Opublikowano Dodaj komentarz

Zapracowany ksiądz

Jako członek Jamińskiego Zespołu Indeksacyjnego indeksuję sporo ksiąg metrykalnych i weryfikuję indeksy stworzone przez innych, podobnych do mnie wolontariuszy[1]. Czasami jest to dość nużący proces – wydaje się, że kolejna metryka jest podobna do poprzedniej. Poszukuję więc motywacji do tego co robię i najczęściej znajduję ją w tym co robię.

Indeksacja JZI

Format indeksacji stosowany przez JZI, czyli wypisywania z metryki wszystkich istotnych dla genealoga informacji, włącznie z pozoru nieistotnymi, jak np. świadkowie, chrzestni, dopiski czy po prostu data sporządzenia wpisu do księgi, jest procesem czasochłonnym. Wiele osób zadaje mi pytanie, po co tak szczegółowo indeksować. Lepiej wypisać podstawowe informacje z metryki, a indeksować szybciej i więcej – argumentują. Częściowo zgadzam się z takim podejściem, ale gdy początkujący genealog zbuduje już drzewo swoich przodków i pozostanie w nim pasja badania historii rodziny, zaczyna drążyć głębiej. Zaczyna go interesować nie tylko rok urodzenia i zgonu oraz czyim dzieckiem był przodek, czy dalszy krewny, ale też czym się zajmował, jak żyli ludzie w jego wsi lub miasteczku, ile płacili za pogrzeb czy z kim ucztowali na chrzcinach czy weselach. Budujemy w ten sposób obraz świata zaginionego, często osadzonego już tylko w wyobraźni, podpartej nieco literaturą, historycznymi filmami, ale też mocno zakotwiczonego w odnalezionych dokumentach.

W tym artykule chciałbym się skupić na jednej parafii, na jednym stuleciu i na jednym aspekcie związanym z rozszerzoną indeksacją JZI. Chodzi mi mianowicie o datę wpisu aktu zgonu do księgi. Informacja pozornie nieistotna, ale można ją wykorzystać do ciekawej analizy.

Analiza

Analizę oparłem na danych z parafii Bargłów od roku 1808 do końca XIX wieku. Za ten okres istnieją wszystkie księgi zgonów i wszystkie zostały już zindeksowane w formacie JZI. Oznacza to, że z danych można wyekstrahować datę wpisu do księgi i jest zachowana ciągłość tych danych[2]. Przeanalizowałem częstość wpisów zgonów do księgi i wyraziłem ją w godzinach. Innymi słowy, jeśli danego dnia dokonano 3 wpisów, oznacza to, że wystąpiły co 8 godzin. Jeśli kolejne wpisy następowały dzień po dniu – oznaczało to, że odstęp między nimi wyniósł 24 godziny. Wiemy jednocześnie, że zapisujący metryki to też człowiek i nie pracował przez 24 godziny na dobę. Założyłem, że ksiądz mógł być aktywny i pełnić swoją posługę przez 16 godzin na dobę. A więc po normalizacji, jeśli były wykonane cztery wpisy dziennie, to oznaczało, że co 4 godziny ksiądz zapisywał zgon.

Dane wynikowe nazwałem tak jak tytuł tego artykułu, czyli „Zapracowany ksiądz”. Na wykresie przedstawiłem dane uśrednione. Dzięki uśrednieniu udało się zlikwidować kilka drobnych luk związanych z brakiem pojedynczych metryk, a także nieco wygładzić wykres. Ujemną stroną uśredniania jest utracenie faktycznych minimów, ale ogólny obraz nie został utracony.

Interpretacja danych

W jaki sposób interpretować dane? Gdy wykres zbliża się do osi poziomej, mamy do czynienia z bardzo częstymi zapisami w księdze zgonów. Jednym z logicznych uzasadnień jest wysoka umieralność w danym okresie spowodowana wybuchem epidemii na danym obszarze. Można więc prześledzić występowanie tego typu nieszczęść prześladujących lokalną społeczność na przestrzeni XIX wieku. Drugą przyczyną może być udział miejscowej ludności w konfliktach zbrojnych. Tego wątku nie chciałbym tutaj szerzej rozwijać, bo oddziały powstańcze były mobilne, a ich skład był różnorodny. Ci, którzy zginęli lub zmarli z ran chowani byli w bezimiennych mogiłach, a jako nieznani nie byli wpisywani do ksiąg metrykalnych.

Gdy wykres z kolei oddala się od osi poziomej mamy do czynienia z rzadszymi zgłoszeniami zgonów. Przyczyny mogą być co najmniej dwie. Po zakończeniu epidemii liczebność lokalnej społeczności spadła na tyle, że nawet przy typowej umieralności w liczbach bezwzględnych zgonów zgłaszano mniej. Drugą przyczyną może być czasowa nieobecność księdza na plebanii, a zgony mogły być zgłaszane z opóźnieniem, w sąsiedniej parafii lub niezgłaszane wcale[3].

Warto również zaobserwować ogólny trend. Przez większą część XIX wieku liczba ludności parafii Bargłów wzrastała, a więc wzrastała również częstość zgłoszeń zgonów. Dopiero w końcówce tego okresu stan zdrowotny społeczeństwa zaczął się nieco poprawiać i widać wyraźny spadek w częstości zgłaszania zgonów.

Epidemia cholery w 1873

Przyjrzyjmy się bliżej dekadzie 1870-1880. Rok 1873 naznaczony został epidemią cholery, która szczególnie w zaborze rosyjskim i austriackim zbierała ogromne żniwo. Na wykresie (powiększono dekadę lat 70-tych XIX wieku) wyraźnie widać, że na terenie parafii Bargłów cholera szalała we wrześniu i październiku 1873. Z analizy poszczególnych metryk za te miesiące widać, że rejestrowano nawet do 5 zgonów dziennie. Uśrednianie co prawda wygładza wykres i likwiduje tak skrajne wartości, ale minimum jest wyraźnie naznaczone. Pół roku później ilość zgonów wyraźnie spada – lokalna społeczność została już mocno przerzedzona – co pokazuje maksimum wykresu przypadające na lato następnego roku.

Co dalej?

Podobną analizę można rozszerzyć na inne parafie, które mają komplet (lub prawie komplet) ksiąg metrykalnych za badany okres. Porównując miejsca minimów wykresu da się określić przebiegi epidemii w czasie i przestrzeni – na jakim obszarze pojawiały się w pierwszej kolejności, a na jakim epidemia zakończyła śmiertelne żniwo.

Znacznie trudniejsza jest analiza w ramach jednej parafii, ale z podziałem na poszczególne wsie. Trudna ze względu na to, że niektóre wsie były małe, a zatem i ilość danych do analizy może być niereprezentatywna. Jednak dla największych wsi danej parafii taka analiza jest jak najbardziej możliwa i może dać ciekawe wnioski.

Zakończenie

Indeksacja JZI daje szerokie możliwości analizy danych dla całej parafii oraz dla całego regionu, którym się zajmujemy. Przedstawiono tu tylko jeden drobny przykład, który można dalej rozszerzać, analizując na przykład, które grupy wiekowe zostały najbardziej dotknięte epidemiami, z jakich miejscowości, jak to wpłynęło na status społeczny tych, którzy epidemię przetrwali itp.

Nieustająco zachęcamy do udziału w indeksacji oraz do dzielenia się spostrzeżeniami, które w trakcie tej pracy się pojawiają.


[1] Więcej o indeksacji i weryfikacji można przeczytać w artykule „Czym jest indeksacja akt metrykalnych

[2] Poza pojedynczymi stronami, które zostały wyrwane z ksiąg lub przez nieuwagę nie zostały sfotografowane.

[3] Zanim zaczęto zakładać przykościelne cmentarze, zmarłych grzebano w tzw. mogiłkach. Później parafianie mieli obowiązek chowania zmarłych na cmentarzach zarządzanych przez władze kościelne. Tradycja chowania na mogiłkach była kultywowana na niektórych obszarach jeszcze pod koniec XIX wieku, a jako, że była nielegalna, zmarłych pochowanych w ten sposób nie zgłaszano do ksiąg.

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Księga chrztów z Augustowa z lat 1732-1745

Działo się to w czasach, gdy Żarnowo zwane było Ziarnowem, Biernatki – Bernatkami, a Szczebra – Ściebrą. Kolnica była podzielona na Małą i Wielką, a wsie takie jak Wojciech, Strękowizna, Strzelcowizna czy Sajenek były rudniami. Księga chrztów, o której mowa obejmuje lata 1732-1745, choć znajduje się w niej dosłownie kilka wpisów z lat późniejszych. Wykorzystano po prostu pozostawione miejsce.

Nie wiadomo, w którym roku metryki zostały wtórnie ponumerowane (ostatnia nosi numer 1624), ale już w późniejszym okresie wyrwano z księgi pierwszych 20 kart. Zostały niewielkie fragmenty przy wewnętrznym marginesie z fragmentarycznymi danymi, moim zdaniem bez znaczenia genealogicznego. Wandalizm dotknął 345 pierwszych metryk z tej księgi.

Na pozostałych, całych stronach znalazło się łącznie 1307 metryk. Szacując, że jeden rocznik to około 100 metryk, oryginalnie księga faktycznie rozpoczynała się najprawdopodobniej w roku 1729.

Geograficznie ówczesny obszar parafii augustowskiej był bardzo rozległy, obejmował dodatkowo tereny później powstałej parafii szczeberskiej. W tamtym okresie Szczebra może nie była najludniejszą miejscowością parafii augustowskiej, ale była siedzibą guberni szczeberskiej. Przez Szczebrę przewijały się znamienite osoby, które od czasu do czasu pojawiały się w kościele augustowskim, by podawać dziecko do chrztu. Prócz miejscowości graniczących z parafiami Bargłów i Janówka, znajdziemy tam tak odległe od Augustowa wsie, jak Danowskie, Serwy czy Gorczyca. W księdze znalazło się również całkiem sporo metryk dzieci rodzin mieszkających w ościennych parafiach: janowskiej i bargłowskiej, a także na terenie pogranicznych Prus. Ze względu na pochodzenie proboszcza Pieńkowskiego jest też kilka wpisów dotyczących ziemi wiskiej – chrzty dzieci rodziny czy przyjaciół proboszcza wizytujących Augustów.

Lata 1732-1745 to okres urzędowania trzech proboszczów:

  • Jakub Klimowicz – od początku księgi do października 1734 roku
  • Jan Reszka – od grudnia 1734 do kwietnia 1736
  • Jan Stanisław Pieńkowski – od maja 1736 do końca księgi (ostatni wpis jest ze stycznia 1745)
Jedna z metryk spisanych reką ks. Klimowicza
Jedna z metryk spisanych reką ks. Klimowicza

Proboszcz Pieńkowski urzędował na parafii znacznie dłużej, a świadczy o tym choćby późniejszy, pojedynczy wpis z 1756 roku pisany jego ręką.

Podczas nieobecności proboszczów chrztów udzielali i wpisy uzupełniali zastępcy: ks. Hilary Mariusz Klicki, miejscowy wikariusz, ks. Jan Bańkowski, augustowski proboszcz obrządku greckiego, czy proboszczowie z sąsiednich parafii, zakonnicy czy gościnnie pojawiający się hierarchowie z Sejn i Wilna.

Każdy z proboszczów miał swój charakterystyczny styl zapisywania metryk, mniej lub bardziej detaliczny. Wydaje się, że najbardziej sumienny był ks. Pieńkowski, który pisał wyraźnie z zachowaniem gramatycznej struktury zdań, a także obszernie opisywał funkcje i tytuły szlachetnych rodziców i chrzestnych. Najmniej dbający o solidność zapisów był z kolei ks. Reszka, zwłaszcza pod koniec swojej dość krótkiej kadencji. Jego wpisy były niedbałe, pisane zdawkowo i często niedokończone.

Przykłądowa metryka spisana przez ks. Reszkę
Przykłądowa metryka spisana przez ks. Reszkę

Zawarte w tej księdze metryki zawierają następujące informacje:

  • Numer aktu
  • Miejscowość zamieszkania rodziców
  • Data chrztu
  • Imię i nazwisko księdza udzielającego chrztu
  • Imię nadane dziecku
  • Imię i nazwisko ojca, ewentualnie status społeczny czy funkcja
  • Imię i nazwisko matki, ewentualnie status społeczny
  • Imiona nazwiska, status społeczny czy funkcja chrzestnych i asystentów
Metryka z 1740 roku zapisana przez ks. Pieńkowskiego
Metryka z 1740 roku zapisana przez ks. Pieńkowskiego

Niestety nie każda metryka zawiera taki komplet informacji. Czasem brakuje podstawowych danych takich jak miejscowość (zwłaszcza przy wpisach na samej górze danej strony) czy nawet nazwisko rodzica. Najczęściej we wpisach pomijano nazwisko panieńskie matki, ale było to mocno uzależnione od urzędującego proboszcza: ks. Klimowicz – 40% pominiętych nazwisk, ks. Reszka – 21% pominiętych, ks. Pieńkowski 68% pominiętych. Mimo sporej liczby pominiętych wpisów nazwisk rodowych matek, to przy odrobinie szczęścia i uważnej analizie wszystkich wpisów dotyczących danej rodziny można w sporej części przypadków takie dane ustalić.

Na pewno pomoże w tym księga ślubów obejmująca podobny okres i ciągle czekająca na zindeksowanie.

Na koniec zadanie dla największych entuzjastów historii lokalnej i genealogii: na podstawie wpisów z tej księgi ustalić listę rodzin i osób zamieszkujących parafię augustowską, czyli spis mieszkańców parafii. Zadanie trudne, ale wykonalne, do którego potrzebny jest nie tylko entuzjazm i zacięcie, ale też mnóstwo czasu. Taka analiza byłaby jednak bezcennym przyczynkiem do poznania historii regionu.

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Nowa okładka “Księgi pamięci Żydów augustowskich”

Już chyba wszyscy wiedzą, jak wygląda projekt okładki „Księgi pamięci Żydów augustowskich”. Publikowaliśmy go w wielu miejscach, aż do znudzenia. Stwierdziłem jednak, że projekt ten, o ile skutecznie nawiązuje zarówno do skromnej okładki oryginału, jak i do okładki poprzedniej księgi pamięci wydanej przez JZI (o Żydach sokólskich), to jest za mało związany z samym Augustowem. Czas więc było coś wymyślić. Jakiś augustowski akcent na okładce, inny niż tylko w tytule.

Wiele razy zatrzymywałem się przy pomniku wybudowanym na dawnym cmentarzu żydowskim w Augustowie, zastanawiając się nad smutnym losem augustowskich Żydów. Zastanawiałem się również kim są ludzie, którzy ten pomnik postawili. Teraz, dzięki zaangażowaniu w projekt tłumaczenia i wydania „Księgi pamięci Żydów augustowskich” moja wiedza na ten temat jest znacznie obszerniejsza. Pomnik ten jest najbardziej znanym dziś symbolem dawnej obecności Żydów w tym mieście i pomyślałem, że w jakiś sposób powinien zostać utrwalony na okładce książki.

Stąd graficznie niewielkie, ale moim zdaniem symbolicznie istotne zmiany w nowym projekcie okładki. Wewnętrzny obrys ornamentu odzwierciedla kształt górnej połowy pomnika. Dodatkowo w szczytowej części umieściłem wierną kopię menory (siedmioramiennego świecznika, symbolu judaizmu), która została wykuta w oryginalnym pomniku. Osobie patrzącej na okładkę projekt ma przypominać o losach Żydów Augustowskich, a jednocześnie nie powinien tracić pierwotnych powiązań z poprzednimi wydaniami ksiąg pamięci, w tym z oryginałem księgi augustowskiej.

Swoją drogą przykro jest patrzeć w jaki sposób niektórzy potraktowali pomnik postawiony na poświęconej ziemi. W wielu miejscach poobtłukiwany ciężkim narzędziem, z którym ktoś specjalnie pojawił się w tym miejscu. Stojące za nim ocalałe z cmentarza macewy pokryte są ohydnymi napisami. Pomnik przypomina o znaczeniu społeczności żydowskiej dla Augustowa, jego zniszczenia o tym, że część z nas nie wiedzieć czemu wciąż i wciąż próbuje wymazać tamtych ludzi z pamięci. Wydając „Księgę pamięci Żydów augustowskich” pokazujemy, że pamięć i wspomnienia nie są utrwalone w kamieniu, lecz w słowach. Nie będzie łatwo ich zniszczyć!

 
Opublikowano Jeden komentarz

Rodzina Hay w Gminie Dowspuda

Indeksacja akt metrykalnych przynosi czasem prawdziwe niespodzianki. Ostatnio z parafii Janówka, która swoim zasięgiem obejmowała znaczną część Gminy Dowspuda.

Generał Hrabia Ludwik Michał Pac, właściciel dóbr Dowspuda, osiedlał tam kolonistów, głownie z krajów anglosaskich, którzy często uprawiane ziemie i swoje domostwa nazwali w ten sposób, aby przypominały ich rodzinne strony. Stąd w aktach metrykalnych z Janówki pojawiają się takie miejscowości jak Szkocja, Hawenlok czy Nowy Jork. Część z nich przetrwała do dziś, część zniknęła z map i dokumentów.

Janówka, 4 czerwca 1841. Na plebanię stawia się młody, 22-letni dzierżawca kolonii Nowy Jork, Jakub  (Jacob) Hay, by wraz z Józefem Baranowskim, gospodarzem z Janówki, zgłosić śmierć 3-letniej Anny Abramowicz, córki niezamężnej Katarzyny, wykonującej różne prace w tejże kolonii.

Rodzina Hay w Gminie Dowspuda

Nazwa kolonii wskazuje, że Jakub lub jego rodzice powiązani byli z Nowym Jorkiem. Wątpliwe, aby Hrabia Pac ich stamtąd ściągnął. Jakub pochodził raczej z Anglii lub Szkocji, ale być może odbył podróż do tego już wówczas wielkiego miasta, które zrobiło na nim ogromne wrażenie. Na tyle duże, by tę nazwę zaszczepić na polskiej ziemi.

11 lat wcześniej, 25 stycznia 1830 roku na te samą plebanie przybywa rodzina i znajomi Wilhelma (Williama) Hay: jego żona Krystyna (Cristine) Renwik wraz z dzień wcześniej urodzoną córką Joanną, John Dexon oraz Marianna (Mary) Hawenlock, którzy za chwilę staną się rodzicami chrzestnymi nowo-narodzonego dziecka oraz Wilhelm (William) Borm, który stanie się świadkiem tej ceremonii. Wszyscy koloniści. Zapisano, że Wilhelm mieszkał przy bracie na kolonii wsi Korytki.

Rodzina Hay w Gminie Dowspuda

Ponad 130 lat później historia zatacza koło. W 1973 roku w Warszawie ślub biorą David Hay i Jolanta Kurniewicz, kuzynka mojej mamy. Osiedlają się w Nowym Jorku (ale nie tym wspominanym w metrykach z Janówki). Rodzina Davida Hay ma udokumentowaną historię sięgającą XVII wieku i mająca swoje korzenie w Szkocji. Ciekaw jestem czy istnieje szansa na udokumentowanie powiązania krwi pomiędzy osobami tutaj wymienionymi. Ciekaw jestem również czy obecnie na terenie Gmin Janówka lub Raczki żyją jeszcze potomkowie rodu Hay. Może kiedyś uda się to ustalić.

Górny rysunek: Nowy Jork, widok na Broadway (pomiędzy Howard St. i Grand St.) w 1840 roku. Biblioteka Kongresu USA

 

 

 
Opublikowano 2 komentarzy

Rezerwowa Eskadra Rozpoznawcza SPL Dęblin

Dzisiaj nietypowy wpis dotyczący krótkiej historii Rezerwowej Eskadry Rozpoznawczej SPL Dęblin. Piszę o tej jednostce ze względu na osobę podchorążego pilota Franciszka Bernatowicza, dziadka ciotecznego mojej żony, służącego w tym oddziale. Urodził się w Chicago w 1917 roku, ale jego ojciec Antoni pochodzi z Jastrzębnej w parafii Krasnybór i stąd powiązanie historii oddziału z tematyką, którą interesuje się Jamiński Zespół Indeksacyjny.

W 1921 roku cała rodzina Bernatowiczów wróciła do Polski i zamieszkała w Augustowie. W kolejnych latach za pracą przeprowadzili się do Grodna. Franciszek Bernatowicz zawsze interesował się lotnictwem i marzył o lataniu. W 1937 roku rozpoczął naukę w Szkole Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie, którą miał ukończyć w 1940 roku jako XIII Promocja. Plany te przerwała wojna. Promocja została przyspieszona i już 1 września Franciszek został mianowany podporucznikiem pilotem. Poniżej krótki, obejmujący kilkanaście dni rys historyczny jednostki, w której Franciszek Bernatowicz walczył we wrześniu 1939. Jego dalsze losy to długa historia, którą być może kiedyś opowiem.

Rezerwowa Eskadra Rozpoznawcza

W nocy z 6 na 7 września 1939 ewakuowany z Dęblina kpt. obs.Maksymilian Brzozowski (był  wykładowcą w SPL Dęblin), otrzymuje na lotnisku Żyrzyn (za pośrednictwem płk. Wiedena) rozkaz Nacz. D-cy Lotnictwa, by zorganizował eskadrę rezerwową. Miały ją tworzyć przeszkolone załogi, które będą uzupełniały stany jednostek frontowych.

Personel latający miał się rekrutować z podchorążych, którzy w trybie przyspieszonym ukończyli 2-letni program Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie. Kadrę załóg miało tworzyć pierwszych 10 lokat z Eskadry Szkolnej Obserwatorów Nr4 oraz Eskadry Ćwiczebnej Pilotażu Nr3 SPL.

Strzelców (samolotowych) miano doraźnie wybierać spośród podchorążych-obserwatorów lub chętnych z personelu technicznego, posiadających odpowiednie kwalifikacje.

Powstała więc Rezerwowa Eskadra Rozpoznawcza.

Dowódca eskadry: kpt.obs. M.Brzozowski

Obserwatorzy: pchor.pchor. Antoni Banachowicz, Władysław Cehak, Edward Chorąży, Wiktor Dobrzański, Alojzy Dreja, Stefan Gaweł, Jan Jozepajt, Gerard Kunowski, Bronisław Kuźniar, Józef Mika – czyli wszyscy z XIII promocji.

Piloci: pchor. pchor. Franciszek Bernatowicz, Czesław Daszuta, Kazimierz Dolicher, Bolesław Klecha, Włodzimierz Łomski, Jan Matuszkiewicz, Kazimierz Stankiewicz, Konrad Stembrowicz, Jerzy Zbierzchowski, plut.plut. inst.. Jan Kowalski, Henryk Pietrzak, Leonard Pruski.

Etatowy stan eskadry: tu kłopot.

Niby 7 sztuk PZL P-23A „Karaś”, ale wedle niektórych źródeł 9 lub 10 (chociaż tyle dobrego, że wszyscy są zgodni, że w tej eskadrze były tylko P-23A).

Polski lekki bombowiec i samolot rozpoznawczy PZL-P23A „Karaś”
Polski lekki bombowiec i samolot rozpoznawczy PZL-P23A „Karaś”

Czytaj dalej Rezerwowa Eskadra Rozpoznawcza SPL Dęblin

 
Opublikowano Dodaj komentarz

Zemściła się na rywalce

Działo się to w Chicago w czasach prohibicji, rządów mafii i powszechnego dostępu do broni. W tym czasie dorastało już pierwsze pokolenie potomków emigrantów z polskich ziem, w tym również z obszaru, którym się zajmujemy. Co najmniej kilkadziesiąt osób z wielkiej rodziny Bernatowiczów mająca swoje korzenie we wsi Kunicha koło Sztabina wyjechało za chlebem do USA i osiedli głównie w Chicago i okolicach. Ci bogobojni ludzie trafili do innego świata, w którym rządził pieniądz i żądza zysku. Niektórzy pogubili się w tych realiach do tego stopnia, że ich historie trafiały na pierwsze strony gazet.

Zemściła się na rzekomej rywalce – Dziennik Chicagoski – 9 lipca 1923 roku

Anna Andracka
Anna Andracka

Przeszło rok temu Marjanna Bernatowicz oświadczyła swemu mężowi, że „zabije tę kobietę w najszczęśliwszej dla niej chwili”, kiedy Józef Bernatowicz nie chciał zerwać przyjacielskich stosunków z Anną Andracką. Bernatowiczowi dotrzymała swego przyrzeczenia i w sobotę rano zabiła rzekomą rywalkę, gdy ta wsiadała do tramwaju na rogu 28 i Halsted Street.

Przed pociągnięciem cyngla zabójczej broni, Bernatowiczowa zakrzykła: „Złodziejko, męża mi ukradłaś a ja…”

Nastąpił strzał i Andracka, śmiertelnie raniona, osunęła się na ziemię nieprzytomna.

Świadkowie zabójstwa przywołali ambulans, a zabójczyni odezwała się do policji, że cieszy się z tego co zrobiła. Gdyż przez to zakończyła swe cierpienia.

W kilka godzin po tem przysięgli przy koronerze przekazali ją ławie przysięgłych, oskarżając Bernatowiczową o morderstwo, a ta nawet już w więzieniu będąc cieszyła się, że „cierpienia jej skończyły się”.

Michalina Bernatowicz
Morderczyni Michalina Bernatowicz

Natychmiast po strzelaninie Bernatowiczowi zabrana została na stację policyjną przy Deering Street, gdzie opowiedziała porucznikowi Dubachowi o powodach, które ją popchnęły do morderstwa.

Z zeznań jej wykazuje się, że Józef Bernatowicz zapoznał się z Andracką dwa lata temu w domu swej siostry Ewy Matczak zamieszkałej przy narożniku 31 i Morgan Street, a od tego czasu miał z nią urządzać schadzki i kupować Andrackiej najrozmaitsze podarki.

Syn chciał odebrać jej broń

W sobotę rano Bernatowiczowa wyszła ze swym dziewiętnastoletnim synem Janem z domu i czekała przy 28 i Halsted Street na ukazanie się Andrackiej, która o tym czasie zwykle zdążała do pracy.

Jan Bernatowicz
Jan Bernatowicz, był z matką w chwili morderstwa

Jan, podejrzewając, że coś złego ma się dziać, chciał odebrać matce rewolwer, ale ta odepchnęła syna i skierowała broń do rzekomej rywalki, kiedy ta wchodziła na stopień tramwajowy, strzelając do Andrackiej. Ta śmiertelnie ranna osunęła się na ziemię. Przywołano natychmiast ambulans, którym zabrano Andracką do szpitala „Peoples”, ale ta w drodze zmarła.

Bernatowicz, lat 40, organizator unji pod nazwą „Brotherhod of Railway Carmen of America” został aresztowany w swoim domu pod numerem 9902 S. Park avenue. Zeznał on, że winną wszystkiemu jest jego teściowa, gdyż stosunki jego z Andracką były tylko przyjacielskie. Miała ona rzekomo pracować jako służąca w domu Bernatowiczów w Polsce około 25 lat temu i wtedy ją też Bernatowicz poznał.

Syn miał mu grozić

Bernatowicz zeznał, iż kilkakrotnie przedtem, syn jego Jan miał mu grozić śmiercią.

O niego wszystko poszło: Józef Bernatowicz

Andracki zeznał podczas badań, że Bernatowiczowi kilkukrotnie telefonowała mu, iż żona jego zabawia się z Bernatowiczem, lecz temu Andracka zawsze przeczyła.

Z dalszych jego zeznań okazało się, że Bernatowiczowa miała mu powiedzieć, iż sama zajmie się tą sprawą jeśli Andracki nie zechce. Wtedy ten miał jej powiedzieć, aby „robiła co jej się podoba”, gdyż sam nie może nic poradzić.

 

Andracka zamieszkiwała przy 2807 S. Union Avenue, i jak sąsiedzi zeznali cieszyła się dobrą opinją, jako wzorowa i oszczędna żona.

Bernatowiczowa, która jest matką czworga dzieci, skarżyła się w zeznaniu wczoraj, iż nie myślała o zabójstwie, lecz uczyniła to, gdyż mąż nie dawał jej na utrzymanie, tak że dzieci i sama przymierały głodem, a przytem miał on maltretować wszystkich w domu.