Posted on Dodaj komentarz

Rezerwowa Eskadra Rozpoznawcza SPL Dęblin

Dzisiaj nietypowy wpis dotyczący krótkiej historii Rezerwowej Eskadry Rozpoznawczej SPL Dęblin. Piszę o tej jednostce ze względu na osobę podchorążego pilota Franciszka Bernatowicza, dziadka ciotecznego mojej żony, służącego w tym oddziale. Urodził się w Chicago w 1917 roku, ale jego ojciec Antoni pochodzi z Jastrzębnej w parafii Krasnybór i stąd powiązanie historii oddziału z tematyką, którą interesuje się Jamiński Zespół Indeksacyjny.

W 1921 roku cała rodzina Bernatowiczów wróciła do Polski i zamieszkała w Augustowie. W kolejnych latach za pracą przeprowadzili się do Grodna. Franciszek Bernatowicz zawsze interesował się lotnictwem i marzył o lataniu. W 1937 roku rozpoczął naukę w Szkole Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie, którą miał ukończyć w 1940 roku jako XIII Promocja. Plany te przerwała wojna. Promocja została przyspieszona i już 1 września Franciszek został mianowany podporucznikiem pilotem. Poniżej krótki, obejmujący kilkanaście dni rys historyczny jednostki, w której Franciszek Bernatowicz walczył we wrześniu 1939. Jego dalsze losy to długa historia, którą być może kiedyś opowiem.

Rezerwowa Eskadra Rozpoznawcza

W nocy z 6 na 7 września 1939 ewakuowany z Dęblina kpt. obs.Maksymilian Brzozowski (był  wykładowcą w SPL Dęblin), otrzymuje na lotnisku Żyrzyn (za pośrednictwem płk. Wiedena) rozkaz Nacz. D-cy Lotnictwa, by zorganizował eskadrę rezerwową. Miały ją tworzyć przeszkolone załogi, które będą uzupełniały stany jednostek frontowych.

Personel latający miał się rekrutować z podchorążych, którzy w trybie przyspieszonym ukończyli 2-letni program Szkoły Podchorążych Lotnictwa w Dęblinie. Kadrę załóg miało tworzyć pierwszych 10 lokat z Eskadry Szkolnej Obserwatorów Nr4 oraz Eskadry Ćwiczebnej Pilotażu Nr3 SPL.

Strzelców (samolotowych) miano doraźnie wybierać spośród podchorążych-obserwatorów lub chętnych z personelu technicznego, posiadających odpowiednie kwalifikacje.

Powstała więc Rezerwowa Eskadra Rozpoznawcza.

Dowódca eskadry: kpt.obs. M.Brzozowski

Obserwatorzy: pchor.pchor. Antoni Banachowicz, Władysław Cehak, Edward Chorąży, Wiktor Dobrzański, Alojzy Dreja, Stefan Gaweł, Jan Jozepajt, Gerard Kunowski, Bronisław Kuźniar, Józef Mika – czyli wszyscy z XIII promocji.

Piloci: pchor. pchor. Franciszek Bernatowicz, Czesław Daszuta, Kazimierz Dolicher, Bolesław Klecha, Włodzimierz Łomski, Jan Matuszkiewicz, Kazimierz Stankiewicz, Konrad Stembrowicz, Jerzy Zbierzchowski, plut.plut. inst.. Jan Kowalski, Henryk Pietrzak, Leonard Pruski.

Etatowy stan eskadry: tu kłopot.

Niby 7 sztuk PZL P-23A „Karaś”, ale wedle niektórych źródeł 9 lub 10 (chociaż tyle dobrego, że wszyscy są zgodni, że w tej eskadrze były tylko P-23A).

Polski lekki bombowiec i samolot rozpoznawczy PZL-P23A „Karaś”
Polski lekki bombowiec i samolot rozpoznawczy PZL-P23A „Karaś”

Od razu o losach tych samolotów, choć to łamie chronologię (i wcale nie jest takie pewno-jednoznaczne):

  1. uszkodzony w walce z Me-109. Lądował przymusowo niszcząc wrogi samolot serią k.m.ów
  2. zestrzelony przez Me-109 nad m.Brody
  3. zestrzelony przez Me-109 nad m.Brody
  4. ewakuowany do Rumunii.
  5. ewakuowany do Rumunii.
  6. ewakuowany do Rumunii.
  7. ewakuowany do Rumunii.
  8. otrzymany z uzupełnień. Los nieustalony.

Dodatkowo:

Ponoć dwa Karasie wylądowały w 1939 roku na terenie radzieckim w niewyjaśnionych okolicznościach. W 1940 roku obok Łosia i Lublin R XIII pokazywano je jako zdobycz wojenną w Kijowie. Dalsze losy – nieznane.

Personel został zakwaterowany w pobliżu lotniska w budynkach folwarku Żyrzyn. Po ukończeniu organizacji jednostki (przy okazji wcielono kilka brygad mechaników z ewakuowanego CWL1), kpt. Brzozowski otrzymał rozkaz odlotu na lotnisko Wielick k. Kowla.

10 września

Niemieckie bombowce atakują z lotu niskiego szosę Warszawa-Puławy. Zapalają pobliską wieś Żyrzyn. Lotnisko Żyrzyn jest dobrze maskowane i nie zostaje zbombardowane.

Po południu – start eskadry do Wielicka.

Lądowanie – z trudem: lotnisko w Wielicku przepełnione samolotami.

Kpt. Brzozowski z kłopotami zakwaterowuje personel. Decyduje się jak najszybciej zmienić lotnisko z uwagi na możliwość zbombardowania: ciągle lądujące i startujące samoloty umożliwiają rozpoznanie mimo względnie dobrego maskowania.

11 września

Załoga w składzie: kpt.obs. Brzozowski, pchor.pil. Bernatowicz i pchor.obs.strz. Kuźniar leci przed południem na wyszukanie przyszłego lotniska eskadry. W czasie lotu samotnego Karasia atakuje Me-109, który w wyniku starcia zostaje zestrzelony przez pchor. Kuźniara (wedle wspomnień A.Dreji). Karaś uszkodzony – pilot musi lądować. Samolot ulega rozbiciu. Pchor. Kuźniar doznaje poważnej kontuzji kręgosłupa (w przyszłości uniemożliwi mu to latanie). Kpt. Brzozowski też kontuzjowany – lecz lżej. Tylko pilot Bernatowicz wychodzi z tej utarczki z w miarę lekkimi obrażeniami.

Eskadra bazuje w Wielicku do 13 września – nie wykonuje żadnych lotów, zajmuje się obsługą i utrzymaniem w pełnej gotowości Karasi.

Niemiecki samolot myśliwski Messerschmitt Me-109D
Niemiecki samolot myśliwski Messerschmitt Me-109D

14 września

w południe d-ca eskadry otrzymuje rozkaz przesunięcia jednostki do rej. Stanisławowa. Start ok. godz.15.00. Przelatując nad m. Brody eskadra zostaje zaatakowana przez niemieckie myśliwce (zaciekły niemiecki atak na zgromadzone na stacji kol. transporty materiałów pędnych i sprzętu).

W wyniku ataku Messerschmittów dwa Karasie zostają zestrzelone: załoga pchor.obs. Mika, pchor.pil. Włodzimierz Łomski i Jan Matuszkiewicz ginie, druga załoga – pchor. obs. Cehak, plut.pil. Leonard Pruski i pchor.obs.strz. ??? – mimo pożaru samolotu ląduje w przygodnym terenie.

Ranny obserwator zostaje wyciągnięty z płonącego samolotu przez plut. Pruskiego i odwieziony do szpitala w Tarnopolu.

Załogi pchor. pochr.obs. Banachowicz i Dreji ostrzeliwują się i wychodzą cało z opresji. Tak samo, jak trzy pozostałe Karasie, które omija ogień z Messerschmittów. Cała piątka eskadry ląduje bez dalszych przygód na zrytym bombami lotnisku w Stanisławowie.

15 września

nadchodzi kolejny rozkaz odlotu na lądowisko Nowosiółek k. Zaleszczyk. Tu kpt. Brzozowski przez następne dwa dni oczekuje na rozkazy.

17 września

kpt. Brzozowski rano otrzymuje rozkaz odlotu do Rumunii, gdzie „podchorążowie mają otrzymać nowoczesny sprzęt lotniczy z Anglii i Francji, by wrócić do Polski i kontynuować walkę”.

Cztery Karasie Rezerwowej Eskadry Rozpoznawczej SPL Dęblin startują biorąc kurs na Czerniowice w Rumunii. Piąta maszyna pchor. obs. Edwarda Chorążego zostaje na miejscu na skutek awarii.

Relacja Fw. Wolfganga Kocha z I./ZG 2 z lotu 14 września 1939

Poniższa relacja dotyczy lotu bojowego, który wykonała I./ZG 2 14 września 1939 r. w czasie 15.20-17.30. Lot ten wykonało 7 Bf-109D z klucza sztabowego i 1. Staffel. Start nastąpił po zrzuceniu na lotnisku w Dębicy, gdzie stacjonowała jednostka, przez He-111P ze Stabsstaffel/KG 55, meldunku o odkryciu dużej ilości polskich samolotów na lotnisku w Brodach. W locie bojowym wzięli udział: dowódca Hptm. Johannes Gentzen, Lt. Hartwig-Bonnies Domeier, Ofw. Heilmeyer, Uffz. Fischer, Fw. Wolfgang Koch, Uffz. Georg Schuch oraz Fw.d.Res. Wolfgang Brachs. Na południe od miasta Brody jednostka napotkała dużą formację polskich Karasi zmierzających z Wielicka do Stanisławowa. Było to siedem maszyn z Rezerwowej Eskadry Rozpoznawczej SPL Dęblin oraz około dziesięć z Eskadry Ćwiczebnej Pilotażu Nr 3 SPL Dęblin. Niemieccy piloci zgłosili zestrzelenie aż 14 maszyn, z czego oficjalnie zaliczono im osiem. Fw. Koch zgłosił zestrzelenie dwóch maszyn, które nie zostały jednak uznane. Podczas walki został on trafiony przez strzelca pokładowego zaatakowanego Karasia i był zmuszony lądować na brzuchu na uszkodzonym samolocie na północny-wschód od Garwolina. Po lądowaniu porzucił swojego Bf-109D WNr 507. Ranny pilot powrócił do jednostki dopiero około 5 października i wtedy to też zdał poniższą relację.

Rezerwowa Eskadra Rozpoznawcza straciła 2 P.23A.. Załoga w składzie: pchor. Józef Mika, pil. pchor. Włodzimierz Łomski, strz. sam. pchor. Jan Matuszkiewicz poległa. Drugi Karaś z załogą obs. pchor. Władysław Cehak, pil. plut. Leonard Pruski (nazwisko strz. sam. nie jest znane) na pokładzie został doszczętnie rozbity podczas próby przymusowego lądowania, na skutek czego obserwator odniósł rany. Brak informacji nie pozwala na ustalenie strat Eskadry Ćwiczebnej Pilotażu.

Zestrzeliłem pierwszą polską maszynę bombową i znalazłem się za drugą rozpoczynając pościg. Facet strzelał jak szalony, ale ja nie dałem się wyprowadzić z równowagi i trzymałem się go twardo. Kiedy tylko dostatecznie się zbliżyłem, nacisnąłem na spust moich karabinów maszynowych. Seria trafiła. W tej samej chwili jednak moja maszyna też dostała i miałem pełne ręce roboty. Dostałem trafienie w kabinę, w oku znalazły się odłamki szkła oślepiające mnie na kilka sekund, a co gorsze poczułem gorąco za plecami. Dostałem w zbiornik – gruchot się pali. Masz ci los! Trzeba wysiadać! Dziwne, jaki spokój ogarnia w takiej chwili. Ułożyłem wszystko na sobie, sięgnąłem po pistolet, poprawiłem szelki spadochronu, aby jak najszybciej móc się z nich uwolnić po lądowaniu. Tymczasem za mną robiło się coraz goręcej i byłem pewien, że po odrzuceniu osłony kabiny powstanie przeciąg, który spowoduje szybki rozwój pożaru. W dole rozciąga się las, ale pomiędzy drzewami widać coś przypominającego łąkę, doskonałe miejsce do lądowania. Bezpiecznie sprowadzam maszynę w dół, wyskakuję z kabiny tak szybko, jak tylko możliwe, i oddaje cztery strzały w silnik, żeby samolot porządnie zaczął się palić i nie wpadł w ręce Polakom.

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.