nowickich, których wcześniej nie znał. Wielu świadków 29 sierpnia 1943 roku widziało trzech żandarmów, którzy wywieźli Nowickich i Orłowską do lasu. Zidentyfikowano ich jako: Bogatza, Kollofa, oraz Heina".
Miejsce spoczynku rozstrzelanych oznaczył kijem Bolesław Nowicki, wskazane mu po wojnie. Kiedy z siostrami Zosią i Lotką postanowił postawić na tej leśnej mogile krzyż z napisami, trudno mu było odnaleźć to miejsce.
Upamiętnienie miejsca stracenia rodziny Nowickich i Celiny Orłowskiej
Wykonane z inicjatywy ks. Stanisława Nowickiego w 1966 r.
Widok obecny 1 listopada 2025 r. (w 1970 r. dodano drewniany krzyż z tablicą)
Zdjęcie przedstawia członków rodziny Nowickich i Orłowskich, wykonane około 1925 r. Zdjęcie z Nowickimi, tymi którzy zamordowani zostali 29 sierpnia 1943 r. w lesie Choinki. Pani w kapelusiku to Leokadia Nowicka, z domu Karpińska. Obok (najmłodsza) to Celina Orłowska, dalej Genowefa Orłowska (nauczycielka w Woźnejwsi, Kuligach). Chłopcy to Wacław Nowicki (oficer, zginął we wrześniu 1939 r.) i Bolesław Nowicki (weterynarz, lekarz med.). Na koniu Czesław Orłowski (nauczyciel w Sokółce, sybirak, wracał z Berlingiem)
Na podstawie artykułu Janusza Sobolewskiego opublikowanego w numerze 7 z 2020 roku “Rajgrodzkich Ech”
| Dziękujemy, że przeczytałeś/przeczytałaś ten tekst do końca. Jeśli uważasz, że to co robimy jest wartościowe, rozważ wsparcie. Wejdź na stronę jzi.org.pl/wspieraj lub patronite.pl/jzi. Dziękujemy! |
- Tajemnica leśnej mogiły - 22 sierpień 2026
- Leon Cieciuch – pionier polskiej radiofonii w USA - 15 kwiecień 2026
- Jan Stefan Ballogh – nadleśny rajgrodzki i augustowski w czasach reformy lasów narodowych - 18 październik 2025


























