Posted on

Bargłów – indeksy zgonów z lat 1900-1913

Dzisiaj oddajemy w Wasze ręce informacje o ponad 2200 osobach zmarłych na terenie parafii Bargłów w latach 1900-1913. Dane pochodzą z jednej księgi liczącej około 400 kart. To chyba najgrubsza pojedyncza księga, która przewinęła się przez nasze ręce – liczy 400 kart. Skany z niej dostępne są na stronie szukajwarchiwach.pl.

Z ciekawszych metryk znajdziemy tu akty zgonu trzech bargłowskich proboszczów: ks. Feliksa Świątkowskiego, ks. Piotra Iwanowskiego i ks. Józefa Sidorowicza. Na uwagę zasługuje również fakt, że spisujący akta skrzętnie wpisywał miejsce urodzenia zmarłego. Te dane również zostały zindeksowane i umożliwiają ciekawe kierunki badań genealogicznych i historycznych.

Tę tytaniczną pracę wykonała Barbara Muzyk, która od niedawna jest również członkiem Stowarzyszenia JZI. Dziękujemy!

Prócz osób zmarłych do wyszukiwarki Geneo dodane zostały imiona i nazwiska rodziców, świadków i współmałżonków. Łącznie to ponad 11 300 osób! Zapraszamy do wyszukiwania!

 
Posted on

Bargłów – indeksy ślubów z lat 1808-1810

Kolejna aktualizacja dotyczy parafii Bargłów. Dodajemy około 100 indeksów ślubów z dwóch ksiąg stanu cywilnego z lat 1808-1810. Jak zwykle dla tego okresu znajdziecie bardzo szczegółowe informacje nie tylko o młodych, ale również o ich rodzicach, przyjaciołach i znajomych. Do parafii Bargłów wkrótce będziemy wracać ponownie.

Księgi zindeksowała Urszula Zalewska inaugurując współpracę z JZI. Dziękujemy!

Efekty pracy indeksacyjnej dostępne są poprzez wyszukiwarkę Geneo. Zapraszamy!

 
Posted on

Indeksujemy parafię Jeleniewo

Dzisiaj wkraczamy do parafii Jeleniewo. Wieś Jeleniewo została założona między 1765 a 1772 r., a miasteczko od 1773 do 1780 r. Parafia erygowana w 1772 r., uposażona przez Króla Stanisława Augusta. W 1772 r. zbudowano drewnianą kaplicę, którą w 1775 r. powiększono. Obecny kościół drewniany został zbudowany w r. 1878, poświęcony 07 czerwca 1899 r. przez Ks. Bp. A. Baranowskiego. Zachowały się księgi parafialne (nie wszystkie) datowane od samego początku istnienia parafii.

Łącznie do indeksacji jest około 180 ksiąg i jednostek aktowych. Są to księgi urodzeń, ślubów i zgonów, duplikaty ksiąg oraz dokumenty wydawane do akt ślubów (alegata). Lista znajduje się tutaj. Całość to około 12 tysięcy skanów. Przewidujemy, że zindeksowanie tej parafii potrwa około 3 lat, ale pod warunkiem, że uda się zebrać zespół osób zainteresowanych dokładną i systematyczną pracą nad metrykami.

Na początek do wyszukiwarki Geneo dodaliśmy niemal 1700 szczegółowo zindeksowanych metryk zgonów z lat 1808-1811 oraz 1813-1821. Niestety księga zgonów z 1812 roku nie zachowała się. Łącznie publikujemy zawartość 12 ksiąg. Indeksowała Wiola Ostrowska, a weryfikowała Alicja Felkner. Dziękujemy!

Zapraszamy zainteresowanych do prac nad indeksacją metryk parafii Jeleniewo!

 
Posted on

Augustów – indeksy urodzeń z księgi 1879-1884

Dzisiaj oddajemy w Wasze ręce kolejną dużą porcję indeksów z parafii Augustów. Pochodzą one z niezwykle zniszczonej księgi urodzeń z lat 1879-1884. Uszkodzenia są na tyle duże, że początkowo myśleliśmy, że są to dwie osobne księgi – wiele luźnych kart, wielu kart brakuje, a te które ocalały z reguły są w mniej lub bardziej poważnym stopniu porwane lub zagrzybione. Oryginalnie księga zawierała co najmniej 1500 wpisów, ale jaka była rzeczywista ich liczba, nie jesteśmy w stanie stwierdzić. Z tej liczby udało się ocalić 954 metryk kompletnie lub prawie kompletnie. Kompletne lub prawie kompletne wpisy to takie, w których w pełni znane są imiona i nazwiska rodziców oraz imię dziecka. Inne dane (świadkowie, chrzestni) nie muszą być kompletne w tych rekordach. Dodatkowo imiona i nazwiska 172 urodzonych udało się zidentyfikować na podstawie częściowo zachowanych indeksów rocznych. Reszta wpisów najprawdopodobniej przepadła bezpowrotnie.

Chcielibyśmy w tym miejscu złożyć szczególne podziękowania Zbyszkowi Mierzejewskiemu za tytaniczną pracę włożoną w rozczytanie i zindeksowanie tej księgi. Weryfikacja też była trudniejsza niż zwykle, gdyż podjęliśmy się uzupełnienia brakujących danych na podstawie innych wpisów z tej i sąsiednich parafii z ksiąg urodzeń, ślubów i zgonów. Dzięki temu udało się przynajmniej częściowo potwierdzić i uzupełnić nieczytelne imiona i nazwiska rodziców.

Wszystkie rekordy znajdują się już w wyszukiwarce Geneo. Zapraszamy!

 
Posted on

Pamiętnik z Raczek – 1996

Izrael Berwald (1911-2002)

 (Niemal cała rodzina Izraela nie przeżyła Holokaustu. Pomimo tej bolesnej straty, Berwald zachował miłe wspomnienia z dzieciństwa oraz młodości w Raczkach i chce się z nami nimi podzielić)

Urodziłem się w Raczkach w marcu 1911 roku, jako syn Jozuły, zaś wnuk Mordocheusza oraz Fani z domu Stryjew. Rodzina Stryjew pochodziła z Olity oraz rejonu Grodna, lecz przynajmniej cztery pokolenia Berwaldów pochodziły z Raczek, włączając mnie, a zaczynając od mego pradziadka Abrahama Izaaka, który urodził się w Raczkach około roku 1830. Mój poród odebrał miejski felczer Kuperman, który nie tylko uczestniczył w narodzinach, ale także stawiał „bańki” oraz przeprowadzał drobne operacje.

Moje wczesne dzieciństwo spędziłem na farmie w Koniecborze, którą moja rodzina kupiła ze sprzedaży innego gospodarstwa oraz z dochodów z przemytu pruskich chłopców przez granicę, którzy chcieli uniknąć służby wojskowej. W naszym gospodarstwie uprawiano: owoce, orzechy, żyto, pszenicę, jęczmień, buraki, ogórki, różne odmiany ziemniaków oraz hodowano kury, gęsi i indyki. Na farmie pracowało wielu Polaków, którzy rozwijali produkcję, zaś mój ojciec zajmował się handlem, włącznie z eksportem za granicę. W sumie miałem bardzo radosne dzieciństwo kiedy to uczęszczałem do szkoły w Raczkach.

Po pierwszej wojnie światowej, we wczesnych latach 20-tych, nasze ziemie uległy parcelacji, czyli rządowym podziałom gruntów majętnych gospodarzy, które następnie były rozdysponowane chłopstwu. Nasza rodzina zmuszona była do powrotu do Raczek. Mój ojciec zajął się sprzedażą artykułów przemysłowych w spółce z Herszelem Nusbaumem. W późniejszym okresie ojciec i Nusbaum dołączyli do spółki Jakuba Mariańskiego. Nasz dom umiejscowiony był w kamienicy w obrębie rynku, dwa lub trzy mieszkania od piekarni Dawida Frenkela. Nasz sklep znajdował się w przedniej części mieszkania, a drzwi wychodziły bezpośrednio na rynek.

Moja wczesnoszkolna edukacja odbywała się w szkole Chaima Golda, następnie zaś uczęszczałem do gimnazjum w Suwałkach oraz do szkół w Grodnie i Wilnie. Szkołę ukończyłem zdobywając maturę, co pozwoliło mi złożyć dokumenty na uniwersytet. Zdecydowałem się pójść na medycynę i wyższe nauki pobierałem w szkołach medycznych we Francji i Szwajcarii, zaś dyplom obroniłem w szkole w Genewie, we Włoszech. Ożeniłem się z Fanią Kac z Łomży w roku 1933. Poznaliśmy się właśnie w Łomży na ślubie Julisza Kaca i Kali Mariańskiej z Raczek. Kala była córką Jakuba Mariańskiego, wspólnika mego ojca, który był również jego szwagrem. Rodzicami Fani byli Jakub ben Izaak Mayer Kac z Łomży oraz Róża bat Borys Kabakeris pochodząca z Mariampola. Po naszym ślubie mieszkaliśmy jakiś czas we Włoszech, a później w Łomży oraz Wilnie. Imałem się różnej pracy w oczekiwaniu na pozwolenie do praktykowania medycyny jako żydowski doktor w Polsce. Od czasu do czasu wracałem też do rodzinnych Raczek.

W roku 1938 brat mojego ojca – Paweł, zapewnił mi okazję by wyjechać do Stanów Zjednoczonych. Do tego czasu stawaliśmy w obliczu narastającego niepokoju politycznego oraz pogłębiającego się antysemityzmu. Przybyliśmy do St. Louis w Missouri w kwietniu tegoż roku. Wkrótce zapisałem się na program szkolenia rezydentów, zaś następnie otworzyłem prywatny gabinet. Na emeryturę przeszedłem w zeszłym roku, w wieku 84 lat.

Posiadam mnóstwo rozmaitych wspomnień z Raczek. By je przedstawić w lepszym świetle, zrecenzowałem artykuł Abrahama Klimana, który opublikowany był w Księdze wspomnień z Suwałk i okolic w roku 1961. Postanowiłem rozbudować informacje o rodzinach i osobach tam wspomnianych. Mam nadzieję, że moje adnotacje przedstawią szeroki obraz życia w Raczkach w czasach kiedy tam żyłem, czyli w latach 1911-1930.

Społeczność

Izrael Aronson – szechita, hazan (rzeźnik rytualny bydła i drobiu), mohel (zajmujący się obrzezaniem). Wyedukowany w kierunku prawa żydowskiego, miły człowiek o dużym  poważaniu w społeczności . Miał przyjemny głos, który cieszył każdego podczas wspólnego śpiewania z synagodze. Przypominam sobie, że Izrael posiadał dwa bardzo ostre noże do wykonywania pracy szechity, które testował na paznokciu palca u dłoni, tak by sprawdzić, czy nie ma żadnych niedoskonałości na ostrzu, które mogłyby spowodować większe cierpienie zabijanych zwierząt.

Chaim Gold – nauczyciel. W Raczkach były trzy żydowskie szkoły. Jedną z nich prowadził Gold. Pozostałe to: najstarsza szkoła Kurczzeika, do której uczęszczał mój ojciec oraz szkoła Pilcelnego. Dzieci uczęszczały do tych szkół od przedszkola, aż do Bar micwy. Gold był dobrym nauczycielem, którzy niezbyt często bił dzieci (ta metoda była normą w ówczesnych czasach). Za każdym razem uciekałem z lekcji, kiedy tylko Gold wspomniał memu ojcu o tym, że mój sukces w nauce słów modlitwy Kadysz (jedna z najważniejszych i najczęściej odmawianych modlitw w liturgii żydowskiej), to będzie cud. Szkoła mieściła się w jednym pomieszczeniu naprzeciw mieszkania Golda, zaś każdy poziom nauczania, to była oddzielna ławka, która zwaliśmy „kita”. Dom Chaima Golda mieścił się tuż przy głównym rynku. Chaim miał dwóch synów- rudowłosego Welwela i Labela.

Eliasz Iwaszkowski – wysoki, pełny szacunku mężczyzna, który mieszkał na ulicy Suwalskiej. Przypominam sobie jego córkę Helke. W szabas Eliasz czytał na głos Torę i słynął ze świetnej intonacji.

Natan Rosenfeld – właściciel sklepu odzieżowego. Miał dwójkę dzieci. Syn Baruch przeżył Holokaust i był inżynierem w Atlancie w stanie Georgia. Baruch był jednym z moich najlepszych kolegów. Rosenfeld miał również córkę Malkę, która wyszła za mąż za miejscowego lekarza. Niestety, ale jego nazwiska nie pamiętam.

Jakub Mariański – właściciel młyna zbożowego w Raczkach. Był wspólnikiem mego ojca i zarazem jego szwagrem, gdyż ożenił się z ojca siostrą- Chają. Mieli szóstkę dzieci. Tylko Dora przeżyła wojnę, gdyż wyemigrowała do Argentyny, gdzie miała czwórkę dzieci.

Herszel Nusbaum – był również wspólnikiem mego ojca, ale wyemigrował do Chicago przed wybuchem wojny. Z tego co wiem, niektóre z jego dzieci żyją w Stanach Zjednoczonych do dziś. Jego żoną była Gitel (Gitka).

Pinchas (Pine) Rubenstein – żył przy rynku, pierwszy dom za rogiem. Jego syn Ben-Tzion, który uczył się w Czechosłowacji w szkole medycznej, prawdopodobnie nie przeżył wojny.

Juda Krupiński – jego ojciec był miejscowym kupcem rybnym. Skupował ryby od rybaków poławiających w rzece oraz okolicznych jeziorach i sprzedawał na szabas na raczkowskim rynku. Jego syn Mojżesz wyemigrował do Meksyku i stał się bardzo znanym przedsiębiorcą. Z tego co mi wiadomo, Mojżesz nadal mieszka w Mexico City.

Dawid Frenkel – główny żydowski piekarz w miasteczku (w Raczkach było jeszcze kilku innych, polskich piekarzy). Jego dom mieścił się na rogu rynku i ulicy Suwalskiej. Miał dwóch synów- Uriego i Szlomę. Każdego ranka ustawiała się długa kolejka po pieczywo. W piątki społeczność przynosiła kugel i cymes do piekarni, tak by po wstawieniu do pieców chlebowych, były ciepłe i świeże w sam raz na szabas.

Izrael Margolis – właściciel sklepu z narzędziami, który prowadził swój punkt w części rynku zniszczonej podczas wojny. W tym miejscu obecnie znajduje się park. Jego trzy córki, Leja, Luba i Sara Sylwia szczęśliwie przeżyły wojnę. Dwie z nich żyją w okolicach Los Angeles, zaś jedna w Izraelu. Sara Sylwia wyszła za mąż za mojego kuzyna Shikę Mariańskiego.

Label Freiman – prowadził sklep wielobranżowy, który był najczęściej odwiedzanym miejscem przez miejscowych chłopców, od czasu, gdy miał dwie śliczne córki i przyjemny plac na świeżym powietrzu zaraz za sklepem. Imiona jego córek to Inda i Bela. Inda była moją pierwszą dziewczyną. Label miał również syna Izraela, który był moim przyjacielem. Izrael ukończył studia we Francji i został dentystą. Freimanowie mieszkali po tej stronie rynku, gdzie Margolisowie, czyli tej części która została zniszczona podczas wojny, a była vis a vis naszego mieszkania.

Saul Stalowski – on i jego brat Ruben mieszkali obok nas. Prowadzili sklep wielobranżowy. Saul opowiadał świetne dowcipy.

Motel Karabelnik – spostrzegawczy Żyd i przyjaciel mego ojca. Mieszkał w części rynku naprzeciw nas.

Elson – prowadzący aptekę zamożny Żyd. Miał syna i córkę, których imion nie pamiętam.

Izaak Leipuner – miał sklep przemysłowy w pobliżu rynku. Nie przypominam sobie imion jego dwóch córek.

Rodzina Lew – handlarze, którzy żyli na ulicy prowadzącej w kierunku Augustowa.

Szymon Berman – żył w Małych Raczkach i prowadził młyn wodny, który następnie dostarczał Raczkom prąd. Jedna z jego dwóch córek miała na imię Malki. Szymon był bardzo religijnym człowiekiem.

Rodzina Atimoni – handlarze i biznesmeni, którzy żyli w ostatnim domu przy drodze na Augustów.

Hirszfeld – prowadził karczmę i niewielka restaurację na rogu głównego rynku. Po jego śmierci punkt prowadziła jego żona Libetal.

Welwel Dworski – mieszkał za polską szkołą. Nie pamiętam czym się zajmował.

Abraham Teva – zabawna historia. Abraham był szechitą. Miał chorowita żonę imieniem Fejga Rifka, która była znana w miasteczku z przezwiska „Feyga Rifka mit di schwache hertz”. W przeddzień szabasu Fejga Rifka chodziła do piekarni i wybierała sobie chałkę. Następnie wychodziła ze sklepu, zostawiając zakup dla swojego męża, który musiał przynieść produkt do domu, gdyż jak twierdziła, jej serce było za słabe, by nosić jakiekolwiek przedmioty. Kobieta przeżyła Abrahama o co najmniej 10 lat.

Codzienność

Życie codzienne w Raczkach było podobne do większości małomiasteczkowych sztetlów w Polsce i skupiało się na prowadzeniu niewielkich biznesów, by zarabiać na życie. Dzieci wspólnie bawiły się na głównym rynku, bądź w domach sąsiadów, na polach wokół miasteczka,  jak i przy rzece. Raczki nie posiadały wodociągu, tylko studnie, a elektryczność pojawiła się dopiero po uruchomieniu elektrowni w Małych Raczkach. Domowe toalety nie istniały, a każdy rodzina posiadała własny wychodek, z nieodłączną gazetą, w wiadomych celach.

W czwartki odbywał się targ, kiedy to chłopi z okolicznych miejscowości przywozili furmankami swoje produkty na sprzedaż. Niemal wszystko było wyprzedawane już z rana i bardzo często zyski do wieczora były wydawane w pobliskich karczmach. Piątki spędzaliśmy szykując się na szabas. Moja matka cały dzień sprzątała i gotowała. Moimi ulubionymi potrawami były „grosse alke” (kluski ziemniaczane), kugel, cymes i smażone ryby, które łowiliśmy w rzece. Głównie szczupaki i okonie. O zmierzchu szamasz (bądź gabaj- skarbnik, opiekun, czyli urzędnik gminy żydowskiej, pełniący funkcję administratora synagogi) ,chodził od domu do domu i pukał w drzwi wołając „Alle yidden, zeit zu shul gehen” („Dla każdego Żyda czas  iść do synagogi”). I wtedy zaczynał się szabas. W sobotę rano wszyscy Żydzi zmierzali do synagogi, a następnie całe rodziny spożywały wspólnie obiad. Najbiedniejsi mieszkańcy miasteczka byli zapraszani do wspólnego posiłku, również przez mojego ojca. W niedziele nasze sklepiki były oficjalnie zamknięte, ale i tak często sprzedawaliśmy najpotrzebniejsze produkty, głównie miejscowym Polakom, lecz również i Żydom.

Religia była bardzo ważną częścią naszego duchowego, intelektualnego i społecznego życia w Raczkach. Synagoga umiejscowiona była w południowej części miasteczka i po części była drewniana, a po części murowana. Każdy z nas znał swoje miejsce w świątyni. Nasze miejsce było na bimie (podwyższone miejsce stawiane w centrum synagogi) przy wschodniej ścianie budynku. Siadaliśmy w tych samych miejscach odkąd moja pamięć sięga. Alija (wezwanie na bimę w synagodze do publicznego odczytania fragmentu Tory, uznawane za zaszczyt i wyróżnienie; żeby wejść na bimę najczęściej trzeba wspiąć się po kilku stopniach, stąd nazwa) były oparte na darowiznach licytowanych w synagodze podczas posługi. Najdroższe Alija przypadały na czas Wielkich Świąt Yamim Noraim. Podczas posługi mężczyźni modlili się na dole, zaś kobiety siedziały na górze i powtarzały słowa po kobiecie, która była wyznaczona i mogła czytać po hebrajsku. Moja prababcia Bryna była jedną z niewielu kobiet, które pełniły tą funkcję. Dzieci często bawiły się na placu przed synagogą, albo uczestniczyły z dorosłymi w posłudze. Nawiasem mówiąc, rodzina mojej prababki pochodziła z Augustowa.  Byli to Lewinsonowie.

Cmentarz ulokowany był na południe od miasteczka. Jak był pogrzeb, często były zbierane datki dla najbiedniejszych, jako część uroczystości pogrzebowej.

Jeśli chodzi o relacje z katolikami, to miałem wielu znakomitych przyjaciół jak mieszkaliśmy w gospodarstwie w Koniecborze. Chłopi szanowali mego ojca i wspólnymi siłami utrzymywali dobrze prosperujące gospodarstwo. W mieście jednak zdarzały się konflikty zazdrosnych chłopów, którzy byli ograniczeni tylko do prowadzenia niewielkich gospodarstw. Konflikty były głównie z żydowskimi sklepikarzami i rzemieślnikami. Zdarzały się również bójki miedzy nami, a katolikami. Pewnego razu przyłapaliśmy na gorącym uczynku rozrabiaków, którzy włamali się do synagogi, po czym zamknęliśmy ich w wychodku.

Byłem pytany, czy pamiętam, co stało się z lokalnymi księgami i dokumentami. Przypominam sobie, że podczas pierwszej wojny światowej spalono Urząd Stanu Cywilnego oraz wszystkie dokumenty i by potwierdzić  tożsamość oraz datę urodzenia młodych chłopców, musieliśmy jeździć do miast w asyście miejscowego lekarza, który zeznawał daty urodzenia. Ja byłem w Augustowie.

Moje wspomnienia z Raczek są bardzo miłe. Mam nadzieję, że przez te 59 lat życia w Stanach Zjednoczonych przekazałem całą esencję życia w Raczkach moim wnukom i prawnukom.

Luźne tłumaczenie z periodyku Landsmen z roku 1996 – Marcin Halicki. Zbiór zdjęć archiwalnych – Raczowskie Archiwalia.